piątek, 11 stycznia 2013

Stachura - Nieznane

Za nieznanym tęsknij, ale nieznanego nie wyobrażaj sobie.
Bo nigdy nie wyobrazisz sobie.
Dlatego że wyobrażać sobie znaczy przypominać sobie.
Nieznanego nigdy nie przypomnisz sobie, bo nigdy w tobie nie powstało.
Nigdy w tobie nie powstało, bo ty nie powstałeś z tego.
Ty jesteś poza tym, ty jesteś czasem,
Całkowicie tylko czasem, a nieznane jest poza czasem, poza tobą.

Bądź sobą, bądź czasem i uświadom sobie w całej pełni, w całej próżni,
Że nie ma w czasie czyli tobie nic, prócz starości, prócz wspomnień i marzeń,
Wtedy przyjdzie nowe, młode, nieporównane, nieznane,
Przyjdzie niechciane, nieprzypadkowo a zarazem cudownie niespodzianie.

Pascal: Sprawiedliwość i siła



.
— Sprawiedliwym jest, aby się poddać temu, co sprawiedliwe; koniecznym poddać się temu, co silniejsze. Sprawiedliwość bez siły jest bezsilna; siła bez sprawiedliwości — tyrańska. Sprawiedliwość bez siły spotyka się z oporem, ponieważ zawsze znajdą się źli; siła bez sprawiedliwości ściąga nienawiść. Trzeba tedy zespolić razem sprawiedliwość i siłę i dążyć do tego, aby to, co jest sprawiedliwe, było silne, albo aby to, co silne, było sprawiedliwe.

Sprawiedliwość podległa jest sporom; siła jest czymś bardzo jasnym i bezspornym. Nie zdołano zatem dać sprawiedliwości siły, ponieważ siła sprzeciwiła się sprawiedliwości i rzekła, że jest niesprawiedliwą, i rzekła, że to ona jest sprawiedliwą. I tak, nie mogąc zdziałać, aby to, co jest sprawiedliwe, było silne, uczyniono, aby to, co jest silne było sprawiedliwe.

Mistrz Ewagriusz

Można zapytać: „Dlaczego Ojciec Pustyni ma być mistrzem? I dlaczego ma nim być mało znany Ewagriusz z Pontu (ok. 345-399)?" Otóż Ewagriusz, który żył i tworzył najpierw na Pustyni Nitryjskiej (od 383), później zaś w Celach, z punktu widzenia literatury jest jednym z najstarszych świadków duchowości Ojców Pustyni. Jego mistrzami byli m. in. Makary Wielki oraz Makary Aleksandryjski, dwaj najbardziej poważani ojcowie duchowi tej epoki. Mamy zatem pewne prawo oczekiwać od ich ucznia, bezsprzecznie najsłynniejszego, nauki na temat duchowego ojcostwa równie głębokiej, co oryginalnej. Jego sąd, tak subtelny i wyważony, wzbudzał podziw już u jego współczesnych.
 
Jeśli bowiem Ewagriusz jest dla współczesnych badaczy przede wszystkim „filozofem na pustyni", to był nim, według opinii starożytnych, w sensie wczesnego chrześcijaństwa. Filozof jest zatem człowiekiem, który w jednym jedynym dążeniu łączy poszukiwanie życia moralnie doskonałego z poszukiwaniem mądrości Bożej. Pełna mocy synteza, wychodząca od Objawienia, która wiąże praktike (tzn. praktykowanie rad ewangelicznych) z theoretike lub gnostike (tzn. kontemplacją stworzeń oraz ich Stwórcy), jest też chyba najoryginalniejszym wkładem pontyjskiego mnicha w starożytną duchowość monastyczną.
 
Godzien chwały jest mąż, który do jednego jarzma zaprzągł gnozę i praktykę, aby nawadniać pole duszy z jednego i drugiego źródła, dla [wzrostu] cnoty. Gnoza bowiem uskrzydla istotę, która poznaje tylko rozumowo dzięki kontemplacji lepszych rzeczy, natomiast praktyka zadaje śmierć temu, co jest przyziemne w [naszych] członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości (por. Kol 3,5). Ci więc, którzy przywdziali tę podwójną zbroję, z łatwością stawią czoło przewrotności demonów.

