Ten kto praktykuje na sposób
prawdziwy, biorąc Buddę jako swoje schronienie, powinien dokonać
rekolekcji Dhammy, która daje nam znacznie więcej niż stojące w
opozycji kłopoty i trudy, z których lęk przed śmiercią jest
najważniejszym. Inne obejmują takie rzeczy jak brak czterech
rekwizytów, takich jak jedzenie uzyskiwane podczas żebraczego
obchodu, kłopoty doświadczane podczas czynienia wysiłku trenowania
i dyscyplinowania serca, które jest dzikie, trudne do
kontrolowania i ulegające ekscytacji, gdyż taka jest jego
przyrodzona natura; i trudy związane z chodzeniem czy siedzeniem w
medytacji przez długi czas, co tworzy bolesne uczucia męczące
zarówno ciało jak i serce. Są trudy powstałe z uwagi na odmowę
serca by poddać się dyscyplinie i trwać w obrębie przypisanych
granic, które są wymagane; trudy głodu i słabości z uwagi na
spożywanie małej ilości pożywienia, nie jedzenia przez dzień lub
dwa, czy poszczenia przez wiele dni, zgodnie z tym jak to
odpowiada naszemu indywidualnemu charakterowi, w celu by praca z
sercem rozwijała się łatwiej; trudy samotnego życia i samotności
bez przyjaciół wokół, czy nauczyciela, który by nas trenował i
pouczał i dzielił się swą wiedzą i doświadczeniem; trudy myślenia
o domu, krewnych i przyjaciołach, którzy zwykli obdarzać nas
poczuciem ciepła i komfortu; trudy bycia przemokniętym przez
deszcz i konieczności pogodzenia się z brakiem schronienia przed
słońcem czy deszczem; trudy odczuwania zimna, ulegania emocjom,
jak również bólom i dolegliwościom, powstałym z rozlicznych
powodów; trudy gorączki połączonej z bólem głowy, gorącem i bólem
w rozlicznych częściach ciała i nie posiadaniem lekarstwa ani
nikogo kto by o nas zadbał; trudy obawy przed śmiercią podczas
samotnego przebywania w lesie czy górach bez nikogo by nam pomagał
i chronił, i to, że po śmierci nikt nie zatroszczy się o nasze
zwłoki, które pozostaną dla kruków, sępów, psów i much, by się
nimi odżywiały. Wszystkie te rodzaje myśli są przeszkodami na
ścieżce ku nibbanie. Nie wolno się im poddać i pozwolić by
kłopotały serce, gdyż mogą doprowadzić nas do ruiny, tak, że nie
będziemy zdolni się przez nie przebić ku dobru.
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Mun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Mun. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 stycznia 2013
sobota, 5 stycznia 2013
Ajahn Mun i Ajahn Chah - spotkanie
Na końcu odosobnienia, Ajahn Chah,
razem z trzema innymi mnichami i nowicjuszami, i dwoma świeckimi,
udali się w długą podróż z powrotem do Isahn. Zatrzymali się w
Bahn Gor, i po paru dniach odpoczynku, zaczęli 250 kilometrową
wspinaczkę na północ. Dziesiątego dnia doszli do eleganckiej
białej stupy Taht Panam, starożytnego obiektu pielgrzymek na brzegu
Mekongu, i oddali cześć zawartym tam relikwiom Buddy. Etapami
kontynuowali dalszą podróż, nocami zatrzymując się w leśnych
klasztorach. Była to trudna wędrówka i nowicjusz jak i świecki
chcieli zawracać. Grupa składała się już z tylko trzech mnichów
i nowicjusza i świeckiego, kiedy w końcu dotarli do Wat Peu Nong
Nahny, domu Ajahn Muna.
Jak tylko weszli na teren klasztoru,
Ajahn Chah uderzyła atmosfera spokoju, ciszy i odosobnienia.
