piątek, 4 kwietnia 2014

Czym jest i na czym polega powołanie właściwe mnichowi


Ten duchowy radykalizm pierwotnego monastycyzmu tkwił też u podstaw monastycyzmu benedyktyńskiego. Jak widzieliśmy, to właśnie do sztuki życia monastycznego opisanej w biografiach słynnych pustelników, dziełach Kasjana i Bazylego, mieli zgodnie z zaleceniem Reguły sięgać benedyktyni i cystersi, szukając dalszych odpowiedzi na pytanie, czym jest i na czym polega powołanie właściwe mnichowi. Przez te lektury przyswajali sobie ideę „duchowego radykalizmu", którą utożsamiali przede wszystkim ze sztuką „świętej prostoty" (sancta simplicitas). Uczeń „szkoły służby Bożej" miał więc nie tylko szukać Boga, pielgrzymując ku Niebu, lecz również czynić to w sposób prosty, przez zerwanie ze wszystkim, co mogłoby rozpraszać jego uwagę i przeszkadzać w skupieniu się tylko na Jednym.

W szczególnie zaś manifestacyjny sposób odwoływano się do postawy sancta simplicitas w licznych momentach monastycznej odnowy. Rezygnacja pierwszych cystersów z bogactwa we wnętrzach klasztornych i w oprawie liturgii, powrót do ideału ubóstwa i postulat utrzymywania się z pracy własnych rąk, odseparowanie od świata - wszystko to dokonywało się właśnie w imię powrotu do benedyktyńskiej świętej prostoty, a w konsekwencji, do ducha starożytnego monastycyzmu. Dlatego założyciel cystersów, Robert z Molesme, wzywał opuszczających opactwa benedyktyńskie i udających się do Citeaux młodych zakonników: „Czytajcie o czynach świętych: Antoniego, Makarego, Pachomiusza". To ci żyjący w niezwykłej prostocie i całkowitym ubóstwie starożytni pustelnicy mieli być ich głównymi przewodnikami w reformie życia monastycznego.

W przypadku reformy cysterskiej istniał jednak jeszcze jeden czynnik sprzyjający podjęciu przez białych mnichów, z tak niezwykłą determinacją, idei duchowego radykalizmu. Otóż, w ślad za starożytnymi mnichami uznali oni za ostateczny cel monastycznego powołania podążanie drogą życia mistycznego. Droga mistyki stanowi zaś niejako ze swej istoty -jak zostanie to ukazane w następnych rozdziałach - najdoskonalszy wyraz postawy odrzucenia wszystkiego dla wyboru Jednego. A zatem, w odnowie cysterskiej, która nie tylko sięgała do kryjącego się za Regułą źródła monastycyzmu pierwotnego, ale też (dzięki intensywnemu czerpaniu z tego źródła) charakteryzowała się niespotykanym wcześniej w zachodniej tradycji monastycznej mistycznym żarem, owa postawa radykalizmu była wyjątkowo dobitna. Znamiennym tego wyrazem było zakonne zawołanie białych mnichów: soli Deo - tylko Bóg.

Z kolei na intensywność cysterskiego radykalizmu, obecnego już od samego początku życia zakonnego, w sposób szczególny wpływał Bernard. Swoją nieprzeciętną osobowością i mistyczną żarliwością wycisnął on trwałe piętno na obliczu duchowym nowego zakonu i ów płomyk monastycznego radykalizmu rozdmuchał w imponujący - i dla niektórych przerażający - płomień. W nauczaniu kierowanym do mnichów wciąż przypominał, że monachus, zgodnie ze źródło-słowem tej nazwy, skoncentrowany jest na odnalezieniu tylko Jednego. Reforma życia monastycznego, czyli powrót do „ducha" Reguły, były dla niego równoznaczne z powrotem do naśladowania pustelniczego życia Antoniego i Kasjana. Ostrzegał, by szukając Boga, nie dać się zwieść nabożnym namiastkom Jego obecności i nie szukać niczego innego, jak tylko Boga samego; nieustannie powtarzał, a często wręcz wykrzykiwał: soli Deo, soli Deo.

Za: Rafał Tichy, Mistyczna historia człowieka według Bernarda z Clairvaux, Wydawca FLOS CARMELI 2011

Dzienna doza reakcji III



- Każde dzieło sztuki może zostać umieszczone na wystawie, ale żadne nie powinno być tworzone dla tego celu.

- Tylko Bóg może sam wypełnić najmniejszą próżnię.

- Oddzielenie religii i estetyki jest grzechem pierworodnym protestantyzmu.

- Coraz więcej jest ludzi wyobrażających sobie, że są wrogami Boga, podczas gdy są jedynie wrogami kościelnego.

- Nietykalność jest przywilejem dusz zdeprawowanych.

- Kraj przeludniony to kraj, w którym praktycznie każdy obywatel jest anonimowy.

- Dekadencja sprawia, że ponownie wiele rzeczy staje się przyjemniejszymi.

- Prawda nie ma udziału w klęskach jej obrońców.

- Nikt nie może oddychać swobodnie pośród betonowych budowli, jeśli pamięta zapachy traw rozgniatanych bosymi stopami.

- Człowiek jest dziś wolny jak zbłąkany wędrowiec na pustyni.

- Tam, gdzie panuje pełna wolność wypowiedzi, tam nieodpowiedzialność deprawuje mówców.

