piątek, 28 grudnia 2012

Przytomność jest Buddą




Nauczanie Ajahn Chah jest paralelne z dzogczen odnośnie natury Buddy. Jeżeli podchodzisz do tego bezpośrednio, przytomność nie jest rzeczą. Jednakże, jest atrybutem fundamentalnej natury umysłu. Ajahn Chah odnosił się do tej przytomności, tej poznającej natury umysłu, jako do Buddy: „To jest prawdziwy Budda, ten który wie (poo roo)”. To był zwyczajowy sposób mówienia o przytomności, zarówno Ajahn Chah jak i innych mistrzów tradycji leśnej – używanie terminu „Budda” w ten sposób – w pełni przytomna, przebudzona cecha naszego umysłu. To jest Budda.

Mówił takie rzeczy: „Budda który odszedł w paranibbanę 2500 lat temu nie jest Buddą, który daje schronienie”. Czasami lubił szokować ludzi, kiedy czuł potrzebę zwrócenia ich uwagi na nauczanie. Kiedy mówił coś w tym stylu, myśleli, że przed nimi siedzi heretyk. „Jak ten Budda może być schronieniem? Odszedł. Odszedł na dobre. To nie schronienie. Schronienie jest miejscem bezpieczeństwa. Zatem jak te wielka istota, która żyła 2500 lat temu mogłaby zapewnić schronienie? Myślenie o nim poprawia nastrój, ale ten nastrój jest również niestabilny. Jet to inspirujące uczucie, ale może być łatwo zakłócone”.

Kiedy spoczywa się w poznawaniu, wtedy nic nie może dotknąć serca. Ta poznająca natura jest nienarażona, bezpieczna. Co stanie się z ciałem, emocjami, i percepcjami ma znaczenie drugorzędne, ponieważ to poznawanie jest ponad fenomenalnym światem. Zatem, jest to prawdziwym schronieniem. Kiedykolwiek doświadczamy przyjemności czy bólu, sukcesu czy porażki, pochwały czy krytyki, ta poznająca natura umysłu jest całkowicie spokojna. Jest niezakłócona i nieskalana. Tak jak zwierciadło jest niezabrudzone i niesplamione przez obrazy, które odbija, poznawanie nie może być dotknięte przez żadną percepcję zmysłową, żadną myśl, żadną emocję, żadne uczucie. Jest ono transcendentne. 

Ajahn Amaro

Ajahn Amaro - Realizacja wstrzymania


Realizacja wstrzymania

Doświadczenie rigpa jest synonimem z doświadczeniem, dukkha-nirodha, wstrzymaniem cierpienia.

Brzmi dobrze, prawda? Praktykujemy w celu realizacji końca cierpienia, jednak stajemy się tak przywiązani do pracy z rzeczami w umyśle, że kiedy dukkha zatrzymuje się, i serce staje się przestrzenne i puste, znajdujemy się nieco zagubionymi*. Nie wiemy jak pozostawić to doświadczenie samemu sobie: „Och – wszystko jest otwarte, czyste, przestrzenne … i tak, co mam teraz robić?” nasze uwarunkowanie mówi: „Powinienem coś robić. To nie jest to co oznacza postęp na ścieżce”. Nie wiemy jak być przebudzonymi i jak pozostawić tą przestrzenność samą sobie.

Kiedy w umyśle pojawia się ta przestrzeń, może nas skonfundować albo też może być łatwo przeoczona. To tak jakby każdy z nas był złodziejem który włamał się do domu, rozgląda się wokół i decyduje: „Cóż, nie ma tu wiele, poszukam sobie innego miejsca”. Mijamy się z tą realizacją, że kiedy puszczamy, kończy się dukkha. Zamiast tego ignorujemy tą nieruchomą, otwartą, czystą jakość i idziemy w poszukiwaniu następnej rzeczy, i wtedy znów następnej i znów następnej. Nie „kosztujemy nektaru” soku rigpa. My tylko przechodzimy przez tą pijalnię soków. Wygląda jakby nic tu nie było. Wszystko jawi się dość nudnym: ani pożądania ani strachu, ani innych spraw którymi można byłoby się zająć. Zatem zatrudniamy takie postawy jak: „Jestem nieodpowiedzialny; powinienem mieć obiekt by się na nim koncentrować; czy powinienem przynajmniej kontemplować nietrwałość; nie zajmuję się swoimi sprawami. Szybko, muszę sobie znaleźć jakąś pracę”. Kierowani najlepszymi intencjami, błądzimy i nie kosztujemy smaku tego soku, który jest właśnie tu. Kiedy chwytanie zostaje wstrzymane, pojawia się ostateczna prawda. To takie proste.

Czcigodny Ananda i inny mnich, debatowali o naturze stanu nieśmiertelności i zdecydowali skonsultować się z Buddą. Chcieli wiedzieć: „Jaka jest natura nieśmiertelności?” Byli przygotowani na długie wyjaśnienia. Ale odpowiedź Buddy była bardzo krótka: „Wstrzymanie chwytania jest nieśmiertelnością”. To jest to. W tym punkcie nauczania dzogczen i therawady są identyczne. Kiedy zatrzymuje się chwytania, jest rigpa, jest nieśmiertelne, koniec cierpienia, dukkha-nirodha.

Pierwsze nauczanie Buddy o Czterech Szlachetnych Prawdach mówi bezpośrednio o tym. Dla każdej z czterech prawd, jest metoda w jaki sposób do niej podchodzić. Pierwsza Szlachetna Prawda – o dukkha, braku satysfakcji – jest „do zrozumienia”. Musimy rozpoznać: To jest dukkha. To nie jest rigpa. To jest marigpa (brak przytomności, ignorancja) i jest to zatem niesatysfakcjonujące. Drugą Szlachetną Prawdą, przyczyną cierpienia, jest skoncentrowane na sobie pożądania, pragnienie. Musi ono „być puszczone, uwolnione, porzucone”. Czwarta Szlachetna Prawda – Ośmioraka Ścieżka jest „do bycia kultywowaną i rozwijaną”.

Ale co jest szczególnie interesujące w tym kontekście, to, że Trzecia Szlachetna Prawda, dukkha-nirodha, zakończenie dukkha, jest „do bycia zrealizowaną”. To oznacza, że kiedy dukkha ulega wstrzymaniu, zauważasz to. Zauważasz: „Och! Wszystko jest okay”. To jest czas, gdy możemy po prostu „być” bez stawania się. „Aha” - smak nektaru rigpy – ach, to jest w porządku”. Świadoma realizacja zakończenia cierpienia, pustki, przestrzeni umysłu to wszystko jest uważane za decydujące elementy właściwej praktyki w tradycji theravady.

Realizacja nirodha jest w pewien sposób najważniejszym aspektem pracy z Czterema Szlachetnymi Prawdami. Jest nie-determinowana, nie można o niej zbyt wiele powiedzieć, ale jest tą która zawiera klejnot, nasienie oświecenia.

Chociaż doświadczenie dukkha-nirodha nie jest rzeczą, nie oznacza to, że nic tam nie ma. W rzeczywistości jest to doświadczenie ostatecznej prawdy. Jeżeli nie będziemy się śpieszyć z poszukiwaniami coraz to nowych doświadczeń, i zwrócimy uwagę na koniec dukkha, otworzymy się na tą czystość, radiację i spokojność.

*Autor omawia tu niższe poziomy realizacji. Arahat nie ma takich problemów.

"Duchowa przyjaźń" z kobietą?

Unikaj przypadkowych znajomości z odmienną płcią. Nigdy nie pozostawaj sam na sam z kimś o odmiennej płci. To zasada absolutna. Nie czyń od niej żadnych wyjątków bazujących na duchowym charakterze, wieku, czy intencji. Kiedy starsza kobieta mówi ci, że jest twoją „matką”, uciekaj! To samo ma zastosowanie kiedy mężczyzna mówi kobiecie, że jest jej „ojcem”. Tak to wygląda zarówno w Indiach jak i Ameryce, włączając bliskie i prywatne asocjacje mężczyzny z kobietą nauczycielem i kobiet z męskim nauczycielem. Nikt nie wie, jakie impulsy nosi się z przeszłego życia – wiele nawet z istnień minionych setki lat temu – które zalegają niezbyt głęboko pod powierzchnią świadomego umysłu, czekając tylko na możliwość by się zamanifestować. „Duchowa” przyjaźń z osobami odmiennej płci jest bramą do katastrofy. Widzę to wciąż i wciąż. Nawet w moich latach młodzieńczych, obserwowałem „duchowe” asocjacje zamieniające się w asocjacje seksualne. I ta intencja była w tym zwykle obecna od początku. Jeżeli to co wam powiedziałem, nie przekonuje was, to przynajmniej uwolniłem się od odpowiedzialności.


