czwartek, 9 stycznia 2014

Jana Chryzostom o przemijalności i niebezpieczeństwie bogactw


  Ale chociaż powtórzylibyśmy to tysiąc razy, to i tak dusze rozkochane w ciele, przywiązane do ziemskich przyjemności i dające się wciągnąć w sprawy tego świata, z trudem zniosłyby rozstanie z więdnącymi kwiatami — takie bowiem [są] radości tego życia — ani też nie mogłyby znieść porzucenia ciemności. Me rozsądniejsi trzymają się jednocześnie jednego (kwiatów) i drugiego (ciemności), a godniejsi litości z jednego czerpią w większej części, a z drugiego w mniejszej. Ściągnijmy jasną i wyrazistą maskę z rzeczy szpetnych i brzydkich, a zobaczymy ohydę tej hetery. Czymś takim bowiem jest życie przywiązane do zbytku, bogactwa i władzy: szpetne i brzydkie, przepełnione licznymi brudami, wstrętne, wulgarne i przejmujące cierpieniem.

  Mimo że życie to jest właśnie takie, to wielu ludziom zdaje się być godne pożądania i walki, lecz nie ze względu na rzeczywistą wartość, lecz na głupotę pochwyconych. Jest ono pełne wielu niebezpieczeństw, krwi, grobów, morderstw, lęków, niepewności, zazdrości, zasadzek, nieustannych trosk i zmartwień, a nie ma w nim żadnego zysku. Tak wielkie zło nie przynosi bowiem żadnego owocu, tylko napomnienia, kary i udręki bez końca. Wielu pragnie takiego życia, lecz nie z powodu jego rzeczywistej warto­ści, lecz ze względu na głupotę pochwyconych. Przecież nawet małe dzieci szeroko otwierają usta na [widok] zabaw i nimi się zajmują, natomiast o sprawach dotyczących dorosłych nie mogą mieć pojęcia. One zasługują na wyrozumiałość, ponieważ są niedojrzałe; nie można jednak bronić dorosłych, którzy trzymają się dziecinnej wiedzy i tkwią w głupocie.

  Powiedz mi, dlaczego bogactwo jest przedmiotem starań? Od tego trzeba zacząć, gdyż wielu dotkniętym tą ciężką chorobą zdaje się ono czymś więcej niż zdrowie, życie, podziw ludzi, niż dobre imię, ojczyzna, rodzina, przyjaciele, rodzice i wszystko inne. Ogień ten wzniósł się ponad chmury, piec ów objął ziemię i morze, a nikt nie mógł zgasić tego płomienia. Zapalali go zaś wszyscy, zarówno ci, którzy dali się już ogarnąć tym płomieniem, jaki ci, którzy dopiero mieli zapłonąć. I można zobaczyć każdego -mężczyznę i kobietę, niewolnika i wolnego, bogatego i biednego jak na miarę swych sił dźwigają ciężar, który dniem i nocą dostarcza strawy temu płomieniowi. Ciężar ten to nie drewno ani chrust, bo nie o taki ogień chodzi, ale dusze i ciała, przestępstwa i bezprawie. Natura bowiem tego ognia jest taka, że od przestępstw i bezprawia właśnie się roznieca. Bogaci bowiem nigdy nie przeciwstawili się temu   pożądaniu,   choćby   zawładnęli   całą  ziemią,   ubodzy zaś śpieszą,  aby  ich w  tym  wyprzedzić.   Jakiś  nieokiełznany szał, nieopanowany obłęd i nieuleczalna choroba ogarnęły dusze wszys­tkich. Namiętność ta zwyciężyła każde inne pragnienie, wypędzając je i wyrzucając z duszy. Nie ma już mowy o przyjaźni ani o pokrewieństwie. Co mówię o przyjaźni i pokrewieństwie? Nie ma już względu na żonę i dzieci, a cóż może być dla mężów ważniejszego od nich? Wszystko zostało obalone na ziemię i pode­ptane, kiedy okrutna i nieludzka władczyni zawładnęła  duszami ludzi nią ogarniętych.

  Jak bowiem nieludzka władczyni i nieznośna tyranka, okrutna na sposób barbarzyński, jak pospolita, lecz kosztowna prostytutka, [tak ta żądza bogactwa] hańbi, dręczy i powstrzymuje niezliczonymi niebezpieczeństwami i karami tych, którzy zdecydowali się jej służyć. Chociaż jest przerażająca i nieubłagana, okrutna i sroga, chociaż ma oblicze barbarzyńskie, a właściwie zwierzęce,  dziksze od wilka i lwa, to jednak ci, którzy stali się jej jeńcami,  nadal jej pragną i uważają ją za słodszą od miodu. Choć codziennie kuje przeciw nim miecze i zbroje, kopie pod nimi doły, prowadzi nad przepaście i groby oraz splata niezliczone sieci, aby ich udręczyć, mimo to sprawia jednak, że pochwyceni przez nią i   ci , korzy pragną zostać jej jeńcami, uważają ją za godną pożądania— jak dla świni przyjemnością i rozkoszą jest tarzanie się w gnoju i błocie, a dla żuka obracanie kulek łajna, tak ci owładnięci żądzą pieniędzy są gorsi od tych zwierząt.  Ich postawa większy bowiem budzi wstręt i bardziej cuchnący jest taki gnój. Trwając bowiem w namiętności sądzą, że zyskują wielką rozkosz. Nie wynika to jednak z natury rzeczy, lecz z głupoty, która opanowała ich umysły.


Za: Bóg i zło. Pisma Bazylego Wielkiego, Grzegorza z Nyssy i Jana Chryzostoma, Teksty greckie tłumaczyli: Karolina Kochańczyk, ks. Józef Naumowicz, Marta Przyszychowska. Wydanie polskie opracował: ks. Józef Naumowicz, Biblioteka Ojców Kościoła nr 23, Warszawskie Towarzystwo Teologiczne, Wydawnictwo „M”, Kraków 2004

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.