piątek, 3 stycznia 2014

Nie będą zdawali sobie sprawy, gdzie naprawdę się znajdują


Upadek ludzkości, która, utraciwszy swój idealny status w drugiej formie natury, popadła w trzecią formę natury, czyli materialny wszechświat, który cechuje różnorodność i rozproszenie, należy do najtrudniejszych elementów myśli Eriugeny. Zasadniczo jego koncepcja upadku jest zarówno pozytywna, jak i negatywna: pozytywna, o ile trzecia forma natury nadal stanowi część objawienia Boga, zaś materia, która ją cechuje, nie jest sama w sobie zła; negatywna natomiast w tym sensie, że trzecia forma nieuchronnie wiąże się z brakiem harmonii, zewnętrznością a zwłaszcza złudzeniami i nieświadomością w umysłach poszczególnych ludzi. Te negatywne aspekty mogą zostać przezwyciężone jedynie w akcie odkupienia dokonującym się poprzez zjednoczenie Stwórczej Mądrości ze Stworzoną Mądrością w osobie Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka, który łączy w Sobie wszystkich ludzi, by ostatecznie przywrócić ich stan unii z Ojcem.

Odwieczne Słowo przychodzi na nasz świat skutków - materialne universum - przyjmując ludzką naturę, „w której spoczywa cały świat". Poprzez swój powrót do Ojca, rozpoczęty unicestwiającą śmiercią na krzyżu i następującym po niej Zmartwychwstaniem, które można postrzegać jako zaczątek procesu integracji, podnosi On do wyżyn całą ludzkość, a zatem także materialny wszechświat, zawarty w jej wiedzy i poznaniu. Podnoszenie to odbywa się na dwa sposoby. Po pierwsze, całej ludzkości (a więc również kosmosowi) zostanie przywrócony jej pierwotny stan idei człowieczeństwa, jaki istnieje w drugiej formie natury. W tym sensie Eriugena, podobnie jak Orygenes i Grzegorz z Nyssy, opowiada się za wizją powszechnego zbawienia. Według Jana Szkota, na tym ostatnim etapie wystąpią jednak znaczące różnice między dobrem i złem. Ci, którzy naśladowali Chrystusa, ulegną przebóstwieniu, czyli staną się świadomi swego stanu zjednoczenia z Bogiem, za to źli ludzie, którzy nie starali się, aby pokonać złudzenia i samolubność, nadal nękani będą rozproszeniami w postaci grzesznych obrazów, którym folgowali za życia, przez co nie będą zdawali sobie sprawy, gdzie naprawdę się znajdują. Piekło to nic innego, jak widma i fantazje, które zwodziły ludzi złych i przewrotnych za ich życia doczesnego i które nadal, bez ustanku, tkwią w ich umysłach. To oni sami uniemożliwiają sobie czerpanie radości w umyśle z tego, co odzyskali w naturze.

Za: Bernard McGinn, Patricka Ferris McGinn, Mistycy wczesnochrześcijańscy. Wizje Boga u Mistrzów duchowych, seria: MYSTERION, przekład: Ewa Elżbieta Nowakowska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.