sobota, 5 kwietnia 2014

Okno wolne od zasłon


32. Starożytni ojcowie porównali duszę pustelnika do oka: za każdym razem, kiedy jest wolne od zasłon, jakie są zaciągnięte przed jego wzrokiem, wtedy pustelnik słucha i jasno widzi Boga i siebie samego i od Niego otrzymuje do picia wyborną wodę czystych myśli.
33. Ale jeżeli zbliżył się do takiego nasłuchiwania i takiego widzenia, które powodują gwałtowne poruszenia, jakie zagnieżdżają się w duszy, wtedy upodabnia się do człowieka, który wędruje w nocy, kiedy niebo jest zupełnie zachmurzone. Wtedy nie widzi on przed sobą drogi ani którędy iść, łatwo gubi się i błądzi w terenie pustynnym i niebezpiecznym.
34. Kiedy jest spokojny w swojej duszy, jest jak ten, któremu wieje wietrzyk przyjemny i piękny. Zachwycające niebo nad jego głową zaczyna rozjaśniać się przed nim i widzi samego siebie, i rozpoznaje, kim jest. Ale dokąd powinien się udać? Wtedy widzi z daleka swoją ludzką kondycję.
35. Nasza epoka jest zła i nie pomaga nam, moi bracia, w tym, abyśmy znaleźli całkowity spokój i autentyczny pokój, tak jak to było w pierwszych czasach. A więc w jakimkolwiek miejscu się znajdziemy, zasiadajmy sami ze sobą, także gdyby to miało trwać tylko przez jeden dzień; nie tylko w klasztorze, ale także w drodze i w każdym miejscu, nawet tylko przez godzinę.
36. Nie oczekujmy nadejścia właściwej chwili, nie oczekujmy chwili pełnej równowagi i porządku, ale dzień po dniu starajmy się uspokoić po trochu, nawet gdybyśmy byli przez krótką chwilę pod jakimś zadaszeniem albo w ruinach.
37. Krótko: w jakimkolwiek miejscu się znajdziemy, zamieszkujmy tam w pokoju i tam troszczmy się o to, aby nasze dusze były piękne, czy trwa to dzień, czy dwa. W ten sposób mądrzy troszczyli się o swoje dusze w krótkim okresie ziemskiego życia. A wszystko to po to, aby śmierć nie dosięgła nas niespodziewanie, tak jakbyśmy nie podążali za naszymi nadziejami.
38. Jeżeli mnich jest sposobny do łaski tego pokoju i otrzymał go od Boga, nie do przyjęcia jest, aby biskup lub przełożony wspólnoty przeszkadzał mu i nie pozwolił na zasiadanie w pokoju. Ten, kto stawia mu przeszkody, zostanie surowo zganiony i otrzyma wyrok przed obliczem Chrystusa.

Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010

Spokój w jego oczach


59. Gdy nadchodzą dni posługiwania, czyli podporządkowania się zasadom zgromadzenia, niech pustelnik kocha skromną, nieskazitelną postawę, wolną od zaniedbań i lekceważenia. Niech jego myśli bez przerwy będą zajęte medytacją o dobrych rzeczach. Niech medytuje z upodobaniem i radością serca. Niech myśli o tym, w jaki sposób i w jakim celu dbać o to, aby coraz lepiej szły jego sprawy
60. A próby, trudności i smutne sprawy, jakie ciągle powracają w czasie jego pokoju, to wszystko będzie pomnażało w jego sercu nadzieję i pocieszenie. Nawet jeżeli myśli, iż są one trudne i uciążliwe, to jednak ich ciężar będzie dla niego lekki i zniesie go z radością. Tak będzie, jeżeli nie odejdzie od swojego początkowego nastawienia i nie zostanie pociągnięty przez inne sprawy, obce jego drodze.
61. Wtedy, nawet gdy wychodzi ze swojej celi, to ten odpoczynek, jaki pielęgnuje wewnątrz niej, jest wyrzeźbiony na jego postaci: na twarzy, w oczach, w ustach, na rękach, stopach, krótko mówiąc: wewnętrznie w jego duszy i zewnętrznie na jego ciele. Jego myśl nie jest przytłoczona przez jakikolwiek rodzaj rzeczy godnych pogardy, ale jest wypełniony radością, nadzieją w Bogu i wiarą wobec wszystkiego, co mu staje naprzeciwko. Z roztropnością zabiera się do załatwiania spraw związanych z tym życiem, które zresztą uważa za stratę czasu, i właśnie z tego powodu Pan jest dla niego wielkoduszny.
63. W myśli pustelnika nie ma żadnej zmiany, jeżeli chodzi o jego działania i o nieskazitelność jego nastawienia, ponieważ kocha on ideał tego pokoju. Tak więc Pan ofiaruje mu pokój, nie tylko kiedy zasiada w celi, ale także wtedy, gdy wychodzi.
65. I ponieważ nasi starożytni ojcowie kochali to wszystko, nie krążyli po miastach i drogach, ale w swoich duszach okazywali, jaki jest doskonały sposób życia dla ciała oraz na czym polega prawdziwe pilnowanie umysłu. To właśnie praktykowali na niegościnnych pustyniach i w niezamieszkanych miejscach.
66. Ich działania określiły każdy rodzaj rozeznania i ustanowiły tę praktykę będącą znajomością najświętszego Chrystusa, którego poznają jako ich mistrza. Ku temu kierowali całą swoją praktykę. Posiadali cele, miejsca zamieszkania i schroniska i stale tam przebywając, ukrywali się przed oszukańczym złem. Nieustannie byli utwierdzeni w pokoju: wewnętrznie i zewnętrznie oraz rozradowani światłem oblicza Chrystusa. Jemu chwała, a nad nami Jego miłosierdzie na zawsze. Amen.

Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010

„Matki! Ukryjcie synów! Żony, ukryjcie mężów, inaczej wszyscy pójdą za Bernardem!"


Można śmiało powiedzieć, że śmierć matki pozwoliła mu doświadczyć prawdy o śmierci drążącej świat, o kruchości, rozkładzie i przemijaniu wszystkiego, w czym właśnie zaczął pokładać nadzieję. Z drugiej strony - cierpienie to, odzierając go ze złudzeń, pozwoliło mu na nowo zapragnąć bliskości Boga. Bernard przeżył nawrócenie i zaczął prowadzić życie ascetyczne. Coraz częściej poważnie myślał o powołaniu monastycznym, o całkowitym poświęceniu się Bogu w odosobnieniu od świata.

Jego wybór padł w końcu na położone niedaleko miejsca urodzenia opactwo w Citeaux - założone 30 lat wcześniej przez grupę mnichów, którzy pod wodzą św. Roberta z Molesme opuścili swoje macierzyste klasztory, aby powołać nowe zgromadzenie zakonne. Ideałem tych mnichów - pierwszych cystersów - było ścisłe przestrzeganie sposobu życia, jaki proponowała Reguła św. Benedykta, co, według nich, zostało w dużym stopniu zapomniane i porzucone w klasztorach benedyktyńskich.

Pragnęli odnowy życia monastycznego, ale zamiast narzucać ją innym, postanowili zacząć od siebie. Wiedli życie pełne ubóstwa, prostoty i modlitwy. Nosili proste stroje, niewiele jedli, ich sprzęt liturgiczny nie miał żadnych wyszukanych ozdób, zaś główną ozdobą ich kościoła miało być przenikające przez okna światło. Surowość życia w Citeaux - pierwszym i jedynym w owym czasie klasztorze cysterskim - choć pełna sensu dla zakonników, ludziom z zewnątrz wydawała się przesadzona, niepotrzebna a nawet przerażająca. W okolicy, w której mieszkał Bernard, mówiono: „Do Citeaux idzie się po to, by umrzeć". Odstraszało to ewentualnych nowych kandydatów, a starzy zakonnicy rzeczywiście kolejno umierali. Dla nowej wspólnoty był to niepokojący znak. Cystersi zaczęli już przypuszczać, że odnowa monastyczna, którą chcą realizować, nie jest Bogu potrzebna i poważnie zastanawiali się, czy nie zawrócić z obranej drogi. W tej sytuacji opat Stefan w imię świętego posłuszeństwa nakazał jednemu z umierających braci, by po śmierci dowiedział się od Boga, czy dalsze istnienie zakonu ma sens, a następnie by powrócił na ziemię i przekazał Jego wolę współbraciom. Tak też się stało. Jak podaje cysterska tradycja, pewnej nocy opat Stefan w proroczym śnie - jednym z tych, które, jak widać, dość często nawiedzały ludzi średniowiecza - usłyszał słowa pełne otuchy. Miał oczekiwać nadejścia „szalonego" młodzieńca, który niedługo zgłosi się w otoczeniu licznych przyjaciół, gotowych wraz z nim przywdziać biały habit cysterski.

