sobota, 1 czerwca 2013

Budda i "ja" - czyli jak osiągnąć trwałe szczęście


Gdyby ktoś zapytał co robisz, mógłbyś odpowiedzieć: „Wbijam gwóźdź” lub „Szukam absolutnej prawdy”. Jednak wszystko co rzeczywiście mówisz to: „Próbuję poczuć się tak dobrze, jak tylko potrafię”. Ligotti CATHR

Obserwacja psychologiczna Ligottiego jest trafna, jesteśmy świadomymi, czującymi istotami, i czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie - a bardzo często tak bywa, że nasza fundamentalna motywacja kierująca wszystkimi naszymi działaniami ginie w mrokach niewiedzy – działamy w oparciu o zasadę bólu i przyjemności. Wiedza o tym nie jest bynajmniej odkryciem współczesnej psychologii, już choćby Epiktet rozpoznał, że cechuje nas naturalna niechęć do popadnięcia w sprzeczność, jeżeli coś robimy to tylko dlatego, że albo tym działaniem chcemy uzyskać przyjemność, albo też uniknąć cierpienia. Nie jest możliwe by świadoma istota podjęła się działania o którym wie, że przyniesie jej cierpienie, gdy ma możliwość jego uniknięcia. Jeżeli podejmuję się działania o którym wiem, że przyniesie mi cierpienie, to tylko dlatego, że nie widzę alternatywy, i wszystkie inne wybory wiążą się z jeszcze większym cierpieniem.

Pewnym czytelnikom może się wydać, że masochizm jest wyjątkiem z tej zasady, jednakże w tym wypadku po prostu przyjemność czerpana z zadawania sobie bólu jest większa niż sam ból. Po dokonaniu tej uwagi o naturalnej awersji jaką ludzie odczuwają przed popadnięciem w sprzeczność z zasadą bólu i przyjemności, Epiktet zauważa, że jednak bardzo często ludziom nie udaje się osiągnąć tego co tak pragną, szczęścia. I przyczynę tego słusznie widzi on w ignorancji – zwykle ludzie nie zdają sobie w pełni sprawy z konsekwencji swych czynów i to co miało przynieść im szczęście jest przyczyną ich cierpienia. Weźmy bardzo toporny przykład, przestępca kradnąc, czy na drodze rozboju, wchodzi w posiadanie materialnych dóbr które miały mu, według niego, zapewnić przyjemność, czy to przyjemność samego posiadania, czy też posłużyć do zapewnienia miłego i lekkiego życia. Jednak zostaje złapany i następne piętnaście lat spędza w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Nie to planował. Oczywiście może być i tak, że ktoś popełnia przestępstwo by się dostać do więzienia, jeżeli na przykład nie ma gdzie spędzić najbliższej zimy – ale to tylko potwierdza naturalną dążność do wyboru opcji z jak najmniejszym cierpieniem. By zilustrować rolę ignorancji przy podejmowaniu działania, jako że nasz artykuł dotyczy Nauki Buddy, posłużmy się przykładem z tej dziedziny.

Wielu ludzi, w pogoni za przyjemnością, pragnąc swojego szczęścia, łamie podstawowe zasady etyczne, zabija, kradnie, kłamie, śpi z cudzymi żonami czy też pije alkohol. Weźmy ten ostatni przypadek. Ktoś może powiedzieć: „Owszem, są ludzie którzy nie powinni pić alkoholu, gdyż stają się po nim lekkomyślni albo agresywni, ale na mnie alkohol działa bardzo uspokajająco, nie widzę w nim większego zagrożenia”.

Znający Sutty widzą, że ten człowiek argumentuje pod wpływem ignorancji – nie wie o wszystkich niebezpieczeństwach swego działania - jak nas zapewnia Budda, konsekwencje systematycznego picia alkoholu są bardzo bolesne, mianowicie zejście do piekła, albo odrodziny w świecie zwierząt, albo w najlepszym wypadku choroba psychiczna. I tu od razu widzimy jak bardzo ważną sprawą w życiu jest wiara. Działamy w oparciu o skalę bólu i przyjemności o której wiemy. Wiedza o istnieniu piekieł jednakże, większości ludzi nie jest dana, w piekło się wierzy albo też nie. Tak samo jest z prawem działania zwanym potocznie prawem karmy. Owszem, będąc ludźmi na pewnym poziomie możemy aprobować kodeks etyczny oparty na nie łamaniu pięciu wskazań, z wielu różnych powodów. Jednak czasami może się zdarzyć, że przyjemność jaką możemy osiągnąć przez dane konkretne działanie jest tak duża w naszej skali wiedzy o bólu i przyjemności, że łamiemy wskazanie. Podam przykład z życia:
Erdemović – powiedział – jeśli nie chcesz tego zrobić, przejdź tam i stań razem z więźniami, żebyśmy mogli zastrzelić i ciebie. Daj mi swój karabin maszynowy".
Drażen z pewnością natychmiast zrozumiał, że oficer mówi serio. Był zmieszany, nie spodziewał się takiej reakcji. Przez krótką chwilę miał nadzieję, że będzie się mógł z tego wyplątać, jeśli po prostu powie „nie”. Czego się spodziewał? Pamiętał opowieść o wcześniejszym wypadku nieposłuszeństwa, kiedy to z rozkazu podpułkownika Pelemiśa został rozstrzelany żołnierz, i zrozumiał, że jest za późno, żeby powiedzieć „nie”. Powinien to zrobić dawno temu. Serce biło mu tak mocno, że nie słyszał nic porucz jego walenia. Może przez minutę, może nawet krócej, Drażen po prostu tam stał z kałasznikowem w rękach. Przez głowę przemknęła mu myśl, żeby uciec do lasu. Ale ujrzał przed sobą twarz żony i poczuł się bezradny. W każdej chwili mogli się zemścić na niej i na niemowlęciu. Odpowiadał za trzy życia. To była wymówka, fakt. Prawda była taka, że okazał się tchórzem i wiedział o tym, ale co jeszcze mógł zrobić? Gojković nie wahałby się przed wydaniem rozkazu zastrzelenia go, a Pero zrobiłby to z radością, choć Drażen nie wiedział, co Pero może mieć przeciwko niemu. Może Drażen musiał traktować groźbę Gojkovicia poważnie, ponieważ nie był czystej krwi Serbem?
Dowódca nie patrzył więcej na niego, jak gdyby nie obchodziła go decyzja Drażena. Rozkazał żołnierzom zająć pozycję, a więźniom uklęknąć. Drażen wybrał miejsce na końcu oddziału. Serce nadał głośno mu biło, kiedy celował w starszego mężczyznę, którego twarzy na szczęście wcześniej nie widział. Gorączkowo rozważał, co zrobić. Oczywiście, mógłby strzelić między dwoma więźniami. Ale jego więzień i tak musiałby zostać zabity. W pewien sposób umierałby dwa razy. Poza tym ich pluton egzekucyjny był niewielkim oddziałem, złożonym z zaledwie dwunastu żołnierzy, i gdyby Drażen nie mierzył dobrze, zostałoby to natychmiast zauważone. Dowódca dowiedziałby się i zastrzelił go. Nie, musi dobrze mierzyć. Wtedy padł rozkaz: „Ognia!”, i mężczyzna znikł z pola widzenia Drażena. Pamiętał tylko, że jego pierwsza ofiara miała na sobie szarą koszulkę. Drażen zamknął oczy i próbował się uspokoić. Ale przed nim stali już nowi więźniowie. Jeden z nich krzyknął: „Pieprzcie się, cholerne ...” ale już nie zdążył dokończyć zdania, kiedy padł kolejny rozkaz: „Ognia!” Teraz już Drażen strzelał co parę minut, nie zastanawiając się zbytnio, co robi.
Drakulić Oni nie zabiliby nawet muchy s 129-130

