czwartek, 1 października 2026

Co zawdzięczamy ludziom średniowiecza?

 

Po pierwsze samo określenie średniowiecze jest bardzo złe, krzywdzące i fałszujące. Ono fałszuje naszą historię, ponieważ słowo „średniowiecze” to jest kalka z języka niemieckiego, podchwycona później niż przez inne języki. 

W języku niemieckim Mittelalter to średni czas, średni okres, coś, co się pojawiło między wspaniałymi okresami w historii naszej cywilizacji – jak antyk, starożytność, czyli wspaniały rozwój cywilizacji starożytnych: Egipt, Grecja, Rzym, Persja – a czasem renesansu, odrodzenia.

Samo określenie „renesans” z języka francuskiego la Renaissance, oznacza powrót, odrodzenie i nawiązanie do antyku. Między nimi natomiast – fatalny czas kompletnego upadku, zacofania zabobonów, upadku nauk, który wówczas panował. To średniowiecze: wieki ciemne. Tak to jest przedstawiane w podręcznikach historii.

A ja mówię: nie! To nie są wieki ciemne, to są wieki jasne! Stawiam tezę, że był to jeden z najwspanialszych okresów w naszej historii pod wieloma względami, przede wszystkim pod względem rozwoju myśli, siły moralnej ludzi, którzy wówczas zamieszkiwali Europę i pod kątem również rozwoju ówczesnej filozofii scholastyki i licznych nauk, w tym wyzwolonych, jak wówczas mówiono.

Dowodem na poparcie moich słów – a dowodów znaleźlibyśmy dziesiątki, jeśli nie setki – że nie można krzywdząco traktować tych czasów – jest to, że wszystkie książki, rękopisy klasyków starożytności, jak Klaudiusz Ptolemeusz, Horacy, Wergiliusz, dzieła filozofów greckich, które przetrwały do naszych czasów, to są manuskrypty, które bardzo pracowici, cisi mnisi, głównie benedyktyńscy, przepisywali na początku średniowiecza, w VII–X wieku.

To, co mamy dzisiaj w naszych bibliotekach, na podstawie czego powstają przedruki, to jest właśnie owoc ich pracy – dziedzictwo średniowiecza. Nie zachowały się papirusy egipskie czy zwoje pergaminowe z czasów starożytnych. Na szczęście dzięki mrówczej, no właśnie – nomen omen – benedyktyńskiej pracy dzieła te mogły dotrwać do naszych czasów.

Jesteśmy ofiarą mitów!

Pierwszy mit opowiada o tym, że w okresie średniowiecza mieliśmy sztywne stany. W szkole uczyli nas, że mamy króla – osobę, która jest absolutnym tyranem; następnie mamy duchowieństwo jako najważniejszy stan w średniowieczu – nieprzystępna elita, najwyższa kasta niczym bramini w hinduizmie; potem jest rycerstwo, szlachta – stan, który ma określone kompetencje i jest nieprzenikniony, nikt nie może z niego wyjść ani nikt nie może do niego wejść.

Stan trzeci – to jest też ahistoryczne, bo to dopiero w XVIII wieku we Francji, za czasów rewolucji francuskiej rozróżniano stan trzeci, również mieszczaństwo jako oddzielną grupę społeczną i chłopstwo.

Te stany wówczas zdecydowanie się przenikały, to była struktura społeczna Europy, wszystko było ustanowione na zasadzie chrześcijańskiej rodziny. Stany się przenikały, kompetencje tych stanów się przenikały. Na przykład duchowny często był również panem feudalnym, panował nad terytorium i sprawował władzę również świecką. Był miecz duchowny, ale i miecz świecki.

Rycerstwo nie było stanem nieprzeniknionym, ponieważ wówczas rozróżniano w ramach tego rycerstwa dwa takie podzbiory. Rycerstwo wywodziło się przede wszystkim ze szlachty, ale nie wyłącznie, ponieważ człowiek nie rodził się rycerzem, co bardzo podkreślali wówczas pisarze.

