niedziela, 19 maja 2013

tak lekko

tak lekko
ubyć z zapachu
z barwy

po prostu
pod głowę ramię
i zasnąć

wiatr nie obudzi
pszczoła
ciemnymi skrzydłami nie ugłaszcze

ziemi
oddać siebie
tak bardzo
że już niczym nie zostać
i nigdzie

Halina Poświatowska

One nas lubią, te samotne cmentarze

One nas lubią, te samotne cmentarze, one, które są z nami tak bardzo, że nieledwie tkwią w środku nas. Paradoks odwracalny, bo może to my w nich tkwimy. Obrysowując palcem kontur własnego ciała uwzględniamy pelargonię posadzoną nisko i klepsydrę zatkniętą u wezgłowia. Szept pochylonej brzozy, splot jej chłonnych korzeni, soczystą zieleń liści. I całując na dobranoc twoje czoło nad lewą brwią myślę o niedużej kaplicy z drewnianym krzyżem w poprzek. Pachnie ziemia...

Halina Poświatowska

argument pro


Eliot
uwodzi opisowym pesymizmem
widać to wyraźnie
w antologiach poezji współczesnej
pesymizm rozrasta się bujnie
opanowuje umysły
jak trawa powierzchnię ziemi

o słuszności tego stanowiska
świadczą wszystkie lustra
powierzchnie stojącej wody
odbijające dzianie się pór roku
dynamizm natury
unicestwiającej się pospiesznie

indywiduum
nie znaczy więcej od liścia
kołyszącego się na gałęzi
trudno powiedzieć
czy spełnia jakąkolwiek rolę
przez chwilę istnieje po prostu
czuje
myśli

naprzeciw niezgłębionej wody

widać to wyraźnie
w antologiach poezji współczesnej
a także
w spojrzeniach ludzi
którzy przekroczyli lat trzydzieści

Halina Poświatowska

Zło oswojone

zło oswojone
je z mojej ręki
nawet mnie bierze pod ramię
widzę jego profil
ach to po prostu ja
patrzę na siebie bez grozy

Anna Pogonowska

Seanse spirytystyczne


Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
Ta z duchami przedwojenna bliska więź;
zapodziało się to teraz wszystko gdzieś...
Lekkość zgonu ten spirytyzm ustokrotniał
i przed wojną człek po śmierci nie markotniał,
bo gdy ciało nieboszczyka - łup w ten grób -
duch na seans już pomykał tup, tup, tup.

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!

A wesołoż, och, wesołoż na seansie,
kiedy medium lewituje w pełnym transie
albo spodek pędzi rączo stołu wskroś -
albo damę zimną rączką ktoś za coś...
Przyprawiając towarzystwa kwiat o spazmy,
mieczem błyska Juliusz Cezar z ektoplazmy -
to znów panie w drżenie wprawia inny zuch -
sam Rasputin - widma kawał - duch za dwóch!

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!

Spirytyści przedwojenni, dawni, owi!
Ossowiecki, Kluski, Guzik, Ochorowicz!
Dać ich duchom dziś radości tych choć ćwierć,
a nie zanudzaliby się tam na śmierć!
Małą dziurkę zrobić by w materializmie
i pozwolić - niech się przez nią znowu wśliźnie
przedwojenna spirytyzmu zwiewna nić -
tożby miło znowu było duchem być!

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!

Jeremi Przybora

Cud słońca

-->
Jak często zdarza się cud słońca!
Pospieszna gloria
i apoteoza
świata.
Jak gdyby brud cały i zgroza
krwotoki wojen
przekleństwa i wrzask
ucichły
zmyte przed królewskim wjazdem
szczęścionośnego słonecznego blasku.

A może to jest wiecznie ponawiany znak
że za rozpaczą
śmierciami i grozą
jest coś jak słońca spoza chmur eksplozja
milcząca świętość wylana na świat.

Joanna Pollakówna

W ciszy

W tej ciszy totalnej
przedziera się tylko
daleki krzyk ptaka.

Tak zostać na zawsze
wsłuchany w przyrodę
bez myśli
bez uczuć
bez wspomnień.

Jak drzewo nade mną
z troską pochylone
pić wodę
wprost z ziemi
z której powstałem
a teraz
do niej powracam.

Ryszard Mierzejewski

piątek, 17 maja 2013

Wyprowadźcie mnie w końcu z tej rzeźni


Wyprowadźcie mnie w końcu z tej rzeźni
Odbierzcie mi siekiery dłuta i łańcuchy
Wszystkie narzędzia tortur
Wyprowadźcie mnie z rzeźni która jest życiem
Od koryt z pomyjami które zwą się wiedzą
Od ostrzy gilotyn które zwie się sumieniem
Wyprowadźcie mnie z miejsc których podążam i nienawidzę
Z betonowych bunkrów które są domami
Z wielkich ścieków które są placami
Wyprowadźcie mnie abym nie umarł z litości
 
Kazimierz Ratoń

Lecz oto żyjesz jeszcze


Lecz oto żyjesz jeszcze nie żyjąc
Błazeński grymas wstrząsa twoim ciałem
Jest jedynym objawem istnienia
Lecz oto żyjesz jeszcze udając życie
Bełkotliwe strugi modlitw i przekleństw
Pozostawiasz za umęczonym ciałem
Lecz oto żyjesz jeszcze w ostatnich godzinach
Z twego ciała wypływa niemy jęk
Jęk zabijanego zwierzęcia
Dlaczego nie przestaniesz żyć 
Kazimierz Ratoń

Kto wykręca mi ręce


Kto wykręca mi ręce i wyrywa oczy
Wbija gruby gwóźdź w czaszkę i knebel w usta
Kto przypala codziennie serce ogniem i kłamstwem
Ssie krew z dziurawych tętnic i stawów
Kto łamie mi kręgosłup i zanieczyszcza żołądek
Pluje w odkrytą oślepłą twarz
Ten kto to czyni niech odezwie się do mnie
Pragnę go poznać

Kazimierz Ratoń

Kto widział oczy tej kobiety


Kto widział oczy tej kobiety nie ujrzy słońca
W nich są krajobrazy umierającego życia
Gdzie niebo zwisa cicho płaczące
I opadają wysuszone deszcze
Płynące strumieniami gorącej krwi
Kto widział oczy tej kobiety nie dotrze do świateł
Tylko stać będzie milczący i dręczony nocą
Kazimierz Ratoń


Jeśli nieszczęście zadręczy ci umysł


Jeśli nieszczęście zadręczy ci umysł
I głosem bólu wypełni twe ciało
To wiedz żeś dzieckiem był kiedyś i płodem
Różowym pięknem które umrzeć miało
Choć nie umarło wtedy umrzeć mogło
Więc nawet jeśli dalej żyć mu dano
Mogło nie spotkać swojego cierpienia
Daremnym było że nadzieję poznało
Przyjmujesz wszystko co niesie ci życie
Tak jak przyjąłeś i swój płód dziecinny.
Kazimierz Ratoń

Zamknijcie usta


Zamknijcie usta
nie słychać bowiem waszego głosu
wasz język jest niezrozumiały
wasze poruszające się usta przypominają żuchwy krowy
Jak [wy] śmiecie nazywać to potem filozofią
Wolę psie skowyty
one coś przynajmniej wyrażają
Wolę ryk zarzynanej świni
mówi on o bólu i śmierci
Wasze usta są nieme
Niech zapanuje rozum natury
Kazimierz Ratoń