Swami Nirmalananda

Gomez Davila - prawda


Prawda, bardziej niż bezosobowym twierdzeniem, jest sposobem myślenia i czucia.

Dojrzewać, to zrozumieć, że nie nie rozumieliśmy tego, co uznawaliśmy za zrozumiałe.

Zrozumienie zwykle polega na zrozumieniu, że nie rozumieliśmy tego co uważaliśmy za zrozumiałe.

Stała możliwość inicjowania ciągów przyczynowych jest tym, co nazywamy osobą.

Wspaniałość ducha wywodzi się czasem z cierpliwie przezwyciężanej mierności.

Wyedukowanie człowieka polega na nauczeniu go podejrzliwości wobec myśli które przychodzą mu do głowy.

Ludzie z trudem pojmują, że nie pojmują.

Po co się oszukiwać? Nauka nie odpowiedziała nawet na jedno ważne pytanie.

Prawdy nie są względne. Względne są opinie na temat prawdy.

Prawdy którym śpieszno do defilowania po scenie, są już gotowe do prostytuowania się z publicznością.

Umysłowość liberalna nie pojmuje, że horrory które ją przerażają stanowią drugą stronę złudzeń, w których ma upodobanie.

Łatwiej zmusić do przyjęcia nowej prawdy, niż do porzucenia obalonych przez nią błędów.

Lewicowiec współzawodniczy z dewotem, który nadal czci relikwię, choć stwierdził, że domniemany cud był oszustwem.

Rozwiązujemy niektóre problemy, udając, że nie istnieją, zaprzeczamy istnieniu innych, by nie musieć ich rozwiązywać.

Nas, którzy nie możemy słuchać bez emocji inteligentnych słów, poraża obojętność, z jaką słuchają ich inni.

Każdy umieszcza swą niewiarę w innym miejscu. Moja gromadzi się tam gdzie nikt nie ma wątpliwości.

Sfinks pożera nie tego, kto nie rozwiązuje jego zagadek, lecz tego, kto udziela mu głupich odpowiedzi.

Powiew ducha nie budzi uśpionych umysłów – budzi w nich koszmary.

Na jakąś prawdę zgadzamy się nie w toku dyskusji, lecz w procesie dojrzewania.

Zły gust jest czymś nie do zaprzeczenia.
Ale ten kto ma zły gust, nie zauważa, że jego gust jest zły.

Rozwaga i ostrożność, z jaką porusza się ten, kto kroczy między przepaściami, wydaje się bojaźliwością temu, kto krąży ulicami.

Prawda umiera zaduszona przez bękarty, które spłodziła spółkując z głupcami.

Kiedy zrozumiemy to, co zrozumieli ci, którzy wydawali się rozumieć, wpadamy w osłupienie.

Człowiek mówi o względności prawdy, gdyż nazywa prawdami swe niezliczone błędy.

Dojrzewać to odkrywać, że wszelki upragniony przedmiot jest tylko metaforą transcendentalnego przedmiotu naszego pragnienia.

Niemożliwość udowodnienia prawdy nie implikuje niemożliwości jej poznania.
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Wydawnictwo Furta Sacra

Pascal o miłości własnej


Naturą miłości własnej i naszego ludzkiego Ja jest miłować tylko siebie i cenić tylko siebie. Ale co pocznie? nie może przeszkodzić, iżby ten przedmiot, który tak kocha, nie był pełen przywar i braków; chce być wielkim, a widzi się małym; chce być szczęśliwym, a widzi się nędznym; chce być doskonałym, a widzi się pełnym niedoskonałości; chce być przedmiotem miłości i szacunku ludzi, a widzi, iż przywary jego zasługują jeno na wstręt i wzgardę. Ten kłopot, w jakim się znajduje, rodzi w nim najbardziej niesprawiedliwe i zbrodnicze uczucie, jakie sobie można wyobrazić: poczyna bowiem w sobie śmiertelną nienawiść przeciw tej prawdzie, która mu przygania i która przekonywa go o jego brakach. Pragnąłby ją unicestwić; nie mogąc zaś zniweczyć jej w samej sobie, niweczy ją, ile tylko może, w swojej świadomości i w świadomości drugich; to znaczy dokłada wszelkich starań, aby zasłaniać swoje przywary i drugim, i sobie, i nie może ścierpieć, aby mu je pokazywano lub je widziano.

Jest to bez wątpienia wielkie zło, być pełnym przywar, ale jeszcze większym złem jest być ich pełnym i nie chcieć ich uznać: znaczy to bowiem dodawać do nich jeszcze błąd dobrowolnego złudzenia. Nie chcemy, aby inni nas oszukiwali: nie uważamy za godziwe, aby żądali od nas więcej szacunku, niż na to zasługują; nie jest tedy również sprawiedliwe, abyśmy ich oszukiwali i kazali się więcej szanować, niż na to zasługujemy.

Tak więc skoro drudzy odkrywają jedynie niedoskonałości i przywary, które mamy w istocie, oczywistym jest, że nie czynią nam tym krzywdy, skoroć nie oni są tego przyczyną; i że świadczą nam tym dobro, pomagając nam uwolnić się od zła, jakim jest nieświadomość tych przywar. Nie powinniśmy się gniewać, iż oni je znają i że gardzą nami: jako iż sprawiedliwym jest i aby nas znali takimi, jakimi jesteśmy, i aby gardzili nami, jeżeli jesteśmy godni wzgardy.

Oto uczucia, jakie zrodziłyby się w sercu pełnym słuszności i sprawiedliwości. Co mamy tedy powiedzieć o naszym, widząc w nim skłonność wcale przeciwną? czyż bowiem nie jest prawdą, iż nienawidzimy prawdy i tych, którzy nam ją mówią, i że lubimy, aby się mylili na naszą korzyść, i że chcemy, aby nas mieli za innych, niż jesteśmy w istocie?

A oto dowód, który budzi we mnie grozę. Religia katolicka nie każe odsłaniać swoich grzechów po równi wobec całego świata; przyzwala, aby zachować zasłonę wobec wszystkich innych ludzi; wyjąwszy jednego, przed którym nakazuje odsłonić dno swego serca i ukazać się takimi, jakimi jesteśmy. Tego tylko jedynego człowieka w świecie nakazuje nam wywieść z błędu i zobowiązuje go do niezłomnej tajemnicy, która sprawia, iż ta świadomość jest w nim tak, jakby jej nie było. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej miłosiernego i łaskawego? A mimo to zepsucie człowieka jest takie, iż jeszcze to prawo wydaje mu się twardym; i to jest jedna z głównych przyczyn, która zbuntowała przeciw Kościołowi znaczną część Europy.

Jakże niesprawiedliwe i nierozumne jest serce człowieka, iż może znajdować złym obowiązek dopełnienia wobec jednego człowieka tego, coby mu się poniekąd godziło uczynić wobec wszystkich! Zali bowiem sprawiedliwym jest, abyśmy ich oszukiwali? Są rozmaite stopnie tego wstrętu do prawdy; ale można powiedzieć, iż znajduje się on u wszystkich w jakimś stopniu, ponieważ jest nieodłączny od miłości własnej. Ta niewczesna wrażliwość nasza jest przyczyną, iż człowiek, zniewolony przyganić drugiemu, musi szukać tylu omówień i złagodzeń, aby go nie urazić. Trzeba mu pomniejszać nasze
błędy, udawać, że je usprawiedliwia, wplatać pochwały i zapewnienia sympatii i szacunku. A i tak lekarstwo pozostaje gorzkim dla miłości własnej. Zażywa go ona najmniej jak może i zawsze ze wstrętem, a często nawet z ukrytym żalem dla tych, którzy je podają.

Zdarza się stąd, iż jeżeli ktoś ma jakiś interes w tym, aby zachować naszą przyjaźń, uchyla się od oddania przysługi, o której wie, że nam jest niemiłą; raczy nas tak, jak chcemy, aby nas raczono. Nienawidzimy prawdy, kryją ją nam; chcemy, aby nam pochlebiano, pochlebiają nam; lubimy, aby nas oszukiwano, oszukują nas.

Stąd pochodzi, iż każdy szczebel powodzenia, który nas wznosi w świecie, oddala nas tym więcej od prawdy, ponieważ ludzie bardziej się boją zranić tych, których życzliwość jest bardziej korzystna, a niechęć niebezpieczna. Monarcha może być pośmiewiskiem całej Europy, a tylko on sam nie będzie o tym nic wiedział. Nie dziwię się: mówienie prawdy jest korzystne dla tego, komu się ją mówi, ale niekorzystnym dla tych, którzy ją mówią, ponieważ ściągają na się nienawiść. Owo ci, którzy żyją w bliskości możnych, bardziej miłują własne korzyści niż dobro książęcia, któremu służą; co za tym idzie, niepilno im wyświadczyć mu przysługę, szkodząc sobie samym.

