czwartek, 9 stycznia 2014

Iwan


Odsłona losu człowieka w filmach Andrieja Tarkowskiego.
Spojrzenie subiektywne.



Dzieciństwo Iwana.

Film ma swoje konkretne osadzenie w tragicznych losach dzieci II wojny światowej. Mama i siostra Iwana zostają zamordowane przez niemieckich okupantów i Iwan pragnie pomścić śmierć najbliższych. Trudno tego dokonać w pojedynkę i nasz bohater chciałby uczestniczyć w wojnie u boku przybranego wujka i innych przyjaciół z wojskowego oddziału. „Dorośli” i „odpowiedzialni” żołnierze odsyłają chłopca, mimo jego błagania i rozpaczy, bowiem „wojna to nie sprawa dzieci”.
Rozgoryczony Iwan podejmuje nieznane widzowi działania partyzanckie. W ostatniej scenie filmu, w czasie przypadkowego przeglądania archiwów w zdobytym Berlinie, dowiadujemy się, że Iwan został aresztowany i powieszony jako wróg III Rzeszy.

W filmie wszystko jest absolutnie doskonałe. Muzyka, kadry, gra aktorska. Duchowe cierpienia Iwana są ukazane z taką intensywnością jakby towarzyszyło się terminalnie choremu w jego agonii. Kiedyś w filmach chodziło o ukazanie prawdy. Dzieciństwo Iwana mówi prawdę.

Każde naprawdę wybitne dzieło jest konkretne i uniwersalne zarazem. A więc konkretne jest cierpienie Iwana, jego poszukiwanie zrozumienia i wspólnoty. Żądza zemsty i nienawiść do hitlerowców. Konkretne są sny Iwana. Sny, gdzie wraca mama i siostra, gdzie całe uniwersum wypełnia miłość, a chłopiec śmieje się pięknym, dziecięcym śmiechem. Równie mocno w snach wraca śmierć mamy, gdy Iwan, zamknięty w studni, nie może jej przyjść z pomocą, cierpi. Także w śnie wraca do Iwana siostra, gdy razem w przyczepie ciężarówki w czasie ulewy jedzą jabłka i gdy jej twarz robi się nagle coraz smutniejsza... Wszystko to jest konkretne, prawdziwe, wspaniałe.

Mnie jednak fascynuje w tym obrazie także wymiar uniwersalny.

Patrząc na Iwana można bowiem powiedzieć - „oto człowiek”, to los człowieka.

Rodzimy się i na ogół pierwsze doświadczenia są arkadyjskie. U mamy jest dobrze, mama kocha, świat jest piękny, piękne są pieski, kotki, łąka, lato, zimą sanki i choinka, za chwilę Wigilia, tato przyjdzie z pracy, będą prezenty...

Potem przychodzi doświadczenie cierpienia, niesprawiedliwości, zła. Najpierw zło przychodzi z zewnątrz, z zaskoczenia. Coś się dzieje w rodzinnym domu, może ktoś z bliskich zachorował, zmarł, stało się coś.. co stać się nie powinno. Etapy upadku idą dalej. Zło i niesprawiedliwość przychodząca z zewnątrz stają się z czasem czymś osobistym. Już nie tylko świat jest niesprawiedliwy i okrutny: z czasem to my tacy się stajemy. Ecce homo..
Podejmujemy walkę, chcemy na nowo pojednać się ze światem, ze sobą. Szukamy pomysłu na nasze w nim bycie, na uczestnictwo, wspólnotę, braterstwo z innymi. Chcemy wyrównać rachunki. Cóż innego może zrobić człowiek, jak tylko próbować odpowiedzieć na tę cząstkę niesprawiedliwości cierpienia i zła, której doświadczył lub której doświadczali jego najbliżsi? Tylko tyle możemy zrobić- podjąć walkę. Aż tyle, bowiem to tylko daje nam jakieś poczucie sensu.
W tej perspektywie widzę Iwana. Była Arkadia, miłość, mama, siostra. Było słonecznie, ciepło, dobrze. Było tak, jak być powinno. A potem przyszli fałszywi bogowie w niemieckich mundurach i w obłąkańczym śnie o swojej wielkości spalili dom, zamordowali mamę, siostrę... Poszli dalej...
Co pozostaje Iwanowi? Zemsta, próba zemsty. Nie szkoła, zawód, potem praca- tzw. „przyszłość”. Iwan odrzuca tą perspektywę. Chce zemsty teraz, już, by wyrównać rachunki, których nie można wyrównać. Rozpacz Iwana byłaby nieco mniejsza, gdyby inni to rozumieli, zaakceptowali, przyjęli do wspólnoty walki. Ale odmówiono mu nawet tej pociechy. Jest sam. Niezrozumiały, zagubiony, idący swoją drogą do końca. Jego życie to nieustanne pytanie: o los człowieka, o sens zdarzeń i ludzkich wyborów, o nieobecnego Boga, o możliwość pociechy, możliwość pojednania.

Wspominam Iwana , gdy myślę o tych nieopisanych, czasem cichych tragediach ludzkich, o których nie możemy pamiętać, bo nie dałoby się z tym żyć. Dwóch chłopców jechało rowerem, dziewczyna pod wpływem narkotyków zabiła ich na drodze. Jak mają żyć ich rodzice? Jak wyrównać rachunki, jak szukać zrozumienia w sądzie, który wpisuje wszystko w rubrykę „nieumyślnie”? Jak rozmawiać ze znajomymi, jak po tym wszystkim żyć?
Myślę o mężczyźnie, wyrok medyczny, powolna śmierć, małe dzieci w domu, odsuwający się znajomi, przyjaciele... Jak wyrównać rachunki, z kim? Jak szukać zrozumienia, wspólnoty? A jeżeli wspólnoty, to z kim? Ile takich historii obok nas i w nas... Ile takich losów, losów przypominających drogę Iwana.
Przyjmuję, że instynktownie unikamy takich tematów, że nie chcemy o tym myśleć, bo nasza konstrukcja jest zbyt krucha, by to wszystko udźwignąć. Ale zapominamy przy tym o jednej prostej prawdzie. To nie my wybieramy tematy. To tematy wybierają nas.

Ostatnia uwaga. Nie lubię pisać. Nie lubię - z lenistwa, braku wiary w słowo „pisane”, z przekonania, że inni, znacznie lepsi napisali już to, co powinno być napisane i niewiele się zmieniło. Z tej niemocy przychodzi czasem fascynacja słowem innym, słowem poezji.
Kończąc mój subiektywny głos na temat Tarkowskiego chcę oddać głos Czesławowi Miłoszowi.


Twój głos

Przeklinaj śmierć. Niesprawiedliwie jest nam wyznaczona.
Błagaj bogów, niech dadzą łatwe umieranie.
Kim jesteś, te trochę ambicji, pożądliwości i marzeń
nie zasługuje na karę przydługiej agonii.

Nie wiem tylko, co możesz zrobić, sam, ze śmiercią innych,
dzieci oblanych ogniem, kobiet rażonych śrutem, oślepłych żołnierzy,
która trwa wiele dni, tu, obok ciebie.
Bezdomna twoja litość, nieme twoje słowo,
i boisz się wyroku, za to, że nic nie mogłeś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.