Janowi LebensteinowiObawiamy się za wcześnie: nieulaczalnych chorób,
trzęsienia ziemi, nagłej podroży,
spóźnionych telegramów - i wzroku, wbitego
w nasz kark
a to wszystko przychodzi w swoim czasie,
bez większego pośpiechu - i bez opóźnienia,
dokładnie wtedy, kiedy wybija jego godzina,
niekoniecznie od razu w swej ostatecznej postaci,
łagodnie i bezszelestnie, bez zostawiania śladów w sypkim pejzażu
jak godzina odjazdu pociągu
albo pójścia do kina.
Ryszard Krynicki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.