piątek, 18 grudnia 2015

Cyna i miedź to jest brąz

Cyna i miedź to jest brąz
na berle siedzi to puchacz
to co jest to jest dola

jednak przeklęty sen niech będzie
co każe szukać łoża na pełnej zdrady ziemi

kto zaśnie na gałęzi
prócz powieszonego

ale ja znam jednego co będzie szedł do końca
i przed końcem nie zjedzą go wszy

o tobie mówię: ty
na bujnym balkonie sosny
zejdź

idź
ubierz przystrój to wszystko
cały ciemny ten teatr
kształtem człowieczym

idź
i pokaż im
i pokaż jej: gasnącej jesiennej planecie
jak płoną ci źrenice

poszedłem
tak jak tu jest czarno na białym
czyli biało na czarnym

i do pierwszych dochodząc brzasków
tam dopiero przymknąłem powieki

Edward Stachura

Psy wyszczekały jesień ...

Psy wyszczekały jesień i Bruno 
to ja zawyję 
o, ludzie, bracia 
opadają nam liście z drzew 
dzisiaj ach dzisiaj 
w samo południe 
zadrżała mi ręka 
kiedy zapalałem papierosa 
to za przegub chwyciła mnie lekko 
muza wszelkiej niepewności
w wolnej chwili zejdź mi z oczu barwna wstęgo
zejdź mi z pięt żółwiu chyżonogi
zejdź mi z ust mowo urywana 
odsuńcie się wszyscy wy i wy
i ty jaka tylko jesteś nowino
niech nie dochodzą mnie słuchy też
szmery szelesty pomruki
gromy dudnienie i skowyt
- nawoływania wielostronne
w tej wolnej chwili
niech mnie spowinie mgła
Edward Stachura

Odtrącony od życia ...

Odtrącony od życia zwycięskiej biesiady,
W zadumie dni swe pędzę, w samotności skryty.
Z codziennymi troskami odbywam narady,
I co dzień klęsk bezbarwnych plon zbieram obfity.

Lecz los, który mi przypadł, mądry jest i słuszny
I sprawiedliwe wszystko, co wziąłem w udziele,
Bo nie zrozumiesz nigdy, człecze małoduszny,
Ile pereł znajduję w swym szarym popiele.

Leopold Staff

Zbladła twarz Don Żuana...

Zbladła twarz Don Żuana, gdy w ulicznym mroku
Spotkał swój własny pogrzeb, i przynaglił kroku.
I zatracił różnicę między ciałem w ruchu
A tym drugim, co legło w trumiennym zaduchu.
Czuł tożsamość obojga - orszak szedł pośpiesznie,
A jemu się zdawało, że w miejscu tkwi śmiesznie.
Czekał, aż uśnie w Bogu, lecz stwierdził naocznie,
Że Bóg nie jest - noclegiem - i że już nie spocznie.
Pogardą na śmiertelne odpowiadał dreszcze.
„Śpi snem wiecznym" - szeptano, ale nie spał jeszcze.
Szedł coraz bezpowrotniej - w pozgonnym rozpędzie.
„Śpi snem wiecznym..." Snu nie ma i nigdy nie będzie!
„Szczęśliwy! Już nie cierpi!" - tak mówiono wkoło -
A on w świat trosk mogilnych kroczył niewesoło,
I zaczęło się nowe - nieznane cierpienie.
Dzwony jeszcze dzwoniły. Nie słuchał ich wcale.
Szli ludzie - dotąd żywi... Minął ich niedbale.
Czczość dzwonów i daremność rozumiał pogrzebu
I zmarłymi oczyma przyglądał się niebu.

