"Przed dziesięciu laty
przetłumaczyłem dwa wiersze Heideggera, na które się natknąłem
przy okazji jakichś studiów. Starałem się z najlepszą wolą
przełożyć je możliwie najlepiej, ale raziła mnie ich
"młodziankowatość": nie mogłem powstrzymać się w
duszy przed chichotem i wykrzyknięciem - przecież to oczywista
grafomania!
Dopiero po lekturze książki Elżbiety
Ettinger zrozumiałem utajony sens grafomanii Heideggera. Nie tylko
jego wiersze liryczne, ale też miłosne jęki listowne do Hannah
Arendt, wypełnione po brzegi germańsko-poetyckimi akcesoriami,
imaginacyjnymi odpadkami niemieckiej wyobraźni romantycznej
sprowadzonej do wymiarów odpustowego oleodruku, imagerie d'Epinal
w bawarskim wydaniu - to wszystko ujawnia odwrotną stronę myśli i
wrażliwości Martina Heideggera. Im jego analizy filozoficzne
głębsze i donioślejsze, tym jego wyobraźnia poetycka bardziej
jarmarczna, im wywody dotyczące struktury czasu i egzystencji
uczeńsze i językowo wyszukane, tym słowa wyrażające uczucia
intymne bardziej nieporadne. Im rozum wyżej - tym fantazja niżej,
jak by powiedział Gombrowicz. Rozum czuwał, a demony i tak się
obudziły.
Rutkowski Raptularz końca wieku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.