Postanowilem oto napisać modlitewnik dla ateistow! W epoce targanej kryzysami i zwatpieniami odczułem nagly przyplyw wspołczucia dla cierpiacych i zdecydowalem sie w taki właśnie sposób wesprzeć ich na duchu.
Zdaję sobie jednak sprawę z karkolomności tego przedsięwzięcia. Wszak ani razu nie bede mógł użyć słowa BÓG. Muszę go nazywać rozmaitymi innymi imionami, takimi jak na przykład pocałunek albo odurzenie, czy nawet — gotowana szynka. Ale najwazniejszym spośród owych imion jest dla mnie WINO, Dlatego ta książeczka nosi tytuł Filozofia wina, a motto do niej brzmi: Ostatecznie pozostaną dwie istoty — Bóg i wino.
Okolicznosci zmuszajq mnie do uprawiania gry pozorów. Jak powszechnie wiadomo, ateiści są ludzmi zapalczywymi, gwałtownie reaguja na teksty Bogu poświęcone i o Bogu mówiące. Jeśli zatem bede używał słów zastepczych, bez trudu wyprowadzę tych niezbyt mądrych ludzi w pole. Oni są przekonani, że modlić się można wyłącznie w kościele, w ciszy własnego ducha lub głośno powtarzając księdzem pacierze. Ateiści nie mogą liczyć na Królestwo Boże, odarci z wiary są ubodzy duchem. Ale nie ma potrzeby z nimi walczyć, jak to niegdys w dawnych czasach bywało. Nie uda sie ich przekonać, bo są uparci i przywiązani do własnych przekonań. Szukają dowartościowania w agresji i nadmiernej aktywnosci, co siłą rzeczy prowadzić musi do przemocy w celu uzyskania dominacji. Kiedy te światowe dominacje zdobyli, poczuli sie pyszni i jakże pewni siebie, ponieważ zrozumieli, jak bardzo im tej dominacji zazdroszczono, Postanowiłem zatem zmienić taktykę, wrócić do prawdy i na niej się oprzeć.
Nie ma czego zazdrościć ateistom — ani potęgi, ani pychy. Są oni bowiem naprawde ślepi i głusi, ich władza nic nie znaczy i do niczego nie prowadzi: Zamiast ich zwalczać, należy im po prostu wspdlczuć, więcej im dawać niż odbierać. Wszelkie dyskusje właściwie nie majq sensu, bo ateiści tak naprawde wcale nie są ludźmi areligijnymi, poniewaz takich ludzi nie ma na świecie. To może brzmi paradoksalnie, ale uważam ateistów wręcz za bigotów. Gorszych bigotów niż stare kobiety, które przed kościołami sprzedają groszowe broszurki, traktujące o cudownych właściwościach święconej wody. Święconą wodę stanowi dla ateistow materia, a świętym jest dla nich Einstein. Ateistyczna bigoteria nazywa się materializmem i opiera się na trzech dogmatach: czlowiek nie ma duszy, człowiek pochodzi od zwierzęcia, istnieje tylko życie doczesne. Wynika z tego, że ateiści się po prostu potwornie boją Pana Boga. Bohme mówi o nich, że żyją w gniewie bożym. Znają tylko Boga gniewnego, przed ktérym się kryją. Mówią ,nie ma Boga” i myślą, że w ten sposob przestaną się bać. Ale nieprawda, to tylko jeszcze wiekszy strach.
Ateista — co oczywiste — jest czlowiekiem zarozumiałym i innym być nie zamierza; nie sklania się do pokory ani do miłości. Jest zwyczajnie bezradny i bezwolny, on się boi. Trwa w swoim lęku (co zataja), probuje ukryć, skłamać poprzez okazywanie coraz większej buty i pychy. Z owej załosnej mieszaniny negacji, strachu, kłamstwa, pychy i bigoterii wyłonił sie zarówno materializm, jak i surogaty religii.
Atetstow nie nalezy nawracać siłą, nie wolno nawet tego próbować. Błądzą, bowiem są opanowani lekiem, trzeba podchodzié do nich z catkowitym spokojem. Ciało może być kalekie i ułomne. Dusza nie. Świat ducha jest wspanialy, bogaty, nie można go utracić i zubożyć. Można go zawsze odzyskać na nowo, nie uciekając się do cudu.
Modlitewnik dla ateistow! Uczy modlitwy, choć przecież tak naprawde nie jest modlitewnikiem. Wielka sprawa. Zgodnie z poglądem Nietzschego o dwoistości: cynizm razem z naiwnoscią, obojętność i przebiegłość okrutna mądrość i słowicza łagodność serca.
Przy tej okazji słow kilka o wyznawcach pietyzmu, o tej czarnej sekcie ateizmu. Zwyczajny materialista godny jest tylko najwyższego pożałowania, pietysta jest takim samym bezbożnikiem, tyle że z wyrzutami sumienia, wiec stroi się w pozory prawdziwej wiary. Wyznawca pietyzmu głosi idee życia o chlebie i wodzie, ukrywa kobiece kształty pod zgrzebnymi sukniami, nie przyzwala na śmiech i nawet słońce zasłoniłby kirem. Jest abstynentem, wszystko traktuje ze śmiertelną powaga. Oburzył się do żywego, kiedy zastąpiłem Boga pojęciem błogiej sytości, majac na myśli smak i zapach świątecznej szynki. Spokojnie, beda jeszcze i inne porównania, które wzbudzą protest. Będę się nawet usilnie o to starał. O ile ateistę należy oszczedzać, bo jako osobnik ograniczony nie bardzo sobie zdaje sprawę z tego co czyni, o tyle wyznawca pietyzmu nie ma co liczyć na wyrozumiałość. Będę go obserwować przez caly czas, będę wyśmiewał jego nadetą pychę, wcale się z tego nie tłumacząc.
Filozofia wina
Béla Hamvas
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.