Za nieznanym tęsknij, ale nieznanego nie wyobrażaj
sobie.
Bo nigdy nie wyobrazisz sobie.
Dlatego że wyobrażać sobie znaczy przypominać sobie.
Nieznanego nigdy nie przypomnisz sobie, bo nigdy w tobie nie
powstało.
Nigdy w tobie nie powstało, bo ty nie powstałeś z tego.
Ty jesteś poza tym, ty jesteś czasem,
Całkowicie tylko czasem, a nieznane jest poza czasem, poza
tobą.
Bądź sobą, bądź czasem i
uświadom sobie w całej pełni, w całej próżni,
Że nie ma w czasie czyli tobie nic, prócz starości, prócz
wspomnień i marzeń,
Wtedy przyjdzie nowe, młode, nieporównane, nieznane,
Przyjdzie niechciane, nieprzypadkowo a zarazem cudownie
niespodzianie.
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
piątek, 11 stycznia 2013
Pascal: Sprawiedliwość i siła
.
— Sprawiedliwym jest, aby się poddać temu, co sprawiedliwe; koniecznym poddać się temu, co silniejsze. Sprawiedliwość bez siły jest bezsilna; siła bez sprawiedliwości — tyrańska. Sprawiedliwość bez siły spotyka się z oporem, ponieważ zawsze znajdą się źli; siła bez sprawiedliwości ściąga nienawiść. Trzeba tedy zespolić razem sprawiedliwość i siłę i dążyć do tego, aby to, co jest sprawiedliwe, było silne, albo aby to, co silne, było sprawiedliwe.
Sprawiedliwość podległa jest sporom; siła jest czymś bardzo jasnym i bezspornym. Nie zdołano zatem dać sprawiedliwości siły, ponieważ siła sprzeciwiła się sprawiedliwości i rzekła, że jest niesprawiedliwą, i rzekła, że to ona jest sprawiedliwą. I tak, nie mogąc zdziałać, aby to, co jest sprawiedliwe, było silne, uczyniono, aby to, co jest silne było sprawiedliwe.
Mistrz Ewagriusz
Można zapytać: „Dlaczego
Ojciec Pustyni ma być mistrzem? I dlaczego ma nim być mało
znany Ewagriusz z Pontu (ok. 345-399)?" Otóż Ewagriusz, który
żył i tworzył najpierw na Pustyni Nitryjskiej (od 383),
później zaś w Celach, z punktu widzenia literatury jest jednym
z najstarszych świadków duchowości Ojców Pustyni. Jego
mistrzami byli m. in. Makary Wielki oraz Makary
Aleksandryjski, dwaj najbardziej poważani ojcowie duchowi tej
epoki. Mamy zatem pewne prawo oczekiwać od ich ucznia,
bezsprzecznie najsłynniejszego, nauki na temat duchowego
ojcostwa równie głębokiej, co oryginalnej. Jego sąd, tak
subtelny i wyważony, wzbudzał podziw już u jego współczesnych.
Jeśli bowiem Ewagriusz jest dla współczesnych badaczy przede wszystkim „filozofem na pustyni", to był nim, według opinii starożytnych, w sensie wczesnego chrześcijaństwa. Filozof jest zatem człowiekiem, który w jednym jedynym dążeniu łączy poszukiwanie życia moralnie doskonałego z poszukiwaniem mądrości Bożej. Pełna mocy synteza, wychodząca od Objawienia, która wiąże praktike (tzn. praktykowanie rad ewangelicznych) z theoretike lub gnostike (tzn. kontemplacją stworzeń oraz ich Stwórcy), jest też chyba najoryginalniejszym wkładem pontyjskiego mnicha w starożytną duchowość monastyczną.
Godzien chwały jest mąż, który do jednego jarzma zaprzągł gnozę i praktykę, aby nawadniać pole duszy z jednego i drugiego źródła, dla [wzrostu] cnoty. Gnoza bowiem uskrzydla istotę, która poznaje tylko rozumowo dzięki kontemplacji lepszych rzeczy, natomiast praktyka zadaje śmierć temu, co jest przyziemne w [naszych] członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości (por. Kol 3,5). Ci więc, którzy przywdziali tę podwójną zbroję, z łatwością stawią czoło przewrotności demonów.
