wtorek, 7 maja 2013

Przypowieść o Don Kichocie


1.
Oto Don Kichot,
cień człowieka,
na chudej chabecie,
kopią przebija
nieboskłon.

Kłaniają mu się wiatraki
jak potwór stugłowy.

Zmyślonego czarownika Frestona
co krok odgaduje
w zdarzeniach
codziennych.

W myślach jego królową
niejaka Dulcynea,
dziewucha, co śpiewa w polu
przy znojnej robocie.

Dla mej krzyczy po nocach.
Wyznania od serca układa.

Nie wyszedł z ogrodu
chłopięcej wyobraźni.
Poznaje kraj
inny od romansów
i niepodobny
do rodzimej La Manchy.

Giermek Sancho Pansa
srodze dziwi się temu.
To on stąpa twardo po ziemi,
choć na ośle jeździ.

Pan fruwa w obłokach
romantycznych rojeń.
Sługa ciągnie go w dół
ku prozie życia.

Dwie połowy jednej całości -
niepełnej.

Miquel Cervantes de Saavedra,
jednoręki urzędnik podatkowy,
wymyślił ich
na swoją chwałę,
a utrapienie nasze.

Lecz tacy też potrzebni,
bo pokazują świat fantazji,
co się układa
w metaforę życia
ciągle niezgłębioną.

2.
Przykład dla zgorzkniałych
stanowi to duże dziecko
w zbroi,
mądre naiwnością
i naiwne mądrością.

Rycerz błędny
bezbłędnie przemierzający świat.

Oczarowany nim
na amen.

ks. Janusz A. Kobierski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.