niedziela, 5 stycznia 2014

Poza sferę zmysłów, przestrzeni i czasu,


duch unosi się ku dobru nierzeczowemu i niestworzonemu, ku dobru najwyższemu, którym jest sam Bóg. Powołany chlubnie i temu powołaniu posłuszny z całą usilnością wszystkich władz swoich, ogarnięty nadziemskim promieniem nieskończonej miłości, poświęca się duch Istocie czystej i nadnaturalnej, z pragnieniem działania już nie w stworzeniu ale w wieczności. Odpycha od siebie wszystko cokolwiek od stworzenia bierze początek i kształt, zrzeka się samego siebie, odrzuca wszystko to czym jest, co wie, co może, co kocha, co widzi, co ma: wszystko niknie w jego oczach, wszystko zostaje pochłonięte w niezgłębionych skrytościach Bóstwa, a on sam zostaje jakby pozbawiony własnego ruchu, życia, działania i władzy.
Nie ma słów, którymi wyrazić by można szczytność takiej rezygnacji wewnętrznej; wszelkie wyrażenie jest niedostatecznym w tym przedmiocie, i musimy wyznać nieudolność naszą jak prorok gdy mówi: "Panie Boże, oto nie umiem mówić, bom ja jest dziecina" (Jer. I, 6). Przecie dostąpić jej możemy z pomocą Boga, "bo u Boga wszystko jest podobno" (Mt. XIX, 26). Prawda, że do tej rezygnacji mało kto przykładać się umie już tym samym, że największa liczba w dziełach duchownych powoduje się miłością własną i własnym upodobaniem. Więc kto chce postąpić na tej świętej drodze, niech naprzód poskromi miłość własną, ten ciężar przyciskający ducha do ziemi i nie dający mu "wchodzić przez ciasną bramę" (Mt. VII, 13) Jezusa Chrystusa. Musi przejąć się najprzód ową rezygnacją zewnętrzną, o której pisano powyżej i bez której nie nabędzie rezygnacji wewnętrznej, o której się pisze.
Tauler

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.