Gabriel Bunge OSB
Jeśli bowiem Ewagriusz jest dla współczesnych badaczy przede wszystkim „filozofem na pustyni", to był nim, według opinii starożytnych, w sensie wczesnego chrześcijaństwa. Filozof jest zatem człowiekiem, który w jednym jedynym dążeniu łączy poszukiwanie życia moralnie doskonałego z poszukiwaniem mądrości Bożej. Pełna mocy synteza, wychodząca od Objawienia, która wiąże praktike (tzn. praktykowanie rad ewangelicznych) z theoretike lub gnostike (tzn. kontemplacją stworzeń oraz ich Stwórcy), jest też chyba najoryginalniejszym wkładem pontyjskiego mnicha w starożytną duchowość monastyczną.
Godzien chwały jest mąż, który do jednego jarzma zaprzągł gnozę i praktykę, aby nawadniać pole duszy z jednego i drugiego źródła, dla [wzrostu] cnoty. Gnoza bowiem uskrzydla istotę, która poznaje tylko rozumowo dzięki kontemplacji lepszych rzeczy, natomiast praktyka zadaje śmierć temu, co jest przyziemne w [naszych] członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości (por. Kol 3,5). Ci więc, którzy przywdziali tę podwójną zbroję, z łatwością stawią czoło przewrotności demonów.
Gabriel Bunge OSB
Ocean i fale
Wszyscy jesteśmy falami
w przepastnym oceanie życia. Niezależnie od tego jak się
przejawiamy, wszyscy jesteśmy unikalnymi i nigdy nie
powtarzającymi się ekspresjami tej jednej świadomości.
W naszej relatywnej tożsamości jako fale, jawimy się być odseparowani jeden od drugiego. Jest fala "ty" tam i fala "ja" tu, w dwóch odmiennych miejscach w przestrzeni i czasie. Mam imię i wiek, płeć, kolor skóry, wymiar i tak dalej, tak samo i ty, na tym poziomie, nie możemy zanegować naszych relatywnych różnic. Ale jako odseparowane fale, nigdy się prawdziwie nie spotykamy.
Jednakże, ponad naszymi różnicami zalega jedność, jak wielkie duchowe nauki przez wieki nam to przypominały.
Gdyż w naszej prawdziwej esencji, pierwotnej wobec koncepcji, pierwotnej wobec formy, pierwotnej wobec czasu i przestrzeni, niezależnie w jaki sposób się przejawiamy, niezależnie jak manifestujemy się w świecie, wszyscy jesteśmy tym samym oceanem, bezimiennym, bez wieku, bez formy. na tym poziomie, nie jesteśmy odseparowani i nigdy nie byliśmy - w rzeczy samej, nie ma tam "mnie" i "ciebie", jako sama świadomość, jestem tym czym ty. Wszyscy jesteśmy ekspresjami tej samej rzeczywistości, odmienni w przejawie, tacy sami w esencji, i to co nazywam "innym" jest właściwie mną w przebraniu, i to co nazywam "tam" jest rzeczywiście "tutaj". I tak, nie muszę kochać ciebie. Nie muszę "robić" miłości - a tylko prosto rozpoznać, że jestem tobą. Kto to rozpoznaje? Właśnie.
Zrozumienie "nie ma ja" czy "jest tylko Jedność" samym intelektem, jest pięknym pierwszym krokiem. Ale tylko tym - to pierwszy krok, nie ostateczna prawda, jakkolwiek bardzo myśl kochałaby ideę "ostatecznej prawdy".
Poszukiwanie i cierpienie nie kończą się na intelektualnym zrozumieniu, jakkolwiek pięknym ono jest. Prawdziwe rozpoznanie tej miłości, prawdziwe poszukiwanie w sobie - ta intymność, ten brak separacji - rozpoznawanie tego w każdym którego spotkasz, znając ich za nikogo odmiennego od ciebie, oto gdzie te nauki przewracają stronę na żywe doświadczenie, gdzie słowa rozpływają się w bezsłownej rzeczywistości, gdzie całe centrum przemieszcza się z głowy ku sercu. Bo czym jest mądrość bez miłości i czym jest zrozumienie bez współczucia? Czym jest ocean bez swych fal?
Ocean faluje przez iluzję "innego".
Jeff Foster
W naszej relatywnej tożsamości jako fale, jawimy się być odseparowani jeden od drugiego. Jest fala "ty" tam i fala "ja" tu, w dwóch odmiennych miejscach w przestrzeni i czasie. Mam imię i wiek, płeć, kolor skóry, wymiar i tak dalej, tak samo i ty, na tym poziomie, nie możemy zanegować naszych relatywnych różnic. Ale jako odseparowane fale, nigdy się prawdziwie nie spotykamy.
