czwartek, 9 stycznia 2014

Spotkanie Solona z Krezusem


Spotkanie Solona z Krezusem wydaje się niektórym błędnym co do czasu wymysłem. Mnie jednak nie wydaje się, by opowieść tak głośną i tylu mającą świadków i — co ważniejsze — odpowiadającą charakterowi Solona i jego wielkoduszności, i godną jego mądrości, należało pomijać dla jakichś tak zwanych rachub czasu. Tysiące ludzi już je poprawiało i do dziś dnia nie mogą sprostować sprzeczności w jakiś wewnętrznie zgodny porządek. A więc opowiadają, że Solon na prośbę Krezusa udał się do Sardów i przeżył coś podobnego jak człowiek, który po raz pierwszy zdąża ku morzu. Taki bowiem spotykając kolejne rzeki, przy każdej myśli, że to już morze. Podobnie Solonowi przechodzącemu przez pałac królewski i widzącemu wielu dworzan bogato wystrojonych i w świcie, i w straży przybocznej każdy wydawał się Krezusem, nim został doprowadzony do samego Krezusa. Ten zaś przystroiwszy się we wszystko, co z szat miał w drogich kamieniach i purpurach, co z dzieł sztuki zdobniczej w złocie, co zdało się budzić podziw i zazdrość, chciał Solona zadziwić jak najbardziej wspaniałym i imponującym widokiem. Lecz Solon stanąwszy przed królem wcale nie przejął się tym widokiem i nie spełnił oczekiwań Krezusa. Dobrze myślący widzieli, że gardzi tą nieznajomością prawdziwego piękna i małowartościową wystawnością. Król jednak kazał otworzyć przed nim skarby bogactwa i inne przedmioty przepychu, co w jego wypadku było całkiem zbyteczne. On sam sobie wystarczał, by wobec tego rodzaju myślenia mieć swe zdanie.

Kiedy więc obejrzawszy wszystko wrócił przed Krezusa, ten go zapytał, czy zna kogoś z ludzi szczęśliwszego niż on. Na co Solon odpowiedział, że owszem, zna Tellosa, swego współobywatela. I wyjaśnił, że Tellos to człowiek uczciwy, że zostawił dzieci dobrej sławy, przeżył życie bez braku koniecznych do tego rzeczy, zginął w chwale w obronie ojczyzny.

Teraz już Solon wydał się Krezusowi dziwacznym prostakiem, że nie w bogactwie srebra i złota widzi miarę szczęścia, lecz ceni wyżej raczej życie prostego człowieka z ludu i jego śmierć niż siłę i władzę. Jednak znów go zapytał, czy po Tellosie zna kogoś innego szczęśliwszego. I Solon znów odrzekł, że owszem, zna Kleobisa i Bitona, wyróżniających się miłością wozu i matkę, nazywaną przez obywateli szczęśliwą i pełną radości, zawieźli do świątyni Hery: złożono ofiarę i pili, a następnego dnia już nie wstali, w tak dobrej sławie bez cierpień i smutków pomarli.

Tu, już bliski gniewu, Krezus mówi: „A nas nie zaliczasz wcale do ludzi szczęśliwych?" Na co Solon, nie chcąc ani schlebiać królowi, ani go dalej drażnić: „Królu lidyjski! Ateńczykom bóg dał we wszystkim umiar. I pewnej mądrości, niezuchwałej, jak się zdaje, lecz obywatelskiej, nie królewskiej, ani wystawnej, posiadamy zadowalającą miarę. Ta zaś widząc, że życie podlega różnego rodzaju przypadkom, nie pozwala za dużo sobie myśleć i podziwiać szczęście człowiecze, podlegające chwilom zmiany. Każdego bowiem czeka przyszłość nieprzewidzianie zmienna. Szczęśliwym więc nazywamy tego, komu bóg dał powodzenie do końca. A szczęście człowieka, póki on żyje i podlega jeszcze zagrożeniu, jest niepewne i nieuzasadnione, jakby przyznawanie zwycięstwa i wieńca już komuś, kto jeszcze o nie walczy". Tyle Solon. I oddalił się stamtąd zostawiając Krezusa w zmartwieniu, ale bez przekonania. Wtedy to bajkopisarz Ezop, który właśnie był także w Sardach zaproszony tam przez Krezusa i cieszył się dużym uznaniem, zmartwiony, że Solona nie spotkało życzliwe przyjęcie, pocieszając go powiedział: „Tak, Solonie! Z królami trzeba mówić jak najzwięźlej albo jak najpochlebniej!" Na co Solon odrzekł: „Jak najzwięźlej albo jak najuczciwiej!" Tym razem więc Krezus zlekceważył Solona.

Kiedy jednak popadł w wojnę z Cyrusem90, został pokonany i stracił swe miasto, a sam pojmany żywcem miał być spalony na stosie, i kiedy związany wstępował na stos w obecności wszystkich Persów i samego Cyrusa, wtedy, jak tylko daleko głos jego mógł dotrzeć, zawołał z całej siły: „O, Solonie, Solonie, Solonie!"

Zdziwiony tym Cyrus posłał ludzi mających się dowiedzieć, co to za człowiek czy bóg ten Solon, którego w nieuniknionym nieszczęściu jedynie wzywa. A Krezus, nie ukrywając niczego, powiedział: „To z mędrców greckich jeden, którego zaprosiłem, nie żeby go słuchać czy czegoś się od niego chcieć uczyć, czego bym potrzebował, lecz żeby odchodził jako naoczny świadek mojego ówczesnego szczęścia, którego strata okazała się większym złem niż posiadanie dobrem. Bo słowem tylko i mniemaniem było dobro posiadania. Zmianę tego szczęścia na straszne cierpienia i okropne nieszczęścia potwierdza ostateczna rzeczywistość. I tak ten człowiek w ówczesnej mojej sytuacji przewidując możliwość bieżącej nakazywał patrzeć na koniec życia, a nie chełpić się zuchwale niepewnymi złudami".

Doniesiono to Cyrusowi. Ten zaś, mądrzejszy od Krezusa, widząc na jego przykładzie prawdziwą moc słów Solona, nie tylko uwolnił Krezusa, ale póki żył, otaczał nawet czcią.

Solon zaś cieszył się sławą, że jednym słowem tego króla ocalił, a tego nauczył mądrości.

Plutarch, Żywoty sławnych mężów
tłumaczenie: Mieczysław Brożek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.