poniedziałek, 1 czerwca 2026

Wdzięk i niewinność


Opisywałem powyżej wpływ salonów i wpływ kobiet na politykę za czasów kongresu wiedeńskiego. Jaskrawo różnił się pod tym względem stosunek Napoleona do kobiet. Przewinęło się sporo kobiet przez życie Bonapartego; żadna z nich nie miała wpływu na jego pracę, działalność, politykę.

Słynny publicysta owych czasów, córka znakomitego Neckera, pani de Staël, zapytała kiedyś Napoleona, kogo uważa za najwybitniejszą kobietę. Odpowiedział: „Tę, która urodziła najwięcej dzieci”. Niewątpliwie pani de Staël oczekiwała innej odpowiedzi.

Fryderyk Masson w swoim dzieleNapoleon i kobietyzamieścił dwa rozdziały pt.: „Aktorki” i „Lektorki”.Wpierwszymz nich powtarza znaną anegdotę o pannie Duchernois, aktorce, która przyszła do Napoleona w tym czasie, kiedy pracował nad ułożeniem planu jednej ze swoich kampanii. Zresztą Napoleon wciąż pracował, na co innego poświęcał bardzo mało czasu. Stukają do drzwi gabinetu cesarza i powiadamiają go, że panna Duchernois przyszła. „Niech zaczeka”. Po dłuższej przerwie panna Duchernois sama ośmiela się pukać do drzwi gabinetu. „Niech się pani rozbierze”. Znowuż po dłuższej przerwie delikatne pukanie – „Niech się pani ubierze i idzie do domu”.

Oczywiście z tych dwóch anegdot nie sposób jest odtworzyć całego stosunku Napoleona do kobiet. Był on bardzo sentymentalny, zwłaszcza sentymentalny był wobec tych kobiet, które odrobinę z nim flirtowały, lub, jak Désirée Clary, kochały go za czasów jego młodości, kiedy był niczym i kiedy nie miał wątpliwości co do bezinteresowności tych uczuć. Désirée Clary nazywała się dla niego Eugenią. Zdarza się tak, że dla ukochanego ma się inne imię niż dla wszystkich innych. Była siostrą żony starszego brata Napoleona, Józefa. Napoleon chciał się z nią ożenić, ale papa Clary, mieszczanin Marsylii, oświadczył, że ma dosyć jednego Bonapartego w rodzinie.

Potem Désirée-Eugenia wyszła za mąż za Bernadotte’a, marszałka Francji, późniejszego adoptowanego królewicza Szwecji, który Napoleona zdradzał w sposób notoryczny. Ze względu na Eugenię, Napoleon mu te zdrady wybaczał, obsypywał go dobrodziejstwami, pieniędzmi, dotacjami, zaszczytami i zawsze miał dla Eugenii słowa pełne sentymentu.

Przeczytałem jednym tchem osiem tomów memoriału ze Świętej Heleny, zacnego, szlachetnego hrabiego Las Cases. Był to dawny emigrant, będący jedną z kilku osób, które zdecydowały się pojechać z Napoleonem na Świętą Helenę i znosić tam wszystkie szykany, które gubernator angielski Hudson Lowe stosował wobec zdetronizowanego cesarza, wczorajszego boga wojny i Europy. Mieszkał razem z Napoleonem w domu, w którym roiło się od szczurów, w którym nie wolno było Napoleonowi mieć więcej niż trzech osób przy swoim stole i w którym wolno mu było przyjmować gości tylko raz na tydzień. Tylu ludzi obsypał Napoleon dobrodziejstwami, tyle setek milionów franków rozdał pomiędzy swoich protegowanych, był dla nich hojny w sposób nieprawdopodobny i oto najwierniejszy wobec niego był jego były wróg polityczny, który mu nic nie zawdzięczał. Ale cóż z tego, kiedy ten zacny Las Cases był człowiekiem prawie głupim i kiedy myśli Napoleona, które zapisywał, trafiają do nas tak, jak trafia światło słońca poprzez gęsty las podszyty krzewami.

Otóż temu Las Cases Napoleon powiedział, że Józefina była uosobieniem wdzięku, a Maria Ludwika uosobieniem niewinności. Bardzo to miło z jego strony tak mówić o swoich byłych żonach, z których pierwsza zdradzała go w sposób obrzydliwy, a druga zdradziła go w sposób obrzydliwy.

Napoleon ożenił się z Józefiną z domu Tascher de La Pagerie, wicehrabiną Beauharnais, kiedy był dwudziestosześcioletnim generałem brygady, zażenowanym wobec kobiet, niezręcznym, nieumiejącym się zachować. Imponowało mu ogromnie, że skromne mieszkanko wicehrabiny de Beauharnais odwiedzało liczne grono arystokratów, nie zauważył jednak tego, że ci panowie odwiedzali Józefinę bez swoich żon, co nadawało jej mieszkanku odcień specjalny. Jakoż Józefina przechodziła z rąk do rąk, od kochanka do kochanka i małżeństwo z nowo wschodzącą gwiazdą świata republikańskiego odpowiadało jej bardzo. Potem, kiedy Napoleon wyjeżdża jako naczelny wódz do Italii, kiedy druzgocze armię po armii, kiedy zaczyna się jego epopeja gromu po gromie i wtedy, kiedy wyjeżdża do Egiptu, Józefina znajduje sobie stałego kochanka. Nawet nie o fakt kochanka chodzi, aczkolwiek dla Francuza nie ma większej śmieszności jak być rogaczem, i ten wielki Napoleon był dostatecznie poniżany przez plotki dotyczące jego żony. Bardziej niż o fakt kochanka chodziło o to, kto był tym kochankiem. Była to nicość zupełna, nicość nieprawdopodobna, jakiś pan Charles, urzędniczyna spod ciemnej gwiazdy. A Napoleon kocha wtedy Józefinę, jak nikogo nie kochał ani przedtem, ani później. Kiedy wraca z Egiptu, ma pełne usta niesmaku tej zdrady. Józefina klęczy przed jego drzwiami, prosząc o wybaczenie, potem wysyła do Napoleona dwoje swoich dzieci z pierwszego małżeństwa, które Napoleon serdecznie kochał, szlachetnego Eugeniusza i nikczemną Hortensję, i tych dwoje wybłagało u Napoleona przebaczenie dla matki. Napoleon wyszedł z oczami pełnymi łez, przebaczył, obiecał zapomnieć.