Gabriel Bunge OSB

Ocean i fale

Wszyscy jesteśmy falami w przepastnym oceanie życia. Niezależnie od tego jak się przejawiamy, wszyscy jesteśmy unikalnymi i nigdy nie powtarzającymi się ekspresjami tej jednej świadomości.
 
W naszej relatywnej tożsamości jako fale, jawimy się być odseparowani jeden od drugiego. Jest fala "ty" tam i fala "ja" tu, w dwóch odmiennych miejscach w przestrzeni i czasie. Mam imię i wiek, płeć, kolor skóry, wymiar i tak dalej, tak samo i ty, na tym poziomie, nie możemy zanegować naszych relatywnych różnic. Ale jako odseparowane fale, nigdy się prawdziwie nie spotykamy.
Jednakże, ponad naszymi różnicami zalega jedność, jak wielkie duchowe nauki przez wieki nam to przypominały. 
 
Gdyż w naszej prawdziwej esencji, pierwotnej wobec koncepcji, pierwotnej wobec formy, pierwotnej wobec czasu i przestrzeni, niezależnie w jaki sposób się przejawiamy, niezależnie jak manifestujemy się w świecie, wszyscy jesteśmy tym samym oceanem, bezimiennym, bez wieku, bez formy. na tym poziomie, nie jesteśmy odseparowani i nigdy nie byliśmy - w rzeczy samej, nie ma tam "mnie" i "ciebie", jako sama świadomość, jestem tym czym ty. Wszyscy jesteśmy ekspresjami tej samej rzeczywistości, odmienni w przejawie, tacy sami w esencji, i to co nazywam "innym" jest właściwie mną w przebraniu, i to co nazywam "tam" jest rzeczywiście "tutaj". I tak, nie muszę kochać ciebie. Nie muszę "robić" miłości - a tylko prosto rozpoznać, że jestem tobą. Kto to rozpoznaje? Właśnie.
Zrozumienie "nie ma ja" czy "jest tylko Jedność" samym intelektem, jest pięknym pierwszym krokiem. Ale tylko tym - to pierwszy krok, nie ostateczna prawda, jakkolwiek bardzo myśl kochałaby ideę "ostatecznej prawdy".
 
Poszukiwanie i cierpienie nie kończą się na intelektualnym zrozumieniu, jakkolwiek pięknym ono jest. Prawdziwe rozpoznanie tej miłości, prawdziwe poszukiwanie w sobie - ta intymność, ten brak separacji - rozpoznawanie tego w każdym którego spotkasz, znając ich za nikogo odmiennego od ciebie, oto gdzie te nauki przewracają stronę na żywe doświadczenie, gdzie słowa rozpływają się w bezsłownej rzeczywistości, gdzie całe centrum przemieszcza się z głowy ku sercu. Bo czym jest mądrość bez miłości i czym jest zrozumienie bez współczucia? Czym jest ocean bez swych fal?
Ocean faluje przez iluzję "innego".
 
Jeff Foster

Samotny umysł

Kiedy umysł jest wolny od wszelkiej zawartości, wszelkiego uwarunkowanego myślenia, wkracza w samotność milczenia. Te milczenie może powstać tylko wtedy gdy widzi się ograniczenia własnego myślenia. Kiedy widzi się, że własne myśli nie przynoszą prawdy, spokoju, czy wolności, wtedy powstaje naturalny stan milczenia i wewnętrznej klarowności. I w tym milczeniu jest głęboka samotność, ponieważ nie szuka się korzystnych relacji z myślą czy z towarzyszącymi emocjami wywołanymi przez myśl.

W tej samotności wszystkie idee i wizerunki są pozostawione za nami i intuicyjnie kierujemy się ku niezrodzonemu i niestworzonemu podłożu bytu. W tym podłożu odkrywamy prawdziwy byt; i w ten sam sposób jak nasz byt jest niestworzony, jest również nieśmiertelny. Zatem wszystko to czym kiedykolwiek będziemy czy możemy być, jest do znalezienia w naszej samotności i jest bezczasowo obecne w swej pełni i kompletności, teraz i wiecznie.

