Nigdy
nie myślałem o swoim prawdziwym pochodzeniu. Nigdy też nie czułem
się przynależny do żadnej klasy, zawodu czy wyznania. W otoczeniu
artystów i intelektualistów czułem się tak samo nieswojo, jak w
sferach mieszczańskich, a od dawna też nie mogłem się zdobyć na
zadzierzgnięcie jakiejś osobistej przyjaźni. Zaledwie kogoś
poznawałem, już mi się zdawało, że zanadto się spoufalam,
zaledwie ktoś się do mnie zbliżył, zaczynałem się odsuwać. Na
koniec moje stosunki z ludźmi sprowadzały się już w ogóle tylko
do pewnych, z mojej strony najskrupulatniej przestrzeganych form
grzecznościowych, które, jak to dziś wiem − mówił Austerlitz −
nie miały związku z tym czy innym człowiekiem, lecz raczej
chroniły mnie przed zrozumieniem, że zawsze, odkąd sięgam
pamięcią, znajdowałem się w stanie bezsprzecznej rozpaczy.
Winfried
Georg Sebald, Austerlitz.
Przeł. M. Łukasiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.