Dyskretny urok poziomu morza, czyli ćwiczenia w deizndoktrynacji
Skąd wiesz, że Ziemia nie jest wirującą kulą?
Idea Płaskiej Ziemi od dawna była oczerniana, wyśmiewana i dyskredytowana jako najbardziej szalona ze wszystkich teorii spiskowych, marginalizowana, wyśmiewana i wyszydzana przez wieki jako ignorancki, starożytny, nienaukowy światopogląd, jednakże fakty w tej sprawie są dalekie od tego, czego cię uczono. Po dokładniej egzaminacji i skrupulatnym zbadaniu z zachowaniem otwartego umysłu, każdy sceptyczny, krytyczny myśliciel odkryje, że w rzeczywistości to idea przechylającej się, wirującej kosmicznej kuli, promowanej przez NASA i nauczanej w szkołach jest prawdziwie absurdalna i nienaukowa. Oto 20 sposobów, w jaki każdy może sam udowodnić, że Ziemia jest płaską, nieruchomą płaszczyzną:
1. Zdrowy rozsądek
Nie można tu przesadzić czy przedobrzyć: podstawową najważniejszą rzeczą do zrozumienia, jak i najbardziej oczywistym sposobem, aby uznać, że nie orbitujesz na kuli, jest twój własny zdrowy rozsądek i poleganie na własnym życiowym bezpośrednim doświadczeniu. I tak: zawsze doświadczałeś i zawsze będziesz doświadczać siebie jako żyjącego na nieruchomej Ziemi, ze Słońcem, Księżycem i gwiazdami krążącymi nad tobą i wokół ciebie. To zdrowy rozsądek i to, czego każdy na świecie doświadcza każdego dnia swojego życia. Uczy się nas wierzyć w rzeczy z których wiele jest całkowicie sprzecznych z naszym własnym zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem od najmłodszych lat. Mówi się nam, że ludzie żyjący „pod” wirującą kulą Ziemi w Australii w rzeczywistości żyją „do góry nogami” w porównaniu z tymi, którzy mieszkają na półkuli północnej, podczas gdy niewidzialna siła, wystarczająco silna, by utrzymać ludzi, budynki i oceany, przyklejone do spodu szybko obracającej się kuli, jest wystarczająco słaba, by pozwolić ptakom, owadom i samolotom z łatwością wzbić się w powietrze i latać, utrzymuje wirującą atmosferę Ziemi w idealnej równowadze i utrzymuje wszystkich mocno na powierzchni, nie miażdżąc nas.
Widzimy wyraźnie, że horyzont jest poziomy, ale mówi się nam, że jest zakrzywiony. Czujemy, że Ziemia pod naszymi stopami jest nieruchoma, ale mówi się nam, że się porusza. Obserwujemy ciała niebieskie krążące wokół nas, ale mówi się nam, że to my się obracamy. Oczywiste jest, że gwiazdy są gwiazdami, ale mówi się nam, że gwiazdy są słońcami. Widzimy, że Słońce jest większe od gwiazd, ale mówi się nam, że gwiazdy są większe od Słońca. Widzimy, że Słońce i Księżyc mają ten sam rozmiar, ale mówi się nam, że Słońce jest 400 razy większe. Oczywiste jest, że góra to góra, a dół to dół, ale mówi się nam, że coś takiego nie istnieje! Jak stwierdził David Wardlaw Scott, zwolennik teorii płaskiej Ziemi, „dla współczesnego astronoma teoretycznie nie ma ani góry, ani dołu, choć jego doświadczenie przeczy temu twierdzeniu, za każdym razem, gdy patrzy „w górę” w niebo lub „w dół” na ziemię. Taka aberracja intelektualna jest naprawdę godna pożałowania”. Filozof z III wieku, Lakantius, był podobnie zaniepokojony tą ideą, stwierdzając: „Kula, gdzie ludzie po drugiej stronie żyją ze stopami nad głowami, gdzie deszcz, śnieg i grad padają w górę, gdzie drzewa i uprawy rosną do góry nogami, a niebo jest niżej niż ziemia? Starożytny cud wiszących ogrodów Babilonu kurczy się w porównaniu z polami, morzami, miastami i górami, które pogańscy filozofowie uważają za wiszące z Ziemi bez żadnego wsparcia!”. Doprawdy, pomysł, że ludzie stoją, statki żeglują, a samoloty latają do góry nogami w niektórych częściach Ziemi, podczas gdy inne są nachylone pod kątem 90 stopni i pod wszystkimi innymi niemożliwymi kątami, jest kompletnym absurdem i obrazą zdrowego rozsądku.
W rzeczywistości zdrowy rozsądek jest pierwszą ofiarą wiary w globus. Żadne dziecko ani człowiek wolny od indoktrynacji nigdy nie doszedłby do wniosku, czy nawet nie pomyślał - pozostawiony samemu sobie, opierając się na własnych obserwacjach - że Ziemia jest wirującą kulą krążącą wokół Słońca. Kiedy dzieci są indoktrynowane od najmłodszych lat, by porzuciły zdrowy rozsądek i doświadczenie geocentrycznej płaszczyzny Ziemi na rzecz tego bezsensownego modelu heliocentrycznego globu nauczanego w szkołach, w ich psychice następuje schizma. Nie mogą już ufać własnym zmysłom i doświadczeniu, a zamiast tego muszą ufać informacjom całkowicie im przeciwnym, przekazywanym przez rzekomych ekspertów i autorytety, które upierają się, że ich wersja rzeczywistości jest prawidłowa. Kiedy dzieci widzą, że każdy dorosły wokół nich całym sercem wierzy w wirujący glob, i słyszą, że tylko nasi ignoranccy, nienaukowi przodkowie wierzyli w co innego, łatwo porzucają empiryczne dowody swoich zmysłów i przyjmują dominujący, bezsensowny model. Jak stwierdził E. Eschini, zwolennik teorii płaskiej Ziemi, „jednym z jej dokonań jest ukazanie straszliwej mocy kłamstwa, które ma moc uczynienia z człowieka mentalnego niewolnika, tak że nie odważy się on poprzeć dowodów własnych zmysłów.
[Patrz na przykład eksperyment psychologiczny Ascha VB]
Zaprzecza jawnemu i oczywistemu ruchowi Słońca, który widzi przed sobą. Kiedy czuje, że stoi na Ziemi całkowicie pozbawionej ruchu, za sugestią kogoś innego jest gotów przyznać, że wiruje wściekle. Kiedy widzi ptaka lecącego i wznoszącego się nad ziemię, jest gotów uwierzyć, że ziemia w rzeczywistości porusza się wielokrotnie szybciej niż ptak, a wreszcie, aby podtrzymać wyobraźnię szaleńca, jest gotów oskarżyć swojego Stwórcę o stworzenie w nim kłamstwa opartego na zmysłach”.
2. Fałszywe fotografie
Jednym z głównych powodów, dla których przeciętny człowiek wierzy, że Ziemia jest kulą, są zdjęcia i nagrania wideo kulistej Ziemi dostarczane przez NASA i inne agencje kosmiczne. Setki takich zdjęć i tysiące filmów przedstawiających kulistą Ziemię są dostępne bezpłatnie w internecie, ale większość ludzi nigdy nie podchodzi do nich krytycznie i sceptycznie. Od najwcześniejszych fotografii po najnowsze transmisje na żywo, NASA i inne agencje kosmiczne na świecie są nieustannie demaskowane za swoje hollywoodzkie sztuczki. Skrupulatne porównanie, zestawienie i zbadanie nieścisłości okazuje się, że każdy obraz i film przedstawiający kulistą Ziemię został w jakiś sposób zmanipulowany.
