sobota, 5 stycznia 2013

Atrybuty nada


Rozliczne atrybuty dźwięku nada ucieleśniają przydatne duchowe jakości, z których pewne, są przynajmniej tak samo uniwersalnie łatwo dostępne i użyteczne - jeżeli nie bardziej - jak uważność oddychania.

Po pierwsze, używanie dźwięku nada jako obiektu medytacji, zachęca do bycia bardziej otwartym na doświadczenie, nie ograniczając się do funkcji działającego.

Po drugie, dźwięk ten nie jest podmiotem osobistej kontroli. Odmiennie od oddechu, który możemy skrócić lub wydłużyć czy zmienić na jakiś inny sposób, stosownie do naszej woli, nie możemy regulować głośności tego dźwięku, sprawić by się rozpoczął lub zakończył, w rzeczy samej, nic z nim nie możemy zrobić. Możemy tylko zwrócić na niego uwagę, albo przestać ją zwracać, ale nie jest on podmiotem osobistego regulowania czy wyboru. W ten sposób naturalnie zachęca on do realizacji całkowitej nie-personalności doświadczenia - nie ma on w sobie żadnej szczególnej charakterystyki, która sprawiałaby, że myślelibyśmy o nim w terminach "ja" czy "moje". Nie jest on kobiecy czy męski, młody czy stary, inteligentny czy głupi, nie ma rozmiaru czy narodowości, koloru czy języka ... po prostu jest, sam w sobie naturalny.

I ostatnie, jest energetyzujący, ma naturalną cechę pobudzania. Czym więcej zwracamy na niego uwagę, tym jaśniejszym czyni on nasz umysł. Czym mocniej na nim jest skupiona uwaga, tym większa staje się ogólna zdolność bo bycia uważnym. W taki sposób wspomaga samą medytację pomagając umysłowi być bardziej czujnym.

Ajahn Amaro

Aktywność i zaangażowanie

Nada obejmuje sobą aktywność i zaangażowanie. Po osiągnięciu i rozwinięciu stałej uwagi dźwięku nada, podczas formalnego siedzenia w medytacji, możesz rozciągnąć tą praktykę również na medytację chodzoną. Odnajdziesz, że chociaż oczy są otwarte i ciało się porusza, tam i z powrotem po medytacyjnej ścieżce, to wciąż możesz słyszeć dźwięk nada obejmujący wszystko. Jest tam zawsze, trwale w tle, przenikając wszelkie doświadczenie i pomagając ci pamiętać, że wszystko to jest poznawane w sferze twej przytomności.

W rzeczy samej, ciało i świat są w obrębie umysłu.

Wraz z tym, jak staniesz się adeptem w utrzymywaniu uwagi na dźwięku ciszy, z tą różnorodnością zmysłowych obiektów, odkryjesz, że ta praktyka może być wykonywana prawie w każdej sytuacji. Twoja uważność stanie się bardziej stabilna.

Kiedy spacerujesz ulicą, bawisz się ze swoimi dziećmi, bierzesz udział w spotkaniu, jesz posiłek, lecisz samolotem, rozmawiasz z przyjaciółmi, oglądasz TV, piszesz artykuł, odwiedzasz swoją matkę ... nawet głośna i nieprzyjemna obecność takich dzięków jak piła mechaniczna czy młot pneumatyczny, nie zakłócą słyszenia nada. Zatem możemy zawsze użyć go jako wspomagania dla naszej uważności i czystej przytomności.

Co więcej, kiedy używamy go dla przypominania nam by utrzymywać rzeczy w tej perspektywie, pomaga on nam wejście w relację z daną aktywnością na sposób bardziej wrażliwy. W jakiś sposób, dźwięk ciszy nie tyle rozprasza naszą uwagę, co wzmacnia ją. Dodatkowo, uprzytamniając go sobie pośrodku aktywności i zaangażowania, pozwala ci reagować na sytuację z mniejszym egotyzmem.

Dajesz sobie okazję do uważnego reagowania na niezliczone życiowe doświadczenia i wydarzenia, zgodnie z prawami natury, raczej, niż ślepą i kompulsywną reakcją wyprowadzoną z naszych nawyków. Możesz się uwolnić z nieskończonego cyklu popędów i wyrzutów, w pułapkę których większość z nas dała się pochwycić.

Ajahn Amaro

Pustka i takość



Większość buddyjskich praktykujących, niezależnie od tradycji, jest zaznajomiona z trzema charakterystykami egzystencji - anicca, dukkha i anatta (nietrwałość, brak satysfakcji i nie-ja). Są to uniwersalne cechy wszelkiego doświadczenia, które powstaje i przemija, i wgląd w te charakterystyki jest podstawowym aspektem medytacji vipassana. Są jednak i inne charakterystyki doświadczenia, które mogą być podobnie zastosowane do pomocy w uwalnianiu serca ze wszelkich limitacji, obciążeń i stresu. dwie z nich, operujące jakby w parze, to suńńata i tatha, o odpowiednich znaczeniach: pustka i takość.

Termin "pustka" jest wyprowadzony z powiedzenia "Nie" fenomenalnemu światu. "Nie zamierzam w to wierzyć. To próżne, puste, wydrążone, nie całkowicie realne".

