duch unosi się ku dobru
nierzeczowemu i niestworzonemu, ku dobru najwyższemu, którym jest
sam Bóg. Powołany chlubnie i temu powołaniu posłuszny z całą
usilnością wszystkich władz swoich, ogarnięty nadziemskim
promieniem nieskończonej miłości, poświęca się duch Istocie
czystej i nadnaturalnej, z pragnieniem działania już nie w
stworzeniu ale w wieczności. Odpycha od siebie wszystko cokolwiek od
stworzenia bierze początek i kształt, zrzeka się samego siebie,
odrzuca wszystko to czym jest, co wie, co może, co kocha, co widzi,
co ma: wszystko niknie w jego oczach, wszystko zostaje pochłonięte
w niezgłębionych skrytościach Bóstwa, a
on sam zostaje jakby pozbawiony własnego ruchu, życia, działania i
władzy.
Nie
ma słów, którymi wyrazić by można szczytność takiej rezygnacji
wewnętrznej; wszelkie wyrażenie jest niedostatecznym w tym
przedmiocie, i musimy wyznać nieudolność naszą jak prorok gdy
mówi: "Panie Boże, oto nie
umiem mówić, bom ja jest dziecina"
(Jer. I, 6). Przecie dostąpić jej możemy z pomocą Boga, "bo
u Boga wszystko jest podobno"
(Mt. XIX, 26). Prawda, że do tej rezygnacji mało kto przykładać
się umie już tym samym, że największa liczba w dziełach
duchownych powoduje się miłością własną i własnym upodobaniem.
Więc kto chce postąpić na tej świętej drodze, niech naprzód
poskromi miłość własną, ten ciężar przyciskający ducha do
ziemi i nie dający mu "wchodzić
przez ciasną bramę" (Mt. VII,
13) Jezusa Chrystusa. Musi przejąć się najprzód ową rezygnacją
zewnętrzną, o której pisano powyżej i bez której nie nabędzie
rezygnacji wewnętrznej, o której się pisze.
Tauler
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.