Nieszczęście to jest z pewnością większe i częstsze przy znacznej fortunie; ale i najmniejsi nie są wolni od niego, ponieważ jest zawsze jakaś korzyść w tym, aby posiadać miłość u ludzi. Tak więc życie ludzkie jest jeno nieustanną złudą; ludzie oszukują się jeno wzajem i karmią pochlebstwami. Nikt nie mówi o nas w naszej przytomności tak, jak mówi w naszej nieobecności. Związek, jaki istnieje między ludźmi, opiera się jedynie na tym wzajemnym oszukaństwie; niewiele ostałoby się przyjaźni, gdyby każdy wiedział, co przyjaciel mówi o nim, kiedy go nie ma, mimo że mówi o nim wówczas szczerze
i beznamiętnie.

Człowiek jest tedy jeno przebraniem, jeno kłamstwem i obłudą; i w sobie samym, i w stosunku do drugich. Nie chce, aby mu mówiono prawdę, stara się jej nie mówić innym; a wszystkie te skłonności, tak oddalone od sprawiedliwości i rozumu, posiadają przyrodzone korzenie w jego sercu.


sobota, 22 grudnia 2012

Upekkha - wypisy

-->
Anando, jaki jest doskonały rozwój zdolności w Dyscyplinie Szlachetnych? Tu Anando, gdy mnich widzi materialną formę okiem, powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Rozumie on tak: „Powstało u mnie to co przyjemne, powstało u mnie to co nieprzyjemne, powstało u mnie to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Ale to jest determinowane, toporne, powstałe współzależnie; to jest spokojne, to jest subtelne, mianowicie równowaga”. Przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne co powstało zanika u niego i równowaga zostaje ustanowiona. Tak jak człowiek o dobrym wzroku po otwarciu oczu może je zamknąć lub po zamknięciu otworzyć, tak też w odniesieniu do wszystkiego – przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak nieprzyjemne co powstało, zanika równie szybko, równie łatwo ustanawiając równowagę. To nazywa się w Dyscyplinie Szlachetnych doskonałym rozwojem zdolności odnośnie materialnych form poznawanych przez oko.

I znów Anando gdy mnich słyszy dźwięk uchem powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Rozumie on tak: „Powstało u mnie to co przyjemne, powstało u mnie to co nieprzyjemne, powstało u mnie to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Ale to jest determinowane, toporne, powstałe współzależnie; to jest spokojne, to jest subtelne, mianowicie równowaga”. Przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne co powstało zanika u niego i równowaga zostaje ustanowiona. Tak jak silny mężczyzna mógłby łatwo zgiąć swe palce, tak też w odniesieniu do wszystkiego – przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak nieprzyjemne co powstało, zanika równie szybko, równie łatwo ustanawiając równowagę. To nazywa się w Dyscyplinie Szlachetnych doskonałym rozwojem zdolności odnośnie dźwięków poznawanych przez ucho.

I znów Anando gdy mnich czuje zapach nosem, powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Rozumie on tak: „Powstało u mnie to co przyjemne, powstało u mnie to co nieprzyjemne, powstało u mnie to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Ale to jest determinowane, toporne, powstałe współzależnie; to jest spokojne, to jest subtelne, mianowicie równowaga”. Przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne co powstało zanika u niego i równowaga zostaje ustanowiona. Tak jak krople deszczu spadające na lekko pochyły liść lotosu spływają nie pozostając na nim, tak też w odniesieniu do wszystkiego – przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak nieprzyjemne co powstało, zanika równie szybko, równie łatwo ustanawiając równowagę. To nazywa się w Dyscyplinie Szlachetnych doskonałym rozwojem zdolności odnośnie zapachów poznawanych przez nos.

I znów Anando gdy mnich poznaje smak językiem, powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Rozumie on tak: „Powstało u mnie to co przyjemne, powstało u mnie to co nieprzyjemne, powstało u mnie to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Ale to jest determinowane, toporne, powstałe współzależnie; to jest spokojne, to jest subtelne, mianowicie równowaga”. Przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne co powstało zanika u niego i równowaga zostaje ustanowiona. Tak jak silny człowiek może łatwo wypluć ślinę zebraną na końcu jego języka, tak też w odniesieniu do wszystkiego – przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak nieprzyjemne co powstało, zanika równie szybko, równie łatwo ustanawiając równowagę. To nazywa się w Dyscyplinie Szlachetnych doskonałym rozwojem zdolności odnośnie smaków poznawanych przez język.

I znów Anando gdy mnich poznaje dotykalne ciałem, powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Rozumie on tak: „Powstało u mnie to co przyjemne, powstało u mnie to co nieprzyjemne, powstało u mnie to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Ale to jest determinowane, toporne, powstałe współzależnie; to jest spokojne, to jest subtelne, mianowicie równowaga”. Przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne co powstało zanika u niego i równowaga zostaje ustanowiona. Tak jak silny człowiek może łatwo rozciągnąć swe zgięte ramię lub zgiąć swe wyprostowane ramię tak też w odniesieniu do wszystkiego – przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak nieprzyjemne co powstało, zanika równie szybko, równie łatwo ustanawiając równowagę. To nazywa się w Dyscyplinie Szlachetnych doskonałym rozwojem zdolności odnośnie dotykalnych obiektów poznawanych przez ciało.

I znów Anando gdy mnich poznaje idee umysłem, powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Rozumie on tak: „Powstało u mnie to co przyjemne, powstało u mnie to co nieprzyjemne, powstało u mnie to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Ale to jest determinowane, toporne, powstałe współzależnie; to jest spokojne, to jest subtelne, mianowicie równowaga”. Przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne co powstało zanika u niego i równowaga zostaje ustanowiona. Tak jak gdyby człowiek spuścił dwie lub trzy krople wody na rozgrzewane przez cały dzień naczynie, upadek kropli może być wolny ale potem szybko wyparowują i znikają, tak też w odniesieniu do wszystkiego – przyjemne co powstało, nieprzyjemne co powstało, zarówno przyjemne jak nieprzyjemne co powstało, zanika równie szybko, równie łatwo ustanawiając równowagę. To nazywa się w Dyscyplinie Szlachetnych doskonałym rozwojem zdolności odnośnie idei poznawanych przez umysł.

Anando, a jak z człowiekiem w treningu, który wkroczył na ścieżkę? Tu Anando kiedy mnich widzi materialną formę okiem ... słyszy dźwięk uchem ... poznaje zapach nosem ... poznaje smak językiem, dotyka dotykalne ciałem ... poznaje idee umysłem, powstaje u niego to co przyjemne, powstaje u niego to co nieprzyjemne, powstaje u niego to co zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne; jest on zawstydzony, upokorzony i zdegustowany przyjemnym co powstało, nieprzyjemnym co powstało, zarówno przyjemnym jaki i nieprzyjemnym co powstało. Oto jak zachowuje się człowiek w treningu, człowiek który wchodzi na ścieżkę. M 152


*
Spałem na terenach cmentarnych z kośćmi umarłych jako poduszka. I chłopcy pastuchy przychodzili i pluli na mnie, oddawali mocz na mnie, obrzucali mnie błotem i wkładali patyki do uszu. Jednak nigdy nie doznałem powstania w moim umyśle złych myśli o nich. Takie było moje przebywanie w równowadze.

*
Zatem mnisi, jeżeli inni obrażają szykanują, zwracają się gniewni przeciwko wam, z tego powodu nie dajcie powstać zaniepokojeniu czy rozczarowaniu czy przygnębieniu w waszych sercach. A jeżeli inni honorują, szanują, poważają, oddają wam cześć, z tego powodu nie dajcie powstać radości czy uciesze czy wzruszeniu w waszych sercach. Jeżeli inni honorują, szanują, poważają, oddają wam cześć z tego powodu myślicie tak: 'Podejmują oni takie działania jak te w celu tego co wcześniej zostało poznane'.