Z pewnością opisana tu sytuacja nie jest codzienna, jednak przez swoją drastyczność dobrze ilustruje to co chcę przekazać. Drażen dokonuje wyboru kierowany strachem. To normalne, jednak gdyby na miejscu Drażena został postawiony szlachetny uczeń Buddy, wybrałby własną śmierć. I co ważniejsze, bardzo możliwe, że nie z innych powodów niż Drażen – też by się bał. Tego popołudnia zastrzelił on około siedemdziesięciu ludzi, to bardzo spore obciążenie karmiczne, wobec którego danie się zastrzelić, aczkolwiek nieprzyjemnie i bolesne, wydaje się całkiem naturalną i oczywistą decyzją. Owszem, ta decyzja byłaby naturalna i oczywista, ale tylko w przypadku wierzącego w prawo działania. Taki ktoś wybrałby po prostu mniejszy ból.

Na pytanie, zatem, czym jest Nauka Buddy, możemy odpowiedzieć, że jest zbiorem informacji o rzeczywistej skali przyjemności i bólu, w granicach której operujemy, a z której nie zdajemy sobie sprawy, gdyż jest to na naszym obecnym poziomie, poza obrębem naszej bezpośredniej wiedzy. Zbiorem informacji oraz instrukcji, gdyż Sutty nie tylko informują nas o przyjemności o której nie mieliśmy uprzednio pojęcia, ale też dostarczają metod, jak tą przyjemność osiągnąć. Bo oczywiście przykład z piekłem to jedna strona medalu, z drugiej strony jest szczęście do którego my wszyscy, jako czujące istoty dążymy. I któż z nas pogardziłby trwałym szczęściem, gdyby tylko wiedział jak je osiągnąć? W oparciu o wiedzę o zasadzie ból/przyjemność, całkiem śmiało możemy powiedzieć: nikt.

Jeżeli zatem zajmujemy się uzyskaniem przyjemności, samo to nie jest niczym przeciwko czemu Budda by oponował. Przeciwnie, rozumie on nasze dążenie i nie ma nic przeciwko niemu. Dla Buddy, problem nie leży w dążeniu do przyjemności, gdyż jak już to zauważyliśmy, tego uwarunkowania nie da się przeskoczyć, jesteśmy skazani na poszukiwanie przyjemności. Problem leży tylko w tym, abyśmy poszukiwali przyjemności w sposób inteligentny, byśmy umieli poprawnie zdefiniować czym jest przyjemność. Inaczej, podając błędne definicje przyjemności, gdy się im oddamy, czeka nas tylko rozczarowanie, jeżeli nasza definicja określa za przyjemne to co nietrwałe.

"Powinien wiedzieć jak zdefiniować przyjemność i znając to powinien oddać się własnej przyjemności", to zostało powiedziane, a odnośnie do czego to zostało powiedziane?

Mnisi, jest pięć strun zmysłowych przyjemności. Jakich pięć? Materialne formy poznawane przez oko, upragnione, pożądane, miłe i lubiane, połączone ze zmysłowymi pragnieniami, prowokujące pożądanie. Dźwięki poznawane przez ucho ... Zapachy poznawane przez nos ... Smaki poznawane przez język ... Dotyki poznawane przez ciało ... Takie jest pięć strun zmysłowych przyjemności. Przyjemność i radość powstająca dzięki tym pięciu strunom zmysłowych przyjemności nazywa się zmysłową przyjemnością, która jest odrażającą przyjemnością, podrzędną przyjemnością, nieszlachetną przyjemnością. O takim rodzaju przyjemności mówię, że nie powinna być kultywowana, że nie powinna być ustawicznie praktykowana i że powinno się jej obawiać.