- Głupiec traci swoje nadzieje, ale nigdy swoich iluzji.

- Zapłaciłbym dobrowolnie, aby nie musieć robić większości tych rzeczy, za które inni płacą, aby móc je robić.

- Hermetyzm pewnych współczesnych tekstów jest niczym innym jak pancerzem otaczającym pustkę.

- Do słabości demokracji musimy zaliczyć to, że jest rzeczą niemożliwą, aby ważne stanowisko osiągnął w niej ktoś, kto o nie wcale nie zabiegał.

- My, zwolennicy nierówności winniśmy oklaskiwać ścięcie każdego, kto wykorzystuje ją w sposób niegodny.

- Musimy nauczyć się posługiwać bronią wroga, jednak z należytym obrzydzeniem.

- Człowiek nigdy nie powinien zapominać o tym, że jego ambicje, nawet gdyby miał zostać koronowany, pozostawią po sobie co najwyżej szlachetną ruinę.

- Ten, kto wie, że życie nic nie jest mu winne, ten zajmuje właściwą postawę wobec rzeczywistości.

- Dziennikarz bezzasadnie przypisuje sobie ważność tego, o czym informuje.

- O ile zachowuje się nazwę partii, można zmieniać jej programy.

- Ateńska demokracja wywołuje entuzjazm jedynie u tych, którzy nie znają greckich historyków.

Nicolas Gomez Davila
(przełożył T.Gabiś)

Jeden na milion? O wielu mniej ...


Wstęp do Nauki i Życia Sri Ramany Maharshi
John David rozmawia z Davidem Godmanem o życiu i naukach Ramany Maharshi

JD: My obaj mieliśmy to doświadczenie życia koło Papaji i my obaj słyszeliśmy, jak mówił do ludzi: ”Ty to masz!”. Czy on referował do tego pierwszego przejściowego stanu czy drugiego, ostatecznego,
nieodwracalnego stanu?
DG: Powiedziałbym, że prawie niezmiennie do pierwszego. Jego szczególny spryt, talent, jego umiejętność była w całkowitym wyciągnięciu umysłowego krzesła spod ciebie. On jakoś, natychmiast rozplątywał cię z superstruktury, infrastruktury umysłu i ty spadałeś – plum! - prosto do Jaźni. Ty wtedy natychmiast myślałeś: ”To jest wspaniałe! To jest cudowne! Jestem oświecony!” On miał ten niezwykły talent, tę siłę bycia zdolnym wytarcia twojego nosa w rzeczywistości Jaźni. To było całkowicie spontaniczne, ponieważ przeważnie on nie był nawet świadomy, że to robił. Jakoś w jego obecności ludzie tracili poczucie funkcjonowania poprzez indywidualne ”ja”. Gdy to się działo, ty byłeś całkowicie zatopiony w uczuciu, wiedzy bycia Jaźnią. Jednakże, to nie utrzymywało się ze względów, o których już mówiłem. Jeśli nie wyczyściłeś wszystkich rupieci z twojego umysłowego strychu, te doświadczenia będą chwilowe. Wcześniej czy później umysł się na nowo pojawi i to doświadczenie Jaźni zaniknie. To może trwać dziesięć dni, dziesięć tygodni, dziesięć miesięcy lub nawet lata, ale potem ono odchodzi pozostawiając pamięć.
JD: Czy to oznacza, że ten drugi ostateczny stan jest bardzo, bardzo, bardzo rzadki?
DG: W ”Bhagavad Gita” Krishna mówi: ”Z każdego tysiąca ludzi jeden jest naprawdę poważny i każdego tysiąca poważnych ludzi jeden zna mnie, jaki naprawdę jestem”. To jest jeden na milion i ja myślę, że to jest bardzo hojne przybliżenie. Osobiście, uważam że to jest o wiele mniej niż tyle.

Fałszowanie idei Mizantropa


Fałszowanie idei Mizantropa. — Cechy teatru klasycznego, a w szczególności Molierowskiego. — Ewolucja od farsy i komedii opartej na intrydze do komedii charakterów i obyczajowej. — Doskonałość konstrukcji Mizantropa. — Styl.



Wszystko, co tu zaznaczyłem, to jedynie drobna cząstka tego, co, czytając uważnie, można wyczytać w Mizantropie; tak wiele zamknął Molier w tej najgłębszej, najsubtelniejszej ze swoich komedii. Niektórym i to nie wystarczyło: chcieli widzieć w niej to, czego w niej nie ma. Mniej więcej w epoce Rewolucji, poniekąd pod wpływem Russa[7] zaczęła się znamienna „stylizacja” Alcesta: uczyniono zeń demokratę, rewolucjonistę, republikanina… Pojęcie to pokutowało niekiedy prawie aż do naszych czasów: Alcesta-republikanina znajdujemy jeszcze u Sarcey'a (Quarante ans de théâtre). Równolegle z tym strojeniem Alcesta w nowe szaty zaczęło się poniżanie Filinta: czyniono zeń chodzący „kompromis”, zimnego egoistę, etc. Ale to była faza przemijających wybryków; wystarczy nam tu aż nadto zajmować się tym, co Molier napisał, a nie tym, czego nie napisał.

Na czym polega tajemnica sztuki Moliera, iż skrępowana tyloma pętami i konwenansami potrafiła w szczupłych swoich ramach zamknąć tak wiele?