Centralne miejsce, w którym stał mały hol zgromadzeń było
dokładnie zamiecione, paru mnichów zajmowało się w milczeniu
pracami, pełni umiarkowania i skomponowani. Było coś w klasztorze,
czego nie miały inne miejsca, milczenie było dziwnie elektryzujące
i wibrujące. Ajahn Chah i jego towarzysze byli przyjęci z
grzecznością i po poinstruowaniu, gdzie mogą złożyć swe
parasole i siatki przeciwko komarom, wzięli jakże potrzebną
kąpiel, obmywając się z przydrożnego kurzu. Wieczorem trzej
młodzi mnisi, z ich podwójnymi szatami, złożonymi i
przewieszonymi przez ramię, umysłami oscylującymi między radosnym
oczekiwaniem a chłodnym strachem, udali się do drewnianej sali holu
spotkań, by złożyć hołd Ajahn Munowi. Idąc na klęczkach ku
wielkiemu mistrzowi, otoczony z obu stron przez rezydujących
mnichów, Ajahn Chah podszedł blisko starca o prezencji szlachetnej
jak diament. Łatwo sobie wyobrazić głębię oczu Ajahn Muna, jego
penetrujące spojrzenie wbijające się w Ajahna Chah, gdy ten
pokłoniwszy mu się trzy razy, usiadł z boku w odpowiedniej
odległości. Większość mnichów siedziała w medytacji z
zamkniętymi oczami, jeden, nieco z tyłu za Ajahn Munem, powolnym
wachlowaniem odganiał wieczorne komary. Zgodnie ze zwyczajem,
honorowanym przez mnichów, Ajahn Mun wpierw zapytał gości jak
długo są mnichami, w jakich klasztorach praktykowali i o szczegóły
ich podróży. Czy mają jakieś wątpliwości na temat praktyki?
Ajahn Chah kiwnął głową. Tak, miał. Z wielkim entuzjazmem
studiował Vinayę, ale się zniechęcił. Dyscyplina wydawał mu się
zbyt szczegółowa, aby być praktyczna, nie wydawało mu się
możliwe by przestrzegać każdą pojedynczą regułę; jaki zatem
powinien być czyjś standard? Ajahn Mun poradził mu by zaadoptował
"Dwóch strażników świata" hiri (poczucie wstydu)
i ottappa (inteligentnego strachu przed konsekwencjami) jako
bazowej reguły. W obecności tych dwóch cnót, powiedział,
wszystko inne się pojawi. Dalej dał wykład na temat trzy etapowego
treningu sila, samadhi i pańńa, czterech Dróg do Sukcesu i
pięciu Duchowych Mocy. Z pół zamkniętymi oczami, jego głos
stawał się coraz mocniejszy i szybszy, w miarę kontynuowania
wykładu, jakby poruszał się na coraz wyższych biegach. Z
absolutnym autorytetem, opisał "sposób w jaki rzeczy są"
i ścieżkę do wyzwolenia. Ajahn Chah i jego sąsiedzi siedzieli
pogrążeni w całkowitej błogości. Ajahn Chah powiedział później,
że chociaż spędził cały wyczerpujący dzień na drodze,
słuchając Dhammy Ajahn Muna jego zmęczenie zniknęło, jego
umysł stał się spokojnym i czystym,
i czuł jakby unosił się w powietrzu nad siedzeniem. Była już
późna noc, gdy Ajahn Mun zakończył spotkanie i Ajahn Chah
powrócił do swojej kuti.
Następnej nocy, Ajahn Mun ponownie
nauczał i Ajahn Chah czuł jakby wszystkie jego wątpliwości na
temat praktyki doszły do końca. Czuł radość i błogość Dhammy,
jakiej nigdy uprzednio nie doznawał. Teraz pozostawało jedynie
zastosować tą wiedzę w praktyce. Co bardzo zainspirowało go
podczas tych dwóch wieczorów, to zaszczepienie w sercu
sitibhuto, tj świadka prawdy. Ale najbardziej rozjaśniające
wyjaśnienie, to które dało mu konieczny kontekst czy podstawę dla
praktyki, czego uprzednio mu brakowało, było rozróżnienie
pomiędzy umysłem samym w sobie, a przemijającymi stanami umysłu,
które powstają i zanikają w jego obrębie. Przez niezrozumienie
tego punktu, bierzemy te stany za realne, za będące samym umysłem.
