Filozof
W obecnych czasach intelektualista ma trzy możliwe sposoby postępowania: wewnętrzną emigrację, jak Platon, drogę kompromisu, jak sofiści, lub konsekwentne życie w prawdzie, konflikt z władzą i śmierć, jak Sokrates.[1]
Te słowa wypowiedział Jan Patočka w 1975 roku podczas jednego z nielegalnych seminariów, prowadzonego dla kilku osób w prywatnym mieszkaniu w Pradze.
Pytanie o rolę i miejsce intelektualisty w państwie jest powracającym motywem rozważań filozoficznych. Żywoty myślicieli to skrócone dzieje ludzkości. Byli wynoszeni na ołtarze (św. Augustyn, św. Tomasz), potępiani przez Kościół (Eckhart), zmuszeni do odwołania swoich poglądów (Galileusz). Umierali otoczeni szacunkiem na królewskich dworach (Kartezjusz) i w zaciszu uniwersytetów (Newton), ale także dożywali swoich dni w zapomnieniu i samotności (Rousseau) i jak zwykli ludzie padali ofiarami epidemii (Hegel). Wiek XX nie był pod tym względem wyjątkowy.
Patočka doskonale znał historię filozofii, był również uważnym obserwatorem dziejów kraju, w którym przyszło mu żyć. Od chwili habilitacji w 1937 roku przez niespełna dziewięć lat mógł wykładać na Uniwersytecie Karola. W 1972 roku władze, korzystając z pretekstu, że skończył sześćdziesiąt pięć lat, przeniosły go na emeryturę. Zaczął wtedy wykładać w prywatnych mieszkaniach. Te seminaria nazywano „latającym uniwersytetem Patočki” albo „czarnym uniwersytetem” (niczym czarny rynek, gdzie można było nabyć niedostępne w komunistycznej rzeczywistości towary luksusowe).
Platon nie angażował się w życie Aten. Założył Akademię i tam wraz z grupą uczniów roztrząsał problemy filozoficzne. Tylko raz w życiu, i to nieudolnie, wziął udział w politycznych rozgrywkach, kiedy wspierał tyrana Syrakuz. Omal nie postradał wówczas życia. Powróciwszy do ojczyzny, nie zabierał już głosu w sprawach publicznych, tylko na kartach swojego Państwa nakreślił iluzję idealnego systemu politycznego, gdzie władzę powierzył filozofom. W spokoju dożył osiemdziesiątki.
Sofiści sięgnęli dna, kiedy za opłatą dowodzili największych bzdur w interesie płacącego.
Sokrates w tradycji europejskiej pozostał ideałem myśliciela. Przez całe życie poszukiwał prawdy, co w końcu nie spodobało się Ateńczykom. Pod jego adresem wysunięto oskarżenia, które doprowadziły do skazania go na śmierć.
Sokrates, powiadają, zbrodnie popełnia albowiem psuje młodzież, nie uznaje bogów, które państwo uznaje, ale inne duchy nowe. [...] Sokrates popełnia zbrodnię i dopuszcza się występku badając rzeczy ukryte pod ziemią i w niebie i ze słabszego zdania robiąc mocniejsze i drugich tego samego nauczając.[2]
Z medycznego punktu widzenia Jana Patočkę zabił wylew krwi do mózgu. Z moralnego – rządzący Czechosłowacją komuniści. Przez Służbę Bezpieczeństwa był nadzorowany już od początku lat pięćdziesiątych. W styczniu 1977 roku ogłoszono deklarację Karty 77. On był jednym z jej trzech rzeczników. Wtedy rozpoczęły się częste i wielogodzinne przesłuchania. To ostatnie trwało jedenaście godzin. Organizm nie wytrzymał. Zbyt późno wezwano pomoc. Jan Patočka zmarł w szpitalu 13 marca 1977 roku, nie dożywając siedemdziesiątych urodzin.