Można by odpowiedzieć, że na jej do najdalszych granic posuniętej ekonomii. O ile ramy powieści są nieskończenie rozciągliwe, o tyle ramy utworu teatralnego są bardzo ograniczone: każdy rys zbędny kradnie miejsce rysowi potrzebnemu. Otóż sztuką teatru klasycznego jest wyzyskanie miejsca, wyzyskanie (mimo pozornej rozwlekłości tyrad) każdego niemal słowa dla uwydatnienia czegoś istotnego w rysunku i grze charakterów. Gdyby ta komedia pisana była dziś, wiedzielibyśmy niezawodnie, jak się Celimena nazywa, czym był nieboszczyk jej mąż, ile ma rocznej renty, jakich perfum używa i gdzie się ubiera; tu nie wiemy nic z tego wszystkiego, ale w zamian za to ta Celimena nie przemija jak moda jej sukni, ale jest równie żywą i prawdziwą dziś jak przed dwustu laty. W zamian za to ileż perspektyw, ileż problemów przesuwa się nam przed oczyma w tym jednym pokoju Celimeny w ciągu kilku godzin obejmujących (zgodnie ze słynnym prawidłem trzech jedności) akcję sztuki. Molier operuje niezmiernie śmiało skrótami: taka np. scena porozumienia Filinta z Eliantą, zawarta w kilkunastu wierszach, w życiu rozłożyłaby się może na przeciąg pół roku. Charaktery, można powiedzieć, zagęszczone są jak bulion: każdy mówi tylko to, co przyczynia się do jego charakterystyki; ani jedno słowo nie pada na wiatr. Taka kwintesencja, taka abstrakcyjność psychologiczna, stałaby się dla talentu średniej miary zgubą: trzeba potężnego tchu Moliera, aby wlać w nią pełnię życia. Osobliwą tajemnicą jego geniuszu jest, iż ta komedia, tak wiecznie i ogólnie ludzka i prawdziwa, jest równocześnie bardzo znamiennym produktem swego kraju i dokumentem epoki: Mizantrop Moliera to z jednej strony społeczeństwo takie, jakim było i będzie zawsze — z drugiej to bardzo wierny obraz pewnego odłamu Francji w pierwszej dobie panowania Ludwika XIV.

Wspomniałem na wstępie, iż Mizantrop i Tartufe to szczyty twórczości Moliera, a zarazem w ogóle rozwoju nowożytnej komedii. W ciągu kilku lat ten zdumiewający geniusz, wyszedłszy z pierwocin wpół-ludowego teatru, wzbił się na niedościgłe przed nim i po nim wyżyny. Komedia Moliera rodzi się początkowo z dwóch źródeł: ze starej, zawiesistej farsy francuskiej oraz z komedii włosko-hiszpańskiej wraz z jej zawikłaną intrygą, karkołomnymi imbroglio[8], przy pewnej tradycyjnej zdawkowości figur i sytuacji. I widzimy krok po kroku, jak Molier rozszerza te ramy i wypełnia je swoją treścią: z każdą nową sztuką coraz mniej mamy obcych domieszek, a coraz więcej samego Moliera. W Mizantropie mamy tego Moliera w najczystszej postaci, tak jak nigdy może przedtem i potem. Albowiem w gorączkowej swej pracy Molier, mimo iż pokazał, do czego sam jest zdolny, nieraz dla pośpiechu będzie świadomie czerpał z obcych źródeł[9]. Powiadano, iż w takim arcydziele jak Skąpiec zaledwie parę scen jest oryginalnych, a nie zapożyczonych[10]. Mizantrop jest absolutną własnością Moliera; nie szukał doń natchnienia nigdzie poza własną duszą oraz tym, co widział dokoła siebie.

W ewolucji swojej komedia Moliera dąży od komedii opartej na intrydze (Postrzeleniec, Zwady miłosne) do komedii charakterów. Szkoła żon jest pod tym względem epoką w teatrze francuskim. Ale w Mizantropie ta komedia charakterów dochodzi do maximum swej doskonałości: w całej sztuce nie widzimy ani jednego rysu, który by był z zewnątrz; wszystko, co się dzieje, płynie jedynie z mistrzowsko oddanej gry charakterów. Że ta komedia jest równocześnie arcydziełem komedii obyczajowej, wskazałem już poprzednio.

Jako umiar budowy Mizantrop przewyższa jeszcze Świętoszka. Świętoszek, napisany pierwotnie w trzech aktach, uzupełniony później do pięciu, ucierpiał nieco od tych przeobrażeń. Cały drugi akt stanowi poniekąd wkładkę luźno związaną z głównym motywem sztuki; zakończenie razi nieco swoim deus ex machina. W Mizantropie akcja — bardzo subtelna i nieomal zbyt wiotka — rozwija się z doskonałą harmonią, a rozwiązanie sztuki, zgodne z założeniem i rozwojem charakterów, nie ma w sobie nic z niedbałości owych częstych „molierowskich” zakończeń. Zawiera ono raczej cechy tego bardzo nowoczesnego rodzaju teatralnego, który nie jest ani dramatem ani komedią, a który na afiszach teatralnych nosi dziś po prostu miano „sztuki”. Jest to jeden dowód więcej śmiałości geniuszu Moliera. W epoce, kiedy on tworzył, rodzaj komiczny i tragiczny były najściślej od siebie oddzielone; nikomu w głowie nie postało, iż komedia może zarazem bawić, wzruszać, pobudzać do myślenia, poruszać doniosłe (ba, nawet najświętsze!) problemy; iż może odbijać zarazem komizm i tragizm życia. Molier jednym zamachem obala te sztuczne bariery: jego Mizantrop, Don Juan, Świętoszek, Skąpiec to już podwaliny nowoczesnego dramatu, a raczej to otwarcie dróg dla pełni twórczej swobody.

