Prezydent Aleksander Kwaśniewski przeprosił w imieniu Narodu Polskiego, a Instytut Pamięci Narodowej (IPN) w raporcie z 2003 roku potwierdził rzekomą winę Polaków.
Jednak dzięki monumentalnej dwutomowej monografii „Jedwabne. Historia prawdziwa” (ponad 2000 stron, Fundacja „Najwyższy Czas!”, pod redakcją dr Tomasza Sommera i prof. Marka Jana Chodakiewicza) oraz filmowi dokumentalnemu o tym samym tytule, prawda wychodzi na jaw. To nie był polski mord. To była niemiecka zbrodnia, a całe „kłamstwo jedwabieńskie” zbudowano na fałszywych świadectwach, przerwanej ekshumacji i politycznych naciskach. Z okazji 85. rocznicy przypominamy fakty, które media establishmentu od lat próbują zatuszować.
Kłamstwo założycielskie – Gross i Wassersztajn
Podstawą oskarżenia Polaków stała się książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” (2000) oraz wcześniejszy film Agnieszki Arnold. Gross oparł się przede wszystkim na relacji Szmula Wassersztajna (Wassersteina) z 1945 roku – głównego „świadka”, którego zeznanie stało się fundamentem całej narracji. Wassersztajn opisywał, jak Polacy z Jedwabnego i okolic mieli zagnać Żydów na rynek, kazać im burzyć pomnik Lenina, a potem spalić ich w stodole.
Według niego ofiary liczyły się w setkach, a mord był spontaniczną, antysemicką orgią polskich sąsiadów. Monografia „Jedwabne. Historia prawdziwa” oraz analizy Tomasza Sommera demaskują to jako zbiór nonsensów i literackiej fikcji.
Archeologia i dokumenty IPN pokazują, że relacja Wassersztajna jest wewnętrznie sprzeczna i nie zgadza się z faktami terenowymi. Wassersztajn twierdził np., że grób znajdował się poza stodołą, na cmentarzu, a głowa Lenina leżała gdzie indziej. Tymczasem ekshumacja (nawet ta częściowa) ujawniła, że masowa mogiła była właśnie w stodole, a fragmenty pomnika Lenina znaleziono tam, gdzie powinny być według logiki wydarzeń.
Gross przepisał te absurdalne zeznania bez weryfikacji, a potem media i politycy podchwycili je jako „prawdę historyczną”. Jak podkreśla Sommer w wywiadach i książce, to klasyczne „kłamstwo założycielskie” – mit stworzony po to, by obciążyć Polaków i otworzyć drogę do dalszych roszczeń oraz szantażu moralnego. Relacje innych „świadków” żydowskich, cytowane w tomie II monografii (ponad 260 dokumentów), także okazują się nieścisłe lub sprzeczne. Nie było spontanicznego polskiego linczu. Była niemiecka operacja Einsatzkommando pod dowództwem Hermanna Schapera z Gestapo z Łomży.
Ekshumacja sfingowana na polecenie Lecha Kaczyńskiego i rabina Michaela Schudricha
Największy skandal to przebieg „ekshumacji” w maju-czerwcu 2001 roku. Oficjalnie kierował nią prof. Andrzej Kola z UMK w Toruniu, a śledztwo prowadził prokurator Radosław Ignatiew. W rzeczywistości – jak ujawnił Tomasz Sommer po analizie wszystkich dokumentów IPN – o wszystkim decydował rabin Michael Schudrich (wówczas rabin Warszawy i Łodzi, później naczelny rabin Polski).
Schudrich pojawił się na miejscu i zaczął „przyglądać się każdej łopacie”. Żądał, by prace wstrzymywano, gdy on wyjeżdżał. Nie miał na to żadnego formalnego umocowania prawnego – polskie prawo nie przewiduje takiej roli dla przedstawiciela religii w śledztwie prokuratorskim. Pojawił się też rabin Eckstein, który instruował archeologów, jak mają pracować: najpierw tylko pędzelkami, a gdy to szło za wolno – sam brał łopatę. Używano nawet różdżkarstwa do „wykrywania” zasięgu mogiły.
Gdy w grobie błysnęły niemieckie łuski (łuski po nabojach z karabinów Mauser, z datami z 1939 roku i później), ekshumacja została natychmiast przerwana. Prof. Kola potwierdzał, że łuski leżały na głębokości co najmniej 60 cm, więc musiały się tam znaleźć w momencie tworzenia grobu – 10 lipca 1941. Nie mogły być „wciśnięte później”. Znaleziono też fragment płaszcza pocisku. To dowód na obecność niemieckiej broni palnej – nie widły i siekiery polskich chłopów, jak głosiła narracja Grossa.
Rabin Schudrich i inni przedstawiciele środowisk żydowskich naciskali na przerwanie prac. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Lech Kaczyński (ówczesny) osobiście interweniował i wstrzymał ekshumację po spotkaniu ze Schudrichem. Nie ma dokumentu formalnie desygnującego rabina, ale praktyka pokazała, że to on decydował. Sommer wprost mówi: „O wszystkim decydował rabin Schudrich”. Ekshumacja stała się „dziwna, tajemnicza, różdżkarska” – daleka od standardów naukowych.
