środa, 24 czerwca 2015

Życie jest jak ząb


Z początku go nie zauważasz
Zaspakajając swój głód i pragnienie.
Aż tu nagle pojawia się ból
Dolega ci a ty do niego lgniesz
Troszczysz się oń jak i martwisz
I żeby się wyleczyć, nie ma nic do zrobienia
Oprócz wyrwania życia z ciebie.

Boris Vian

Monastycyzm jako zjawisko religijne


W artykule, który ukazał się w 1972 roku w Recherches de science religieuse, starałem się wykazać, że ideał monastyczny, analizowany pod kątem swych początków, jest związany z podstawową cnotą etyki judeochrześcijańskiej - z prostotą, haplotes. Monachos jest spokrewniony z tym, kogo oceniano jako ha-plous, a więc tym, który stara się nie być dipsychos, czyli nie mieć podwójnej duszy. A zatem będzie to osoba unikająca wprowadzania podziału w swoim działaniu i zaprowadzająca jedność w swym życiu, całkowicie poświęcając się służbie Bożej. Ten ideał zakorzeniony w Biblii (nie mieć „serca i serca", po­dwójnego serca, lecz służyć Bogu całym sercem), przypomina teorię pochodzenia hellenistycznego, pla­tońską i neoplatońską, szeroko rozpowszechnioną w gnozie - teorię jednoczenia. Jedność, odcinanie się od wszelkiej wielości i rozproszenia, jest wymagane od tego, kto chce się połączyć z Jednią.

   Nie zamierzam dzisiaj podejmować ani prowadzić poszukiwań na płaszczyźnie historycznej, ani też za­stanawiać się nad kwestią, jaka część ideału mona­stycznego w ten sposób rozważanego, ukształtowała się pod wpływem judeochrześcijańskim, a jaka pod wpływem filozoficznym - implikacji historycznych, jakie mogły zachodzić mię­dzy tymi dwiema tradycjami.

   Chciałbym raczej zająć się fenomenologicznym studium monastycyzmu jako takiego, a więc analizą monastycyzmu jako fenomenu religijnego, poczynając od tego, co w nim jest, moim zdaniem, elementem podstawowym i istotnym, a mianowicie od poszuki­wania jedności poprzez odrzucenie wszelkiego podzia­łu w życiu i w działaniu. Następnie, wychodząc z tego założenia, pragnę wykazać, w jaki sposób można lo­gicznie wyjaśnić wymagania wewnętrzne i wszystkie inne części składowe monastycyzmu, czyli to, co nazy­wam zasadniczymi decyzjami monastycznymi (zwłasz­cza celibat, wyrzeczenie, anachoreza).

   Powszechnie sądzi się, że początek monastycyzmu stanowi anachoreza, czyli moment, gdy w drugiej po­łowie III w. asceta, św. Antoni albo św. Paweł Pustel­nik, udał się na pustynię. Gdyby tak było, wówczas po­jawienie się ruchu ascetycznego - właśnie tego rodzaju nagłe, jak się uważa, początki - byłyby powtórzeniem już istniejącego w Kościele fenomenu. Bowiem przed monastycyzmem pustelniczym występował swego ro­dzaju ruch przed-monastyczny, o ile można go tak na­zwać. Ten zaś, kto go praktykował, już wtedy - jak pokazują najstarsze świadectwa, jeszcze sprzed IV w. - był nazywany monachos, po syryjsku ihiddya. Zwłaszcza syryjski termin został dobrze udokumento­wany w źródłach, znacznie lepiej niż jego grecki od­powiednik.

  Otóż początkowo - co jest już dostatecznie potwier­dzone - słowem monachos, syryjskie ihiddya, określa­no ascetę, celibatariusza, czyli wiernego, który żył „sam". Trzeba to jednak rozumieć nie jako samotność pustyni, ale jako brak żony. Z perspektywy historycz­nej mnich, to przede wszystkim taka właśnie osoba. Z perspektywy fenomenologicznej można rzec tak: bez celibatu nie ma mnicha! A jest to element nie tylko zasadniczy, ale również stały. W IV w., gdy ruch pu­stelniczy przeżywał okres największej ekspansji, Ewa­griusz, sam będąc pustelnikiem i pisząc przede wszystkim dla mnichów żyjących samotnie na pustyni, definiując ideał monastyczny na pierwszym miejscu stawia celibat. Tak więc zaczyna swój traktat Podsta­wy życia monastycznego: Tak powiedziano w Księdze Jeremiasza [chodzi o Jr 16,1-4, tekst bardzo prowokacyjny! - przyp. A.G.]: A ty nie pojmuj sobie żony na tym miejscu, ponieważ Pan tak powiedział o synach i córkach, którzy zostali zrodzeni na tym miejscu: zginą z powodu choroby. [...] Taki jest mnich i tak powi­nien postępować, aby powstrzymując się od współżycia z kobietą, nie płodził syna ani córki...