"Takość" jest cechą korespondującą do "pustki" w taki sam sposób jak prawa ręka koresponduje z lewą. W kontraście do swego partnera, jednakże, natura takości wyprowadzona jest z powiedzenia "Tak". Wszystkie determinacje są nietrwałe, ale jest coś, jest Ostateczna Rzeczywistość, zalegająca, przenikająca, obejmująca, konstytuująca to wszystko. Słowo "takość" w taki sposób wyraża aprecjację prawdziwej natury tej rzeczywistości, i jej realizacja może być scharakteryzowana jako poznająca i ucieleśniająca obecność Nieuwarunkowanego, Nieśmiertelnego, Amata-dhammy.

Kiedy pustka jest dyskutowana w Kanonie Pali, zwykle oznacza "pustkę jaźni i tego co należy do ja", ale również odnosi się to do substancjalności obiektów. Kiedy rozwijasz umiejętność wewnętrznego słuchania i skierowania uwagi na dźwięk nada, może to w znacznym stopniu zwiększyć twą zdolność realizacji obu tych rzeczy- pustki podmiotu i obiektu, siebie i innego.

Kiedy ustanowiłaś słuchanie dźwięku-nada na rozsądnym stabilnym poziomie, tak że jest on stale obecny, umożliwia on rozpoznanie niesubstancjalności takich pojęć jak: "ja", "mnie", "moje", bazujących na postawach i myślach, jak to zostało już opisane. Nada jest jak jasne światło, za pomocą którego widzisz jasno próżnię wodnych baniek, gdy unoszą się na wodzie. Podobnie, dla wszystkich mentalnych obiektów, które są doświadczanie, wspomnień, planów nastrojów całego pięcio-zmysłowego doświadczenia - obecność dźwięku nada pomaga naświetlić transparentność wszystkich tych wzorów świadomości. jak mówi Budda:

Materialna forma jest jak kłąb piany
Uczucie jest jak wodny bąbel;
Percepcja jest jak miraż,
Intencje są jak pień bananowca,
Świadomość jest jak magiczna sztuczka -
Tak powiada Pokrewny Słońcu

Jednakże temu kto to rozważył
Czy dokładnie przebadał,
Wszystko to jawi się jako puste i próżne
Kiedy widzi prawdę.
SN 22: 95

Dźwięk nada może również pomóc ci w rekolekcji takości doświadczenia. Chociaż te cechy mogą wydawać się być w sprzeczności, bardziej prawdziwym jest, że wzajemnie się uzupełniają. Kiedy skierowujesz uwagę na dźwięk ciszy i pozwolisz mu wypełnić wewnętrzną przestrzeń przytomności, jego energetyczna cecha, połączona z niematerialnym bogactwem jego obecności, jest silnym intuicyjnym napomnieniem o takości. To prawie jakby (przynajmniej dla ludzi anglojęzycznych) wewnętrzny dźwięk wyrażał się w nieskończonym "jest" 'issssssssssssss...' czy "tak" 'thusssssssss...' delikatnie wciągając cię do rzeczywistości.

Takość, z definicji jest trudna do pochwycenia konceptualnego. Ma ona przyrodzoną cechę nie-pojmowalności, która sprawia, że wydaje się ona dwuznaczna czy nierealna, ale co ironiczne, jest konieczną częścią jego znaczenia. Znaczącym jest, że samo słowo które Budda wybrał dla samookreślenia - Tathagata - może oznaczać albo "Ten kto doszedł do takości" albo "Ten kto odszedł do takości", zależnie od interpretacji.

Ajahn Amaro

Nada i jego różne manifestacje.



Niektórzy ludzie znajdują rozpoznanie dźwięku ciszy jako bardzo trudne. I tak, czytając o tej praktyce, możesz się zastanawiać: "O czym on w ogóle mówi?" Nie każdy może łatwo tego doświadczyć w świadomości ucha. Może się tak dziać z powodu naszego różnego uwarunkowania, na przykład, jeżeli jesteś artystą grafikiem, wtedy ta wewnętrzna wibracja może być łatwiej u ciebie rozpoznawalna w doświadczeniu wizualnym, subtelnej oscylacji widzialnego pola. Albo też intensywnie pracowałeś z uważnością ciała, jako nauczyciel jogi, wtedy możesz czuć w ciele delikatny, przenikający, wibrujący, rezonans, mrowienie na rękach czy subtelną, energetyczną obecność, stały witalny nurt, płynący przez ciało.

Często rozpoznanie tego zależy od naszego uwarunkowania, naszych własnych poszczególnych nawyków karmicznych i determinacji. Z mojego doświadczenia uczenia tej metody przez około dwadzieścia lat, dla większości ludzi najłatwiejszym jest rozpoznanie nada w rzeczywistości dźwięku. Dlatego też jest nazywany "nada-yoga" - yoga, czy duchowa dyscyplina, nada-dźwięku - ale jeżeli lepiej potrafisz rozpoznać tą uniwersalną wibrację przez wizję, czy twoje ciało, czy nawet smak czy zapach, wtedy to odpowiednio użyteczna praktyka. Skupienie się na jego obecności i dynamice jego efektów, funkcjonuje w dokładnie ten sam sposób, niezależnie od zmysłu jaki jest zatrudniany w tym doświadczeniu. Może to być użyte dla wszystkich opisanych tu praktyk, i przyniesie odpowiednie rezultaty.