Jan Patočka
Sokrates, biorąc w dłoń kielich z cykutą, liczył sobie także siedemdziesiąt wiosen. Umarł – jeśli wierzyć Platonowi – spokojnie, w otoczeniu przyjaciół. Jak wyglądał pochówek Sokratesa – nie wiemy, ale niepohamowana nawet wobec śmierci nienawiść, jaką władze żywiły do Jana Patočki, dała o sobie znać podczas jego pogrzebu. Szpicle w cywilu nie silili się na kłamliwy choćby szacunek dla miejsca wiecznego spoczynku. Filmowali uczestników, kręcili się wśród grobów. Nad cmentarzem świętej Markéty na praskim Břevnovie wisiał milicyjny śmigłowiec. Na stadionie za murem cmentarnym milicjanci urządzili zawody motorowe. Warkot silników dominował, jakby miał za zadanie upokorzyć zmarłego. Wszystko po to, aby zagłuszyć księdza i słowa pożegnania.
Patočka od młodości chciał studiować filozofię. Urodził się siedem lat przed I wojną światową w Trutnovie. Ojciec, profesor gimnazjum, dbał o wykształcenie syna. Wstępując w 1925 roku na Uniwersytet Karola, Jan znał doskonale niemiecki i francuski. Prócz filozofii studiował slawistykę i romanistykę. Chodził też na wykłady Ernsta Cassirera na niemiecki uniwersytet w Pradze. Dopiero wyjazdy za granicę do Paryża, Berlina i Fryburga, gdzie miał możliwość spotkać Nicolaia Hartmanna i Martina Heideggera, pozwoliły mu zetknąć się z filozofami, a nie jak dotychczas z historykami filozofii.
Mistrzem Patočki stał się poznany w 1929 roku w Paryżu Edmund Husserl. Pochodził z Moraw. Był prawie o pół wieku starszy od młodego adepta, ale to nie przeszkodziło w nawiązaniu partnerskich relacji. Kiedy Patočka napisał do niego, że chciałby studiować we Fryburgu, odpowiedź była prosta: „Jeśli faktycznie chce pan uczyć się rozumowania i nie przywiezie pan ze sobą żadnych filozoficznych uprzedzeń i przekonań (tych duchowych klapek na oczach), to będzie pan serdecznie powitany” [3].
Spełnił warunki, a Husserl na święta Bożego Narodzenia 1932 roku podarował mu niezwykły prezent: wykonany z jasnego drewna przenośny mały pulpit służący do czytania. Ten sam, który dostał od Tomáša G. Masaryka, kiedy obydwaj byli jeszcze bardzo młodzi. Masaryk był wtedy od czternastu lat prezydentem Czechosłowacji.
Patočka wrócił do Pragi i na Uniwersytecie Karola przedstawił pracę Świat naturalny jako problem filozoficzny. Nie została ona doceniona przez profesurę, której obce były rozważania fenomenologiczne.
Tylko niespełna dwa miesiące trwała pierwsza przygoda Jana Patočki jako wykładowcy na uniwersytecie. Zaczął w październiku 1939 roku, a w listopadzie, po manifestacjach studenckich, Niemcy zamknęli wyższe uczelnie. Uczył więc w gimnazjum.
Po wojnie wrócił na uniwersytet.
Są myśliciele, którzy twierdzą, że złotą erą filozofii były czasy starożytne, a wszystko, co powstało później, stanowi zaledwie dopisek i uzupełnienie do rozważań Sokratesa, Platona, Arystotelesa.
W 1945 roku Patočka zaczął cykl wykładów Od presokratyków do Arystotelesa. Prowadził je bardzo szczegółowo przez cztery lata, dotarł do Arystotelesa, ale nie zdążył już omówić jego poglądów. Po objęciu władzy przez komunistów w 1948 roku z uniwersytetu zostali usunięci wszyscy, którzy byli choćby podejrzewani o krytycyzm wobec nowej rzeczywistości. Przez krótki czas pracował w Instytucie Tomáš a Masaryka, a po jego likwidacji trafił do Instytutu Pedagogicznego Jana Ámosa Komenskiego.
Polityczna odwilż lat sześćdziesiątych pozwoliła Patočce wrócić do życia akademickiego. Gościnnie wykładał nawet za granicą. Wreszcie wiosną 1968 roku po raz trzeci wrócił na uniwersytecką katedrę. Jego wykłady zapisały się w zbiorowej pamięci pokolenia ‘68. Ten pierwszy po osiemnastu latach przerwy zaczął, pytając się przewrotnie studentów: „To gdzie skończyliśmy w 1950 roku?” [4]. I zaczął od tego, na czym skończył osiemnaście lat wcześniej: od Arystotelesa.
