czwartek, 9 stycznia 2014

Liczę się tylko ja


Wspominam z wyraźną ulgą, że pewnego razu starałem się dodać odwagi (w chwili, gdy sądziłem, że sam ją mam) osiemnastoletniemu Włochowi, który właśnie przyjechał i był pogrążony w bezradnej rozpaczy właściwej pierwszym dniom pobytu w obozie – nie pamiętam, co mu wtedy powiedziałem, na pewno jakieś słowa otuchy, może jakieś kłamstwa stosowne dla “nowego”, wypowiadane autorytatywnie z pozycji moich dwudziestu pięciu lat życia i trzech miesięcy pobytu w obozie; w każdym razie podarowałem mu chwilę niezbędnej uwagi. Ale wspominam też z przykrością, że znacznie częściej w podobnych okolicznościach wzruszałem z niecierpliwością ramionami, zbywając w ten sposób prośby innych, i to wtedy, gdy miałem już za sobą rok pobytu w obozie, więc gdy już zgromadziłem w sobie dostatecznie dużo doświadczenia, ale też zarazem dobrze przyswoiłem sobie główną regułę obozową, która nakazywała troszczyć się przede wszystkim o siebie. Tę regułę, ujętą z porażająca szczerością, znalazłem potem w książce Elli Ligens-Reiner Prisoners of Fear (Victor Gollancz, Londyn 1958) – gdzie przytoczona poniżej wypowiedź została przypisana lekarce, która wbrew swojej zasadzie okazała się życzliwa i odważna i uratowała życie wielu ludziom:

“Jak mogłam przeżyć w Auschwitz? Moja zasada przedstawiała się następująco: po pierwsze, po drugie i po trzecie liczę się tylko ja. Potem nikt. I jeszcze raz ja. A dopiero potem wszyscy inni”.

Primo Levi, Pogrążeni i ocaleni, przeł. Stanisław Kasprzysiak, Kraków 2007, s. 93-94.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.