Zatem mnisi, cokolwiek nie wasze, porzućcie to, kiedy to porzucicie, będzie to na długo na wasze dobro i szczęście. A co jest tym co nie jest wasze? Materialna forma nie jest wasza, porzućcie ją. Kiedy ją porzucicie będzie to na długo na wasze dobro i szczęście. Uczucie jest nie wasze... Percepcja jest nie wasza ...Determinacje są nie wasze ... Świadomość jest nie wasza. Porzućcie ją. Kiedy ja porzucicie będzie to na długo na wasze dobro i szczęście.
Mnisi, jak myślicie, jeżeli ludzie nieśliby trawę, patyki, gałęzie i liście w tym Gaju Jeta, czy będziecie myśleć 'Ludzie niosą nas czy palą czy robią z nami co im się podoba?'" „Nie czcigodny panie. Dlaczego nie? Ponieważ czcigodny panie ani to nasze ja ani nic co należałoby do naszego ja”. „Tak też mnisi, cokolwiek jest nie wasze, porzućcie to, kiedy to to porzucicie będzie to na długo na wasze dobro i szczęście. A co jest tym co nie jest wasze? Materialna forma nie jest wasza, porzućcie ją. Kiedy ją porzucicie będzie to na długo na wasze dobro i szczęście. Uczucie jest nie wasze... Percepcja jest nie wasza ...Determinacje są nie wasze ... Świadomość jest nie wasza. Porzućcie ją. Kiedy ja porzucicie będzie to na długo na wasze dobro i szczęście". M 22


*
Nawet gdyby bandyci bestialsko cieli wasze ciało kawałek po kawałku, dwuręczną piłą, ten kto podejmie z tego powodu nienawiść w swoim sercu, nie będzie w zgodzie z Dhammą. Zatem mnisi powinniście się trenować tak: 'Nasze umysły pozostaną nieprzywiązane i nie wypowiemy złych słów i będziemy trwać współczująco dla ich dobra z umysłem przyjaznym i bez wewnętrznej nienawiści. Będziemy trwać w stosunku do nich z przyjaznym umysłem obfitym, przepełnionym radością z umysłem bezgranicznym i przyjacielskim, bez wrogości i złej woli, rozciągając to na cały świat jako obiekt wspierający'. Oto jak powinniście trenować. M 21



*

 A czym jest element ziemi? Element ziemi może być zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Czym jest wewnętrzny element ziemi? Cokolwiek wewnętrznego, należącego do niego, co solidne, to jest włosy głowy, paznokcie, zęby, skóra, mięso, ścięgna, kości, szpik kostny, nerki, serce, wątroba, śledziona, płuca, zawartość żołądka lub cokolwiek innego co wewnętrzne, co solidne, to jest nazywane wewnętrznym elementem ziemi. Teraz zarówno wewnętrzny element ziemi jak i zewnętrzny element ziemi to po prostu element ziemi. I powinien on być widziany tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Kiedy widzi on to w ten sposób, zgodnie z tym jakim to jest, z właściwą mądrością, staje się obojętny co do elementu ziemi i czyni umysł beznamiętnym co do elementu ziemi.

Zdarza się, że element wody jest zakłócony i wtedy zewnętrzny element ziemi zanika.Kiedy nawet ten zewnętrzny element ziemi, wielkim jakim on jest, jest opisywany jako nietrwały, jako podmiot zniszczenia, jako podmiot zaniku, jako podmiot zmiany; cóż zatem te ciało wspierane przez pragnienie i trwające tylko chwilę? Nie może być (uważane) jako „ja” czy „moje” czy „jestem”.

Zatem (po zobaczeniu tego elementu takim jakim w rzeczywistości jest) jeżeli inni źle traktują, krytykują, przeklinają, straszą mnicha, rozumie on tak: „Te bolesne uczucie zrodzone z ucho-kontaktu powstało u mnie. To jest zależne, nie niezależne. Zależne od czego? Zależne od kontaktu”. Wtedy widzi on, że ten kontakt jest nietrwały, że to uczucie jest nietrwałe, że ta percepcja jest nietrwała, że te determinacje są nietrwałe i że ta świadomość jest nietrwała. I jego umysł, który już uczynił element (utworzony z agregatu materialnej formy) swym obiektywnym wspomaganiem, wkracza w te (nowe obiektywne wspomaganie teraz kontemplowane) i uzyskuje przekonanie, stałość i zdecydowanie.

Jeżeli inni atakują tego mnicha niechcianym, niepożądanym i niemiłym kontaktem pięści, grud ziemi, kijów, czy noży, rozumie on tak: „Te ciało jest rzeczą taką, że kontakt z pięśćmi, grudami ziemi, kijami czy nożami ma na nim miejsce. Ale to zostało powiedziane przez Zrealizowanego w rozprawie z Przykładem o Pile: 'Nawet jeżeli bandyci dwuręczną piłą brutalnie będą odkrajali mu członek od członka, ten kto dopuści do swego serca nienawiść z tego powodu, nie będzie tym który podąża za moją nauką'. Zatem niemalejąca energia powinna być wzbudzona u mnie i nieprzerwana uważność ustanowiona, moje ciało powinno być spokojne i nierozemocjonowane, mój umysł powinien być skoncentrowany i zjednoczony. I teraz niech kontakt z pięśćmi, grudami ziemi, kijami i nożami ma miejsce na tym ciele, gdyż to właśnie tak przesłanie Buddy jest wcielane w życie”.

Jeżeli gdy tak wspominając Buddę, Dhammę i Zgromadzenie, równowaga nie zostaje ustanowiona u niego z korzystnym jako jej wspomaganiem, wtedy pobudza się i przynagla tak: „To moja strata, to nie zysk dla mnie, to źle dla mnie, nie jest to dla mnie dobre, że gdy w ten sposób wspominam Buddę, Dhammę i Zgromadzenie równowaga nie zostaje ustanowiona u mnie, z korzystnym jako jej wspomaganiem”. Tak jak synowa widząc swego teścia czuje się przynaglona (by go zadowolić) tak też jeżeli u mnicha równowaga nie zostaje ustanowiona z korzystnym jako jej wspomaganie, wtedy pobudza się on i przynagla. 

Ale jeżeli u mnicha tak wspominającego Buddę, Dhammę i Zgromadzenie równowaga zostaje ustanowiona z korzystnym jako jej wspomaganiem, wtedy jest on zadowolony. I w tym miejscu, przyjaciele, wiele zostało zrobione przez mnicha. M 28


*
Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację jak ziemia; gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak ziemia, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną. Tak jak ludzie rzucają czyste rzeczy i brudne rzeczy, kał, mocz, ślinę, ropę i krew na ziemię i ziemia nie jest przerażona, upokorzona i zdegustowana z tego powodu, tak też Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację co jest jak ziemia, gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak ziemia, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną.

Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację jak woda; gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak woda, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną. Tak jak ludzie rzucają czyste rzeczy i brudne rzeczy, kał, mocz, ślinę, ropę i krew do wody i woda nie jest przerażona, upokorzona i zdegustowana z tego powodu, tak też Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację co jest jak woda, gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak woda, powstałe mile i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną.

Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację jak ogień; gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak ogień, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną. Tak jak ludzie rzucają czyste rzeczy i brudne rzeczy, kał, mocz, ślinę, ropę i krew do ognia i ogień nie jest przerażony, upokorzony i zdegustowany z tego powodu, tak też Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację co jest jak ogień, gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak ogień, powstałe mile i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną.

Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację jak powietrze; gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak powietrze, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną. Tak jak powietrze wieje na czyste rzeczy i brudne rzeczy, kał, mocz, ślinę, ropę i krew na ziemię i powietrze nie jest przerażone, upokorzone i zdegustowane z tego powodu, tak też Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację co jest jak powietrze gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak powietrze, powstałe mile i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną.

Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację jak przestrzeń; gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak przestrzeń, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną. Tak jak przestrzeń nie jest nigdzie ustanowiona, tak też Rahulo, utrzymaj przy istnieniu medytację jak przestrzeń; gdyż jeżeli utrzymasz przy istnieniu medytację co jest jak przestrzeń, powstałe miłe i niemiłe kontakty nie nawiedzą twego umysłu i nie pozostaną. M 62


*
Załóżmy mnisi, że mężczyzna kocha kobietę z umysłem przywiązanym do niej przez intensywne pragnienie i namiętność. Może on zobaczyć tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się. Jak myślicie, mnisi? Czy żal, płacz, ból, smutek i rozpacz nie powstałyby u tego mężczyzny widzącego tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się?” „Tak, czcigodny panie. Dlaczego tak jest? Ponieważ ten mężczyzna kocha tą kobietę z umysłem przywiązanym do niej przez intensywne pragnienie i namiętność, dlatego też żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u niego, widząc tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się.

