Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sartre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sartre. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2016

Sartre o świadomości

Dziwić może fakt, że zajmowaliśmy się problemem poznania, nie poruszając kwestii ciała i zmysłów, czy też, że nie odnieśliśmy się do niej ani razu. Nie jest naszym zamiarem tworzenie nieporozumień dotyczących ciała ani ignorowanie jego roli. Najistotniejsze jest przede wszystkim, zarówno w ontologii, jak i w innych  dziedzinach, zachowanie nienaruszalnego porządku w dyskursie. W przypadku  ciała, jakakolwiek mogłaby być jego funkcja, ujawnia się ono najpierw jako to, co jest poznawanie. Nie możemy więc odnieść do niego poznania, ani zajmować się nim, zanim nie zdefiniujemy samego poznania, nie możemy też w żaden sposób wywieść z niego poznania w jego fundamentalnej strukturze.

Byt i nicość
s. 283

Te parę zdań to filozoficzny sztylet wbity w serce neuronauki. Wiemy tylko to, co pojawia się w polu świadomości. I skoro, wszelka świadomość jest świadomością obiektów poznawanych przez zmysły, tylko introspekcja, koncentracja umysłu może nam dać bezpośrednią wiedzę o naturze świadomości, która nie jest sama dla siebie obiektem, mniej więcej tak samo, jak oko nie widzi samo siebie.

środa, 2 lipca 2014

Zakład z proboszczem


"W roku 1787 w pewnej oberży koło Moulins umierał stary człowiek, filozoficznie wykształcony, przyjaciel Diderota. Księża okoliczni opadali z sił: próbowali wszystkiego - nadaremnie; człowiek ten odmawiał przyjęcia ostatnich sakramentów, był panteistą. Pan de Rollebon, który zatrzymał się przejazdem i który w nic nie wierzył, założył się z proboszczem z Moulins, że w niecałe dwie godziny skłoni chorego do uczuć chrześcijańskich. Proboszcz przyjął zakład i przegrał: wzięty wobroty o trzeciej nad ranem, chory wyspowiadał się o piątej i umarł o siódmej. "Jest pan taki mocny w przekonywaniu? - zapytał proboszcz - przewyższa pan księży"? "Nie dyskutowałem - odpowiedział pan Rollebon - nastraszyłem go piekłem."

Sartre, Mdłości
tłumaczenie: Jacek Trznadel

wtorek, 11 marca 2014

Genet: Ręka ma pchnęła owoc rozpaczy w rozwarty pysk występku


Jean Genet, złodziej i homoseksualista, potrafił — z niewielką pomocą grupki przyjaciół — przemienił swoje drobne wady charakteru w literacką grę i dzięki temu został prawie świętym. Kanonizacji dokonał Jean-Pauł Sartre osobiście i napisał gigantyczną książkę. Mały wielki człowiek, czyli Sartre, napisał zwariowaną rozprawę o złodziejaszku, znakomicie władającym francuszczyzną. Bowiem we Francji na literacki sukces mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP.

Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy.

Dzieje sukcesu Geneta we Francji powinni studiować wszyscy specjaliści od reklamy i od promocji literatury, w celu zapoznania się z trudną sztuką żonglerki wartościami. Bo z Genetem było tak — pierwszy swój poemat, Skazanego na śmierć, wydał mu w roku 1942 w nakładzie stu egzemplarzy drukarz, zajmujący się produkcją fałszywych kartek żywnościowych. Świetny punkt zaczepienia dla mitologicznej nitki oszustwa, którego oczywiście Genet nie przegapił. Napisał później francuszczyzną jak cymbał brzmiącą: „Ręka ma pchnęła owoc rozpaczy w rozwarty pysk występku”.

W latach 1943 — 1947 Jean Genet opublikował pięć podstawowych swych powieści. Wszystkie wydano anonimowo, z wyjątkiem Cudu róży, ponieważ wydawcy, podobnie jak osiemnastowieczni edytorzy libertyńskich i pornograficznych płodów, obawiali się biczyka obyczajowej cenzury. I dlatego na trzech tomach widniała formuła od dawna znacząca we Francji utwory zakazane: „Tylko dla amatorów”.