Wszystkie filmy globusowe, na przykład, są uzyskiwane przy użyciu obiektywu typu "rybie oko" do zakrzywienia horyzontu lub tworzone całkowicie za pomocą technologii CGI. Jednym z wyraźnych przykładów tego drugiego jest film NASA z 1990 roku przedstawiający Ziemię, rzekomo sfilmowany przez ich teleskop kosmiczny Galileo z odległości 1,3 miliona mil. Ten film przedstawia kulę ziemską obracającą się w kosmosie bez cięć przez 25 godzin i pokazuje dokładnie te same chmury, które nigdy nie rozpraszają się, nie zmieniają kształtu ani położenia przez cały czas. W rzeczywistości, jeśli będziesz obserwować chmury na niebie przez kilka minut, nieuchronnie wydarzą się trzy rzeczy: wszystkie chmury się poruszą, niektóre będą stopniowo zmieniać kształt, a inne rozproszą się i znikną całkowicie. Jednak na oficjalnym materiale NASA przedstawiającym wirującą kulistą Ziemię cała pokrywa chmur na świecie nie rozprasza się, nie zmienia kształtu ani nie porusza się przez 25 godzin, co jest oczywiście niemożliwe i stanowi dowód fałszerstwa.
Dobrym przykładem fałszerstwa obiektywu typu „rybie oko” jest słynny skok Go Pro Red Bull z 2012 roku, podczas którego skoczek spadochronowy Felix Baumgartner został wyniesiony na rekordową wysokość 128 000 stóp (38 000 m) w balonie stratosferycznym, a następnie skoczył z powrotem na Ziemię. Siedem kamer Go Pro umieszczonych na zewnątrz statku i przymocowanych do Felixa zarejestrowało cały wzlot i spadanie. Spostrzegawczy obserwatorzy zauważą, że od poziomu gruntu aż do 24-milowego szczytu horyzont jest wyraźnie zakrzywiony i pozostaje taki przez cały czas wznoszenia. Dzieje się tak, ponieważ zakrzywienie jest sztuczne i spowodowane standardowym obiektywem typu „rybie oko” w kamerach Go Pro. Gdy Felix osiągnie maksymalną wysokość i otworzą się drzwi jego statku, zamontowana za nim kamera bez obiektywu typu „rybie oko” ujawnia prawdę, pokazując idealnie płaską linię horyzontu wciąż na wysokości 128 000 stóp (38 000 m).
Jeśli chodzi o setki rzekomych zdjęć kuli ziemskiej, NASA otwarcie przyznaje, że są to obrazy kompozycyjne, a nie rzeczywiste fotografie. Twierdzą, że kompozycje powstają poprzez połączenie pasków danych przesłanych z satelitów w Photoshopie i pokolorowanie ich w celu uzyskania finalnego efektu. Robert Simmon, starszy analityk programowy NASA i główny wizualizator danych, przyznał w wywiadzie, że są one „przerabiane w Photoshopie”, bo „tak musi być”. Porównując je ze sobą i patrząc wnikliwie, niespójności stają się oczywiste. Kolorystyka lądów/oceanów i względny rozmiar kontynentów drastycznie różnią się między zdjęciami, a często obejmują one zbyt mało powierzchni lądu, aby pokryć 50% globu. Kilka zdjęć NASA z serii „Blue Marble Earth” zawiera powtarzające się przykłady identycznych wzorów chmur, wyraźnie skopiowanych i wklejonych w odpowiednie miejsce.
Komputerowe ulepszenia zdjęć Ziemi wykonanych podczas misji Apollo na Księżyc również wykazują podobne sztuczki fotograficzne. Po usunięciu odcieni z czarnego tła i zwiększeniu jasności, wokół globu w miejscu wklejenia pojawiają się wyraźne prostokątne artefakty, co ponownie dowodzi, że są to przerobione kompozycje.
Co więcej, gdy porównamy zdjęcia Ziemi NASA ze zdjęciami rosyjskich, chińskich i innych agencji kosmicznych, różnice stają się oczywiste, a fakt, że wszystkie są po prostu obrazami z Photoshopa, staje się oczywisty. Gdyby NASA i światowe agencje kosmiczne mogły dostarczyć prawdziwe, autentyczne zdjęcia i filmy globu, z pewnością by to zrobiły, więc fakt, że nadal produkują i wypuszczają na rynek wyłącznie sztuczne obrazy z rybim okiem i kreskówki CGI, jest mocnym dowodem na to, że Ziemia nie jest tym, za co ją podają.
3. Woda
Naturalna fizyka wody polega na tym, że raz zamknięta i nie podlegająca bodźcom zewnętrznym, jej powierzchnia zawsze pozostanie pozioma. Ta fundamentalna właściwość fizyczna wody jest powodem, dla którego od tysiącleci była ona używana przez budowniczych i inżynierów jako narzędzie niwelacyjne. Niezależnie od tego, czy znajduje się w wiadrze, wannie, stawie, jeziorze czy oceanie, powierzchnia wody w spoczynku zawsze pozostaje płaska i nie wykazuje wypukłości ani żadnego kształtu. Fakt ten jest łatwo udowodniony i empirycznie weryfikowalny, ale całkowicie sprzeczny z tym, co wiemy o globie. Aby Ziemia była kulista i w ponad 70% pokryta wodą, oceany muszą w jakiś sposób zakrzywiać się wokół i przylegać do wszystkich krawędzi szybko wirującej kuli zawieszonej w przestrzeni. Po prostu niemożliwe jest, aby woda zachowywała się w ten sposób, ponieważ każdy może sam to sobie zbadać – zbiorniki wodne nie przylegają do spodu kuli i nie mogą wykazywać wypukłości ani żadnego innego kształtu na swojej powierzchni.
Obrońcy kul często wskazują na krople wody, menisk, napięcie powierzchniowe lub adhezję, twierdząc, że są to przykłady zaginania się wody lub przylegania do powierzchni, co jest niczym innym jak sofizmatem fałszywej równoważności, ponieważ zjawiska te występują tylko w bardzo małej skali, wielkości filiżanki do kawy. Twierdzą oni, że całe oceany otaczają i przylegają do spodu wirującej kuli, a nie do kropli wody lub menisku w szklance wypełnionej po brzegi. NASA niedawno również zajęła się fałszowaniem komputerowych kul wodnych za pomocą technologii rozszerzonej rzeczywistości wirtualnej, próbując przekonać opinię publiczną, że woda może zachowywać się w ten sposób. Tego rodzaju demonstracja przeprowadzona w układzie odniesienia niedostępnym dla 99,99% populacji jest jednak niepowtarzalna dla naukowców/sceptyków na całym świecie i dlatego nie jest naukowa ani dopuszczalna jako dowód czegokolwiek. Po pierwsze, twierdzą, że tylko masywne obiekty wielkości Ziemi mają tę właściwość przyciągania, a następnie jako dowód przedstawiają zjawisko rzekomo poza naszym ziemskim układem odniesienia. Innymi słowy, twierdzą, że zbiorniki wodne mogą się wyginać, przyklejać do kuli i wykazywać krzywiznę na swojej powierzchni, ale tylko w skali zbyt dużej, aby ludzie mogli to odtworzyć; następnie twierdzą, że woda może zbijać się w kulki i unosić się w powietrzu, ale tylko w układzie odniesienia zbyt odległym, aby ludzie mogli to odtworzyć.