Ajahn Amaro

Słuchanie własnych myśli


Wraz z rozwinięciem tego wewnętrznego słuchania, jako aspektu formalnej praktyki, zaczynasz zauważać, jak słuchanie dźwiękowych obiektów pomaga ci w uczeniu się słuchania swych myśli czy nastrojów w sposób obiektywny.

W większości wypadków, w gaworzeniu naszego myślącego umysłu nie ma więcej znaczenia niż w brzmieniu dźwięku nada. To tylko wibracje myślącego umysłu, uformowane w konceptualne wzory, to wszystko - tylko długi, ciągły, mruczący strumień wibracji. W taki sposób możemy się nauczyć słuchania naszych własnych myśli, tak jakbyśmy słuchali płynącego strumienia, pluszczącej fontanny czy ćwierkających ptaków, z tym samym rodzajem wolności od angażowania się w identyfikację. To tylko poszeptujący strumyk umysłu, to wszystko. Nic wielkiego - nic czym można by się ekscytować, nic co mogło by nas wprowadzić w pomieszanie.

To dość łatwo powiedzieć, ale my mamy tendencje do zakochiwania się w naszych historiach, czyż nie? Kochamy je, szczególnie te o nas samych: o dobru jakie dokonaliśmy, o popełnionych błędach, godnych zapamiętania, zasmucających, żałosnych, o tym co chcemy zrobić, co mamy nadzieję zrobić, o tym czego obawiamy się, że się nam wydarzy, co inni o nas myślą.

Te ulubione wzory są wszystkie manifestacjami elementu"ja", nawyku myślenia w terminach "ja", "mnie", i "moje", tak jak przeżywamy nasze doświadczenie. W Pali, nazywa się to ahamkāra, "ja-twórczość" i mamamkāra, "moje-twórczość", i są one kluczowymi atrybutami poglądu na jaźń. Te nawyki są tym co w najwyższym stopniu efektywnie i stale pociąga naszą uwagę ku krainie konceptów, które następnie unoszą umysł. Jeżeli historia zawiera w sobie "mnie", ma tendencję by być znacznie bardziej interesująca, niż jakieś inne odleglejsze opowieści. To nadzwyczaj naturalny, podstawowy nawyk wspólny nam wszystkim.

Odpowiednio, większość medytacji wglądu, rozwoju vipassany, dotyczy właśnie tego - nauczenia się rozpoznawać "ja-twórczość" i "moje-twórczość", nawyki w obrębie doświadczanych myśli. Ahamkāra dosłownie oznacza "uczynione z ja-istości" podczas gdy mamamkāra oznacza "uczynione z moje-istości", prawdziwy wgląd jest rozpoznaniem tych nawyków, i nie danie się wciągnąć przez ich historie; dostrzeżenie ich pustki, ich transparencji i puszczenie ich.

Ajahn Amaro

Nada i sakkaya-ditthi



Jedną z kluczowych przeszkód w realizacji bezgraniczności, jest stały twórca kłopotów, pogląd na "ja". Na szczęście, możemy użyć wewnętrznego dźwięku, nada, by wspomóc wysiłek przejrzenia przez ten ego-twórczy nawyk umysłu i przymus stałej jego regeneracji.

Jedną z praktyk, która może uwolnić serce z takich kompulsji, jest medytacja nad własnym imieniem. Zacznij od chwili słuchania wewnętrznego dźwięku. Skup się na tym, aż do czasu gdy umysł stanie się czysty i otwarty, pusty, i wtedy po prostu wewnętrznie powiedz swoje imię, jakiekolwiek ono jest. Słuchasz dźwięku ciszy, przedtem, jako tła dla dźwięku twego imienia i na końcu, po tym jak je wypowiedziałeś. "Amaro", "Susan", "John". Zobacz, poczuj jakie cechy wnosi ten dźwięk. To tylko dźwięk twego własnego imienia, tak znany, tak zwyczajny, zobacz co się dzieje, gdy ginie w ciszy umysłu, gdy rzeczywiście odczuty i poznany jako zmienność. Widzimy jakie cechy wnosi, jak otwiera nawyk widzenie nas samych w pewien szczególny sposób. Nada poluźnia granice. Ku naszemu zdziwieniu, to imię, te znajome sylaby, mogą być nagle odbierane jako coś w najwyższym stopniu dziwacznego, chora kreacja w świecie. Coś w sercu ulega poruszeniu, pojawia się intuicja: "Cóż to może mieć wspólnego z czymś rzeczywistym?" W tym momencie realizujemy, że to za co słowo formujące nasze imię jest zwykle brane, odnosi się do cechy będącej całkowicie niepersonalną. Wygłaszając nasze imię, w czystej, otwartej przestrzeni mądrości, może być odczuwane jak próba pisania promieniem światła na wodospadzie. Nie ma niczego, by uczynić znaki, a i powierzchnia nie daje takich możliwości.