Dzieło Geneta ukazało się zatem poza oficjalnym obiegiem i właśnie dlatego — po pewnym czasie — z biciem werbli podbiło rynek. Jean Genet przeskoczył wdzięcznym krokiem od podziemia do Dzieł wszystkich u Gallimarda. Siłą napędową sukcesu stał się gigantyczny snobizm bywalców „Deux Ma-gots”, złe skłonności autora i nade wszystko jego wiedza o języku. Genet wyznał po latach, że jak się jest złodziejem i pedałem siedzącym pod celą, to należy przynajmniej mówić i pisać lepiej od innych. Tym sposobem Jean Genet udowodnił niezbicie, że słowo jest czynu testamentem.

Dzisiaj już wiemy, że Notre-Dame-des-Fleurs opublikował anonimowo Robert Denoel dzięki Jeanowi Cocteau, który pokochał Geneta miłością czystą od pierwszego niemal wejrzenia i dwukrotnie wyciągnął go z pudła. Po raz pierwszy — gdy Genet podwędził portfel z damskiej torebki. Po raz drugi — gdy starał się wynieść za pazuchą tomik Sagesse Verlaine'a. Cocteau napisał do trybunału, że Genet co prawda kradnie, ale za to cudownie pisze. Sędzia Patouillard tak bardzo nie (chciał wyjść na drobnego burżuja, że uniewinnił Geneta, chociaż — jako recydywistę — winien zapudłować na kilka latek. Pompes funebres wytłoczył w dziewięćdziesięciu pięciu egzemplarzach Gallimard, i to wystarczyło, by przyjaciele Cocteau zapoznali się z dziełem i odpowiednio zachwycili. Dziennik złodzieja wydał zaś Albert Skira w Szwajcarii. Kerela z Brestu — znowu Gallimard.

W tej sytuacji dzieło Geneta sprzedawane, a raczej rozdawane pod obrusem, musiało w chwale wyskoczyć na agorę. Gallimard postanowił od razu tłoczyć Dzieła wszystkie, bo w paryskich salonach stwierdzono, że powieści złodzieja czytane z niezdrowymi wypiekami na jagodach — to największe osiągnięcie literatury francuskiej od czasów Wiktora Hugo. Więc Genet dostąpił transfiguracji. Od niebytu do przebytu, od austerii do aureoli. Dzieło prosto z pierdla trafiło do Panteonu.

Gallimard podjął strategiczną decyzję w roku 1951 i zwrócił się do największej swej gwiazdy z prośbą o napisanie przedmowy. Największą gwiazdą był Jean-Pauł Sartre. Sartre przyjął zamówienie, zamknął się w gabinecie, łykał amfetaminę i wypalał setki gitanów, by po kilku miesiącach położyć na biurku przerażonego Gallimarda rękopis liczący ponad sześćset kartek drobnego pisma. Sartre zamiast przedmowy popełnił rodzaj autobiografii zatytułowanej Święty Genet. Komediant i męczennik.

Gallimard nie miał wyboru. Pierwszy tom Dzieł wszystkich Geneta zawiera tylko i wyłącznie przedmowę Sartre'a. Z właściwą sobie maestrią Sartre udowodnił, że Genet, tęskniąc do świętości, zamienia cudownie Zło na Dobro, a za oręż w walce z imperializmem służą mu homoseksualizm, onanizm, i złodziejstwo, tak pięknie oddane w słowach. Tak oto Sartre ujrzał Geneta jako stół z powyłamywanymi nogami. Porównując go do św. Jana od Krzyża i do św. Teresy z Avilla, przeciwstawił skarlałej moralności klas posiadających czysty zew grzechu obmytego ze zmazy.

Sartre był realistą i doszedł do wniosku, że skoro prawdziwa rewolucja się nad Sekwaną nigdy nie powiedzie, to warto chociaż zdobyć Pałac Zimowy języka.

