sobota, 5 kwietnia 2014

Szymborska czyli biesiadny sen motyla


Nic raz jeden

Nic raz jeden się nie zdarza
i nic nigdy się nie zmienia.
Będzie więc to, co już było
jak w zwierciadłach odwrócenia.

Łąka rodzi światów kwiaty,
bukiet wzywa wstecz, na łąki,
więc prastarych kielich wspomnień
wnet otworzą marzeń pąki.

Słów bezcennych, dawnych parę,
na tysiące szat rozmienisz.
Luster gra stworzy miraże
błyskawic mknących strumieni.

Są nas odmiennych miliardy,
czy tylko Adam i Ewa?
Jak przed wieki, tak i dziś,
Kain morduje, ptak śpiewa.

Czemu tak, a nie inaczej?
Gdzie odmiany znak? Wyzwania?
Kręgi wtórzeń się rozchodzą...
Kochasz mnie, czy smak kochania?

Po co żyć? Gdy środka nie ma
i końca, jak odejść mamy?
Gdy wciąż tylko ból początku -
niesprawdzeni zamieramy.

Dziś jak wczoraj, jutro jak dziś.
W rzeczy stawie woda stoi...
Tu trwa chwil wigilia wieczna -
a więc tu nic się nie zrodzi.

Krzywe lustro nam podsuwa
odbicie, obraz i półcień.
Pełne światło i przemiana
gdzież? To odwaga - prawdy cierń.


============================================ 

1. RUCHLIWA MOTYLA NOGA PANI MIGOTKI 

Zastanawiałem się, czy napisać notkę o Wisławie Szymborskiej. Na pewno nie chciałem tego zrobić pochopnie i wtedy, gdy wszyscy pisali. W końcu stwierdziłem, że moment jest odpowiedni.

Z Wisławą Szymborską, przyznaję, mam pewien kłopot. Polega on na tym, że opierając się na intuicji i braku atraktywności jej wierszyków dla mnie osobiście – nie zmusiłem się ani do szczegółowej analizy, ani do obszernej ich lektury. W związku z tym, bywam czasami chwiejny w ocenie jej osiągnięć. Z reguły i od dawna nastawiony obojętnie i sceptycznie, czasem daję się komuś zasugerować, że są w jej dorobku rzeczy wielkie. A potem na chłodno czytam ten sam wiersz, niby epokowy na tle poezji polskiej XXw. – i...on maleje mi w oczach, więc powracam do mojej dawnej obojętności wobec tych dokonań niewątpliwie sprawnego i inteligentnego pióra. Ale czy poezja to głównie sprawność oraz inteligencja?

Z twórczością Szymborskiej mieli okazję się zetknąć nawet ci, którzy nie czytają poezji, jeśli oglądali film Zanussiego „Barwy ochronne” (tak na marginesie, uważam go za jeden z najlepszych w jego dorobku).

Otóż w tym filmie, którego akcja toczy się podczas letniego obozu akademickiego kół językoznawczych, podczas uroczystości wręczenia nagród Halina Mikołajska recytuje fragment utworu Pod jedną gwiazdką
(„Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi. / Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi. / Powago, okaż mi wspaniałomyślność. / Ścierp, tajemnico bytu, że wyskubuję nitki z twego trenu”). 

Fragment ów robi wrażenie i zapada w pamięć. Sprawne pióro umie tworzyć poetyzujące bon moty.Ale paradoksalnie, cały filmowy kontekst zakłamanej, uniwersyteckiej enklawy lizusostwa i pozorów nadaje inny wymiar poezji, którą tam się posłużono. Powtórzę: akademia letniego obozu akademickiego kół językoznawczych pełna koterii i pozorów podczas ogłoszenia wyników zmanipulowanego konkursu na pracę naukową.

I to jest właśnie to... Zanussi doskonale wyczuł jaką poezją lubią się podpierać tacy ludzie, jak owa subkultura oportunizmu, którą ukazał i jaka poezja może się im autentycznie podobać. Nie twierdzę, oczywiście, że poezja Szymborskiej przemawia tylko do oportunistów i hipokrytów z ambicjami. Nic takiego nie mówię. Mówię tylko, że Zanussi trafił w dziesiątkę... 