Nauczył mnie wielki Dostojewski, że psychologia człowieka to dramat walczących w człowieku rzeczy zupełnie sprzecznych. Mamy tyle dowodów, że Napoleon wobec kobiet był brutalny, a im stawał się większy, tym był niezgrabniejszy. Panie polskie w Warszawie zaskakiwał pytaniami, które mogły być uważane za impertynenckie, gdyby nie to, że pochodziły z towarzyskiej niezgrabności. Ale mamy tyle dowodów przeciwnych. Chociażby to wspomnienie, że Józefina była gracją, a Maria Ludwika niewinnością. Mamy tyle dokumentów, w których Napoleon występuje jako człowiek sentymentalny, ale przede wszystkim dobry, człowiek czułego, litościwego serca. Mamy dokument niepospolity: Napoleon pozostawił na piśmie swoje zwierzenia o tym, jak mając lat osiemnaście stracił niewinność. Spotkał w Paryżu późnym wieczorem uliczną prostytutkę. Zaczął z nią rozmawiać. Ta mu się żaliła na swoje życie potępione, na niedolę i upokorzenie, związane z jej zawodem. Jakże wnikliwie i jakże współczująco zapisuje cesarz i bóg wojny te wyznania nieszczęsnego stworzenia.

Ale tak czy inaczej, brutal czy człowiek sentymentalny, Napoleon nie był człowiekiem, na którego by działała inteligencja kobiety. Ten amoralista Talleyrand ileż zyskiwał z tego, że pewne myśli polityczne wyczytywał w pięknych oczach. Bo inteligentna kobieta być może nie podsuwa planu politycznego wprost, planu opracowanego, lecz inteligentne patrzenie w czyjeś inteligentne oczy rodzi koncepcje najinteligentniejsze. Napoleon przez całe swoje życie nie wyczytał żadnej swojej myśli w cudzych oczach i tym się różnił od polityków kongresu wiedeńskiego i od następnych po sobie pokoleń wieku XIX.

Po włożeniu korony cesarskiej na swoje skronie Napoleon zaczął tęsknić do założenia dynastii. Ta myśl zaczęła nad nim górować, występować na plan pierwszy; stare babsko Józefina, która sobie sfałszowała metrykę urodzin, ale która skutkiem zbyt licznych przejść miłosnych nie mogła mieć dzieci, była tu zawadą; Józefina umiała zresztą symulować ciążę, aby dłużej się utrzymać w roli małżonki Napoleona. Napoleon już ma lat trzydzieści siedem i dotychczas nie miał żadnego dziecka, pomimo iż nie zbywało mu okazji. Wreszcie w grudniu 1806 roku niejaka Eleonora Revel urodziła mu syna – Léona. Napoleon dotychczas myślał o założeniu dynastii przez adoptację któregoś z synów swoich braci, względnie nawet Eugeniusza Beauharnais. Teraz postanawia mieć własnego, legitymnego syna. Od tej chwili Józefina skazana jest na rozwód.

Ten pierwszy syn Napoleona, Léon, był później awanturnikiem, półwariatem, jednym słowem tym, co określamy wyrazem indywiduum, wtedy kiedy wymawiamy ten wyraz z pogardą.

Maria Ludwika, którą podsunął mu nie kto inny, lecz sam Metternich, była dziewczyną o blond włosach i silnie rozwiniętym podbródku, dziewczyną wychowaną w sposób zupełnie specyficzny. Przestrzegano, aby w jej otoczeniu nie było piesków, a tylko same suczki, nie było kogutów, a tylko same kurki, aby młoda panienka nie pytała się za wcześnie o różnicę płci. Sądzę, że można w ten sposób każdego doprowadzić do idiotyzmu, nie tylkodziewczynisko osiemnastoletnie. Została zaślubiona Napoleonowi per procura w Wiedniu. Napoleon wyjechał na jej spotkanie do Courcelles. Teraz zaczyna się opis historiografów wręcz niesmaczny. Napoleon pakuje się do karety arcyksiężniczki, która de nomine już jest jego żoną, każe poganiać konie, mija kłusem wszystkie miasteczka, w których stoją merowie z mowami powitalnymi, dojeżdża do Compiègne i tam zaraz ciągnie ją do łóżka. Napoleon, który czasami umiał być tak wielki i tak wspaniały, w tej scenie wygląda trochę na Negra, który dobrał się do białej kobiety.