Wtedy, mnisi, ten mężczyzna mógłby pomyśleć: 'Kocham tą kobietę moim umysłem przywiązanym do niej przez intensywne pragnienie i namiętność, i tak żal płacz, ból, smutek i rozpacz powstają u mnie, kiedy widzę tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się. 'A gdybym tak porzucił te pragnienie i pożądanie tej kobiety?' Mógłby on porzucić swe pragnienie i pożądanie tej kobiety. Później mógłby zobaczyć tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się. Jak myślicie, mnisi? Czy żal, płacz, ból, smutek i rozpacz powstałyby u tego mężczyzny widzącego tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się?” „Nie, czcigodny panie. Dlaczego tak jest? Ponieważ ten mężczyzna już dłużej nie kocha tej kobiety z umysłem przywiązanym do niej przez intensywne pragnienie i namiętność, dlatego też żal, płacz, ból, smutek i rozpacz nie powstałyby u niego, widząc tą kobietę stojącą z innym mężczyzną, rozmawiającą, żartującą i śmiejącą się.

Tak też mnisi, mnich nie jest przytłoczony przez cierpienie, nie daje się przytłoczyć cierpieniu i nie rezygnuje z przyjemności zgodnej z Dhammą, ale nie jest zaślepiony tą przyjemnością. Rozumie w taki sposób: 'Kiedy wysilam się z determinacją, pewne źródło cierpienia zanika u mnie, z uwagi na ten determinowany wysiłek; i kiedy wglądam się z równowagą, pewne źródło cierpienia zanika u mnie, gdy utrzymuję przy istnieniu równowagę. Wysila się z determinacją odnośnie tego pewnego źródła cierpienia które zanika u niego z uwagi na ten zdeterminowany wysiłek i utrzymuje przy istnieniu równowagę odnośnie tego pewnego źródła cierpienia które zanika u niego z uwagi na utrzymanie przy istnieniu równowagi; w taki sposób cierpienie wyczerpuje się u niego. W taki sposób ćwiczenie jest owocne, wysiłek jest owocny. M 101

*
„Czcigodny panie, tu mnich praktykuje tak: 'Gdyby tego nie było, to nie byłoby moje, tego nie będzie i to nie będzie moje. Co istnieje, co doszło do bycia, to porzucam'. W ten sposób osiąga on równowagę. Czcigodny panie, czy taki mnich osiąga wygaszenie?” „Pewien mnich tutaj Anando może osiągnąć wygaszenie i inny mnich tutaj może nie osiągnąć wygaszenia”. „Jaki jest powód i przyczyna, czcigodny panie, że pewien mnich tutaj może osiągnąć wygaszenie i inny mnich tutaj może nie osiągnąć wygaszenia?” „Tu Anando, mnich praktykuje tak: 'Gdyby tego nie było, to nie byłoby moje, tego nie będzie i to nie będzie moje. Co istnieje, co doszło do bycia, to porzucam'. W ten sposób osiąga on równowagę. Rozmiłowuje się w tej równowadze, wita ją i pozostaje chwytając się jej. Gdy tak robi, jego świadomość staje się zależna od tego i trzyma się tego. A mnich który podlega utrzymywaniu nie osiąga wygaszenia”.

„Ale czcigodny panie, kiedy ten mnich utrzymuje, co utrzymuje?” „Bazę ani-percepcji-ani-nie-percepcji, Anando”. „Kiedy ten mnich utrzymuje, czcigodny panie, wydaje się, że utrzymuje on najlepszy (obiekt) utrzymywania”. „Kiedy ten mnich utrzymuje, utrzymuje on najlepszy obiekt utrzymywania; gdyż to jest najlepszy obiekt utrzymywania, mianowicie baza ani-percepcji-ani-nie-percepcji.

Tu Anando, mnich praktykuje tak: 'Gdyby tego nie było, to nie byłoby moje, tego nie będzie i to nie będzie moje. Co istnieje, co doszło do bycia, to porzucam'. W ten sposób osiąga on równowagę. Nie rozmiłowuje się w tej równowadze, nie wita jej i nie pozostaje chwytając się jej. Gdy tego nie robi, jego świadomość nie staje się zależna od tego i nie trzyma się tego. A mnich który nie podlega utrzymywaniu osiąga wygaszenie”. M 106


*
Jakie jest sześć rodzajów równowagi bazującej na świeckim życiu? Widząc materialne formy okiem u zwykłego niezdolnego do osądu przeciętnego człowieka powstaje równowaga. U zwykłego niepouczonego człowieka, która nie przezwyciężył swych ograniczeń, ani nie przezwyciężył rezultatów (działania) i który jest ślepy na niebezpieczeństwo, taka równowaga jak ta nie przekracza materialnych form, dlatego jest zwana równowagą bazującą na świeckim życiu. Słysząc dźwięk uchem ... Wąchając zapach nosem ... Odczuwając smak językiem ... Odczuwając dotykalne ciałem ... Poznając idee umysłem u zwykłego niezdolnego do osądu przeciętnego człowieka powstaje równowaga. U zwykłego nie pouczonego człowieka, która nie przezwyciężył swych ograniczeń, ani nie przezwyciężył rezultatów (działania) i który jest ślepy na niebezpieczeństwo taka równowaga jak ta nie przekracza idei, dlatego jest zwana równowagą bazującą na świeckim życiu.

A jakie jest sześć rodzajów równowagi bazującej na wyrzeczeniu? Gdy znając nietrwałość, zmienność, zanik i wstrzymanie materialnych form, widzi takim jakim rzeczywiście to jest z odpowiednią wiedzą, że formy zarówno uprzednio jak i obecnie wszystkie są nietrwałe, cierpieniem i nieodseparowane od idei zmiany - powstaje równowaga. Równowaga taka jak ta przekracza materialne formy, dlatego jest nazywana równowagą bazującą na wyrzeczeniu. Gdy znając nietrwałość, zmienność, zanik i wstrzymanie dźwięków ... zapachów ... smaków ... dotyków ... idei widzi takim jakim rzeczywiście to jest z odpowiednią wiedzą, że idee zarówno uprzednio jak i obecnie wszystkie są nietrwałe, cierpieniem i nieodseparowane od idei zmiany - powstaje równowaga. Równowaga taka jak ta przekracza idee, dlatego jest nazywana równowagą bazującą na wyrzeczeniu.

(…)

Jest mnisi równowaga co zróżnicowana, bazująca na zróżnicowaniu i jest równowaga co zjednoczona, bazująca na jedności.

A czym jest równowaga co zróżnicowana bazująca na zróżnicowaniu? To równowaga odnośnie materialnych form, dźwięków, zapachów, smaków i dotyków. To jest równowaga co zróżnicowana bazująca na zróżnicowaniu.


A czym jest równowaga co zjednoczona bazująca na jedności? To równowaga odnośnie bazy nieskończonej przestrzeni, bazy nieskończonej świadomości, bazy nicości, bazy ani-percepcji-ani-nie-percepcji. To jest równowaga co zjednoczona bazująca na jedności.

Tu mnisi, polegając i opierając się na równowadze co zjednoczona, bazująca na jedności, porzućcie równowagę co zróżnicowana, bazującą na zróżnicowaniu. To w taki sposób jest ona porzucana, to w taki sposób jest ona przekraczana. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane: „Przez poleganie na tym, porzućcie to”. Mnisi, polegając i opierając się na nie-identyfikacji, porzućcie i przekroczcie równowagę co zjednoczona, bazującą na jedności. To w taki sposób jest ona porzucana, to w taki sposób jest ona przekraczana. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane: „Przez poleganie na tym, porzućcie to”. M 137

Mnich i kobiety

Uczeń abba Sisoesa [żył on na pustyni w okolicach Clysma, czyli Suezu] powiedział do niego: „Ojcze, zestarzałeś się: przenieśmy się odtąd gdzieś bliżej okolic zamieszkanych". Odpowiedział mu starzec: „Przenieśmy się tam, gdzie nie ma kobiet". Uczeń odrzekł: „A gdzież jest takie miejsce, w którym by nie było kobiet, oprócz pustyni?" Starzec mu na to: „Więc na pustynię mnie prowadź".

   Świat, to przede wszystkim kobieta. Uciekać od świata, znaczy uciekać od ludzi, ale zwłaszcza od ko­biet. W innym miejscu opisano mnicha, który widząc na drodze ślady kobiety, pozacierał je, mówiąc sobie: „Nie trzeba, żeby jakiś brat je zobaczył i musiał ze so­bą walczyć!" Chodzi tu oczywiście o walkę z myślami, jakie te ślady mogłyby mu podsunąć! Uzasadnienie tego sposobu myślenia znajdujemy w apoftegmacie przekazanym przez Jana Moschosa:

Dzieci moje, sól mamy z wody, ale kiedy ją do wody wrzu­cimy, rozpuszcza się i znika. Tak samo mnich urodził się z kobiety, ale kiedy zbliży się do niej, rozpuszcza się i w końcu przestaje być mnichem.