Ten rodzaj praktyki, może być zarówno jednoznacznie zakłócającym jak i chwalebnie uwalniającym, i jeżeli zezwolimy temu by nas uwolniła, wszystko to co pozostanie, to smakowanie wolności i dźwięk wodospadu.

Ajahn Amaro

Kwestionowanie

Kwestionowanie
Innym, prawdopodobnie nawet bardziej bezpośrednim sposobem, w jaki możemy pracować słuchając dźwięku nada, to użycie formy kwestionowania by zmierzyć się i usunąć nawykowy pogląd na "ja"

I tak, słuchaj dźwięku ciszy, skup się na nim by ustabilizować uwagę, pozwól umysłowi na bycie milczącym i czujnym jak to tylko możliwe, i wtedy postaw pytanie, "Kim jestem?"

Wpierw słuchaj dźwięku ciszy. Wtedy zadaj pytanie, i obserwuj; zauważ co się dzieje, kiedy to pytanie jest z całą powagą postawione, "Kim jestem?" Co jasne, nie szukamy werbalnej czy konceptualnej odpowiedzi. Ale zauważ, że jest tam przerwa, krótka przerwa po tym jak postawiliśmy to pytanie, i zanim pojawiły się jakiekolwiek werbalne czy konceptualne odpowiedzi. Kiedy rzeczywiście zadajemy to pytanie, "Kim jestem", bądź "Czym jestem?", jest tam przerwa, przestrzeń która otwiera się na moment, w której kryje się intuicja serca, w której jest otwartość na wątpliwości wobec naszych założeń, które uczyniliśmy będąc osobą: bycie kobietą, mężczyzną, starym, młodym. Jest tam moment "Och!" zanim wszystkie personalne szczegóły zaczną się ponownie pojawiać. To przerwa, wahanie. "Kim jestem?" Niech twoja uwaga spocznie na tej przerwie, po postawieniu pytania i przed pojawieniem się odpowiedzi. Niech twoja uwaga spocznie w tej przerwie, w tej przestrzenności, ponieważ w najprawdziwszym sensie, milczenie umysłu jest odpowiedzią na ta pytanie. Zezwól i zachęć umysł do spoczynku w tej otwartej, uważnej, niestworzonej przestrzenności, ponieważ w tym momencie, pogląd na "ja" jest zatrzymany. Normalne ego-twórcze nawyki są zarówno konfuzją jak i skonfundowanym. Ego-twórczy nawyk jest złapany na miejscu przestępstwa. Nagle kamera odwraca się na fotografa, zanim zdąży się skryć. To niestworzony, nieuwarunkowany moment. Jest w tym odpowiednie skierowanie uwagi. Umysł jest czujny, spokojny, jasny. Ale nie ma poczucia "ja". To nadzwyczaj proste, naturalne. Niech uwaga spocznie na tym.

Po chwili, kiedy inne bardziej nawykowe troski pojawią się - ból w nodze, dźwięk mijającego samochodu, swędzenie w nosie - kiedy poglądy na "ja" odzyskały swą siłę, skup swój umysł, powróć do dźwięku nada, słuchaj i zadaj znów pytanie, "Kim jestem?", otwierając te same okno dociekliwości, rzeczywistości, by przebić bańkę poglądu "ja", choćby na moment. Zauważ jak to jest, gdy ta bańka już dłużej nie zabarwia, nie zniekształca naszej wizji rzeczy, a pogląd na jaźń upadnie.

Co tu jest? Jak się żyje, gdy ten nawyk jest przerwany? Tak jak w medytacji nad twoim imieniem, ta praktyka może być jednocześnie budzącą lęk jak i przynoszącą ulgę, ale jeżeli potrafimy być nieporuszeni wobec tych dwóch uczuć, i po prostu pozostać czujnym i otwartym na to co teraz, to co się w taki sposób realizuje, to obecność czystości, radiacji, spokoju, radykalna normalność i błogosławiona prostota, wszystko zawarte w objęciu dźwięku ciszy.


Ajahn Amaro

Nada jako wspomaganie

Nada jako wspomaganie spokoju - samatha

Możemy uczynić ten wewnętrzny dźwięk naszym głównym obiektem uwagi, pozwalając by wypełnił całą przestrzeń tego co poznawane. Bardzo świadomie, pozostawiamy wszystko inne - cielesne uczucia, hałasy które słyszymy, myśli które mogą powstać - na peryferiach, na krawędziach naszego kręgu zainteresowania. Zamiast tego pozwalamy wewnętrznemu dźwiękowi całkowicie wypełnić naszą zogniskowaną uwagę, przestrzeń tej przytomności. W ten sposób nada bezpośrednio wspiera ustanowienie samatha, spokoju. Możemy go używać tak jak oddech, do zdominowania naszej uwagi i ustabilizowania, zjednoczenia uwagi na teraźniejszym.

