czwartek, 27 sierpnia 2026

Reri - czarna perła polskiego kina

  1933 roku w Warszawie pojawiła się aktorka tahitańskiego pochodzenia Anne Chevalier. Nad Wisłę przybyła w ramach promocji amerykańskiego filmu Tabu, w którym grała jedną z głównych ról. Reri (jak ją nazywano) miała niewiele ponad dwadzieścia lat, a jej egzotyczna uroda wzbudzała powszechny zachwyt.

  Podobno tournée promocyjne filmu objęło Warszawę na osobiste zaproszenie Bodo, ale jak było naprawdę, tego już zapewne nigdy się nie dowiemy. Ważne, że egzotyczna piękność uległa Eugeniuszowi i wspólnie zamieszkali w jego luksusowym apartamencie przy ulicy Marszałkowskiej.

  Bodo zadbał o zgodę amerykańskich promotorów na przerwanie trasy, planował bowiem stworzenie z Reri gwiazdy. Nie oszczędzał na jej strojach i biżuterii, spisał z nią również profesjonalny kontrakt. Widywano ich razem, bywali w ele-ganckich lokalach, a dziewczynę tolerowała nawet pani Junod. Reri intensywnie uczyła się polskiego języka, niebawem wymawiała już „chrząszcz brzmi w trzcinie” lepiej od Jarosyego.

  „W Ziemiańskiej na górze otwarto resursę dla artystów - relacjonowano w jednym z numerów miesięcznika »Kino«. - Raz na tydzień odbywają się tam »five o’clocki«. Jedni grają w karty, inni kibicują. Reszta obsiadła stoliki i plotkuje przy czarnej kawie. Oto przy jednym stoliku dyrektor Włast omawia z Igo Symem warunki nowego kontraktu. Przy innym króluje Bodo. Artysta i człowiek interesu. Lotny jego mózg obmyśla już dwa nowe filmy. Â la bonheur. Ten ma szczęśliwą rękę. Reri siedzi obok i błyska białymi ząbkami. [...] Bodka namówił ktoś na partię bridża, więc Reri przysiada się do naszego stolika. Jest prosta i miła. Rozmawia po angielsku z mecenasem R., po francusku ze mną, a po polsku z Moniką Carlo”16.

  Bodo planował już wówczas nakręcenie Czarnej perły, film miała wyprodukować jego nowa wytwórnia Urania Film. Egzotyczna opowieść o miłości, zdradzie i wierności, wzbogacona muzyką Henryka Warsa, wydawała się pewnym sukcesem. Dla Reri zarezerwowano główną rolę żeńską, a Bodo nie tylko jej partnerował, ale również napisał scenariusz i dialogi (wspólnie z Anatolem Sternem). Oczywiście został również producentem.

  „Dżungla w środku Warszawy! - entuzjazmował się jeden ze stołecznych dziennikarzy. - Tego jeszcze nie było. Wielkie palmy okręcone lianami wyrosły w atelier na Trębackiej. W dali połyskuje Morze Południowe i majaczą się wyspy pokryte bujną zielenią. Bliżej lśni czarna powierzchnia prawdziwej wody, w której odbija się księżyc (fałszywy). Obok niej prawdziwe bagno. Grzęźnie w nim po uszy biały człowiek, zabłąkany w tym straszliwym tropikalnym lesie. Przyglądam się tej umazanej postaci. Ależ to Bodo”17.

  Zdjęcia kręcono również na Helu, a przywiezione ze stolicy palmy wprowadziły w osłupienie miejscowych Kaszubów. Koszty były wysokie, ale zakochany Bodo na niczym nie oszczędzał. Poza tym doskonale wiedział, że aby dużo zarobić, należy wcześniej sporo zainwestować.

  Po latach najbardziej przejmujące wrażenie wywiera scena, w której Reri śpiewa piosenkę Dla ciebie chcę być biała. Scena zresztą znakomita, a ewidentne przekręcenia polskich słów tylko dodają jej autentyczności. Nie przeszkadza nawet to, że dziewczyna lepiej czuła się w tańcach polinezyjskich niż w fokstrocie, który imitowała przed kamerą. A zamknięty w sobie, obserwujący ją uważnie Bodo to już zupełne mistrzostwo świata. Zagrał bez słów, oszczędna mimika twarzy uzmysławia, jak znakomitym był aktorem.

  Film odniósł oszałamiający sukces, a jego główni bohaterowie podobno snuli plany matrymonialne. Nie wyszły one jednak poza wstępną fazę, Bodo zresztą zajmował się głównie pracą, a Reri w Warszawie czuła się obco. Prawdopodobnie konflikty powodowały również jej skłonności do alkoholu, których partner nie tolerował.

  „Bardzo bała się Eugeniusza Bodo - wspominał Anatol Stern -który nie pozwalał jej pić wódki. Muszę przyznać, że często piliśmy razem. Reri nie upijała się, ale po wypiciu alkoholu jej błękitne białka były przekrwione”18.