O wyborze Citeaux przez Bernarda nie zadecydowała bliskość położenia, choć można ją odczytywać jako bliskość opatrznościową. Przyciągnęło go do tego miejsca właśnie to, co wielu innych odpychało. W surowości i marności życia białych mnichów Bernard dostrzegł nieodparte piękno, a w ich umieraniu najgłębszy rodzaj życia. I zapragnął, by dostrzegli to także inni, a zwłaszcza ci, którzy byli mu najbardziej drodzy. Do pójścia ze sobą namawiał ojca, braci, przyjaciół. „Namawiał" to zresztą zdecydowanie zbyt delikatne określenie. Bernard dosłownie zmienił się w proroka, który z mocą i nieustępliwością wzywał innych do porzucenia dotychczasowych przyzwyczajeń i zabezpieczeń. Objawiła się tym samym jedna z bardzo istotnych cech jego osobowości - radykalizm. Nigdy się pod tym względem nie zmienił, nie złagodniał. Można wręcz powiedzieć, że na drodze monastycznej jeszcze bardziej tę cechę pogłębiał i pielęgnował. Jeżeli się w coś angażował, to zawsze groziło to doprowadzeniem sprawy do granicy szaleństwa. Wypada tylko dziękować Bogu, że to On, a nie kto inny kierował drogami Bernarda!

Jednym z pierwszych „szaleństw", których udało się dokonać Bernardowi, było zaciągnięcie do zakonu całej rodziny i większości przyjaciół. Niewiele go obchodziły łzy żony jego brata Gwidona, lamenty dziewcząt, którym zostali obiecani inni bracia i przyjaciele, jak również to, że większość z nich nie mogła wyobrazić sobie życia innego niż rycerskie. Kiedy w 1113 roku wiódł ze sobą do Citeaux trzydziestu rycerzy, a wśród nich czterech braci, dwóch wujów, kilku kuzynów, przyjaciół i kolegów ze szkoły, porzucona przez swojego męża bratowa Bernarda, Elżbieta, krzyczała: „Matki! Ukryjcie synów! Żony, ukryjcie mężów, zwiążcie ich potrójnymi powrozami, inaczej wszyscy pójdą za Bernardem!" [W końcu wszystkich sześciu braci Bernarda zostało cystersami. Ojciec zaś, niedługo po wstąpieniu do klasztoru, zmarł na rękach Bernarda i w otoczeniu wszystkich swoich synów].

Za: Rafał Tichy, Mistyczna historia człowieka według Bernarda z Clairvaux, Wydawca FLOS CARMELI 2011

Gombrowicz boi się diabła! Słusznie!


Ja bardzo boję się diabła. Dziwne wyznanie na ustach niedowiarka. Od idei diabła nie jestem w stanie się uwolnić... To błąkanie się straszności w najbardziej bezpośrednim moim pobliżu... Cóż z policji, z praw, ze wszystkich zabezpieczeń i środków ostrożności, jeśli Potwór przechadza się wśród nas swobodnie i nic nas przed nim nie chroni, nic, nic, żadnej zapory między nim a nami. Ręka jego wśród nas swobodna, jak najswobodniejsza! Cóż oddziela błogostan spacerowicza od podziemia rozwrzeszczanego głosem udręczonych - co? Nic zupełnie, przestrzeń tylko, pusta... Ta ziemia, po której stąpamy, tak pokryta jest bólem, brodzimy w nim po kolana - i jest to ból dzisiejszy, wczorajszy, przedwczorajszy, oraz sprzed tysiącleci - albowiem nie trzeba się łudzić, ból nie rozpływa się w czasie i krzyk dziecka sprzed trzydziestu wieków nie jest ani trochę mniej krzykiem od tego, który trzy dni temu się rozlegał. Jest to ból wszystkich pokoleń i wszystkich istnień - nie tylko człowieka. I wreszcie... ależ kto wam powiedział, że śmierć może wam przynieść, wyzwalając z tego świata, jakieś ukojenie? „A jeśli 'tam' są tylko pająki?" A jeśli tam jest ból, przekraczający nieskończenie wszystko, co możemy sobie wyobrazić? Nie drżysz zanadto przed tą chwilą, gdyż oddajesz się złudnej pewności, że za tą ścianą nie może cię spotkać nic co by było zupełnie nieludzkim - skąd ta pewność? Co cię do niej upoważnia?