Jeśli chodzi o poziom wody, obrońcy globusów próbowali całkowicie przedefiniować termin „poziom”, aby pasował do ich dogmatu. Prawdziwa definicja „poziomu” to „płaska, pozioma płaszczyzna bez żadnych odchyleń wysokości wzdłuż jej powierzchni”. Woda zawsze niezawodnie poszukuje i utrzymuje swój własny poziom, dlatego od niepamiętnych czasów była używana w poziomnicach i projektach budowlanych do tworzenia idealnie poziomych konstrukcji, niezależnie od ich rozmiaru. Fanatycy globusów, niezadowoleni z tej oczywistej prawdy i jasnej definicji, próbowali jednak przedefiniować „poziom”, aby oznaczał „zakrzywiony”. Ich nowa, przyjazna dla globusów wersja „poziomu” oznacza „równe wysokości wokół kuli mierzone od punktu centralnego”. Faktem jest jednak, że nikt nigdy nie dotarł do tego hipotetycznego środka hipotetycznej kuli ziemskiej, więc ich przedefiniowanego terminu nie da się zweryfikować ani sfalsyfikować. Do tego czasu bądźcie spokojni, istnieje dobry powód, dla którego wszyscy nazywamy to „poziomem morza”, a nie „krzywą morską”.
4. Horyzont.
Horyzont jest zawsze idealnie poziomy w promieniu 360 stopni wokół obserwatora, niezależnie od wysokości. Gdyby Ziemia była rzeczywiście kulą, niezależnie od jej rozmiaru, podczas wznoszenia się obserwatora horyzont pozostawałby nieruchomy i opadałby poniżej obserwatora wraz ze wzrostem wysokości. W rzeczywistości wszystkie amatorskie nagrania z balonów, rakiet, samolotów i dronów, nakręcone bez obiektywu typu „rybie oko” na maksymalnych wysokościach ponad 20 mil, pokazują całkowicie płaski horyzont, który wciąż wznosi się na poziom oczu obserwatora. Tylko na nagraniach NASA i innych agencji kosmicznych horyzont kiedykolwiek zakrzywia się lub pojawia się poniżej poziomu oczu obserwatora.
W modelu heliocentrycznym horyzont jest uważany za fizyczną krzywiznę kuli ziemskiej i powód, dla którego łodzie oddalające się od obserwatora na brzegu znikają z pola widzenia. Był to w rzeczywistości jeden z pierwotnych rzekomych dowodów na istnienie kuli ziemskiej przedstawionych przez Arystotelesa i wciąż powtarzanych przez jego wyznawców, ale dzięki zastosowaniu nowoczesnej technologii zoomu wiemy teraz, że horyzont nie jest fizyczną krzywizną kuli ziemskiej, a łodzie te można ponownie powiększyć, aby były w pełni widoczne. Dzieje się tak, ponieważ horyzont wcale nie jest obiektywnym zjawiskiem fizycznym, lecz raczej subiektywnym zjawiskiem optycznym, zależnym od perspektywy indywidualnego obserwatora. Gdyby horyzont był w rzeczywistości obiektywną fizyczną krzywizną kuli ziemskiej, to obiektów oddalających się od niego nie dałoby się ponownie powiększyć i pozostawałyby one nieruchome podczas wznoszenia się obserwatora. W rzeczywistości jednak horyzont wznosi się wraz z obserwatorem, niezależnie od wysokości, a współczesna technologia powiększania pozwala na ponowne, pełne uwidocznienie obiektów oddalających się od niego. Dowodzi to, że linia horyzontu nie jest obiektywnym punktem krzywizny na wypukłej Ziemi, lecz raczej subiektywną, zanikającą linią perspektywy z punktu widzenia danego obserwatora.
Cytując „Ziemia nie jest globusem” dr. Samuela Rowbothama: „Na brzegu w pobliżu Waterloo, kilka mil na północ od Liverpoolu, ustawiono dobry teleskop na wysokości 6 stóp nad wodą. Skierowano go na duży parowiec, który właśnie opuszczał rzekę Mersey i płynął do Dublina. Stopniowo maszt oddalającego się statku zbliżał się do horyzontu, aż w końcu, po upływie ponad czterech godzin, zniknął. Zwykła prędkość żeglugi dublińskich parowców wynosiła pełne osiem mil na godzinę; tak więc statek znajdowałby się co najmniej trzydzieści dwie mile od linii horyzontu, gdy maszt osiągnąłby horyzont. 6 stóp wysokości teleskopu wymagałoby odjęcia trzech mil na wypukłość, co dałoby dwadzieścia dziewięć mil, których kwadrat pomnożony przez osiem cali daje 560 stóp; odejmujemy 80 stóp na wysokość masztu głównego i stwierdzamy, że zgodnie z doktryną okrągłości, maszt parowca wypływającego w morze powinien znajdować się 480 stóp (147 metrów) pod horyzontem. Wiele innych eksperymentów tego rodzaju przeprowadzono na pełnomorskich parowcach, a zawsze z wynikami całkowicie sprzecznymi z teorią, że Ziemia jest kulą.
7. Żeglarstwo płaskie
Kapitanowie statków, pokonując duże odległości na morzu, nigdy nie muszą uwzględniać w swoich obliczeniach domniemanej krzywizny Ziemi. Zarówno żeglarstwo płaskie, jak i żeglarstwo po ortodromie, najpopularniejsze metody nawigacji, wykorzystują trygonometrię płaską, a nie sferyczną, dokonując wszystkich obliczeń matematycznych przy założeniu, że Ziemia jest idealnie płaska. Gdyby Ziemia była w rzeczywistości kulą, takie błędne założenie prowadziłoby do ciągłych, rażących niedokładności. Żeglarstwo płaskie działało jednak doskonale zarówno w teorii, jak i w praktyce przez tysiące lat, a trygonometria płaska wielokrotnie okazywała się dokładniejsza niż trygonometria sferyczna w określaniu odległości na oceanach. Jest tak powszechnie stosowana na morzu, że w książce „Nawigacja w teorii i praktyce” stwierdza się: „w praktyce rzadko stosuje się inne reguły niż te wyprowadzone z żeglugi płaskiej. Wielkim i poważnym zarzutem wobec żeglugi płaskiej jest to, że nie można za jej pomocą dokładnie określić długości geograficznej, chociaż w praktyce jest ona częściej wyznaczana tą metodą niż jakąkolwiek inną”. Zatem zarówno szerokość, jak i długość geograficzną wyznacza się najczęściej i najdokładniej, zakładając płaską Ziemię, dokładniej nawet niż zakładając jej kulistość. Cytując „100 dowodów na to, że Ziemia nie jest globusem” Williama Carpentera: „Gdyby Ziemia była globusem, mały model globusa byłby najlepszym – bo najprawdziwszym – rozwiązaniem dla nawigatora, jakie mógłby zabrać w morze. Ale coś takiego nie jest znane: z taką zabawką jako przewodnikiem marynarz z pewnością rozbiłby swój statek! To dowód na to, że Ziemia nie jest globusem”.
8. Konstrukcja
Geodeci, inżynierowie, architekci i budowniczowie nigdy nie są zobowiązani do uwzględniania domniemanej krzywizny Ziemi w swoich projektach. Pionowe ciężarki służą do ustalania pionowego punktu odniesienia, a poziomnice do ustalania poziomego punktu odniesienia i układania płaskich fundamentów na dużych obszarach. Gdyby Ziemia była rzeczywiście kulą o określonych proporcjach, budowniczowie musieliby stale odchylać się zarówno od ustalonych pionowych, jak i poziomych linii odniesienia, ale w rzeczywistości kanały, linie kolejowe, mosty, tunele i inne duże projekty są zawsze wycinane i układane poziomo, często na przestrzeni setek mil, bez uwzględnienia krzywizny i bez odchyleń od ustalonego punktu odniesienia. Jak stwierdził geodeta T. Westwood w magazynie „Earth Review”: „Podczas niwelacji pracuję na podstawie znaków porządkowych, czyli niwelatorów kanałowych, aby uzyskać wysokość nad poziomem morza. Zagadką dla mnie było to, że na przestrzeni kilku mil każdy poziom był i jest traktowany na całej swojej długości jako ten sam poziom od końca do końca; bez najmniejszego uwzględnienia krzywizny”.