Znakomity historyk Václav Černý, któremu także pozwolono wykładać, z pierwszych swoich zajęć zrobił show, opowiadając studentom swoje przeżycia z lat pięćdziesiątych. Patočka nie chciał jednak tracić czasu.
Uczęszczanie na jego zajęcia było dobrze postrzegane. Przychodzili ludzie spoza wydziału filozoficznego. Powody były różne. Teolog Tomáš Halík pamięta teatrologa, którego głównie interesowała gestykulacja i dykcja profesora. Po latach nudnych i odczytywanych zza katedry wykładów Patočka prezentował nieznaną studentom swobodę intelektualisty, gdy przemierzając salę i nie korzystając z notatek, prowadził rozważania. Byli tacy, którzy czekali na wplatane przez Patočkę powiedzonka: „Schopenhauer obwieścił, że nie może czytać innego filozofa niż Arthura Schopenhauera. Należy dodać – nie wybrał źle” [5].
Praska wiosna szybko dogasła. Komuniści wierni dyktatowi Breżniewa, po odsunięciu ekipy Alexandra Dubčeka, porządkowali państwo według swoich standardów. Nie było w nim miejsca dla reformatorów, niezależnego od władz związku pisarzy czy gazet w rodzaju „Literarnich novin”, także dla profesorów, którzy mogliby „psuć młodzież” czy „nie uznawać bogów, które państwo uznaje”. W 1972 roku Jan Patočka został zmuszony do przejścia na emeryturę. Skończyły się lata, gdy niczym Platon pozwalał sobie na luksus wewnętrznej emigracji.
Filozofia jest niczym innym jak życiem (poświęconym myśleniu) odpowiadającym zasadzie całkowitej odpowiedzialności myśli. Postawą odpowiedzialną jest taka postawa, w której pogląd stosuje się do wyglądu rzeczy, a nie odwrotnie. Jak widać już sama postawa odpowiedzialna umożliwia życie w prawdzie, czyni możliwą istotę filozofii i całej nauki, która nie utraciła z nią kontaktu. Z drugiej strony życie w prawdzie to racjonalność.[6]
Tak mówił podczas gościnnego wykładu w 1971 roku w Warszawie.
Tego rodzaju sądy nie mogły ukazać się w Czechosłowacji. Komuniści fałszowali w jego kraju już nie tylko historię, ale i rzeczywistość. Jak inaczej nazwać ich poczynania, gdy likwidowali groby Jana Palacha czy Josefa Smrkovskiego, gdy więzili i zmuszali do emigracji opozycjonistów, pisarzy. Nie pozbyli się jednak narodowej symboliki. Zatem na prezydenckim proporcu wciąż widniało stare, husyckie hasło: „Prawda zwycięży”. W kilka lat po zdławionej praskiej wiośnie brzmiało niczym kpina i nikt, kto chciał z przekonaniem powiedzieć o sobie, że jest uczciwym człowiekiem, nie miał złudzeń, że jest to grabież. Ordynarne złodziejstwo.
Do emerytury udało się Patočce opublikować w kraju niewiele. Poza rozsianymi artykułami i wydaną przed wojną habilitacją były to przekłady Hegla i wydana tuż po wojnie Filozofia przedsokratejska. W latach sześćdziesiątych Arystoteles, jego poprzednicy i następcy, a także Wstęp do fenomenologii Husserla. Nie miał złudzeń, że władze zezwolą na wykłady, a cenzura na wydanie czegokolwiek, co byłoby sprzeczne z oficjalną ideologią. Pozostały prywatne seminaria, na których wygłosił cykl wykładów Platon a Europa, Powstanie i koniec Europy, i publikowanie w samizdacie.
W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych powstały najważniejsze prace Jana Patočki, publikowane poza cenzurą.
W Trzech esejach o Masaryku rozdzielił filozofię na philosophia pereunis zajmującą się problemami uniwersalnymi, i marginalną, uprawianą na potrzeby aktualnych, gorących wydarzeń. Niewątpliwie Patočkę należy zaliczyć do myślicieli zmagających się z uniwersaliami, nawet wtedy, gdy pisał o swoistych czeskich dylematach.
Jego najsłynniejsze Heretyckie eseje o filozofii dziejów wyszły w samizdacie w 1975 roku. Na przekór zaściankowości i izolacji, na jaką komuniści skazali życie intelektualne Czechosłowacji, powstała oryginalna i wciąż warta studiowania książka. Jej tytuł zachęcał, aby doszukiwać się krytyki dogmatów marksistowskich. Ale rację miał Paul Ricoeur, twierdząc, iż herezja autora polegała na tym, że podjął się polemiki z najważniejszymi myślicielami XX wieku: Husserlem i Heideggerem.