Adyashanti

Ignacy Nowopolski - Społeczeństwo i media

Nie ma co dywagować na temat spiskowej teorii dziejów gdy na naszych oczach rozgrywa się ich spiskowa praktyka. Kiedy w ubiegłym stuleciu, do lamusa historii zaczęły odchodzić systemy totalitarne egzekwujące społeczną kontrolę przy pomocy tzw. środków bezpośredniego przymusu, znaczenia zaczęły nabierać metody socjotechniczne. Grupy marketingowe agresywnego kapitalizmu amerykańskiego od dawna już stosowały całą gamę środków „zachęty” w stosunku do potencjalnego klienta. Od tradycyjnej „propagandy”, poprzez odpowiedni dobór kolorów reklam, aż do (formalnie zakazanych) błyskawicznych bodźców wizualnych działających na podświadomość widza. Działania marketingowe, tradycyjnie skierowane na promocję konkretnej marki poszukiwanego wyrobu (tzw. commercials), stopniowo ewoluowały w kierunku tak zwanych „infomercials”. Te ostatnie miały już za zadanie nie przekonywać do zakupu konkretnej marki poszukiwanego przez klienta wyrobu, ale namawiać do zakupu oferowanego rodzaju produktu, bez względu na to czy potencjalny odbiorca w ogóle poszukiwał takowego. Te zdobycze socjotechniki stanowiły solidną podstawę do zastąpienia wspomnianych środków przymusu bezpośredniego metodami „perswazji medialnej”.

Upowszechnienie elektronicznych nośników informacji (telewizja) i „information technology” (komputer, internet) wzmocniło jeszcze te trendy. Aby jednak w pełni móc wyzyskać ich owoce należało uzyskać monopol informacyjny. O ile prasa „wolnego świata” od dość dawna znajdowała się we „właściwych rękach”, o tyle dynamicznie się rozwijający rynek mediów elektronicznych musiał jeszcze dostać się w pełni pod kontrolę „ośrodków decyzyjnych”. Z jednej strony pomógł tu proces „globalizacji”, pozwalający na skupienie w kilku zaledwie najbogatszych rękach gros nadawców, a z drugiej odpowiednia „regulacja rynku” praktycznie uniemożliwiająca przebicie się niezależnym publikatorom. Swoistym ewenementem na polskim rynku są „Radio Maryja” i „Telewizja Trwam” doprowadzające do szału swoją egzystencją dysponentów tzw. „mainstream mass media”. Szczęśliwie ta sytuacja nie ma precedensu w „zachodnim cywilizowanym” świecie. Mając gros światowych środków przekazu pod swoją kontrolą, „ośrodki decyzyjne” mogą nie tylko dowolnie selekcjonować i kontrolować przepływ informacji, ale mogą również tworzyć wirtualną fikcję i urabiać do woli opinię publiczną.

Klasycznym przykładem wirtualnego kłamstwa, był przekaz medialny z okresu konfliktu w Kosowie. Nie ograniczał się on tylko do zwykłej propagandy przy zastosowaniu „uznanych ekspertów i autorytetów”, ale również do tworzenia całych inscenizacji, filmowanych i rozpowszechnianych w świecie jako przekaz rzeczywistości. Wg. Antiwar.com celowała w tym procederze CNN reżyserując całe przedstawienia pt. „ucieczka Albańczyków z Kosowa”. Jak prostymi metodami można tworzyć totalne wirtualne kłamstwo, łatwo się było przekonać oglądając „spektakl” pt. „Spotkanie Madeleine Albright z Albańczykami w Prisztinie” już po jej „wyzwoleniu” (osobista obserwacja autora). Kamera pokazała panią sekretarz przemawiającą na podium i otoczoną gęstym morzem głów słuchaczy. Tylko nieopatrzny ruch kamerą pokazał wielkość „tłumu” składającego się w rzeczywistości z ok. dwudziestu stłoczonych i prawdopodobnie dobrze opłaconych osób, poza którymi była już tylko pusta przestrzeń.