„Dziennik 1953-1969” autorstwa Witold Gombrowicz


Diabła oczywiście należy się bać, jednak ci którzy wybudowali sobie zaporę z korzystnych czynów – myślą, mową i ciałem, nie muszą się z tego powodu niczego obawiać. Jednakże tak naprawdę mają poważne powody do niepokoju. Życie kusi nas i zaprasza do wielu niekorzystnych działań i zwykły człowiek prędzej czy później tym pokusą nie potrafić się oprzeć, nie teraz to w przyszłym życiu. Nie w przyszłym życiu, to choćby i za tysiąc lat …

A niekorzystne działanie otwiera bramę do niższych światów. Dlatego Budda podkreśla, że tylko szlachetni – ariya – są wolni od piekła, a to z tego powodu, że są już niezdolni do popełnienia czynów które owocują odrodzinami w piekle. Na ile słowa Gombrowicza są literacką kreacją i krygowaniem się, trudno powiedzieć, ale faktycznie sprawy mają się dokładnie tak jak to autor Ferdydurke opisał, zwykły człowiek chodzi po bardzo cienkiej linie zawieszonej nad przepaścią bólu i praktycznie kwestia jest nie „czy spadnie?” ale „kiedy spadnie?”. Jedyny dla niego ratunek to przestać być zwykłym człowiekiem, stać się ariya, czy w terminologi Jezusa, narodzić się ponownie w „duchu i prawdzie”.

Dałam życie za Piękno - 448


Dałam życie za Piękno
Lecz zaledwie wstałam z grobu,
Ktoś, kto umarł za Prawdę,
Złożony został obok.
 Spytał cicho, za com zginęła.
Odpowiedziałam: „Za piękno”.
„Ja za prawdę, a to dwoje jest jednią –
rzekł- więc jesteśmy rodzeństwem.”
 I jak krewni przy spotkaniu
Tak długo gwarzyliśmy w krypcie,
Aż mech zarósł zwierzające się wargiI nasze miana przykrył.

Emily Dickinson

Grób - to nie miejsce na Zabawy (467)


Grób - to nie mejsce na Zabawy -
Za mało Przestrzeni - na nim -
Nierówny Grunt - i wciąż jesteśmy
Z nastroju wytrącani

Przez Ludzi - składających Kwiaty
Z tak ciężkim smutkiem w twarzy -
Że grozi nam - iż głaz ich Serca
Naszą zabawę zmiażdży -

Więc odsuwamy się - na dystans
Wrogości - i tylko zetkamy
W tył - dla sprawdzenia, czy odległość
Wciąż ta sama – Czasami

Emily Dickinson
Przkł. S. Barańczak

Jest coś cichszego niźli sen


Jest coś cichszego niźli sen
W tym środkowym pokoju.
Na piersi ma gałązkę -
Przemilcza imię swoje.

Niektórzy dotkną, ucałują,
Rozetrą bezwładne dłonie
Tej siły przyciągania
Nie rozumiem, nie pojmę!

Nie mogłabym płakać jak oni -
Szloch może być obrazą!
Spłoszą cichą wróżkę i umknie
Do swych rodzinnych lasów.

Gdy prostoduszni sąsiedzi
Gawędzą o 'zmarłej przedwcześnie',
My - skorzy do peryfrazy -
Mówimy, że ptaki pierzchły.

Emily Dickinson

Zgubiona - w trakcie zbawienia!


Zgubiona - w trakcie zbawienia!
Właśnie gdy świat znikał z oczu,
Właśnie w chwili, gdy Wieczność miała się rozpocząć -
Wtedy powrócił oddech -
Z szumem się wycofała -
Po tamtej stronie - zniechęcona fala!

Kto wrócił, tak jak ja, zwiedziwszy Pogranicze,
Ten pragnąłby wyjawiać jego tajemnice:
Jak Żeglarz, który otarł się o obce lądy,
Jak pobladły Reporter, który z domu zbrodni -
Zanim Pieczęć drzwi zamknie - wyszedł na ulicę!

Następnym razem - zostać!
Następnym razem - doznać
Czego Uchem ogarnąć,
Objąć Okiem nie można -

Następnym razem - zwlekać,
Tempo Wieków hamować zwykłe -
Niech powoli wloką się Stulecia,
Kołują Cykle!


Emily Dickinson

Ilekroć słyszę słowo „uciec” (77)


Ilekroć słyszę słowo „uciec”,
Szybciej uderza tętno,
Nagła nadzieja mnie ogarnia –
Do lotu chętną!

