Fałszowanie idei Mizantropa. — Cechy
teatru klasycznego, a w szczególności Molierowskiego. — Ewolucja
od farsy i komedii opartej na intrydze do komedii charakterów i
obyczajowej. — Doskonałość konstrukcji Mizantropa.
— Styl.
Wszystko, co tu
zaznaczyłem, to jedynie drobna cząstka tego, co, czytając uważnie,
można wyczytać w
Mizantropie; tak wiele zamknął Molier w
tej najgłębszej, najsubtelniejszej ze swoich komedii. Niektórym i
to nie wystarczyło: chcieli widzieć w niej to, czego w niej nie ma.
Mniej więcej w epoce Rewolucji, poniekąd pod wpływem Russa[7]
zaczęła się znamienna „stylizacja” Alcesta: uczyniono zeń
demokratę, rewolucjonistę, republikanina… Pojęcie to pokutowało
niekiedy prawie aż do naszych czasów: Alcesta-republikanina
znajdujemy jeszcze u Sarcey'a (
Quarante ans de théâtre).
Równolegle z tym strojeniem Alcesta w nowe szaty zaczęło się
poniżanie Filinta: czyniono zeń chodzący „kompromis”, zimnego
egoistę, etc. Ale to była faza przemijających wybryków; wystarczy
nam tu aż nadto zajmować się tym, co Molier napisał, a nie tym,
czego
nie napisał.
Na czym polega tajemnica
sztuki Moliera, iż skrępowana tyloma pętami i konwenansami
potrafiła w szczupłych swoich ramach zamknąć tak wiele?
Można by odpowiedzieć, że na jej do
najdalszych granic posuniętej ekonomii. O ile ramy powieści są
nieskończenie rozciągliwe, o tyle ramy utworu teatralnego są
bardzo ograniczone: każdy rys zbędny kradnie miejsce rysowi
potrzebnemu. Otóż sztuką teatru klasycznego jest wyzyskanie
miejsca, wyzyskanie (mimo pozornej rozwlekłości tyrad) każdego
niemal słowa dla uwydatnienia czegoś
istotnego w rysunku i
grze charakterów. Gdyby ta komedia pisana była dziś,
wiedzielibyśmy niezawodnie, jak się Celimena nazywa, czym był
nieboszczyk jej mąż, ile ma rocznej renty, jakich perfum używa i
gdzie się ubiera; tu nie wiemy nic z tego wszystkiego, ale w zamian
za to ta Celimena nie przemija jak moda jej sukni, ale jest równie
żywą i prawdziwą dziś jak przed dwustu laty. W zamian za to ileż
perspektyw, ileż problemów przesuwa się nam przed oczyma w tym
jednym pokoju Celimeny w ciągu kilku godzin obejmujących (zgodnie
ze słynnym prawidłem trzech jedności) akcję sztuki. Molier
operuje niezmiernie śmiało skrótami: taka np. scena porozumienia
Filinta z Eliantą, zawarta w kilkunastu wierszach, w życiu
rozłożyłaby się może na przeciąg pół roku. Charaktery, można
powiedzieć, zagęszczone są jak bulion: każdy mówi tylko to, co
przyczynia się do jego charakterystyki; ani jedno słowo nie pada na
wiatr. Taka kwintesencja, taka abstrakcyjność psychologiczna,
stałaby się dla talentu średniej miary zgubą: trzeba potężnego
tchu Moliera, aby wlać w nią pełnię życia. Osobliwą tajemnicą
jego geniuszu jest, iż ta komedia, tak wiecznie i ogólnie ludzka i
prawdziwa, jest równocześnie bardzo znamiennym produktem swego
kraju i dokumentem epoki:
Mizantrop Moliera to z jednej
strony
społeczeństwo takie, jakim było i będzie zawsze —
z drugiej to bardzo wierny obraz pewnego odłamu Francji w pierwszej
dobie panowania Ludwika XIV.
