tak lekko
ubyć z zapachu
z barwy
po prostu
pod głowę ramię
i zasnąć
wiatr nie obudzi
pszczoła
ciemnymi skrzydłami nie ugłaszcze
ziemi
oddać siebie
tak bardzo
że już niczym nie zostać
i nigdzie
Halina Poświatowska
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
niedziela, 19 maja 2013
One nas lubią, te samotne cmentarze
One nas lubią, te samotne cmentarze, one, które są z nami tak bardzo, że
nieledwie tkwią w środku nas. Paradoks odwracalny, bo może to my w nich
tkwimy. Obrysowując palcem kontur własnego ciała uwzględniamy
pelargonię posadzoną nisko i klepsydrę zatkniętą u wezgłowia. Szept
pochylonej brzozy, splot jej chłonnych korzeni, soczystą zieleń liści. I
całując na dobranoc twoje czoło nad lewą brwią myślę o niedużej kaplicy
z drewnianym krzyżem w poprzek. Pachnie ziemia...
Halina Poświatowska
Halina Poświatowska
argument pro
Eliot
uwodzi opisowym pesymizmem
widać to wyraźnie
w antologiach poezji współczesnej
pesymizm rozrasta się bujnie
opanowuje umysły
jak trawa powierzchnię ziemi
o słuszności tego stanowiska
świadczą wszystkie lustra
powierzchnie stojącej wody
odbijające dzianie się pór roku
dynamizm natury
unicestwiającej się pospiesznie
indywiduum
nie znaczy więcej od liścia
kołyszącego się na gałęzi
trudno powiedzieć
czy spełnia jakąkolwiek rolę
przez chwilę istnieje po prostu
czuje
myśli
naprzeciw niezgłębionej wody
widać to wyraźnie
w antologiach poezji współczesnej
a także
w spojrzeniach ludzi
którzy przekroczyli lat trzydzieści
Halina Poświatowska
Zło oswojone
zło oswojone
je z mojej ręki
nawet mnie bierze pod ramię
widzę jego profil
ach to po prostu ja
patrzę na siebie bez grozy
Anna Pogonowska
je z mojej ręki
nawet mnie bierze pod ramię
widzę jego profil
ach to po prostu ja
patrzę na siebie bez grozy
Anna Pogonowska
Seanse spirytystyczne
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
Ta z duchami przedwojenna bliska więź;
zapodziało się to teraz wszystko gdzieś...
Lekkość zgonu ten spirytyzm ustokrotniał
i przed wojną człek po śmierci nie markotniał,
bo gdy ciało nieboszczyka - łup w ten grób -
duch na seans już pomykał tup, tup, tup.
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
A wesołoż, och, wesołoż na seansie,
kiedy medium lewituje w pełnym transie
albo spodek pędzi rączo stołu wskroś -
albo damę zimną rączką ktoś za coś...
Przyprawiając towarzystwa kwiat o spazmy,
mieczem błyska Juliusz Cezar z ektoplazmy -
to znów panie w drżenie wprawia inny zuch -
sam Rasputin - widma kawał - duch za dwóch!
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
Spirytyści przedwojenni, dawni, owi!
Ossowiecki, Kluski, Guzik, Ochorowicz!
Dać ich duchom dziś radości tych choć ćwierć,
a nie zanudzaliby się tam na śmierć!
Małą dziurkę zrobić by w materializmie
i pozwolić - niech się przez nią znowu wśliźnie
przedwojenna spirytyzmu zwiewna nić -
tożby miło znowu było duchem być!
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
Jeremi Przybora
Cud słońca
-->
Jak często zdarza się cud słońca!
Pospieszna gloria
i apoteoza
świata.
Jak gdyby brud cały i zgroza
krwotoki wojen
przekleństwa i wrzask
ucichły
zmyte przed królewskim wjazdem
szczęścionośnego słonecznego blasku.
A może to jest wiecznie ponawiany znak
że za rozpaczą
śmierciami i grozą
jest coś jak słońca spoza chmur eksplozja
milcząca świętość wylana na świat.
Joanna Pollakówna
Jak często zdarza się cud słońca!
Pospieszna gloria
i apoteoza
świata.
Jak gdyby brud cały i zgroza
krwotoki wojen
przekleństwa i wrzask
ucichły
zmyte przed królewskim wjazdem
szczęścionośnego słonecznego blasku.
A może to jest wiecznie ponawiany znak
że za rozpaczą
śmierciami i grozą
jest coś jak słońca spoza chmur eksplozja
milcząca świętość wylana na świat.
Joanna Pollakówna
W ciszy
W tej ciszy totalnej
przedziera się tylko
daleki krzyk ptaka.
Tak zostać na zawsze
wsłuchany w przyrodę
bez myśli
bez uczuć
bez wspomnień.
Jak drzewo nade mną
z troską pochylone
pić wodę
wprost z ziemi
z której powstałem
a teraz
do niej powracam.
Ryszard Mierzejewski
przedziera się tylko
daleki krzyk ptaka.
Tak zostać na zawsze
wsłuchany w przyrodę
bez myśli
bez uczuć
bez wspomnień.