Toteż Mizantrop był dla współczesnej publiczności dziełem zbyt śmiałym, zbyt odbiegającym od panujących pojęć o teatrze. Niektórzy, jak Boileau — zrozumieli, czym jest to dzieło; ogółowi brakło w nim tego szerokiego śmiechu, do którego Molier przyzwyczaił słuchaczy. Powodzenie sztuki słabło: aby je podeprzeć, Molier napisał naprędce małe arcydzieło Lekarz mimo woli, w którym publiczność mogła znaleźć śmiechu do syta i w ten sposób ocalił na scenie utwór zamykający najwyższy jego ideał sztuki.

Mizantrop, jak wszystkie prawie wielkie komedie Moliera, pisany jest wierszem. Było to w owej epoce obowiązujące; proza była dozwolona jedynie dla farsy; donioślejszy utwór pisany prozą był jak gość, który wybrał się na bal bez godowego stroju. Molier parę razy próbował przełamać ten konwenans, ale zawsze napotkał na opór. Don Juan Moliera nie miał wielkiego powodzenia: zyskała go dopiero blada przeróbka tegoż Don Juana sporządzona przez Tomasza Corneille, dlatego że była wierszem. Ta sama przyczyna opóźniła podobno tryumf Skąpca. Jak wszystkie utwory teatralne klasycznej doby, komedie Moliera (z wyjątkiem Psyche i Amfitriona) pisane są aleksandrynem, długim, poważnym wierszem, odpowiadającym naszemu trzynastozgłoskowcowi. Klasyczny ten aleksandryn, pełny, ale nieco sztywny, kończący nieodmiennie myśl i zdanie z końcem wiersza, przetrwa w tej postaci aż do romantyków: Wiktor Hugo uczyni go żywszym, giętszym, łamiąc go, przenosząc myśl z jednego wiersza do drugiego, przesuwając swobodnie średniówkę i rozbijając jego tok szybkim, ucinanym dialogiem. Swobody te były jedną z głównych przyczyn zaciętej walki toczącej się około przedstawienia Hernaniego (1830). „Klasycznej” epoce obca jest żywość i przepych obrazowania poezji nowoczesnej; obraca się ona w szczupłym kręgu konwencjonalnych formuł: np. gdy mowa o miłości, zawsze mamy ognie, kajdany, katusze, groty, powolne służby, tkliwe starania etc. Trzeba nauczyć się czytać i oswoić się z tym konwenansem, aby pod tą skrzepłą dziś dla nas skorupą odczuć płonący potężny ogień. Ale pamiętajmy, że konwenans swój wytwarza każda epoka literacka i że bodaj czy nie dokuczliwsze jest już dla nas nadużycie anielstw i błyskawic u romantyków, a chuci, praiłów etc. u „Młodej Polski”.

O ile nikt nie poważył się zaczepiać geniuszu komicznego Moliera, o tyle Molier jako stylista, jako pisarz, był — zwłaszcza w pewnych epokach — przedmiotem wielu zarzutów, a zarzuty te głównie tyczyły sztuk pisanych wierszem. Namiętnym sporom na tym tle, sporom, w które niepodobna mi tutaj bliżej wchodzić, położył koniec Brunetière, stwierdzając, iż wielki pisarz a poprawny pisarz są to pojęcia, które bynajmniej nie zawsze się pokrywają, i że być może nawet w tej właśnie „niepoprawności” tkwi tajemnica życia i siły danego stylu. Ani Corneille, ani Saint-Simon, ani Balzac nie byli „poprawnymi” pisarzami.

A wreszcie pamiętajmy o jednym. Tekst komedii Moliera, taki jak go posiadamy, to przeważnie, brulion kreślony przezeń dla sceny i niedbale wydany obcą ręką po śmierci pisarza. Molier sam nie troszczył się o wydawanie swoich komedii, może właśnie dlatego, iż czuł, że oddając je do druku, trzeba by podjąć mozolną pracę oszlifowania i wykończenia, na co w swoim gorączkowym i szczelnie wypełnionym życiu nie miał ani dość czasu, ani swobody myśli.

*

Bezpośredni wpływ Mizantropa na polską komedię jest mały, mniejszy niż innych utworów Moliera: mogę tu przytoczyć, za Kielskim[11], Dziwaka Rzewuskiego, Odludki i poetę Fredry oraz poniekąd scenę obmowy w Mężu i żonie.
Przekładali go na nasz język Zabłocki (1774), Franciszek Kowalski, Szymanowski.