Wspomniałem na wstępie, iż
Mizantrop i
Tartufe
to szczyty twórczości Moliera, a zarazem w ogóle rozwoju
nowożytnej komedii. W ciągu kilku lat ten zdumiewający geniusz,
wyszedłszy z pierwocin wpół-ludowego teatru, wzbił się na
niedościgłe przed nim i po nim wyżyny. Komedia Moliera rodzi się
początkowo z dwóch źródeł: ze starej, zawiesistej farsy
francuskiej oraz z komedii włosko-hiszpańskiej wraz z jej zawikłaną
intrygą, karkołomnymi
imbroglio[8], przy pewnej
tradycyjnej zdawkowości figur i sytuacji. I widzimy krok po kroku,
jak Molier rozszerza te ramy i wypełnia je swoją treścią: z każdą
nową sztuką coraz mniej mamy obcych domieszek, a coraz więcej
samego Moliera. W
Mizantropie mamy tego Moliera w
najczystszej postaci, tak jak nigdy może przedtem i potem. Albowiem
w gorączkowej swej pracy Molier, mimo iż pokazał, do czego sam
jest zdolny, nieraz dla pośpiechu będzie świadomie czerpał z
obcych źródeł[9]. Powiadano, iż w takim arcydziele jak
Skąpiec
zaledwie parę scen jest oryginalnych, a nie zapożyczonych[10].
Mizantrop jest absolutną własnością Moliera; nie szukał
doń natchnienia nigdzie poza własną duszą oraz tym, co widział
dokoła siebie.
W ewolucji swojej komedia
Moliera dąży od komedii opartej na intrydze (
Postrzeleniec,
Zwady miłosne) do komedii charakterów.
Szkoła żon
jest pod tym względem epoką w teatrze francuskim. Ale w
Mizantropie
ta komedia charakterów dochodzi do
maximum swej
doskonałości: w całej sztuce nie widzimy ani jednego rysu, który
by był
z zewnątrz; wszystko, co się dzieje, płynie
jedynie z mistrzowsko oddanej gry charakterów. Że ta komedia jest
równocześnie arcydziełem
komedii obyczajowej, wskazałem
już poprzednio.
Jako umiar budowy
Mizantrop
przewyższa jeszcze
Świętoszka.
Świętoszek,
napisany pierwotnie w trzech aktach, uzupełniony później do
pięciu, ucierpiał nieco od tych przeobrażeń. Cały drugi akt
stanowi poniekąd wkładkę luźno związaną z głównym motywem
sztuki; zakończenie razi nieco swoim
deus ex machina. W
Mizantropie akcja — bardzo subtelna i nieomal zbyt wiotka
— rozwija się z doskonałą harmonią, a rozwiązanie sztuki,
zgodne z założeniem i rozwojem charakterów, nie ma w sobie nic z
niedbałości owych częstych „molierowskich” zakończeń.
Zawiera ono raczej cechy tego bardzo nowoczesnego rodzaju
teatralnego, który nie jest ani dramatem ani komedią, a który na
afiszach teatralnych nosi dziś po prostu miano „sztuki”. Jest to
jeden dowód więcej śmiałości geniuszu Moliera. W epoce, kiedy on
tworzył, rodzaj komiczny i tragiczny były najściślej od siebie
oddzielone; nikomu w głowie nie postało, iż komedia może zarazem
bawić, wzruszać, pobudzać do myślenia, poruszać doniosłe (ba,
nawet najświętsze!) problemy; iż może odbijać zarazem komizm i
tragizm życia. Molier jednym zamachem obala te sztuczne bariery:
jego
Mizantrop,
Don Juan,
Świętoszek,
Skąpiec to już podwaliny nowoczesnego
dramatu, a
raczej to otwarcie dróg dla pełni twórczej swobody.
Toteż
Mizantrop
był dla współczesnej publiczności dziełem zbyt śmiałym, zbyt
odbiegającym od panujących pojęć o teatrze. Niektórzy, jak
Boileau — zrozumieli, czym jest to dzieło; ogółowi brakło w nim
tego szerokiego śmiechu, do którego Molier przyzwyczaił słuchaczy.
Powodzenie sztuki słabło: aby je podeprzeć, Molier napisał
naprędce małe arcydzieło
Lekarz mimo woli, w którym
publiczność mogła znaleźć śmiechu do syta i w ten sposób
ocalił na scenie utwór zamykający najwyższy jego ideał sztuki.
Mizantrop, jak
wszystkie prawie wielkie komedie Moliera, pisany jest wierszem. Było
to w owej epoce obowiązujące; proza była dozwolona jedynie dla
farsy; donioślejszy utwór pisany prozą był jak gość, który
wybrał się na bal bez godowego stroju. Molier parę razy próbował
przełamać ten konwenans, ale zawsze napotkał na opór.