   Tę nieufność wobec kobiet można wytłumaczyć je­dynie względami praktycznymi. Mnich powinien uni­kać nieczystości, a więc wszelkich kontaktów i wido­ków, które mogłyby w nim obudzić taką myśl. Nieuf­ność ta nie jest podyktowana rozważaniem spekulatywnym na temat odmienności płci, ani też przekona­niem, że kobiecość jest związana ze stanem upadku, męskość zaś ze stanem doskonałości. Dowodem tego jest nie mniej surowe ostrzeżenie, dotyczące obec­ności młodych chłopców na pustyni. Ich również, jak i kobiet, trzeba unikać, właśnie ze względu na niebez­pieczeństwo popełnienia grzechu nieczystości. Istnieje wiele apoftegmatów poruszających ten temat, jak np.:

„Kto się najadł do syta i rozmawia z chłopcem, ten już w myśli popełnił z nim grzech nieczysty",

co oczywi­ście jest adaptacją Mt 5,28: „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę...". W wersji syryjskiej tego apoftegmatu, w Raju Ojców Enaniszo, zastąpiono zresztą słowo „chłopiec" słowem „kobieta".
   Można zatem spytać, czy w niektórych apoftegmatach - poprzez niedomówienia, jakie w nich spotyka­my, czy to względem samego małżeństwa, czy stosun­ków małżeńskich nie daje o sobie znać swego rodzaju enkratyzm? Tak jest w historii o Eucharystosie.

Dwóch mnichów chciało wiedzieć, jak daleko zaszli w drodze do doskonałości. Objawiono im, że jeszcze nie doszli do stopnia doskonałości, którą osiągnął Eucharystos, pasterz mieszkający w wiosce niedaleko do­liny Nilu. Udali się więc do niego i znaleźli go razem z jego żoną. Poproszony o wyjaśnienie, Eucharystos powiedział im, że żyje ubogo i odkłada jedną część za­robków dla ubogich. Potem dorzucił: „Odkąd pojąłem żonę, ani ja się nie splamiłem, ani ona, lecz jest dzie­wicą. Śpimy osobno, oddaleni od siebie".

   Anegdota ta wyraźnie jest adresowana do mni­chów, których należy jednocześnie budować i upoko­rzyć pokazując, że żyjąc w małżeństwie można ich przewyższać w doskonałości. W tym jednak przypad­ku nie chwali się małżeństwa jako takiego, ale jedynie pseudo-małżeństwo, w którym małżonkowie zacho­wują wstrzemięźliwość. Wstrzemięźliwość w małżeń­stwie ceniono prawie tak samo, jak dziewictwo. God­ne uwagi jest użycie czasownika „splamić się" (miainesthai) - ślad przekonania, że same stosunki seksu­alne, nawet uprawnione, są swego rodzaju skazą.

Antoine Guillaumont, U źródeł monastycyzmu chrześcijańskiego, t. 2, (seria: źródła monastyczne, t. 38, opracowania, t. 8, tłumaczenie: S. Scholastyka Wirpszanka OSBap, Kraków - Tyniec 2006, TYNIEC- Wydawnictwo Benedyktynów
***


Dwie uwagi. Pierwsza dotyczy tego, że wspomniana przez Guillaumounta zmiana orientacji seksualnej i „zainteresowanie chłopcami” jest praktycznie niemożliwa dla kogoś, kto poprawnie pracuje nad umysłem. Takie rzeczy mają miejsce tylko wtedy, gdy komuś celibat jest narzucony na poziomie fizycznym i kto zupełnie nie kontroluje swego umysłu. W takich wypadkach popęd seksualny faktycznie może szukać ujścia tam gdzie to możliwe, jak wiemy choćby z obozowej obserwacji środowiska złodziei u których homoseksualizm był wielce rozpowszechniony.

Druga uwaga. Guillamount pisze: Nieuf­ność ta nie jest podyktowana rozważaniem spekulatywnym na temat odmienności płci, ani też przekona­niem, że kobiecość jest związana ze stanem upadku, męskość zaś ze stanem doskonałości.

Trudno się z tym zgodzić. Stan kobiecości bez wątpienia jest stanem pośledniejszym, związanym z upadkiem, i męskość jest stanem doskonalszym. Jak określił to czcigodny Ananda - który skądinąd przyczynił się do skrócenia obecności Dhammy na świecie o 500 lat, namawiając Buddę na utworzenie zakonu mniszek – tenże czcigodny Ananda rzekł do czcigodnego Maha Kasaapy te oto słowa: „Daj spokój Kassapo, kobiety są głupie”. Do rozpoznania pośledniości charakteru kobiety nie trzeba zresztą aż inteligencji ariya, oto co pisze o niezdolności kobiety do przyjaźni Montaigne:

Dodajmy do tego, iż aby rzec prawdę, kobieta z natury swej nie jest zazwyczaj zdatna odpowiedzieć takiemu obcowaniu i spójni, żywicielce tego świętego węzła: dusza ich zda się nie dość mocna, aby wytrzymać ucisk więzów tak ciasnych i trwałych. I pewne, gdyby nie to, gdyby się dała utworzyć taka wolna, swobodna łączność, w której by nie tylko dusze czerpały owo całkowite zadowolenie, ale także ciała miały udział w tej spójni, gdzie by człowiek był pochłonięty całkowicie, to pewna, iż taka przyjaźń byłaby jeszcze pełniejsza i doskonalsza; nie było wszelako przykładu, by ta płeć zdołała się wzbić do niej. I za powszechną zgodą szkół starożytnych jest od takowego związku wyłączona.

Są Suty gdzie Budda porównuje kobietę do czarnego węża i dość jasno określa podły charakter tego zwierzaka. Pewni buddyści nie wierzą, iż Sutty te pochodzą od Buddy, prawdopodobnie z uwagi na to, że naukowcom nie udało się zidentyfikować stworzenia, które odpowiadałoby dokładnie opisowi Buddy. To da się wyjaśnić: albo zawstydzony sam sobą, kryje się on w najgłębszej indyjskiej dżungli, albo też pośledniość jego charakteru doprowadziła go do wymarcia.

Oczywiście są wyjątki, i taka na przykład Antygona była w porządku. Tyle, że wybrawszy sobie profesję mnicha, powinniśmy unikać bliższych kontaktów nawet z Antygoną.

Swami Ramdas o ignorancji

Życie zaangażowane i zidentyfikowane z fenomenalnym bytem staje się źródłem cierpienia.

Rzeczywiste nie umiera i nierzeczywiste nie może być wieczne”, zatem smucić się nad śmiercią przemijającego jest oznaką ignorancji.

Cierpienie nie leży w okolicznościach zewnętrznych. Rezyduje w spętanym i ogarniętym ignorancją umyśle.

Wszystkie wydarzenia w naszym życiu przytrafiają się jako rzecz oczywista, ale patrzenie na nie jako przyczyny szczęścia i cierpienia bazuje na postawie umysłu.

Człowiek cierpi ponieważ szuka radości i spokoju w zewnętrznych warunkach i obiektach, które z samej swej natury są niezdolne do zapewnienia stanu doskonałości, za którym tęskni serce człowieka.

Kiedy patrzymy przez szkło pokolorowane ignorancją, widzimy rzeczy sprawiane przez Boską wolę i interpretujemy je jako dobre czy złe i w konsekwencji stajemy się podmiotem radości czy smutku. Zatem we wszystkich sprawach poddajmy się Boskiej woli.

Maja jest umysłem, przyczyną wszelkiej dualności. To ten umysł określa działania jako dobre czy złe, sytuacje jako przyjemne czy nieprzyjemne i dalej doświadcza emocji, miłych i bolesnych.

Poczucie-ego jest zindywidualizowaną świadomością gdzie człowiek myśli, że jest zaledwie ciałem, uformowanym z pięciu elementów i że jest działającym, odseparowaną duszą.

Bycie zaangażowanym w działanie Prakriti i cieszenie się jednocześnie błogością Atmana, jest możliwe, gdy idea „ja” i „moje” została całkowicie porzucona.

Jedyną rzeczą jaką człowiek musi się wyrzec ażeby osiągnąć najwyższą Prawdę, jest poczucie bycia osobą i nic więcej.

Ego jest obsesją, cieniem, iluzją; wszelkie życie jest Jednym, i to jedno jest tobą.

Bycie zawsze świadomym, że nasze indywidualne życie jest tylko elementem odgrywanej sztuki, podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy zawsze wolnym, przepełnionym błogością, wszechobecnym Duchem czy Prawdą, to bycie wolnym od egoizmu.