Potem rodzi się Król Rzymu. Napoleon szaleje z radości, obsypuje Marię Ludwikę klejnotami, które ona w jak największej ilości przesyła swej rodzinie do Wiednia. Zaraz po pierwszej abdykacji Napoleona Maria Ludwika wyjeżdża do Wiednia i tam święta jej rodzina, która tak dbała, aby w jej towarzystwie nie było piesków czy kogutków, wpycha ją wprost w objęcia Neipperga i rozgłasza ten konkubinat córki cesarza i cesarzowej. Napoleon dowiaduje się o tym już na Elbie.

Józefina mówiła, że Napoleon kochał się naprawdę w niej, w jakiejś jeszcze pani, której nazwiska nie ujawniła, i w pani Walewskiej. Z historii wynika, że Józefina nie miała racji – kochał się niewątpliwie także w Marii Ludwice. Chciałbym napisać, że w życiu Napoleona Maria Walewska była tym, czym w krajobrazie mojego kraju są te lila horyzonty, liliowe odcienie tego wszystkiego, co się widzi w dali zoranego pola czy lasu. Ale bliższe poznanie sprawy pani Walewskiej napełnia mnie obrzydzeniem. Nasi dziejopisarze podkreślają, że była oporna, że to Napoleon jej szukał i jej pożądał, a ona się przed nim broniła, że wszyscy wielcy Polacy i wielcy patrioci ówczesnych czasów robili, co mogli, aby Napoleonowi tę sprawę ułatwić. Cytowane są tu nazwiska, które jak najbardziej szanuję. Pozwólcie mi wierzyć, że rola prawdziwego Arystydesa Polski, Stanisława Małachowskiego, jest w tym incydencie wzniosłego rajfurstwa nieco wyolbrzymiona. Swemu synowi, Aleksandrowi Walewskiemu, Napoleon nadał majorat w królestwie neapolitańskim. W sprawie tego majoratu przyjeżdżała pani Walewska na Elbę. W roku 1816 wyszła za mąż za hrabiego Ornano. Podobno Napoleon na Świętej Helenie przyjął tę wiadomość z dużym zdziwieniem i uczuciem zawodu. Syn pani Walewskiej, Aleksander, późniejszy minister spraw zagranicznych Napoleona III, nie był człowiekiem, którego by można było poważać. Skreślono go z listy szanujących się klubów w Londynie. Pozostała po nim anegdota sympatyczna, choć nie wiem, czy prawdziwa, że komuś, kto mu powiedział: „Ojciec pański na Świętej Helenie…”, przerwał, mówiąc: „Pan się myli, mój ojciec, szambelan Walewski, nigdy nie był na Świętej Helenie”.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Cholesterol – zakłamana rzeczywistość

 


Medycyna dba o nasze zdrowie – to największe kłamstwo współczesnych czasów, przynajmniej w kontekście chorób. Twierdzenie, że medycyna dba o nasze choroby – jest zdecydowanie bliższe prawdy. Lekarze są w większości jedynie wykonawcami narzuconej strategii tworzenia chronicznie chorych społeczeństw. Mam na myśli tych medyków, którzy dla wygody, z braku czasu lub ze strachu przed konsekwencjami potulnie przyjmują nieraz absurdalne wręcz protokoły postępowania narzucone przez ministerstwa od popularyzacji chorób wszelakich.

Hipoteza cholesterolu jest dojną krową przemysłu farmaceutycznego i fundamentem dziesięcioleci błędnych przekonań na temat żywienia. Jej utrzymywanie się pomimo przeciwnych dowodów ma solidne uzasadnienie ekonomiczne. Doktryna ta jest głęboko zakorzeniona: cholesterol – zwłaszcza tak zwany „zły” LDL – zatyka tętnice i prowadzi do zawałów serca. Hipoteza lipidowa to idealny model biznesowy: zdefiniuj wartość laboratoryjną – na przykład cholesterol LDL – jako przyczynę choroby, opracuj lek obniżający tę wartość, a następnie przez dziesięciolecia, lecz całkowicie zdrowych ludzi, których jedyną „chorobą” jest podwyższony wynik laboratoryjny. Nowe wytyczne USA z 2026 roku doprowadzają tę perwersję do skrajności: zalecają badania przesiewowe lipidogramu u dzieci w wieku od 9 do 11 lat i rozszerzają kryteria przepisywania statyn na osoby dorosłe powyżej 30. roku życia.

Powyższy fragment pochodzi z czwartkowego artykułu na tkp.at: Kod cholesterolu: inżynier rozmontowuje kartel lipidowy.

https://world-scam.com/Pages/Pl/Spo%C5%82eczno%C5%9B%C4%87_naukowa_jest_nadal_podzielona.pdf

Miażdżyca nie jest nagromadzeniem tłuszczy, lecz zapalną chorobą naczyń. Bez cholesterolu nie ma błon komórkowych, hormonów, mózgu. A jednak to on został uznany za głównego winowajcę. Medycyna konwencjonalna traktuje LDL tak, jakby był samym tłuszczem. W rzeczywistości LDL i HDL to białkowe otoczki (lipoproteiny), które dostarczają organizmowi niezbędne do życia substancje.

Jeśli za pomocą leków wymuszasz obniżenie poziomu LDL, przerywasz łańcuch dostaw hormonów i energii komórkowej. Obniżenie poziomu zdrowego transportera stanowi poważną ingerencję w homeostazę hormonalną.

Okłamali nas w sprawie:

tytoniu, rtęci, opioidów, aluminium, talku, słodzików, tłuszczy nasyconych, GMO, surowego mleka, fluoru, cholesterolu, glifosatu. A teraz mówią nam prawdę?