Nada jako wspomaganie dla wglądu - vipassana

Jeżeli zogniskujemy swą uwagę na wewnętrznym dźwięku, na okres czasu wystarczający do uzyskania takich efektów jak stałość i stabilność, gdzie umysł spoczywa łatwo na obecnym, możemy zezwolić wdziękowi by stał się tłem. W ten sposób stanie się jakby ekranem, na którym wszystkie inne dźwięki, fizyczne wrażenia, nastroje i idee są rzutowane - jak ekran na którym odbywa się ruch całej reszty wzorów naszego doświadczenia. I z uwagi na jego prostotę, jego monotonność, jest on bardzo dobrym ekranem. Nie wchodzi w reakcje, nie zniekształca innych powstających obiektów, a jednak jest ewidentnie obecny. To tak jakby mieć wzorzysty ekran, na którym puszczany jest film, tak że jeżeli zwracasz uwagę, zdajesz sobie sprawę, że jest tam ekran na którym wyświetlany jest film. Przypomina ci to: "To tylko film. To tylko projekcja. To nie rzeczywistość". W ten sposób, możemy pozwolić dźwiękowi po prostu na obecność w tle, i z uwagi na jego obecność, pomaga nam to w stworzeniu stałego napomnienia. Wspomaga on rekolekcję, "Och, to są sankhary, powstają i zanikają. Wszystkie formacje są niesatysfakcjonujące - sabbe sankhara dukkha. Jeżeli coś jest determinowane, jeżeli to jest 'tym', jeżeli to jest 'rzeczą', jest w tym cecha dukkha, związana z nietrwałością, z samym faktem 'istnienia'. Zatem nie przywiązuj się, nie wiąż się, nie identyfikuj się, nie bierz tego w posiadanie. Puść to wszystko".

W taki sposób obecność dźwięku może wspomagać łatwość z jaką każda sankhara, jakiejkolwiek byłaby natury, cielesna, jako obiekt wizualny, smak, zapach, nastrój subtelnego poczucia szczęścia
czy cokolwiek innego - jest widziana jako pusta i bez posiadacza. Pomaga to osiągnąć obiektywność, niezaangażowaną przytomność, partycypację w teraźniejszym bez przywiązywania się.
Jest przepływ uczuć, waga ciała, czucie naszego ubrania, ciąg nastrojów, zmęczenie, wątpliwość, zrozumienie, inspiracja, cokolwiek. Nada pomaga utrzymać czystą obiektywność, gdy doświadczane są nastroje, uczucia i myśli.

Pomaga w osiągnięciu spoczynku serca, opartego na uważnej przytomności, byciu tą poznającą przytomnością, doświadczającą przepływu doświadczeń - poznawaniu, puszczaniu, rozpoznawaniu nietrwałości doświadczenia, jego pustki i niesubstancjalności.

.Wewnętrzny dźwięk kontynuuje się w tle, napominając nas, że wszystko jest Dhammą, wszystko jest w zgodzie z atrybutami natury: powstaje, trwa jakiś czas i zanika. Intuicję o tej prawdzie mogliśmy mieć już dawno przedtem, ale zapominamy o niej, z powodu pomieszania, jakie wywołuje przywiązanie do naszej osobowości, naszych wspomnień, nastrojów, i myśli, niewygody naszego ciała czy naszych pożądań.

Stres przywiązania do naszych doświadczeń, przez całe nasze życie od urodzin, utrzymuje uwagę w pomieszaniu, zaangażowaną, skonfundowaną. Jednakże, możemy użyć dźwięku nada, by pomóc sobie w przezwyciężeniu transu, zakończeniu zaangażowania, w rozpoznaniu przepływu uczuć i nastrojów, jako takich, jako wzorów natury, przychodzących i odchodzących, zmieniających się, spełniających swe funkcje. Nie są one tym czym jesteśmy, i nigdy nie będą potrafiły nas zadowolić, bądź odwrotnie - gdy widziane z wglądem, rozczarować nas.

Ajahn Amaro

Medytacja z Ajahnem Sumedho 31

Zacząłem przez medytację za pomocą refleksji, rozpoznawać uważność jako przekraczającą myśli. Używając przerw pomiędzy myślami, wywołanych pytaniami: kim jestem? kto puszcza? kim jest Budda? czym jest to co poznaje? Podczas zadawania takich pytań, umysł zatrzymuje się. Kiedy zadajesz sobie pytanie, przez moment nie ma myśli. Na przykład, pytanie "kim jestem?" może być odpowiedziane: "Sumedho". Tyle już wiedziałem, nie byłem zainteresowany taką odpowiedzią, zatem kim jestem?  Myślący umysł zatrzymuje się. I wnikanie w przerwy pomiędzy myślami dało mi wgląd w przestrzeń wokół rzeczy w moim umyśle.

Zacząłem rozmyślać nad przestrzenią, moją wizualną przestrzenią. Na przykład w klasztorze siedziałem z innymi mnichami i mówiłem sobie, tu jest Ajahn taki-a-taki a tu jest Ajahn taki-a-taki i muszę ich widzieć za pośrednictwem ich imion i moich wspomnień o nich jako o ludziach, ten lubi to, a ten lubi tamto. Wtedy dokonywałem refleksji nad przestrzenią pomiędzy mnichami wykonującymi wieczorną puję. To odmienny sposób patrzenia na coś, refleksja nad przestrzenią raczej niż podążanie za konwencjami imienia tego mnicha i jego upodobań. to droga eksperymentowania, dociekania rzeczywistości, zauważania sposobu w jaki jest - używając przestrzeni jako odniesienia raczej, niż bycie uległym obsesji wobec form, imion, personalnych reakcji.