Kanał Sueski, który łączy Morze Śródziemne z Zatoką Sueską nad Morzem Czerwonym, jest jednym z wyraźnych dowodów na brak wypukłości zarówno Ziemi, jak i wody. Kanał ma 100 mil długości i nie ma żadnych śluz, więc woda w jego obrębie stanowi nieprzerwane przedłużenie Morza Śródziemnego do Morza Czerwonego. Podczas jego budowy nie uwzględniono domniemanej krzywizny Ziemi. Został on wykopany wzdłuż poziomej linii odniesienia 26 stóp (8 metrów) poniżej poziomu morza, przechodząc przez kilka jezior z jednego morza do drugiego, przy czym linia odniesienia i powierzchnia wody biegły idealnie równolegle na odcinku 100 mil. Innym dobrym przykładem jest most Dunyang-Kunshan, najdłuższy most na świecie, mierzący nieco ponad 102 mile (164 kilometry) długości, który biegnie równolegle do rzeki Jangcy i łączy prowincje Szanghaj i Nankin. Most ten ma mniej więcej taką samą długość jak Kanał Sueski i również został zbudowany bez uwzględnienia domniemanej krzywizny Ziemi. Gdyby Ziemia była rzeczywiście kulą o obwodzie 24 900 mil, trygonometria sferyczna wskazuje, że środek zarówno Kanału Sueskiego, jak i mostu Dunyang-Kunshan byłby wybrzuszony o ponad 1666 stóp wyżej niż każdy z jego końców.
Inżynier W. Winckler opublikował w „Earth Review” artykuł na temat domniemanej krzywizny Ziemi, w którym stwierdził: „Jako inżynier z wieloletnim stażem widziałem, że ta absurdalna krzywizna jest dozwolona jedynie w podręcznikach szkolnych. Żaden inżynier nie pomyślałby o dopuszczeniu czegoś takiego. Zaprojektowałem wiele mil linii kolejowych i jeszcze więcej kanałów, a taka krzywizna nawet nie została przewidziana, a tym bardziej dopuszczona. Ta krzywizna oznacza, że pierwsza mila kanału wynosi 8 cali i rośnie wraz z kwadratem odległości w milach; zatem mały kanał żeglowny dla łodzi, powiedzmy o długości 30 mil, będzie miał, zgodnie z powyższą zasadą, krzywiznę 600 stóp. Pomyślcie o tym, a potem przyznajcie, że inżynierowie nie są aż takimi głupcami. Nic takiego nie jest dozwolone. Nie myślimy już o dodaniu 600 stóp (ok. 180 metrów) na 30-milowej linii kolejowej lub kanałowej, ani o marnowaniu czasu na próby rozwiązania kwadratury koła."
Koleje to inny przykład wielkoskalowych projektów budowlanych, obejmujących setki, a nawet tysiące mil, realizowanych od ustalonej linii odniesienia i bez odchyleń na całej długości. Firma Manchester Ship Canal Company w oficjalnym oświadczeniu opublikowanym w magazynie „Earth Review” potwierdziła: „W budownictwie kolejowym i kanałowym zwyczajowo wszystkie poziomy odwołują się do linii odniesienia, która jest nominalnie pozioma i jest tak widoczna na wszystkich odcinkach. W planowaniu robót publicznych nie jest praktykowane uwzględnianie krzywizny Ziemi". Na przykład, linia kolejowa London and Northwestern Railway tworzy linię prostą o długości 180 mil (ok. 297 km) między Londynem a Liverpoolem. Najwyższy punkt linii kolejowej, w połowie drogi przy stacji Birmingham, znajduje się zaledwie 240 stóp (ok. 73 m) nad poziomem morza, ale gdyby Ziemia była rzeczywiście kulą o określonych proporcjach, 180-milowy odcinek torów tworzyłby łuk, którego środek w Birmingham wznosiłby się ponad milę (ok. 1650 m) nad Londynem i Liverpoolem.
Geodeta i inżynier z trzydziestoletnim doświadczeniem, publikujący w „Birmingham Weekly Mercury”, stwierdził: „Dogłębnie znam teorię i praktykę inżynierii lądowej. Choć niektórzy z naszych profesorów mogą być zagorzałymi zwolennikami teorii geodezji zgodnie z ustalonymi zasadami, to jednak wśród nas powszechnie wiadomo, że takie teoretyczne pomiary nie nadają się do praktycznego zilustrowania. Wszystkie nasze lokomotywy są zaprojektowane do jazdy po tym, co można uznać za prawdziwe poziomy lub płaskie tereny. Oczywiście, zdarzają się tu i ówdzie częściowe nachylenia lub wzniesienia, ale zawsze są one dokładnie określone i muszą być starannie pokonywane. Jednakże nic, co zbliża się do ośmiu cali na milę, zwiększając się wraz z kwadratem odległości, nie mogłoby być obsługiwane przez żadną lokomotywę, która kiedykolwiek została zbudowana. Biorąc pod uwagę jedną stację z drugą w całej Anglii i Szkocji, można stwierdzić, że wszystkie perony znajdują się na tym samym względnym poziomie. Odległość między wschodnim a zachodnim wybrzeżem Anglii można ustalić na 300 mil. Gdyby zalecona krzywizna była rzeczywiście taka, jak przedstawiono, centralne stacje w Rugby lub Warwick powinny być blisko trzy mile wyżej niż cięciwa wyprowadzona z dwóch krańców. Gdyby tak było, nie znalazłby się w Królestwie maszynista ani palacz, który mógłby pokierować pociągiem. Możemy się tylko śmiać z tych czytelników, którzy poważnie przyznają nam zasługi za tak ryzykowne wyczyny, jak prowadzenie pociągów po sferycznych łukach. Poziome łuki na równinach są wystarczająco niebezpieczne, pionowe byłyby tysiąc razy gorsze, a przy naszym taborze kolejowym skonstruowanym w sposób fizycznie niemożliwy".
9. Fotografia dalekosiężna.
Jesteśmy w stanie stale obserwować obiekty z niewiarygodnie dużych odległości, znacznie wykraczających poza to, co byłoby możliwe, gdyby Ziemia była kulą o określonych proporcjach. Wprowadzając wysokość i odległość obserwatora do kalkulatora krzywizny Ziemi, łatwo sprawdzić, jak bardzo obiekt powinien być zasłonięty na kuli ziemskiej. Na przykład, często można zobaczyć panoramę Chicago z poziomu morza, z odległości 60 mil, przez jezioro Michigan. W 2015 roku, po tym jak fotograf Joshua Nowicki sfotografował to zjawisko, kilka stacji informacyjnych szybko uznało jego zdjęcie za „lepszy miraż”, anomalię atmosferyczną spowodowaną inwersją temperatury. Choć zjawiska te z pewnością występują, linia horyzontu, o której mowa, była skierowana w górę i wyraźnie widoczna, w przeciwieństwie do mglistego, iluzorycznego mirażu, a na kuli ziemskiej o obwodzie 24 900 mil powinna znajdować się 2400 stóp (ok. 72 metry) pod horyzontem. W Genui we Włoszech, z wysokości zaledwie 70 stóp (ok. 21 metrów) nad poziomem morza, w pogodne dni można zobaczyć odległe wyspy Elbę, Gorgonę, Capraię i Korsykę, oddalone o 81, 99, 102 i 125 mil (ok. 120, 160, 180 i 200 kilometrów). Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą o określonych proporcjach, wszystkie cztery wyspy nigdy nie byłyby widoczne dla takiego obserwatora i byłyby ukryte za 3300, 5200, 5600 i 8700 stóp (ok. 900, 1500, 1600 i 2600 metrów) zakrzywionej wody.