Jeśli zależy ci na zdrowiu, nie ma innej możliwości niż samemu wyszukać prawdy o przyczynach większości chorób. Moje artykuły nie zastąpią tej pracy. Mają za zadanie jedynie wskazanie powszechnie stosowanych przez medycynę szkolną oszustw. Rozpowszechniane twierdzenia nieoparte na rzetelnych badaniach, nie sprawią, że będziesz bardziej zdrowy. Obawiam się, że skutek będzie odwrotny od wyleczenia. Przecież medycyna w najlepszym razie zajmuje się łagodzeniem objawów chorób, nie samymi chorobami.

Są naturalnie, w służbie zdrowia działy, takie jak chirurgia powypadkowa, które z reguły pomagają i często są niezbędne dla przywrócenia stanu naturalnego pacjenta. Dopóki nie stosują chorobotwórczych pseudo leków, ze skutkami ubocznymi tworzącymi kolejne choroby.

world-scam/cholesterol-zaklamana-rzeczywistosc

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Jarmaki wychodzą z paki


Właściwie tośmy się już przyzwyczaili do kolejnych sensacji związanych z korupcją na wojującej Ukrainie. To ciekawy fenomen, gdyż wygląda na to, że cykanie takimi sensacjami immunizuje nas na takie patologie – ot, patrzymy się, znowu coś tam wyszło. Następuje inflacja reakcji. Kogoś złapali, ktoś, oczywiście bez wiedzy Polaków uciekł przez Polskę do Izraela… Układ trzyma się dobrze. Nic dziwnego, że ci, którzy dawali pomoc i finansowe wsparcie kryją teraz przekrętaczy, bo jeszcze wydałaby się cała systemowa sytuacja i któryś z europejskich podatników mógłby się zapytać jak się rozchodzą pomocowe środki z jego podatków. Mnie jednak zaskoczyła jedna sytuacja.

Jermak jako egzemplum

Okazało się, że aresztowano człowieka numer dwa Ukrainy, Andrija Jermaka. Aresztowano go pod zarzutami korupcyjnymi 14 maja tego roku, ale już w dniu następnym – w piątek została zebrana wśród znajomych 300 darczyńców wymagana kwota wyznaczonej kaucji i Jermak już by wyszedł, ale zaczął się weekend i nie można było zaksięgować wpłat, a więc po weekendowym pobycie w luksusowej, tzw. „płatnej celi” (są takie cuda w cywilizowanym i aspirującym do Unii świecie) w poniedziałek prawa ręka Zełenskiego wyszła na wolność. Zabrano mu paszport i zakazano wyjazdu nawet z Kijowa. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz – kwota kaucji.

Wynosiła ona ok. 3,3 miliona dolarów. Zebrane wśród 300 darczyńców i wpłacone w jeden dzień. Musi mieć więc Jermak całą armię przyjaciół, gotowych do zebrania kasy w jeden dzień, w jakiś sposób skoordynowanych, nie mówiąc już, że wdzięcznych na jakieś 13.000 dolarów na głowę. Takie ruchy przypominają mi jako żywo w mniejszej skali wpłaty na konta wyborcze drobnych kwot na martwe dusze, kwot, które później idą w miliony. A może Jermak po prostu tyle miał „u ludzi” ze swych własnych zarobków?
Zaglądamy więc do zarobków Jermaka. Cóż my tam mamy? Ano średnio 14.500$ rocznie, co oznaczałoby, że Jermak musiałby odkładać nie jedząc na własną kaucję 227 lat, a i tak zarabiał on ponad 40% więcej niż jego zubożały, jak widać, szef – prezydent Zełenski. Mamy więc do czynienia i z kwotą, i z tempem oraz zakresem reakcji na „zbiórkę”, które de facto… potwierdzają korupcyjność Jermaka w otoczeniu nieformalnego układu. Czyli sam podsądny doniósł na samego siebie wpłacając kaucję. To mnie popchnęło do próby obejrzenia całego układu korupcyjnego na walczącej Ukrainie.

Krótka historia wschodniej oligarchii

Ukraina jest tylko w pewnym stopniu skrzywionym odbiciem układu rosyjskiego. Zobaczmy jak to więc szło z Moskwy. Mamy do czynienia z cywilizacją turańską, na którą przemożny wpływ miały czasy najazdów mongolskich. To wtedy wyznaczył się stały już trend do oligarchizacji władzy, trzymania pod butem niewolonego ludu, który ten proceder rozumiał i akceptował jako normalny układ elita-lud. Do elity dostawać się można było jedynie w sposób gwałtowny, nawet na jej szczytach, czy to rodów królewskich, czy dynastii politycznych. Układ ten był mitygowany trochę poprzez komunistyczną przaśność, nie świecono ludowi w oczy benefitami władzy.

Po upadku Związku Sowieckiego jednak hamulce zniknęły w sposób gwałtowny i widowiskowy, na tyle, że oligarchia ujawniła się w stopniu ostentacyjnym, kiedy przy rozpadzie państwa poszczególne mafie (nawet wyposażone we własne substytuty armii) stały się jedynym elementem państwowotwórczym. Był to więc z natury układ pasożytniczy, który szybko doprowadził do upadku podstawowych funkcji państwa.