   Dlaczego mnich nie może się żenić? Na to pytanie Ewagriusz odpowiada natychmiast, cytując 1 Kor 7,33nn. Jest to bowiem tekst istotny dla tego, kto chce zrozumieć prawdziwą naturę celibatu monastycznego: Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień [amerimnous, słowo to jeszcze spotkamy! - przyp. A.G.). Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się Panu przypodobać. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żo­nie. I doznaje rozterki [memeristai, inne ważne słowo! -przyp. A.G.]. To samo dotyczy żony: Mówię to dla waszego po­żytku, [...] po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu [aperistasos, czyli bez rozproszeń, to okre­ślenie, które często pojawia się w literaturze mona­stycznej, spotkamy je zatem jeszcze później - przyp. A.G.]. Wybór celibatu wynika zatem nie z tego, że małżeństwo jest złe (cały kontekst wyraźnie pokazuje, że nie taka była myśl Apostoła), lecz z przekonania, że pozwala on służyć Panu niepodzielnie, „całym ser­cem", żeby użyć wyrażenia starotestamentowego.

   Oczywiście, chrześcijańska tradycja ascetyczna bywała nieraz, także w II i III w., skażona dualizmem, a mał­żeństwo było potępiane jako nieczyste. Działo się tak zwłaszcza w Syrii i Mezopotamii, co można wywnio­skować szczególnie z Dziejów Tomasza. Nie był to jednak rzeczywisty motyw celibatu monastycznego. Opierał się on bowiem na „monotropii" (monotropos jest odpowiednikiem terminu monachos), czyli na dą­żeniu do uzyskania jedności w życiu, które ma być niepodzielone i całkowicie oddane służbie Panu.

   Literatura ascetyczna i monastyczna często korzy­stała z raczej dydaktycznego niż rzeczowego argumen­tu na korzyść celibatu, zapożyczonego ze złośliwej krytyki cyniczno-stoickiej, podkreślającego kłopoty wynikające z małżeństwa. Jest to raczej hellenistyczny komunał niż wartościowy argument, niemniej jednak podkreśla ważną myśl: małżeństwo jest źródłem utra­pień. Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień, amerimnoi, pisał Apostoł. Małżeństwo wprowadza rozterkę i podział w życie człowieka, toteż ten, kto chce poświęcić się Bogu (kto chce być cały dla Boga), powinien się wyrzec małżeństwa.

      Ten sam pogląd odnajdziemy analizując podsta­wową decyzję życia monastycznego: wyrzeczenie, apotage, albo apotaxis. Jest to decyzja, powiedziałbym, zasadnicza, gdyż dotyczy istoty stanu monastycznego, bowiem mnisi to renuntiantes, albo apotaktikoi. Celi­bat, wyrzeczenie się małżeństwa i posiadania rodziny - to tylko pewne, choć niewątpliwie zasadnicze aspek­ty wyrzeczenia jako takiego. Całkowite wyrzeczenie to wyrzeczenie się świata i wszystkiego, co jest związane z życiem świeckim.

   Teoretykiem apotage jest Św. Bazyli. Rozdział VIII jego Reguł dłuższych odpowiada na następujące pyta­nie: „Czy należy najpierw wyrzec się wszystkiego i tak przystąpić do życia, które jest według Boga?" Wyrze­czenie polega na: [...] wyzwoleniu się z więzów tego ziemskiego i przemijają­cego życia, na wolności od zobowiązań światowych, co czyni nas gotowymi i sposobnymi do podjęcia drogi wiodą­cej ku Bogu. Wyzwolić się ze wszystkiego, co stanowi przeszko­dę - oto prawdziwy cel wyrzeczenia.

   Kiedy Św. Antoni podjął decyzję o rozpoczęciu ży­cia ascetycznego, rozdał mieszkańcom swej wioski wszystkie dobra, jakie posiadał i ziemię odziedziczoną po rodzicach. Oczywiście, zrobił to z posłuszeństwa przykazaniu, które usłyszał w kościele: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mt 19,21). Ale zrobił to również dlatego, jak zapewnia jego bio­graf - Atanazy Aleksandryjski, „aby te dobra nie stały się dla niego przyczyną kłopotów . To jest najważ­niejsza przyczyna skłaniająca mnicha do wyrzeczenia się dóbr tego świata. Są one bowiem źródłem trosk i kłopotów. Mnich zaś, aby całkowicie oddać się Bogu, nie może o nic się troszczyć, lecz musi trwać w amerimnia. Związek między amerimnia, czyli brakiem trosk, a apotage mocno podkreślił sam św. Bazyli w jednym ze swoich listów, w którym dzieli się wła­snymi doświadczeniami: Zapoznawszy się przeto z Ewangelią i stamtąd poznawszy, że najbardziej skutecznym sposobem dojścia do doskona­łości jest wyzbycie się swego mienia, wspólnota z cierpią­cymi niedostatek braćmi, całkowite uwolnienie się od trosk życiowych i niedopuszczanie do tego, iż by dusza z jakie­gokolwiek upodobania zwracała się ku tym marnościom...

   Jest to również główna przyczyna, dla której wę­drowni asceci, których opisuje Księga stopni, wyrzeka­ją się wszystkiego, co posiadają i zrywają kontakty z „handelkiem tego świata". Gdyby się tego nie wyrze­kli, tłumaczy anonimowy autor, byliby „zatroskani", „związani", a w konsekwencji nie mogliby otrzymać Ducha i stać się „doskonałymi". Wyrzeczenie się świata jest więc uzasadnione następująco - kontakt ze światem może być przeszkodą w dążeniu do doskona­łości. 
 
