sobota, 5 stycznia 2013

Szukanie rigpy



Inne podobieństwo pomiędzy nauczaniem dzogczen a Ajahn Chah wychodzi z ostrzeżenia: nie szukaj nieuwarunkowanego, czy rigpy, za pomocą uwarunkowanego umysłu. W wersach III patriarchy zen czytamy: Szukanie Umysłu dyskryminującym umysłem jest największym ze wszystkich błędów”. Ajahn Chah wyrażał daremność i absurdalność tej tendencji przez przykład galopowania na koniu i w tym samym czasie szukania konia. Jedziemy i pytamy się: „Czy ktoś nie widział mojego konia?” Wszyscy patrzą na nas jakbyśmy byli szaleni. I tak dojeżdżamy do następnej wioski i pytamy się o to samo: „Czy ktoś nie widział mojego konia?” Ajahn Sumdho przedstawiał podobny przykład. Zamiast szukania konia, używał metafory rozglądania się za swymi oczami. Ten organ, dzięki któremu widzimy a my szukamy: „Czy ktoś nie widział moich oczu?” Nie możemy zobaczyć naszych oczu, ale możemy widzieć. To oznacza, że przytomność nie może być obiektem. Ale może być przytomność obiektu. Ajahn Chah i inni leśni mistrzowie używali wyrażenia „bycie poznawaniem”. To jak bycie rigpa. W tym stanie, jest to umysł znający swą własną naturę, Dhamma znająca swą własną naturę. To wszystko. Jak tylko próbujemy uczynić z tego obiekt, to tworzy się dualistyczna struktura, podmiot tutaj, szukający obiektu tam. Rozwiązanie tego leży w puszczeniu tej dualności i uwolnieniu się od „szukania”. Wtedy serce po prostu przebywa w poznawaniu. Ale nawykowe jest myślenie: „Nie szukam wystarczająco mocno. Jeszcze nie znalazłem. Moje oczy muszą być gdzieś tutaj. W końcu przecież, mogę widzieć. Muszę starć się bardziej by je znaleźć".

Ajahn Amaro

Ajahn Amaro - Spotkanie z tradycją


Udałem się do północnej Tajlandii, gdzie uprzednio nie zawędrował żaden turysta z Zachodu, i zaszedłem do leśnego klasztoru. Był to jeden z klasztorów Ajahn Chah, gdzie żyli mnisi z Zachodu. Ważne jest by wiedzieć, że leśna tradycja w Tajlandii jest już całkiem sztywną i wąską ortodoksją; to ścisła obserwancja już i tak konserwatywnej tradycji. Co jednak natychmiast rzuciło mi się w oczy, to że ludzie tam żyjący tym w najwyższym stopniu prostym życiem, byli najpogodniejszymi ludźmi jakich kiedykolwiek spotkałem. Wstawali o trzeciej rano, jedli jeden posiłek dziennie, pili kubek herbaty dwa razy w tygodniu, spali na cieniutkich matach, bez seksu - zdecydowany brak seksu – bez narkotyków, alkoholu czy rock and rolla. Jednak byli w pełni wyluzowanymi, bardzo przyjacielskimi, nieskomplikowanymi ludźmi. Spytałem się siebie, „Cóż takiego posiadają, by się śmiać? Jak to się dzieje, że są tak szczęśliwi gdy ich życie jest poddane tylu restrykcjom? Wtedy spotkałem Ajahn Chah, nauczyciela. Jeżeli rozpoznawałem mnichów jako całkiem zadowolonych ze swego losu, spotkanie z nim było jeszcze bardziej uderzające. Żył jako mnich w lesie bez seksu, muzyki, czy picia przez czterdzieści lat. Możecie sobie wyobrażać kogoś bardzo zasuszonego. Ale tu oto jest człowiek który jest totalnie swobodny. Faktycznie, w pełni cieszył się życiem, był totalnie zadowolony.

Dyscyplina klasztorna była wielce ograniczająca. Była ukierunkowana na uproszczenie wszystkich zewnętrznych warunków, tak by można skupić własną uwagę bezpośrednio i prosto na punkt, gdzie możesz znaleźć wolność – na świat wewnętrzny. I tak, raczej niż być negacją świata zmysłowego czy krytycyzmem, nienawiścią czy obawą przed nim, styl życia klasztornego był budowany wokół symplifikacji warunków. To było pracą mnichów, skierować uwagę na wymiar wewnętrzny, gdzie można próbować być prawdziwie wolnym. Tak poruszył mnie ten sposób bycia, że ku mojemu zdziwieniu … zostałem. Kiedy się na to zdecydowałem, nie myślałem, że zostanę dłużej niż trzy dni. Jednak szybko rozpoznałem, że uprzednio szukałem wolności w złych miejscach. Pamiętam gdy otwarłem się na to śmiejąc się z samego siebie: „Jak mogłem być tak głupi?” Nigdy nie przyszło mi do głowy, że wolność jest do znalezienia tylko wewnątrz. Do tego czasu szukałem wolności w tym co jest nierozerwalnie związane ze zniewoleniem. Mój błędny sposób poszukiwania wolności, objawiał się przez negowanie konwencji, przez próbowanie być nieskrępowanym regułami społecznymi czy tym co dyktowała mi moja osobowość czy uwarunkowania mego ciała. Z zewnątrz wydawałem się wolny, ale wewnątrz byłem więźniem moich wierzeń i zachowań. To tylko przez zwrócenie mojej uwagi do wewnątrz mogłem odkryć wolność która już tam była. Zrealizowałem, że zewnętrzne formy i struktury których używamy są pomocne w nakierowaniu naszej uwagi tam gdzie już jesteśmy totalnie wolni. To nie jest tak, że potrzebujemy stać się wolnymi. To sprawa odkrycia tej jakości elementu, który jest z natury wolny od przeszkód i niezwiązany.