W piśmiennictwie, które przetrwało do naszych czasów rycerzem stawał się ten, który z bronią w ręku był gotów bronić swojej małej czy też większej ojczyzny. To mógł być równie dobrze mieszczanin, mógł to być chłop. Jeśli on się wykazał, stawał się też najpierw rycerzem, a potem był uszlachcany, a nawet czasami nie był, bo to nie było automatyczne.

Natomiast bardzo często to się przenikało. Chłopi mogli dostąpić zaszczytu stania się rycerzem, czyli obrońcą ojczyzny. Mogli to być mieszczanie, mogli być to również duchowni. Bardzo często było tak, że duchowny z bronią w ręku stawał na czele i bronił swoich poddanych, bo czuł się za nich po prostu odpowiedzialny.

Podobnie jeśli chodzi o przenikanie się między stanami niższymi i wyższymi, chociaż tak wówczas nie myślano, czyli między mieszczaństwem a rycerstwem. Dość często szlachta brała się za zajęcia miejskie i nie było to dla nich żadną hańbą. I jak wchodziła do tego stanu mieszczańskiego, żyła jak mieszczanie, nie tracąc prestiżu, przywileju związanego z przynależnością do stanu szlacheckiego.

Piękna, skomplikowana mozaika!

Duchowni nie byli wysoko urodzonymi, którzy niejako tylko z urodzenia mogli dostąpić zaszczytu, żeby zostać biskupem. Biskupem, opatem zostawali ludzie urodzeni w gminie, niskiego urodzenia, którzy się rodzili w bardzo biednych rodzinach, ale dzięki swoim zdolnościom, dzięki swojej pobożności, dzięki swoim cnotom dostępowali tych zaszczytów.

Mamy mnóstwo takich przykładów. W polskiej historii to choćby postać pierwszego Prymasa Polski Mikołaja Trąby. Pochodził z nieprawego łoża, nie był człowiekiem szlachetnego urodzenia, ze znamienitego rodu, co jest wielokrotnie podkreślane. Jego wrogowie i przeciwnicy polityczni (bo wiadomo, że takich miał, wszyscy wybitni ludzie prędzej czy później mają wrogów) zarzucali mu niskie pochodzenie, że był bastardem. Ludzie są okrutni, w tamtych czasach to wcale nie wyglądało inaczej. Takich przykładów można by znaleźć mnóstwo.

To, że papiestwo cieszyło się autorytetem, było bardzo ważne, ale autorytet papieża rodził się stopniowo. Na mapie polityczno-ekonomicznych zależności Europy XI–XII wieku rysuje się skomplikowany obraz niczym kobierzec z kwiatów o różnych kolorach. Wszystko się miesza: tu jest opactwo, tu księstwo duchowne, hrabstwo, tu jakieś królestwo.

To, że Polska była podzielona, nie było wyjątkiem. Cała Europa była wówczas podzielona. Państw unitarnych, jakie my dziś znamy, praktycznie nie było. To była Europa małych ojczyzn. Potrzebny był autorytet i on się stopniowo wykuwał.

Kiedy patrzymy na historię Europy, widzimy nieustanne konflikty, wojny. Rzeczywiście tak było. Od okresu starożytnego nie było żadnych humanitarnych zasad pod tym względem. Dopiero papiestwo w wieku X–XI wypracowało pewne zasady, które należało przestrzegać i które sprawiały, że te konflikty stawały się dużo mniej krwiożercze, krwawe, bezwzględne i okrutne, jak to miało miejsce w starożytności.

Rzymianie nie mieli żadnych względów na przykład dla ludności cywilnej, prowadząc swoje podboje. Nie było rozróżnienia: tych zabijać nie można, zabijano wszystkich jak leci.

