Odsłona losu człowieka w filmach
Andrieja Tarkowskiego.
Spojrzenie subiektywne.
Dzieciństwo Iwana.
Film ma swoje konkretne osadzenie w
tragicznych losach dzieci II wojny światowej. Mama i siostra Iwana
zostają zamordowane przez niemieckich okupantów i Iwan pragnie
pomścić śmierć najbliższych. Trudno tego dokonać w pojedynkę i
nasz bohater chciałby uczestniczyć w wojnie u boku przybranego
wujka i innych przyjaciół z wojskowego oddziału. „Dorośli” i
„odpowiedzialni” żołnierze odsyłają chłopca, mimo jego
błagania i rozpaczy, bowiem „wojna to nie sprawa dzieci”.
Rozgoryczony Iwan podejmuje nieznane
widzowi działania partyzanckie. W ostatniej scenie filmu, w czasie
przypadkowego przeglądania archiwów w zdobytym Berlinie,
dowiadujemy się, że Iwan został aresztowany i powieszony jako wróg
III Rzeszy.
W filmie wszystko jest absolutnie
doskonałe. Muzyka, kadry, gra aktorska. Duchowe cierpienia Iwana są
ukazane z taką intensywnością jakby towarzyszyło się terminalnie
choremu w jego agonii. Kiedyś w filmach chodziło o ukazanie
prawdy. Dzieciństwo Iwana mówi prawdę.
Każde naprawdę wybitne dzieło jest
konkretne i uniwersalne zarazem. A więc konkretne jest cierpienie
Iwana, jego poszukiwanie zrozumienia i wspólnoty. Żądza zemsty i
nienawiść do hitlerowców. Konkretne są sny Iwana. Sny, gdzie
wraca mama i siostra, gdzie całe uniwersum wypełnia miłość, a
chłopiec śmieje się pięknym, dziecięcym śmiechem. Równie mocno
w snach wraca śmierć mamy, gdy Iwan, zamknięty w studni, nie może
jej przyjść z pomocą, cierpi. Także w śnie wraca do Iwana
siostra, gdy razem w przyczepie ciężarówki w czasie ulewy jedzą
jabłka i gdy jej twarz robi się nagle coraz smutniejsza... Wszystko
to jest konkretne, prawdziwe, wspaniałe.
Mnie jednak fascynuje w tym obrazie
także wymiar uniwersalny.
Patrząc na Iwana można bowiem
powiedzieć - „oto człowiek”, to los człowieka.
Rodzimy się i na ogół pierwsze
doświadczenia są arkadyjskie. U mamy jest dobrze, mama kocha, świat
jest piękny, piękne są pieski, kotki, łąka, lato, zimą sanki i
choinka, za chwilę Wigilia, tato przyjdzie z pracy, będą
prezenty...
Potem przychodzi doświadczenie
cierpienia, niesprawiedliwości, zła. Najpierw zło przychodzi z
zewnątrz, z zaskoczenia. Coś się dzieje w rodzinnym domu, może
ktoś z bliskich zachorował, zmarł, stało się coś.. co stać się
nie powinno. Etapy upadku idą dalej. Zło i niesprawiedliwość
przychodząca z zewnątrz stają się z czasem czymś osobistym. Już
nie tylko świat jest niesprawiedliwy i okrutny: z czasem to my tacy
się stajemy. Ecce homo..
Podejmujemy walkę, chcemy na nowo
pojednać się ze światem, ze sobą. Szukamy pomysłu na nasze w
nim bycie, na uczestnictwo, wspólnotę, braterstwo z innymi. Chcemy
wyrównać rachunki. Cóż innego może zrobić człowiek, jak tylko
próbować odpowiedzieć na tę cząstkę niesprawiedliwości
cierpienia i zła, której doświadczył lub której doświadczali
jego najbliżsi? Tylko tyle możemy zrobić- podjąć walkę. Aż
tyle, bowiem to tylko daje nam jakieś poczucie sensu.
W tej perspektywie widzę Iwana.
Była Arkadia, miłość, mama, siostra. Było słonecznie, ciepło,
dobrze. Było tak, jak być powinno. A potem przyszli fałszywi
bogowie w niemieckich mundurach i w obłąkańczym śnie o swojej
wielkości spalili dom, zamordowali mamę, siostrę... Poszli
dalej...
Co pozostaje Iwanowi? Zemsta, próba
zemsty. Nie szkoła, zawód, potem praca- tzw. „przyszłość”.
Iwan odrzuca tą perspektywę. Chce zemsty teraz, już, by wyrównać
rachunki, których nie można wyrównać. Rozpacz Iwana byłaby nieco
mniejsza, gdyby inni to rozumieli, zaakceptowali, przyjęli do
wspólnoty walki. Ale odmówiono mu nawet tej pociechy. Jest sam.
Niezrozumiały, zagubiony, idący swoją drogą do końca. Jego życie
to nieustanne pytanie: o los człowieka, o sens zdarzeń i ludzkich
wyborów, o nieobecnego Boga, o możliwość pociechy, możliwość
pojednania.
Wspominam Iwana , gdy myślę o tych
nieopisanych, czasem cichych tragediach ludzkich, o których nie
możemy pamiętać, bo nie dałoby się z tym żyć. Dwóch chłopców
jechało rowerem, dziewczyna pod wpływem narkotyków zabiła ich na
drodze. Jak mają żyć ich rodzice? Jak wyrównać rachunki, jak
szukać zrozumienia w sądzie, który wpisuje wszystko w rubrykę
„nieumyślnie”? Jak rozmawiać ze znajomymi, jak po tym wszystkim
żyć?
Myślę o mężczyźnie, wyrok
medyczny, powolna śmierć, małe dzieci w domu, odsuwający się
znajomi, przyjaciele... Jak wyrównać rachunki, z kim? Jak szukać
zrozumienia, wspólnoty? A jeżeli wspólnoty, to z kim? Ile takich
historii obok nas i w nas... Ile takich losów, losów
przypominających drogę Iwana.
Przyjmuję, że instynktownie unikamy
takich tematów, że nie chcemy o tym myśleć, bo nasza konstrukcja
jest zbyt krucha, by to wszystko udźwignąć. Ale zapominamy przy
tym o jednej prostej prawdzie. To nie my wybieramy tematy. To tematy
wybierają nas.
Ostatnia uwaga. Nie lubię pisać. Nie
lubię - z lenistwa, braku wiary w słowo „pisane”, z
przekonania, że inni, znacznie lepsi napisali już to, co powinno
być napisane i niewiele się zmieniło. Z tej niemocy przychodzi
czasem fascynacja słowem innym, słowem poezji.
Kończąc mój subiektywny głos na
temat Tarkowskiego chcę oddać głos Czesławowi Miłoszowi.
Twój
głos
Przeklinaj śmierć. Niesprawiedliwie jest nam wyznaczona.
Błagaj bogów, niech dadzą łatwe umieranie.
Kim jesteś, te trochę ambicji, pożądliwości i marzeń
nie zasługuje na karę przydługiej agonii.
Nie wiem tylko, co możesz zrobić, sam, ze śmiercią innych,
dzieci oblanych ogniem, kobiet rażonych śrutem, oślepłych żołnierzy,
która trwa wiele dni, tu, obok ciebie.
Bezdomna twoja litość, nieme twoje słowo,
i boisz się wyroku, za to, że nic nie mogłeś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.