Na tej zapaści wjechał na całego porządkujący nowy car-batiuszka, Putin, przywrócił on wypłaty emerytur i świadczenia zdrowotne i lud go od razu pokochał. Putin rozprawił się z układem mafijnym w ten sposób, że wprowadził jako element państwowotwórczy jedną wielką mafię – służby. A te były wyposażone w państwową licencję na przemoc, jak to u turańskich – bez żadnej społecznej kontroli i „po uważaniu” cara. Ot, taka współczesna Oprycznina. I tak jak w XVI wieku Iwan Groźny za pomocą swych służb zabrał się za ukracanie bojarów nie koniecznie tylko o brody, tak Putin swoimi „oprycznikami” zabrał się za oligarchów. Oczywiście miał i przy sobie swoich oligarchów, ale był to krąg wewnętrzny jego kumpli z młodości (placówki, gdzie przebywał młody agent Wołodia, kluby judo i inne przypadkowe znajomości), których namaścił intratnymi posadami w państwowych molochach. Ale główny element stanowiła grupa „zaproszonych” oligarchów.

Po prostu nowy car Rosji wysłał do istniejących oligarchów opryczników nowej generacji, kolegów ze służb, o gorących sercach i zimnym spojrzeniu i został całej kaście oligarchicznej postawiony warunek – zostawiamy wam na papierosy, ale dzielicie się tym, co macie w stopniu, który my tu określimy, a jak nie, to albo pójdziecie do ciupy jak Michaił Chodorkowski, albo cię znajdą w twojej willi w hiszpańskim kurorcie Lloret de Mar powieszonego nad trupami zasztyletowanej żony i córki co zostanie uznane za tzw. „rozszerzone samobójstwo” (sprawa Siergieja Protosenija), czy skończysz jak Bieriezowski na sznurze w zamkniętej łazience w swej posiadłości w Ascot pod Londynem. Ta druga grupa „oligarchów odwiedzonych” szybko się akomodowała do nowych reguł gry, nawet wyrosła i trzecia, która się zaczęła dorabiać na putinowskich wojnach.

Nieodrodni dziedzice

Ukraina odziedziczyła podobny trend, ale z pewnymi ważnymi modyfikacjami. Po pierwsze – ukraińska oligarchia była mocno powiązana z rosyjską odpowiedniczką, jednak ocaliła głowy od czystki Putina, którą ten zafundował rosyjskim oligarchom. Wielu z nich przeniosło swe interesy na Ukrainę, czy to wzmacniając tamtejszych oligarchów, czy budując nieoficjalnie swoje struktury. Putin ich tak bardzo nie ścigał, bo te układy ściągały w końcu haracz nie z Rosjan. Ważne, że ten układ zachował kształty bardziej jelcynowskie, czyli Ukraina była terenem rozpasanej walki, a właściwie układu dogadanych i ustawionych mafii, bez porządkującego na poziomie podstawowych usług publicznych wektora nowego dyktatora. Wszystko odbywało się mafijnie i jedynym państwowym wektorem porządkującym działanie państwa był wektor oligarchicznego układu.

To on wystawiał swoich kandydatów na szefów państwa i rozprowadzał go po administracji władzy, gdyż ukraiński system prezydencki w razie zwycięstwa dawał wszystko w jedne ręce na zasadzie „winner takes it all”, było więc o co walczyć. Ale, żeby nie było na tym tle żadnej wyniszczającej wojny domowej mafii, układy się dogadywały i wystawiały na kandydata na wodza narodu jakiś upostaciowiony kompromis. Albo mieliśmy na czele któregoś z oligarchów, tak jak z królem cukierków – Poroszenką, albo marketingowego słupa, typu Zełenski, którego wypromował oligarcha Kołomyjski w długim procesie od serialu do tronu. Mamy więc w przypadku Ukrainy do czynienia z połączeniem schyłkowej fazy jelcynowskiej oligarchii z putinowską grupą trzecią – dorobionych na wojnie.

Dodatkowe źródło łupania

Dla starego układu mafijnego na Ukrainie (i jak widać w Rosji) wojna była gwiazdką z nieba. Zwłaszcza, że wojnę tę Ukraina, jako państwo oligarchicznie, bo postsowiecko niewydolne mogło prowadzić wyłącznie za zewnętrzne środki. Na Ukrainę zaczęły płynąć szerokim strumieniem pieniądze znaczone czy to potrzebami militarnymi, czy politycznymi, a więc kompletnie – zwłaszcza w pierwszej fazie – niekontrolowane przez tę pomoc otrzymujących, co dopiero mówić o tych, którzy ją dawali. Mafie rozstawione w węzłowych miejscach państwa, jako jego organizacyjny substytut, nie miały żadnego problemu, by na tej całej kasie siąść. Tylko one bowiem wiedziały jak chodzą pieniądze, procedury i kwity z rozliczeniami. Nikt przecież nie miał, łącznie, a właściwie zwłaszcza Zachód, pojęcia jak to kontrolować. W końcu głupio było tak pytać – jak to chodzi. Chłopy tam walczą na śmierć i życie, i jak tu się – wręczając karabin – zapytać o fakturę i przelew? Nawet Amerykanie dopiero po dwóch latach się zorientowali [ejże.. Nuland nie taka głupia… md] że w sumie dają wszystko na gębę, Europa się do tej pory nie zorientowała, albo udaje, że nie wie, bo jakby się sprawa wydała, to dość trudno byłoby się wytłumaczyć, że tak to się jakoś rozeszło.