Dopiero chrześcijaństwo i Europa średniowiecza wypracowała coś takiego jak Pokój Boży, który polegał na tym, że pewne grupy ludności były nietykalne, nie można było ich zabijać, mordować. Walczyć mogli tylko ci, którzy byli przygotowani do walki, którzy mieli odpowiednie wyszkolenie i ekwipunek, czyli miecz, zbroję i tak dalej. Nie można było zabijać ludności cywilnej, księży, duchownych, dzieci, kobiet, starców, ludzi nieuzbrojonych. To było zakazane.

Tekst jest fragmentem książki Marka Skalskiego pt. „Historia bez kłamstw”. Książka do nabycia w księgarni internetowej „Najwyższego Czasu!” – http://www.bibliotekawolnosci.pl


Marek Skalski
https://nczas.info/


***
Historia ciała w średniowieczu
Le Goff Jacques, Truong Nicolas
ISBN 978-83-65680-26-6
przeł. Ireneusz Kania
oprawa miękka
122 x 195 mm
212 s.
publikacja styczeń 2012

Francuscy historycy od kilkudziesięciu lat zapełniają „lukę” w naszym obznajomieniu z dziejami, która w rzeczywistości nie jest luką, lecz samym sednem historii. Chodzi o historię życia codziennego. Setki, jeśli nie tysiące lat dominacji „wielkich narracji” o „doniosłych” wydarzeniach sprawiły, że nie potrafimy sobie uświadomić charakteru zwykłego życia w danej epoce: wiemy, jak staczano epokowe bitwy, nie wiemy, jak mieszkano. Jacques Le Goff (1924–2014), francuski klasyk historyków z tego nurtu, i młodszy o dwa pokolenia Nicolas Truong (ur. 1967) przedstawili syntezę zjawisk i zagadnień związanych z podstawowym elementem życia codziennego – z ludzkim ciałem. Skupili uwagę na średniowieczu, ponieważ dobitnie reprezentuje ono problem postrzegania historii. Uchodzi za wybitnie duchowe i może dlatego pozostaje słabo zbadane od strony życia „cielesnego”. Autorzy wydobywają charakterystyczne dla średniowiecza zderzenie wysokiego z niskim, wszechobecne napięcie między potępieniem a kultywacją sfery materialno-zmysłowej, między „postem a karnawałem”, celibatem a miłością dworską, nagą Ewą a ubraną Maryją, ascezą a opowieściami o Krainie Pieczonych Gołąbków. Starają się pokazać, że napięcie to, bez mała sprzeczność tkwi w samej naturze chrześcijaństwa, w jego afirmacji doczesności jako dzieła Bożego i zarazem odrzucaniu jej w imię życia wiecznego. Nawet jednak w średniowieczu ciało, jak piszą autorzy, „nigdy nie daje za wygraną”.


Intelektualiści w średniowieczu
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-36-7
przeł. Eligia Bąkowska
oprawa miękka
145 x 205 mm
322 s.
publikacja sierpień 2023

Tą dość wczesną (1957) książką Jacques Le Goff (1924–2014), francuski klasyk historii średniowiecza, wzbudził spore kontrowersje, zwłaszcza wśród historyków i filozofów chrześcijańskich. Dokonał tu – jak zwykle we frapujący sposób – opisu pewnej formacji społecznej, która narodziła się jego zdaniem w XII–XIII wieku wraz z rozwojem miast i podziału pracy. To intelektualiści, których trzeba wyraźnie odróżniać od szerszej kategorii inteligencji. Specyfiką tej jej podgrupy jest określony rodzaj pracy umysłowej: połączenie nauczania z badaniami, które dziś uznalibyśmy za naukowe, i z pracą nad metodyką nauczania. Naturalnym środowiskiem intelektualistów były korporacje uniwersyteckie, które zaczęły powstawać w XIII wieku. Rewolucyjna zmiana polegała na przeniesieniu życia umysłowego z klasztoru do miasta i na narodzinach nowej drogi do władzy – przez egzamin (edukację). Cały ów proces musiał powodować napięcia i konflikty, których dramatyczny przebieg ta opowieść o życiu średniowiecznych intelektualistów eksponuje od strony społecznej i personalnej – jak w przypadku tragicznego losu Abelarda. Jako myśliciele z natury rzeczy starali się oni wybić na niezależność, ale jako chrześcijanie podlegali zewnętrznym i wewnętrznym ograniczeniom: władzy kościelnej i własnych przekonań. Le Goff doprowadza swoją historię do czasów odrodzenia, gdy chrześcijańskiego intelektualistę zastąpił intelektualista o innej formacji: humanista.