Z Anchorage na Alasce, z wysokości 102 stóp (31,7 m), w pogodne dni zarówno Mount Foraker, jak i Mount McKinley można zobaczyć w całości, od podstawy do szczytu, gołym okiem, odpowiednio z odległości 120 i 130 mil (200 i 210 km). Gdyby jednak Ziemia rzeczywiście była kulą o danym obwodzie, obie góry powinny być odchylone od obserwatora, a dolna połowa każdej z nich powinna być całkowicie zasłonięta. Na podstawie weryfikowalnych obliczeń krzywizny, 7719 stóp (2249 m) z 17 400-stopowego szczytu Mount Foraker i 9220 stóp (20 320-stopowego) szczytu Mount McKinley powinno być ukryte za gigantycznym wybrzuszeniem zakrzywionej, kulistej Ziemi. Aktualne, rekordowo długie zdjęcie z zoomem uchwyciło niedawno szczyt Pic Gaspard z Pic de Finestrelles, oddalonego o aż 440 kilometrów, z wysokością obserwatora wynoszącą około 2700 metrów. Z tego miejsca, bazując na poprawnych obliczeniach krzywizny, cała góra o wysokości 3850 metrów powinna być niewidoczna za prawie sześcioma milami zakrzywionej Ziemi. Jeszcze niedawno płaskoziemcy, tacy jak JTolanMedia, filmowali za pomocą kamer z zoomem na podczerwień na dużych wysokościach, aby uchwycić jeziora, góry i inne punkty orientacyjne oddalone nawet o niewiarygodne tysiące kilometrów! Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą o rozmiarach, jakie nam powiedziano, wiele sfotografowanych punktów orientacyjnych byłoby ukrytych za ponad 110 kilometrami zakrzywionej Ziemi.
10. Latarnie morskie
Odległość, z której widoczne są światła różnych latarni morskich na świecie na morzu, również znacznie przekracza odległość, jaką można znaleźć na kuli ziemskiej o danych proporcjach. Na przykład, światło w Dunkierce w południowej Francji na wysokości 194 stóp jest widoczne z łodzi (10 stóp nad poziomem morza) z odległości 28 mil. Trygonometria sferyczna dyktuje, że gdyby Ziemia była kulą o danym współczynniku krzywizny, to światło to powinno być ukryte 190 stóp pod horyzontem. Latarnia w Port Nicholson w Nowej Zelandii znajduje się 420 stóp nad poziomem morza i jej światło jest widoczne z odległości 35 mil, gdzie powinno znajdować się 220 stóp pod horyzontem. Światło w Egerö w Norwegii znajduje się 154 stopy nad poziomem wody i jest widoczne z 28 mil statutowych, gdzie powinna znajdować się 230 stóp pod horyzontem. Światło w Madrasie, na Esplanadzie, ma wysokość 132 stóp i jest widoczna z odległości 28 mil, gdzie powinna znajdować się 250 stóp poniżej linii wzroku. Latarnia Cordonan na zachodnim wybrzeżu Francji ma wysokość 207 stóp i jest widoczna z odległości 31 mil, gdzie powinna znajdować się 280 stóp poniżej linii wzroku. Latarnia na przylądku Bonavista w Nowej Fundlandii znajduje się 150 stóp nad poziomem morza i jest widoczne z odległości 35 mil, gdzie powinna znajdować się 491 stóp pod horyzontem. Wieża latarni morskiej kościoła parafialnego św. Botolpha w Bostonie ma wysokość 290 stóp i jest widoczna z odległości ponad 40 mil, gdzie powinna być ukryta 800 stóp pod horyzontem. Latarnia morska na wyspie Wight w Anglii ma wysokość 180 stóp i można ją zobaczyć z odległości do 42 mil, odległość, z której, według współczesnych astronomów, światło powinno padać 996 stóp poniżej linii wzroku. Latarnia morska na przylądku L'Agulhas w Republice Południowej Afryki ma wysokość 33 stóp, znajduje się 238 stóp nad poziomem morza i można ją zobaczyć z odległości ponad 50 mil. Gdyby Ziemia była kulą, to światło padałoby 1400 stóp poniżej linii wzroku obserwatora. I wreszcie, latarnia morska w Port Saidzie w Egipcie, na wysokości zaledwie 60 stóp, została dostrzeżona z zadziwiającej odległości 58 mil, gdzie według współczesnej astronomii powinna znajdować się 2182 stóp poniżej linii wzroku.
11. Niemożliwa atmosfera
Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą stale obracającą się na wschód z prędkością ponad 1000 mil na godzinę, logiczne jest, że helikoptery i balony na ogrzane powietrze powinny po prostu zawisać nad powierzchnią Ziemi i czekać, aż ich cele do nich dotrą. Na przykład, podczas nurkowania Red Bull w stratosferę, Felix Baumgartner, spędzając 3 godziny wznoszenia się nad Nowym Meksykiem, powinien wylądować 2500 mil na zachód w Oceanie Spokojnym, ale zamiast tego wylądował kilkadziesiąt mil na wschód od miejsca startu! Podobnie, pionowo wystrzelone kule armatnie i inne pociski powinny spadać znacznie bardziej na zachód na wirującą na wschód kulę. W rzeczywistości jednak, ilekroć testowano tę metodę, kule armatnie wystrzeliwane pionowo w górę wznoszą się średnio przez 14 sekund, opadają przez 14 sekund, a następnie spadają na ziemię nie dalej niż 2 stopy (ok. 60 cm) od armaty, czasami lądując bezpośrednio w lufie.
Aby wyjaśnić ten problem, obrońcy globu twierdzą, że „grawitacja” w jakiś magiczny i niewytłumaczalny sposób ciągnie całą niższą atmosferę Ziemi w idealnej synchronizacji na jakąś nieokreśloną wysokość, gdzie ta stopniowo coraz szybciej wirująca atmosfera ustępuje miejsca niewirującej, niegrawitowanej, nieatmosferycznej, rzekomo nieskończonej przestrzeni próżni. NASA odmawia odpowiedzi na pytanie, na jakiej wysokości rzekomo ma miejsce ten niemożliwe zjawisko, ale wpływ takiej przemiany na statek kosmiczny przemierzający je byłby katastrofalny. Tezę tę obala również naukowo prosty fakt, że próżnia nie może istnieć w połączeniu z nie-próżnią, zachowując jednocześnie właściwości próżni. Jak wie każdy, kto przebił puszkę z aerozolem, dwa sąsiednie układy ciśnieniowe nieoddzielone żadną barierą ani membraną osiągną stan równowagi.