Istotniejszą rolą niż fabrykowanie pospolitych kłamstw jest jednak umiejętne kształtowanie opinii publicznej, polegające na „przesunięciu spectrum akceptowanych społecznie zasad moralnych”. Zilustrować to można na przykładzie bardzo obecnie a propos, a mianowicie zachowań seksualnych. Od zarania świata obecne były w życiu społeczeństw wszystkie znane formy tych zachowań. Od zboczeń np. nekrofilii, pedofilii, czy homoseksualizmu, poprzez „zwykłą” rozwiązłość aż do normalnego życia w rodzinie. A od tego ostatniego do życia zakonnego w „czystości”. Z tym spectrum zachowań skorelowana zawsze była ocena społeczno-moralna. W zależności od czasów i specyfiki cywilizacyjnej podlegająca wahaniom. Jednak z reguły za normę przyjmowano życie rodzinne, mniej lub bardziej przykładne, pogardą a często i restrykcjami karnymi zaopatrywano to co „na minusie” (e.g. zboczenia), a estymą i często wsparciem społecznym to co „na plusie”.Obecnie „miara moralna i społeczna” tego spectrum przesuwa się „na minus”.

Ten proces dobrze ilustruje stwierdzenie jednego z katolickich biskupów, który powiedział niedawno, że gdyby w połowie XX wieku do urzędu stanu cywilnego stawiło się dwóch mężczyzn, prosząc o ślub to szybko wylądowali by w szpitalu psychiatrycznym, a obecnie „obrządki zaślubin” tego typu odbywają się z całą powagą i nikogo to nawet nie dziwi. Pedofilia ciągle jeszcze jest „przestępstwem”, ale już w „postępowej” Holandii pojawiają się próby zmiany tej sytuacji. Życie w rodzinie, jest już nie normą ale konserwatywnym obciążeniem, natomiast np. zakon, ciągle jeszcze niekaralnym „dziwactwem”. Jeżeli proces ten będzie postępował dalej, to zapewne za jakiś czas zakony zostaną wyjęte spod prawa, a kwitnąć będą wszelkie formy zboczeń zapewne jako „nowoczesne metody wyrażania poglądów” czy coś podobnego. Celem tego zabiegu socjotechnicznego jest uznanie przez społeczeństwo tego co złe za normę a tego co dobre za jeżeli nie przestępstwo to przynajmniej „skrajny margines”.

Aby tego dokonać trzeba jednak najpierw ogłupić gros społeczeństwa. Najlepiej zacząć jak najwcześniej. Już Lenin stwierdził „dajcie mi na wychowanie małe dzieci a z każdego zrobię komunistę”. Od dawna już tej dewizie hołdują zachodnie systemy edukacyjne, które wbrew kłamliwej propagandzie o „wysokich standardach” w swojej masie produkują głównie ograniczonych umysłowo niedouków, którzy w najlepszym wypadku posiadają umiejętności w jakiejś wąskiej specjalności. Dalej proces ogłupiania kontynuowany jest już opisanymi metodami głównie przez media. Zniekształcenie omawianego „spectrum” prowadzi do zaniku zmysłu moralnego. Wg. amerykanki Lindy Kimball (Bajda) ten zanik jest dowodem głupoty nabytej i posuniętej aż do idiotyzmu. Nieco inaczej definiuje to Michalkiewicz ( „Zanim Usłyszymy Kroki”) w ocenie „polskiej opinii publicznej”: „ Ponieważ opinię publiczną w Polsce w znacznym stopniu kształtują półinteligenci, jedynym bezpiecznym sposobem jest śpiewanie w chórze, bo skoro całe stado tak samo śpiewa, to nikt nie naraża się na ośmieszenie indywidualne”.