Przypisy

[7] pod wpływem Russa — Rousseau, który w swojej naturze miał tyle z Mizantropa (pobyt jego w „Pustelni” i drobne siatki światowo-kobiece, w których się szamoce, łudząco przypominają Alcesta w salonie Celimeny!) wytoczył Molierowi proces w obronie ośmieszonego Alcesta (w słynnym Liście do d'Alemberta), dając tym początek przeróżnym fantazjom na temat Mizantropa.
[8] imbroglio — zawikłana sytuacja.
[9] świadomie czerpał z obcych źródeł — Słynne powiedzenie: Je prends mon bien où je le trouve.
[10] zaledwie parę scen jest oryginalnych, a nie zapożyczonych — W owym czasie pojęcia w tej mierze były zresztą zupełnie różne od dzisiejszych: każdy autor mógł brać obcy pomysł i spożytkować go lub naśladować bez żadnych skrupułów i wstydu.

Tadeusz Boy-Żeleński

(ze wstępu do Mizantropa)

Elegia na wiejskim cmentarzu


Ci, co się trudzili dla Anglii
w ojczyźnie swe groby mają.
Pszczoły i ptaki Anglii
nad mogił krzyżami im grają

Lecz ci, co walczyli za Anglię
za gwiazdą mdłą niknąc wśród cieni -
niestety, Anglio, niestety -
mają grób w obcej ziemi.

A ci, co rządzą w Anglii,
w statecznych się gronach zbierają -
niestety, Anglio, niestety -
ci grobu jeszcze nie mają.



Chesterton
przeł. Agnieszka Szurek

Kostnica (fragment)



Piękna młodość
Usta dziewczyny, która długo leżała w trzcinie,
wyglądały jak nadgryzione.
Kiedy otwarto jej pierś, przełyk był jak podziurawiony.
W końcu w komorze pod przeponą
znaleziono gniazdo małych szczurów.
Jedno z rodzeństwa było martwe.
Inne żywiły się wątrobą i nerkami,
piły zimną krew i przeżyły
tutaj piękną młodość.
Piękna i szybka była też ich śmierć:
wrzucono je wszystkie do wody.
Ach, jakże te małe mordy piszczały!



Gottfried Benn
przełożył Tomasz Ososiński

Krajobraz psychiczny I


Ból – piekło w miniaturze
Kto mnie zapewnia noc w noc
że w możliwej do przewidzenia przyszłości wszystko się ułoży
kto to mówi?
Jestem tutaj. Jestem obca
Całe tomy napisano o podejrzeniach stanach melancholii
dosyć naopowiadano kłamstw.
Ale jeśli chcecie ja też mogę
w paru słowach stworzyć nową rzeczywistość
nierealny krajobraz:
stoję oto w zimowym zmierzchu – dziecko
hebefenii – na górze lodowej
dziś już mówić o cierpieniu:
rzeczywistość przeszła wyobraźnię
tak jak zwykła sala szpitalna
odbiera prymat Piekłu
Kto mnie zapewnia
że w możliwej do przewidzenia przyszłości wszystko się ułoży
kto to mówi
kogo mam wołać w nocy
gdy w błysku olśnienia jawi mi się prawda
i nie potrafię gołą ręką
obronić przed nią oczu ani mózgu?



Marta Petreu
przełożyła z rumuńskiego Irena Harasimowicz-Zarzecka


czwartek, 3 kwietnia 2014

Minimum potrzeb

Mnisi, nie widzę nawet jednej pojedynczej rzeczy, która przyczyniałaby się tak do powstawania niepowstałych korzystnych cech i zanikania powstałych niekorzystnych cech jak minimalizacja potrzeb. U tego, o minimalnych potrzebach, niepowstałe korzystne cechy powstają a powstałe niekorzystne cechy zanikają.
 
