Opisywałem powyżej wpływ salonów i wpływ kobiet na politykę za czasów kongresu wiedeńskiego. Jaskrawo różnił się pod tym względem stosunek Napoleona do kobiet. Przewinęło się sporo kobiet przez życie Bonapartego; żadna z nich nie miała wpływu na jego pracę, działalność, politykę.
Słynny publicysta owych czasów, córka znakomitego Neckera, pani de Staël, zapytała kiedyś Napoleona, kogo uważa za najwybitniejszą kobietę. Odpowiedział: „Tę, która urodziła najwięcej dzieci”. Niewątpliwie pani de Staël oczekiwała innej odpowiedzi.
Fryderyk Masson w swoim dzieleNapoleon i kobietyzamieścił dwa rozdziały pt.: „Aktorki” i „Lektorki”.Wpierwszymz nich powtarza znaną anegdotę o pannie Duchernois, aktorce, która przyszła do Napoleona w tym czasie, kiedy pracował nad ułożeniem planu jednej ze swoich kampanii. Zresztą Napoleon wciąż pracował, na co innego poświęcał bardzo mało czasu. Stukają do drzwi gabinetu cesarza i powiadamiają go, że panna Duchernois przyszła. „Niech zaczeka”. Po dłuższej przerwie panna Duchernois sama ośmiela się pukać do drzwi gabinetu. „Niech się pani rozbierze”. Znowuż po dłuższej przerwie delikatne pukanie – „Niech się pani ubierze i idzie do domu”.
Oczywiście z tych dwóch anegdot nie sposób jest odtworzyć całego stosunku Napoleona do kobiet. Był on bardzo sentymentalny, zwłaszcza sentymentalny był wobec tych kobiet, które odrobinę z nim flirtowały, lub, jak Désirée Clary, kochały go za czasów jego młodości, kiedy był niczym i kiedy nie miał wątpliwości co do bezinteresowności tych uczuć. Désirée Clary nazywała się dla niego Eugenią. Zdarza się tak, że dla ukochanego ma się inne imię niż dla wszystkich innych. Była siostrą żony starszego brata Napoleona, Józefa. Napoleon chciał się z nią ożenić, ale papa Clary, mieszczanin Marsylii, oświadczył, że ma dosyć jednego Bonapartego w rodzinie.
Potem Désirée-Eugenia wyszła za mąż za Bernadotte’a, marszałka Francji, późniejszego adoptowanego królewicza Szwecji, który Napoleona zdradzał w sposób notoryczny. Ze względu na Eugenię, Napoleon mu te zdrady wybaczał, obsypywał go dobrodziejstwami, pieniędzmi, dotacjami, zaszczytami i zawsze miał dla Eugenii słowa pełne sentymentu.
Przeczytałem jednym tchem osiem tomów memoriału ze Świętej Heleny, zacnego, szlachetnego hrabiego Las Cases. Był to dawny emigrant, będący jedną z kilku osób, które zdecydowały się pojechać z Napoleonem na Świętą Helenę i znosić tam wszystkie szykany, które gubernator angielski Hudson Lowe stosował wobec zdetronizowanego cesarza, wczorajszego boga wojny i Europy. Mieszkał razem z Napoleonem w domu, w którym roiło się od szczurów, w którym nie wolno było Napoleonowi mieć więcej niż trzech osób przy swoim stole i w którym wolno mu było przyjmować gości tylko raz na tydzień. Tylu ludzi obsypał Napoleon dobrodziejstwami, tyle setek milionów franków rozdał pomiędzy swoich protegowanych, był dla nich hojny w sposób nieprawdopodobny i oto najwierniejszy wobec niego był jego były wróg polityczny, który mu nic nie zawdzięczał. Ale cóż z tego, kiedy ten zacny Las Cases był człowiekiem prawie głupim i kiedy myśli Napoleona, które zapisywał, trafiają do nas tak, jak trafia światło słońca poprzez gęsty las podszyty krzewami.
Otóż temu Las Cases Napoleon powiedział, że Józefina była uosobieniem wdzięku, a Maria Ludwika uosobieniem niewinności. Bardzo to miło z jego strony tak mówić o swoich byłych żonach, z których pierwsza zdradzała go w sposób obrzydliwy, a druga zdradziła go w sposób obrzydliwy.