      Ewagriusz, jak widzieliśmy, uznając celibat za pod­stawową zasadę życia monastycznego, zachęcał mni­cha do wyrzeczenia: [...] trzeba natomiast, mówi, by [mnich] stał się żołnierzem Chrystusa wolnym od trosk [amerimnos] i rzeczy mate­rialnych, by uwolnił się od wszelkiego, pełnego trudu uczynku i myśli, tak jak powiedział Apostoł: Nikt walczący nie wikła się w sprawy utrzymania, aby przypodobać się temu, kto przyjął go na służbę (2 Tm 2,4) .

   Spośród wielu podobnych tekstów wskażmy jesz­cze na dzieło Historia mnichów w Egipcie anonimo­wego autora, który radzi odrzucić „troski cielesne i ziemskie" powodujące „podział (meridzontai) inte­lektu" i będące „przeszkodą w kontemplacji". Stale powraca ta sama myśl - trzeba wyrzec się wszystkie­go, prócz samego Boga. „Wszystko, prócz Boga" to właśnie „świat" - wyrażenie, o którym wiemy, że w te­kstach chrześcijańskich pierwszych wieków ma wy­raźnie dwuznaczny charakter.

Za: Antoine Guillaumont, U źródeł monastycyzmu chrześcijańskiego, t. 1, (seria: źródła monastyczne, t. 37, opracowania, t. 7, przekład: S. Scholastyka Wirpszanka OSBap, Kraków - Tyniec 2006, TYNIEC- Wydawnictwo Benedyktynów

Czesław Banach - parę aforyzmów


Czas przeznaczony na życie, wyczerpuje się szybciej niż sądzisz.
*
Dla dobrego samopoczucia niezbędne są człowiekowi - nadzieja i złudzenia.
*
Sztuką życia jest umiejętność oddzielania tego, co można zmienić - w sobie i innych od tego, co musi się przyjąć.
*
Gdyby ludzie nie przeznaczali tyle czasu na mówienie, można by go wykorzystać na myślenie.
*
Gdy psy przestaną być wierne - nie będzie już życia.
*
Kto krzyczy, ten słabnie.
*
O dobry przykład najtrudniej,
Ale to trud najbardziej owocny.



Czesław Banach

Moralna perfekcja


Moralna perfekcja polega na uczuciu, że nie możemy zrobić tego czego nie powinniśmy robić.
Etyka kulminuje tam, gdzie zasada jawi się ekspresją osobowości.

Gomez Davila

wtorek, 23 czerwca 2015

Człowiek powinien dążyć do zostania uzdrowionym z namiętności strachu


Strach i stany z nim związane, takie jak bojaźń, niepokój, lęk, zaniepokojenie, strapienie, jak widzieliśmy, są fundamentalnie oparte na przywiązaniu do dóbr sensualnych. Człowiek może więc zostać z nich wyleczony tylko odrywając się od tego świata, tylko powierzając wszelką swą troskę Bogu, mając pewną nadzieję, że w Swej Opatrzności zaspokoi On wszystkie jego potrzeby. Tego właśnie naucza sam Chrystus: „Nie troszczcie się zatem mówiąc: Co będziemy jedli, albo: Co będziemy pili, albo: W co się ubierzemy, bo o to wszystko zabiegają poganie. A wasz Ojciec niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw królestwa [Bożego] i jego sprawiedliwości, a wszystko będzie wam przydane. Nie troszczcie się zatem o jutro" (Mt 6,31-34). W tej perspektywie święty Izaak radzi: „Jeśli wierzysz, że Bóg cię strzeże w Swej Opatrzności, to dlaczego niepokoisz się i troszczysz o rzeczy przemijające i potrzeby ciała? (...) Powierz Panu twe troski, a On cię wyżywi. Żadna groźba już cię nie przestraszy"; „zbliż się, mówi On, miej we Mnie nadzieję, a odpoczniesz od wszelkiego dzieła i wszelkiego strachu". (…)

  Należy jednak podkreślić, że jeśli człowiek powinien dążyć do zostania uzdrowionym z namiętności strachu, to jednak nie powinien wyrzucać ze swojej duszy wszelkiego strachu, albowiem „nie każdy strach jest namiętnością". Jak to widzieliśmy, istnieje strach cnotliwy, który Bóg dał człowiekowi jako sposób zbawienia, a który Ojcowie z tego względu nazywają „zbawiennym strachem", „zbawiennym niepokojem" i innymi podobnymi określeniami. Strach ten tradycja ascetyczna nazywa „bojaźnią Bożą". Strach- namiętność powinien zniknąć, by ustąpić miejsca temu cnotliwemu strachowi. Obie formy strachu opierają się na tej samej naturalnej tendencji człowieka, by się bać [Co pozwala wielu Ojcom radzić: „Bójmy się Boga w takim samym stopniu, w jakim boimy się [dzikich] zwierząt". Ta formuła jest szczególnie wykorzystywana przez dwóch wielkich nauczycieli ascezy: świętego Makarego Egipskiego {Apoftegmaty, zbiory etiopskie, 417) i świętego Jana Klimaka (Drabina raju, I, 29). Patrz też: Apoftegmaty, XV, 127]Ale w pierwszym przypadku ta tendencja dotyczy tego świata, zamiast stosować się do Boga, jak chciała tego sama jego natura. Zadaniem człowieka jest jego nawrócenie, ponowne skierowanie go ku Bogu. Oba strachy, ponieważ opierają się na tej samej tendencji, wzajemnie się wykluczają. Podczas gdy strach-namiętność wykluczał bojaźń Bożą, ta z kolei, kiedy człowiek ją zdobywa, wyklucza tamten. Dlatego jednym z podstawowych lekarstw na namiętność strachu jest bojaźń Boża, która w miarę jej wzrastania w człowieku, ten strach redukuje, zajmując jego miejsce. Tak oto Syrach konstatuje: „Kto się Pana boi, nie lęka się niczego i nie popada w trwogę" (Syr 34,16). A święty Jan Klimak, wymieniając bojaźń Bożą, pisze: „Ta bojaźń (...) wygania wszelki inny strach". Ten sam zauważa jeszcze: „Kto stał się sługą Pańskim, boi się tylko swego Pana; ale kto się go jeszcze nie boi, ten często boi się nawet swego cienia". Abba Serapion zauważa, że jeśli człowiek „jest uważny wobec [Boga] w bojaźni w każdym czasie, nie musi się niczego obawiać ze strony wroga". Święty Symeon Nowy Teolog konstatuje z kolei, że „kto się boi Boga, nie obawia się ataków demonów ani ich bezsilnych napadów, ani nawet złośliwych gróźb".