„Niestety, musimy raz jeszcze przywołać słowa Moritza Hartmanna: Czesi są narodem, który przedłuża swoje życie poprzez zdradę dziedzictwa ojców – pod tym względem nic się nie zmieniło aż do dnia dzisiejszego” [7] – gorzko i okrutnie brzmi ostatnie zdanie eseju Kim są Czesi? Intelektualna uczciwość nie pozwalała Patočce na tani zabieg, aby w czasach klęski silić się na optymistyczne „ku pokrzepieniu serc”. Pisał o miejscu Czech w Europie. Od początków państwowości aż do tragicznego roku 1938. O małości i wielkości rodzimych dziejów.
Nie sposób przejść obojętnie obok tej opinii. Czesi chętnie patrzyli wstecz, szukając tam moralnego wsparcia w ponurych czasach. Patočka nie idealizował dziejów, analizował, i choć jego diagnoza na przyszłość brzmiała niewesoło, to prowokowała do zastanowienia. Nie wystarczy czuć się prawowitymi dziedzicami dawnej wielkości, wymaga to dowodów, których dostarczyć może tylko czyn. A tego brakowało na początku lat siedemdziesiątych.
Za wzór stawiał prezydenta Czechosłowacji Tomáša Garrigue Masaryka. Już w 1938 roku, w pierwszą rocznicę śmierci prezydenta, pisał, że Masaryk powinien być żywotnym problemem każdego myślącego Czecha. Po 1948 roku komuniści robili wszystko, aby zepchnąć Masaryka na margines duchowego życia narodu. Dyskredytowano zasługi, wydając rozprawy mające dowodzić antynarodowej działalności. Nie wznawiano jego książek, a te, które były w bibliotekach, opatrzone czerwonymi pieczątkami „wycofano 1948”, zaległy w piwnicach na dwadzieścia lat. Na krótko wróciły do wypożyczalni w 1968, by z kolejną pieczątką stać się ponownie niedostępne dla czytelników.
Patočka wracał do Masaryka, uznając jego oryginalność. Poświęcił mu puszczone w obieg w samizdacie eseje. Nie gloryfikował jego osoby, choć zauważył, że „[...] filozofowie w większości budowali państwo idealne, a stworzenie go dzięki rzeczywistemu politycznemu działaniu w całych dziejach dane było tylko jednemu myślicielowi, właśnie Masarykowi” [8].
Bardziej zajmowały go filozoficzne dokonania Masaryka. Pisząc, zderzał jego poglądy z ideami Husserla, Dostojewskiego, Nietzschego, Kanta, Diltheya i rodzimych: Dobrovskiego, Kollára, Palackiego, podkreślając tym samym, że czeska tradycja wpisuje się w duchowe dziedzictwo Europy i czerpie z niego.
W marcu 1976 roku Służba Bezpieczeństwa aresztowała dwudziestu siedmiu młodych ludzi. Byli to muzycy rockowych kapeli Plastic People of Universe, DG 307 i ich przyjaciele.
Władze zwalczały alternatywną muzykę, początkowo zarządzeniami administracyjnymi, czyli pozbawieniem statusu muzyków zawodowych, zakazem koncertowania w głównych miastach. Kiedy jednak okazało się, że na organizowane na wsiach koncerty przyjeżdżają fani z całego kraju, do akcji wkroczyła policja i nie wahała się użyć przemocy. Nie bez powodu muzycy określali jeden z koncertów z 1974 roku w Czeskich Budziejowicach jako „masakrę”. Na pałowaniu się nie skończyło. Dziesiątki studentów i uczniów za udział w koncercie zostały wydalone wtedy ze szkół.
Proces w 1976 roku stał się głośny. W obronie muzyków stanęli czescy intelektualiści. Na sądowym korytarzu można było zobaczyć pisarzy: Václava Havla, Pavla Kohouta, Ludvíka Vaculíka; byłych polityków: Jiřego Hájka, Františka Kriegla, także Petra Uhla, Jiřego Němca i innych. Pojawił się również Jan Patočka.