Wielkość pomocy dla Ukrainy w czasie jej drugiej wojny z Rosją jest właściwie nie do oszacowania. Tropy prowadzą w różne strony, pojawiają się jakieś fundusze, pożyczki nie do spłacenia, raz się to liczy jako sprzedaż, raz jako darowiznę, nie mówiąc już o kosztach pomocy w formie transferów socjalnych do migrantów ukraińskich. Samo przejrzenie różnych form pomocy państwowej i militarnej daje nam kwoty powyżej 400 miliardów dolarów. Ukraina jest państwem upadłym i bez kroplówki, takiej jak np. ostatnie 90 miliardów pożyczki pod niespłacalny i kuriozalny zastaw pod reparacje, które ma przegrana w tej wojnie Rosja zapłacić Ukrainie, idą na podstawowe pozamilitarne funkcje państwa – bez tych pieniędzy nie dostarczyłaby podstawowych usług publicznych.

Analitycy i znawcy układów oligarchicznych oceniają współczynnik „pompa-rów”, czyli transfer środków publicznych w przypadku środków zewnętrznych do kieszeni oligarchów na poziomie 10-15%. Daje nam to licząc najskromniej jakieś 40 miliardów dolarów transferowanych do kieszeni mafii, która już nie musi „bidować” jedynie na okradaniu potencjału Ukrainy, ale podczepia się pod zewnętrzne środki przeznaczane przecież do wsparcia walczącej Ukrainy. No, trzeba przyznać, że jest to kwota, za którą można wykupić ze 12 900 Jermaków. Jest więc o co się bić.

Turanie kontra łacińczycy

Mamy tu do czynienia z turańskim podejściem. Wytłumaczę na czym polega w tym wypadku różnica pomiędzy tym podejściem, a np. naszym – z cywilizacji łacińskiej. Jeśli wyobrazimy sobie powiedzmy rok 1941, kiedy Polska była pod wojującą okupacją połączonych totalitaryzmów, to w takim Londynie siedzieli co najwyżej polscy uciekinierzy z kacem, że nie walczą, zaś ci co mogli przedzierali się – jak w serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” – przez cały świat, by powalczyć o Polskę. Robiono zrzutki na walkę, zaś resztki majątków przekazywano do wsparcia wysiłku zbrojnego.

Co mamy dziś np. w takiej Polsce – dzieci oligarchów rozbijają się w Bentley’ach po warszawskich ulicach, Stephen Khun zaś donosi, że u producentów superjachtów mają zajęte kolejki zamówień na cztery lata naprzód właściwie tylko z jednego kraju, zgadnijcie jakiego? Najbogatszy człowiek Ukrainy, oligarcha, właściciel Szachtara Donieck i holdingu SCM w 2024 roku (transakcja wyszła na jaw w kwietniu 2026) kupił najdroższy apartament w historii nieruchomości: pięciopiętrowy, 21-pokojowy luksusowy penthouse o powierzchni ponad 2500 m² w prestiżowej nowej dzielnicy Mareterra (budynek Le Renzo). Cena? 471 milionów euro.

Czemu tak jest i czemu to nie przeszkadza walczącemu ludowi Ukrainy?

No właśnie chodzi o kulturę wynikającą z cywilizacyjnej przynależności. U nas takie zachowanie byłoby potraktowane na granicy samosądu – kiedy my tu walczymy, kiedy zaczyna brakować nam ludzi i środków nasza elita miałaby się na tym wszystkim pławić w luksusie? Przecież każdy skradziony dolar to zagrożenia dla naszej niepodległości, a już co najmniej dla naszych chłopaków walczących w okopach. Nie wiem czy takiego by Polacy rozerwali na strzępy, bo nic już nie zostało z rebel people, jak się mianowali kiedyś Polacy, ale przynajmniej by było jasne, że to potępiamy. Ja nic podobnego nie słyszałem ze strony ukraińskiego ludu. To dla nich temat wstydliwy, a więc pomijalny.

Takie zarzuty to są knowania Moskwy, nawet gdyby to była prawda, to ta prawda może zaszkodzić naszemu morale. Śmierdzi ci ona onucą, zresztą z tymi oligarchami to tak zawsze było, u nas role są podzielone przez fatum losu i nie ma co się dziwić oligarchom, że jak dostali możliwość wynikającą z dodatkowych środków na pomoc walczącej Ukrainie, to umoczyli dziób w tej melasie. Nic z tego nie rozumiecie – jest to normalna marża, tym razem z waszych środków i tu inaczej nie działa.

Korupcja na walczącej Ukrainie to również impas dla Zachodu. Moim zdaniem cwaniaczek z Zachodu na pewno się działkuje, zwłaszcza korupcyjnie niekontrolowany w Unii, z ukraińską oligarchią, wystarczy tylko nie rozliczać środków, zamknąć oczy na zawyżone faktury, a oni tam sobie jakoś to na miejscu rozdzielą, i sypną prowizją zwrotną. Inni, ci niebiorący, będą każdy wykryty fakt korupcji ukrywać, by nie drażnić swych wyborców, że nie pilnują podatkowego grosza. Mamy więc układ zamknięty, pompa-rów, który po drodze gubi prowizję na konserwowanie układu oligarchicznego. Uwaga – przy jednoczesnym nawoływaniu, by ten cały bałagan przyjąć ciupasem do Unii.