Zacząłem zauważać, że po refleksji nad przestrzenią sam czułem się bardziej przestrzenny. Przestrzeń nie ma granic, jest odmienna od: "Lubię tego mnicha, nie lubię tamtego, ten jest dobrym mnichem, a ten nie; jestem starszy od tego, ten jest starszy ode mnie; ten mnich je cicho, ten robi wiele hałasu". Kiedy żyjecie razem, rzeczywiście wzajemnie się irytujecie i to dość mocno, zatem to jest sposób dociekania, tutaj i teraz, w naszym codziennym monastycznym życiu z Ajahn Chah. Raczej rozmyślałem nad doświadczeniem, niż stawiałem mu opór, czy ignorowałem, czy osądzałem lub racjonalizowałem je. Brałem nauczanie Buddy i stosowałem je do obecnego momentu.

Medytacja - protekcja metta


Zanim zaczniesz medytację, ważnym jest rozwinięcie pewnego rodzaju metta, (przyjazności), ponieważ metta sprawia, że czujesz się całkiem bezpieczny. Żyłem w lesie czasami bez żadnej osłony, na otwartej przestrzeni. Czasami siedząc pod drzewem, czasami w prostej chatce, często takiej wykonanej z szat. Siedzimy i medytujemy, i kiedy rozwijamy silną metta, ta silna metta, sprawia, że czujemy się bardzo bezpieczni. Mieszkałem w lesie dłużej niż dwadzieścia lat, i nigdy przez nic nie zostałem skrzywdzony, w bardzo głębokim lesie, z paroma chatami w pobliżu, gdzie można było wyżebrać jedzenie. Chciałem wchodzić w las głębiej i głębiej, z daleka od cywilizacji, ponieważ cywilizacja jest tak zakłócająca.

*
Oto dlaczego ażeby rozwinąć pewność siebie i odwagę, potrzebujemy praktykować, utrzymywać pięć wskazań, co czyni nas bardzo odważnymi. Jeżeli utrzymujesz pięć wskazań, jest w tobie mniej lęku, to rzeczywistość. Jeżeli wierzysz, że jesteś uprzejmą cnotliwą osobą, daje ci to dużo siły i odwagi.

Również rozwijanie metta, gdy jesteś przyjazną osobą, to czyni twój umysł bardzo spokojnym i cichym. Jesteśmy chronieni przez naszą własną metta. Czasami czujesz jakby wokół ciebie rozpościerał się obszar protekcji, jak fale radiowe czy pole magnetyczne, czujesz, że jesteś chroniony przez swą własną przyjazność. Cokolwiek wchodzi w ten obszar, nie skrzywdzi cię. Nawet, jeżeli przyjdzie z intencją skrzywdzenia, zmienia zamiar. "Och, nie zamieram nic powiedzieć, nie zamierzam nic zrobić", to bardzo realne. Czym bardziej próbujesz rozwijać tą przyjazność, tym silniejsze będzie twoje pole metta, i będziesz czuł się chroniony. Wielu ludzi pyta mnie: "Jak mam się chronić?" Chronisz siebie przez rozwijanie metta i również przez rozwijanie uważności. Te dwie rzeczy mogą cię chronić, jak również zaufanie do Buddy, zaufanie do praktyki.


Sayadaw U Jotika

Ajahn Mun i Ajahn Chah - spotkanie


Na końcu odosobnienia, Ajahn Chah, razem z trzema innymi mnichami i nowicjuszami, i dwoma świeckimi, udali się w długą podróż z powrotem do Isahn. Zatrzymali się w Bahn Gor, i po paru dniach odpoczynku, zaczęli 250 kilometrową wspinaczkę na północ. Dziesiątego dnia doszli do eleganckiej białej stupy Taht Panam, starożytnego obiektu pielgrzymek na brzegu Mekongu, i oddali cześć zawartym tam relikwiom Buddy. Etapami kontynuowali dalszą podróż, nocami zatrzymując się w leśnych klasztorach. Była to trudna wędrówka i nowicjusz jak i świecki chcieli zawracać. Grupa składała się już z tylko trzech mnichów i nowicjusza i świeckiego, kiedy w końcu dotarli do Wat Peu Nong Nahny, domu Ajahn Muna.