Tu mnisi, całkowicie odłączony od zmysłowych przyjemności, odłączony od niekorzystnych rzeczy, mnich wkracza i trwa w pierwszej jhanie z towarzyszącymi temu myśleniem i rozważaniem i z błogością i przyjemnością zrodzonymi z odosobnienia. Z uspokojeniem myślenia i rozważania wkracza on i trwa w drugiej jhanie, z pewnością siebie i zjednoczonym umysłem, bez myślenia i rozważania z błogością i przyjemnością zrodzonymi z koncentracji. Z zanikiem błogości trwając w równowadze uważny i w pełni rozważny, ciągle odczuwając przyjemność cielesną, wkracza i trwa w trzeciej jhanie o której szlachetni mówią: „Ten ma przyjemne przebywanie kto zrównoważony i uważny”. Z porzuceniem przyjemności i bólu, po uprzednim zaniku radości i smutku wkracza on i trwa w czwartej jhanie, charakteryzującej się ani-bólem-ani-przyjemnością i czystością umysłu dzięki równowadze. To nazywa się przyjemnością wyrzeczenia, która jest przyjemnością odosobnienia, przyjemnością spokoju, przyjemnością oświecenia. O takim rodzaju przyjemności mówię, że powinna być kultywowana, że powinna być ustawicznie praktykowana i, że nie powinno się jej obawiać. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane: „Powinien wiedzieć jak zdefiniować przyjemność i znając to powinien oddać się własnej przyjemności”. M 139

Oczywiście, ma rację ten, kto powie, że jhany jako takie też są nietrwałe. Czyżby sam Budda mylił się dając błędną definicję przyjemności? Oczywiście nie. Przede wszystkim przyjemność medytacji nie ma „skutków ubocznych” nierozerwalnie związanych ze zmysłowymi przyjemności, a fundamentalnym „skutkiem ubocznym” zmysłowych przyjemności jest kontynuacja samsary dla tego kto się im oddaje. Jhany natomiast nie tylko zapewniają nam przyjemne przebywanie tutaj i teraz, ale także kładą fundament pod wgląd, że nibbana jest wstrzymaniem istnienia, czyli stanowią bazę w oparciu o którą możemy osiągnąć trwałą przyjemność. Także, ostateczna i oczywiście poprawna definicja przyjemności i szczęścia, zostaje podana przez Buddę w taki sposób:

Przyjemna jest beznamiętność
w świecie, wydostanie się poza zmysłowość.
Ale wstrzymanie wyobrażenia "jestem"
to najwyższa przyjemność.

Z pewnością nie jest to definicja szczęścia i przyjemności, która mogłaby liczyć na jakąś większą popularność w świecie. Powód jest prosty, większość ludzi, nawet jeżeli uważa się za buddystów - cokolwiek miałoby to znaczyć – nie ma wglądu w Cztery Szlachetne Prawdy, nie widzi tego co rzeczywiście jest cierpieniem, ani też tym samym, nie widzi kresu cierpienia. Bo jak ludzie mogą dostrzec to o czym mówi Budda, skoro zmysłowe przyjemności i pragnienie istnienia są w świecie akceptowane jako coś naturalnego i oczywistego?

I tu znów wkracza wiara. W oparciu o nią, podejmujemy się takich rzeczy jak wstrzemięźliwość oraz innych działań, zalecanych nam przez Buddę. W marę upływu czasu, nasza wizja staje się coraz jaśniejsza, aż w pewnym momencie pojawia się u nas oko Dhammy i nasze zdanie o tym co jest przyjemnością i co jest cierpieniem jest całkowicie zgodne z Dhammą. Co trzeba podkreślić, ta wiedza o prawdziwej przyjemności, nie jest poglądem racjonalnym, który bazuje na logicznym myśleniu. To wizja silnie zakorzeniona na poziomie emocjonalnym, gdzie wszystko co nietrwałe widzimy jako bolesne i w swym dążeniu do szczęścia, nie pokładamy w tym żadnych nadziei.

Jak powiada czcigodny Nanavira „Jest szczęście i szczęście, i inteligentny człowiek będzie przedkładał trwałe nad czasowym”. I dokładnie tak jest w przypadku sotapanny, który swe szczęście widzi w realizacji wygaszenia, nibbany. Dysponuje on specyficznym rodzajem inteligencji, którą śmiało możemy nazwać ariya – szlachetną. Skoro wszystkie świadome istoty dążą do szczęścia, inteligencja która pozwala na osiągnięcie trwałego szczęścia zasługuje na miano szlachetnej.

Przewodnik po ścieżce arahata – to coś co jest nam niezbędne, zarówno do wyrobienia sobie tej inteligencji jak i do realizacji pełnego szczęścia, czyli zostania arahatem. Tym przewodnikiem są Cztery Szlachetne Prawdy. Struktura Prawd jest taka, że pierwsze dwie opisują doświadczenie puthujjana, przeciętniaka bez wglądu w Prawdy, czyli bez inteligencji ariya, a trzecia i czwarta prawda dotyczą arahata, który ma nie tylko wgląd w Prawdy, ale też je w pełni zrealizował. Tu mała dygresja dla słabo obeznanych z Nauką Buddy: arahat i nibbana to synonimy.

Naszym zadaniem, jako tych którzy pragną szczęścia jest zrozumienie doświadczenia puthujjany, poznania gdzie popełnia on błąd w swych poszukiwaniach szczęścia, oraz zrozumienie arahata, tego kto osiągnął trwałe szczęście. Innymi słowy, ogłaszając Cztery Szlachetne Prawdy, Budda wyznaczył sobie zadanie, mianowicie, pomóc nam w transformowaniu naszego doświadczenia puthujjany w doświadczenie arahata. W tym celu drugą i trzecią Prawdę, możemy oddać przez strukturalny zapis:

A czym jest szlachetna prawda o powstaniu cierpienia? Z ignorancją jako warunek, determinacje, z determinacjami jako warunek, świadomość, ze świadomością jako warunek, imię-i-materia, z imieniem-i-materią jako warunek, sześć baz, z sześcioma bazami jako warunek, kontakt, z kontaktem jako warunek, uczucie, z uczuciem jako warunek, pragnienie, z pragnieniem jako warunek, utrzymywanie, z utrzymywaniem jako warunek, istnienie, z istnieniem jako warunek, narodziny, z narodzinami jako warunek, starość i śmierć, żal, płacz, ból, smutek i rozpacz dochodzą do istnienia; takie jest powstanie tej całej masy cierpienia. To jest nazywane szlachetną prawdą o powstaniu cierpienia.
A czym jest szlachetna prawda o wstrzymaniu cierpienia? Ze wstrzymaniem ignorancji, wstrzymanie determinacji, ze wstrzymaniem determinacji, wstrzymanie świadomości, ze wstrzymaniem świadomości, wstrzymane imienia-i-materii, ze wstrzymaniem imienia-materii, wstrzymane sześciu baz, ze wstrzymaniem sześciu baz, wstrzymane kontaktu, ze wstrzymaniem kontaktu, wstrzymane uczucia, z wstrzymaniem uczucia, wstrzymane pragnienia, ze wstrzymaniem pragnienia wstrzymane utrzymywania, z wstrzymaniem utrzymywania, wstrzymane istnienia, ze wstrzymaniem istnienia wstrzymane narodzin, ze wstrzymaniem narodzin, wstrzymane starości i śmierci, żalu, płaczu, bólu, smutku i rozpaczy; tak oto wstrzymana zostaje ta cała masa cierpienia. To jest nazywane szlachetną prawdą o wstrzymaniu cierpienia. AN III,61

Powtarzając, z ignorancją jako warunek … jest opisem doświadczenia zwykłego człowieka. Ze wstrzymaniem ignorancji … jest opisem arahata. I to właśnie zrozumienie tego, wgląd we współzależne powstawanie jest tym co daje nam inteligencję ariya. Zrozumienie współzależnego powstawania jest zatem sprawą najwyższej wagi, i niestety jak wszystko co cenne i wartościowe nie jest łatwe do osiągnięcia. Nie mniej jest to właśnie ta rzecz na której powinniśmy się skupić o ile rzeczywiście pragniemy własnego szczęścia wiążąc swe nadzieje na nie z Nauką Buddy. Budda ostrzegając nas i informując o skali trudności tego zadania jednocześnie daje pewną podpowiedź na czym powinniśmy się skoncentrować, co jest kluczem do współzależnego powstawania. I tak w M 26 Budda mówi:

Pomyślałem: „Ta Dhamma, którą osiągnąłem jest głęboka, trudna do zobaczenia i trudna do odkrycia. To najspokojniejszy i nadrzędny cel ze wszystkich, nieosiągalna przez zaledwie rozumowanie, subtelna i do doświadczenia przez ludzi mądrych. Ale to pokolenie polega na przywiązaniu, gustuje w przywiązaniu, rozmiłowuje się w przywiązaniu. Jest trudnym dla takiego pokolenia zobaczenie prawdy, mianowicie specyficznego uwarunkowania, współzależnego powstawania. I jest trudno zobaczyć tą prawdę, mianowicie uspokojenie wszystkich determinacji, uwolnienie się od posiadłości, wyczerpanie pragnienia, zanik pożądania, wstrzymanie, wygaszenie”.

Determinacje – sankhara – jak widzimy są bardzo ważnym terminem, nierozerwalnie związanym ze współzależnym powstawaniem, bez należytej wiedzy o determinacjach, wiedza o współzależnym powstawaniu wydaje się niemożliwa.

Na wiele sposobów, Dhamma opisuje naturę rzeczywistości, która jest niezmienna w czasie i przestrzeni, jednym z nich jest właśnie współzależne powstawanie.
A czym jest, mnisi, współzależne powstawanie? Z narodzinami jako warunek, starość i śmierć (dochodzą do pozytywnego istnienia), czy Tathagatowie pojawiają się, czy nie ma pojawienia się Tathagatów, ten element natury, ta stabilność Dhammy, te swoiste uwarunkowanie ciągle pozostaje właśnie takim, Tathagata przejrzał i poznał to. To osiągnąwszy, wyjaśnia to, naucza tego, proklamuje, ustanawia, ukazuje, analizuje, naświetla to i mówi: „Zobacz! Z narodzinami jako warunek, starość i śmierć!” SN 12: 2O

Potoczne zrozumienie śmierci u przeciętnego człowieka jest takie, że nic nie da się zrobić, trzeba umrzeć. Takie podejście wynika z braku wglądu w nietrwałość. Przyjrzyjmy się tej relacji: z narodzinami jak warunek, starość i śmierć. Kiedy to jest – to jest, śmierć występuje tylko wtedy gdy są narodziny, i tak narodziny są determinacją śmierci. Są rzeczą która determinuje istnienie śmierci. I tu widzimy, że choć słowa Jezusa: „Ktokolwiek podąży za moim nauczaniem nie zazna nigdy śmierci”, aczkolwiek spotkały się z całkowitym niezrozumieniem u słuchaczy, nie są wcale takie absurdalne jak mogłoby się wydawać, śmierci faktycznie można uniknąć, ponieważ jak widzimy, nie jest czymś absolutnym, a tylko rzeczą współzależnie powstałą, a zatem śmierć jest nietrwała, determinowania i powstała współzależnie od determinacji (narodzin) i gdyby nie było narodzin, nie byłoby i śmierci. Tu mała dygresja - cytat wielkiego nauczyciela Ajahn Chah, pozwalający nam żywić przekonanie, że rzeczywiście widział on współzależne powstawanie bezpośrednio:
Narodziny i śmierć są nierozerwalne. Nie możesz mieć jednego bez drugiego. To dość zabawne, widzieć jak przy śmierci ludzie płaczą i smucą się, a przy narodzinach są szczęśliwi i radośni. To złudzenie. Myślę, że jeżeli rzeczywiście chcesz płakać, byłoby lepiej robić to gdy ktoś się rodzi. Płacz u korzenia, ponieważ gdyby nie było narodzin, nie byłoby śmierci. Czy potrafisz to zrozumieć?