Pierwsze wkurzenie

Prześledziłem wielowarstwowe systemy kontroli środków na Ukrainę, zwłaszcza te, które stworzyła Unia. Ta dumnie ogłosiła, że PRZESTAŁA dawać Ukrainie środki „z góry”, żąda – uwaga! – rozliczeń, z którymi i tak nie wiadomo co robi. Znając różnice w kombinowaniu Słowian, wzmocnionym jeszcze turańskim stylem, to jest to zabawa w kotka i myszkę, z tym, że obie strony wiedzą, że to gra pozorów. Pierwsi wkurzyli się Amerykanie. To znaczy – tam wkurzyli się. Biden forsujący środki dla Ukrainy „na gębę” przegrał większość w Kongresie i Republikanie 1 listopada 2022 roku wprowadzili rezolucję żądającą od prezydenta audytu pomocy dla Ukrainy. Audyt nie przyłapuje wielkiego złodziejstwa, ale Amerykanie nie są głupi, i wprowadzają, rzec można unijny, mechanizm warunkowości – dalsza pomoc tylko pod warunkami zmian systemowych w ustroju Ukrainy, gdyż to on, a nie pojedyncze przypadki, wręcz generuje proceder korupcyjny.

Żądania zmian od Amerykanów pokazują jakiż to stworzony układ jest do rozmontowania:

 1. Pełna niezależność i wzmocnienie „Świętej Trójcy” antykorupcyjnej

Amerykanie zażądali, aby ukraińskie organy ścigania były całkowicie odcięte od wpływów politycznych prezydenta, rządu i służb specjalnych (SBU). Skupili się na trzech instytucjach:

NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne): USA nakazały zwiększenie liczby etatów dla detektywów o dodatkowe 300 osób oraz zapewnienie NABU prawa do samodzielnego podsłuchu (wcześniej biuro musiało korzystać z infrastruktury SBU, co prowadziło do wycieków informacji o śledztwach).
SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna): Zażądano pełnego wyodrębnienia SAP ze struktur Prokuratury Generalnej, nadania jej statusu oddzielnej osoby prawnej oraz zmiany procedury wyboru jej szefa, tak aby decydujący głos mieli eksperci międzynarodowi, a nie nominaci polityczni.
WAKS (Wyższy Sąd Antykorupcyjny): Amerykanie nakazali zwiększenie liczby sędziów oraz zapewnienie im lepszej ochrony fizycznej i niezależności operacyjnej, by wyroki skazujące polityków zapadały szybciej.
To właśnie próba złamania tego konkretnego zalecenia przez otoczenie Zełenskiego w lipcu 2025 roku (poprzez podporządkowanie SAP Prokuratorowi Generalnemu) wywołała natychmiastową groźbę odcięcia amerykańskich funduszy.

2. Przywrócenie jawności majątkowej (e-Deklaracje)

Po wybuchu wojny w 2022 roku Ukraina zawiesiła obowiązek publicznego składania cyfrowych oświadczeń majątkowych przez urzędników (tłumacząc to względami bezpieczeństwa). USA kategorycznie zażądały:

Natychmiastowego wznowienia działania rejestru e-deklaracji.
Przywrócenia publicznego dostępu do tych danych, aby dziennikarze śledczy i obywatele mogli kontrolować, czy urzędnicy nie bogacą się w czasie wojny.
Wdrożenia automatycznego systemu weryfikacji tych oświadczeń przez Narodową Agencję ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK).
3. Ograniczenie roli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)

USA od lat konsekwentnie domagały się reformy SBU. Tradycyjnie ukraińskie służby specjalne posiadały departamenty zajmujące się walką z korupcją i przestępczością gospodarczą. Amerykanie uznali to za patologię, która pozwalała SBU na szantażowanie biznesu i dublowanie kompetencji NABU.

Zalecenie: SBU ma zajmować się wyłącznie kontrwywiadem, walką z terroryzmem i cyberbezpieczeństwem. Departamenty „gospodarcze” miały zostać całkowicie zlikwidowane.
4. Transparentność w zamówieniach obronnych i odbudowie

W związku z miliardami płynącymi na armię i infrastrukturę, USA narzuciły ostre wytyczne dotyczące wydawania pieniędzy:

Reforma ProZorro: Nakazano, aby wszystkie zamówienia publiczne (poza absolutnie tajnymi technologiami wojskowymi) przechodziły przez transparentny, elektroniczny system przetargowy ProZorro.
Nadzór nad Ministerstwem Obrony: Wdrożenie wewnętrznych, zachodnich standardów audytu w logistyce wojskowej (reforma ta przyspieszyła po skandalach z zawyżaniem cen żywności i kurtek dla armii).
5. Deoligarchizacja i ład korporacyjny

Amerykanie uderzyli w strukturę wielkich państwowych monopoli (np. w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym):

Rady Nadzorcze: Zażądano powołania niezależnych rad nadzorczych z udziałem zagranicznych ekspertów w kluczowych spółkach skarbu państwa (takich jak Naftohaz czy Ukroboronprom). Miało to uniemożliwić oligarchom i urzędnikom Kancelarii Prezydenta nieoficjalne sterowanie tymi firmami.
Zełenski kontratakuje

Zełenski odczekał tylko aż sprawa przyschnie i przypuścił kontratak, który jawnie pokazuje czy prezydent Ukrainy bardziej dba o losy swej ojczyzny, czy ochronę interesów oligarchów zagrożonych żądaniami Amerykanów co do ukrócenia mechanizmów korupcyjnych. Do parlamentu trafia w lipcu 2025 projekt ustawy nr 12414, który pierwotnie dotyczył zupełnie innych kwestii prawnych. Po pierwszym czytaniu dopisano do niego poprawki drastycznie zmieniające ustrój organów antykorupcyjnych. Prezydencka partia „Sługa Narodu” wraz z częścią opozycji błyskawicznie przegłosowała ustawę, a prezydent Zełenski podpisał ją tego samego wieczoru. Co realnie zmieniała ta ustawa?