Therawada apofatyczna?


Jedną z najbardziej uderzających charakterystyk nauk Therawady jest ta, iż Prawda i ścieżka do niej prowadząca, często są wskazywane przez określanie raczej czym one nie są niż czym są. W języku teologi chrześcijańskiej jest to nazywane „metodą apofatyczną” - mówienie o Bogu w terminach, czym on nie jest – jako kontrast dla „metody katafatycznej” - mówieniu czym Bóg jest. Ten apofatyczny styl podejścia, znany również jako via negativa, był używany przez wielu eminentnych chrześcijan przez wieki, tym który natychmiast przychodzi do głowy jest słynny mistyk i teolog, św. Jan od Krzyża. Jako przykład tego stylu w jego Wyjściu na Górę Karmel, może służyć choćby taki fragment: „Nic, nic, nic, nic, i nawet na Górze, nic”.

Kanon Pali posiada w znacznym stopniu ten sam smak via negativa, i z uwagi na to jego czytelnicy często biorą to za nihilistyczny pogląd na życie – nic nie może być dalsze od prawdy, ale łatwo można zobaczyć, jak powstaje taki błędny pogląd, szczególnie u kogoś kto pochodzi z kultury skłaniającej się do ekspresji afirmujących życie.


Ajahn Amaro

Iluzja bycia rzeczownikiem

Życie jest czasownikiem, nie rzeczownikiem.
Każdy moment Życia, wypływa przez bramy zmysłów, świeży i nowy. To ŚWIADOMY KONTAKT. Wtedy porywa go umysł, i mówi, "Ja jestem tym świadomym kontaktem".
Przelatuje ptak. To tylko prosta świadomość, widzenie się wydarza. Wtedy głowa mówi: "Ja to robię".

KTO widzi? - poczucie bycia widzącym - staje się ważniejsze niż samo WIDZENIE.

Nie jesteś widzem. To HISTORIA, INTERPRETACJA. Świadomy kontakt staje się zawłaszczony przez myśl. Usypia cię to i nie uprzytomniasz sobie, że ty JESTEŚ świadomym kontaktem.
Życie jest CZASOWNIKIEM. Po prostu się wydarza. Wydarza się, ale nie komuś. Tylko energia, szaleńczo falująca. Ale JAŹŃ czyni z siebie RZECZOWNIK. Rzecz. Iluzja bycia rzeczownikiem, polega na tym, że wszystko dzieje się na zewnątrz CIEBIE.

Cały dzień, każdy świadomy kontakt, który się wydarza, twoja głowa zawłaszcza jako CIEBIE będącego w kontakcie ze światem.
Jaźń jest tylko opowiadaniem odtwarzanym w umyśle. Nigdy nic się nie wydarza Paulowi. Temu czym JESTEM. Jestem czystą i prostą przytomnością wydarzeń.
Większość ludzi żyje w świecie który SIĘ NIE WYDARZA. Żyją w MYŚLI o przeszłości i przyszłości. Tworzą tym samym wiele niepokoju. "Co może mi się przytrafić?" Fizyczny aparat reaguje na to cały czas. Zestresowany życiem paroma dniami w tym samym czasie.
Życie się dzieje, jest czasownikiem. Czasownik jest rzeczywistością, rzeczownik iluzją. Patrzysz z punktu widzenia bycia rzeczownikiem, i tak ci się to wymyka. To jest to co twoja głowa robi cały dzień: INTERPRETUJE to co się dzieje i tworzy z tego historię o czymś innym.
Mówisz, że chcesz być "przebudzony". Ale jesteś tak zaabsorbowany w historię: "ja", że nie zdajesz sobie sprawy, iż JUŻ jesteś PRZEBUDZONY. Dalej twoje myślenie może iść w kierunku STANIA SIĘ przebudzonym. Wspomagając ideę, że nie jesteś przebudzony.