   Bojaźń Boża pod wieloma względami może być uważana za cnotę podstawową. Aluzje do tej cnoty często pojawiają się w Piśmie Świętym, a Ojcowie przedstawiają jej posiadanie jako warunek zbawienia. Święty Jan Kasjan pisze: „Zasadą naszego zbawienia i naszej mądrości jest, zgodnie z Pismem Świętym, «bojaźń Boża»". A święty Barsanufiusz mówi: „Jeśli nasze uczynki nie świadczą o pamiętaniu o bojaźni Bożej i o wypływającej z niej skrusze, będziemy potępieni". Święty Izaak ze swej strony stwierdza: „Początkiem prawdziwego życia człowieka jest strach Boży".

Za: Jean Claude Larchet, Terapia chorób duchowych. Wstęp do tradycji ascetycznej Kościoła prawosławnego, przekład: mniszka Nikołaja (Aleksiejuk), konsultacja teologiczna: ks. dr Henryk Paprocki ks. dr Andrzej Kuźma, Wydawnictwo „Bratczyk" Hajnówka 2013

Opórjest daremny


Opór jest daremny gdy wszystko na świecie zmawia się by zniszczyć to co podziwiamy.
Jednakże zawsze pozostaje nam możliwość zachowania niesplamionego serca, byśmy mogli kontemplować, osądzać i pogardzać.

Gomez Davila

Oczernianie postępu


Oczernianie postępu jest rzeczą zbyt łatwą. Ja aspiruję do profesury w metodycznej regresji.

Gomez Davila

Największe tabu wszech czasów




W średniowieczu była przedstawiana jako szkielet z kosą, w późniejszych epokach przybierała łagodniejsze formy, których prezentacja miała wyłącznie jeden cel - uświadomienie ludziom przemijalność i kruchość życia. Śmierć.

Przez wieki artyści zafascynowani tajemnicą śmierci próbowali znaleźć odpowiedź, czym jest i jak wygląda. Stała się główną bohaterką wielu obrazów, sztuk teatralnych, dzieł literackich. Była przedstawiania jako uosobienie grozy, cierpienia, ale także łagodności, spokoju i harmonii. W czasach średniowiecznych i nowożytnych symbolizował ją ludzki szkielet bądź sama czaszka, z czasem przyjęła bardziej wyrafinowane formy. Stała się czymś, co jako nieuchronny element życia pomaga człowiekowi zamknąć pewien rozdział. Jej wizerunek był związany z wyznawanymi ideami religijnymi bądź filozoficznymi. Motyw śmierci i "vanitas", czyli przemijania obecny w wielu dziedzinach ludzkiego życia jest dowodem na ponadczasową potrzebę poradzenia sobie ze strachem przed ostatecznością. Jak dotąd jest i była jedną z największych tajemnic ludzkości.



Śmierć w średniowieczu była niezwykle ważnym i często przedstawianym motywem dzieł sztuki. W wiekach średnich ludzie, mimo względnego oswojenia z powodu częstych epidemii siejących spustoszenie, postrzegali ją jako odrażającą istotę, która budzi strach i odrazę. Powstały w latach 1490-1500 obraz niderlandzkiego malarza Hieronima Boscha "Śmierć skąpca" jest jej typowym przedstawieniem w późnym średniowieczu. Konający mężczyzna otoczony jest diabelskimi postaciami symbolizującymi jego chciwe życie; zza drzwi zagląda już kostucha z kosą w ręku. Wygrana zła nad dobrem wydaje się być z góry przesądzona, gdyż elementy świadczące o religijności umierającego zostały słabo zaakcentowane. Bosch podkreśla znaczenie dotychczasowego życia, podczas którego powinniśmy robić wszystko, aby zasłużyć na nagrodę życia wiecznego.