Jednakże, ponad naszymi różnicami zalega jedność, jak wielkie duchowe nauki przez wieki nam to przypominały.
Gdyż w naszej prawdziwej esencji, pierwotnej wobec koncepcji, pierwotnej wobec formy, pierwotnej wobec czasu i przestrzeni, niezależnie w jaki sposób się przejawiamy, niezależnie jak manifestujemy się w świecie, wszyscy jesteśmy tym samym oceanem, bezimiennym, bez wieku, bez formy. na tym poziomie, nie jesteśmy odseparowani i nigdy nie byliśmy - w rzeczy samej, nie ma tam "mnie" i "ciebie", jako sama świadomość, jestem tym czym ty. Wszyscy jesteśmy ekspresjami tej samej rzeczywistości, odmienni w przejawie, tacy sami w esencji, i to co nazywam "innym" jest właściwie mną w przebraniu, i to co nazywam "tam" jest rzeczywiście "tutaj". I tak, nie muszę kochać ciebie. Nie muszę "robić" miłości - a tylko prosto rozpoznać, że jestem tobą. Kto to rozpoznaje? Właśnie.
Zrozumienie "nie ma ja" czy "jest tylko Jedność" samym intelektem, jest pięknym pierwszym krokiem. Ale tylko tym - to pierwszy krok, nie ostateczna prawda, jakkolwiek bardzo myśl kochałaby ideę "ostatecznej prawdy".
Poszukiwanie i cierpienie nie kończą się na intelektualnym zrozumieniu, jakkolwiek pięknym ono jest. Prawdziwe rozpoznanie tej miłości, prawdziwe poszukiwanie w sobie - ta intymność, ten brak separacji - rozpoznawanie tego w każdym którego spotkasz, znając ich za nikogo odmiennego od ciebie, oto gdzie te nauki przewracają stronę na żywe doświadczenie, gdzie słowa rozpływają się w bezsłownej rzeczywistości, gdzie całe centrum przemieszcza się z głowy ku sercu. Bo czym jest mądrość bez miłości i czym jest zrozumienie bez współczucia? Czym jest ocean bez swych fal?
Ocean faluje przez iluzję "innego".
Jeff Foster
Samotny umysł
Kiedy umysł jest wolny od wszelkiej zawartości, wszelkiego
uwarunkowanego myślenia, wkracza w samotność milczenia. Te
milczenie może powstać tylko wtedy gdy widzi się ograniczenia
własnego myślenia. Kiedy widzi się, że własne myśli nie przynoszą
prawdy, spokoju, czy wolności, wtedy powstaje naturalny stan
milczenia i wewnętrznej klarowności. I w tym milczeniu jest
głęboka samotność, ponieważ nie szuka się korzystnych relacji z
myślą czy z towarzyszącymi emocjami wywołanymi przez myśl.
W tej samotności wszystkie idee i wizerunki są pozostawione za nami i intuicyjnie kierujemy się ku niezrodzonemu i niestworzonemu podłożu bytu. W tym podłożu odkrywamy prawdziwy byt; i w ten sam sposób jak nasz byt jest niestworzony, jest również nieśmiertelny. Zatem wszystko to czym kiedykolwiek będziemy czy możemy być, jest do znalezienia w naszej samotności i jest bezczasowo obecne w swej pełni i kompletności, teraz i wiecznie.
Adyashanti
W tej samotności wszystkie idee i wizerunki są pozostawione za nami i intuicyjnie kierujemy się ku niezrodzonemu i niestworzonemu podłożu bytu. W tym podłożu odkrywamy prawdziwy byt; i w ten sam sposób jak nasz byt jest niestworzony, jest również nieśmiertelny. Zatem wszystko to czym kiedykolwiek będziemy czy możemy być, jest do znalezienia w naszej samotności i jest bezczasowo obecne w swej pełni i kompletności, teraz i wiecznie.
Adyashanti
Ignacy Nowopolski - Społeczeństwo i media
Nie
ma co dywagować na temat spiskowej teorii dziejów gdy na
naszych
oczach rozgrywa się ich spiskowa praktyka. Kiedy
w ubiegłym stuleciu, do lamusa historii zaczęły odchodzić
systemy
totalitarne egzekwujące społeczną kontrolę przy pomocy tzw.