Takie właśnie mechanizmy spowodowały, że polskie społeczeństwo, które jako pierwsze powiedziało komunizmowi „NIE” i pierwsze wyrwało się z tego totalitaryzmu, praktycznie natychmiast dało się wprzęgnąć w jego nową formę dla niepoznaki nazywaną „demokracją”. Poddało się władzy ideologicznej starych ortodoksyjnych komunistów jak Michnik czy Kuroń, oddało władzę w ręce komunisty Kwaśniewskiego, z uwielbieniem wpatrywało się w „ekonomicznego guru”, komunistycznego doktrynera ze „szkoły” przy Komitecie Centralnym PZPR, „profesora” Balcerowicza. Można chyba tu zaryzykować stwierdzenie, że Polska jest modelowym przykładem, jak metodami „medialnej perswazji” nakłonić społeczeństwo do akceptacji tego z czym przez dekady walczyło. Jak to, zakrzykną gromko „ekonomiczne autorytety”, teraz Polska ma „gospodarkę rynkową”, „nowoczesny system bankowy” etc. etc. Meritum sprawy polega na tym, że w totalitaryzmie komunistycznym właścicielem gospodarki była PZPR (czytaj agentura zagraniczna), w totalitaryzmie demokratycznym wielkie konsorcja międzynarodowe (znów agentura zagraniczna). Jedno co się zmieniło to „środki perswazji”. W komunizmie było to ZOMO obecnie przykładowo TVN „Całe kłamstwo całą dobę” i inne „mainstream mass media”. Czy uda się z tego Polsce wyrwać? Podobnie jak w przypadku komunizmu, nie jest to walka tylko z wrogiem wewnętrznym, ale z całym globalnym systemem. Polakom nigdy odwagi nie brakowało, a w przypadku walki z komunizmem była to najważniejsza zaleta. Do przezwyciężenia obecnego systemu potrzeba przede wszystkim bardzo wiele mądrości. A ile jest jej w polskim społeczeństwie każdy może ocenić sam.

14.04.2007

Spenetrowanie Prawdy

Najczęściej najszersze kręgi społeczne nie mają racji w sprawach, w których się wypowiadają. Pośrednio potwierdza to zresztą jeden z fundamentów łacińskiej cywilizacji, jakim jest grecki stosunek do prawdy, wyrażający się m.in. w przeświadczeniu, że prawda nie zależy od liczby zwolenników.

Czasem jeden człowiek może mieć rację przeciwko wszystkim i dlatego demokracja totalna, polegająca m.in. na ustalaniu faktów przez głosowanie, jest taka szkodliwa i niebezpieczna dla kultury. Żeby nie być gołosłownym przypomnę, iż opinię, jakoby homoseksualizm nie był zboczeniem, Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła w głosowaniu.

Świadczy to o niewątpliwej wyższości cywilizacji łacińskiej nad politycznie poprawnym barbarzyństwem, forsowanym u nas przez półgłówków skupionych wokół „Gazety Wyborczej". Wyrazem tego barbarzyństwa jest robiąca niestety i u nas konkietę zasada, że „im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja".

Tymczasem Prawda wcale nie zależy od Liczby jej zwolenników, jak wydaje się demokratom, ani nie leży „pośrodku", jak wydaje się irenistom, tylko Leży Tam Gdzie Leży, zaś moralną powinnością człowieka rozumnego jest znalezienie tego miejsca i spenetrowanie Prawdy.


Stanisław Michalkiewicz

sobota, 5 stycznia 2013

Medytacja z Ajahnem Sumedho 32

Jak już proces myślenia się zacznie, możliwości, antycypacje, i tak dalej, to się kontynuuje. Zrozumienie jak pracuje twój umysł - rozpoznanie przestrzeni pomiędzy myślami, milczenia, dźwięku ciszy - zatrzymuje proces myśli. Zatem jest to refleksja nad nie-myśleniem. Nie uprawiam papańca na temat nie-myślenia, ale myślę i obserwuję w milczeniu i dostrzegam, że ta niewzruszoność jest jak to. To są myśli, ale to myśli refleksyjne. Nie jest to ani sekwencja racjonalna ani nawykowe myślenie. I wtedy w tej niewzruszoności zadaję sobie pytania: czy jest tu jakieś "ja"? czy mogę w tym znaleźć "ja"? I tak, przez zadawanie sobie tych pytań, słucham, i w tej niewzruszoności dźwięku ciszy jest przytomność, inteligencja, świadomość, ale nie potrafię w niej znaleźć jakiegokolwiek "ja". I to jest intuicyjna przytomność. Naprawdę nie potrafię znaleźć żadnego "ja". I tak, zauważam jak tworzę samego siebie, przez myślenie o sobie, o tym co lubię i czego nie lubię, i jak wszedłem w moją krytyczną manierę z moimi poglądami i opiniami. Mogę stać się bardzo silną osobowością, łatwo się zniechęcać i szybko popadać w dumę bądź samoponiżenie.