Czy potrafimy to zrozumieć? To właśnie problem. Nie widząc współzależnego powstawania, niestety nie widzimy że:
Mnisi, czy Tathagatowie pojawiają się, czy nie ma pojawienia się Tathagatów, ma miejsce ten element natury, ta stabilność Dhammy: „Wszystkie determinacje są nietrwałe”.
Tathagata przejrzał i poznał to. To osiągnąwszy, wyjaśnia to, naucza tego, proklamuje, ustanawia, ukazuje, analizuje, naświetla to i mówi: „Wszystkie determinacje są nietrwałe”.
Mnisi, czy Tathagatowie pojawiają się, czy nie ma pojawienia się Tathagatów, ma miejsce ten element natury, ta stabilność Dhammy: „Wszystkie determinacje są cierpieniem”.
Tathagata przejrzał i poznał to. To osiągnąwszy, wyjaśnia to, naucza tego, proklamuje, ustanawia, ukazuje, analizuje, naświetla to i mówi: „Wszystkie determinacje są cierpieniem”.
Mnisi, czy Tathagatowie pojawiają się, czy nie ma pojawienia się Tathagatów, ma miejsce ten element natury, ta stabilność Dhammy: „Wszystkie rzeczy są nie-ja”.
Tathagata przejrzał i poznał to. To osiągnąwszy, wyjaśnia to, naucza tego, proklamuje, ustanawia, ukazuje, analizuje, naświetla to i mówi: „Wszystkie rzeczy są nie-ja”. AN III,136
Starość i śmierć, mnisi są nietrwałe, determinowane, współzależnie powstałe, są podmiotem destrukcji, zaniku, przemijania i wstrzymania. SN 12:20

Możemy więc powiedzieć, że zwykły człowiek nie widzi współzależnego powstawania, nie widzi tego, że:

wszystkie determinacje są nietrwałe
wszystkie determinacje są cierpieniem
wszystkie rzeczy są nie-ja

Współzależne powstawanie to: z narodzinami jako warunek, starość i śmierć.

Nie widzenie nietrwałości to nie widzenie, że narodziny determinacja starości i śmierci, są nietrwałe, determinowane, powstałe współzależnie.

Nie widzenie cierpienia to cieszenie się z narodzin, gdy jak to jasno określił Ajahn Chah, jeżeli chcemy płakać nad czyjąś śmiercią, powinniśmy zapłakać przede wszystkim przy jego narodzinach.

Nie widzenie rzeczy jako nie-ja, to traktowanie śmierci osobiście: „ja umieram”.

Tu dochodzimy do serca ignorancji. Nie widząc nietrwałości wszystkich determinacji, u zwykłego człowieka pojawia się specyficzny rodzaj determinacji, determinowany oczywiście przez ignorancję. Chodzi o pogląd ucieleśniający, zwany inaczej poglądem na osobowość:

Tu mnisi, niepouczony przeciętniak ... uważa materię za ja. Takie mniemanie to determinacja. Ta determinacja – co jest jej źródłem, co jej powstaniem, z czego się rodzi i jest stworzona? Kiedy niepouczony przeciętniak jest kontaktowany przez uczucie zrodzone z kontaktu-ignorancji, powstaje u niego pragnienie, tak się rodzi ta determinacja. Mnisi, ta determinacja jest nietrwała, determinowana, powstała współzależnie, to pragnienie jest nietrwałe determinowane, powstałe współzależnie, to uczucie jest nietrwałe, determinowane, powstałe współzależnie, ten kontakt jest nietrwały, determinowany, powstały współzależnie i ta ignorancja jest nietrwała, determinowana, powstała współzależnie. Kiedy wie i widzi tak, mnisi, to realizuje bezpośrednie wyczerpanie skaz. SN 22: 81

Pogląd ucieleśniający, to sytuacja gdzie zwykły człowiek identyfikuje siebie, swe ja z jakimiś obiektami. „Ja” jest nierozerwalnie związane z procesem identyfikacji. Obszar identyfikacji to pięć agregatów utrzymywania: materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość. Wszystkie one są nietrwałe, cierpieniem i nie-ja, zatem nasza identyfikacja z nimi jest błędna i powinniśmy je wszystkie widzieć tak: „To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja”.

W buddyjskiej praktyce, chodzi o wyrobienie sobie percepcji nietrwałości, cierpienia i nie-ja. Puthujjana nie posiada tej percepcji co zezwala mu na identyfikowanie się z nietrwałymi rzeczami, przez co styka się on z cierpieniem, gdy dana identyfikacja w końcu okazuje się fałszywą. Ariya w treningu, choć wciąż utrzymuje się u niego postawa „jestem”, z uwagi na percepcję nietrwałości powstrzymuje się od wszelkich identyfikacji.

Tu bardzo ważnym dla nas jest zrozumienie, że idea Buddy nie-ja nie ma zbyt wiele wspólnego, z ideami obecnymi we współczesnej neuronauce, dowodzącymi braku ego. Znaczącym reprezentantem tej dziedziny nauki jest Metzinger. Proponuję się zapoznać z krótką uwagą Ligottiego na temat tego naukowca:
Co rozczarowuje, Metzinger mówi dalej, że „tragedia ego znika ponieważ nikt się nigdy nie urodził ani nikt nigdy nie umiera”. To twierdzenie jest zapożyczeniem z buddyzmu zen i traci nieco gdy przeniesione z klasztoru na uniwersytecką salę wykładową. W tradycjach oświecenia jedyną ulgą wobec naszego lęku przed śmiercią jest przebudzenie się z wytworzonego przez nasz mózg poczucia jaźni, w ten sposób eliminując to o czym błędnie myślimy, że tym jesteśmy, zanim nie jest za późno. Ale misją Metzingera jako naukowca-filozofa było oświetlenie neurologicznych mechanizmów czyniących ten cel niewykonalnym. Dlaczego więc, Metzinger mówi do audytorium o „tragedii ego”, o której ze wszelkim prawdopodobieństwem nikt ze słuchaczy nie myślał jako o tragedii zanim nie przyszedł na jego wykład, i jak się ona „rozwiązuje z powodu tego, że nikt nigdy się nie urodził i nikt nigdy nie umrze”? Ligotti CATHR

Możemy docenić ironię Ligottiego, faktyczne zwykły człowiek nie myśli o swoim ego w kategoriach tragedii. I warto zauważyć, że i dla Metzinegra nie jest to też jakaś większa tragedia, gdyż „nikt się nie rodzi ani nikt nie umiera”. Rozpad ciała dla Metzingera, kończy egzystencjalny dramat związany z iluzją ego.