W 1626 roku Frans Hals, holenderski malarz barokowy stworzył "Portret młodzieńca z czaszką", który jest uważany za jeden z najlepszych obrazów odnoszących się do tematyki śmierci. W zasadzie dzieło nie jest portretem, ale symbolicznym zobrazowaniem barokowego motywu vanitas pochodzącej z maksymy "Vanitas vanitatum et omnia vanitas", czyli "Marność nad marnościami i wszystko marność". Młodości chłopca Hals przeciwstawił, symbolizowaną przez czaszkę, nieuchronną śmierć i przemijanie. Jego wzrok skierowany w prawą stronę obrazu wskazuje na fakt, iż śmierć może nadejść niespodziewanie. To miało widzowi przypominać o sensownym wykorzystaniu danego mu czasu.



Dzięki obrazowi Jacquesa-Louisa Davida możemy być świadkami śmierci Marata, który został zasztyletowany podczas kąpieli. Marat jako jeden z przywódców rewolucji francuskiej był bliskim przyjacielem malarza. Każdy szczegół jest nieprawdziwy lub został wyolbrzymiony, gdyż David przedstawiając Marata jako męczennika rewolucji pragnął uheroicznić jego śmierć. W ten sposób David wykorzystał ten motyw dla celów propagandowych; jest symbolem wiary w moc rewolucji, za którą ofiarę warto ponieść nawet za życia. Nawiązuje do tego także poza martwego ciała jakobina, która przypomina Chrystusa po zdjęciu z krzyża. Odnosi się wrażenie jakby Marat zasnął spokojnym snem, wokół panuje cisza i spokój. Nowatorskość tego dzieła objawia się przede wszystkim w ukazaniu śmierci osoby świeckiej, czego do tej pory nie robiono. "Śmierć Marata" uznawana jest za arcydzieło w historii sztuki.



"Ofelia" prerafaelity Johna Everetta Millais'a (1852r) jest zobrazowaniem bohaterki dramatu Williama Szekspira pt. "Hamlet". Młoda dziewczyna z powodu nieszczęśliwej miłości postanawia popełnić samobójstwo. Można odnieść wrażenie, jakby jej ciało pogrążone w głębokim śnie,unosiło się lekko na wodzie. Kwiaty wokół symbolizują odpowiednio: maki - śmierć, róże - młodość, a stokrotki - niewinność. Tak przedstawiona śmierć jest momentem pełnym harmonii i piękna.



"Śmierć Ellenai" jest zobrazowaniem poematu Juliusza Słowackiego pt."Anhelli", który opowiada o losach bohterów powstania styczniowego zesłanych na Syberię. Tytułowa Ellenai została ukazana w chwili śmierci, przy jej boku na łożu siedzi pogrążony w cichej rozpaczy Anhelli. Ten obraz doskonale pokazuje ciszę w chwilę po śmierci ukochanej osoby, gdy bezradność, niemoc i żal są wręcz namacalne. To niezwykle poruszające i piękne dzieło.


Kiedy po raz pierwszy patrzy się na obraz Egona Schielego "Śmierć i dziewczyna" niełatwo jest dostrzec przypisaną w tytule rolę postaci. Młoda kobieta ubrana w kolorową suknię, całą sobą wtulona jest w ciało mężczyzny. Mógłby to być romantyczny portret kochanków, jednakże mężczyzna w wizji Schielego jest uosobieniem śmierci. Najciekawsze jest wrażenie, które pozostawia w umyśle ten obraz - śmierć nie jest odrażająca czy upiorna, raczej wprowadza element melancholii i sentymentu; jest bliższa człowiekowi, a przez to staje się naturalnym uzupełnieniem życia. 


Twórczość krakowskiego malarza Andrzeja Wróblewskiego jest ściśle związana z tematyką śmierci. Powstała tuż po wojnie seria obrazów "Rozstrzelania" niezwykle realistycznie i brutalnie przedstawia czekających na egzekucję jeńców wojennych. Ciała bohaterów zostały przedstawione dość schematycznie, mają toporną formę. Sinoniebieski kolor ich skóry jest równoczesnym nawiązaniem do tracącego ciepło ciała nieboszczyka, jak i do błękitnego jako koloru nadziei. "Rozstrzelania" niezwykle silnie oddziałują na widzów, mają przypominać o bolesnych doświadczeniach wojny i ludzkich dramatach podczas hitlerowskiej okupacji.



Tematyką śmierci zainteresował się także Andy Warhol - czołowy przedstawiciel amerykańskiego pop-artu. W związku z dwoma ostatnimi egzekucjami, których dokonano w 1963 roku w Nowym Jorku, artysta stworzył szereg obrazów przedstawiających elektryczne krzesło w różnych wariacjach kolorystycznych. Przez następną dekadę Warhol wciąż wracał do tych przedstawień, w miarę odnawiania się tematu kary śmierci w Stanach Zjednoczonych. Puste krzesło jest dość brutalnym przedstawieniem swego rodzaju nicości, która pozostaje po każdym człowieku. Dziś "Elektryczne krzesło" funkcjonuje w świadomości krytyków sztuki głównie jako symbol przenikliwej metafory śmierci.



Twórczość polskiego artysty Zdzisława Beksińskiego skupia się głównie wokół tematyki samotności, rozpaczy oraz wszechobecnej śmierci. Świat, który przedstawia w swoich obrazach jest skondensowanym cierpieniem, pustką i rozkładem, będąc jednocześnie jedną z najbardziej "realnych" wizji piekła. "Pełzająca śmierć" jest niezwykle mrocznym, wręcz wstrząsającym obrazem Beksińskiego. Została ona przedstawiona jako odpychająca postać poruszająca się na czterech kończynach, której włochate ciało przypomina odwłok pająka. Jej twarz jest w całości zabandażowana, krew przenika materiał. W tle widzimy zrujnowane, palące się miasto. Została ukazana jako coś odpychającego i przerażającego. Przez ten obraz przejawia się ból egzystencjalny malarza, który w swojej twórczości wciąż podkreślał nieuchronność końca życia.