Nie zapominaj prawdy o tym, że nic tutaj nie należy do ciebie. Wszystko, włączając ciebie, należy do najwyższego Pana wszechświata. Poczucie posiadania jest jednym z głównych charakterystyk poczucia-ego.

Zrezygnuj z indywidualnego „ja”. Tylko Bóg jest, i jest On wszystkim.

Ego czy poczucie separacji jest fałszem. Jest tylko jeden nieograniczony ocean radości będący jednocześnie i w ruchu i niewzruszony. Jest jedno światło, jedna moc, jedna świadomość, jedno istnienia, jedna Rzeczywistość, która jest wieczna i nieskończona.

Twoje życie i wszystkie jego aktywności należą do Boga. Nie podejmuj się podążania kursem wskazanym przez umysł nawiedzony demonem ego.

Prawdziwie, egotyzm jest korzeniem wszelkiego zła. Widzisz go powiększonym u innych, kiedy sam masz go w bród.

Żadna zmiana sytuacji nie przyniesie spokoju i spoczynku, zanim poczucie-ego, działającego, nie zostanie zmiecione. Kiedy zrealizowaliśmy, że Boska wola manifestuje się we wszystkich istotach, i że indywidualne działanie jest fałszem, zewnętrzne okoliczności i sytuacje nie mogą nas dotknąć.

Pragnienie widzenia zewnętrznych rzeczy musi zniknąć, byś mógł odnaleźć unię i jedność z wszystko przenikającym i nieśmiertelnym Bogiem.

Nie ma nic czym należałoby się smucić i czy być zdziwionym, w tej przemijającej panoramie życia.

Wyrzeknij się wszystkich pragnień umysłu i intelektu, i ciesz się błogością Atmana, nawet jeżelibyś w tym celu, miał żyć w domu, czy zmienić się w wędrującego, nagiego żebraka.

Nie zapominajmy, że przyszliśmy na ten świat samotni, i że samotnie z niego odejdziemy, że nie przynieśliśmy ze sobą naszego bogactwa którym się szczycimy czy krewnych i że kiedy skończymy to ziemskie życie, również ich ze sobą nie zabierzemy.

Możemy żyć tysiące lat i osiągnąć cokolwiek pragniemy w świecie, ale nigdy nie będziemy szczęśliwi, dopóki nie zginie nasz głód ziemskich rzeczy.

Bóg jest bardzo uprzejmy. Uczy nas za pomocą doświadczenia, że nasze pragnienia są naszymi wrogami, i że obiekty zmysłów są łonem cierpienia. Ciągle jednak pragniemy ich i cierpimy! Kogo to wina? Tylko nasza. Dlaczego zatem winić Boga?

Dopóki dopóty pożądliwość serca – pragnienie światowych posiadłości i własności nie jest całkowicie wykorzenione, nie możesz się cieszyć prawdziwym szczęściem i unią z Bogiem, Panem i Mistrzem twojego istnienia.

Nie podległy kontroli umysł, choć akceptuje prawdę, nie może jej zachować. Gotowość umysłu do zaabsorbowania wiedzy o Boskości, obejmuje usunięcie z niego wszelkiego pragnienia. To osiąga się przez analizę, koncentrację i medytację – kumulującymi się w realizacji Boga.

Z pewnością, jeżeli nasza wizja świata jest czysta, realizujemy jak przemijającymi i ulotnymi są wszystkie formy wszelkiego życia i stworzenia w tym świecie.

Wieczne nie zna śmierci, a przemijające nie może uciec przed rozpadem. Zatem, dlaczego smucić się nad zmarłym? Każda śmierć, każda strata – przebudza nas na Rzeczywistość. Stąd, uznaj że dzieje się to dla naszego dobra. Mamy tu naszą przystań w dharnashali: ojciec, matka, mąż, żona i dzieci wszyscy razem na jakiś czas, tylko by się rozłączyć, ponieważ każdy z nich jest na swojej drodze do Niego, od kogo wszyscy wyszli. Nie zapominajmy, że przyszliśmy na ten świat samotnie i samotnie go opuścimy.

Rodząc okrakiem na grobie

Jedną z całościowych metafor egzystencji u Becketta jest obraz kobiet, które „rodzą okrakiem na grobie” a więc wizja zamkniętego kręgu rodzenia dla umierania. „Grabarz z głębi dołu zakłada opieszale [porodowe – przyp. -Sch] kleszcze” (BD127) by mógł się urodzić na Ziemi kolejny nieszczęśnik. Człowiek wyłania się na moment z nicości, ale tylko po to, by po chwili znowu wsiąknąć w nicość. Ludzkie życie rysuje się jako chwilowy rozbłysk indywidualnego istnienia w ciemnościach wszechświata („światło świeci przez chwilę, a potem znów noc, znów noc”) (BD 126)

S. Chwin, Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni s 220 -221

Cioran:

„Byłem sam na cmentarzu dominującym nad wsią, gdy weszła tam kobieta w ciąży. Wyszedłem natychmiast, żebym nie musiał patrzeć z bliska na tą nosicielkę trupa ani medytować nad kontrastem między wypiętym brzuchem a zapadłymi grobami, między fałszywą obietnicą a kresem wszelkich obietnic”.

Pascal o pragnieniu szczęścia



Wszyscy ludzie silą się być szczęśliwi; nie ma tu wyjątku; mimo różnych środków, jakich w tym używają, wszyscy dążą do tego celu. To, że jedni idą na wojnę, a drudzy nie, wynika u obydwu z tego samego pragnienia, skojarzonego z odmiennym horyzontem. Wola nie czyni najmniejszego kroku inaczej jak ku temu celowi. Jest to pobudka wszystkich czynności wszystkich ludzi, nawet tego, który się wiesza. A mimo to, od tak wielkiej liczby lat, nikt bez wiary nie doszedł do tego punktu, gdzie wszyscy mierzą ustawicznie. Wszyscy się skarżą: monarchowie, poddani; szlachta i gmin; młodzi, starzy; silni, słabi; uczeni, prostaczkowie; zdrowi, chorzy; we wszystkich krajach, czasach, wiekach i stanach. Tak długa, ciągła i jednostajna próba powinna nas była przekonać o niemożności dojścia do szczęśliwości własnymi wysiłkami. Ale przykład mało nas poucza; nie jest nigdy tak doskonale podobny, aby nie było jakiejś subtelnej różnicy; stąd spodziewamy się, iż nasze właśnie oczekiwanie nie dozna zawodu. I tak, podczas gdy rzeczywistość nie zadowala nas nigdy, doświadczenie mami nas i z nieszczęścia w nieszczęście, prowadzi nas aż do śmierci, która jest jego wiekuistym bezmiarem. 

Cóż więc jest to, co nam krzyczy owo pragnienie i owa niemoc, jeśli nie to, iż istniało niegdyś w człowieku prawdziwe szczęście, po którym został nam obecnie jeno znak i ślad zgoła próżny? Staramy się go daremnie wypełnić wszystkim, co nas otacza, szukając w nieobecnych rzeczach pomocy, której nie otrzymuje od obecnych, ale wszystkie okazują się niezdatne: tą nieskończoną otchłań może wypełnić jedynie przedmiot nieskończony i niezmienny, to znaczy sam Bóg. On jeden jest naszym prawdziwym dobrem; osobliwa rzecz, iż od czasu, jak nas opuścił nie ma w naturze nic, co by było zdolne zastąpić nam jego miejsce: gwiazdy, niebo, ziemia, żywioły, rośliny, kapusty, pory, zwierzęta, owady, cielęta, węże, febra, zaraza, wojna, głód, występki, cudzołóstwo, kazirodztwo. I od czasu, jak stradaliśmy prawdziwe dobro, wszystko po równi może nam się nim wydawać, nawet nasze własne zniweczenie, mimo iż tak sprzeczne Bogu, rozumowi i naturze. Jedni szukają go we władzy, drudzy w osobliwościach i w naukach, inni w rozkoszy. Inni, którzy w istocie bardziej się doń zbliżyli, osądzili, iż nie trzeba, aby dobro powszechne i upragnione wszystkim ludziom mieściło się w jednej z rzeczy poszczególnych, które może posiadać tylko jeden, i które, będąc podzielone, więcej martwią swego posiadacza brakiem cząstki, której mu zbywa, niż go zadowalają posiadaniem tych, które ma. Zrozumieli, iż prawdziwe dobro powinno być takie, aby wszyscy mogli je posiadać naraz, bez uszczuplenia i zawiści, i aby nikt nie mógł go stracić wbrew swej woli.



Gomez Davila - samotność



Samotność uczy nas bycia intelektualnie bardziej uczciwymi – równocześnie prowadzi nas do bycia intelektualnie mniej grzecznymi.