Myśl gra rolę Boga. I już cię pokonała, skoro teraz myślisz, że nie jesteś przebudzony. I będzie w to grała przez lata.
Możesz POCZUĆ życie, albo możesz o nim MYŚLEĆ. To jest wybór.
Nie chodzi tu o zdobywanie wiedzy. To dotyczy przebudzenia się na esencję tego co nazywamy życiem. Jeżeli identyfikujesz się jako "ja", twoim przeznaczeniem jest zamieszkanie w królestwie TEGO CO SIĘ NIE WYDARZA. W przyszłości a w przeszłości.
Myśl jest tylko myślą; ale zmienia się diametralnie, gdy staje się MOJĄ myślą. Interpretacja myśli, jako będącej moją, kładzie się cieniem na doświadczeniu. Ale to nie życie, to prze-żywanie, egocentryczny system myśli i interpretacja, zawsze aktywne.

Myślisz, że jesteś odseparowany od życia i że ono DZIEJE SIĘ dla ciebie. "Ja" jestem rzeczownikiem, któremu wszystko to się przytrafia. Ale nie ma rzeczownika w życiu, jest czasowość.
Kiedy patrzysz na sposób widzenia rzeczownika, interpretujesz życie z fałszywego centrum. I nie rozumiesz dlaczego jesteś tak skonfundowany. Wszelkie doświadczenia bycia czasownikiem stają się czymś co MA rzeczownik. Pragniesz czasowości życia, ale nie dostrzegasz jej. Zasmuca cię ten sposób widzenia rzeczownika. To dylemat: Nie możesz dostrzec siebie stwarzającego się jako rzeczownik. Rzeczownik nie może odczuwać spokoju, ponieważ spokój jest żywym momentem, nie rzeczą w stagnacji, którą uzyskałeś czy zawłaszczyłeś.

Wraz z byciem rzeczownikiem stajesz się magazynem dla interpretacji życia przez umysł. Nie doświadczasz żywego momentu, odświeżasz stary moment. Żyjesz pamięcią; interpretacja jest stale prezentowana by nałożyć się na istość życia.
Jako rzeczownik, najlepsze co możesz zrobić, to założyć, że MIAŁEŚ doświadczenie, nie możesz być TYM w czym przejawia się doświadczenie. Jedno jest ruchem drugie zajmuje się paczkami. Albo przemieszczasz się wraz rzeczami, albo je pakujesz, "Wiem to i to; miałem to a to doświadczenie". Zabieranie czasownika i transformowanie go w coś co posiadasz.

Interpretacja umysłu to: "Wszystko w porządku, zamierzam utkwić naprzeciw tego czasownika. Utkwić jako rzeczownik i edytować życie, wychodząc z założenia, że jestem twórcą tego czasownika. Ja widzę, ja słyszę, i to ja myślę o tym wszystkim. Działający i posiadacz i interpretator.
Jakże wyczerpujące! Próbowanie kontrolowania tego wszystkiego. Chwytanie się jakiejś pewności, że tam w dole rzeki będzie wszystko w porządku. Budowanie tam i zbiorników.

Co dostarcza opału temu selfingowi (samoidentyfikacji) to twoje skupienie na myślach, twoja obsesja nimi. Ale myśli są na temat ciała, nie o tobie. Widząc to, możesz stracić zainteresowanie nimi. Zostaje uwolniona energia. Może nawet zaczniesz interesować się źródłem życia, nazywanym świadomością.

Być może posiadasz epifanię: Życie z nieobecną jaźnią. Poczułeś smak momentu, życia-tak-jak-się-ono-dzieje; co nokautuje "ja". Jaźń upada, odchodzi do konta, oblewają je wodą; i jak tylko zaczyna się nowa runda, mówi: "Och MIAŁEM takie doświadczenie, taką epifanię!" Tworzy zwycięstwo na terenie porażki.

Generalnie, epifania kończy się gdy zaczyna się ten selfing i interpretacja. Parę takich epifanii i będziesz duchowym rzeczownikiem. Ha-ha!

Ale epifania może zaoferować wizję z poza skrzynki bycia rzeczownikiem - portal pomiędzy bezczasowością a czasem, zwanym przeze mnie "pauzą" czy "przerwą". Uwaga wydostaje się na zewnątrz skrzynki i rozszerza się. Wieczne nie-czasowe wydarzenie, w tym linearnym magazynie czasu. Bycie świadkiem widzenia, odczuwania, dotykania, smakowania, i myślenia tak jak oko jest świadkiem przelatującego ptaka. To świadomy kontakt.

Reakcja umysłu na świadomy kontakt to: Ja widzę, dotykam, myślę. Główną metodą przemieszczania się umysłu jest ROSZCZENIE. Jest życie, i wtedy umysł je zawłaszcza.

Możesz wejść w rzeczywistość czasownika i dostrzec rzeczownik w działaniu. Zobaczyć go na tronie. Czasownik nie zatrzymuje się, jest zawsze aktywny. Nie ma "przeszłej obecności" ani "przyszłej obecności". Jest BYCIE. Teraz.

Masz tony starych idei o sobie. Jeżeli ich nie puścisz, będziesz podróżował bardzo obciążony.
Lekka łódź, która może nawigować i płynąć podczas różnych rodzajów pogody. A jesteś teraz starym tankowcem. W każdy momencie na twój pokład wdzierają się fale. Potrzebujesz ulgi. Ale dokąd się udasz w poszukiwaniu wytchnienia? Do swej głowy! i to jest problem. Ulga jaką oferuje myśl jest częścią zniewolenia jaźni. Idźmy w stronę problemu proszenia o radę!