Czy Europa narodziła się w średniowieczu?
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-52-7
przeł. Wanda Klenczon
oprawa miękka
145 x 205 mm
480 s.
publikacja wrzesień 2023

„Europa się tworzy”, napisał Jacques Le Goff (1924–2014), światowej sławy francuski mediewista, autor takich fundamentalnych dzieł, jak Kultura średniowiecznej Europy (Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2022), Narodziny czyśćca (Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2021) czy Intelektualiści w średniowieczu (Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2023). Napisał te słowa w 2003 roku, na krótko przed faktycznym „utworzeniem się” Europy, tj. poszerzeniem Unii Europejskiej o kraje Europy Środkowej. Jednak to „tworzenie się” ma o wiele głębsze korzenie i o tym właśnie, o „narodzinach” traktuje niniejsza książka. Le Goff przez całe swoje życie badacza niestrudzenie zwalczał rozpowszechniony pogląd o „ciemnym” średniowieczu. Znajdował w nim twórczego, mimo ówczesnych ograniczeń, ducha we wszystkich dziedzinach, „renesans” avant la lettre, który w znacznej mierze ukształtował późniejsze epoki. Uważał, że „z całego dziedzictwa współtworzącego dzisiejszą i przyszłą Europę dziedzictwo średniowiecza jest najważniejsze”. To w średniowieczu powstała pierwsza „europejska unia” Karolingów przełamująca wcześniejszą jedność kultury śródziemnomorskiej, to wtedy zaczęły się krystalizować dzisiejsze narody i państwa, a zarazem podziały na Zachód i Wschód, Północ i Południe. Wtedy też narodził się uniwersytet, formacja, która do dziś pozostaje rdzeniem europejskiej kultury. A mimo doniosłości religii w ówczesnym społeczeństwie Europa, twierdził Le Goff, „narodziła się przed chrystianizacją i trwa po odwrocie chrześcijaństwa”.


Kultura średniowiecznej Europy
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-19-0
przeł. Hanna Szumańska-Grossowa
oprawa miękka
145 x 205 mm
826 s.
publikacja listopad 2022

To bodaj najsłynniejsze dzieło francuskiego mediewisty Jacques’a Le Goffa (1924–2014) zrewidowało nasz obraz średniowiecza zniekształcony zarówno przez krytyczne wobec niego oświecenie, jak i przez entuzjastyczny romantyzm. Dla Le Goffa czasy te to ani nie „wieki ciemne”, ani nie wyidealizowana „złota legenda”, „mit założycielski” niejednego europejskiego narodu. Jego monumentalna, encyklopedyczna praca z 1964 roku podejmuje całościowe badanie epoki wprawdzie historyczne, ale przy zastosowaniu wyników badań z innych dziedzin, datowanie C14 włączywszy (przeszłość należy do przyszłości, do nowych odkryć o starych dziejach). Charakteryzuje średniowiecze jako bliższe społeczeństwom pierwotnym niż współczesnym ze względu na powolność zmian, swoistą pozaczasowość, „długie trwanie” wskutek „przywiązania do ziemi”. Jest to „społeczeństwo gruntu”, bardziej wiejskie niż miejskie. Jego statyczność nie oznacza jednak regresu. Wyspy ludzi wykształconych na morzu niepiśmiennej ludności rozwijały technikę i powołały do życia uniwersytety. To właśnie średniowiecze, rzecz znamienna, wynalazło czyściec między skrajnościami nieba i piekła. Le Goff starał się ujrzeć w tej epoce narodziny Europy, zwłaszcza jej części dziedziczącej kulturę po zachodnim cesarstwie rzymskim. W późnych latach rozciągnął to dziedzictwo – i średniowiecze – na okres aż po nowożytność, nie uznając renesansu za osobną epokę. Jedności tych stuleci pośredniczących między starożytnością a współczesnością upatrywał w ludzkiej obróbce ziemi ze spojrzeniem skierowanym w niebo.