Bolesław Leśmian

Nic

w nocy
słowo
nic
rozrasta się krzewi
gwałtownie

w dzień
traci swą
żarłoczność

wślizguje się w życie
jak nóż w mięso

Tadeusz Różewicz

środa, 16 grudnia 2015

Cisza


  W ciszy znajduje się cudowna siła jasności, oczyszczenia, skupienia na tym, co istotne. Dietrich Bonhoeffer

   Wielu ludzi tęskni dziś za ciszą. Jest ona według Pete­ra Handkego utraconym prawem człowieka dzisiejszych czasów. Jest to zrozumiałe, jeśli sobie uświadomimy, że hałas wedle statystyk jest uważany za główną przyczynę obniżenia jakości życia. Dostęp do ciszy jednak nie otwiera się mechanicznie wraz z ustaniem zewnętrznego tła dźwię­kowego. Także jeśli na przykład u siebie w domu zadbamy o zewnętrzną ciszę, wyłączając telefon i komórkę, radio i telewizor, to jeszcze nie oznacza, że wewnętrzna cisza auto­matycznie się załączy. Gdy stanie się cicho i znikną wszelkie odciągające uwagę elementy, nieświadome może ujawnić się szybciej, a my poczujemy wyraźnie, co się z nami dzieje. Cisza działa jak lustro, w którym można jaśniej spojrzeć na to, co zachodzi w naszym wnętrzu, niż wtedy, gdy ciągle jesteśmy czymś zajęci.

   Kiedy zamiast oczekiwanego spokoju odczujemy nie­pokój i nieprzyjemne uczucie, niektórzy z nas pomyślą, że cisza nie jest ich przeznaczeniem. Tym jednak nie należy się przejmować. Nie jest niczym niezwykłym, że zbawienne działanie ciszy nie od razu da się odczuć. Nie można prze­skoczyć za jednym zamachem z krzątaniny i nerwowości w ciszę. Dla doświadczenia wewnętrznej ciszy potrzeba - mówiąc obrazowo - drogi dojazdowej. Jeśli na przykład chcemy rozkoszować się pięknym widokiem ze szczytu góry, najpierw trzeba pokonać drogę dojazdową, by dotrzeć na szczyt, który chcemy zdobyć. Marsz drogą asfaltową wy­daje się z początku nieatrakcyjny, bo nie ma nic wspólnego z pięknym widokiem. Lecz ta asfaltowa droga prowadzi nas do celu. Na takiej asfaltowej drodze do ciszy przyjmujemy postawę uważną, nasłuchującą. Może się zdarzyć, że po­strzegamy za wiele, co przeczy ciszy: zauważamy mnogość własnych myśli, odczuwamy niepewność, nerwowość albo smutek, a możliwe, że pojawiają się wewnętrzne obrazy, wyobrażenia czy wspomnienia. Na własnej drodze do ciszy pozwalamy istnieć temu wszystkiemu, co się w nas poja­wi. Nie musimy tego oceniać, lecz wsłuchiwać się w to, co istnieje poza tym. W ten sposób cisza prowadzi nas ku uważności. Nasz oddech jest naszym dobrym towarzyszem w drodze, a my postrzegamy, jak przychodzi i odchodzi. Możemy dać sobie tyle czasu, ile potrzebujemy, by powoli, lecz z każdą chwilą coraz bardziej, zbliżyć się do siebie samych. Cisza umożliwia nam wejście w kontakt ze sobą i pozosta­nie w nim. Święty Antoni radzi: „Wejdź w ciszę, a cisza wszystkiego cię nauczy". W ciszy chodzi o to, by pozostać ze sobą niezłomnie w takim zakresie, jaki jest możliwy. W byciu w ciszy następuje niepostrzeżenie jasność, oczysz­czenie i skupienie na tym, co najistotniejsze. I nawet jeśli spotkamy w ciszy samotność, której chętnie byśmy uniknęli, to ona jest właśnie „wartościowym wsparciem, by zawrzeć ze sobą samym przyjaźń" (przysłowie tybetańskie). Przyjaźń jest warta tego, by nie bać się drogi dojazdowej do ciszy. Stopniowo możemy zdawać się świadomie stale od nowa na działanie ciszy. Taka postawa może na przykład rano pomóc nam zrezygnować z włączenia radia, a wieczorem -może raz w tygodniu albo raz w miesiącu - telewizora czy innych rozpraszających uwagę urządzeń. Szukamy umyślnie spokojnych miejsc i pozwalamy, by przemówiły do nas ci­chą atmosferą kościoły czy kaplice. Dajemy sobie czas, by w ciszy obejrzeć zachód słońca lub nasłuchujemy w ciszy, która powstaje nawet wtedy, gdy pada deszcz.