W gruncie rzeczy Sartre mianował Geneta Trockim ecriture. Od tego czasu dzieło artysty sprzedaje się we Francji świetnie i budzi równie silne wzruszenia pośród wykwintnej młodzi, jak w 1815 Kozacy na Polach Elizejskich pośród panien służących.

Krzysztof Rutkowski
Paryskie Pasaże

sobota, 22 grudnia 2012

O filozofii Sartre'a

Biorąc pod uwagę to, że Sartre odrzuca istnienie obiektywnych wartości, powiemy, iż jego recepta wydaje się osobliwie pusta. Nie może on polecić jakiegoś szczególnego stylu życia. Może jedynie potępić każdy przejaw złej wiary, każdą próbę udowadnia, że nie jest się wolnym. Jedyne, co może zalecać, to «autentyczność»; chciałby, żeby każdy z nas podejmował indywidualne decyzje z pełną świadomością, że nie jesteśmy niczym zdeterminowani. Musimy przyjąć pełną odpowiedzialność zawszystko, co nas dotyczy – nie tylko za nasze postępowanie, ale również za postawy, emocje, skłonności i cechy charakteru. Trzeba odrzucić «ducha powagi», tzn. złudne przekonanie, że wartości istnieją w świecie w sposób obiektywny, i nie są stwarzane przez wolne decyzje człowieka. Świadomość pociąga za sobą nieustanne ryzyko złej wiary; Sartre jednak mówi, że można uniknąć tego ryzyka i osiągnąć autentyczność. Być może zła wiara jest powszechnym zjawiskiem, ale prawdopodobnie można (nawet jeżeli to się dzieje rzadziej i jest trudniejsze) w sposób refleksyjny afirmować swą własną wolność.

L. STEVENSON, D. L. HABERMAN. Dziesięć koncepcji natury ludzkiej. Wrocław 2001
s. 214

sobota, 1 grudnia 2012

Camus, Sartre i ucchedavada

Zarówno Camus i Sartre zakładają (przez czyste uprzedzenie – anty-katolicyzm?) że śmierć jest anihilacją. Ale C. (prawdopodobnie podążając za Sein zum Tode Heideggera) wydaje się wierzyć, że mamy zrozumienie śmierci jako anihilacji. (W tym ma rację, na tyle, że jeżeli śmierć jest anihilacją wtedy musimy mieć tego zrozumienie [= musimy być tego świadomi = to musi się przejawiać] jako takiego). Ale, jak S. słusznie wskazuje w L'Être et le Néant, Heidegger myli się, i nie możemy mieć zrozumienia naszej własnej anihilacji (tak też i Freud). Z pewnością mamy postawę wobec naszej śmierci, ale nie jest to zniesmaczenie anihilacją, jak utrzymuje C., ale lęk przed niepojmowalnym (niepojmowalnym staje się to z naszego powodu, gdy czynimy nierozsądne założenie, że śmierć = anihilacja: śmierć, faktycznie jest pojmowalna i jako wydarzenie w kursie istnienie – vide paticcasamuppada – nie jako anihilacja).

C. buduje swą filozofię na tym poglądzie, że śmierć, inaczej niż wszystko inne, jest końcem życia (tj. egzystencji) i dlatego też jest Wrogiem Publicznym. Jest łatwym (i kuszącym) powiedzieć, że gdyby miał w swym poglądzie rację, jego filozofia byłaby godna szacunku; ale skoro jego pogląd jest z konieczności niezrozumiały (tj. nie mogę, bez straty trzeźwości myślenia, przyjąć punktu widzenia ucchedavady; byłby to dla mnie krok w tył), tak też widzę jego filozofię. Dla C., człowiek nie mógłby nigdy popełnić samobójstwa (anihilować siebie) uważnie. Ale jeżeli za „zniesmaczenie anihilacją” czytamy „lęk przed niepojmowalnym”, wtedy wiele z jego uwag byłoby bardzo znaczące, jako opis karuny (ale wtedy śmierć traci swą uprzywilejowaną pozycję jako wroga ludzkości i jest zaliczana do jednej z jej głównych chorób: jāti, jarā, marana, soka, parideva, etc.). Szczególnie, taki opis karuny pokazałby, że obiekcja Ven Kassapy Thery jest zupełnie nieuzasadniona, że w tworzeniu siebie tworzy się innych i vice versa. Karuna (i również inne brahmavihary) jest faktycznie rozmyślnym przemodelowaniem „Nous sommes' [1] C. i 'Pour Autrui'[2] S. na formy korzystne. Z tego punktu widzenia L'Homme Révolté wydaje się interesujące i cenne.