Kwaśniewski przeprosił, zanim śledztwo się zakończyło. To nie koniec manipulacji
Prezydent Aleksander Kwaśniewski wygłosił przeprosiny w Jedwabnem już 10 lipca 2001 roku – w 60. rocznicę zbrodni – „w imieniu narodu polskiego”. Stało się to, gdy ekshumacja była dopiero co przerwana, a śledztwo IPN trwało dalej (umorzono je dopiero w czerwcu 2003). Premier Jerzy Buzek, prezes IPN Leon Kieres, prymas Józef Glemp i Lech Kaczyński „już wszystko wiedzieli” na długo przed zakończeniem prac.
Kieres w lutym 2001 deklarował w „Rzeczpospolitej”, że sprawcami byli Polacy, choć śledztwo ledwo ruszyło. Glemp wspominał później, że „poważny Żyd” uprzedzał go rok wcześniej o sprawie. Przeprosiny padły pod naciskiem zewnętrznym, zanim archeolodzy i prokuratorzy zdążyli zweryfikować dowody. Monografia Sommera pokazuje chronologię: deklaracje polityków wyprzedzały fakty. To nie przypadek – to element szerszej operacji politycznej.
Prawdziwi sprawcy i niemiecka zbrodnia
Dokumenty zgromadzone w „Jedwabne. Historia prawdziwa” (w tym wcześniej utajnione akta IPN, odtajnione po decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego) wskazują jasno: zbrodnię zaplanowali i wykonali Niemcy z Einsatzgruppe B lub lokalnego Gestapo Schapera. Polacy mogli być zmuszani do udziału (pod groźbą broni), ale nie byli głównymi sprawcami. Liczba ofiar – szacowana na 300–400 – też budzi wątpliwości po częściowej ekshumacji (znaleziono znacznie mniej szczątków). Nie było rabunku (ofiary nie zostały obrabowane), a łuski niemieckie obalają tezę o „chłopskim narzędziu zbrodni”.
Sommer i Chodakiewicz rekonstruują wydarzenia krok po kroku: Niemcy wkroczyli po ataku na ZSRR, wykorzystywali lokalne napięcia (Żydzi kojarzeni z Sowietami po 1939 roku), ale mord był ich operacją. Oficjalna narracja IPN („Polacy pod niemieckim nadzorem”) jest niekompletna i tendencyjna. Monografia obala ją dokument po dokumencie. Film Sommera „Jedwabne. Historia prawdziwa” (z udziałem Grzegorza Brauna i innych) pokazuje to wizualnie – rekonstrukcje, dokumenty, wywiady.
Dlaczego kłamstwo jedwabieńskie trwa? Bo służy konkretnym celom: osłabieniu Polski moralnie, usprawiedliwieniu roszczeń majątkowych (ustawa 447?), budowaniu narracji „polskiego antysemityzmu”. Przez 25 lat media, część elit i zagranica powtarzały wersję Grossa. Tymczasem książka Sommera (wydana w 2021, ale wciąż aktualna i pogłębiana) oraz film są blokowane, a autorzy oskarżani o „antysemityzm”. Procesy, presja „Nigdy Więcej”, ataki na Sommera – to wszystko dowodzi, że prawda boli.
Z okazji 85. rocznicy składamy hołd ofiarom – ale ofiarom niemieckiej zbrodni. Polacy nie są winni. Winni są Niemcy i ci, którzy przez dekady kłamali, by nas obciążyć. Czas dokończyć ekshumację (pełną, naukową, bez rabina z różdżką), odtajnić wszystkie dokumenty i powiedzieć głośno: Jedwabne to niemiecka zbrodnia. Kłamstwo jedwabieńskie musi upaść.
Monografia „Jedwabne. Historia prawdziwa” to przełom. Każdy Polak powinien ją przeczytać. Tomasz Sommer, Marek Jan Chodakiewicz i zespół Fundacji „Najwyższy Czas!” wykonali gigantyczną pracę. Prawda wyjdzie na jaw – nawet jeśli niektórzy tego nie chcą. W 85. rocznicę mówimy: dość kłamstw. Polska prawda o Jedwabnem.
Stanisław Kłopotowski
https://nczas.info/
***
„Okrutna pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” czyli „Dos lid fun ojsgehargetn jidiszn folk” – poemat w języku jiddysz autorstwa łódzkiego Żyda – Icchaka Kacenelsona ktory to poemat przetłumaczony został po raz pierwszy na jezyki niemiecki i polski dobre 50 lat temu i od tego czasu żadne wydawnictwo nie wznowiło druku i świadectwo tego mieszkańca ghetta warszawskiego poszlo całkowicie w zapomnienie i to o dziwo dzisiaj kiedy to USrael żąda od Polakow 300 mrd. USD odszkodowania za jakoby własnoręczne wymordowanie polskich Żydów za co już i „kwaśniewski” i „duda” i „geremek” ze „skubiszewskim” wielokrotnie w imieniu Polakow światowe żydowstwo przepraszali w workach pokutnych zgrzebnych niczym cesarz niemiecki przed papieżem Grzegorzem stojąc na mrozie?