Damien Hirst - jeden z najsławniejszych dziś artystów współczesnych, którego prace sprzedają się za miliony dolarów osiągając rekordy cenowe na rynku sztuki, przedstawił odlew ludzkiej czaszki, który nazwał "Na miłość boską". I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, iż jego powierzchnia jest inkrustowana ponad 8 tysiącami diamentów, z których największy waży 52 karaty. W ten sposób Hirst stworzył najdroższe dzieło sztuki na świecie (wykonanie kosztowało 24 mln dolarów!). Diamentowa czaszka równocześnie jest symbolem przemijającego bogactwa materialnego, które w momencie śmierci przestaje mieć jakiekolwiek znacznie. Jak mówi duńskie przysłowie: "Ostatnia koszula nie ma kieszeni". 


Vincent Castiglia swoje obrazy tworzy w dość nietypowy sposób - każdy maluje własną krwią. Artysta uważa, iż tlenek żelaza zawarty w ludzkiej krwi jest powszechnie stosowanym pigmentem w malarstwie i ten fakt postanowił wykorzystać w swojej twórczości (jego obrazy sprzedają się nawet za 26 000 dolarów). Seria jego obrazów pt. "Zmartwychwstanie" w niezwykle surrealistyczny sposób ukazuje odrażające postacie, których ciało jest bądź zdeformowane bądź uległo znacznemu rozkładowi. Według artysty są to symbole kruchości i delikatności życia.



Hiszpański artysta Fernando Vicente w swoich pracach podejmuje tematykę śmierci i przemijania w dość osobliwy sposób. Fizyczne piękno swoich modeli przeciwstawia naukową prezentacją wewnętrznych części ich ciała. Te anatomiczne obrazy podkreślają, iż na pewnym poziomie wszyscy jesteśmy tacy sami, a nasze ciało nie jest nieśmiertelne i podlega tym samym prawom rozkładu jak u wszystkich ludzi. Choć to połączenie sztuki i nauki nie jest przyjemne dla oka to sprawia, że widz choć przez chwile może się zastanowić nad kruchością i przemijaniem własnego życia.

Za→

Mistrz Bosch


Namalowany przez Boscha w ostatnich latach piętnastego wieku tryptyk nosi miano „Drogi ludzkiego życia”. Jego lewe skrzydło przedstawia biblijne sceny stworzenia świata, kuszenia i wygnania z raju. Skrzydło prawe ukazuje wizję piekła. Interesująca jest część środkowa, na której centralne miejsce zajmuje ogromny wóz z sianem, zmierzający, rzecz jasna od lewej do prawej, a symbolizujący bezsens i głupotę kondycji człowieka na ziemi. Na tle odmalowanego w zimnych szarościach, błękitach i zieleniach pejzażu, który nie będąc fantastyczną wizją pustkowia, sprawia przecież wrażenie świata skamieniałego i martwego, zgraja potwornych pół-ludzi, pół-zwierząt ciągnie z mozołem wóz z sianem, bliski wywrócenia, wokół którego kłębi się w nieopisanym zamęcie ludzki tłum, tratowany przez koła. Widać, że większość pragnie, nie zważając na innych, wydrzeć dla siebie nieco siana, w którym to zadaniu przodują zaaferowane pobożne mniszki, znoszące naręcza „skarbu” do wora strzeżonego przez tłustego zakonnika – pijanicę. Są też jednak tacy, którzy unosząc bosak zamierzają, jak się wydaje, po prostu wóz przewrócić a może ściągnąć z góry jadących na stogu siana ludzi (zająć ich miejsce?). Ci ostatni stanowią grupę o znaczeniu symbolicznym, to trójka muzykantów z mandoliną i nutami, para kochanków, oraz po bokach, patrzący w niebo, rozmodlony anioł i grający na długiej piszczałce diabeł; nie umyka spojrzeniu kiść winogron. Wieńcząc stóg siana, grupa ma wyrażać „ukoronowanie” życia na ziemi, będące przecież tylko ostatecznym znamieniem jego marności: rozkosze zmysłowe. Tuż za nią pojawia się korona drzewa, na dwu suchych gałęziach siedzą, po prawej, sowa, po lewej, papuga (emblemat głupoty). Zza drzewa wyłania się jeszcze jedna, dość tajemnicza twarz, w której zauważyć można obojętne zdziwienie – to twarz „obserwatora”, być może, „mędrca”, choć nie bez znaczenia jest fakt, że wychyla się on po stronie papugi, nie zaś sowy.