W jednym ze swoich tekstów zauważył, że są sprawy, dla których człowiek decyduje się cierpieć. Nie było mu bliskie rockowe brzmienie długowłosych artystów ani ekscentryczne teksty Egona Bondy’ego. A jednak przychodził na rozprawy i wspierał oskarżonych, szanując, że dla tej głośnej muzyki, której nie słuchał, gotowi są na cierpienia.
Prokurator żądał wysokich kar, stwierdzając, że muzycy mają wyjątkowo zły wpływ na socjalistyczną młodzież. Zapadły wyroki skazujące na więzienie, od ośmiu miesięcy do półtora roku. Oficjalne uzasadnienie brzmiało: za zakłócanie porządku publicznego.
Patočka podpisał wraz z innymi list do niemieckiego laureata Nagrody Nobla Heinricha Bölla, w którym przedstawiano przykłady łamania praw człowieka w Czechosłowacji.
Pod koniec 1976 roku czechosłowacka opozycja pracowała nad powołaniem do życia Karty 77.
Dwadzieścia cztery wieki po śmierci Sokratesa, 1 stycznia 1977 roku, „wolna, nieformalna, otwarta wspólnota ludzi różnych przekonań i profesji, których łączy chęć indywidualnego i wspólnego działania na rzecz respektowania praw obywatelskich i praw człowieka [...]” (jak się określali) wydała deklarację Karta 77, pisząc w niej między innymi:
W dziedzinie działalności umysłowej i kulturalnej wykluczona jest otwarta dyskusja. Wielu pracowników nauki i kultury dyskryminuje się tylko dlatego, że przed laty legalnie publikowali lub otwarcie wypowiadali poglądy potępione przez obecne władze polityczne.[9]
W deklaracji upominano się, by sądzenie Sokratesa w ich kraju nie było możliwe.
Duchem sprawczym był Václav Havel. To on rzucił hasło, żeby po podpisaniu przez Czechosłowację i inne kraje komunistyczne dokumentów końcowych Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w Helsinkach, w których obóz socjalistyczny deklarował przestrzeganie praw człowieka, powołać do życia Kartę.
Patočka zaangażował się. Odwiedzał przyjaciół, zbierając podpisy. Kiedy wracał do oczekującego go przyjaciela, który służył mu swoim samochodem, Zdeňka Urbánka, i mówił: „Nie podpisał, też pójdzie do piekła” [10], maskował rozczarowanie i żal. Wielu przyjaciół wówczas go zawiodło.
Był wybrany jednym z trzech rzeczników Karty 77. Oprócz niego Havel i Jiří Hájek, były minister spraw zagranicznych z okresu praskiej wiosny. Współpracownicy starali się namówić Patočkę i Hájka, aby oszczędzali siły i nie działali zbyt aktywnie. Obydwaj odmówili.
Szybko okazało się, że nie ma mowy, aby komuniści mieli ustąpić choćby na krok. Dwunastego stycznia „Rudé právo”, dziennik partii komunistycznej, pisał o Karcie jako „pamflecie, za którym stoi grupka zbankrutowanej czechosłowackiej burżuazji i organizatorzy kontrrewolucji 1968 roku, zaprzedani pewnym zachodnim ośrodkom”. Václav Havel „to człowiek z rodziny milionerów, nieprzejednany antysocjalista”, Jiří Hájek – „zbankrutowany polityk, który pod hasłem neutralności chciał wyrwać nasze państwo ze społeczności krajów socjalistycznych”, a Jan Patočka – „reakcyjny profesor, który oddał się antykomunistycznym służbom” [11].
Profesora nie zdziwiła uboga retoryka artykułu. O wiele bardziej niebezpieczne były groźby, za którymi przyszły czyny. Havel został aresztowany, co miało zastraszyć pozostałych. Dla Hájka i Patočki rozpoczęły się długie, męczące przesłuchania. Podczas jednego z pierwszych funkcjonariusz zwrócił się do Patočki: „Panie profesorze, jest pan mądrym, wykształconym człowiekiem, niech pan w tej sytuacji weźmie pod uwagę rzeczywistość”.
Po tej familiarnie niemalże brzmiącej wypowiedzi zapadła cisza. Badawcze spojrzenie Patočki omiotło śledczego, a następnie naukowiec odpowiedział: „To musielibyśmy sobie najpierw wyjaśnić, co to jest rzeczywistość. Nie, nie, panowie, na to pole to ja bym was nie wpuścił” [12].