C. czyni użytek ze słowa „Historia”. Wydaje się, że rozpoznaję tu dwuznaczne zbłądzenie. Myślę, że używa tego słowa w następujących dwóch znaczeniach: -
1. Akumulacji arbitralnych faktów które są zapamiętywane i zostały zapisane w dokumentach, książkach historycznych i tak dalej.
2. Obecna sytuacja ludzkości.
Pierwsze to Policyjna Pamięć Sądowa ludzkości: drugie jest Przeszłością ludzkości. Różnica jest taka: Muszę mieć przeszłość (vide S. L' Être et le Néant, Ñānavīra "Sketch for a Proof of Rebirth"), ale nie jestem zobligowany by ją pamiętać; i korespondencyjnie, Autrui ( jako cała ludzkość) czy Społeczeństwo musi mieć przeszłość (co jest obecną organizacją – jak mi się to jawi, oczywiście), ale nie jest zupełnie zobligowana do akumulowania pamięci czy gromadzenia faktów zapisanych w przeszłości.
L'Homme Révolté, jawi się,
ne peut se détourner du monde et de l'histoire sans renier le principe même de sa révolte (p. 354)[3]
i
ignorer l'histoire revient à nier le réal (p. 356).[4]


Ale która historia? Yogin, mówi C. jest eloigné du réel[5] z tego powodu. Albo ignoruje on Policyjną Pamięć Sądową ludzkości, w którym to przypadku robi w rzeczy samej bardzo dobrze (tak jak medytujący który nie wspomina przeszłości, ale żyje ściśle w teraźniejszym -- vide Bhaddekaratta Sutta;[6] i jest bardzo naiwnym, przypuszczać, że wspomnienia człowieka rzucą jakieś światło na jego obecną sytuację); bądź ignoruje on Autrui, co niemożliwe – jeżeli jest yoginem, stał się nim dokładnie przez wizję obecnej sytuacji, swojej i społeczeństwa, nie da rady, musi działać à partir du réel.[7] Jest godne zauważenia, że Indie mówiąc ogólnie, nie mają Policyjnej Pamięci Sądowej. Zachodni Scholastycy narzekają do znudzenia, że Indie nie mają zapisanej historii, że jest niemożliwym odkrycie do jakiego wieku należy dany manuskrypt. To, jak to widzę, jest po prostu tendencją do uważności jako w opozycji do życia własnymi wspomnieniami (cf. Proust) przeniesioną do Autrui lub ogólnie Społeczeństwa. To prawdopodobnie jest kluczem do fundamentalnej różnicy pomiędzy Wschodem i Zachodem.
W porównaniu z Le Mythe de Sisyphe, L'Homme révolté jest lękliwie opracowane, ale czasami, spotyka się znaczące rzeczy. Czy zauważyłeś tą?
Il semble que les grandes âmes, parfois, soient moins éprouvantées par la douleur que par le fait qu'elle ne dure pas. A défaut d'un bonheur inlassable, ine longue souffrance ferait au moins un destin. Mais non, et nos pires tortures cesserant un jour. Un matin, après tant de désespoirs, une irrépressible envie de vivre nous annoncera que tout est fini et que la souffrance n'a pas plus de sens que le bonheur.[8]
Za to, wiele mogę mu wybaczyć.