Jak tylko weszli na teren klasztoru, Ajahn Chah uderzyła atmosfera spokoju, ciszy i odosobnienia. Centralne miejsce, w którym stał mały hol zgromadzeń było dokładnie zamiecione, paru mnichów zajmowało się w milczeniu pracami, pełni umiarkowania i skomponowani. Było coś w klasztorze, czego nie miały inne miejsca, milczenie było dziwnie elektryzujące i wibrujące. Ajahn Chah i jego towarzysze byli przyjęci z grzecznością i po poinstruowaniu, gdzie mogą złożyć swe parasole i siatki przeciwko komarom, wzięli jakże potrzebną kąpiel, obmywając się z przydrożnego kurzu. Wieczorem trzej młodzi mnisi, z ich podwójnymi szatami, złożonymi i przewieszonymi przez ramię, umysłami oscylującymi między radosnym oczekiwaniem a chłodnym strachem, udali się do drewnianej sali holu spotkań, by złożyć hołd Ajahn Munowi. Idąc na klęczkach ku wielkiemu mistrzowi, otoczony z obu stron przez rezydujących mnichów, Ajahn Chah podszedł blisko starca o prezencji szlachetnej jak diament. Łatwo sobie wyobrazić głębię oczu Ajahn Muna, jego penetrujące spojrzenie wbijające się w Ajahna Chah, gdy ten pokłoniwszy mu się trzy razy, usiadł z boku w odpowiedniej odległości. Większość mnichów siedziała w medytacji z zamkniętymi oczami, jeden, nieco z tyłu za Ajahn Munem, powolnym wachlowaniem odganiał wieczorne komary. Zgodnie ze zwyczajem, honorowanym przez mnichów, Ajahn Mun wpierw zapytał gości jak długo są mnichami, w jakich klasztorach praktykowali i o szczegóły ich podróży. Czy mają jakieś wątpliwości na temat praktyki? Ajahn Chah kiwnął głową. Tak, miał. Z wielkim entuzjazmem studiował Vinayę, ale się zniechęcił. Dyscyplina wydawał mu się zbyt szczegółowa, aby być praktyczna, nie wydawało mu się możliwe by przestrzegać każdą pojedynczą regułę; jaki zatem powinien być czyjś standard? Ajahn Mun poradził mu by zaadoptował "Dwóch strażników świata" hiri (poczucie wstydu) i ottappa (inteligentnego strachu przed konsekwencjami) jako bazowej reguły. W obecności tych dwóch cnót, powiedział, wszystko inne się pojawi. Dalej dał wykład na temat trzy etapowego treningu sila, samadhi i pańńa, czterech Dróg do Sukcesu i pięciu Duchowych Mocy. Z pół zamkniętymi oczami, jego głos stawał się coraz mocniejszy i szybszy, w miarę kontynuowania wykładu, jakby poruszał się na coraz wyższych biegach. Z absolutnym autorytetem, opisał "sposób w jaki rzeczy są" i ścieżkę do wyzwolenia. Ajahn Chah i jego sąsiedzi siedzieli pogrążeni w całkowitej błogości. Ajahn Chah powiedział później, że chociaż spędził cały wyczerpujący dzień na drodze, słuchając Dhammy Ajahn Muna jego zmęczenie zniknęło, jego
umysł stał się spokojnym i czystym, i czuł jakby unosił się w powietrzu nad siedzeniem. Była już późna noc, gdy Ajahn Mun zakończył spotkanie i Ajahn Chah powrócił do swojej kuti.

Następnej nocy, Ajahn Mun ponownie nauczał i Ajahn Chah czuł jakby wszystkie jego wątpliwości na temat praktyki doszły do końca. Czuł radość i błogość Dhammy, jakiej nigdy uprzednio nie doznawał. Teraz pozostawało jedynie zastosować tą wiedzę w praktyce. Co bardzo zainspirowało go podczas tych dwóch wieczorów, to zaszczepienie w sercu sitibhuto, tj świadka prawdy. Ale najbardziej rozjaśniające wyjaśnienie, to które dało mu konieczny kontekst czy podstawę dla praktyki, czego uprzednio mu brakowało, było rozróżnienie pomiędzy umysłem samym w sobie, a przemijającymi stanami umysłu, które powstają i zanikają w jego obrębie. Przez niezrozumienie tego punktu, bierzemy te stany za realne, za będące samym umysłem. A faktycznie, są one jedynie nietrwałymi stanami. Jak tylko Ajahn Mun to powiedział, rzeczy nagle stały się jasne. "Przypuśćmy, że obecne w umyśle jest szczęście; jest czymś odmiennym, jest na innym poziomie niż sam umysł. Jeżeli potrafisz dostrzec, że ulegną one zakończeniu, możesz odłożyć rzeczy. Kiedy konwencjonalne rzeczywistości są widziane takimi jakimi w rzeczywistości są, jest to prawda ostateczna. Większość ludzi, wszystko co zawiera umysł, identyfikuje właśnie z umysłem, ale tak naprawdę, jedną rzeczą są stany umysłu, inną poznawanie ich. Jeżeli zrozumiesz ten punkt, nie pozostało wiele do zrobienia".

Na trzeci dzień, Ajahn Chah złożył hołd Luang Por Munowi i poprowadził raz jeszcze małą grupkę do samotnych lasów Poophan. Pozostawił Nong Peu za sobą, i nigdy nie powrócił, ale jego serce przepełnione było inspiracją, która pozostała z nim do końca życia.

Ajahn Amaro

Nocą na cmentarzu

Ajahn Chah siedział myśląc: "Słyszę kroki. To nie zwierzę. To dwunożne stworzenie, osoba nadchodząca od strony ognia". I tak, mówił sobie: "Nie bądź śmieszny. Może to jeden z wieśniaków przyszedł zobaczyć, czy wszystko ze mną w porządku. Może przyszli mi coś oferować, a jeżeli tak, podejdą i powiedzą hello". Nie mniej, był zdeterminowany siedzieć tam ze zamkniętymi oczami. Wtedy usłyszał te kroki tup, tup tup, coraz bliżej i bliżej. Poczuł wzrost napięcia. Płynął z niego pot, powiedział sobie: "Nie panikuj. To tylko ciężkie kroki jednego z wieśniaków".

