piątek, 3 stycznia 2014

Rozważania Samotnika


"A jednak czułem się źle w swojej skórze. Nie wiedziałem, jak poruszać się, żeby jej nie czuć, albo żebym czuł ją możliwie najmniej. Co jakiś czas, a zwłaszcza za młodu, tajemnica wszechświata przyprawiała mnie o niepokój. Wszechświat nieskończony nie jest pojęty dla naszego rozumu. A przecież powtarzano mi w szkole i wszędzie indziej, że wszechświat jest nieskończony. A następnie powiedziano mi, że wszechświat jest skończony, a nie nieskończony, co wydawało mi się jeszcze mniej pojęte, bo, jeśli tak rzec można, co jest 'dalej'? Możliwe, że wszechświat nie jest ani skończony, ani nieskończony, słowa bowiem 'skończony' i 'nieskończony' są wyrażeniami, które nic nie znaczą. Skoro nie sposób wyobrazić sobie ani skończoności, ani nieskończoności, ani nie-skończoności, ani nie-nieskończoności, rzeczy tak prostych, tak elementarnych, że powinniśmy być tak stworzeni, by móc je pojmować, cóż możemy uczynić innego aniżeli nie myśleć? Wśród chaosu cały nasz rozum się chwieje. Cóż możemy wiedzieć o sprawiedliwości, o porządku fizycznym, o historii, o prawach przyrody, o świecie, skoro fundamentalne bazy naszego możliwego rozumienia są nam samym nie znane? Przede wszystkim nie myślmy. Nie myślmy o niczym. Nie sądźmy o niczym. W przeciwnym razie zwariuję. Ale cóż to jest wariat? Inne pytanie, którego stawiać sobie nie należy. I tak mogłem przez długie lata żyć w chwili, w chwili bez komentarzy, chwili nieokreślonej. A przecież owa chwila miała historię, skoro była Lucyna, Julita, Janina. Skoro był czas, początki tygodnia i końce tygodnia. A ponadto organizm, który zacząłem odczuwać jako coś uciążliwego, przykrego, coś, co było mną i co mną nie było. Nieprzyjemność bycia i nuda, wbrew mnie, wbrew mojej filozofii prostej i rudymentarnej, nuda i nieprzyjemność owładnęły mną, wniknęły w moją istotę mimo mnie, wbrew mnie, mimo puklerza nie-myśli. Przychodzić co dzień do pracy nie było już nawykiem, to był przymus. Nie tłumaczyłem go sobie. Nic nie jest do wytłumaczenia. Ale się poddawałem. A zwłaszcza nie widywać już ani Jakuba Dupont, ani Piotra Ramboule, ani pryncypała, było to jak gdyby szczęście. Odejść, wyzwolić się. I tak oto wśród absolutnego niezrozumienia było kilka drobiazgów do zrozumienia. Chociaż nie mogliśmy zrozumieć wszechświata ani zdefiniować jego wielkich praw, można było jednak manewrować w małym wszechświecie wewnątrz wielkiej nieskończoności albo nie-skończoności nie-nieskończoności".

Eugène Ionesco, "Samotnik", tłum. J. Rogoziński, PIW, Warszawa 1977, 18-19.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.