A faktycznie, są one jedynie nietrwałymi stanami. Jak tylko Ajahn
Mun to powiedział, rzeczy nagle stały się jasne. "Przypuśćmy,
że obecne w umyśle jest szczęście; jest czymś odmiennym, jest na
innym poziomie niż sam umysł. Jeżeli potrafisz dostrzec, że
ulegną one zakończeniu, możesz odłożyć rzeczy. Kiedy
konwencjonalne rzeczywistości są widziane takimi jakimi w
rzeczywistości są, jest to prawda ostateczna. Większość ludzi,
wszystko co zawiera umysł, identyfikuje właśnie z umysłem, ale
tak naprawdę, jedną rzeczą są stany umysłu, inną poznawanie
ich. Jeżeli zrozumiesz ten punkt, nie pozostało wiele do
zrobienia".
Na trzeci dzień, Ajahn Chah złożył
hołd Luang Por Munowi i poprowadził raz jeszcze małą grupkę do
samotnych lasów Poophan. Pozostawił Nong Peu za sobą, i nigdy nie
powrócił, ale jego serce przepełnione było inspiracją, która
pozostała z nim do końca życia.
Ajahn Amaro
sobota, 29 grudnia 2012
Ajahn Mun – ustać podczas sztormu
Ten kto praktykuje, musi trenować
swoje serce by stało się stabilne i silne, by wytrzymać siły
sztormów, które zawsze czekają na szansę powstania. Generalnie,
powstają one w samym sercu, gdzie spoczywają, gotowe by się wyrwać
i nawiedzić i unieważnić naszą determinację pracy z wysiłkiem,
tak, że stajemy się słabi i nieefektywni i nasza uprzednia siła,
determinacja i gotowość do pogodzenia się z kłopotami stale
maleje, aż do miejsca gdy już dłużej nie czynimy zupełnie
żadnego postępu. W końcu dochodzimy do tego, że stajemy w miejscu
i zanurzamy się wpadając w dukkha, jak to czyniliśmy przed
rozpoczęciem treningu. Dzień za dniem, dryfujemy coraz dalej od
Wielkiego Nauczyciela i Buddam Saranam Gacchami staje się
ledwie słowami, które każdy może powtarzać. Ale ważną rzeczą
jest, że prawda słowa „Buddham” staje się coraz
bardziej ulotna i znika z naszego serca. To jest to, co Lord Budda
nazywał „tym który zrezygnował; pokonany przez kilesy
Mary”, co oznacza, że jest się niezdolnym by walczyć przeciwko
własnym niskim i niekorzystnym myślom. Ten kto jest pokonany przez
kilesy Mary, otwiera drogę dla całej masy cierpienia w swych
sankharach, by stratowały i zniszczyły go, bez jego
możności odkrycia takiego sposobu myślenia, przez który uleczyłby
siebie za pomocą uważności i mądrości. Lecz człowiek ma
wystarczającą uważność i mądrość dzięki którym mógłby
uciec i wydostać się z tej sytuacji, używając zręcznych środków
wojownika, ratując siebie znad przepaści.
Ajahn Mun - esencja nauczania
Podczas pouczania mnichów, czcigodny
Ajahn Mun kładł wielki nacisk na praktyki dhutanga, i specjalnie
podkreślał konieczność życia w odosobnionych miejscach takich
jak lasy, wzgórza, jaskinie i wiszące klify. Jak się mi wydaje,
stale podkreślał tą grupę dhatung, prawie za każdym razem, kiedy
nas uczył. Jeżeli nie wspomniał o tych miejscach na początku
mowy, robił to podczas podsumowania. Było to spójne z tym co sam
praktykował; lubił żyć w lasach i na wzgórzach przez całe swe
życie. Jego nauczanie rzadko jeśli w ogóle pozwalało esencji
Dhammy na odseparowanie się od tych praktyk Dhatunga.