Karin Seethaler, Siła kontemplacji. Uleczy nas cisza, przełożyła: Barbara Grunwald- Hajdasz, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze

wtorek, 15 grudnia 2015

Oda do nicości

Je i płacze
Zapewne jest groteskowy
Usiłuje zapchać w sobie tę otchłań choćby strawą
O samotności pustych mieszkań!
O zwątpienie w sens początku i końca:
Tępa rozpacz starców i ich nienawiść do samych siebie
i dzika rozpacz młodości jej samouwielbienie
jej samozatrata i zwątpienie sięgające samego dna
O samotności straszna i wspaniała
O nasze pragnienie życia i nasza nienawiść do życia
I ty lepka nudo która bierzesz nas w swoje posiadanie
w samym środku szczęśliwego dnia
O przepaści która otwierasz się nagle pod stopami
o niegodny żalu nad samym sobą
Więc po to cała ta udręka pośpiechu ta oszukana dyscyplina dni
żeby zapchać tę dziurę
to piekło osłaniane własnym ciałem nieustającą gadaniną
ucieczką w tłum


Julia Hartwig

Świat zewnętrzny

Coś martwego jest we mnie, gdzieś tam w głębi duszy,
Brak mi radości, coś mnie jakby trupem czyni,
Bez kawałeczka zimy nigdzie się nie ruszam,
W centrum Paryża żyję niczym na pustyni.

W ciągu dnia kupić piwo wyjdę sobie czasem,
W supermarkecie stoi kilku starszych gości,
Ich nieobecne oczy omijam z łatwością,
Nie mam także ochoty rozmawiać przy kasie.

Nic mi do tych, dla których zawsze byłem chory;
Do psucia atmosfery również miałem talent,
Doznawałem poczucia pustki do tej pory,
A także niepowodzeń, cierpienia i żalu.

Nic nie przerywa nigdy sennego marzenia,
Które jest moim dzisiaj i przyszłość mi plecie.
Ja sam, według lekarzy, jestem sobie winny.

Prawda, trochę się wstydzę, milczeć powinienem;
Ponuro obserwuję płynące godziny,
Pory roku mijają gdzieś w zewnętrznym świecie.


Michel Houellebecq
tłum. Maciej Froński

Cisza

Noc bezszelestna. W lesie
nic nie słychać, żadnych odgłosów.
Robactwo pracuje.
Ptaki drapieżne pełnią swą powinność
z pewnością,
lecz ja nic nie słyszę.
Boję się tylko ciszy. Przedziwnej,
prawie niespotykanej na tym świecie,
gdzie nikt nie wie, jak dźwięczy jego własny głos,
nikt nie pragnie
zostać przez chwilę sam na sam ze sobą.
Jutro,
znów odłóżmy na jutro autentyczne życie.
Nie dręczy mnie fakt, że istnieję,
lecz niezwykłość
tego tutaj i teraz o tak niemej porze.

Cisza w tym domu,
pod bandażem lasu.
Czyżby nastał koniec świata?


José Emilio Pacheco
tłum. Krystyna Rodowska

Do Szekspira

Szekspirze, któryś zstąpił do dusz naszych głębi
I znasz krwi naszej żądze i nasz lęk gołębi,
Znasz nas od dna do szczytu!
Coś zszedł w noce bezsenne władców krwią pijanych
I w marzenia promienne kobiet zakochanych,
Stęsknionych do błękitu!
Przed którym groby żadnych nie miały tajemnic,
Ileż duchów dla ciebie z mrocznych wyszło ciemnic,
Z posłań swoich się zwlekło!
I niebo uchylało przed tobą obłoków
I tobie wydawało część swoich wyroków,
A zbrodnie swoje - piekło!

Kto rzekł, żeś ty przeminął? Inne stroje jeno!
Dla twojego teatru cały świat dziś sceną,
Twojego głosu żąda!
I każdy z nas, niepomny, czym jego istnienie,
Nagle teraz znów widzi swoje przeznaczenie,
Znowu w niebo pogląda.