Nie wszyscy ludzie na dole, wokół wozu, zdają się nim bezpośrednio zainteresowani, co jednak nie wystarcza, by w panującym chaosie dostrzegli rozgrywającą się na ich oczach – prawie po środku dolnej części obrazu – scenę zbrodni: mężczyzna w słomkowym kapeluszu podrzyna gardło innemu powalonemu na ziemię. Na samym dole rozgrywa się jeszcze kilka innych scenek rodzajowych: znachor we frygijskiej czapce (ikonograficzny emblemat głupoty) wyrywa ząb niewieście, inna kobieta właśnie wyjęła z balii dziecko (aby nie wylać dziecka z kąpielą?), tuż obok niej kolejna białogłowa, z miną tępą i nieruchomą, daje się zwieść wróżbom cyganki, podczas gdy za jej plecami okrada ją sprytny malec. Po lewej stronie, wyżej, kobieta z małpką na rękach używa swych intymnych wdzięków kuternodze, który, porzuciwszy kulę, zagłębił się w fałdach jej sukni. Ponad nimi malarz umieścił gęsto zwartą grupę postaci, w których kłębowisku można się doczytać aluzji do tematu niesienia krzyża, choć ani krzyża (zastąpiła go drabina), ani Chrystusa nie da się w tym miejscu dostrzec – świat ziemski wyraża tu wymalowana metafora golgoty bez Boga. Jeszcze nieco ponad tą sceną widać, jadących na koniach papieża i cesarza. Twarz papieża, przedstawiona z profilu, pokazana jest tutaj w typowej dla scen ukrzyżowania pozie rzymskiego oprawcy. Po przeciwnej, prawej stronie obrazu, ponad głowami ciągnących wóz potworów, autor odmalował kilka osobliwych obiektów, będących niewątpliwie artefaktami, lecz nie zdradzających swego przeznaczenia – być może są to przedmioty symbolizujące bezsens wszelkiej ludzkiej wynalazczości – niedorzeczne i fantastyczne „potworne rzeczy”. Ponad tym wszystkim unosi się chmura, z której wyłania się w złotej aureoli Chrystus: unosi ramiona w hieratycznym geście błogosławieństwa, który jednak, rozumiany w bardziej ludzki sposób, zdaje się gestem bezradności i przerażenia. Przemierzając tą scenę absurdu i bezrozumu, wóz i wszyscy wokół niego – zdają się w sposób nieodwołalny zmierzać w jedną tylko stronę – do piekieł. Życie jest głupstwem.

Tryptyk Boscha w sposób skrótowy i dobitny pokazuje, jakie znaczenie przypisano idei głupoty w światopoglądzie średniowiecznego chrześcijaństwa. Zajmuje ona centralne miejsce w organizacji obrazu świata doczesnego; jest w nim zasadą tego co nieboskie, marne, a zarazem siłą ludzkiego popędu do zła (wobec którego okazuje się nieodróżnialna – stąd nieprzekraczalnie moralistyczny wymiar, w jakim idea ta zawsze funkcjonuje).

Jacek Dobrowolski  
Filozofia głupoty s 26-27

Szwedzka droga do „postępu”

Anonimowy Szwed o swoim kraju.

Porozmawiajmy o Szwecji.

a
Szwecja była kiedyś białym krajem, była bezpieczna, ułożona, szczęśliwa i produktywna. Warto wspomnieć, że ponad 10 lat temu brytyjska gazeta „The Guardian” zadeklarowała, że Szwecja jest „najszczęśliwszą społecznością jaką ten świat kiedykolwiek widział”. Oczywiście 10 lat temu problemy, które trawią dzisiejszą Szwecję dopiero się wykluwały.

Dzisiaj Szwecja nie jest już białym krajem. Nikt dokładnie nie wie ilu kolorowych mieszka w kraju na dzień dzisiejszy, ponieważ statystyka i spisy bazujące na pochodzeniu są nielegalne, mimo to szacuje się, że „_kolorowa mniejszość_” stanowi od 17 do 25 procent populacji Szwecji. W trzech największych miastach – Sztokholmie, Gothenburgu i Malmo- kolorowi przekraczają 40% mieszkańców, a w Malmo liczba ta przekracza 60 procent! Konsekwencje są okropne. Malmo jest strefą działań wojennych pomiędzy etnicznymi gangami, morderstwa i gwałty są tam na porządku dziennym. Edukacja leci na łeb, na szyje, ponieważ kolorowi wypierają białych w szkołach, a 9 na 10 z nich ma problem z ukończeniem szkoły podstawowej.

W 1963 roku Szwecja z populacją nieco powyżej 7 milionów miała tylko 8 morderstw. Jest to najniższy wskaźnik ze wszystkich krajów o takiej populacji w historii ludzkości. Tylko kraje takie jak Islandia (320 000 mieszkańców) i Wyspy Owcze (40 000) miały podobne wyniki, z brakiem morderstw przez wiele dekad. Dzisiaj, jedynie 50 lat później Szwecja ma setki morderstw każdego roku, z czego ponad 80% z nich jest popełniana przez kolorowych.

Wskaźniki narodzin są poniżej poziomu wymiany, a przypływ nie-białych przekracza 100 000 każdego roku – przeciętne Szwedzkie miasto ma populację 40 000. Etniczni Szwedzi są często wysiedlani, by umożliwić zamieszkanie w ich miejscu kolorowych uchodźców. Urząd imigracyjny skupuje zamki, budynki historyczne, hotele, pałace, by gościć tam emigrantów, a całe skandynawskie państwo zarządzane przez socjalistów rozpada się pod ciężarem emigrantów spoza Europy.

Jak do tego doszło? Co się stało?