Ajahn
Maha Bua
sobota, 22 grudnia 2012
Ajahn Mun – o postawie wojownika
Co powinno się myśleć o takich
miejscach, gdzie strachliwi mnisi idą i zostając narzekają, że są
przestraszeni, chociaż miejscowi wieśniacy myślą o nich jako o
zwykłych miejscach i nie obawiają się ich? Z drugiej strony są
miejsca gdzie odchodziłem i praktykowałem, a miejscowi wieśniacy
obawiali się tych miejsc i nie chcieli bym tam mieszkał, z obawy,
że zjedzą mnie tygrysy. Ale nie dbałem o tygrysy, ani o
wieśniaków, mówiących jak srogie są tygrysy. Mój brak troski
nie jest przechwalaniem się tym, że nie bałem się tygrysów,
które w oczach świata są nieulęknionymi zwierzętami. Owszem,
bałem się ich, ale nie na sposób przerażenia strachliwego
bhikkhu. Odwrotnie, mól lęk był lękiem wojownika, który
postanowił:
Niebezpieczeństwo czyha wszędzie i to
wydaje się być dobre miejsce dla samorozwoju. Czy przeżyję czy
umrę, podporządkuję się mej karmie, która jest drogą natury.
Jeżeli tygrys nie ma mięsa do jedzenia – czy myśli, że mięso
mnicha jest słodsze czy bardziej smaczne niż normalne jedzenie i
zechce go spróbować, zaakceptuję to. Ale muszę się trzymać
Dhammy – innymi słowy, odwagi i wyrzeczenia w imię Dhammy –
cały czas, bez odpuszczenia, aż do mojego ostatniego oddechu. Taka
postawa będzie odpowiednia dla kammatthana bhikkhu, który
trzyma się Sasany i honoruje ją.
Uczyniwszy to zobowiązanie i
uwolniwszy się od wszystkiego dla Dhammy, zwróciłem się ku pracy
nad sercem z niezachwianym wysiłkiem bez rozluźnienia. Czym więcej
słyszałem tygrysy porykujące do siebie nawzajem w najbliższym
otoczeniu, tym bardziej zwracałem się ku Dhammie wchodząc z nią w
intymny kontakt, zagłębiając się w nią jak gdyby serce i Dhamma
stały się jednością. Czym dłużej walczyłem w bitwie między
tygrysami i Dhammą, która była moim celem, tym więcej widziałem
cudów serca i Dhammy, które powstając usuwały wszelkie myśli o
tygrysach przychodzących mnie zjeść, myśli będących tylko
stratą czasu. Ale lękliwa osoba jest jak młode dziecko które wie
mało i dotyka ognia by się nim bawić parząc sobie ręce. Kiedy
lękliwa osoba jest niezdolna do odnalezienia drogi wyjścia,
przywołuje myśli o tygrysach czy duchach i wywołuje u siebie
strach, parzący swe serce bez wiedzy jak stawić czoła sytuacji –
tak samo jak dziecko bawiące się ogniem.