Don
Juan Moliera nie miał wielkiego powodzenia: zyskała go dopiero
blada przeróbka tegoż
Don Juana sporządzona przez Tomasza
Corneille, dlatego że była wierszem. Ta sama przyczyna opóźniła
podobno tryumf
Skąpca. Jak wszystkie utwory teatralne
klasycznej doby, komedie Moliera (z wyjątkiem
Psyche i
Amfitriona) pisane są
aleksandrynem, długim,
poważnym wierszem, odpowiadającym naszemu trzynastozgłoskowcowi.
Klasyczny ten aleksandryn, pełny, ale nieco sztywny, kończący
nieodmiennie myśl i zdanie z końcem wiersza, przetrwa w tej postaci
aż do romantyków: Wiktor Hugo uczyni go żywszym, giętszym, łamiąc
go, przenosząc myśl z jednego wiersza do drugiego, przesuwając
swobodnie średniówkę i rozbijając jego tok szybkim, ucinanym
dialogiem. Swobody te były jedną z głównych przyczyn zaciętej
walki toczącej się około przedstawienia
Hernaniego
(1830). „Klasycznej” epoce obca jest żywość i przepych
obrazowania poezji nowoczesnej; obraca się ona w szczupłym kręgu
konwencjonalnych formuł: np. gdy mowa o miłości, zawsze mamy
ognie,
kajdany,
katusze,
groty,
powolne służby,
tkliwe starania etc. Trzeba
nauczyć się czytać i oswoić się z tym konwenansem, aby
pod tą skrzepłą dziś dla nas skorupą odczuć płonący potężny
ogień. Ale pamiętajmy, że konwenans swój wytwarza każda epoka
literacka i że bodaj czy nie dokuczliwsze jest już dla nas
nadużycie
anielstw i
błyskawic u romantyków, a
chuci,
praiłów etc. u „Młodej Polski”.
O ile nikt nie poważył się
zaczepiać geniuszu komicznego Moliera, o tyle Molier jako stylista,
jako pisarz, był — zwłaszcza w pewnych epokach — przedmiotem
wielu zarzutów, a zarzuty te głównie tyczyły sztuk pisanych
wierszem. Namiętnym sporom na tym tle, sporom, w które niepodobna
mi tutaj bliżej wchodzić, położył koniec Brunetière,
stwierdzając, iż
wielki pisarz a
poprawny pisarz
są to pojęcia, które bynajmniej nie zawsze się pokrywają, i że
być może nawet w tej właśnie „niepoprawności” tkwi tajemnica
życia i siły danego stylu. Ani Corneille, ani Saint-Simon, ani
Balzac nie byli „poprawnymi” pisarzami.
A wreszcie pamiętajmy o jednym. Tekst komedii
Moliera, taki jak go posiadamy, to przeważnie,
brulion
kreślony przezeń dla sceny i niedbale wydany obcą ręką po
śmierci pisarza. Molier sam nie troszczył się o wydawanie swoich
komedii, może właśnie dlatego, iż czuł, że oddając je do
druku, trzeba by podjąć mozolną pracę oszlifowania i wykończenia,
na co w swoim gorączkowym i szczelnie wypełnionym życiu nie miał
ani dość czasu, ani swobody myśli.
*
Bezpośredni wpływ
Mizantropa na polską komedię jest
mały, mniejszy niż innych utworów Moliera: mogę tu przytoczyć,
za Kielskim[11],
Dziwaka Rzewuskiego,
Odludki i poetę
Fredry oraz poniekąd scenę obmowy w
Mężu i żonie.
Przekładali go na nasz język Zabłocki
(1774), Franciszek Kowalski, Szymanowski.
Przypisy
[7]
pod wpływem Russa —
Rousseau, który w swojej naturze miał tyle z Mizantropa (pobyt jego
w „Pustelni” i drobne siatki światowo-kobiece, w których się
szamoce, łudząco przypominają Alcesta w salonie Celimeny!)
wytoczył Molierowi proces w obronie ośmieszonego Alcesta (w słynnym
Liście do d'Alemberta), dając tym początek przeróżnym
fantazjom na temat
Mizantropa.
[8]
imbroglio —
zawikłana sytuacja.
[9]
świadomie czerpał z
obcych źródeł — Słynne powiedzenie:
Je prends mon bien
où je le trouve.
[10]
zaledwie parę scen jest
oryginalnych, a nie zapożyczonych — W owym czasie pojęcia w
tej mierze były zresztą zupełnie różne od dzisiejszych: każdy
autor mógł brać obcy pomysł i spożytkować go lub naśladować
bez żadnych skrupułów i wstydu.
Tadeusz
Boy-Żeleński
(ze
wstępu do Mizantropa)