Po pierwsze jednak, Metzinger popełnia fundamentalny błąd, podchodząc do świadomości od strony ciała. Jak słusznie zauważa Nanavira Thera:
Błędem jest podchodzenie do świadomości od strony ciała. Ale racjonalna nauka będąca esencjonalnie studium tego co publiczne, mianowicie materii, nie ma alternatywy. Prawa nauki to prawa materii i jeżeli te prawa są uniwersalnie ważne, to świadomość (czymkolwiek by nie była) musi z konieczności być podporządkowana materii. To co nauka przeocza i nie jest w stanie nie przeoczać, to fakt, że aby poznać ciało wpierw trzeba być świadomym ciała - ciało jest obiektem (wśród innych obiektów) świadomości i starać się dociekać świadomości od strony ciała, zamiast odwrotnie, to ustawiać karetę przed końmi. Świadomość idzie pierwsza i jeżeli ma być poznana musi być studiowana bezpośrednio (mianowicie w bezpośredniej refleksji).
Prawdopodobnie, by zmienił swe przekonania, Budda dałby Metzingerowi następującą radę:
To ciało składa się z czterech elementów, jest poczęte przez matkę i ojca podtrzymywane przez gotowany ryż i chleb, z natury jest nietrwałe, skazane na zużycie i zniszczenie, zanik i dezintegrację. Musi być uważane za nietrwałe, za cierpienie, za chorobę, za nowotwór, za drzazgę, za klęskę za dolegliwość, za obce, za dezintegrujące się, za pustkę, za nie-ja. Kiedy człowiek uważa je za takie, zaniechane zostaje pragnienia ciała, emocjonalne zaangażowanie w ciało i jego przyzwyczajenie do traktowania ciała jako podstawy pod wszelkie wnioskowanie. M 74
Jak widzimy ze współzależnego powstawania, tragedia ego ma miejsce. Z uwagi na ignorancję mamy do czynienia z postawą „jestem”. Jest „ktoś” (sakkaya) kto się urodził i kto umiera (przynajmniej we swym własnym mniemaniu, i mniemaniu tych, którzy także są ofiarami poglądu ucieleśniającego). I co trzeba podkreślić, ta struktura niewiedzy, mimo tego, że ignorancja sama w sobie jest też tylko determinacją, a zatem jest nietrwała, determinowana i powstała współzależnie, jest nad wyraz stabilna; musimy uczynić ważne rozróżnienie pomiędzy nietrwałością i stabilnością. Rzecz może być nietrwała i powstała współzależnie, przy jednoczesnym byciu stabilną, gdyż zależy od danej determinacji, i gdy to jest (dana determinacja) – to jest (rzecz nietrwała, determinowana i powstała współzależne). I oczywiście „gdy to jest” - determinowana przez „to”rzecz trwa, na przekór swej nietrwałości, a w przypadku ignorancji, jakkolwiek daleko byśmy sięgnęli pamięcią w tył, w naszym doświadczeniu sprzed wglądu w Cztery Szlachetne Prawdy - choćbyśmy posiadali zdolność pamiętania naszego doświadczenia sprzed miliarda lat - zawsze napotkamy ignorancję.

I tu pojawia się problem. Od czego zależy ignorancja, sprawiająca że struktura współzależnego powstawania jest tak stabilna, mimo swej nietrwałości? A jak wiemy (wierzymy) regres ignorancji jest nieskończony.
Najwcześniejszy punkt ignorancji, mnisi, się nie manifestuje: ”Przed tym, ignorancji nie było, po tym doszła do istnienia”. Mimo, że to zostało powiedziane, mnisi, to manifestuje się: „Z tym jako warunek, ignorancja”. Powiadam mnisi, że niewiedza również ma wspomaganie, nie jest bez wspomagania. AN X, 64
Czcigodny Sariputta w M 9 informuje nas, iż ignorancja zależy od skaz, skazy z kolei zależą od ignorancji. Co więcej, jedną ze skaz jest skaza ignorancji, co wymusza na nas zaakceptowanie faktu, że ignorancja determinuje sama siebie.

Zatem, używając potocznego języka, całkiem śmiało możemy mówić o pewnego rodzaju Absolucie, z zastrzeżeniem, że „absolutność” tego Absolutu, tylko taką się jawi, koło samsary nie jest zamkniętym kręgiem, bez możliwości ucieczki, ucieczka jak najbardziej jest możliwa, z tym, że śmierć ciała zupełnie nic wpływa na strukturę ignorancji. I jak powiada czcigodny Nanavira:
Tak długo jak są myśli „ja się urodziłem”, „ja umrę”, są narodziny i śmierć: tak długo jak pięć khandh jest saupadanaktoś” pojawia się i zanika.
Stwierdzenie Metzingera, zatem należy zmodyfikować; owszem możemy powiedzieć, że nikt się nie rodzi ani nikt nie umiera, jeżeli chodzi o arahata, który usunął ignorancję. Oto jak opisuje to Sutta M 140:
Mnichu "jestem" jest wyobrażeniem, „ jestem tym", jest wyobrażeniem, „będę”, jest wyobrażeniem, „nie będę”, jest wyobrażeniem, „będę materialny”, jest wyobrażeniem, „będę niematerialny", jest wyobrażeniem, „będę postrzegający”, jest wyobrażeniem, „będę nie-postrzegający”, jest wyobrażeniem, „będę ani-postrzegający-ani-nie-postrzegający”, jest wyobrażeniem. Wyobrażenie jest chorobą, wyobrażenie jest nowotworem, wyobrażenie jest drzazgą. Przez przekroczenie wszelkich wyobrażeń mnichu, jest on nazwany spokojnym mędrcem. A spokojny mędrzec jest niezrodzony, nie starzeje się i nie umiera, jest nieporuszony, niezaniepokojony. Bo nie ma w nim nic obecnego przez co mógłby się urodzić. Nie będąc narodzonym, jak mógłby się starzeć? Nie starzejąc się jak mógłby umrzeć? Nie umierając jak mógłby być poruszony? Nie będąc poruszonym jak mógłby być zaniepokojony?
I tak, Metzinger mówiąc, że nie ma problemu, ponieważ nikt się nie urodził i nikt nie umiera, stawia sprawę na głowie. Owszem jest cel buddyjskiej praktyki, realizacja wygaszenia - ale zwykły czlowiek jest daleki od jego zrealizowania. Cel ten jest osiągnięty przez Tathagatę, arahata:

Bahuna, to z uwagi na to, że Tathagata jest uwolniony, oderwany, i wyzwolony, od dziesięciu rzeczy, trwa on z umysłem wolnym od ograniczeń. Jakich dziesięciu? To z powodu, że Tathagata jest uwolniony, oderwany, i wyzwolony od materialnej formy, trwa on z umysłem wolnym od ograniczeń. To z powodu, że Tathagata jest uwolniony, oderwany, i wyzwolony od uczucia … percepcji … determinacji … świadomości … narodzin … starości … śmierci … cierpienia … skalań, trwa on z umysłem wolnym od ograniczeń. AN X, 81
Jak mówi Ligotti: My nie mamy po prostu doświadczeń – my je posiadamy. To jest to co znaczy być osobą. Bez wątpienia, każdy kto jest kimś, trzyma się tego artykułu wiary, nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznego rozebrania na kawałki rzeczywistości jaźni. Ale logika nie jest w stanie egzorcyzmować tego „ja”, które patrzy się na ciebie z lustra … CATHR
Zatem widzimy, że interpretowanie przekazu Buddy nie-ja jako nieistnienie ja jest zdecydowanie niepoprawnym uproszczeniem problemu cierpienia. A cierpienie zostaje wstrzymanie przez całkowite uwolnienie się od ego, dopiero z realizacją poziomu arahata.

Jednak to nie jedyny punkt rozbieżności pomiędzy Buddą i Metzingerem. Naukowiec ten zupełnie nie bierze pod uwagę dość prostego pytania: „Jak to możliwe, że w ogóle doszło do powstania tak skomplikowanego mechanizmu percepcyjnego, jak świadome ciało? W obecnych czasach wiara w Boga stworzyciela wydaje się coraz mniej popularna, nie mniej, jeżeli tylko zachowamy odpowiednią dozę obiektywizmu, musimy przyznać, że jakkolwiek absurdalna może się wydawać idea Boga stworzyciela, wyprowadzanie pochodzenia tak skomplikowanego mechanizmu jak świadome ciało, z nieożywionego błocka, w żaden sposób nie jest mniej absurdalne.

Według Buddy jednak odwieczna ignorancja jest niewiedzą o elemencie nie-determinowanym, który tak samo jak i ignorancja, nie ma początku …

Tu powiedzmy sobie jeszcze coś o sankhara, determinacjach. Z ignorancją jako warunek, determinacje. Słynna formuła Spinozy głosi „Omnis determinatio est negatio” . Weźmy wspomnianą przez nas determinację: „uważa ciało za ja”. Kiedy biorę się za ciało, narzucam sobie pewne granice, jestem tym ciałem, ale nie jestem otaczającymi to ciało rzeczami. I tak, sakkaya-ditthi – pogląd ucieleśniający, związany z procesem identyfikacji, jest określaniem granic, narzucaniem sobie skończoności.

Jednak jak zapewnia nas Budda i czego doznają ci którzy uzyskali wgląd w Cztery Szlachetne Prawdy, jest coś takiego jak element nie-determinowany, który charakteryzuje się właśnie brakiem granic:
Mnisi, są trzy nie-determinowane znaki nie-determinowanego. Jakie trzy? Początek się nie manifestuje, koniec się nie manifestuje, zmiana gdy obecne się nie manifestuje. AN III, 47
Ponieważ w tym artykule zajmowaliśmy się pytaniem jak ociągnąć trwałe szczęście, podsumujmy, że bycie osobą w czasie i przestrzeni, związane z narzucaniem sobie granic, poprzez identyfikację z pięcioma agregatami utrzymywania, jest stanem cierpienia i dla osoby żyjącej w czasie i przestrzeni niemożliwym jest zrealizowanie stanu wolnego od cierpienia.

Ligotti ironicznie zauważa: „Lekcja: 'Kochajmy nasze ograniczenia, gdyż bez nich nie pozostałby nikt aby być kimś'".

Problem w tym, że my właśnie to robimy, jesteśmy „kimś”. A właśnie stanie się „nikim”, daje pełnię szczęścia. Jednak wiedza o szczęściu, o elemencie nie-determinowanym, dostępna jest tylko szlachetnym. Stąd też dominująca rola chciwości, nienawiści i złudzenia na tym świecie. Złudzenie, którego innym imieniem jest ignorancja jest wszechpotężne, jego ofiarą poda sam Metzinger, było nie było autor książki „Being No One”. A my jeżeli chcemy pogłębić zrozumienie idei anatta i chcemy poszukać drogowskazu również poza Suttami, zdecydowanie powinniśmy się zwrócić o pomoc do Ojców Pustyni, nie do Metzingera.

