"A
jednak czułem się źle w swojej skórze. Nie wiedziałem, jak
poruszać się, żeby jej nie czuć, albo żebym czuł ją możliwie
najmniej. Co jakiś czas, a zwłaszcza za młodu, tajemnica
wszechświata przyprawiała mnie o niepokój. Wszechświat
nieskończony nie jest pojęty dla naszego rozumu. A przecież
powtarzano mi w szkole i wszędzie indziej, że wszechświat jest
nieskończony. A następnie powiedziano mi, że wszechświat jest
skończony, a nie nieskończony, co wydawało mi się jeszcze mniej
pojęte, bo, jeśli tak rzec można, co jest 'dalej'? Możliwe, że
wszechświat nie jest ani skończony, ani nieskończony, słowa
bowiem 'skończony' i 'nieskończony' są wyrażeniami, które nic
nie znaczą. Skoro nie sposób wyobrazić sobie ani skończoności,
ani nieskończoności, ani nie-skończoności, ani
nie-nieskończoności, rzeczy tak prostych, tak elementarnych, że
powinniśmy być tak stworzeni, by móc je pojmować, cóż możemy
uczynić innego aniżeli nie myśleć? Wśród chaosu cały nasz
rozum się chwieje. Cóż możemy wiedzieć o sprawiedliwości, o
porządku fizycznym, o historii, o prawach przyrody, o świecie,
skoro fundamentalne bazy naszego możliwego rozumienia są nam samym
nie znane? Przede wszystkim nie myślmy. Nie myślmy o niczym. Nie
sądźmy o niczym. W przeciwnym razie zwariuję. Ale cóż to jest
wariat? Inne pytanie, którego stawiać sobie nie należy. I tak
mogłem przez długie lata żyć w chwili, w chwili bez komentarzy,
chwili nieokreślonej. A przecież owa chwila miała historię, skoro
była Lucyna, Julita, Janina. Skoro był czas, początki tygodnia i
końce tygodnia. A ponadto organizm, który zacząłem odczuwać jako
coś uciążliwego, przykrego, coś, co było mną i co mną nie
było. Nieprzyjemność bycia i nuda, wbrew mnie, wbrew mojej
filozofii prostej i rudymentarnej, nuda i nieprzyjemność owładnęły
mną, wniknęły w moją istotę mimo mnie, wbrew mnie, mimo puklerza
nie-myśli. Przychodzić co dzień do pracy nie było już nawykiem,
to był przymus. Nie tłumaczyłem go sobie. Nic nie jest do
wytłumaczenia. Ale się poddawałem. A zwłaszcza nie widywać już
ani Jakuba Dupont, ani Piotra Ramboule, ani pryncypała, było to jak
gdyby szczęście. Odejść, wyzwolić się. I tak oto wśród
absolutnego niezrozumienia było kilka drobiazgów do zrozumienia.
Chociaż nie mogliśmy zrozumieć wszechświata ani zdefiniować jego
wielkich praw, można było jednak manewrować w małym wszechświecie
wewnątrz wielkiej nieskończoności albo nie-skończoności
nie-nieskończoności".
Eugène
Ionesco, "Samotnik", tłum. J. Rogoziński, PIW, Warszawa
1977, 18-19.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.