Gdyby „grawitacja” magicznie ciągnęła atmosferę za wirującą kulą Ziemi, oznaczałoby to, że atmosfera na biegunach wirowałaby z prędkością 0 mil na godzinę, podczas gdy na średnich szerokościach geograficznych wirowałaby z prędkością około 800 km/h i stopniowo przyspieszała, aż do osiągnięcia równika, gdzie Ziemia i atmosfera wirowałyby razem z prędkością ponad 1600 km/h. Ta „grawitowana” atmosfera nie tylko zwiększałaby prędkość od biegunów do równika, ale także siłą rzeczy stopniowo zwiększałaby ją wraz ze wzrostem wysokości. W rzeczywistości jednak atmosfera w każdym punkcie Ziemi jest w równym stopniu niewrażliwa na tę rzekomą siłę, ponieważ nigdy jej nie zmierzono, a jej nieistnienie dowodzi zdolność samolotów do nieprzerwanego lotu w dowolnym kierunku bez żadnych tego typu zmian atmosferycznych. Lądowanie samolotów na tak szybko poruszających się pasach startowych zwróconych w różnych kierunkach, na północ, południe, wschód, zachód i inne, również byłoby praktycznie niemożliwe. Nie wspominając o tym, że deszcz, fajerwerki, ptaki, owady, chmury, dym, balony i pociski zachowywałyby się zupełnie inaczej, gdyby Ziemia i jej atmosfera nieustannie się obracały.
W XIX wieku przeprowadzono testy z armatami skierowanymi w każdą ze stron świata, które dowiodły, że Ziemia i jej atmosfera nie wirują. Gdyby tak było, armaty skierowane na północ i południe stanowiłyby kontroly pomiar, podczas gdy kule armatnie wystrzeliwane na wschód powinny spadać znacznie dalej niż wszystkie inne, a kule wystrzeliwane na zachód powinny spadać znacznie bliżej. W rzeczywistości jednak, niezależnie od kierunku wystrzelenia, pokonany dystans jest zawsze taki sam. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że gdyby Ziemia i jej atmosfera stale wirowały na wschód z prędkością ponad 1600 km/h, ktoś powinien to w jakiś sposób zobaczyć, usłyszeć, odczuć lub zmierzyć. Jednak nikt w historii nigdy nie doświadczył tego rzekomego ruchu na wschód; tymczasem możemy usłyszeć, poczuć i doświadczalnie zmierzyć nawet najlżejszy zachodni wiatr. Co więcej, chmury, wiatr i wzorce pogodowe chaotycznie i nieprzewidywalnie meandrują we wszystkich kierunkach, a chmury często przemieszczają się w przeciwnych kierunkach na różnych wysokościach jednocześnie; jest to całkowicie niezgodne z teorią szybko obracającej się Ziemi i atmosfery.
Gdyby Ziemia i jej atmosfera stale obracały się na wschód z prędkością ponad 1600 km/h na równiku, przeciętny samolot pasażerski lecący z prędkością 800 km/h nie byłby w stanie dotrzeć do celu na wschodzie, zanim nie nadleci on z tyłu z przyspieszeniem. Podobnie, cele na zachodzie powinny być osiągane z trzykrotnie większą prędkością, ale tak nie jest. W rzeczywistości różnice między czasem lotu na wschód i na zachód wynoszą zazwyczaj kilka minut i nie są nawet zbliżone do tego, co miałoby miejsce na obracającym się globie. Jak stwierdziła Gabrielle Henriet w swojej książce „Niebo i Ziemia”: „Gdyby latanie zostało wynalezione za czasów Kopernika, niewątpliwie szybko zdałby sobie sprawę, że jego twierdzenie dotyczące obrotu Ziemi jest błędne ze względu na związek między prędkością samolotu a prędkością obrotu Ziemi. Jeśli Ziemia obraca się, jak się mówi, z prędkością 1000 mil na godzinę, a samolot leci w tym samym kierunku z prędkością zaledwie 500 mil, to oczywiste jest, że jego miejsce przeznaczenia będzie się oddalać z każdą minutą. Z drugiej strony, gdyby lot odbywał się w kierunku przeciwnym do kierunku obrotu, odległość 1500 mil zostałaby pokonana w ciągu jednej godziny, a nie 500, ponieważ prędkość obrotu należy dodać do prędkości samolotu. Można również zauważyć, że taka prędkość lotu 1000 mil na godzinę, która rzekomo odpowiada prędkości obrotu Ziemi, została niedawno osiągnięta, tak że samolot lecący z tą prędkością w tym samym kierunku, co kierunek obrotu, nie mógłby przebyć żadnego dystansu. Pozostałby zawieszony w powietrzu nad miejscem, z którego wystartował, ponieważ obie prędkości są równe.
Model wirującej kuli ziemskiej zakłada, że Ziemia i jej atmosfera poruszałyby się razem z prędkością 1600 km/h na równiku, a następnie stopniowo zwalniałyby w miarę zbliżania się do zera bliżej biegunów. Poniższe przykłady dotyczą średnich szerokości geograficznych, gdzie model kuli ziemskiej zakłada, że Ziemia i jej atmosfera powinny poruszać się razem z prędkością około 800 km/h, czyli taką samą jak średnia prędkość lotu samolotu pasażerskiego. Loty z Los Angeles do Nowego Jorku na wschód, zgodnie z domniemanym obrotem Ziemi, trwają średnio 5,5 godziny, więc lot powrotny na zachód powinien zająć tylko 2,75 godziny, ale w rzeczywistości średni lot z Nowego Jorku do Los Angeles trwa ponad 6 godzin, co jest całkowicie sprzeczne z modelem wirującej kuli ziemskiej. Loty na wschód, zgodnie z domniemanym obrotem Ziemi, z Tokio do Los Angeles trwają średnio 10,5 godziny, zatem loty powrotne na zachód wbrew domniemanemu obrotowi powinny trwać średnio 5,25 godziny, ale w rzeczywistości trwają średnio 11,5 godziny, co stanowi kolejny czas lotu całkowicie sprzeczny z modelem globusa. Loty na wschód z Nowego Jorku do Londynu trwają średnio 7 godzin, zatem loty na zachód wbrew domniemanemu obrotowi powinny trwać średnio 3,5 godziny, ale w rzeczywistości trwają średnio 7,5 godziny. Loty na wschód z Chicago do Bostonu, zgodnie z domniemanym obrotem Ziemi, trwają średnio 2,25 godziny, zatem loty powrotne na zachód wbrew domniemanemu obrotowi powinny trwać średnio nieco ponad godzinę, ale w rzeczywistości trwają średnio 2,75 godziny. Loty na wschód z Paryża do Rzymu trwają średnio 2 godziny, zatem loty powrotne na zachód wbrew domniemanemu obrotowi powinny trwać tylko godzinę, ale w rzeczywistości ich średni czas lotu wynosi 2 godziny i 10 minut. Wszystkie te czasy lotu są niemożliwe w przypadku kuli wirującej na wschód z prędkością 1000 mil na godzinę, ale są zgodne z tym, czego można by oczekiwać nad nieruchomą Ziemią.
13. Trasy lotu
Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą, to na półkuli południowej istniałoby kilka lotów, które miałyby najszybszą i najprostszą trasę nad kontynentem Antarktydy, takich jak z Santiago w Chile do Sydney w Australii. Zamiast jednak obrać najkrótszą i najszybszą trasę w linii prostej nad Antarktydą, wszystkie takie loty omijają Antarktydę, twierdząc, że temperatury są tam zbyt niskie dla podróży samolotem! Biorąc pod uwagę fakt, że istnieje wiele lotów do, z i nad częściami Antarktydy, a NASA twierdzi, że dysponuje technologią, która pozwala im na loty w warunkach znacznie zimniejszych (i znacznie gorętszych) niż jakiekolwiek panujące na Ziemi, taka wymówka jest ewidentnie tylko wymówką, a loty te nie są organizowane, ponieważ są niemożliwe. Gdyby Ziemia była kulą, a Antarktyda była zbyt zimna, aby nad nią przelecieć, jedynym logicznym sposobem na przelot z Sydney do Santiago byłby lot prosto nad Pacyfikiem, pozostając przez całą drogę na półkuli południowej. Tankowanie mogłoby odbywać się w Nowej Zelandii lub innych miejscach na półkuli południowej po drodze, jeśli byłoby to absolutnie konieczne, ale w rzeczywistości loty Santiago-Sydney docierają na półkulę północną, zatrzymując się na lotnisku Los Angeles (LAX) i innych lotniskach północnoamerykańskich, a następnie wracając na półkulę południową. Takie absurdalnie nieuporządkowane trasy nie mają sensu na globusie, ale na płaskiej mapie Ziemi wydają się idealne i tworzą niemal proste linie.