Ajahn Mun – O odpowiednich miejscach
„Na tym wzgórzu, w tej jaskini i pod
tą wiszącą skarpą; tam przebywałem i tam praktykowałem, są to
miejsca chwytające za serce i uwalniające je ze wszystkich
zmartwień i trosk połączonych z rozproszeniami i zakłóceniami
związanymi ze światem. Jeżeli w twym sercu tkwi pragnienie
poszukiwania „rzeczywistości” wolnej od dukkha,
powinieneś szukać takich miejsc, w których mógłbyś zamieszkać
i praktykować i oddać całe twe życie w ręce Dhammy. Wtedy będzie
tak, jak gdyby Wielki Nauczyciel we własnej osobie siedział przed
tobą we wszystkich sytuacjach. Zarówno we śnie jak i po
przebudzeniu, będziesz szczęśliwy i praca związana z sercem
będzie stale postępować bez zawahań i chwiejności jak to się
dzieje w miejscach powodujących rozproszenie i zakłócenia. Lord
Budda w wszyscy savakowie arahaci czynili ofiary, ofiarowując
swe życia Dhammie w takich miejscach. Ale ci, którzy nie widzą
krzywdy w kilesach, pragnieniu i samsarycznym kole, są
obciążeni i bez celu wędrują z zarezerwowanym miejscem na
cmentarzu narodzin i śmierci. Sposób ich prowadzenia się jest
sposobem ludzi, którzy nie mają końcowej destynacji na swej drodze
i nie znajdują przyjemności w takich miejscach, gdzie Budda i
arahaci z zadowoleniem przebywają. Są tu tereny cmentarne, jest
dzika dżungla! Idź i żyj w takich miejscach z plemionami leśnych
ludzi. To miejsca, które w wszelki sposób zaopatrzą cie w
inicjatywę do pracy i zachęcą do ucięcia nieskończonego procesu
samsarycznego koła w twoim sercu, osłabiając go coraz bardziej, na
każdym etapie wysiłku. Ci co wykonują taką pracę w tak
odpowiednim miejscu, z życzeniem by uwolnić się od niepokoju
związanego z narodzinami i śmiercią przez wiele przyszłych
istnień, są bardzo odmienni od zwykłych światowych ludzi. Ale w
nieodpowiednim miejscu, nawet chociaż chodzą po medytacyjnej
ścieżce czy siedzą w medytacji przez taki sam czas, rezultaty
prawdopodobnie będą bardzo odmienne. Jest tak ponieważ ich
skierowanie uwagi, będzie podążało za ich umysłami, a generalne
odczucie co do tych rzeczy zmienia się wraz z otoczeniem; i tak
rezultaty przychodzące w takich warunkach muszą również być
odmienne.
piątek, 21 grudnia 2012
Ajahn Mun - Przezwyciężyć strach
Ajahn Mun – Przezwyciężyć strach
„Są tam lasy! Są tam wzgórza! To
odpowiednie miejsca dla serca które jest wzburzone i niespokojne i
trudne do opanowania. Nie angażuj się w rzeczy, w przyjaźnie czy
znajomości w tym klasztorze czy gdzie indziej. Ten kto praktykuje
ścieżkę musi znać swój charakter i musi znać odpowiedni sposób
by się trenować. Jeżeli nie zna swego własnego charakteru, nawet
jeżeli będzie praktykował aż do śmierci, ciągle nie osiągnie
odpowiednich rezultatów. Kiedy jego serce stawia opór, musi podjąć
wysiłek i obowiązek dyscypliny. Ktokolwiek obawia się tygrysów,
powinien pójść i zamieszkać w lesie i na wzgórzach wraz z nimi.
Ktokolwiek obawia się duchów, powinien pójść i zamieszkać na
terenach cmentarnych z rozlicznymi rodzajami duchów, aż serce
stanie się jednym z duchami! Wtedy będzie zdolny powiedzieć, że
citta podporządkowała się dyscyplinie”.
„Temu kto obawia się śmierci,
będzie ona towarzyszyła przez rozliczne życia, bez wizji końca
tego procesu; i ten który boi się tygrysów, będzie zawsze
wyobrażał sobie tygrysy przychodzące do niego, zwodzące i
straszące go. Podobnie z tym, kto boi się duchów, będzie on
widział wizerunki duchów przychodzące go zwodzić, gdziekolwiek
się uda, aż nie będzie mógł żyć, jeść, leżeć i spać w
spokoju. Nawet jeżeli zobaczy liść spadający z drzewa, jego myśli
dostrzegą w tym nawiedzającego go ducha i tak się stanie”.