Jak drzewo nade mną
z troską pochylone
pić wodę
wprost z ziemi
z której powstałem
a teraz
do niej powracam.
Ryszard Mierzejewski
piątek, 17 maja 2013
Wyprowadźcie mnie w końcu z tej rzeźni
Wyprowadźcie
mnie w końcu z tej rzeźni
Odbierzcie mi siekiery dłuta i łańcuchy
Wszystkie narzędzia tortur
Odbierzcie mi siekiery dłuta i łańcuchy
Wszystkie narzędzia tortur
Wyprowadźcie
mnie z rzeźni która jest życiem
Od koryt z pomyjami które zwą się wiedzą
Od ostrzy gilotyn które zwie się sumieniem
Od koryt z pomyjami które zwą się wiedzą
Od ostrzy gilotyn które zwie się sumieniem
Wyprowadźcie
mnie z miejsc których podążam i nienawidzę
Z betonowych bunkrów które są domami
Z wielkich ścieków które są placami
Z betonowych bunkrów które są domami
Z wielkich ścieków które są placami
Wyprowadźcie
mnie abym nie umarł z litości
Kazimierz Ratoń
Lecz oto żyjesz jeszcze
Lecz oto żyjesz
jeszcze nie żyjąc
Błazeński grymas wstrząsa twoim ciałem
Jest jedynym objawem istnienia
Błazeński grymas wstrząsa twoim ciałem
Jest jedynym objawem istnienia
Lecz oto żyjesz
jeszcze udając życie
Bełkotliwe strugi modlitw i przekleństw
Pozostawiasz za umęczonym ciałem
Bełkotliwe strugi modlitw i przekleństw
Pozostawiasz za umęczonym ciałem
Lecz oto żyjesz
jeszcze w ostatnich godzinach
Z twego ciała wypływa niemy jęk
Jęk zabijanego zwierzęcia
Z twego ciała wypływa niemy jęk
Jęk zabijanego zwierzęcia
Dlaczego nie
przestaniesz żyć
Kazimierz Ratoń
Kto wykręca mi ręce
Kto wykręca mi
ręce i wyrywa oczy
Wbija gruby gwóźdź w czaszkę i knebel w usta
Kto przypala codziennie serce ogniem i kłamstwem
Ssie krew z dziurawych tętnic i stawów
Kto łamie mi kręgosłup i zanieczyszcza żołądek
Pluje w odkrytą oślepłą twarz
Wbija gruby gwóźdź w czaszkę i knebel w usta
Kto przypala codziennie serce ogniem i kłamstwem
Ssie krew z dziurawych tętnic i stawów
Kto łamie mi kręgosłup i zanieczyszcza żołądek
Pluje w odkrytą oślepłą twarz
Ten kto to czyni
niech odezwie się do mnie
Pragnę go poznać
Pragnę go poznać
Kazimierz Ratoń
Kto widział oczy tej kobiety
Kto widział
oczy tej kobiety nie ujrzy słońca
W nich są krajobrazy umierającego życia
Gdzie niebo zwisa cicho płaczące
I opadają wysuszone deszcze
Płynące strumieniami gorącej krwi
W nich są krajobrazy umierającego życia
Gdzie niebo zwisa cicho płaczące
I opadają wysuszone deszcze
Płynące strumieniami gorącej krwi
Kto widział
oczy tej kobiety nie dotrze do świateł
Tylko stać będzie milczący i dręczony nocą
Tylko stać będzie milczący i dręczony nocą
Kazimierz Ratoń
Jeśli nieszczęście zadręczy ci umysł
Jeśli
nieszczęście zadręczy ci umysł
I głosem bólu wypełni twe ciało
To wiedz żeś dzieckiem był kiedyś i płodem
Różowym pięknem które umrzeć miało
I głosem bólu wypełni twe ciało
To wiedz żeś dzieckiem był kiedyś i płodem
Różowym pięknem które umrzeć miało
Choć nie umarło
wtedy umrzeć mogło
Więc nawet jeśli dalej żyć mu dano
Mogło nie spotkać swojego cierpienia
Daremnym było że nadzieję poznało
Więc nawet jeśli dalej żyć mu dano
Mogło nie spotkać swojego cierpienia
Daremnym było że nadzieję poznało
Przyjmujesz
wszystko co niesie ci życie
Tak jak przyjąłeś i swój płód dziecinny.
Tak jak przyjąłeś i swój płód dziecinny.
Kazimierz Ratoń
Zamknijcie usta
Zamknijcie usta
nie słychać bowiem waszego głosu
wasz język jest niezrozumiały
wasze poruszające się usta przypominają żuchwy krowy
nie słychać bowiem waszego głosu
wasz język jest niezrozumiały
wasze poruszające się usta przypominają żuchwy krowy
Jak [wy] śmiecie
nazywać to potem filozofią
Wolę psie
skowyty
one coś przynajmniej wyrażają
Wolę ryk zarzynanej świni
mówi on o bólu i śmierci
one coś przynajmniej wyrażają
Wolę ryk zarzynanej świni
mówi on o bólu i śmierci
Wasze usta są
nieme
Niech zapanuje rozum natury
Niech zapanuje rozum natury
Kazimierz Ratoń
Subskrybuj:
Posty (Atom)