Ilekroć słyszę o zburzonych
Przez wojska ogromnych więzieniach,
Szarpię dziecinnie za kraty –
Znowu bez powodzenia!

Emily Dickinson
przełożyła Ludmiła Marjańska

Nadzieja


"Nadzieja" jest tym upierzonym
Stworzeniem na gałązce
Duszy - co śpiewa melodie
Bez słów i nie milknące -

W świście Wichru brzmi uszom najsłodziej -
I srogich by trzeba Nawałnic -
Aby spłoszyć ptaka maleńkiego,
Co tak wielu zdołał ogrzać i nakarmić -

Śpiewał mi już na Morzach Obcości -
W Krainach Chłodu -
Nie żądając w zamian Okruszka -
Choć konał z Głodu.

Emily Dickinson
tłum. Stanisław Barańczak

Emily Dickinson - Jestem Nikim

I’m Nobody! Who are you?
Are you – Nobody – too?
Then there’s a pair of us?
Don’t tell! they’d advertise – you know!

How dreary – to be – Somebody!
How public – like a Frog –
To tell one’s name – the livelong June –
To an admiring Bog!

***

Jestem Nikim! A ty?
Czy jesteś – Nikim – Też?
Zatem jest nas aż dwoje?
Pst! Rozejdzie się – wiesz!

Jak monotonnie jest – być Kimś -
Popisującą się Żabą -
Kumkać swe imię – cały Czerwiec -
Stojącym w podziwie Stawom!

[Przełożył Stanisław Barańczak]

*

Jestem Nikim! A kim ty jesteś?
Czy także – jesteś – Nikim?
A więc dwoje nas? Nic nie mów,
Bo ogłoszą to – z krzykiem!

Być kimś – jakie to żałosne!
Imienia swego nie pragnę -
Jak żaba – w czerwcu życia – głosić
Przed zachwyconym bagnem!

[nap. 1861, odn. 1891; Przełożyła Ludmiła Marjańska]

*

Ja jestem nikt! Kto jesteś ty?
Czyś także nikt? Co za spotkanie!
Jest więc nas dwoje, ale milcz:
Skazano by nas na wygnanie!

Jakie to smutne: zostać kimś!
Wciąż na widoku: żaba śliska,
Co swoje imię cały dzień
Skrzeczy, by znały ją bagniska!

[Przełożył Artur Międzyrzecki]

*

Jam nikt! A ty ktoś, bracie, jest?
Możeś ty nikim też?
Aż dwoje nas, więc cicho bądź,
bo nas wygonią stąd.

Jak nudno być kimś, prawda?
Jak niedyskretnie żabim
oznajmiać swe miano skrzekiem
podziwiającym bagnom.

[Przełożyła Kazimiera Iłłakowiczówna]

*

Jestem nikim! Kim jesteś ty?
Jesteś - Nikim - Też?
Więc jest nas para?
Nie mów! rozgłosiliby to - ty wiesz!

Jak nudno - jest być - Kimś!
Tak publicznie jak żaba -
Wypowiadać swoje imię - cały czerwiec -
Aby podziwiać Bagno!

[Przełożył Mateusz Hildebrandt]

*

Jestem Nikim! A ty?
Też – Nikim – jesteś?
Więc jest nas dwoje?
Sza! Bo się rozniesie!

Jakie to nudne – być – Kimś!
Samochwalącą się Żabą –
Rechotać swe imię – Czerwcowi –
I zachwyconym – Mokradłom!

[Przełożył Andrzej Szuba]

*

Jestem nikim! A ty kim – wiesz?
Czy jesteś – Nikim – Też?
Więc jest nas dwoje! Sza!
Ogłosiliby to – raz dwa!

Jak drętwo – być – Kimś! Publicznie –
Jak Żaba – Powtarzać
Swoje imię – cały Czerwiec
Do urzeczonego Bagna!