AN I, 63 

Doskonała modlitwa to milczenie umysłu i ducha


26. Oto jest ktoś, kto pozostaje w ciszy, bez wymawiania wargami słów psalmów. Ale nie osiągnął umiejętności odmawiania psalmów umysłem i duchem; a więc jest on leniwy i wypełniony złymi myślami, ponieważ milczy tylko zewnętrznie, ale nie potrafi odmawiać psalmów w ukryciu swojego wnętrza; albowiem język jego wewnętrznego człowieka nie raduje się jeszcze recytacją i wewnętrzną glosolalią.
27. Rzeczywiście, modlitwa, jaką nam wyznaczyli ojcowie, to nie tylko modlitwa słów, jakie wymawiasz, ale też modlitwa przed Tym, który jest Duchem, i posyła ci poruszenia twoich modlitw. Bóg jest Duchem i ty módl się przed Nim w duchu.
28. Modlitwa w duchu nie wymaga jakiegoś szczególnego miejsca ani specjalnych wyrażeń wypowiadanych ustami. Doskonała modlitwa nie wymaga miejsca, ponieważ modlitwa duchowa wydobywa się z wnętrza naszego języka; jest głębsza niż słowa wypowiadane ustami, wyższa od każdego wyrażenia i głębsza od odmawiania psalmów.
29. Jeżeli człowiek pragnie modlić się w ten sposób, niech zanurzy się i przejdzie poza to wszystko, co jest wyrażeniem i słowem. Wtedy, w krainie aniołów, otrzyma przygotowany dla niego zadatek i będzie wychwalał Boga jak aniołowie, bez jednego słowa. Ale jeżeli zaprzestanie takiej modlitwy i zacznie modlić się słowami, wtedy opuści krainę aniołów i zniknie to niewielkie podobieństwo do nich.
30. A więc, bracie, jeżeli jeszcze nie osiągnąłeś takiej modlitwy i ciągle jesteś daleko od niej, trwaj w praktyce zewnętrznej. Módl się i odmawiaj psalmy na głos przed obliczem Boga, z miłością i bojaźnią, dopóki nie osiągniesz miłości duchowej.
33. Gdy świadomość jest złączona z lekturą i modlitwą, wtedy umacnia się, nie przyjmuje złych myśli i przechodzi ponad zasadzkami szatana. Albowiem żar modlitwy i medytacji spalają jak ogień namiętności i złe myśli, dzięki nadziei pokładanej w Bogu. Ta praktyka dodaje skrzydeł mnichowi i osiąga on duchową inteligencję, tę, przez którą byty duchowe służą Bogu.
35. Patrz, jak usta dziecka milczą i jeszcze nie potrafią mówić. Język jest już w ustach, ale jeszcze nie potrafi wykonywać ruchów, aby wypowiadać słowa. Tak samo język dziecka duchowego pozostaje milczący, kiedy wypowiadamy różne wyrażenia i okazujemy gorliwość. Ten język jest umieszczony w ustach i przygotowany, aby zacząć mamrotanie, i do składania sylab języka duchowego. Wtedy milczy język, milczy całe ciało, w konsekwencji milczy umysł i wreszcie milczy duch.
36. Milczenie języka polega na tym, że nie wypowiada on złych słów; całe ciało milczy, gdy pozostają bezczynne wszystkie zmysły; natomiast milczenie duszy polega na tym, że nie wytryskują z niej żadne myśli nieczyste.
37. Milczenie umysłu polega na tym, że posiadając wiedzę i roztropność nie myśli on o tym, co przynosi szkodę; milczenie ducha osiągamy, gdy umysł nie jest pobudzany nawet przez poruszenia duchowe właściwe stworzeniom i zostaje wprawiony w drżenie wyłącznie przez sprawy wieczne, zachwycając się pokojem, jaki w nich panuje.
38. Takie są poziomy i stopnie rozciągające się między mową a milczeniem. Jeżeli jeszcze ich nie przekroczyłeś i jeszcze przebywasz w krainach dalekich od tego wszystkiego, oddaj się modlitwie swoich ust i głośnemu odmawianiu psalmów przed Bogiem.

Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010

Duchowy radykalizm


Mnich, jak pisze Benedykt w zakończeniu swej Reguły, który już przestrzega wszystkich jej zaleceń, lecz pragnie iść dalej na drodze doskonalenia „znajdzie w nauce świętych Ojców wszystko, co może doprowadzić człowieka do doskonałości najwyższej..." To Konferencje Ojców, i Ustawy (chodzi o Collationes i Institutiones Kasjana), ich żywoty oraz Reguła świętego ojca naszego, Bazylego, są owymi doskonałymi „narzędziami, z których pomocą mnisi, dobrzy i posłuszni, budują swoje cnoty". To więc życie oraz nauczanie pierwszych chrześcijańskich mnichów, opisane w literaturze starożytnego monastycyzmu, uznaje Benedykt za źródło swojej inspiracji, a zarazem źródło, z którego powinni pić „wodę życia" jego uczniowie. To od nich adepci monastycznej sztuki duchowej mają dowiedzieć się, kim w istocie jest chrześcijański mnich.

Wedle zaś ich nauczania mnich (monos, monachos, monachus, czyli sam, jeden) to przede wszystkim ten człowiek, który porzuca świat i rezygnuje z jego powabów, by „sam jeden" - radykalnie ogołocony - mógł stanąć wobec tajemnicy swojej egzystencji. Życie Antoniego, Pachomiusza, tysięcy mnichów z pustyni Egiptu i Syrii, a w końcu samego Benedykta było doskonałą egzemplifikacją takiego rozumienia monastycznego powołania. Pociągnięci zazwyczaj niezrozumiałym dla otoczenia, często gorzkim dla bliskich, niejednokrotnie nawet nie do końca zgłębionym przez nich samych, pragnieniem zerwania więzi ze światem, opuszczali swe posiadłości, domy, szkoły i udawali się na pustynię lub na odludne szczyty gór. A jednak w porzuceniu świata i samotnym życiu widzieli jedynie warunek negatywny bycia monos, konieczny do podjęcia monastycznego powołania, ale niewystarczający dla jego wypełnienia. Służył on jedynie spełnieniu warunku pozytywnego, a mianowicie radykalnemu wyborowi tylko Jednego - Boga. Pierwsi mnisi bowiem byli przekonani, że wobec Inności i Nieskończoności Boga, jedynym możliwym sposobem na wykraczające poza pozór zbliżenie się do Niego jest właśnie radykalne zerwanie ze wszystkim, co Nim nie jest, i gotowość całkowitego oddania się tylko Jemu jednemu. Porzucali więc świat, decydowali się na ogołocenie i samotność, aby całkowicie wybrać Tego, który poza świat wykracza i przy którym, ze względu na olśniewające bogactwo Jego Bytu, cały świat wydaje się bliski nicości [„Miejcie w nienawiści świat i wszystko, co jest na nim; miejcie w nienawiści wszelkie wygody cielesne. Wyrzeknijcie się tego życia, abyście żyli dla Boga". Św. Antoni Pustelnik, Pisma, tłum. Z. Brzostowska, Warszawa 1987, s. 171. Por. Pierwsza Księga Starców, dz. cyt., s. 213; Pachomia Latina, dz. cyt., s. 237].