Na globusie, trasa z Johannesburga w RPA do Perth w Australii powinna być prostą trasą nad Oceanem Indyjskim z dogodnymi możliwościami tankowania na Mauritiusie lub Madagaskarze. W praktyce jednak większość lotów z Johannesburga do Perth ma dziwne przesiadki w Dubaju, Hongkongu lub Malezji, co nie ma sensu na modelu kuli, ale jest całkowicie zrozumiałe po odwzorowaniu na płaskiej Ziemi. Na globusie, trasa z Kapsztadu w RPA do Buenos Aires w Argentynie powinna być prostą trasą nad Atlantykiem, przebiegającą wzdłuż tej samej linii szerokości geograficznej, ale zamiast tego każdy lot kieruje się najpierw do przesiadek na półkuli północnej, z przesiadkami w dowolnym miejscu od Londynu przez Turcję po Dubaj. Po raz kolejny, te opcje nie mają absolutnie żadnego sensu na modelu kuli, ale są całkowicie zrozumiałe po odwzorowaniu na płaskiej Ziemi. Na globusie, lot z Santiago w Chile do Johannesburga w RPA powinien być prosty, a cała trasa przebiegałaby poniżej Zwrotnika Koziorożca na półkuli południowej. Jednak każdy wymieniony lot najpierw musi zatankować w Senegalu, niedaleko Zwrotnika Raka na półkuli północnej! Na płaskiej Ziemi powód jest jednak oczywisty, ponieważ Senegal leży dokładnie na prostej linii w połowie drogi między nimi. Na globusie, lot z Johannesburga w RPA do Sao Paulo w Brazylii powinien być szybkim, prostym lotem wzdłuż 25. stopnia szerokości geograficznej południowej. Zamiast tego, prawie każdy lot najpierw musi zatankować na 50. stopniu szerokości geograficznej północnej w Londynie! Jedynym powodem, dla którego taki absurdalny lot w rzeczywistości działa, jest to, że Ziemia nie jest wirującą kulą.
14. Szerokość i długość geograficzna
Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą, to każda linia szerokości geograficznej na południe od równika musiałaby mieć coraz mniejszy obwód, im dalej na południe się posuwamy. Jeśli jednak Ziemia jest rozciągniętą płaszczyzną, to każda linia szerokości geograficznej na południe od równika powinna mieć coraz większy obwód, im dalej na południe się posuwamy. Praktyczne pomiary odległości zaczerpnięte z „The Australian Handbook, Almanack, Shippers' and Importers' Directory” wskazują, że odległość w linii prostej między Sydney a Nelson wynosi 1550 mil ustawowych przy danej różnicy długości geograficznej 22 stopni 2'14". Zatem jeśli 22 stopnie 2'14" z 360 to 1550 mil, całość miałaby 25 182 mil, co jest nie tylko więcej niż globus ma rzekomo na równiku, ale także o 4262 mile więcej niż miałby na południowej szerokości geograficznej Sydney na globusie o danych proporcjach. Z okolic Przylądka Horn w Chile do Port Philip w Melbourne w Australii odległość wynosi 10 500 mil, czyli 143 stopnie długości geograficznej. Po przeliczeniu pozostałych stopni na 360, otrzymujemy całkowitą odległość 26 430 mil wokół tej konkretnej szerokości geograficznej, która jest o ponad 1500 mil szersza niż Ziemia powinna być na równiku i o wiele więcej tysięcy mil szersza niż powinna być na tak południowych szerokościach geograficznych. Podobne obliczenia wykonane od Przylądka Dobrej Nadziei w Republice Południowej Afryki do Melbourne w Australii na średniej szerokości geograficznej 35,5 stopnia szerokości geograficznej południowej dały przybliżoną wartość ponad 25 000 mil, co ponownie jest więcej niż domniemany obwód Ziemi na równiku. Tymczasem obliczenia z Sydney w Australii do Wellington w Nowej Zelandii na średniej szerokości geograficznej 37,5 stopnia szerokości geograficznej południowej dały przybliżony obwód 25 500 mil, a nawet więcej! Zgodnie z modelem globusa, obwód Ziemi na 37,5 stopniu szerokości geograficznej południowej powinien wynosić zaledwie 19 757 mil statutowych, czyli prawie sześć tysięcy mil mniej niż wynoszą praktyczne pomiary.
Fakt, że wielu kapitanów nawigujących na południe od równika, przyjmując teorię globularną, znalazło się w miejscach drastycznie odbiegających od wyliczeń nań opartych, tym bardziej im dalej na południe się przemieszczali, również świadczy o tym, że Ziemia nie jest kulą. Na przykład, podczas podróży kapitana Jamesa Clarka Rossa wokół Antarktydy, często pisał on w swoim dzienniku, zdumiony tym, jak regularnie odbiegali od swoich map, stwierdzając, że każdego dnia znajdowali się średnio o 12-16 mil od swoich obliczeń, a później dalej na południe nawet o 29 mil. Porucznik Charles Wilkes dowodził ekspedycją badawczą Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych na Antarktydę w latach 1838-1842 i w swoich dziennikach wspominał również o tym, że stale przebywał na wschód od swoich obliczeń, czasami ponad 20 mil w mniej niż 18 godzin. Cytując wielebnego Thomasa Milnera: „Na półkuli południowej nawigatorzy do Indii często wyobrażali sobie, że znajdują się na wschód od Przylądka, będąc jeszcze na zachodzie, i byli wypychani na brzeg u wybrzeży Afryki, które, według ich obliczeń, znajdowały się za nimi. To nieszczęście spotkało piękną fregatę Challenger w 1845 roku. Jak doszło do zatonięcia okrętu Jej Królewskiej Mości 'Conqueror'? Jak to się stało, że tak wiele innych wspaniałych jednostek, doskonale sprawnych, doskonale obsadzonych, doskonale nawigowanych, rozbiło się przy spokojnej pogodzie, nie tylko ciemną nocą czy we mgle, ale w biały dzień i słońce – w pierwszym przypadku o brzegi, w drugim o zatopione skały – z powodu ,błędnych obliczeń'?”. Prosta odpowiedź brzmi: Ziemia nie jest kulą.
W modelu globusa Antarktyda jest lodowym kontynentem, który pokrywa dno kuli od 78 do 90 stopnia szerokości geograficznej południowej i ma zatem niewiele ponad 12 000 mil obwodu. Wielu wczesnych odkrywców, w tym kapitan Cook i James Clark Ross, próbowało opłynąć Antarktydę przez ponad 3 do 4 lat, pokonując dystans od 50 000 do 60 000 mil. Kapitan George Nares podczas swojej wyprawy na Challengerze również dokonał pośredniego, ale pełnego opłynięcia Antarktydy, pokonując dystans 69 000 mil, co jest całkowicie sprzeczne z modelem globusa. Herve Riboni, który opłynął świat podczas regat Whitbread Yacht w 1993 roku, i sam niedawno stał się płaskoziemcą, twierdzi, że oszustwo to opiera się na sfingowaniu deklinacji magnetycznej. Herve upiera się, że na naszej płaskiej Ziemi deklinacja magnetyczna nie istnieje, a dodanie tej mapy opartej na globusie i obliczeń matematycznych do obliczeń nawigacyjnych pozwala pilotom i żeglarzom utrzymać kurs.