O inne średniowiecze
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-54-1
przeł. Wanda Klenczon
oprawa miękka
145 x 205 mm
478 s.
publikacja luty 2024

„Historyk mentalności” i „antropolog historyczny” – tak Jacques Le Goff (1924–2014), najsłynniejszy bodaj w XX i XXI wieku francuski mediewista, chciał definiować siebie jako historyka. Jego praca zawodowa skupiała się wokół średniowiecza, w nim bowiem upatrywał najwyraźniejszy przejaw „długiego trwania”. Jego „inne” średniowiecze trwało rzeczywiście długo, bo od schyłku zachodniego cesarstwa rzymskiego do początków epoki industrialnej w XIX wieku. Cały ten okres, w którym „narodziła się Europa” (J. Le Goff, Czy Europa narodziła się w średniowieczu?, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2023), wyróżnia zdaniem Le Goffa nowe, proto-współczesne zorganizowanie społeczeństwa, które odeszło od kultury ściśle wiejskiej i zaczęło budować swoją pomyślność na pracy i nauce. Ten obraz „innego” średniowiecza nie akceptuje postrzegania go jako epoki regresu i ciemnoty (czy jednak nie było „wieków ciemnych”?), autor śledzi bowiem procesy rozwojowe z całym dobrodziejstwem inwentarza, tj. historycznych uwarunkowań mentalności. O nich właśnie traktują zebrane tu jego wczesne artykuły i eseje, pisane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, a skupione wokół zagadnień pracy, kultury i pojmowania czasu w Europie Zachodniej od V do XV wieku. „Odwojowanie” średniowiecza dla Europy, zadanie, któremu Le Goff poświęcił cale swoje życie historyka, nie miało być gloryfikacją tej epoki, lecz badaniem faktów – długich i często bolesnych narodzin nowej formacji cywilizacyjnej, której jesteśmy dziś spadkobiercami.

Sakiewka i życie. Gospodarka i religia w średniowieczu
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-44-2
przeł. Hanna Zaremska
oprawa miękka
122 x 195 mm
188 s.
publikacja kwiecień 2023

Światowej sławy francuski historyk-mediewista Jacques Le Goff (1924–2014) traktuje w tym eseju swój temat z nieco większą lekkością niż w innych dziełach, choć temat to wcale nie zabawny, bo w robocie jest piekło lub co najmniej czyściec. Postać lichwiarza, którego miejsce w średniowiecznym społeczeństwie autor stara się scharakteryzować, okazuje się tyleż godna pogardy (z perspektywy człowieka średniowiecza), co poniekąd heroiczna (z naszej współczesnej perspektywy). Lichwiarz tkwił między młotem kościelnego potępienia a kowadłem, na którym wykuwał „kapitalizm”. Średniowieczna mentalność, podbudowana religijnie, odrzucała „nienaturalną” formę zarabiania na obrocie pieniądza, który przecież niczego sam nie wytwarza, w przeciwieństwie do sił natury, i uznawała ją za niemoralną. Odwieczna nieufność Kościoła do pożyczania i odsetek szła w parze z pożyczaniem na potęgę przez świeckich i duchownych dostojników. W poszukiwaniu kompromisu „wymyślono” lichwiarzowi czyściec. Mógł więc za życia prowadzić swój dochodowy interes, a jednocześnie zachować nadzieję na – może nieco odroczone – miejsce w raju. Ten anegdotyczny wymiar operacji finansowych skrywa wszakże w sobie zaczątki gospodarki, która kiedyś położy kres społeczeństwu feudalnemu i okaże się pionierska dla naszych czasów. O tym właśnie traktuje książka Le Goffa, który konkluduje: „Inicjatorami kapitalizmu są lichwiarze” – owi kupujący przyszłość handlarze czasem.