   Alkohol stawał się coraz większym problemem dziewczyny. Wprawdzie tłumaczyła, że „jej nie szkodzi”, ale nie potrafiła się bez niego obejść. Coraz bardziej uwidaczniały się również różnice charakterów, nieuniknione, gdy partnerzy pochodzą z tak odmiennych kręgów kulturowych.

  „Dziecko, bo dziecko - wspominała Helena Rapacka. - Duże, ładne, wesołe, naiwne dziecko. Impresario obwozi ją po świecie, a ona o niczym nie myśli, tylko żeby się zabawić, najeść i przespać. Lubi namiętnie lalki, pajacyki, perfumy i dobry koniak, który widać potrzebny jej jest dla podtrzymywania słabnącej przy takim trybie życia energii”19.

  Doszło wreszcie do zerwania, w listopadzie 1935 roku Bodo wyjechał na tournee do Palestyny (kontrakt miał od dawna podpisany), a trzy dni później Reri na zawsze opuściła Warszawę.

  „Czy wróci pani do nas, najmilsza Reri - pytał Tahitankę dziennikarz »Kina«. - Któż to może przewidzieć? Może tak, może nie - smutno odrzekła Reri. - W każdym razie dobrze mi tu było wśród was, moi drodzy przyjaciele. Wasza gośęinność, dobroć, opieka, a nade wszystko szczera przyjaźń - to najdroższe wspomnienia mojego życia. Gdybym miała nie wrócić, nie zapomnę o pięknej Polsce i o Polakach. Nigdy! Jamais!”20.

  Ostatecznie wróciła na Polinezję, kilka lat później na wyspie Moorea w pobliżu Tahiti rozmawiał z nią Arkady Fiedler. Napisał, że wciąż była urodziwą kobietą, chociaż tryb życia, który prowadziła, pozostawił ślady.

  „[...] szczyt urody już minął z racji jej zbytniego pociągu do wódeczności. Poranne migreny niszczy za pomocą szklaneczki whisky lub dżinu. Straciła sarnią ongiś smukłość, natomiast wciąż zachowała ujmujący wdzięk. Różniła się od innych Tahitanek wyjątkową subtelnością, i była w tym dziecięco bezradna. Nie zapominało się jej głosu; był miękki, śpiewny, niemal pokorny”21.

  Nie zapomniała polskiego języka, mówiła polszczyzną „śmieszną i łamaną, ale dość zrozumiałą” i deklarowała ogromny sentyment do Polski, Warszawy i Bodo.

  „[...] nie żaliła się, nie wyrzekała, nie rzucała złorzeczeń na niewiernego kochanka. Tym, że nie umiała nienawidzić: przeciwnie, jakimś niepojętym kaprysem kobiecości nie mogła oderwać serca od tego, co było w Polsce. Kochała wciąż Warszawę ponad wszystkie Nowe Jorki, Hollywoody i Paryże. Nie żaliła się ani słowem na cynicznych łobuzów, którzy ją świadomie rozpijali, i wciąż zachowała ciepłe uczucia dla hultaja Genia. Przy rzewnych wspomnieniach jej oczy napełniały się łzą wzruszenia”22.

  Inne zdanie na temat Bodo miał Fiedler, oskarżając go o psychiczne zniszczenie dziewczyny. Uważał, że cała ta historia przypominała „koszmarną bajkę o królewnie zakochanej w świniopasie”. I nie szczędził gwiazdorowi ostrych słów:

  „Niestety gładysz, dzióbasowaty letkiewicz, po kilku tygodniach sprzykrzył się egzotyczną aktorką. I zaczął bezceremonialnie wpychać Reri w ramiona innych galopantów, swych koleżków. Gdy Reri w końcu wyrwała się z birbancko-sprośnego bagienka i wyjechała z Polski, już było za późno, by się wyprostować; nie mogła się wyzbyć trunkowego nałogu”23.

  W 1961 roku na Tahiti przebywał polski reporter Lucjan Wolanowski. Spotkał Reri w jednym z miejscowych barów. Polinezyjka nie ukrywała wzruszenia na dźwięk polskiej mowy. Pokazywała mu stare zdjęcia, pytała o ludzi, którzy zginęli w czasie wojny, nie wiedziała nawet o śmierci swojego dawnego kochanka. Wciąż lubiła mocne trunki i nawet po latach pamiętała cały tekst piosenki Dla ciebie chcę być biała:


Wszystko mi już dałeś, wszystko mam: 

i klejnoty, i bogate stroje.

Po co mi to wszystko, powiedz sam, 

jeśli moje nie jest serce twoje.

Dla ciebie chcę być biała, tylko tak jak ty.

Mieć jasne oczy i jasną twarz 

i jasne serce - takie jak ty masz.

Dla ciebie chcę być biała i dobra tak jak ty.

Bo z tobą dobrze, bez ciebie źle,

więc chcę być białą, żebyś kochał mnie24.


  Anne Chevalier nie opuściła już Polinezji. Na rodzinnych wyspach pozostała do końca życia, zmarła w 1977 roku, w wieku sześćdziesięciu pięciu lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.