Napoleon ożenił się z Józefiną z domu Tascher de La Pagerie, wicehrabiną Beauharnais, kiedy był dwudziestosześcioletnim generałem brygady, zażenowanym wobec kobiet, niezręcznym, nieumiejącym się zachować. Imponowało mu ogromnie, że skromne mieszkanko wicehrabiny de Beauharnais odwiedzało liczne grono arystokratów, nie zauważył jednak tego, że ci panowie odwiedzali Józefinę bez swoich żon, co nadawało jej mieszkanku odcień specjalny. Jakoż Józefina przechodziła z rąk do rąk, od kochanka do kochanka i małżeństwo z nowo wschodzącą gwiazdą świata republikańskiego odpowiadało jej bardzo. Potem, kiedy Napoleon wyjeżdża jako naczelny wódz do Italii, kiedy druzgocze armię po armii, kiedy zaczyna się jego epopeja gromu po gromie i wtedy, kiedy wyjeżdża do Egiptu, Józefina znajduje sobie stałego kochanka. Nawet nie o fakt kochanka chodzi, aczkolwiek dla Francuza nie ma większej śmieszności jak być rogaczem, i ten wielki Napoleon był dostatecznie poniżany przez plotki dotyczące jego żony. Bardziej niż o fakt kochanka chodziło o to, kto był tym kochankiem. Była to nicość zupełna, nicość nieprawdopodobna, jakiś pan Charles, urzędniczyna spod ciemnej gwiazdy. A Napoleon kocha wtedy Józefinę, jak nikogo nie kochał ani przedtem, ani później. Kiedy wraca z Egiptu, ma pełne usta niesmaku tej zdrady. Józefina klęczy przed jego drzwiami, prosząc o wybaczenie, potem wysyła do Napoleona dwoje swoich dzieci z pierwszego małżeństwa, które Napoleon serdecznie kochał, szlachetnego Eugeniusza i nikczemną Hortensję, i tych dwoje wybłagało u Napoleona przebaczenie dla matki. Napoleon wyszedł z oczami pełnymi łez, przebaczył, obiecał zapomnieć.
Nauczył mnie wielki Dostojewski, że psychologia człowieka to dramat walczących w człowieku rzeczy zupełnie sprzecznych. Mamy tyle dowodów, że Napoleon wobec kobiet był brutalny, a im stawał się większy, tym był niezgrabniejszy. Panie polskie w Warszawie zaskakiwał pytaniami, które mogły być uważane za impertynenckie, gdyby nie to, że pochodziły z towarzyskiej niezgrabności. Ale mamy tyle dowodów przeciwnych. Chociażby to wspomnienie, że Józefina była gracją, a Maria Ludwika niewinnością. Mamy tyle dokumentów, w których Napoleon występuje jako człowiek sentymentalny, ale przede wszystkim dobry, człowiek czułego, litościwego serca. Mamy dokument niepospolity: Napoleon pozostawił na piśmie swoje zwierzenia o tym, jak mając lat osiemnaście stracił niewinność. Spotkał w Paryżu późnym wieczorem uliczną prostytutkę. Zaczął z nią rozmawiać. Ta mu się żaliła na swoje życie potępione, na niedolę i upokorzenie, związane z jej zawodem. Jakże wnikliwie i jakże współczująco zapisuje cesarz i bóg wojny te wyznania nieszczęsnego stworzenia.
Ale tak czy inaczej, brutal czy człowiek sentymentalny, Napoleon nie był człowiekiem, na którego by działała inteligencja kobiety. Ten amoralista Talleyrand ileż zyskiwał z tego, że pewne myśli polityczne wyczytywał w pięknych oczach. Bo inteligentna kobieta być może nie podsuwa planu politycznego wprost, planu opracowanego, lecz inteligentne patrzenie w czyjeś inteligentne oczy rodzi koncepcje najinteligentniejsze. Napoleon przez całe swoje życie nie wyczytał żadnej swojej myśli w cudzych oczach i tym się różnił od polityków kongresu wiedeńskiego i od następnych po sobie pokoleń wieku XIX.
Po włożeniu korony cesarskiej na swoje skronie Napoleon zaczął tęsknić do założenia dynastii. Ta myśl zaczęła nad nim górować, występować na plan pierwszy; stare babsko Józefina, która sobie sfałszowała metrykę urodzin, ale która skutkiem zbyt licznych przejść miłosnych nie mogła mieć dzieci, była tu zawadą; Józefina umiała zresztą symulować ciążę, aby dłużej się utrzymać w roli małżonki Napoleona. Napoleon już ma lat trzydzieści siedem i dotychczas nie miał żadnego dziecka, pomimo iż nie zbywało mu okazji. Wreszcie w grudniu 1806 roku niejaka Eleonora Revel urodziła mu syna – Léona. Napoleon dotychczas myślał o założeniu dynastii przez adoptację któregoś z synów swoich braci, względnie nawet Eugeniusza Beauharnais. Teraz postanawia mieć własnego, legitymnego syna. Od tej chwili Józefina skazana jest na rozwód.