Wszystkie te nawyki pochodzą z konceptualnego rozróżniania, papańca. Ale wtedy pojawia się ta zdolność do rozpoznania różnicy pomiędzy przytomnością a świadomością i ignorancją i świadomością. Moja świadomość jest zainfekowana przez wszystkie te rozróżniające myśli połączone z "mnie i moim". Nie lubię tego czy aprobuję to; nie chcę tego robić; nie powinieneś był tego powiedzieć, lubię tego mnicha, ale nie tego. Wszystko to nic innego jak avijja paccaya sankhara. Świadome doświadczenie a cierpienie to jedno, gdyż jaźń nie jest spokojna, nie jest realna i ulega zmianie zgodnie z warunkami.

Teatr Trwogi



Eksperymentom pisarskim Pascala Quignarda patronuje też jeden z późniejszych czcicieli Dionizosa - Arthur Schopenhauer, który wiedział, że świat jest teatrem: trwogi, pożerania, cierpienia, i że wolę życia można hamować samowiedzą, ale raczej bez skutku lub ze skutkami opłakanymi. Próba szukania ratunku: momentalnej jedności i harmonii w akcie seksualnym, kończy się niczym tragedia, bowiem najdotkliwiej oddaje tragizm istnienia, który - dla Schopenhauera - jest Arystotelesowym nieszczęściem, stającym się losem bohatera "nie z powodu nikczemności, ale ze względu na jakieś wielkie zbłądzenie", nieszczęściem dotykającym każdego, nieuchronnie, choć w nieskończonych odmianach. I dlatego Schopenhauer powtarza za Calderonem: "narodziny - błąd największy, jaki nam spełnić kazano".


Krzysztof Rutkowski

Stachura - Cokolwiek posiadasz


Cokolwiek posiadać będziesz
Wszystko utracisz
O czym przekonasz się
Wcześniej czy później
Raptem lub z wolna
Ale niekoniecznie boleśnie!
Bo utracić możesz wszystko całkowicie bezboleśnie!
Z cudowną wręcz radością!
Tak że olśni cię Oczywistość
Ze wcale nie musiałeś i wcale nie musisz czegokolwiek posiadać.
Co posiadać i po co posiadać jeżeli wszystko jest dane:
Ciało jest dane, ziemia cała i wszystko co na ziemi żyjące...
Niebo całe i wszystko co na niebie żyjące...

Posiadać możesz tylko jedynie nieszczęście.
I to nieszczęście nieprawdziwe.
Bo dowiedz się że PRAWDZIWEGO nieszczęścia nie ma!
Prawdziwe jest szczęście
A szczęścia nie potrzeba posiadać...
Albowiem szczęściem się JEST!