Średniowiecze i pieniądze
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-01-5
przeł. Bogdan Baran
oprawa miękka
145 x 205 mm
242 s.
publikacja lipiec 2021

Francuski mediewista Jacques Le Goff (1924–2014), jeden z najwybitniejszych i najbardziej znanych w świecie, w swoich dziełach badał średniowieczną mentalność i rozmaite dziedziny życia powszedniego, gospodarczego i religijnego (Wydawnictwo Aletheia: Historia ciała w średniowieczu, Warszawa 2018; Narodziny czyśćca, Warszawa 2021). W niniejszej książce zawarł podsumowanie swoich podjętych jeszcze w młodości badań nad obecnością pieniędzy w życiu średniowiecznego społeczeństwa, nad ich znaczeniem dla gospodarki oraz ówczesnym statusem z etycznego punktu widzenia. Rekonstruuje właściwą wówczas dla chrześcijanina z punktu widzenia Kościoła postawę wobec pozyskiwania pieniądza drogą lichwy, działalności kupieckiej czy bankowej. Rozważa też ogólniejszą kwestię, czy istniał w tej epoce pieniądz w naszym dzisiejszym sensie i czy można upatrywać w niej początków kapitalizmu. Ten znakomity przewodnik po średniowiecznych finansach opowiada zarazem o losach ludzi związanych z tą dziedziną, o mennicach, kopalniach kruszcu, lichwie, pierwszych bankach i handlu dalekomorskim, co stanowi walor sam w sobie tej książki, nawet jeśli wynik badania okazuje się negatywny: nie ma w średniowieczu myśli ekonomicznej, a gospodarka – z braku globalnych rynków – występuje jeszcze w formie prekapitalistycznej.


Świat średniowiecznej wyobraźni
Le Goff Jacques
ISBN 978-83-67020-62-6
przeł. Maria Radożycka
oprawa miękka
145 x 205 mm
446 s.
publikacja październik 2024

Jacques Le Goff (1924–2014) to najwybitniejszy chyba w ostatnich czasach francuski mediewista, autor takich fundamentalnych dzieł, jak Kultura średniowiecznej Europy, Narodziny czyśćca, Czy Europa narodziła się w średniowieczu?, O inne średniowiecze, Intelektualiści w średniowieczu. Teksty zawarte w niniejszym tomie oświetlają z różnych stron pewien wyróżnik średniowiecza, który inaczej niż w innych epokach był niemal czynnikiem organizującym całokształt ówczesnego życia: l’imaginaire. To świat wyobraźni, imagination, a zarazem świat wyobrażony. Obejmuje szerokie spektrum od zaświatów (piekło, czyściec, raj) przez fantazje o ziemskim życiu po „mirabilia”, rozmaite niezwykłości i przypisywane im nadnaturalne funkcje. W tym spektrum mieszczą się też literatura (opowieści o Graalu czy rycerzach z kręgu króla Artura), onejromancja (interpretacja snów), taumaturgia (cudotwórstwo świętych i królów) czy mistyczne ciało Kościoła, a wszystko to oparte na chrześcijańskiej ideologii lub przez nią asymilowane. Przemożny polityczny i społeczny wpływ l’imaginaire legitymizował władzę i obyczaje epoki. Fascynująca jak zwykle opowieść Le Goffa ma u podłoża siłę wyobraźni samego autora w symbiozie z jego erudycją i kompetencją. Książka zawiera też słynny esej o „długim średniowieczu” i zarys koncepcji interdyscyplinarnej „antropologii politycznej” jako alternatywy wobec tradycyjnej historii politycznej.