środków bezpośredniego przymusu,
znaczenia zaczęły nabierać metody socjotechniczne. Grupy
marketingowe agresywnego kapitalizmu amerykańskiego od dawna
już
stosowały całą gamę środków „zachęty” w stosunku do
potencjalnego klienta. Od tradycyjnej „propagandy”, poprzez
odpowiedni dobór kolorów reklam, aż do (formalnie zakazanych)
błyskawicznych bodźców wizualnych działających na
podświadomość
widza. Działania marketingowe, tradycyjnie skierowane na
promocję
konkretnej marki poszukiwanego wyrobu (tzw. commercials),
stopniowo ewoluowały w kierunku tak zwanych „infomercials”.
Te ostatnie miały już za zadanie nie przekonywać do zakupu
konkretnej marki poszukiwanego przez klienta wyrobu, ale
namawiać do
zakupu oferowanego rodzaju produktu, bez względu na to czy
potencjalny odbiorca w ogóle poszukiwał takowego. Te zdobycze
socjotechniki stanowiły solidną podstawę do zastąpienia
wspomnianych środków przymusu bezpośredniego metodami
„perswazji
medialnej”.
Upowszechnienie
elektronicznych
nośników informacji (telewizja) i „information
technology”
(komputer, internet) wzmocniło jeszcze te trendy. Aby jednak w
pełni
móc wyzyskać ich owoce należało uzyskać monopol informacyjny.
O
ile prasa „wolnego świata” od dość dawna znajdowała się we
„właściwych rękach”, o tyle dynamicznie się rozwijający
rynek mediów elektronicznych musiał jeszcze dostać się w pełni
pod kontrolę „ośrodków decyzyjnych”. Z jednej strony pomógł
tu proces „globalizacji”, pozwalający na skupienie w kilku
zaledwie najbogatszych rękach gros nadawców, a z drugiej
odpowiednia „regulacja rynku” praktycznie uniemożliwiająca
przebicie się niezależnym publikatorom. Swoistym ewenementem
na
polskim rynku są „Radio
Maryja” i
„Telewizja
Trwam”
doprowadzające do szału swoją egzystencją dysponentów tzw.
„mainstream
mass media”.
Szczęśliwie ta sytuacja nie ma precedensu w „zachodnim
cywilizowanym” świecie. Mając gros światowych środków przekazu
pod swoją kontrolą, „ośrodki decyzyjne” mogą nie tylko
dowolnie selekcjonować i kontrolować przepływ informacji, ale
mogą
również tworzyć wirtualną fikcję i urabiać do woli opinię
publiczną.
Klasycznym
przykładem
wirtualnego kłamstwa, był przekaz medialny z okresu
konfliktu w Kosowie. Nie ograniczał się on tylko do zwykłej
propagandy przy zastosowaniu „uznanych ekspertów i
autorytetów”,
ale również do tworzenia całych inscenizacji, filmowanych i
rozpowszechnianych w świecie jako przekaz rzeczywistości. Wg.
Antiwar.com
celowała w tym procederze CNN reżyserując całe przedstawienia
pt.
„ucieczka Albańczyków z Kosowa”. Jak prostymi metodami można
tworzyć totalne wirtualne kłamstwo, łatwo się było przekonać
oglądając „spektakl” pt. „Spotkanie Madeleine Albright z
Albańczykami w Prisztinie” już po jej „wyzwoleniu” (osobista
obserwacja autora). Kamera pokazała panią sekretarz
przemawiającą
na podium i otoczoną gęstym morzem głów słuchaczy. Tylko
nieopatrzny ruch kamerą pokazał wielkość „tłumu”
składającego się w rzeczywistości z ok. dwudziestu stłoczonych
i
prawdopodobnie dobrze opłaconych osób, poza którymi była już
tylko pusta przestrzeń.
Istotniejszą
rolą
niż fabrykowanie pospolitych kłamstw jest jednak umiejętne
kształtowanie opinii publicznej, polegające na „przesunięciu
spectrum akceptowanych społecznie zasad moralnych”.
Zilustrować
to można na przykładzie bardzo obecnie a
propos,
a mianowicie zachowań seksualnych. Od zarania świata obecne
były w
życiu społeczeństw wszystkie znane formy tych zachowań. Od
zboczeń np. nekrofilii, pedofilii, czy homoseksualizmu,
poprzez
„zwykłą” rozwiązłość aż do normalnego życia w rodzinie. A
od tego ostatniego do życia zakonnego w „czystości”. Z tym
spectrum zachowań skorelowana zawsze była ocena
społeczno-moralna.