Społeczeństwu zafundowano żałosne przedstawienie. Komuniści zorganizowali tak zwaną Antykartę, zmuszając różne osoby z życia publicznego do wiernopoddańczych deklaracji lojalności wobec partii i socjalizmu.
Stało się oczywiste, że dla Sokratesa nie ma miejsca w Czechosłowacji.
W ostatnim tekście z 8 marca 1977 Jan Patočka napisał:
Wielu się mnie pyta, czy Karta 77 nie pogorszy położenia naszego społeczeństwa? Odpowiem im otwarcie: żadne poddaństwo nie wiodło do polepszenia, lecz tylko do pogorszenia położenia. Im większy strach i serwilizm, tym na więcej mocni sobie pozwalali, pozwalają i będą pozwalać. Nie ma żadnego innego sposobu na zmniejszenie ich nacisku niż przez poczucie niepewności, kiedy widzą, że niesprawiedliwość i dyskryminacja nie są zapomniane, że się nad tym wszystkim woda nie zamyka. Nie oznacza to wezwania do bezsilnego wygrażania, lecz do godnego, bez strachu, prawdziwego zachowania się w każdych okolicznościach, które imponuje właśnie tym, że tak bardzo różni się od oficjalnego.[13]
Profesor Jan Patočka zmarł pięć dni po napisaniu tych słów, 13 marca 1977.
1 Tomáš Halík, Největší novodobý český filozof, „Lidove Noviny” 24.08.2001; pełna wersja artykułu zatytułowana Muž přemýšlení a odhodlání, Jan Patočka, 1.6.1907–13.3.1977 dostępna jest na www.halik.cz.
2 Platon, Obrona Sokratesa, w: Platon, Uczta, Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton, Fedon, przeł. Władysław Witwicki, Warszawa 1984, s. 248, 257.
3 Erazim Kohák, Jan Patočka: filosofický životopis, przeł. Josef Moural, Praha 1993, s. 25.
4 Tomáš Halík, Největší novodobý český filozof.
5 Tamże.
6 Jan Patočka, Świat naturalny a fenomenologia, przeł. Juliusz Zychowicz, Kraków 1986, s. 143.
7 Jan Patočka, Kim są Czesi?, przeł. Jacek Baluch, Kraków 1997, s. 93.
8 Jan Patočka, Tři studie o Masarykovi, Praha 1991, s. 24.
9 Deklaracja Karty 77, w: Nazywać rzeczy po imieniu. Wybór niezależnej publicystyki czeskiej i słowackiej, Warszawa 1987, s. 43.
10 Eda Kriseová, Václav Havel, Životopis, Brno 1991, s. 74.
11 Tamże, s. 80.
12 Vlasta Chramostová, Vlasta Chramostová, Brno–Olomouc 1999, s. 206.
13 Eda Kriseová, Václav Havel, s. 83.
Mariusz Surosz
Pepiki
Dramatyczne stulecie Czechów
PS
Przeciętny Polak żywi irracjonalną pogardę dla „głupich pepików”. To sprawa wstydliwa, jak każdy przejaw szowinizmu. Jakby moi rodacy nie zauważyli, że Czechosłowacja to nie tylko knedliki, piwo i Karel Gott. Że to także wielka kultura. Że tam właśnie powstaje światowej rangi proza, o której nam – Polakom – tylko marzyć. Że w tę kulturę wpisana jest wspaniała tolerancja, chrześcijański duch przebaczenia, jakiego próżno szukać w ultrakatolickiej Polsce.[1]
1 Antoni Pawlak, Dlaczego Czesi, w: Andrzej Jagodziński, Banici (Rozmowy z czeskimi pisarzami emigracyjnymi), Kraków 1988, s. 6.
Oczywiście twierdzenie że kultura czeska to tylko knedliki i piwo jest dużym błędem: smażyny syr, panie Pawlak, to esencja czeskości. Co do tej światowej rangi prozy, to chyba czytamy inną prozę albo marzymy o innych rzeczach. Jak to jest z czeskim wybaczaniem, o tym przekonali się Niemcy w 1945.
Bez wątpienia Czesi to bardzo mili ludzie, ale tam gdzie predominuje ateizm, tam faktycznie kultura wyższa jest reprezentowana przez kulturę kulinarną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.