Mnichem jest ten - podkreśla Teodor Studyta - kto nie patrzy na nic innego, jak tylko na samego Boga, nie pragnie niczego innego jak tylko samego Boga, nie stosuje się do niczego innego, jak tylko do samego Boga, kto nie chce służyć niczemu innemu jak tylko samemu Bogu.

Ostatecznie więc monos to ten, który decyduje się pozostać „sam wobec Jednego". I właśnie ta bezkompromisowa w wyborze postawa nadała duchowości pierwotnego monastycyzmu szczególny charakter - „duchowego radykalizmu". Polegał on na ostentacyjnym odrzucaniu wszystkiego, co nie służyło bezpośrednio ostatecznemu celowi człowieka.

Takie więc powinno być główne usiłowanie nasze - pisał Jan Kasjan - aby umysł nasz trwał zawsze przy rzeczach Boskich i przy Bogu. Wszystko inne, choćby nie wiem jak wielkie, powinniśmy uważać za rzecz drugorzędną, poślednią albo nawet i szkodliwą.

Życie mnicha miało zatem charakteryzować się postawą skupienia na tym, co najważniejsze; postawa ta zaś miała wyrażać się w prostocie ubioru, jedzenia, zajęć, potrzeb, a nawet w prowokacyjnej - stanowiącej też pewne świadectwo -rezygnacji z wygód i aspiracji tego świata.

Za: Rafał Tichy, Mistyczna historia człowieka według Bernarda z Clairvaux, Wydawca FLOS CARMELI 2011


W imię świętej prostoty


Nic zatem dziwnego, że w jakąkolwiek sferę aktywności angażował się Bernard - eklezjalną, społeczną, literacką czy w końcu naukową - zawsze czynił to w poczuciu misji jako mnich-mistyk, którego zadaniem wobec bliźnich miało być przedzieranie się przez zasłonę spraw tego świata i wskazywanie na to, co podstawowe dla człowieka, czyli na Jednego. To właśnie dlatego, w imię „świętej prostoty", pomijał on w swoim nauczaniu, w tym również w dziedzinie antropologii, pewne znane mu tematy teologiczne czy filozoficzne, chcąc poświęcić się rozważaniu i głoszeniu wyłącznie tego, co w zrozumieniu tajemnicy Boga, człowieka i świata było dla niego najistotniejsze. W duchowym radykalizmie Bernarda tkwi również źródło jego zażartej obrony pewnych prawd objawionych, których głębia, czy waga, zostały - jego zdaniem - zagrożone przez nadmiar duchowej ornamentyki czy zbytnią złożoność intelektualnych dywagacji współczesnych mu myślicieli. Trzeba jednak przyznać, że jego porywczy charakter nie zawsze pozwalał mu czynić to w sposób całkowicie chwalebny. Opat z Clairvaux potrafił być niesprawiedliwy i nietolerancyjny. Jedynie biorąc pod uwagę jego rozumienie powołania zakonnego można, w pewnej mierze, usprawiedliwić ten brak umiaru.

Być może na tym właśnie miała polegać rola mnichów oraz mistyków w rozwoju duchowości, kultury i nauki, aby - usuwając w swej nierzadko przesadnej gorliwości to, co drugorzędne - stawiać przed oczyma chrześcijan to, co Niezniszczalne i co zawsze powinno pozostawać w perspektywie ich wzrostu duchowego, poznania czy twórczości.

Za: Rafał Tichy, Mistyczna historia człowieka według Bernarda z Clairvaux, Wydawca FLOS CARMELI 2011

Gerard Groote: Wstąpić do klasztoru to wybrać najwyższy stan życia ...


Podróżował po całej Holandii, głosząc konieczność reformy, wzywając swych słuchaczy do wspólnego życia duchowego i piętnując umiłowanie dóbr doczesnych wśród kleru. Nic dziwnego, że ów kler na jego działalność patrzył niechętnie i z narastającą wrogością, wskutek czego w 1383 roku cofnięto mu zgodę na nauczanie. Gerard Groote zmarł jako ofiara zarazy 20 sierpnia 1384 roku, zanim Rzym pod wpływem interwencji sprzyjających mu hierarchów zdążył cofnąć mu zakaz nauczania i prowadzenia reformatorskiej działalności.

Gerard Groote, niekwestionowany inicjator devotio moderna, rozwinął zasadnicze koncepcje życia duchowego, przebywając wśród kartuzów w klasztorze Monnikhuizen. Tomasz a Kempis tak opisuje klasztorne życie Groote'a:

Odziany w długą, szorstką włosienicę, powstrzymując się całkowicie od mięsa i innych dopuszczalnych rzeczy, spędzając znaczną część nocy na czuwaniu i modlitwie, zmuszał swe wątłe ciało do pełnego poddania się duchowi.

W pierwszym okresie pobytu w Monnikhuizen Groote podjął szereg postanowień dotyczących uporządkowania własnego życia duchowego:

Pragnę poświęcić swoje życie chwale i czci Bożej, służeniu Mu oraz zbawieniu mojej duszy; nie przedkładać żadnego dobra doczesnego - czy to ciała, czy czci, czy fortuny, czy wiedzy - ponad zbawienie duszy.