[Przełożyła Krystyna Lenkowska]

Biografia Emily Dickinson


Emily Elizabeth Dickinson urodziła się 10 grudnia 1830 r. w Amherst (Massachusetts). Była córką zamożnego prawnika, wychowującego trójkę swoich dzieci w surowym, protestanckim duchu. Żyła w samotności - odizolowana od świata, zajmując się rodzicami, domem i ogrodem. Z biegiem czasu poetka przestała opuszczać nawet swój pokój, prawie w ogóle unikając kontaktów z ludźmi. Amherst opuściła tylko kilka razy udając się na wycieczki do Filadelfii, Waszyngtonu i dwa razy do Bostonu. W 1862 r. wysłała kilka wierszy do "Atlantic Monthly", ale redaktor Thomas Wentworth Higginson, zaskoczony ich niezwykłą w owych czasach, nowatorską formą odmówił druku, pozostając jednak z autorką w stałym kontakcie. Mimo to za życia poetki w czasopismach ukazało się - anonimowo i bez jej wiedzy - siedem wierszy. Dopiero po śmierci (15 maja 1886 r.) jej młodsza siostra, Lavinia - ku swojemu kompletnemu zaskoczeniu - odnalazła w zamkniętym na klucz kuferku rękopisy aż 1775 (!) wierszy Emily. Dzięki staraniom Lavinii, malarka Mavel Loomis Todd i wspomniany już Higginson podjęli się wydania poetyckiej twórczości Emily. Niestety, mieli oni małe pojęcie o artystycznej wartości tych utworów i poprawili je zgodnie z ówcześnie obowiązującymi konwencjami estetycznymi. Na ogłoszenie wielu wierszy w ogóle się nie zdecydowali. Dopiero po 65 latach, w 1955 ukazała się kompletna edycja poezji "Piękności z Amherst", zredagowana przez Thomasa H. Johnsona. Wtedy dopiero medytacyjna liryka Emily została doceniona, a autorkę uznano za najwybitniejszą i najbardziej oryginalną poetkę amerykańską.

Dzienna doza reakcji IV


- Kto w określonych okolicznościach nie jest gotów ponieść klęski, ten wcześniej czy później dopuści się zbrodni, którą piętnuje.

- Dotyk ręki nowoczesnego człowieka jeśli nie zabija od razu to wywołuje nieuleczalną chorobę.

- Artysta, który nie posiada wystarczającej oryginalności, aby stworzyć swój niepowtarzalny świat, przyłącza się do awangardy.

- Bardziej jeszcze niż wicher zdrady wieje nad nowoczesnym klerem huragan głupoty.

- Zdolność przyswajania pornografii jest znakiem rozpoznawczym głupca.

- Jedynym dowodem na istnienie Boga jest Jego istnienie.

- To, co izoluje nas od świata, daje nam możliwość, abyśmy się uszlachetnili. Choćby to było tylko oberwanie chmury.

- Lud nigdy nie wybiera. Co najwyżej ratyfikuje.

- Często swoim słabościom zawdzięcza człowiek uniknięcie klęsk.

- Konserwatyzm nie powinien być partią, lecz normalną postawą każdego człowieka honoru.

- Otwartość niektórych pisarzy ma swą przyczynę wyłącznie w rozkoszy, jaką odczuwa ekshibicjonista.

- Bogacze są do zniesienia wyłącznie tam, gdzie zgina im kark posiadająca arystokracja lub tam, gdzie bojowy proletariat napędza im stracha.

- Ludzkość, której nadejście przygotowuje nowoczesny świat będzie się dzielić na kryminalistów i głupców.

- Rozmowa między nowoczesnymi nie oburza, lecz budzi obrzydzenie.

- W ludzkich kolektywach sumują się jedynie wady tych, którzy się w nich gromadzą.

- Muzea są chłostą dla turysty.

- Od pewnego wieku powinniśmy przypatrywać się sobie nawzajem tylko w półmroku.

- Niektóre intymne zwierzenia każą nam sądzić, że seksualność jest bardziej karą niż sposobem rozmnażania się.

- Anioły Stróże wielu ludzi muszą być aniołami upadłymi.

- My, wrogowie powszechnego prawa wyborczego nie przestajemy się zdumiewać z powodu entuzjazmu jaki wywołuje wybór garstki nieudolnych przez masę niekompetentnych.

- "Wykształcenie" współczesnego polityka składa się z idei, które eksploatuje i z tekstów, które plugawi.

- Chrześcijaństwo może żyć ze współczesnym światem w legalnym konkubinacie, ale nie w prawowitym związku małżeńskim.

- W średniowieczu to gibelini byli inteligentnymi obrońcami papiestwa.

- Nadając światu globalny sens pozbawiamy sensu nawet te fragmenty, które przypuszczalnie go posiadają.

- Kiedy opada kurz wzniecony przez wielkie wydarzenia nowożytnej historii, historyk staje oniemiały w obliczu przeciętności protagonistów.

Nicolas Gomez Davila
(przełożył T.Gabiś)