Sartre, z drugiej strony, mówi że śmierć jest anihilacją, ale że nie mamy zrozumienia tego jako takiego. To zabieranie drugą ręką tego co dało się pierwszą (i C. nie robi tego błędu, prawdopodobnie niechcący). Z pewnością nie mamy jej zrozumienia jako takiej – i zatem tak nie jest. Jak moglibyśmy w ogóle odkryć, że tak jest? Ale ten pogląd wiedzie nas do przypuszczenia, że całkiem spontanicznie pojawiamy się w strumieniu życia, obdarzeni przeszłością i tak samo spontanicznie znikamy z niego. To nie może być udowodnione ani zanegowane (tj, jest to metafizyczne) ale skoro wszystko dzieje się jak gdybym zawsze był i będę, to nie ma znaczenia. S. zgodnie ze swoją filozofią, jest nihilistyczny – w sensie, że jakikolwiek kurs działania by był, w ostateczności, jest dobry jak każdy inny – i możesz być komunistą z czystym sumieniem.
I jego Reflexion sur la Question Juive już notowały polityczne zabarwienie. Jego dyskusja jest doskonała .. ale na koniec może napisać ('Un Sartre s pu écrire): --
Le Juif d'aujoud'hui est en pleine guerre. Qu'est ce à dire, sinon que la Révolution socialiste est nécessaire et suffisante pour supprimer l'antisemite; c'est aussi pour les Juifs que nous ferons la révolution.[9]


To niewybaczalnie płaskie. Druga książka nie zawiera nic nowego ale daje się czytać. Prawdopodobnie to Węgierska windykacja analizy C. Rządów Cesarza spowodowała zmianę poglądów S. C. musi być teraz jak pomniejszy prorok. Ale (prawdopodobna) atrakcyjność poglądów C. (dla ucchedavadina) nie udowadnia ich poprawności (z wyjątkiem dla ucchedavadina). Węgierska (kontr-)rewolucja nie była, jak myślę, metafizyczną. [10]

Nanavira Thera




__________
[1] My jesteśmy.
[2] Dla innych.
[3] Nie może odwrócić się od świata i od historii bez zanegowania samej zasady swej rebelii. (The Rebel, s. 251.)
[4] Ignorowanie historii sprowadza się do tego samego co negowanie rzeczywistości. (p. 252.)
[5] Wyobcowany z rzeczywistości (adapted from The Rebel, p. 252.)
[6] M. 131
[7] Rozpoczynając od rzeczywistości. 
 
[8] Wydaje się, że wielkie dusze, czasami, są mniej przestraszone bólem niż faktem, że ból jest nietrwały. Przy braku niezmiennego szczęścia, stałe cierpienie byłoby przynajmniej przeznaczeniem. Ale nie, i nasze najgorsze tortury pewnego dnia znikną. Pewnego poranka, po długiej rozpaczy, niepowstrzymana chęć życia ogłosi nam, że wszystko skończone, i że cierpienie nie ma większego sensu niż szczęście. 
 
[9] Dzisiejszy Żyd jest w stanie totalnej wojny. Cóż to może znaczyć jeżeli nie to, że socjalistyczna rewolucja jest konieczna i wystarczająca by wyprzeć antysemitę? To również dla Żydów robimy rewolucję.


[10] Zapisek Nanamoli Thery: Redukcja chciwości, nienawiści i złudzenia, może być definiowana jako uproszczenie, a w ekstremalnym przypadku rozpad czasu-przestrzeni. Statystyczny czas jest rozciągnięty ale nie uporządkowany – tj nie formułuje się w czas historyczny - policyjną pamięć sądową.*
* The following, in Ven. Ñāṇamoli's handwriting, was attached to the above letter and refers to the article "Atomic Research and the Law of Causation in Nature":