Oczami swego umysłu mógł zobaczyć nieboszczyka. Mógł widzieć szkielet z wiszącymi jelitami, zwisającymi kawałkami mięsa, oczami na policzkach, z połowicznie zwęglonymi ustami. Czując że ta masa mięsa idzie w jego stronę, powiedział sobie: "Nie wierz temu. To tylko twoja imaginacja. Zatrzymaj myślenie, uspokój się, skoncentruj, i uwolnij się od lęku". W międzyczasie, kroki coraz bardziej się zbliżały. Wtedy zaczął słyszeć kroki krążące wokół niego. Tup, tup, tup, chodzące wokół. Był przerażony, to już nie był niepokój. Jego ciało było zesztywniałe i mokre od potu, zupełnie nieruchome.

Wtedy to coś podeszło i zatrzymało się naprzeciwko niego. Ajahn Chah ciągle był zdeterminowany by trzymać swe oczy zamknięte, był całkowicie sparaliżowany strachem, gdy nagle przyszła mu myśl: "Przez wszystkie te lata recytowałem, że ciało jest nietrwałe, uczucie jest nietrwałe, percepcja jest nietrwała. Ciało jest nie ja, uczucie jest nie ja, percepcja jest nie ja, determinacje są nie ja, świadomość jest nie ja". Zatem nie był tylko przestraszony, był również bardzo skoncentrowany i czujny. Pojawił się w jego świadomości wgląd: "Nawet jeżeli jakiś straszny potwór zamierza mnie zaatakować, wszystko to jest tym co nie moje. Wszystko co może skrzywdzić to ciało, uczucia, percepcje, determinacje, i świadomość. Te rzeczy mogą być zniszczone, a nie są one mną, nie są one ja. To co poznaje to wszystko, nie może być dotknięte".

I natychmiast uczucie trwogi wyparowało. było to jak zapalenie światła. Zniknęło całkowicie i wszedł w stan niewiarygodnej błogości. Z totalnego cierpienia - bólu i przemożnego strachu - do nadzwyczajnej błogości. Jego umysł był czujny, i gdy to się stało, usłyszał oddalające się kroki, tup, tup, tup. W końcu te odgłosy zniknęły. Nigdy nie poznał ich źródła.

Ajahn Chah siedział nieruchomo aż do rana. W nocy padało. Łzy błogości płynęły po jego policzkach i mieszały się z deszczem. Nic na świecie nie było w stanie go poruszyć. Porównując to doświadczenie wolności od strachu z horrorem pierwszej połowy nocy, unaoczniło mu fakt, że Budda jest prawdziwym schronieniem. To jest miejsce bezpieczeństwa. Bądź jak powiedział pierwszy Rinpocze Tsoknyi: "Nie ma niczego więcej do poszukiwania. Spoczywaj na swoim miejscu".

Ajahn Amaro

Użyj myślącego umysłu



W rzeczywistości, myślący umysł może być najwspanialszym z pomocników, szczególnie kiedy badamy poczucie jaźni. Przepada nam okazja, gdy przeoczamy użycie konceptualnej myśl w ten sposób. Kiedy doświadczasz, widzisz, czy robisz coś, zadawaj pytania typu: „Co jest tym co jest przytomne tego uczucia? Kto jest właścicielem tego momentu? Rozmyślne użycie refleksyjnej myśli, czy badania, mogą odsłonić zestaw nieświadomych założeń, nawyków, myśli i kompulsywnych odruchów, które sami uruchomiliśmy. To bardzo pomocne i może zapewnić wielki wgląd. Ustanawiamy stałą, otwartą uważność i wtedy pytamy: „Czym to jest co to poznaje? Co jest przytomne tego momentu? Kim jest ten co czuje ból? Kim jest ten co ma tą fantazję? Kim jest ten co myśli o kolacji?” W tym momencie otwiera się wyrwa. Pewnego razu Milarepa powiedział: „Kiedy przepływ dyskursywnego myślenia jest przerwany, otwiera się brama do wyzwolenia”. W dokładnie w ten sam sposób, kiedy stawiamy tego rodzaju pytania, jest to jak z sową będącą związaną pętami identyfikacji i poluźniającą jej więzy. Łamie to nawyk, wzór dyskursywnego myślenia. Kiedy pytamy, „kto” czy „co”, na ten moment myślący umysł gubi swój pewny krok. Zatrzymuje się. W tej przestrzeni, zanim się da jakąś odpowiedź, czy identyfikację, jest bezczasowy spokój i wolność. Przez tą spokojną przestrzeń, manifestuje się niezrodzona jakość umysłu, esencja-umysłu,. To tylko przez podważanie naszych nawykowych osądów, częściowych rzeczywistości, które nieświadomie determinowaliśmy jako naszą egzystencję, stajemy się zmuszeni poluźnić nasze więzy, i puścić nasz błędny sposób myślenia.

Ajahn Amaro