Koestler

Koestler zakłada, że zarówno Nauka Buddy jak i Filozofia Egzystencjalna są dziełami sztuki, i to obejmuje rozliczne założenia o naturze egzystencji. Koestler sam będąc artystą, nie potrafi wyobrazić sobie niczego wychodzącego poza sztukę - w rzeczy samej, prawdopodobnie można powiedzieć, że założenie, iż nie ma nic ponad sztuką jest dokładnie założeniem o naturze egzystencji, które to założenie jest inherentne w pracach Koestlera. Koestler jest zaangażowany, zgodnie ze swą własną definicją - ale jest zaangażowany ponieważ zakłada samoistność idei zaangażowania. A to określa go czasowo. Jest człowiekiem XX wieku, uległym obsesji obiektywności; dla artysty obiektywność - odmowa głoszenia twego zaangażowania i ledwie opisywanie go, jako jednego z nieskończenie wielu możliwych zaangażowań - jest bratem naukowej obiektywności - co jest odmową uznania twojego punktu widzenia, a zaledwie zwolnienie go jako jednego z nieskończonej możliwości punktów widzenia - co pochodzi z lęku przed byciem (słowami Kierkegaarda) nieskończenie zainteresowanym. Kiedy jesteś nieskończenie zainteresowany, albo siedzisz cicho (do czego skłaniał się Budda bezpośrednio po Oświeceniu) albo nauczasz (co zrobił Budda, po przekonaniu go przez Brahmę Sahampati). Oczywiście Egzystencjaliści są (są?) enragés a nie prosto engagés, i nigdy nie udawali, że są czymś więcej. Koestler może i nie jest wrogo nastawiony wobec Nauki Buddy czy Egzystencjalizmu, ale to dlatego, że żadnej z tych rzeczy nie zrozumiał. Gdyby zrozumiał byłby albo buddystą (czy egzystencjalistą) albo też otwarcie wrogi. Tak jak zneutralizował Dhammę i Egzystencjalizm - czy raczej mając taką nadzieję - współczesnym artystycznym brakiem-punktu-widzenia, takie i jest jego zrozumienie "zaangażowania". Zgadzasz się?

Nanavira Thera

Nada: czy to działa?

W buddyjskiej praktyce, zawsze rozważasz: "Czy to działa? Jakie są rezultaty moich wysiłków?" I, jeżeli rezultaty są korzystne, używasz tego jako zachęty do kontynuowania podążania tą ścieżką. Jeżeli jednak twoje wysiłki nie przynoszą owoców, wtedy musisz rozważyć jak dalej pracować i jakie są inne podejścia, których mógłbyś użyć.

To zawsze ważne, by pamiętać, że te praktyki są dla CIEBIE. Są by ci służyć, raczej, niż być ty miał się im podporządkowywać. Zatem weź tą metodę wewnętrznego słuchania i zobacz, czy działa ona dla ciebie. Jeżeli tak, wtedy jest "właściwą rzeczą" - jeżeli nie, obyś znalazł inne sposoby dojścia i wejścia na duchową Górę. Reszta jest milczeniem.

Ajahn Amaro

Symbol transcendencji


Dźwięk ciszy jest obiektem w zmysłowej rzeczywistości, że odzwierciedla wiele charakterystyk Dhammy, jako jakości transcendentnej, może zatem oddziaływać jako dobry symbol jej obecności i być dobrym przypomnieniem o Prawdzie Ostatecznej.

Na przykład, dźwięk nada jest zawsze "tutaj". To dlatego jest dobrym symbolem jakości sanditthiko Dhammy, to jest, bycia "widzialną tutaj i teraz".

Nada wydaje się bez początku i końca, zatem dobrze reprezentuje bezczasową jakość Dhammy. Jest nieosobisty i zawsze obecny.

Gdy już go zauważyliśmy, zachęca nas do dociekania, w taki sposób rezonuje z atrybutem Dhammy ehipassiko, "zapraszaniem, by przyjść i zobaczyć".

Prowadzi w głąb, zniechęca do zaabsorbowania światem zmysłów, co koresponduje z jakością opanayiko Dhammy.

W końcu, skłania do inicjatywy tych, zainteresowanych dźwiękiem ciszy, by skierowali baczniej nań uwagę i odpowiednio ocenili, i tak paccattam veditabbo viññūhī – "do poznania przez każdego mądrego człowieka osobiście" jest odpowiednio charakteryzowane przez ten atrybut.

W taki sposób, mimo, że nada jest tylko prostym zmysłowym obiektem, przynajmniej w obrębie buddyjskiego systemu filozoficznego, jego atrybuty pozwalają na to by był odpowiednim symbolem na Dhammę samą w sobie - rezonansem - jak wolisz, w rzeczywistości świata zmysłów tych fundamentalnych i transcendentnych cech Ostatecznej Prawdy.

Ajahn Amaro