Ustawa uderzała w fundament niezależności śledczych poprzez:

Podporządkowanie Prokuratorowi Generalnemu: NABU i SAP utraciły autonomię i zostały w pełni podporządkowane Prokuraturze Generalnej. Prokurator Generalny na Ukrainie jest mianowany i odwoływany bezpośrednio przez prezydenta – to dawało Kremlowi (w znaczeniu administracji Zełenskiego) pełną kontrolę nad śledztwami.
Prawo do odbierania spraw: Prokurator Generalny zyskał prawo do decydowania, które sprawy korupcyjne mogą prowadzić niezależni detektywi, a które można im odebrać i przekazać „zaprzyjaźnionym” służbom (np. SBU).
Możliwość usuwania prokuratorów: Danie lojalnemu wobec prezydenta Prokuratorowi Generalnemu narzędzi do odsuwania od spraw niewygodnych, niezależnych prokuratorów SAP.
Dziennikarze śledczy (m.in. Ukraińska Prawda i The Economist) ujawnili, że plan ten narodził się bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta, a jego celem było zablokowanie m.in. wielkich śledztw dotyczących defraudacji w sektorze energetycznym, które uderzały w ludzi z otoczenia Zełenskiego (parę miesięcy później te same śledztwa doprowadzają do upadku Andrija Jermaka).

Papierowy Majdan

Decyzja Zełenskiego wywołała szok. Ukraińcy uznali to za próbę budowy autorytaryzmu pod osłoną wojny. Oczywiście Państwo nic o tym nie słyszeliście w Polsce, bo na Ukrainie wszystko idzie dobrze: Zełenski to słońce narodu, zaś jego otoczenie to anioły wcielonej bezinteresowności. A tu już 22 i 23 lipca 2025 roku w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Odessie i 25 innych miastach na ulice wyszły tysiące ludzi (głównie młodzież i weterani wojenni). Ze względu na obowiązujący stan wojenny i zakaz demonstracji, protestujący nie organizowali klasycznych wieców – przynieśli ze sobą ręcznie robione napisy na kawałkach kartonów (stąd nazwa „kartonowe protesty”), żądając natychmiastowego cofnięcia ustawy. Okrzyki „Ręce precz od NABU!” i „Hańba!” były bezpośrednio wymierzone w Zełenskiego. Presja wewnętrzna zbiegła się z natychmiastową, bardzo ostrą reakcją Zachodu. Unia Europejska oraz USA wprost zakomunikowały Kijowowi, że ta ustawa oznacza zablokowanie miliardów dolarów pomocy wojennej oraz zamrożenie procesu akcesji Ukrainy do UE.

Widząc skalę oporu, Zełenski uległ i zaledwie dwa dni po podpisaniu szkodliwej ustawy, prezydent w trybie pilnym skierował do parlamentu nowy projekt (nr 13533), który całkowicie anulował poprzednie przepisy. 31 lipca 2025 roku parlament przyjął nową ustawę, a Zełenski ją podpisał, w pełni przywracając niezależność NABU i SAP, usuwając je spod wpływu Prokuratora Generalnego. Cała ta próba wydatnie pokazała jakie są intencje antykorupcyjne władz ukraińskich.

Turanie na Majdanie

Ludy z cywilizacji turańskich mają jedną cechę – nie znają innych stanów niż całkowita uległość albo krwiożerczy bunt. Jednak ten stan pierwszy – demoralizującej, na pokolenia dziedziczonej uległości powodują wyradzanie się elit i zsucziwanije ludu, czyli doprowadzenie do moralnego upadku jego podstaw jako wspólnoty. Prowadzi to do kompletnego rozziewu pomiędzy brutalną i bezwzględną elitą a upodlonym i biernym ludem. Nic po środku – żadnej nadziei na transfery, awansy, ożywcze krążenie elit. A to prowadzi do degradacji potencjału całego układu – mafie udają, że rządzą, lud udaje, że pracuje. Wszyscy żywią się poza oficjalnym ustrojem, który jest już tylko pustą dekoracją, zaś realny potencjał konsekwentnie się obniża. Konfrontacja takiej postawy jest dla Zachodu nie do pojęcia, a jako, że pomaga Ukrainie ze swych, co najmniej tak samo podłych, intencji, to ukrywa przed publiką takie koszty uzyskania skrywanego przychodu.

Nasz Jermak, w czasie wielkiej afery korupcyjnej jeszcze 28 listopada 2025 roku nie poszedł siedzieć, jednak ten podał się do dymisji i zadeklarował, że „jedzie na front”. Do dziś nie wiadomo czy po to by „odpokutować” jakieś winy, bo do takich się w ogóle nie przyznał. Na front jednak nie udała się. Dziś wyszedł za kaucją i pewnie chodzi po Kijowie, bo nie może z niego wyjechać. Ciekawe czy wysiada ze swej limuzyny – chyba nie musi: przecież wie, że może się przespacerować, bo nikt mu nawet nie splunie w twarz. Potomkowie bowiem cywilizacji turańskiej albo pochylą głowę przed władzą, albo jej się rzucą do gardła. To drugie czynią zaś bardzo rzadko, zwłaszcza, że są obecnie zajęci walką w okopach, pytanie tylko – o jaką Ukrainę?

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

https://dziennikzarazy.pl/o-nas/

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.