15. Arktyka kontra Antarktyda
Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą, arktyczne i antarktyczne regiony polarne oraz obszary o porównywalnej szerokości geograficznej na północ i południe od równika powinny mieć podobne warunki i cechy, takie jak porównywalne temperatury, zmiany sezonowe, długość dnia, życie roślin i zwierząt. W rzeczywistości jednak regiony arktyczne/antarktyczne i obszary o porównywalnej szerokości geograficznej na północ/południe od równika różnią się znacznie pod wieloma względami, co jest całkowicie sprzeczne z modelem globu, ale dokładnie takie, jakich można oczekiwać na płaskiej Ziemi. Na przykład Antarktyda jest zdecydowanie najzimniejszym miejscem na Ziemi ze średnią roczną temperaturą wynoszącą około -57 stopni Fahrenheita i rekordowo niską temperaturą -135,8! Średnia roczna temperatura na biegunie północnym jest jednak stosunkowo ciepła, bo tylko 4 stopnie. W ciągu roku temperatury na Antarktydzie wahają się mniej niż połowę tego, co występuje na porównywalnych szerokościach geograficznych Arktyki, a północny region Arktyki cieszy się umiarkowanie ciepłymi latami i znośnymi zimami, podczas gdy południowy region Antarktydy nigdy nie ociepla się na tyle, aby stopić wieczny śnieg i lód. Na przechylonej, chwiejnej kuli Ziemi obracającej się jednostajnie wokół Słońca, temperatury i pory roku w Arktyce i Antarktydzie nie powinny się tak bardzo różnić.
W Arktyce występują cztery wyraźnie rozróżnione pory roku, ciepłe lata i bogactwo życia roślinnego i zwierzęcego, czego nie można powiedzieć o Antarktydzie. Eskimosi żyją na północy aż do 79. równoleżnika, podczas gdy na południu nie ma żadnego rdzennego mieszkańca poza 56. równoleżnikiem. Islandia na 65. stopniu szerokości geograficznej północnej jest domem dla 870 gatunków rodzimych roślin i bogatego życia zwierząt. Porównajmy to z wyspą Georgia na zaledwie 54. stopniu szerokości geograficznej południowej, gdzie występuje tylko 18 gatunków rodzimych roślin, a życie zwierzęce jest praktycznie nieistniejące. Na tej samej szerokości geograficznej co Kanada czy Anglia na północy, gdzie obfitują gęste lasy różnych wysokich drzew, kapitan Cook napisał o Georgii, że nie był w stanie znaleźć ani jednego krzewu wystarczająco dużego, aby zrobić z niego wykałaczkę! Cook napisał: „Nie było widać ani jednego drzewa. Ziemie leżące na południu są z natury skazane na wieczny chłód – nigdy nie odczuwają ciepła promieni słonecznych; ich straszliwego i dzikiego wyglądu nie potrafię opisać słowami. Nawet życie morskie jest rzadkie na niektórych rozległych obszarach, a ptaki morskie rzadko widuje się przelatujące nad takimi samotnymi pustkowiami. Kontrasty między granicami życia organicznego w strefach Arktyki i Antarktydy są niezwykłe i znaczące”.
W miejscach o porównywalnej szerokości geograficznej północnej i południowej Słońce zachowuje się również zupełnie inaczej niż powinno na modelu globusa, ale dokładnie tak, jak można się spodziewać na płaskiej Ziemi. Na przykład na północy świt i zmierzch następują powoli i trwają znacznie dłużej niż na południu, gdzie pojawiają się i znikają bardzo szybko. W niektórych miejscach na północy zmierzch może trwać ponad godzinę, podczas gdy na porównywalnych szerokościach geograficznych południowych w ciągu kilku minut światło słoneczne całkowicie znika. Ponadto najdłuższe letnie dni na północ od równika są znacznie dłuższe niż na południe od równika, a najkrótsze zimowe dni na północ od równika są znacznie krótsze niż najkrótsze na południe od równika. Te fakty są niewytłumaczalne na równomiernie wirującej, chwiejnej kuli Ziemi, ale mają sens na płaskiej Ziemi, gdzie Słońce porusza się szybciej, zataczając szersze okręgi na południu i wolniej, zataczając węższe okręgi na północy.
17. Polaris
W modelu heliocentrycznym twierdzą, że Ziemia jest kulą obracającą się z prędkością tysiąca mil na godzinę wokół własnej osi, podczas gdy krąży z prędkością dziesiątek tysięcy mil na godzinę wokół Słońca, podczas gdy cały układ słoneczny krąży z prędkością setek tysięcy mil na godzinę wokół Drogi Mlecznej, a cała galaktyka przemieszcza się z prędkością milionów mil na godzinę w nieskończonej przestrzeni. W rzeczywistości nikt w historii nigdy nie widział, nie słyszał, nie czuł ani nie zmierzył takich ruchów, a każdy może sam wyraźnie zobaczyć, że Polaris, Gwiazda Polarna położona dokładnie nad środkiem bieguna północnego Ziemi, nigdy nie porusza się noc po nocy, rok po roku, wiek po wieku, a wszystkie inne gwiazdy stałe pozostają nieruchome w swoich względnych konstelacjach, krążąc wokół niej po idealnych okręgach. Takie okrągłe ślady gwiazd wokół nieruchomej Gwiazdy Polarnej, widoczne na zdjęciach poklatkowych, dowodzą, że to same gwiazdy się poruszają, a nie Ziemia. Gdyby Ziemia rzeczywiście była przechyloną, chwiejną, wirującą kulą kosmiczną, wykonującą te liczne, sprzeczne ruchy we wszechświecie, widzielibyśmy jedynie nieregularne, spiralne smugi gwiazd, a nocne niebo nigdy nie byłoby dwa razy takie samo. Konstelacje w ogóle nie mogłyby istnieć, gdyby Ziemia rzeczywiście wykonywała wszystkie te teoretyczne ruchy.
Cytując „100 dowodów na to, że Ziemia nie jest globusem” Williama Carpentera: „Dlaczego, w imię zdrowego rozsądku, obserwatorzy mieliby umieszczać swoje teleskopy na solidnych kamiennych podstawach, aby nie przesunęły się ani o szerokość włosa, skoro Ziemia, na której je umieszczają, porusza się z prędkością dziewiętnastu mil na sekundę? Rzeczywiście, wierzyć, że „sześć miliardów miliardów milionów ton” „toczy się, pędzi, pędzi, mknie przez przestrzeń w nieskończoność” z prędkością, w porównaniu z którą wystrzał z armaty to „bardzo powolny dyliżans”, z tak nieomylną dokładnością, że teleskop umieszczony na granitowych filarach w obserwatorium nie pozwoli astronomowi o oczach rysia wykryć zmiany w jego ruchu o tysięczną część szerokości włosa, to wyobrażać sobie cud, w porównaniu z którym wszystkie cuda, o których wiadomo, że istnieją, razem wzięte, zniknęłyby całkowicie. Skoro możemy (na średnich szerokościach geograficznych północnych) zobaczyć Gwiazdę Polarną, patrząc przez okno wychodzące na nią – i z tego samego narożnika tej samej szyby w tym samym oknie – przez cały rok, jest wystarczającym dowodem dla każdego człowieka przy zdrowych zmysłach, że nie wykonaliśmy żadnego ruchu i że Ziemia nie jest kulą.
Wybrane z książki
Często zadawane pytania dotyczące płaskiej Ziemi
Eric Dubay





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.