Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baudelaire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baudelaire. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 maja 2016

Nazbyt troszczył się o "rodzaj ludzki", a zbyt mało o tajemnicę, jaka otacza istnienie każdego pojedynczego człowieka


Wreszcie osobna sprawa to stosunek Baudelaire'a do Wiktora Hugo; podziw tak był zmieszany z nienawiścią, tyle czynników ubocznych tu odgrywało rolę, a sam Wiktor Hugo swoim sposobem bycia wszystko robił, aby do siebie zrażać wszystkich poza pochlebcami, że nie pozostaje nam nic innego, jak odnieść się po prostu do drukowanych tekstów, a resztę pozostawić plotce biograficznej. Otóż całą opinię Baudelaire'a o Wiktorze Hugo da się streścić w jednym zdaniu: ,,że też tyle talentu idzie na takie głupstwa!". Jaki był ten talent, Baudelaire powiedział w swoim portrecie dla antologii Crepeta, gdzie między innymi znajduje się piękny wywód o dwóch skłonnościach Wiktora Hugo: do ogromu i do drobiny, do potęgi i do wszelkiej słabości. Ale w tym samym artykule jest też piękna fantazja o tajemnicach wszechświata ukrytych przed naszymi zmysłami, fantazja, która przypomina serię pytań z Mojego obnażonego serca: "Gdzie są nasi zmarli przyjaciele..." itd. Pytania te zadaje sobie poeta z westchnieniem, że ludzie dokoła zajmują się tyloma rzeczami niepotrzebnymi, podczas gdy tyle ważnych pytań narzuca się umysłowi. Otóż jest to westchnienie między innymi nad Wiktorem Hugo, który - wedle Baudelaire'a - nazbyt troszczył się o "rodzaj ludzki", a zbyt mało o tajemnicę, jaka otacza istnienie każdego pojedynczego człowieka. Nędznicy nie podobali mu się okropnie, co zresztą widać z recenzji, która mimo okrągłych komplementów zionie nudą.

Fragment artykułu Andrzeja Kijowskiego
Grymas Baudelaire

piątek, 26 czerwca 2015

Świat się skończy

Świat się skończy. Jedynym powodem, dla którego mógłby trwać, jest to, że już istnieje. Jakże słaby jest ten powód, gdy się go porówna z jego przeciwieństwami, a zwłaszcza z tym, co świat ma teraz do zrobienia? Zakładając bowiem, że miałby on dalej istnieć materialnie, czy byłaby to egzystencja godna tej nazwy i miejsc w słowniku historycznym? Nie chcę powiedzieć, że świat zostanie sprowadzony do szalbierstw i błazeńskiego bałaganu republik południowoamerykańskich ani że powrócimy może do stanu pierwotnej dzikości i ze strzelbą w dłoni będziemy błądzić po zarosłych trawą ruinach naszej cywilizacji w poszukiwaniu pożywienia. Nie, albowiem takie przygody znaczyłyby, że mamy jeszcze trochę energii życiowej, pozostałej nam z dawnych wieków. Jako nowy przykład i nowa ofiara nieubłaganych praw moralnych zginiemy przez to samo, dzięki czemu żyliśmy, jak nam się wydawało. Mechanika nas w tym stopniu zamerykanizowała, postęp w tym stopniu znieczulił duchową część naszej natury, żeśmy pod tym względem przeszli najbardziej krwawe, bluźniercze czy antynaturalne rojenia utopistów. Każdego człowieka myślącego proszę, aby mi wskazał to, co pozostało z życia.

Baudelaire, Moje obnażone serce. Wrocław 1997. W tłumaczeniu A. Kijowskiego

środa, 11 czerwca 2014

Mogiła wyklętego poety


Jeżeli kiedy, w głuszy nocy ciemnej,
Jaki chrześcijanin zlitowaniem tknięty
Śród starych ruin do nory podziemnej,
Twojego ciała rzuci trup wyklęty:

To w chwili onej — kiedy mgłą zasnute
Zagasać będą złotych gwiazd gromady —
Pająk prząść będzie sieci swe zatrute,
A żmija dzieciom sączyć w kły swe jady.
Na potępionym twego ciała pyle,

Cały rok słyszeć będziesz w twej mogile,
Rozpaczne wycia stad wilków drapieżnych;
Starych czarownic bezecne uściski,
Ohydne śmiechy żebraków lubieżnych,
I syki gadzin — i zbrodniarzy spiski.



Charles Baudelaire

tłum. Antoni Lange

Baudelaire - Odchłań

Pascal miał otchłań, która wciąż płynęła za nim.
— Ach, wszystko jest otchłanią ! Żądza — mara — słowo —
Czyn! Nieraz włos mi wstaje, gdy czuję lodową
Bojaźń, co mię przenika wskroś z wiatru powianiem.



Na dole — w górze — wszędzie — tylko głębie ciemne —
Milcząca czarna otchłań, co mą duszę trwoży!
Na dnie mych ciemnych nocy mądry palec boży,
Maluje mi bez końca mary stuforemne.
Lękam się snu jak dziecko wielkiej ciemnej dziury,



Pełnej grozy — wiodącej w świat nie wiedzieć który;
Z okien wciąż patrzy na mnie — twarz Nieskończoności.
Duch mój nad przepastnymi drżąc głowy zawroty,
Głuchej nieświadomości Nicestwa zazdrości!
— O, nigdy nie wyjść poza Liczby i Istoty!



tłum. Antoni Lange





poniedziałek, 4 lutego 2013

Gra



W wypłowiałych fotelach stare kurtyzany,
O twarzach żółtobladych, oczach z porcelany,
Mizdrzące się a wstrętne i za każdym ruchem
Głośne swoich klejnotów podzwanianiem głuchem;

Wokół stołów zielonych tajemnicze larwy,
Twarze bez ust, a usta bez krwi i bez barwy,
I palce, które żądza skurczyła szalona,
Czepiające się chciwie kiesy albo łona;

Rządy bladych zwierciadeł pod brudnym sklepieniem,
Mury pokratkowane jasnością i cieniem
I lampy rzucające mdły swój blask dokoła
Na schylone i mroczne samotników czoła –

Oto obraz żałobny, co w noc jedną ciemną
Swoje smutne kontury roztoczył przede mną.
– Ach! i siebie-m tam ujrzał, w tym kole niemiłem!
Dumałem dłońmi wsparłszy skroń – i zazdrościłem.

Zazdrościłem grającym żądzy pełnej grzechu,
Bezzębnym zalotnicom fałszywego śmiechu,
A wszystkim spokojności, z jaką kupców wzorem
Frymarczyli urodą, sercem i honorem.

Ale nagle mnie żałość zdjęła nad człowiekiem,
Co duszę swoją czyni brudnych szaleństw ściekiem
I co biegnąc przez życie z twarzą krwią ociekłą,
Nad śmierć przekłada nędzę, nad nicość piekło!

Charles Baudelaire
przekład Wiktor Gomulicki