Strach przechodzi z człowieka na człowieka
Bezwiednie,
Jak dreszcz, co udziela się liściom
Od innych liści.
I naraz całe drzewo drży,
A nie ma ani śladu wiatru.
Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Simic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Simic. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 kwietnia 2013
Demontaż ciszy
Najpierw odśrubuj od niej uszy,
Ostrożnie, żeby się nie pogubiły.
Ostrym gwizdem rozplataj jej brzuch.
Jeśli jest w nim popiół, zmruż oczy
I dmuchnij – niech leci z wiatrem.
Jeśli woda, uśpiona woda,
Postaraj się o korzeń kwiatu, który od miesiąca nic nie pił.
Kiedy dotrzesz do kości,
A nie masz ze sobą psa
Ani sosnowej trumny
I wozu zaprzężonego w woły, aby z kości wydobyć klekot,
Wsuń je szybko pod własną skórę.
Gdy następnym razem się zgarbisz,
Poczujesz, jak uciskają twój własny szkielet.
Otacza cię głuchy mrok.
Powoli i cierpliwie
Szukaj jej serca. Będziesz musiał
Długo czołgać się w głąb pustych niebios,
Zanim posłyszysz jego bicie.
Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak
Ostrożnie, żeby się nie pogubiły.
Ostrym gwizdem rozplataj jej brzuch.
Jeśli jest w nim popiół, zmruż oczy
I dmuchnij – niech leci z wiatrem.
Jeśli woda, uśpiona woda,
Postaraj się o korzeń kwiatu, który od miesiąca nic nie pił.
Kiedy dotrzesz do kości,
A nie masz ze sobą psa
Ani sosnowej trumny
I wozu zaprzężonego w woły, aby z kości wydobyć klekot,
Wsuń je szybko pod własną skórę.
Gdy następnym razem się zgarbisz,
Poczujesz, jak uciskają twój własny szkielet.
Otacza cię głuchy mrok.
Powoli i cierpliwie
Szukaj jej serca. Będziesz musiał
Długo czołgać się w głąb pustych niebios,
Zanim posłyszysz jego bicie.
Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak
Niebiańscy nadzorcy
Czy oni liczą skrupulatnie moje kroki?
Czy doszli już do liczby, ciągnącej za sobą
Siekany przecinkami ogon zer? Czy zdążyłem
Teoretycznie i pieszo dojść do najbliższej gwiazdy?
Wskrzeście dla mnie, proszę,
Jeden z moich pierwszych kroków.
Ubranko, jakie miałem na sobie, ma być wyprasowane.
I żeby matka trzymała mnie mocno za rączkę.
To pewnie naszą babcię widać
W otwartej trumnie. Ręce ma spękane –
Tyle się naszorowała tej podłogi,
Którą zadeptujemy czarnymi butami.
Trzy kroczki, po których ktoś mnie podnosi pod pachy,
Abym ją pocałował, i trzy równie małe,
Którymi odstępuję... Czy ich gromkie echo
Ciągle rozbrzmiewa, chociaż coraz słabiej?
Czy to możliwe, żeby ten duży pies,
Siedzący jak sfinks na brzegu szarego Atlantyku,
Ciągle słyszał skrzypienie moich nowych butów
Tamtego dnia, po drugiej stronie świata?
Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak
Czy doszli już do liczby, ciągnącej za sobą
Siekany przecinkami ogon zer? Czy zdążyłem
Teoretycznie i pieszo dojść do najbliższej gwiazdy?
Wskrzeście dla mnie, proszę,
Jeden z moich pierwszych kroków.
Ubranko, jakie miałem na sobie, ma być wyprasowane.
I żeby matka trzymała mnie mocno za rączkę.
To pewnie naszą babcię widać
W otwartej trumnie. Ręce ma spękane –
Tyle się naszorowała tej podłogi,
Którą zadeptujemy czarnymi butami.
Trzy kroczki, po których ktoś mnie podnosi pod pachy,
Abym ją pocałował, i trzy równie małe,
Którymi odstępuję... Czy ich gromkie echo
Ciągle rozbrzmiewa, chociaż coraz słabiej?
Czy to możliwe, żeby ten duży pies,
Siedzący jak sfinks na brzegu szarego Atlantyku,
Ciągle słyszał skrzypienie moich nowych butów
Tamtego dnia, po drugiej stronie świata?
Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak
Subskrybuj:
Posty (Atom)