Ulepszyć swoje "ja"? Kiedy to się może stać? Nigdy teraz. Zawsze odkładane na później. "Jeżeli tam dojdę, wszystko będzie wspaniale". A kiedy tam dojdziesz? Szczęście nie nadchodzi i umysł obwinia cię o to.

Selfing nie jest tym czym jesteś. Ale jeżeli patrzysz w przeszłość, czy patrzysz w przyszłość, wszystko to o tym co wydarza się jaźni. Zmartwienia mogą zrobić z twego życia piekło.


Rozwiązanie: Wejrzeć w sytuację i dostrzec brak problemu. Tylko to co jest teraz. Istość. Z tym rozpoznaniem, dochodzi do uodpornienia na stawanie się rzeczownikiem. Prawdziwy smak życia, po prostu wydarzanie się, a nie "mi się to przytrafiało" - to otwarty sekret, brama bez drzwi. Cały czas dostępna.

Rozpoznaj, że nie masz problemu. Nigdy nie miałeś. To rozwiązanie. Kłamstwo, to twoje bycie "ja". Ale nigdy tym nie byłeś. Twoje skierowanie uwagi zostało uprowadzone, to wszystko.

Ty i ja mamy wielką wiarę. Ale na jaki pojazd ją załadujesz? Większość z nas, załadowała ją na ideę "jaźni", koncentracji-ja. To wiedzie do strachu, gdyż ta koncentracja-ja jest niegodna zaufania. Twoja wiara w jaźń tworzy niepokój, z którym próbujesz sobie radzić jak gdyby był czymś realnym i solidnym. Wiara pokładana w nieskończoność stworzy swobodę i komfort. Ułatwi podróżowanie.

Umysł próbuje opisać to jako historię. Ale rzeczy po prostu się dzieją. Nie ma to nic wspólnego z jaźnią. Interpretacja głowy sprawia, że podróż jest bardzo ciężka. A wszystko to bazuje na idei bycia "ja".

"Ja" mówi, że chce "być wolne", ale prawdziwa wolność to być wolnym właśnie OD NIEGO: Być czasownikiem, uważnością, czystą i wolną od "ja". Selfing wymaga uwagi; kiedy uwaga zostaje skierowana gdzie indziej, pojawia się wolność.


Paul Hedderman

piątek, 4 stycznia 2013

Psychologiczna dezintegracja

-->


"Psychologiczna dezintegracja", cóż to oznacza? Integracja oznacza, że mamy ideę tego kim jesteśmy. Dezintegracja oznacza anatta, nie-ja, brak kontroli. czy chcesz dojść do tego etapu?

Brak jaźni, brak kontroli, tylko odbywające się fizyczne i mentalne procesy! W momencie, gdy zaczynasz starać się to kontrolować, jesteś na zewnątrz, jesteś poza medytacją ... Medytacja jest pewnego rodzaju poddaniem się. Zawsze chcemy mieć kontrolę nad nami samymi, "Wiem kim jestem, wiem co robię", z taką postawą nie możemy poprawnie medytować! Nie ma już dłużej "ja", nie ma już dłużej, "ja" który medytuję i nawet nie masz kontroli nad medytacją. Jesteś w pełni przytomny tego co się wydarza, czysta przytomność bez kontroli, tak jakbyś patrzał na drogę. Siedzisz na zewnątrz i patrzysz na drogę, nie masz kontroli nad żadnym z samochodów. One pojawiają się i odjeżdżają, a ty siedzisz i obserwujesz. Wiesz co się dzieje, ale nie masz kontroli! Musisz rozwinąć ten rodzaj mentalnego stanu, bez kontroli, dlatego też mówię ludziom, by nie stawiali oporu, nie kontrolowali, po prostu puścić i być niezaangażowanym obserwatorem.

W momencie w którym widzimy, że tracimy kontrolę, momencie gdzie nie czujemy już dłużej tego "ja", pojawia się pewien rodzaj lęku. Ale to nie przytrafia się u każdemu. Tylko pewnym ludziom. Wtedy puszczamy, i wchodzimy w proces medytacji ... Cokolwiek się wtedy dzieje, spróbuj się uspokoić i po prostu powiedz sobie, że nie ma niebezpieczeństwa, nie ma strachu. Zaufaj sobie, zaufaj swej praktyce, i kontynuuj. Już dłużej nie trzymamy się siebie. Medytując nie trzymamy się siebie. Rozpoznaj czy to robisz, czy próbujesz być kontrolerem, próbującym coś zrobić. Nasz umysł czuje, że jesteśmy zagrożeni i nagłe dreszcze ciała są reakcją protekcyjną, skłaniającą nas by ponownie podnieść gardę. I tak, w momencie przechodzenia do innej rzeczywistości, budzimy się z dreszczami ciała, jeszcze raz chcemy objąć kontrolę. To jest rodzaj obronnej reakcji ciała i umysłu. Te nagłe dreszcze ciała nie są rzadkim zjawiskiem, ale mogą budzić lęk. Po prostu powiedz sobie, zachęć się tym, że to odejdzie, wraz z rozwinięciem przez ciebie spokoju i głębszego zrozumienia.