I tak, na potrzeby tego artykułu, który było nie było, jest materiałem popularnonaukowym, traktującym pewne sprawy z uproszczeniem, możemy powiedzieć, że punktem porozumienia zwykłego człowieka pragnącego szczęścia, z Buddą, jest koncepcja jestem. Nasze szczęście, jak mówi nam Budda, kryje się w zaprzestaniu narzucania sobie granic, określania siebie, ucieleśniania, poprzez identyfikację z ciałem i innymi nietrwałymi rzeczami, jak uczucia, percepcje, intencje. Takie uspokojenie determinacji, kończy, jakby to powiedział pewien autor, przygodę świadomości w świecie. Ta odwieczna przygoda jest stanem cierpienia, gdyż w świecie czeka nas starość i śmierć. Wraz ze wstrzymaniem determinacji, następuje wstrzymanie świadomości, i otwiera się przed nami niczym nie-determinowana pustka.
Rozumie on tak: "Cokolwiek jest determinowanego i wytworzonego mentalnie jest to nietrwałe i ulegające wstrzymaniu". Kiedy wie on i widzi w ten sposób jego umysł jest wyzwolony ze skazy zmysłowego pragnienia, ze skazy istnienia i ze skazy ignorancji. Gdy wyzwolony, przychodzi wiedza: "Jest wyzwolony". Rozumie on tak: "Narodziny są wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było wykonać zostało wykonane,  nigdy więcej tego stanu istnienia". Rozumie on tak: "Zakłócenia, które były obecne zależnie od skazy zmysłowego pragnienia są tu nieobecne, zakłócenia, które były obecne zależnie od skazy istnienia są tu nieobecne, zakłócenia, które były obecne zależnie od skazy ignorancji są tu nieobecne, obecna jest tu tylko ta ilość zakłóceń (nie-pustka), mianowicie witalne determinacje jako warunek zależne od (obecności) tego ciała z jego sześcioma bazami. Rozumie on: "To pole percepcji jest puste od skazy zmysłowego pragnienia". Rozumie on: "To pole percepcji jest puste od skazy istnienia". Rozumie on: "To pole percepcji jest puste od skazy ignorancji. Jest tu tylko ta ilość zakłóceń (nie-pustka), mianowicie witalne determinacje jako warunek zależne od (obecności) tego ciała z jego sześcioma bazami". Tak widzi on za puste to co nieobecne, ale to co obecne rozumie tak: "To wciąż jest obecne". I to jest dla niego zejście w pustkę, zgodnie z rzeczywistością, bez przekłamań w znaczeniu i czyste.
Jacykolwiek mnisi i bramini w przeszłości weszli i trwali w pustce oczyszczonej i nieprzezwyciężonej przez nic innego, wszyscy oni weszli i trwali w tej samej pustce co czysta i nieprzewyższona przez nic innego. Jacykolwiek mnisi i bramini w przyszłości wejdą i będą trwali w pustce oczyszczonej i nieprzezwyciężonej przez nic innego, wszyscy oni wejdą i będą trwali w tej samej pustce co czysta i nieprzewyższona przez nic innego. Jacykolwiek mnisi i bramini teraz wchodzą i trwają w pustce oczyszczonej i nieprzezwyciężonej przez nic innego, wszyscy oni wchodzą i trwają w tej samej pustce co czysta i nieprzewyższona przez nic innego. Zatem Anando powinieneś trenować się tak: 'Wejdę i będę trwał w pustce co czysta i nieprzezwyciężona przez nic innego'". M 121
Jak widzimy, o ile poprzez narzucanie sobie granic, następuje indywidualizacja doświadczenia, gdzie jestem „ja” i „ty” oraz „moje” i „twoje”, wszystkie różnice znikają wraz z pełną realizacją Czterech Szlachetnych Prawd. Szczęście jest jedno.

Co to jest? Jak to jest? Czy próba odpowiedzi na te pytania nie byłaby definiowaniem tego co niedefiniowalne?

Nie zapominajmy, że „definicja” i „finis” z jednego korzenia! - ostrzega nas Stanisław Lec. Albo podchodząc do tego od strony już tu przeze mnie rekomendowanych Ojców Pustyni, stan pełnego szczęścia jest milczeniem ust, myśli, i serca. Nie da się opisać słowami takiego milczenia. Ale niemożność opisu nie oznacza niemożności doświadczenia tego stanu. Czy jednak potrafimy rozpoznać własne szczęście? Czy wiara w Naukę Buddy okaże się silniejsza od pragnienia istnienia?

Ponieważ nasze zniewolenie sięga nieskończoności w tył i jak do tej pory okazywaliśmy się „odporni” na pomoc Buddów, których od czasu do czasu spotykaliśmy na swojej drodze, nie sposób być optymistą. Pragnienie bycia „kimś” to potężna siła nie pozwalająca nam rozpoznać własnego szczęścia. Ale w sumie samsara jest sprawiedliwa: pragniemy istnienia i uzyskujemy to co chcieliśmy. Chciałoby się wszystkim amatorom istnienia, nieznużonym poszukiwaczom trwałego szczęścia w oparciu o nietrwałe rzeczy czasu i przestrzeni życzyć powodzenia w ich poszukiwaniach, ale to oczywiście niemożliwe. Być może warto zatem im życzyć by zetknęli się z dużą dawką cierpienia?

To z pewnością paradoks, ale za życzeniami cierpienia może kryć się współczucie. Ból bowiem może mieć właściwości otrzeźwiające, sprawić że zaczniemy myśleć. Co warto zaznaczyć, Sutty rozpoznają ten fenomen:
A co jest rezultatem cierpienia? Tu, ktoś owładnięty przez cierpienie, z umysłem uległym obsesji cierpienia, żali się, płacze i lamentuje; łka, bijąc się w piersi i stając się skonfundowanym. Albo też, owładnięty przez cierpienie, z umysłem uległym obsesji cierpienia, udaje się na zewnętrzne poszukiwania, mówiąc: 'Kto zna słowo czy dwa, by zakończyć to cierpienie?' Rezultatem cierpienia, powiadam, jest albo konfuzja albo poszukiwania. To nazywa się rezultatem cierpienia.
AN VI, 63
Z cierpieniem zatem pojawia się wiara, że można mu położyć kres. Wtedy rozpoczynamy poszukiwania i może w końcu docenimy Naukę Buddy. Kto wie? Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz o której mówi Gomez Davila:
Aby uciec z tego więzienia, trzeba posiąść sztukę nie wchodzenia w żadne układy z jego niewątpliwymi wygodami.

O tym mówi właśnie Pierwsza Szlachetna Prawda. Cierpienie musi być zrozumiane. Zmysłowe przyjemności i pragnienie istnienia nie pozwalają ludziom dostrzec że są więźniami i zamiast podjąć próbę ucieczki zadowalają się malowaniem krat w swej celi na złoty kolor i starają się wyposażyć ją tak, by była miłym miejscem pobytu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.