Wszystko rozpoczęło się w roku 1964, kiedy żyd, ocalały z Holokaustu – David Schwarz opublikował artykuł w jednym ze szwedzkich dzienników, DN, w którym otwarcie skrytykował problemy cudzoziemców w Szwecji i żądał bardziej tolerancyjnej polityki otwartych granic. David Schwarz został dobrym przyjacielem i doradcą szwedzkiego premiera, Olofa Palme, i miał znaczący wpływ na zmianę polityki, według której Szwecja miała zostać multikulturalnym krajem. Tego samego roku Schwarz opublikował książkę a właściwie „badanie” w której popierał imigrację, a książka ta posłużyła jako fundament zmian w prawie.
David Schwarz
Żyd David Schwarz

Żyd Olof Palme
Żyd Olof Palme

Media w Szwecji są w posiadaniu 3 koncernów medialnych (działające jako rodzinny biznes): Bonnier, żydowska rodzina posiadająca gazety DN, Expressen, Sydsvenska Dagbladet, GT, Dagens Industri – dodatkowo ma praktycznie monopol na rynku wydawniczym, drugą jest żydowska rodzina Hjörne, mająca w posiadaniu prawie wszystkie lokalne gazety w kraju, a trzecim Norweski koncern Schibsted, który jest finansowany i należy do żydowskiego banku Goldman-Sachs.

Największą siecią telewizyjną jest państwowe SVT, finansowana z pieniędzy podatników, w założeniu jest obiektywna, ale w rzeczywistości jest częścią tego samego, liberalnego, anty-białego establishmentu co reszta szwedzkich mediów.

Drugą największą siecią telewizyjną jest TV4, należąca do wcześniej wymienionej, żydowskiej rodziny Bonnier, prezesem TV4 jest Żyd Jan Scherman.

Żyd Jan Scherman
Żyd Jan Scherman

W Szwecji działa fundacja EXPO, zajmująca się tropieniem rasistów i wspieraniem multi-kulti. Założona została przez grupę komunistów i lewackich ekstremistów, jednym z których jest żydowska osobowość medialna i gospodarz programu telewizyjnego Robert Aschberg – którego dziadek był szwedzko-żydowskim bankierem finansującym rewolucję bolszewicką w Rosji, i został nagrodzony łupem z rosyjskich kościołów splądrowanych przez żydowskich bolszewików po zakazie praktykowania religii.

Żyd Robert Aschberg i jego żydowski dziadek, bankier Olof Aschberg
Żyd Robert Aschberg i jego żydowski dziadek, bankier Olof Aschberg

Więc jesteśmy tutaj, w 2014 roku, w pięknym, produktywnym kraju zrujnowanym przez żydowskich gangsterów, i „kolorowych emigrantów”. Jak szwedzka populacja reaguje na tą rasową i narodową katastrofę? Organizują protesty, aby obalić rząd? Szykują się do wojny domowej?

Może wysadzają siedziby mediów, albo zatruwają wodociągi wielkich miast?
Nie, po prostu odsuwają się coraz dalej od kolorowych mieszkańców i jeszcze mają czelność głosować na Partię Feministyczną w wyborach do europarlamentu, dając im jedno miejsce do reprezentowania mojego kraju! Partia która chce obalić państwo i jego granice, usunąć wojsko i prawnie wprowadzić płciowe i rasowe parytety do każdego aspektu ludzkiego życia.

Jestem wystarczająco stary, żyłem w tym kraju gdy był wciąż biały. Jestem wystarczająco stary, aby być świadkiem tego, czym się stał. Jestem również odpowiednio stary, aby wiedzieć, że nie ma już nadziei.

Szwecja mojej młodości zniknęła, i nigdy nie wróci.

Autor anonimowy, 2014, tłumaczenie frutson

Johan W.G.

Ubolewam, doprawdy, nad słabościami filologii –
Cóż bardziej niewłaściwego, od dociekań
Czy Faust umarł istotnie na stokach Schwarzwaldu,
Albo gdzie pierwej studiował – w Krakowie
czy Heildelbergu?
Prawdopodobnie nie napisał Hollenzwang
Ani też bywał na cesarskim dworze.
Strawiłem nad tym wiele dni i nocy –
Pozostał ból oczu i ogarki świec.
Jak on, zmierzałem do kresu wszelkiej sztuki
Wabiony nadzieją i dane mi było truchleć ze zgrozy:
Jeśli jest mądrość, to w ograniczeniu pytań,
Po tym poznaje się bowiem mistrza od młodzieńca.
Nie powiedziałem też, ile ukrywa się w rytmie,
Z którego powstaje duch, roztropniej było jednak
Zająć się słońcem Grecji, traktatem o barwachI rozważaniem o harmonii bytu

Paweł Huelle

Nie przywiązuj się do niczego

Nie przywiązuj się do niczego – mówi dziadek –
Bo to zwiększa cierpienie: rzeczy, miasta, ludzie
Odchodzą w przeszłość, będziesz kochał pustkę,
A taka straszna miłość niegodna człowieka

Paweł Huelle

Pielgrzym i świątynia


W tym wieku nomadycznych tłumów profanujących każde wspaniałe miejsce, jedynym hołdem jaki pełen szacunku pielgrzym może złożyć wiekowej świątyni jest nie odwiedzenie jej.

Gomez Davila