Oto
dlaczego historyk kroczy błędną drogą, kiedy chce koniecznie
traktować Lenina i leninizm całościowo i odkryć w tej doskonale
gładkiej i zamkniętej postaci jakiś malowniczy, 'ludzki' szczegół.
Jedynie słuszne wydaje się podejście metafizyczne, bowiem oglądana
pod pewnym kątem ta nieprzejrzysta, gdyż aż nazbyt przejrzysta
postać, ten prześmiewca i złośnik o prostackich gustach, odsłania
pod swą płaską powierzchnią niepokojącą głębię Nicości. Tak
go widział Sołżenicyn, który stworzył portret zaaferowanego,
próżnego i cierpiącego na migrenę Lenina w Zurichu. Tak też
przewidział go nie Czernyszewski, lecz ten, kto patrząc na
krzątaninę małych, prowincjonalnych działaczy, zrozumiał, co
zwali się na Rosję: autor Biesów,
Dostojewski.
Alain
Besançon "Lenin" - cyt. za Tegoż, "Świadek wieku:
Wybór publicystyki z pierwszego i drugiego obiegu", opr. F.
Memches, Fronda, Warszawa 2006, t I.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.