Sayadaw U Jotika







Medytacja z Ajahnem Sumedho 30

I tak, używając refleksji, biorąc Pierwszą Szlachetną Prawdę, dukkha (cierpienie), zaczynasz myśleć o dukkha, Pierwszej Szlachetnej Prawdzie – to jest myśl. Ale podejmujesz tą myśl, uprawiasz refleksję dotyczącą dukkha. Odbywa się to nie przy pomocy samego intelektu, jak np próbowanie znalezienia doskonałego angielskiego odpowiednika dla słowa dukkha, jak to próbuje robić wielu mnichów, bez końca. Szukanie doskonałego angielskiego ekwiwalentu dla słowa dukkha, jestem tym zmęczony. Nie przejawiam już dłużej zainteresowania na tym poziomie, ponieważ to dla mnie nieważne. “Cierpienie”, wystarczająco dobre. Trafia w sedno. I tak wglądasz się w to. Co to w rzeczywistości oznacza w terminach tego co przytrafia mi się teraz? Zaczynam dostrzegać, że są tu obecne niepokój, świadomość-ja, zmartwienia własnymi błądami, zrobieniem czegoś złego, umysł może powiedzieć: “Nie zniosę tego już dłużej, mam dość, zamierzam odejść”. To rozpoczęcie wglądania się w wielość tego konceptualnego rozróżniania, wewnętrznego tyrana, mówiącego: “Nie powinieneś mieć takich myśli. Ta myśl była zła i nie powinieneś myśleć negatywnych myśli”.

Mogę zobaczyć, że dając się pochwycić w te nawyki, sprowadzam na siebie cierpienie związane z niepokojem, zmartwieniami, i świadomością-ja. Żyło mi się całkiem dobrze, nie mam wiele powodów do narzekania. Nie urodziłem się w ubóstwie, u okrótnych rodziców, czy w nieludzkim społeczeństwie, nie byłem prześladowany, deprawowany, nie znęcano się nade mną. Na przekór temu wszystkiemu, cierpienie było nie do zniesienia. I tak mjąc lat trzydzieści, byłem już wypalony wewnetrznie. Czułem się zmęczony. Nic sobie nie obiecywałem po światowym życiu. Jeżelibym chciał, mogłem dostać dobrą pracę, i robić wszystkie te odpowiednie rzeczy, zgodnie z życzeniami moich rodziców, ale nie byłem zainteresowany, nic we mnie nie przejawiało takich ambicji.

Życie, ktróre przeżywałem, nudziło mnie. Nie mogłem znieść takiego rodzaju życia, jakie wiedli moi rodzice, ponieważ nudziło mnie to, spędzać życie na zarabianiu pieniędzy i posiadaniu rodziny. Z pewnością to nie sprawiało mi radości. To zbrzydzenie światem nazywa się nibbida w Pali. To depresja połączona z żałowaniem samego siebie, to znużenie. Po trzydziestce, a już widziałem dość świata, miałem dość doświadczenia. I tak jedyną rzeczą jaka mi została, to zostać mnichem. W taki sposób otwarły się wrota fortuny, zostałem buddyjskim mnichem.

W monastycznym życiu w Tajlandii z Ajahn Chah, buddyjska medytacja polegała na rozwijaniu tej refleksyjnej zdolności, a nie tylko "mnie myślącego o mnie". Dało mi to tą perspektywę, te narzędzia, którymi się dzielę z wami, jak używać Czterech Szlachetnych Prawd. I tak mój refleksyjny umysł zaczął postrzegać ten gniew. Bywałem zagniewany i ktoś mówił mi: "Jesteś zdenerwowany", a ja mu odpowiadałem: "Nie, nie jestem". Mogłem być w samym centrum gniewu a jednocześnie go nie rozpoznawać czy nie przyznawać się do niego - taki byłem ślepy. Bądź też nie wiedziałem jak się do niego przyznać ... Nie wiedziałem nic o moich relacjach emocjonalnych wobec czegokolwiek. Ludzie mówili: "Jakie są twoje odczucia wobec tego?" I nie wiedziałem. Nie wiedziałem nic o moich odczuciach, ponieważ funkcjonowałem na inny sposób. Raczej niż być wrażliwym czy uznać swe uczucia, próbowałem się stać czymś, żyć zgodnie ze standardami, czy działać nawykowo. I tak, rzeczywiście musiałem obserwować uczucia, gdy stałem się mnichem żyjącym wraz z Ajahn Chah.