W zależności od czasów i specyfiki cywilizacyjnej podlegająca
wahaniom. Jednak z reguły za normę przyjmowano życie rodzinne,
mniej lub bardziej przykładne, pogardą a często i restrykcjami
karnymi zaopatrywano to co „na minusie” (e.g. zboczenia), a
estymą i często wsparciem społecznym to co „na plusie”.Obecnie
„miara moralna i społeczna” tego spectrum przesuwa się „na
minus”.
Ten
proces dobrze ilustruje stwierdzenie jednego z katolickich
biskupów,
który powiedział niedawno, że gdyby w połowie XX wieku do
urzędu
stanu cywilnego stawiło się dwóch mężczyzn, prosząc o ślub to
szybko wylądowali by w szpitalu psychiatrycznym, a obecnie
„obrządki
zaślubin” tego typu odbywają się z całą powagą i nikogo to
nawet nie dziwi. Pedofilia ciągle jeszcze jest
„przestępstwem”,
ale już w „postępowej” Holandii pojawiają się próby zmiany
tej sytuacji. Życie w rodzinie, jest już nie normą ale
konserwatywnym obciążeniem, natomiast np. zakon, ciągle
jeszcze
niekaralnym „dziwactwem”. Jeżeli proces ten będzie postępował
dalej, to zapewne za jakiś czas zakony zostaną wyjęte spod
prawa,
a kwitnąć będą wszelkie formy zboczeń zapewne jako „nowoczesne
metody wyrażania poglądów” czy coś podobnego. Celem tego
zabiegu socjotechnicznego jest uznanie przez społeczeństwo
tego co
złe za normę a tego co dobre za jeżeli nie przestępstwo to
przynajmniej „skrajny margines”.
Aby
tego
dokonać trzeba jednak najpierw ogłupić gros społeczeństwa.
Najlepiej zacząć jak najwcześniej. Już Lenin stwierdził
„dajcie
mi na wychowanie małe dzieci a z każdego zrobię komunistę”. Od
dawna już tej dewizie hołdują zachodnie systemy edukacyjne,
które
wbrew kłamliwej propagandzie o „wysokich standardach” w swojej
masie produkują głównie ograniczonych umysłowo niedouków,
którzy
w najlepszym wypadku posiadają umiejętności w jakiejś wąskiej
specjalności. Dalej proces ogłupiania kontynuowany jest już
opisanymi metodami głównie przez media. Zniekształcenie
omawianego
„spectrum” prowadzi do zaniku zmysłu moralnego. Wg. amerykanki
Lindy Kimball (Bajda) ten zanik jest dowodem głupoty nabytej i
posuniętej aż do idiotyzmu. Nieco inaczej definiuje to
Michalkiewicz ( „Zanim
Usłyszymy Kroki”)
w ocenie „polskiej opinii publicznej”: „ Ponieważ opinię
publiczną w Polsce w znacznym stopniu kształtują
półinteligenci,
jedynym bezpiecznym sposobem jest śpiewanie w chórze, bo skoro
całe
stado tak samo śpiewa, to nikt nie naraża się na ośmieszenie
indywidualne”.
Takie
właśnie
mechanizmy spowodowały, że polskie społeczeństwo, które
jako pierwsze powiedziało komunizmowi „NIE” i pierwsze wyrwało
się z tego totalitaryzmu, praktycznie natychmiast dało się
wprzęgnąć w jego nową formę dla niepoznaki nazywaną
„demokracją”. Poddało się władzy ideologicznej starych
ortodoksyjnych komunistów jak Michnik czy Kuroń, oddało władzę
w
ręce komunisty Kwaśniewskiego, z uwielbieniem wpatrywało się w
„ekonomicznego guru”, komunistycznego doktrynera ze „szkoły”
przy Komitecie Centralnym PZPR, „profesora” Balcerowicza.
Można
chyba tu zaryzykować stwierdzenie, że Polska jest modelowym
przykładem, jak metodami „medialnej perswazji” nakłonić
społeczeństwo do akceptacji tego z czym przez dekady walczyło.
Jak
to, zakrzykną gromko „ekonomiczne autorytety”, teraz Polska ma
„gospodarkę rynkową”, „nowoczesny system bankowy” etc. etc.