I oto Ryszard Trzeci opuszcza swe łoże,
Jakieś światło się świeci nocą w Elsinorze,
Cezar wstał o północy,
Patrzy na swoją gwiazdę, co w dali dogasa,
I żałośnie zabrzmiały trąby Fortynbrasa,
Wzywające pomocy.

Szekspirze! Ty, którego nic tu nie przeraża,
Chodź! Weźmy jakąś czaszkę z wielkiego cmentarza,
W który świat dziś zmieniony,
I patrząc w nią, słuchajmy, jako szumią drzewa
I ptak wśród nich ukryty jak po nocy śpiewa
Dla kochanków z Werony!

Daj głos władcom wygnanym, ogarniętym trwogą,
Skamieniałym z rozpaczy, co płakać nie mogą,
I własnej klęski sprawcy!
I tym, co jak król Anglii w deszczu ognia stoją,
Uśmiechnięci, bo ufni w dobrą sprawę swoją
I w miłosierdzie Zbawcy.

Będziemy iść za tobą spokojnie, bo któż by
Wątpił, że się spełniają proroctwa i wróżby?
I nie potop ze stali,
Ale ten ma zwyciężyć, który pysznych kruszy,
I będzie, że z "Makbeta" las jak wojsko ruszy
I mordercę powali.

Jan Lechoń 

Milczenia

Jest milczenie gaju, co wiatrem dyszał,
A teraz w ciszy tonie,
I jest dzwonnicy cisza,
Kiedy przeciągłe umilkło podzwonne.

I jest samotnego stawu milczenie,
Gdzie ktoś utonął. Ani
Traszka tędy nie przemknie,
Ani żaba nie pluśnie w tej otchłani.

Lecz pustego domu cisza zaklęta,
Gdzie się człowiek urodził,
Żył i miał huczne święta –
Ta wszystkie cisze swą pustką przechodzi!

Nie ma już pieśni, które pamiętamy.
Dom się, ten dom znajomy,
Z oślepłymi oknami,
Zdaje – umarły? W modłach zatopiony?

Jakby już żadna nie istniała siła,
Co by przemogła cienie,
By przeszłość pozwoliła
Żywemu „Teraz” rozbić grobu odrętwienie.


Thomas Hardy
przełożył Zygmunt Kubiak

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Mój spokój

idę osypującym się piaskiem
między żwirem wybrzeża i wydmą
letni deszcz pada na moje życie
na mnie na moje spustoszone życie
biegnące ku swojemu początkowi ku swojemu końcowi
mój spokój jest tam w cofającej się mgle
kiedy nie będę już stąpać po długich ruchomych progach
i żyć w przestrzeni
otwierających się i zamykających drzwi



S. Beckett
tłumaczenie: Julia Hartwig

piątek, 11 września 2015

Św. Grzegorz z Nyssy miał ciało za „martwą i wstrętną szatę"


Człowiek to dusza, która nosi ciało. Dopiero kiedy dusza „rozbierze się" z ciała, pozna istotę rzeczywistości. Toteż św. Grzegorz z Nyssy miał ciało za „martwą i wstrętną szatę". „Jak bowiem ktoś - czytamy w Dialogu z siostrą Makryną — mający na sobie potarganą odzież, gdy zostanie z niej obnażony, już nie widzi na sobie nieprzyzwoitości tego, co odrzucił: tak samo i my, gdy zwleczemy ową martwą i wstrętną szatę, narzuconą nam ze skór zwierzęcych [...], razem ze zdjęciem szaty odrzucamy od siebie wszystkie skutki przyobleczenia siebie w zwierzęcą skórę. A tym, co nasza natura otrzymała razem z nierozumną powłoką, są: spółkowanie, zapłod­nienie, urodzenie, brud, karmiąca pierś, jedzenie, wypróżnianie się, stop­niowy wzrost do dojrzałości, rozkwit, starość, choroba, śmierć". Nietrudno odgadnąć, że analogię stworzył chorobliwy wstyd za własne ciało, wywoła­ny niewczesną tęsknotą do „formy anioła". 

Ryszard Przybylski
Pustelnicy i demony