„Jakkolwiek przestraszone może być
serce, osoba musi nauczyć się zmierzyć ze strachem, za pomocą
metody testów i dyscyplinowania siebie, aż do czasu, gdy pozna
prawdę o strachu. Jeżeli obawia się tygrysów, musi nauczyć się
znać ten lęk tygrysów, doświadczając go, za pomocą uważności
i mądrości wspomaganych przez cierpliwą wytrwałość; do momentu,
gdy pojawi się nieustraszoność, i będzie sam poszukiwał
tygrysów, podczas gdy tygrys nie będzie wystarczająco dzielny, by
się z nim zmierzyć”.
wtorek, 6 marca 2012
Ajahn Mun
Ajahn Mun urodził się w 1870 roku w
Tajlandii. Mnichem został w 1893 roku. Przez większość swego
życia mieszkał w lesie medytując na odosobnieniu. Co należy
docenić, w tamtych czasach lasy obfitowały w tygrysy i mnich musiał
się liczyć z tym, że może na swej drodze spotkać tego ładnie
wyglądającego na zdjęciu zwierzaka, który gdy jest głodny nie
pogardzi ludzkim mięsem. Ale taka obecność tygrysów,
paradoksalnie dobrze wpływała na koncentrację. Sam Ajahn Mun miał
metodę „na tygrysa” zarezerwowaną dla swych uczniów mających
kłopot ze skoncentrowaniem umysłu. Otóż wysyłał ich do pewnej
jaskini w której zwykł przebywać tygrys. Czy miał on jakiś układ
z Ajahn Munem, to trudno powiedzieć, ale fakty są takie, że
żadnego z jego uczniów nie zjadł a za to nie jednemu pomógł w
koncentracji. Jeden z uczniów opisuje to jako uskok w czasie: jesteś
w jaskini razem z tygrysem, przerażenie jest tak duże, że umysł
nagle „ucieka” i po chwili jesteś już sam. Tyle, że ta chwila
trwała trzy godziny, podczas których praktycznie nie wiesz co się
działo. Współczesny mistrz walki Vernon Kitabu Turner opisuje
podobny uskok czasu: „Siedzę sobie przy kawie w kawiarni i nagle widzę, że stoi przy mnie policjant:
-'Wszystko w porządku?'
-'Tak, jak najbardziej. Czy jest coś
złego w piciu kawy, oficerze?'
-'Nie ma nic złego w piciu kawy, ale
ty gapisz się na tą filiżankę już od sześciu godzin'”.
O ile wiarygodność takich
poszczególnych historii nie jest pewna, pewne jest, że zjawisko
uskoku czasu zdarza się, zwłaszcza w sytuacjach gdy umysł nie
akceptuje obecnego pięcio-zmysłowego doświadczenia, albo wtedy gdy
jest już odpowiednio wytrenowany i w takich absorpcjach rozpoznaje
przyjemność.
Biografia Ajana Muna obfituje w
niesamowite historie, które dla sceptycznego człowieka są trudne
do zaakceptowania. Między innymi Ajahn Mahaboowa twierdzi, że jego
nauczyciel posiadał umiejętność czytania ludzkich umysłów. Ale
o ile tego typu rewelacje można podważać, nie da się podważyć,
że Ajahn Mun wiódł przykładne życia mnicha i pociągnął za
sobą wielu naśladowców. Powstała tradycja kammatthana z której
wywodził się między innymi Ajahn Chah.
Warto znać pouczającą historię
pierwszego spotkania Ajahna Chah z Ajahnem Munem. Ten pierwszy
narzekał, że „obecnie nie ma dobrych mnichów”. O ile
faktycznie, są podstawy do takich twierdzeń, pewno większe obecnie
niż sześćdziesiąt lat temu, tym bardziej wskazane jest zapamiętanie
odpowiedzi Ajahna Muna: „Brakuje ci dobrych mnichów – sam zostań
jednym z nich".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