Musiałem obserwować niepokój, gniew i resentyment odczuwany przy siedzeniu przez pięć godzin i słuchaniu Ajahn Chah, podczas gdy wszyscy dobrze się bawili. Ajahn Chah był czarujący i zapewniał dobrą rozrywkę, ludzie słuchali jak zaczarowani, śmieli się. Miał dobre poczucie humoru a ja siedziałem tam zagniewany i wściekły. Dokonując refleksji nad tą furią, zacząłem dostrzegać tego małego chłopca, to małe niedojrzałe dziecko mówiące: "Zamierzam stąd uciec. Zamierzam naprawdę cię zranić, Luang Por Chah, ponieważ odchodzę". I wtedy zacząłem nad tym rozmyślać - pamiętam, że robiłem to mojej mamie. Kiedy nie dawała mi tego czego chciałem, zwykłem mówić: "Zamierzam odejść", mając nadzieję, że odpowie: "Och, nie rób tego, zrobię wszystko co chcesz". Słuchałem tych głosów, ponieważ nie było nic innego do roboty. Życie monastyczne nie jest ekscytujące i pełne przygód. Jest symplifikacją, żyje się zwykłą rutyną buddyjskiego mnicha.

Mimo to byłem zainteresowany rozwojem tej umiejętności refleksyjnego myślenia i takie życie uwolniło mnie z konieczności zarabiania pieniędzy, i bycia pochwyconym przez te głupie społeczeństwo, którym już byłem rozczarowany. Przynajmniej byłem z ludźmi o podobnym nastawieniu, i z bardzo dobrym, bardzo mądrym nauczycielem. Naprawdę miałem szczęście. Relacje z innymi mnichami i świeckimi osobami są regulowane przez Vinayę, kod monastyczny i tajlandzką kulturalną tradycję. I tak, zaadoptowałem się. Byłem wobec tego krytyczny, zdecydowałem jednak, że nie jestem zainteresowany tym na poziomie konwencjonalnym. Zamiast tego nauczyłem się, jaka jest przyczyna cierpienia i jak się od niego uwolnić. To podstawowe przesłanie. Intencja by zrealizować nibbanę, i nie przejmować się zbytnio otaczającym nas światem.

Środowisko monastyczne jest moralne. Jest w nim silne poczucie moralności i braku przemocy, życie z dobrymi ludźmi i mądrym nauczycielem. To była Dhamma i Vinaya. I tak zdecydowałem, że nie będę tracił czasu na narzekania.

Korzenie nada yogi



Pytanie: Czy zetknąłeś się z tą praktyką słuchania dźwięku ciszy gdzieś w Suttach czy tradycyjnych komentarzach? Skąd ona pochodzi?

Ajahn Amaro: Na początku była to praktyka, o której Ajahn Sumedho myślał, że jest jego własnym odkryciem. Żył przez jedenaście lat w lasach Tajlandii, gdzie jest tendencja by wykonywać większość swej formalnej praktyki w nocy. Te noce zawsze były wypełnione kalafonią dźwięków wydawanych przez owady, zatem co ironiczne, to dopiero później, gdy zamieszkał w Londynie w 1977 roku, zaczął zauważać ten wewnętrzny dźwięk. Był on szczególnie wyraźny pośrodku nocy, podczas spokojnej śnieżnej pogody w zimie i wtedy pewnego dnia stał się on nadzwyczaj głośny, słyszalny nawet kiedy spacerował głośną ulicą Haverstock Hill. jego obecność była tak mocna, że zaczął eksperymentować, używając go jako obiektu medytacji, nawet mimo tego, że nigdy uprzednio o takim czymś nie słyszał, i ku swemu zdziwieniu, odnalazł to jako użyteczne narzędzie. Tak jak napisał w swoim Przedsłowiu do niedawno wydanej książki ‘The Law of Attention’ Edwarda Salima Michaela: "Odkryłem ten 'wewnętrzny dźwięk' wiele lat temu, ale nigdy nie słyszałem ani nie czytałem żadnego odniesienia do tego w Kanonie Pali. Rozwinąłem praktykę medytacyjną odnoszącą się do tego wibrującego tła i doświadczyłem ogromnych korzyści przy rozwijaniu uważności podczas puszczania wszelkich myśli. Daje to perspektywę transcendentnej przytomności, gdzie można dokonać refleksji dotyczącej mentalnych stanów, które powstają i zanikają w świadomości".

Często mówił on również o tym jak rozwinięcie tego wewnętrznego słuchania miało głęboki efekt na jego postawę wobec praktyki medytacji. Ledwo co przyjechawszy do obcego kraju o odległej nie buddyjskiej kulturze, będąc w małym domu w wielkim i hałaśliwym mieście, odkrył w sobie silną potrzebę wycofania się, odejścia, powrotu do tajlandzkich lasów, z dala od tych europejskich tłumów. Ale jasny wewnętrzny wgląd, który się u niego pojawił, skłonił go raczej do szukania wewnętrznego odosobnienia - cittavieka - niż szukania kayaviveka - odosobnienia fizycznego. I dalej, znalazł tą dopiero co odkrytą formę praktyki wewnętrznego słuchania, skierowania uwagi na to co nazwał dźwiękiem ciszy, idealnym dla wspomagania tej jakości, tego podejścia przedkładającego wewnętrzne odosobnienie. Ten wgląd okazał się tak centralnym dla jego zrozumienia, w jaki sposób najlepiej pracować w tym nowym środowisku, że kiedy w końcu wyprowadzili się z Londynu, po otrzymaniu lasu w West Sussex, nazwał ten nowy klasztor "Cittaviveka".