Ten pierwszy syn Napoleona, Léon, był później awanturnikiem, półwariatem, jednym słowem tym, co określamy wyrazem indywiduum, wtedy kiedy wymawiamy ten wyraz z pogardą.
Maria Ludwika, którą podsunął mu nie kto inny, lecz sam Metternich, była dziewczyną o blond włosach i silnie rozwiniętym podbródku, dziewczyną wychowaną w sposób zupełnie specyficzny. Przestrzegano, aby w jej otoczeniu nie było piesków, a tylko same suczki, nie było kogutów, a tylko same kurki, aby młoda panienka nie pytała się za wcześnie o różnicę płci. Sądzę, że można w ten sposób każdego doprowadzić do idiotyzmu, nie tylkodziewczynisko osiemnastoletnie. Została zaślubiona Napoleonowi per procura w Wiedniu. Napoleon wyjechał na jej spotkanie do Courcelles. Teraz zaczyna się opis historiografów wręcz niesmaczny. Napoleon pakuje się do karety arcyksiężniczki, która de nomine już jest jego żoną, każe poganiać konie, mija kłusem wszystkie miasteczka, w których stoją merowie z mowami powitalnymi, dojeżdża do Compiègne i tam zaraz ciągnie ją do łóżka. Napoleon, który czasami umiał być tak wielki i tak wspaniały, w tej scenie wygląda trochę na Negra, który dobrał się do białej kobiety.
Potem rodzi się Król Rzymu. Napoleon szaleje z radości, obsypuje Marię Ludwikę klejnotami, które ona w jak największej ilości przesyła swej rodzinie do Wiednia. Zaraz po pierwszej abdykacji Napoleona Maria Ludwika wyjeżdża do Wiednia i tam święta jej rodzina, która tak dbała, aby w jej towarzystwie nie było piesków czy kogutków, wpycha ją wprost w objęcia Neipperga i rozgłasza ten konkubinat córki cesarza i cesarzowej. Napoleon dowiaduje się o tym już na Elbie.
Józefina mówiła, że Napoleon kochał się naprawdę w niej, w jakiejś jeszcze pani, której nazwiska nie ujawniła, i w pani Walewskiej. Z historii wynika, że Józefina nie miała racji – kochał się niewątpliwie także w Marii Ludwice. Chciałbym napisać, że w życiu Napoleona Maria Walewska była tym, czym w krajobrazie mojego kraju są te lila horyzonty, liliowe odcienie tego wszystkiego, co się widzi w dali zoranego pola czy lasu. Ale bliższe poznanie sprawy pani Walewskiej napełnia mnie obrzydzeniem. Nasi dziejopisarze podkreślają, że była oporna, że to Napoleon jej szukał i jej pożądał, a ona się przed nim broniła, że wszyscy wielcy Polacy i wielcy patrioci ówczesnych czasów robili, co mogli, aby Napoleonowi tę sprawę ułatwić. Cytowane są tu nazwiska, które jak najbardziej szanuję. Pozwólcie mi wierzyć, że rola prawdziwego Arystydesa Polski, Stanisława Małachowskiego, jest w tym incydencie wzniosłego rajfurstwa nieco wyolbrzymiona. Swemu synowi, Aleksandrowi Walewskiemu, Napoleon nadał majorat w królestwie neapolitańskim. W sprawie tego majoratu przyjeżdżała pani Walewska na Elbę. W roku 1816 wyszła za mąż za hrabiego Ornano. Podobno Napoleon na Świętej Helenie przyjął tę wiadomość z dużym zdziwieniem i uczuciem zawodu. Syn pani Walewskiej, Aleksander, późniejszy minister spraw zagranicznych Napoleona III, nie był człowiekiem, którego by można było poważać. Skreślono go z listy szanujących się klubów w Londynie. Pozostała po nim anegdota sympatyczna, choć nie wiem, czy prawdziwa, że komuś, kto mu powiedział: „Ojciec pański na Świętej Helenie…”, przerwał, mówiąc: „Pan się myli, mój ojciec, szambelan Walewski, nigdy nie był na Świętej Helenie”.
Stanisław Cat-Mackiewicz