Meritum sprawy polega na tym, że w totalitaryzmie
komunistycznym
właścicielem gospodarki była PZPR (czytaj agentura
zagraniczna), w
totalitaryzmie demokratycznym wielkie konsorcja międzynarodowe
(znów
agentura zagraniczna). Jedno co się zmieniło to „środki
perswazji”. W komunizmie było to ZOMO obecnie przykładowo TVN
„Całe kłamstwo całą dobę” i
inne „mainstream
mass media”. Czy
uda się z tego Polsce wyrwać? Podobnie jak w przypadku
komunizmu,
nie jest to walka tylko z wrogiem wewnętrznym, ale z całym
globalnym systemem. Polakom nigdy odwagi nie brakowało, a w
przypadku walki z komunizmem była to najważniejsza zaleta. Do
przezwyciężenia obecnego systemu potrzeba przede wszystkim
bardzo
wiele mądrości. A ile jest jej w polskim społeczeństwie każdy
może ocenić sam.
14.04.2007
Spenetrowanie Prawdy
Najczęściej najszersze kręgi
społeczne nie mają racji w sprawach, w których się
wypowiadają. Pośrednio potwierdza to zresztą jeden z
fundamentów łacińskiej cywilizacji, jakim jest grecki
stosunek do prawdy, wyrażający się m.in. w przeświadczeniu,
że prawda nie zależy od liczby zwolenników.
Czasem jeden człowiek może mieć rację przeciwko wszystkim i dlatego demokracja totalna, polegająca m.in. na ustalaniu faktów przez głosowanie, jest taka szkodliwa i niebezpieczna dla kultury. Żeby nie być gołosłownym przypomnę, iż opinię, jakoby homoseksualizm nie był zboczeniem, Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła w głosowaniu.
Świadczy to o niewątpliwej wyższości cywilizacji łacińskiej nad politycznie poprawnym barbarzyństwem, forsowanym u nas przez półgłówków skupionych wokół „Gazety Wyborczej". Wyrazem tego barbarzyństwa jest robiąca niestety i u nas konkietę zasada, że „im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja".
Tymczasem Prawda wcale nie zależy od Liczby jej zwolenników, jak wydaje się demokratom, ani nie leży „pośrodku", jak wydaje się irenistom, tylko Leży Tam Gdzie Leży, zaś moralną powinnością człowieka rozumnego jest znalezienie tego miejsca i spenetrowanie Prawdy.
Stanisław Michalkiewicz
Czasem jeden człowiek może mieć rację przeciwko wszystkim i dlatego demokracja totalna, polegająca m.in. na ustalaniu faktów przez głosowanie, jest taka szkodliwa i niebezpieczna dla kultury. Żeby nie być gołosłownym przypomnę, iż opinię, jakoby homoseksualizm nie był zboczeniem, Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła w głosowaniu.
Świadczy to o niewątpliwej wyższości cywilizacji łacińskiej nad politycznie poprawnym barbarzyństwem, forsowanym u nas przez półgłówków skupionych wokół „Gazety Wyborczej". Wyrazem tego barbarzyństwa jest robiąca niestety i u nas konkietę zasada, że „im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja".
Tymczasem Prawda wcale nie zależy od Liczby jej zwolenników, jak wydaje się demokratom, ani nie leży „pośrodku", jak wydaje się irenistom, tylko Leży Tam Gdzie Leży, zaś moralną powinnością człowieka rozumnego jest znalezienie tego miejsca i spenetrowanie Prawdy.
Stanisław Michalkiewicz
sobota, 5 stycznia 2013
Medytacja z Ajahnem Sumedho 32
Jak już proces myślenia się zacznie,
możliwości, antycypacje, i tak dalej, to się kontynuuje.
Zrozumienie jak pracuje twój umysł - rozpoznanie przestrzeni
pomiędzy myślami, milczenia, dźwięku ciszy - zatrzymuje proces
myśli. Zatem jest to refleksja nad nie-myśleniem. Nie uprawiam
papańca na temat nie-myślenia, ale myślę i obserwuję w
milczeniu i dostrzegam, że ta niewzruszoność jest jak to. To są
myśli, ale to myśli refleksyjne. Nie jest to ani sekwencja
racjonalna ani nawykowe myślenie. I wtedy w tej niewzruszoności
zadaję sobie pytania: czy jest tu jakieś "ja"? czy mogę
w tym znaleźć "ja"? I tak, przez zadawanie sobie tych
pytań, słucham, i w tej niewzruszoności dźwięku ciszy jest
przytomność, inteligencja, świadomość, ale nie potrafię w niej
znaleźć jakiegokolwiek "ja". I to jest intuicyjna
przytomność. Naprawdę nie potrafię znaleźć żadnego "ja".