Królowie cudotwórcy
Bloch Marc
ISBN 978-83-67020-38-1
przeł. Jan Maria Kłoczowski
oprawa miękka
145 x 205 mm
540 s.
publikacja styczeń 2023

Marc Bloch (1886–1944), francuski historyk rozstrzelany przez nazistów za działalność w ruchu oporu, jest dziś w swojej dziedzinie legendą, a na jego dorobku wychowali się tacy badacze jak na przykład Jacques Le Goff. Główne dzieła Blocha to Społeczeństwo feudalne (1940) i właśnie Królowie cudotwórcy (1924). Królowie… są pracą zaliczaną do antropologii historycznej i historii mentalności w duchu słynnego czasopisma „Annales”, którego Bloch był współzałożycielem. Traktują o nadprzyrodzonym jakoby darze francuskich i angielskich królów leczenia tzw. skrofułów, czyli ropnego zapalenia węzłów chłonnych szyi. Nie jest to jednak sensacyjna opowieść o domniemanych cudach, lecz analiza średniowiecznej i późniejszej mentalności społecznej. Istniała praktyka, zdaniem Blocha rozpoczęta w XI wieku we Francji, a nieco później w Anglii, „leczenia” skrofulozy dotykiem rąk władcy. Niektórzy z nich odprawiali ten rytuał na setkach zgromadzonych określonego dnia chorych, po raz ostatni w XVIII wieku w Anglii, a w XIX wieku we Francji. W tym osobliwym zjawisku skupiają się, badane przez autora, różne motywy, które je wspierają i utrwalają: od politycznego wykorzystania „świętości” króla do wzmocnienia jego władzy świeckiej po „zbiorową pomyłkę” ludowych wierzeń. Ostatecznie więc to, trzeba przyznać, dość osobliwe studium dotyczy historii politycznej – próby sakralizacji monarchii i króla na wzór wschodniego basileusa.

Społeczeństwo feudalne
Bloch Marc
ISBN 978-83-67020-41-1
przeł. Eligia Bąkowska
oprawa miękka
145 x 205 mm
628 s.
publikacja luty 2023

Klasyk francuskich nauk historycznych Marc Bloch (1886–1944) mógł jeszcze bardziej zaznaczyć się w tej dziedzinie nauki, gdyby nie zginął przedwcześnie z rąk niemieckich nazistów wskutek działalności w résistance podczas II wojny światowej. Głównym dziełem Blocha pozostaje monumentalne Społeczeństwo feudalne (1940). Jego inna znana monografia to Królowie cudotwórcy (1924, wydanie polskie: Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2023). Społeczeństwo… opisuje średniowieczne warunki materialne, mentalność, system senioralny i klasy społeczne. Bloch niejako odpowiada avant la lettre na zadane później przez Jacques’a Le Goffa pytanie: Czy Europa narodziła się w średniowieczu? W epoce, w której z kolei narodził się feudalizm. Istnieją poglądy, że nie był on specyfiką średniowiecza, lecz że, rozumiany jako hierarchia podległości, występuje wszędzie w świecie. Bloch, precyzując w niniejszej monografii sens tego pojęcia w odniesieniu do Europy, udziela bardziej zniuansowanej odpowiedzi. Można rzec w dzisiejszym języku, że feudalizm zrodził się z kryzysu „globalizmu”: upadku wielkich państw, które ustąpiły pola lokalnym, zminiaturyzowanym konstelacjom władzy. Feudalizm europejski wszakże, uważa Bloch, był specyficzny, bo wynikał z historycznych i kulturowych uwarunkowań europejskich. Przekazał nam „ideę umowy”, nieobecną na przykład w ustroju japońskim: umowa wasala i seniora zobowiązuje obie strony, co przełożyło się na późniejszy negocjacyjny charakter systemów parlamentarnych.