Postanowił nigdy więcej nie pragnąć majątku i wyrzekł się wszelkich dobór materialnych, w tym dochodu, jaki mógłby uzyskać z działalności naukowej. Zdecydował się porzucić wszelkie dociekania naukowe i przerwać studia teologiczne, medyczne i prawnicze. Ogłosił, że nigdy więcej nie zamierza pisać ksiąg, by nie przyniosły mu sławy. Odrzucił scholastycyzm, jego metody i wnioski. Krótko mówiąc, odciął się od wszelkich przejawów działalności akademickiej, uznając ją za nieistotną.

Postanowienia te odzwierciedlają postawę leżącą u podstaw devotio moderna i głęboko zakorzenioną w tradycji monastycznej, a mianowicie pogardę dla świata, contemptus mundi. Conclusa Groote'a przywodzą na myśl Medytacje Guigo I, piątego przeora klasztoru kartuzów - księgę, z którą Groote zapoznał się w Monnikhuizen:

Brak wewnętrznej wizji, czyli Boga, [...] sprawia, że opuszczasz swe wnętrze [...] i spędzasz czas na podziwianiu zewnętrznych form cielesnych lub opinii ludzkich. Aby zyskać wewnętrzną wizję Boga i otrzymać Jego łaski, trzeba zaprzeć się świata i samego siebie. [...]
Droga ku Bogu jest łatwa, gdyż polega na pozbyciu się brzemion. Byłaby trudna, gdyby trzeba było przyjmować je na swoje barki. Zrzuć więc swoje brzemiona, aż do chwili, gdy porzuciwszy wszystko, wyrzekniesz się samego siebie. [...] Oddziel się od tych form cielesnych. [...] Ucz się żyć bez nich, ucz się żyć i radować w Bogu.

Groote dostrzegał korelację między wewnętrzną pobożnością a jej zewnętrznymi przejawami, twierdząc, że oba elementy stanowią niezbędny składnik prawdziwej duchowości.

Wewnętrzne czyny i ćwiczenia religijne to głęboka pobożność, wewnętrzność i poddanie się woli Bożej. Zewnętrzne uczynki i ćwiczenia polegają na adoracji i ofiarowaniu samego siebie.

Droga ku Bogu to życie w ciągłej walce, w pogardzie świata i w zaparciu się samego siebie. Aby osiągnąć cel, trzeba naśladować człowieczeństwo Chrystusa, zwłaszcza Jego pasję, przez medytację, modlitwę i pokorne wyrzeczenie się samego siebie: crux Christi ruminatione passionis fabricanda est („krzyż Chrystusowy budować należy, rozmyślając o pasji"). Naśladowanie oznacza upodobnienie własnego życia do wzoru vita Christi (żywota Chrystusa).

Akcentowanie wagi wnętrza oraz świadomej wewnętrznej pobożności nie wyklucza wszakże zewnętrznych uczynków ani ćwiczeń. Dla Groote'a zewnętrzne działania i cielesne gesty stanowią symbol i znak wewnętrznej pobożności. Na przykład:

[Podczas mszy] [...] pokłon przed tymi słowami [Ewangelii] i cielesna postawa czci są symbolem czci składanej przez umysł. Ponadto zewnętrzne przestrzeganie ustalonych form służy wzbudzaniu wewnętrznej czci, choć jest próżne, jeżeli jej brakuje. [...] Postawa ukorzenia zdumiewająco wspomaga pobożność umysłu, działania umysłu bowiem pozostają w związku z postawą cielesną.

Groote ponownie przypomina poglądy Guigo I:

Największy użytek z ciał polega na tym, że pełnią one funkcję znaków. Z nich bowiem powstaje wiele znaków koniecznych dla naszego zbawienia [...]. Nie sposób też poznać skłonności duszy innego człowieka, jak tylko za sprawą postrzegalnych znaków.

Wśród ksiąg, które Groote skopiował na własny użytek i do których nieustannie się odwoływał, znajdują się klasyczne pozycje średniowiecznej literatury pobożnościowej, zwłaszcza dzieła Kasjana, Grzegorza I i Bernarda z Clairvaux. Jak widać, duchowość Groote'a była głęboko zakorzeniona w monastycznej tradycji kontemplacyjnej; nic dziwnego, że często wychwala on życie monastyczne jako najdoskonalszą drogę ku zbawieniu: „Wstąpić do klasztoru to wybrać najwyższy stan życia, który najbardziej podoba się Bogu".

Za: Duchowość chrześcijańska. Późne średniowiecze i reformacja; redakcja: Jill Raitt, współpraca: Bernard McGinn i John Meyendorff, tytuł oryginału: Christian Spirituality, Vol. 2: High Middle Ages and Reformation (Word Spirituality, Vol 17), przekład: Piotr Blumczyński, Seria MYSTERION, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011

Tacyt o Żydach


"Żydowskie zwyczaje są podłe i obrzydliwe i swoją trwałość zawdzięczają swojej deprawacji. Żydzi są wyjątkowo lojalni względem siebie, są zawsze gotowi okazać sobie współczucie, ale wobec innych narodów czują jedynie nienawiść i wrogość. Jako rasa ulegają żądzy, pośród nich samych nic nie jest bezprawne".