A po używaniu tej praktyki przez parę lat, doświadczając jej różnych aspektów i rezultatów osobiście, zaczął ją wykładać dla dojrzałej społeczności w klasztorze Cittaviveka. Zdawał sobie sprawę, że nie ma odniesień do tej praktyki w pismach Theravady, ale odczuwał, że skoro miała ona tak korzystne rezultaty w jego przypadku, dlaczego jej nie wykorzystać w nauczaniu? (...)

Samotność mnicha

Poruszamy tutaj najważniejszy aspekt życia monastycznego - samotność. Chodzi o to, że­by żyć samemu po to, żeby żyć z Bogiem. Mnich chroni się w samotność, ponieważ po­maga mu ona do znalezienia Boga, do życia z Bogiem sam na sam. Iluż to mnichów, wśród prawdziwych mnichów, mówiło i powtarzało: kto ma upodobanie w samotności, ma upodobanie w Bogu.

Często pytałem Dom Winady'ego, dlaczego mnich udaje się na pustynię. Jego odpowiedź prawie zawsze była taka sama: „mnisi udają się tam, gdzie nie ma nic, aby w sposób pew­niejszy praktykować całkowite wyrzeczenie. Mnisi nie zostali mnichami dla samych siebie, lecz dla Boga i będą musieli zdać rachunek ze wszystkiego, co w ich życiu nie zgadzało się z logiką ich początkowego wyrzeczenia". Pierw­si mnisi, chcąc zaznaczyć, że naprawdę opu­ścili wszystko, udawali się na pustynię, to zna­czy tam, gdzie nie ma nic, jak to widzieliśmy w rozdziale 3.

Ważne więc jest, żeby nauczyć się żyć samemu nawet we wspólnocie, gdyż życie wspól­noty jest ostatecznie ukierunkowane ku samot­ności, która z kolei ukierunkowana jest ku nie­ustannej modlitwie. Nikt nie wytłumaczył tego lepiej niż Wilhelm z Saint Thierry w Złotym li­ście. Wyjaśnił on, jak należy zabrać się do te­go, by żyć w samotności i jak dalece samot­ność ma moc, siłę przybliżania stopniowo Bo­ga, który powoli zajmuje jej miejsce. W rze­czywistości bowiem to samotność uświęca mnicha; odrywa go od jego „ja" i przywiązuje do Boga. Czyni wokół niego pustkę i wypełnia ją. Jest to droga właściwa dla mnicha, specy­ficzna, szczególna, wyróżniająca go. Jego ce­lem jest bycie jedno z Bogiem. Lecz tego nie osiąga się w ciągu jednego dnia.

Za: Mnich Benedyktyński, Misterium życia monastycznego, Kraków - Tyniec 1996, (16 tomik serii: Z tradycji mniszej), Przekład Ewa Czerny


Gomez Davila filozoficznie

W filozofii rozwiązania są maskami nowych problemów.

Każda granica jest sferą niedostrzegalnego przenikania.

Obszar niepojętego powiększa się wraz z powiększeniem się inteligencji.

Mechanizacja otumania, gdyż każe człowiekowi wierzyć, że żyje w świecie intelektualnie pojmowalnym.

To co można zmierzyć jest drugorzędne.

Problem nie polega na wyborze między determinizmem a wolną wolą, lecz na zrozumieniu, co „wolna wola” oznacza.

Tłum jest pojęciem nie ilościowym lecz jakościowym.

Filozofia jest postawą samotniczą.
Przylgnięcie tłumu do jakiejś doktryny przekształca ją w mitologię.

W pewnych dziedzinach nauka jest trybunałem do którego odwołuje się tylko głupiec.

W filozofii wystarcza czasem jedno naiwne pytanie, by runął cały system.

Systemy filozoficzne różnią się od siebie nie tyle sposobem rozwiązywania problemów, ile sposobem ich ukrywania.

Kwestie, których niezbywalnym elementem jest wolność lub świadomość, wymykają się nauce.

Nie ma bardziej jałowego przedsięwzięcia niż próba przełożenia tego, co umysłowe, na terminy odnoszące się do mózgu.

Epistemologia, która połączyłaby idealizm ontologiczny z realizmem aksjologicznym.
Świat jest moim przedstawieniem – poza błyskami światła, które go przeszywają.

Między człowiekiem a nicością rozciąga się cień Boga.

Definicja lokalizuje obiekt, ale jedynie opis go chwyta.

Problemy metafizyczne przynaglają człowieka nie do tego, by je rozwiązywał, lecz do tego by je przeżywał.

Rzeczywiste jest nie to co myśl wyjaśnia, lecz to czego myśl nie pojmuje.

Filozofie, które niepokoją ludzką pychę, powinny oswoić się z myślą o potwarzach i wygnaniu.

Wymiary fizycznego uniwersum są wymiarami więzienia.