I tak, zauważam jak tworzę samego siebie, przez myślenie o sobie,
o tym co lubię i czego nie lubię, i jak wszedłem w moją krytyczną
manierę z moimi poglądami i opiniami. Mogę stać się bardzo silną
osobowością, łatwo się zniechęcać i szybko popadać w dumę
bądź samoponiżenie.
Wszystkie
te nawyki pochodzą z konceptualnego rozróżniania, papańca.
Ale wtedy pojawia się ta zdolność do rozpoznania różnicy
pomiędzy przytomnością a świadomością i ignorancją i
świadomością. Moja świadomość jest zainfekowana przez wszystkie
te rozróżniające myśli połączone z "mnie i moim". Nie
lubię tego czy aprobuję to; nie chcę tego robić; nie powinieneś
był tego powiedzieć, lubię tego mnicha, ale nie tego. Wszystko to
nic innego jak avijja
paccaya sankhara.
Świadome doświadczenie a cierpienie to jedno, gdyż jaźń nie jest
spokojna, nie jest realna i ulega zmianie zgodnie z warunkami.
Teatr Trwogi
Eksperymentom pisarskim Pascala Quignarda patronuje też jeden z
późniejszych czcicieli Dionizosa - Arthur Schopenhauer, który
wiedział, że świat jest teatrem: trwogi, pożerania, cierpienia, i
że wolę życia można hamować samowiedzą, ale raczej bez skutku
lub ze skutkami opłakanymi. Próba szukania ratunku: momentalnej
jedności i harmonii w akcie seksualnym, kończy się niczym
tragedia, bowiem najdotkliwiej oddaje tragizm istnienia, który - dla
Schopenhauera - jest Arystotelesowym nieszczęściem, stającym się
losem bohatera "nie z powodu nikczemności, ale ze względu na
jakieś wielkie zbłądzenie", nieszczęściem dotykającym
każdego, nieuchronnie, choć w nieskończonych odmianach. I dlatego
Schopenhauer powtarza za Calderonem: "narodziny - błąd
największy, jaki nam spełnić kazano".
Krzysztof
Rutkowski
Stachura - Cokolwiek posiadasz
Cokolwiek
posiadać będziesz
Wszystko utracisz
O czym przekonasz się
Wcześniej czy później
Raptem lub z wolna
Ale niekoniecznie boleśnie!
Bo utracić możesz wszystko całkowicie bezboleśnie!
Z cudowną wręcz radością!
Tak że olśni cię Oczywistość
Ze wcale nie musiałeś i wcale nie musisz czegokolwiek posiadać.
Co posiadać i po co posiadać jeżeli wszystko jest dane:
Ciało jest dane, ziemia cała i wszystko co na ziemi żyjące...
Niebo całe i wszystko co na niebie żyjące...
Posiadać możesz tylko jedynie nieszczęście.
I to nieszczęście nieprawdziwe.
Bo dowiedz się że PRAWDZIWEGO nieszczęścia nie ma!
Prawdziwe jest szczęście
A szczęścia nie potrzeba posiadać...
Albowiem szczęściem się JEST!
Wszystko utracisz
O czym przekonasz się
Wcześniej czy później
Raptem lub z wolna
Ale niekoniecznie boleśnie!
Bo utracić możesz wszystko całkowicie bezboleśnie!
Z cudowną wręcz radością!
Tak że olśni cię Oczywistość
Ze wcale nie musiałeś i wcale nie musisz czegokolwiek posiadać.
Co posiadać i po co posiadać jeżeli wszystko jest dane:
Ciało jest dane, ziemia cała i wszystko co na ziemi żyjące...
Niebo całe i wszystko co na niebie żyjące...
Posiadać możesz tylko jedynie nieszczęście.
I to nieszczęście nieprawdziwe.
Bo dowiedz się że PRAWDZIWEGO nieszczęścia nie ma!
Prawdziwe jest szczęście
A szczęścia nie potrzeba posiadać...
Albowiem szczęściem się JEST!