Zwykły człowiek żyje wśród urojeń, jedynie samotnik porusza się wśród rzeczywistości.

Człowiek współczesny nie bierze pod uwagę pozytywności ciszy.
Nie bierze pod uwagę, że jest wiele rzeczy, o których nie można mówić bez ich automatycznego deformowania.

Dzień składa się z należących doń momentów ciszy.
Reszta jest czasem straconym.

Jedynie dialog dwóch samotników jest przejrzysty.

Wystarczy uwielbiać to, co godne uwielbienia, by stać się samotnym.

Jedynie samotnik jest w stanie myśleć coś więcej niż tylko taktyczne prawdy.

Wszyscy mamy klucze do drzwi otwierających się na świetlisty i szlachetny spokój pustkowia.

Kiedy w społeczeństwie już nic nie zasługuje na szacunek, powinniśmy w samotności wypracowywać nowe ciche obiekty naszej wierności.

Niektórym olśnieniom towarzyszy poczucie, że jest się jedynym czuwającym w uśpionym mieście.

Szukajmy rutyny, ciemności, ciszy.

Dziś samotność budzi takie przerażenie, że wszyscy wolą gorączkę konfliktu.

Kto chce mieć tylko inteligentnych przyjaciół naraża się na niebezpieczeństwo samotnej śmierci.

Doskonała czystość i spokój chwili, w której wydaje się, że łączy nas z Bogiem niepojęty współudział.

Bóg jest gościem ciszy.

Duch jest roślinnością spokojnej duszy.

Spokój jest stanem ducha tego, kto obdarzył Boga – raz na zawsze – wszelkimi rzeczami.

Człowiek osiąga pewien spokój i równowagę, gdy zmusza się do przebywania w ograniczonej przestrzeni.

Współczesny hałas głuszy duszę.

Inteligencja odosabnia, głupota łączy.

Co nas oducza od świata, daje nam możliwość, by się uszlachetnić.

W samotności człowiek łapie oddech by mógł żyć.
Działanie rozprasza byt w ciągach przyczynowych; kontemplacja jednoczy go w świętej obecności.

tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Nowe Scholia ... I, II Następne scholia ...
Wydawnictwo Furta Sacra

Amun z Nittrii



1. Arsisjos opowiedział mi życiorys Amuna. Amun był sierotą; gdy miał dwadzieścia dwa lata, wuj zmusił go do zawarcia małżeństwa. Ponieważ nie mógł sprzeciwić się woli wuja, pozwolił włożyć sobie wieniec na głowę, posa­dzić na ślubnym łożu i dopełnić wszystkiego, co jest zwią­zane z zawarciem małżeństwa. Gdy jednak ułożywszy małżonków w łożu wszyscy wyszli, Amun wstał, zamknął drzwi na klucz, usiadł, przywołał swą błogosławioną i rzekł do niej:

2. - Podejdź, pani, bo chcę ci coś powiedzieć. Małżeń­stwo, które zawarliśmy, jest niepotrzebne i nie ma żadne­go znaczenia. Słusznie więc zrobimy, jeśli od tej chwili każde z nas będzie spało osobno, bo zachowując nienaru­szone dziewictwo spodobamy się Bogu. Wyjąwszy z zanadrza książeczkę czytał ją w imię Apo­stoła i Zbawiciela dziewczynie, która nie znała Biblii; do­dawał do większości ustępów wyjaśnienia wedle własnego rozeznania, mówiąc jej na temat dziewictwa i czystości. ( Napełniona Bożą łaską powiedziała:

3. - Podzielam twoje zdanie, panie. Co każesz robić dalej? Odpowiedział: - Życzę sobie, by każde z nas zamieszkało osobno. Na to jednak ona się nie zgodziła, lecz rzekła: - Zostańmy w jednym domu, ale w osobnych łożach. Przez osiemnaście lat mieszkał z nią pod jednym da­chem; przez całe dnie pracował w ogrodzie i przy krze­wach balsamowych, gdyż był wytwórcą wonnych olejków. (Krzew balsamowy rośnie tak samo, jak winorośl, tak sa­mo jak winorośl się go uprawia i przycina, wymaga też wiele pracy.) Wieczorem wracał do domu, odmawiał mo­dlitwę i wraz z żoną spożywał posiłek, a po odmówieniu modlitwy nocnej wychodził.

4. Żyjąc tak wyzwolili się z wszelkich namiętności: sprawiły to modlitwy Amuna. W końcu żona powiedziała do niego: - Panie mój, mam ci coś do powiedzenia; jeśli zechcesz mnie wysłuchać, będę pewna, że miłujesz mnie zgodnie z wolą Bożą. Odrzekł: - Mów, czego chcesz. Powiedziała: - To słuszne, że ty, który jesteś mężczyzną i człowie­kiem sprawiedliwym, i ja, kobieta, starający się iść tą sa­mą drogą, żyjemy osobno. Niesłuszne jest jednak, że żyjąc tu ze mną w czystości, ukrywasz tę swoją wielką cnotę przed światem.

5. On złożył dziękczynienie Bogu i rzekł do niej: - Zatrzymaj więc ten dom, a ja zbuduję sobie drugi. Odszedł i udał się w najodleglejszą część Nitrii, gdzie nie było jeszcze pustelni; zbudował tam sobie dwie cele i przeżył w nich dwadzieścia dwa lata; umarł, a raczej za­snął, na pustyni. Ze swą błogosławioną małżonką spotykał się dwa razy do roku. (Żona Amuna miała wstąpić do wspólnoty kobiet (HM 22,2).

Palladiusz, Opowiadania dla Lausosa (Historia Lausiaca), (Źródła monastyczne t. 12), przekład Stanisław Kalinkowski. Wstęp i opracowanie Ks. Marek Starowieyski. Kraków- Tyniec 1996 (Wydawnictwo Benedyktynów)


Ajahn Mun – o postawie wojownika



Co powinno się myśleć o takich miejscach, gdzie strachliwi mnisi idą i zostając narzekają, że są przestraszeni, chociaż miejscowi wieśniacy myślą o nich jako o zwykłych miejscach i nie obawiają się ich? Z drugiej strony są miejsca gdzie odchodziłem i praktykowałem, a miejscowi wieśniacy obawiali się tych miejsc i nie chcieli bym tam mieszkał, z obawy, że zjedzą mnie tygrysy. Ale nie dbałem o tygrysy, ani o wieśniaków, mówiących jak srogie są tygrysy. Mój brak troski nie jest przechwalaniem się tym, że nie bałem się tygrysów, które w oczach świata są nieulęknionymi zwierzętami. Owszem, bałem się ich, ale nie na sposób przerażenia strachliwego bhikkhu. Odwrotnie, mól lęk był lękiem wojownika, który postanowił:

Niebezpieczeństwo czyha wszędzie i to wydaje się być dobre miejsce dla samorozwoju. Czy przeżyję czy umrę, podporządkuję się mej karmie, która jest drogą natury. Jeżeli tygrys nie ma mięsa do jedzenia – czy myśli, że mięso mnicha jest słodsze czy bardziej smaczne niż normalne jedzenie i zechce go spróbować, zaakceptuję to. Ale muszę się trzymać Dhammy – innymi słowy, odwagi i wyrzeczenia w imię Dhammy – cały czas, bez odpuszczenia, aż do mojego ostatniego oddechu. Taka postawa będzie odpowiednia dla kammatthana bhikkhu, który trzyma się Sasany i honoruje ją.

Uczyniwszy to zobowiązanie i uwolniwszy się od wszystkiego dla Dhammy, zwróciłem się ku pracy nad sercem z niezachwianym wysiłkiem bez rozluźnienia. Czym więcej słyszałem tygrysy porykujące do siebie nawzajem w najbliższym otoczeniu, tym bardziej zwracałem się ku Dhammie wchodząc z nią w intymny kontakt, zagłębiając się w nią jak gdyby serce i Dhamma stały się jednością. Czym dłużej walczyłem w bitwie między tygrysami i Dhammą, która była moim celem, tym więcej widziałem cudów serca i Dhammy, które powstając usuwały wszelkie myśli o tygrysach przychodzących mnie zjeść, myśli będących tylko stratą czasu. Ale lękliwa osoba jest jak młode dziecko które wie mało i dotyka ognia by się nim bawić parząc sobie ręce. Kiedy lękliwa osoba jest niezdolna do odnalezienia drogi wyjścia, przywołuje myśli o tygrysach czy duchach i wywołuje u siebie strach, parzący swe serce bez wiedzy jak stawić czoła sytuacji – tak samo jak dziecko bawiące się ogniem.