Czasy katedr
Duby Georges
Sztuka i społeczeństwo 980-1420
ISBN 978-83-67020-30-5
przeł. Krystyna Dolatowska
oprawa miękka
508 s. + il. cz.-b.
145 x 205 mm
publikacja sierpień 2022

Najbardziej znany z badań nad historią „życia prywatnego” francuski historyk Georges Duby (1919–1996) z kręgu czasopisma „Annales” poszukuje w tym tomie społecznych (religijnych, obyczajowych, politycznych) uwarunkowań twórczości artystycznej. Inaczej niż przedstawiciele historyzmu nie zajmuje się historią jako wynikiem aktywnej kreacji ludzkiej, lecz raczej twórczą aktywnością ludzką jako warunkowaną przez zastane struktury społeczne. Książka jest podzielona na trzy części: Klasztor, Katedra i Pałac. Tytułowe „czasy katedr” przypadają na środkowy okres również tytułowych, umownych lat 980–1420, okres rozkwitu feudalizmu, gdy władzę królewską zdominowała warstwa feudałów i to oni stali się sponsorami budowy katedr, tego niezwykłego fenomenu średniowiecza. Katedry są symbolem przejścia od klasztoru, miejsca prywatnej wiary, przez religijny monumentalizm z powrotem do sztuki prywatnej, na dwór już nie feudała, lecz znów władcy – sztuki zarazem znacznie zsekularyzowanej. Duby uświadamia nam, że „sztukę” czasów katedr należy pojmować inaczej, niż się ją pojmuje dziś: była ona dawaniem Bogu w ofierze widzialnego świata. Sztuka była ofiarą, mniej dziedziną estetyki niż magii. Wraz z powrotem władzy w ręce królów i cesarzy rodzi się dzieło sztuki w sensie bliższym współczesnemu. Książka Duby’ego z 1976 roku do dziś zachwyca oryginalnością i świeżością myślenia o średniowieczu, tej fazie dziejów, której rolę źródła naszej współczesności coraz lepiej dziś rozpoznajemy.

Rycerz, kobieta i ksiądz
Duby Georges
ISBN 978-83-67020-63-3
przeł. Hanna Geremek
oprawa miękka
145 x 205 mm
390 s.
publikacja wrzesień 2024

Francuski historyk Georges Duby (1919–1996), jeden z XX-wiecznych klasyków mediewistyki (obok takich badaczy, jak Jacques Le Goff, Marc Bloch czy Jean-Claude Schmitt), pracował m.in. nad historią małżeństwa w średniowiecznej Francji feudalnej. Niniejsza książka zdaje relację z ustaleń autora rozważającego małżeństwo jako pewną instytucję, której dzisiejsza europejska forma została ukształtowana między XI a XIII wiekiem i stanowi wynik ścierania się wpływów klasy „wojowników” (szlachty, rycerstwa) i klasy duchowieństwa. Duby rekonstruuje napięcia między tymi klasami spowodowane przez organiczny konflikt tkwiący w chrześcijańskim pojmowaniu związku małżeńskiego, który ma być formą uświęconej duchowej wspólnoty, a jednocześnie jest związkiem na wskroś „ziemskim” w swoim cielesno-erotycznym wymiarze. Dołącza do tego instrumentalizacja małżeństwa przez feudalnych seniorów wykorzystujących je do pomnażania swoich majątków. Z tym z kolei wiąże się sprawa sytuacji kobiet sprowadzonych do roli przedmiotów transakcji zawieranej przez rody. Wszystko to Duby z przenikliwością wybitnego badacza analizuje na podstawie nader skromnego, ale fascynującego materiału źródłowego. Historia przez niego opowiedziana jest historią kompromisu: adaptacji małżeństwa do feudalnych potrzeb, a jednocześnie nadania mu charakteru sakramentu. Ta historia jest ponadto historią mężczyzn z klas wyższych. O kobietach i o laboratores, klasie pracowniczej, brak porównywalnych źródeł.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.