Kacenelson jako świadek naoczny tragedii warszawskiego ghetta twierdzi w swoim poemacie, że to nie Polacy tylko policja żydowska w ilosci ponad 2000 funkcjonariuszy w okresie pomiedzy 22 czerwca a 21 wrzesnia 1942 roku de facto wymordowała i rozkradła mienie tego owczesnego drugiego skupiska Żydow na świecie po Nowym Yorku czyli Warszawy. Prawie 750 000 nie tylko polskich Żydow wywieziono do Treblinki gdzie 40 (!) SS-manow i 80 (!) Banderowcow w zupelnosci wystarczyło aby ich za pomocą kilkuset żydowskich pomocnikow wytruć spalinami silnikow Diesla made in Germany? [Kolejna fantazja żydowska]
A tak oto opisuje Kacenelson w swoim poemacie składajacym się z 15 – stu piesni ten Holocaust Żydów przez Żydów w Piesni nr. 3 , wiersze 4-10 :
„…Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy –
O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…
I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby – Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom !
Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy
Jak ze swastyką na czapkach – z tarczą Dawida, szli wściekli
Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy, Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlekli.
Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy,
Z pałką wzniesioną do ciosu – do domów przejętych trwogą.
Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych
Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu.
Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,
I klęli: „Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze !”
Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich dłużej, By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę.
A na ulicy – oszaleć ! Popatrz i ścierpnij, bo oto
Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą –
Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd –
Wozy! I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom…
W nich Żydzi ! Włosy rwą z głowy i załamują ręce.
Niektórzy milczą – ich cisza jeszcze głośniejszym jest krzykiem. Patrzą… Ich wzrok… Czy to jawa? Może zły sen i nic więcej? Przy nich żydowska policja – zbiry okrutne i dzikie !
A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,
Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,
On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!…”
O dziwo, w całym tym poemacie o Polakach, którzy to jakoby antysemityzm z mlekiem gojowskich matek swoich słowianskich wyssali jak judeochrześcijanski Premier bezcennego Izraela powiedzial, jest tylko jeden jedyny fragment który sobie pozwolę przetłumaczyć. A dlaczego ja to musze tłumaczyć? Ano dlatego, że jedyne polskie tłumaczenie tego poematu zrobił „ficowski jerzy” który to bardzo gorliwie bronił polskich robotnikow kiedyś w organizacji pod nazwa Komitet Obrony Robotników (KOR) wraz z innymi prawymi Polakami jak „kuroń”, „andrzejewski”, „michnik” i „mazowiecki” i na dobre tlumaczenie nie miał już najwidoczniej ani czasu ani siły nie mówiąc już o dobrej woli o czym świadczy w poemacie nietlumaczenie calych sformułowan jak choćby „ochrzczeni żydzi” w opisach policji żydowskiej?
No wiec o Polakach ten Kacenelson napisał tylko tyle w Pieśni nr.15 wiersz 2:
„…Każdy bowiem wie, od najuprzejmniejszego do najpodlejszego Goja, że podły Polak pomagał Niemcom a ten nie tak podły patrzyl jednym okiem na Tragedie a drugie odwracał w uśpieniu …”
O arogancji i uważaniu się Żydów za Übermenschow czyli za Naród Wybrany w stosunku do głupiego polskiego gojowskiego wiejskiego była świadczy w poemacie – Pieśń 15 wiersz 8:
” …Żaden Żyd juz wiecej nie zorganizuje bud jarmarcznych i kuglarskich atrakcji i nie będzie swoim duchem handlowym ożywiać placow targowych. Żaden przepocony i podarty żydowski kaftan nie będzie tam obecny. Kto wiec będzie nosił worki pełne kartofli, kapusty i mąki tam i z powrotem? Żadna żydowska ręka się wiecej nie podniesie do niesienia tych worów, żadna gojowska kura nie zostanie wiecej czule poglaskana i żadne ciele pieszczotliwie poklepane po zadzie,
A pijana polska chlopka ze wściekłości batem katować bedzie swojego konia ciągnacego wóz pełen płodów rolnych z powrotem do wioski bo już żadnego handlu nie bedzie…”
P.S.
Sa dzisiaj w Polinie i „Handele” i sa „Galerie” i prawie cała scena polityczna i artystyczna oraz biskupia też jest już judeochrzescijańska posoborowa wiec trochę chyba przesadził ten Katzenelson Icchak z tym negatywnym myśleniem rozpaczając całkiem niepotrzebnie że żadnego „geszeftu” juz nigdy nad Wisłą nie bedzie, prawda li?
Autor: Быдлошевский Л.З. – AD 2019
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.