Notes on reading Heisenberg's Article in "Universitas"
non-knowledge
is an element of physics complementarity of descriptions
reversal of time
The implicit but not overtly stated replacement of the statistical method of the large-scale by the frequently-repeated (which substitutes habit for size) and the small-scale for the relatively isolated. In defining largeness (in space) or long-duration (in time) "objectively" it seems illegitimate to introduce the experiential quality of "extension", which is really strictly subjective (by "looking into the distance" or "stretching out an arm" or by "counting sheep"), which leaves only complexity and numerical repetition with which to define the large-scale and the ling-enduring.
*

sobota, 6 października 2012

Mauvaise foi

 
Jeżeli chodzi ludzi, nie interesuje mnie to czym są ale to czym mogą się stać. - Sartre



Dwudziestowieczny filozof Jean-Paul Sartre określał nawyk zwodzenia się ludzi w myślenie, że nie mają wolności wyboru, z powodu lęku przed potencjalnymi konsekwencjami tego wyboru jako „złą wiarę” (mauvaise foi). Przez trzymanie się bezpiecznego, łatwego, narzuconego „wyboru” i zbłądzeniu przez nie rozpoznanie wielości innych wyborów jej dostępnych, osoba zdaje się na łaskę okoliczności w jakich zdarzyło jej się znaleźć. W taki sposób, osoba jest bardziej podobna do obiektu niż do świadomej ludzkiej istoty, czy w terminologii Sartre'a bardziej podobna do „bytu-w-sobie” niż do „bytu-dla-siebie”. Ludzie mogą udawać przed sobą, że nie są wolni w dokonywaniu wyborów przez uleganie pragmatycznym troskom i adoptowanie społecznych roli i systemów wartości które są obce ich naturze jako świadomych ludzkich istot. Jednak robienie tego jest samo w sobie dokonaniem wyboru, i przez to uznaniem ich wolności jako świadomych ludzkich istot.
Przykłady
Jednym z przykładów złej wiary dawanym przez Sartre'a jest kelner który robi co może by być w zgodzie ze wszystkim tym czym kelner powinien być. Dla Sartre'a zbyt wyraziste podkreślanie gestów kelnera jest dowodem, że odgrywa on rolę kelnera, jest automatem którego esencją jest bycie kelnerem. Jednakże by odgrywać rolę kelnera, kelner musi w pewnym stopniu zdawać sobie sprawę z tego, że faktycznie nie jest kelnerem, ale świadomą ludzką istotą, która zwodzi się, że jest kelnerem. Innym przykładem złej wiary dawanym przez Sartre'a jest z kobieta na pierwszej randce. Towarzysz młodej kobiety prawi jej komplementy na temat jej wyglądu zewnętrznego, ale ona ignoruje oczywiste seksualne konotacje jego komplementów i zamiast tego wybiera odebranie komplementów jako odnoszących się do niej jako do świadomej ludzkiej istoty. Wtedy on bierze ją za rękę, ale ona ani jej nie odsuwa ani nie podejmuje. Zamiast tego pozwala swej ręce spoczywać obojętnie w jego ręce, żeby zdobyć czas i odwlec dokonanie wyboru o zaakceptowaniu bądź odrzuceniu jego zalotów. Podczas gdy dokonuje wyboru by traktować jego komplementy jako będące niezwiązanymi z jej ciałem, wybiera traktowanie jej ręki (która jest częścią jej ciała) jako obiektu i przez to uznając swą wolność do dokonywania wyborów.
Implikacje
Dla Sartre'a, ludzie udają przed sobą samymi, że nie są wolni by dokonywać wyborów, ale nie mogą udawać przed sobą, że nie są sobą, to jest, świadomymi ludzkimi istotami które w rzeczywistości mają mało wspólnego bądź nic z ich pragmatycznymi troskami, społecznymi rolami i systemami wartości. Podążając za takimi a takimi pragmatycznymi troskami bądź adoptując takie a takie społeczne role i takie systemy wartości, osoba może udawać przed sobą, że nie jest wolna by czynić wybory, ale robienie tego samo w sobie jest dokonaniem wyboru, mianowicie wyboru udawania przed sobą, że nie ma się wolności w dokonywaniu wyborów. Człowiek, konkluduje Sartre, jest skazany na bycie wolnym.
Neel Burton