Koestler
Koestler zakłada, że zarówno Nauka Buddy jak i Filozofia
Egzystencjalna są dziełami sztuki, i to obejmuje rozliczne
założenia o naturze egzystencji. Koestler sam będąc artystą, nie
potrafi wyobrazić sobie niczego wychodzącego poza sztukę - w
rzeczy samej, prawdopodobnie można powiedzieć, że założenie, iż
nie ma nic ponad sztuką jest dokładnie założeniem o naturze
egzystencji, które to założenie jest inherentne w pracach
Koestlera. Koestler jest zaangażowany, zgodnie ze swą własną
definicją - ale jest zaangażowany ponieważ zakłada
samoistność idei zaangażowania. A to określa go czasowo. Jest
człowiekiem XX wieku, uległym obsesji obiektywności; dla artysty
obiektywność - odmowa głoszenia twego zaangażowania i ledwie
opisywanie go, jako jednego z nieskończenie wielu możliwych
zaangażowań - jest bratem naukowej obiektywności - co jest odmową
uznania twojego punktu widzenia, a zaledwie zwolnienie go jako
jednego z nieskończonej możliwości punktów widzenia - co pochodzi
z lęku przed byciem (słowami Kierkegaarda) nieskończenie
zainteresowanym. Kiedy jesteś nieskończenie zainteresowany,
albo siedzisz cicho (do czego skłaniał się Budda bezpośrednio po
Oświeceniu) albo nauczasz (co zrobił Budda, po przekonaniu go przez
Brahmę Sahampati). Oczywiście Egzystencjaliści są (są?) enragés
a nie prosto engagés,
i nigdy nie udawali, że są
czymś więcej. Koestler może i nie jest wrogo nastawiony wobec
Nauki Buddy czy Egzystencjalizmu, ale to dlatego, że żadnej z tych
rzeczy nie zrozumiał. Gdyby zrozumiał byłby albo buddystą (czy
egzystencjalistą) albo też otwarcie wrogi. Tak jak zneutralizował
Dhammę i Egzystencjalizm - czy raczej mając taką nadzieję -
współczesnym artystycznym brakiem-punktu-widzenia, takie i jest
jego zrozumienie "zaangażowania". Zgadzasz się?
Nanavira Thera
Nanavira Thera
Nada: czy to działa?
W buddyjskiej praktyce, zawsze
rozważasz: "Czy to działa? Jakie są rezultaty moich
wysiłków?" I, jeżeli rezultaty są korzystne, używasz tego
jako zachęty do kontynuowania podążania tą ścieżką. Jeżeli
jednak twoje wysiłki nie przynoszą owoców, wtedy musisz rozważyć
jak dalej pracować i jakie są inne podejścia, których mógłbyś
użyć.
To zawsze ważne, by pamiętać, że te
praktyki są dla CIEBIE. Są by ci służyć, raczej, niż być ty
miał się im podporządkowywać. Zatem weź tą metodę wewnętrznego
słuchania i zobacz, czy działa ona dla ciebie. Jeżeli tak, wtedy
jest "właściwą rzeczą" - jeżeli nie, obyś znalazł
inne sposoby dojścia i wejścia na duchową Górę. Reszta jest
milczeniem.
Ajahn Amaro
Symbol transcendencji
Dźwięk ciszy jest obiektem w
zmysłowej rzeczywistości, że odzwierciedla wiele charakterystyk
Dhammy, jako jakości transcendentnej, może zatem oddziaływać jako
dobry symbol jej obecności i być dobrym przypomnieniem o Prawdzie
Ostatecznej.
Na przykład, dźwięk nada jest
zawsze "tutaj". To dlatego jest dobrym symbolem jakości
sanditthiko Dhammy, to jest, bycia "widzialną tutaj i
teraz".
Nada wydaje się bez początku i
końca, zatem dobrze reprezentuje bezczasową jakość Dhammy. Jest
nieosobisty i zawsze obecny.
Gdy już go zauważyliśmy, zachęca
nas do dociekania, w taki sposób rezonuje z atrybutem Dhammy
ehipassiko, "zapraszaniem, by przyjść i zobaczyć".
Prowadzi w głąb, zniechęca do
zaabsorbowania światem zmysłów, co koresponduje z jakością
opanayiko Dhammy.
W końcu, skłania do inicjatywy tych,
zainteresowanych dźwiękiem ciszy, by skierowali baczniej nań uwagę
i odpowiednio ocenili, i tak paccattam veditabbo viññūhī –
"do poznania przez każdego mądrego człowieka osobiście"
jest odpowiednio charakteryzowane przez ten atrybut.
W taki sposób, mimo, że nada
jest tylko prostym zmysłowym obiektem, przynajmniej w obrębie
buddyjskiego systemu filozoficznego, jego atrybuty pozwalają na to
by był odpowiednim symbolem na Dhammę samą w sobie - rezonansem -
jak wolisz, w rzeczywistości świata zmysłów tych fundamentalnych
i transcendentnych cech Ostatecznej Prawdy.
Ajahn Amaro
Subskrybuj:
Posty (Atom)