Gomez Davila
wybrane z książek: Nowe scholia … I, II i Następne scholia …
w tłumaczeniu Krzysztofa Urbanka
wydawnictwo Furta Sacra

Pascal - Trwoga odseparowanego bytu

.
Kiedy zważam krótkie trwanie mego życia, wchłonięte w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, dlaczego raczej tu niż tam, dlaczego raczej teraz niż wtedy. Kto mnie tu postawił? na czyj rozkaz i zarządzenie przeznaczono mi to miejsce i ten czas? Memoria hospitis unius diei praetereuniti.
.
Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie.
.
Ileż królestw nie wie o naszym istnieniu!
.
Czemu moja wiedza jest ograniczona? mój wzrost? moje trwanie raczej do stu lat niż do tysiąca? Jaką rację miała natura, aby mi dać to właśnie, aby wybrać raczej tę liczbę niż inną? Toć w nieskończoności liczb nie ma większej racji wybrać raczej tę lub inną, nic nie przemawia za tą lub ową!
.
Czy jesteś mniej niewolnikiem przez to, że twój pan kocha cię i pieści? Wielkie szczęście twoje, niewolniku: pan pieści cię, a zbije cię niebawem.
.
Ostatni akt jest krwawy, choćby zresztą cała komedia była i najpiękniejsza: parę grudek ziemi na głowę i oto koniec na zawsze.

Lament Schopenhauera

Jeżeli dobrze rozważyć, jak wielki i obchodzący nas jest problem istnienia, tego dwuznacznego, udręczonego przelotnego, przypominającego sen - tak wielkiego i tak nam bliskiego, że kiedy człowiek je sobie uprzytamnia, zaćmiewa wszystkie inne problemy - i jeśli dostrzega się jednocześnie, jak wszyscy ludzie - z niewielkimi i nielicznymi wyjątkami - nie uświadamiają sobie wyraźnie tego problemu, co więcej, wydają się go w ogóle nie dostrzegać, lecz troszczą się raczej o wszystko inne i żyją tylko z dnia na dzień, prawie bez zastanowienia nad dłuższym okresem ich osobistej przyszłości, gdyż albo pod tym względem zadowalają się jakimkolwiek systemem metafizyki ludowej i to im wystarcza - jeśli powiadam, dobrze to zważyć, to można dojść do wniosku, że człowiek zwie się istotą myślącą tylko w bardzo przenośnym sensie.

W poszukiwaniu mądrości życia

Odrzuć wszystko co targa twoim sercem

Jeśli chodzi więc o rzeczy, których pożądamy i o które z tak wielką usilnością zabiegamy, winniśmy brać pod uwagę, że albo nie mamy z nich żadnej korzyści, albo też mamy więcej szkody. Niektóre są nam niepotrzebne, niektóre zaś nie warte takich zabiegów. Lecz tego nie pojmujemy i wydaje nam się, że otrzymujemy za darmo to, co właśnie kosztuje najdrożej. Może w ten sposób przejawia się nasza tępota, iż sądzimy, że kupujemy jedynie takie wartości, za które płacimy pieniądze, a nazywamy darowanymi takie, za które dajemy nas samych.

Postępujmyż tedy we wszystkich naszych zamierzeniach i sprawach tak, jak zwykliśmy postępować, ilekroć udajemy się do kramarza sprzedającego te albo inne towary: dowiadujmy się, ile należy zapłacić za rzecz, którą mieć pragniemy. Częstokroć bardzo drogo kosztuje towar, za który w istocie nic dać nie warto. Mogę wskazać ci wiele rzeczy, których uzyskanie czy też nabycie pozbawiłoby nas wolności.

Odrzuć wszystko, co tylko targa twoim sercem, a jeśli inaczej pozbyć się tego nie można, trzeba wyrwać je razem z sercem. Przepędź zwłaszcza pożądania rozkoszy i miej je za najbardziej nienawistne: podobnie jak rozbójnicy, których Egipcjanie zwą φίλητεΐς, rozkosze obejmują nas po to, by udusić.

Senaka, Listy

środa, 2 stycznia 2013

Sayadaw U Jotika

 
Należy praktykować samotność zarówno fizyczną, jak i mentalną. Fizyczna oznacza bycie samemu. Nie uważam, że powinniśmy unikać spotkań z ludźmi. Raczej mam na myśli to, by samemu spędzać czas. Mentalna samotność nie oznacza myślenia o czymkolwiek, ale jest to czujność i świadomość. Niektórzy uważają, że jeśli nie myślimy o niczym, musimy spać głęboko albo nudzić się i być senni. Ludzie nie rozumieją wagi samotności. Chcą być z kimś, kto da im radość, zapewni rozrywkę. To jest pragnienie stymulacji. Gdy nie znajdują niczego stymulującego, są znudzeni. Nawet gdy są samotni fizycznie, czytają, oglądają telewizję, słuchają radia lub kaset albo myślą o rzeczach, które zrobili lub zrobią. Bycie samemu, nieczytanie, nieoglądanie telewizji, niesłuchanie radia i niemyślenie są uważane za nieproduktywne. 



Książka Śnieg w środku lata, po polsku dostępna tutaj