2. MENTOREM MOŻE KAŻDY BYĆ 

Miłośników tej poezji można znaleźć w przeróżnych środowiskach. Często są to ludzie mający małe zainteresowanie poezją i robiący wyjątek dla Szymborskiej (podobnie jest z fenomenem recepcji poezji ks.Twardowskiego). Często jest to jedyny tomik poetycki w domowej biblioteczce. Za to jej chwała, że potrafiła otworzyć podwoje przybytku muzy Euterpe dla tych, którzy do tej pory przechodzili obojętnie obok pradawnej świątyni poezji lirycznej. Nabytków w tej sferze - szczególnie w czasach jakie mamy – nigdy dość. Ale właśnie: „poezji lirycznej”. Zatrzymajmy się tu. Czy to aby naprawdę jest osobista liryka? Mam co do tego wątpliwości. Jak na mój gust to pisanie trąci raczej poezją gnomiczną, mądrościową (przy okazjiprzepraszam wielkiego Koheleta, za domyślne przywołanie jego odwiecznych strof, w kontekście „gnomizmu” krakowskiego). Można też wiersze Szymborskiej nazwać mini-poematami antydydaktycznymi. Drugim skojarzeniem, które mam jeśli chodzi o kształt utworów Szymborskiej, jest ich formalne pokrewieństwo (a często i treściowe) z tekstami autora poezji śpiewanej przez Grzegorza Turnaua, czyli Michała Zabłockiego. „Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum, / wódka w parku wypita albo zachód słońca, / lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic / i nie stanie się nic - aż do końca.

Czy zdanie okrągłe wypowiesz, / czy księgę mądrą napiszesz, / będziesz zawsze mieć w głowie tę samą pustkę i ciszę. /Zaufaj tylko warg splotom, / bełkotom niezrozumiałym, / gestom w próżni zawisłym, /niedoskonałym.” 

Czy to czasem nie apokryf Szymborskiej? A jeśli nie, to dlaczego Zabłocki nie dostał Nobla ;) ? Że mniej rygorystyczny formalnie? Przecież to można poprawić. A może to powietrze krakowskie nasuwa podobną optykę... Kto wie...
Tę piosenkę Turnaua bardzo lubię, ale – by tak rzec – w określonych okolicznościach, np. wracając nad ranem z czyichś urodzin bądź imienin. Ale by kupować ten tekst w postaci drukowanej i...wielokrotnie go odczytywać – jakby mogło tam coś w nim przybyć, od samego przeleżenia na półce – sorry, mam ciekawsze zajęcia. Tak samo nie wyobrażam sobie wielokrotnego powracania do wierszy Pani Wisławy. Przeczytał, paniał, podziwił, powtórzył na głos, zanucił i wsio. Spożyto. Kelner! Rachunek!  Do zgłębiania i zachwytu za mało... Filety z ryb się je, a nie kontempluje wizualnie. Tort w nadmiarze powoduje znane reperkusje.

Pewne podobieństwo też jest w tekstach Szymborskiej do tekstów piosenek Osieckiej. Jednak zdecydowanie wolę piosenki p.Agnieszki, przynajmniej nie sprawiają wrażenia, że są czymś więcej niż są i niż mogą... Ruchliwą motylą nogą. 

3. SPOSOBY UDAWANIA OSOBY czyli MRUGNIĘCIE OKIEM 

I tutaj jesteśmy przy następnym „ale”. Owszem, wierszowanie z ambicjami mądrościowymi, lecz czy aby zamiar był mierzony podług sił? Też mam tu spore wątpliwości. Szymborska miała ambicje Eklezjasty, lecz światopogląd dość wąski, nie potrafiący ująć całości rzeczywistości a wręcz odcinający pewne jej sfery programowo. I ten właśnie dysonans wyczuwa się podświadomie podczas lektury. Pani Wisława to wyznawczyni światopoglądu relatywistycznego, zmierzającego w kierunku stonowanego epikureizmu. „Wszystko płynie”, „wszystko się kończy i nie wiadomo po co tak naprawdę zaistniało”. Można by tu posłużyć się terminem „wariabilizm”, kult zmienności i teraźniejszości. W pewnym sensie patronem takiego światopoglądu jest Heraklit z Efezu. Jego roli w jej obrazie świata nie ukrywała zresztą sama poetka. Opisała to dość samoświadomie w wierszu  W rzece Heraklita z tomu "Sól". 

W rzece Heraklita
ryba łowi ryby,
ryba ćwiartuje rybę ostrą rybą,
ryba buduje rybę, ryba mieszka w rybie,
ryba ucieka z oblężonej ryby.
W rzece Heraklita
ryba kocha rybę,
twoje oczy - powiada - lśnią jak ryby w niebie,
chcę płynąć razem z tobą do wspólnego morza,
o najpiękniejsza z ławicy.
W rzece Heraklita
ryba wymyśliła rybę nad rybami,
ryba klęka przed rybą, ryba śpiewa rybie,
prosi rybę o lżejsze pływanie.
W rzece Heraklita
ja ryba pojedyncza, ja ryba odrębna
(choćby od ryby drzewa i ryby kamienia)
pisuję w poszczególnych chwilach małe ryby
w łusce srebrnej tak krótko,
że
może to ciemność w zakłopotaniu mruga? 


Może gdyby Jean Paul Sartre pisał wiersze, stworzyłby podobne do tych Pani Wisławy? Wszystko być może. O mruganiu ciemności wielu...lubi pisać. Niezwykle zajmujące to zajęcie i zda się nie mieć końca...A swoją drogą, to nie zazdroszczę Heraklitowi. Biedak, żeby to on wiedział, jaki pudding się z niego będzie przyrządzać... Ale i tak dobrze, że nasza poetessa nie wzięła na deskę kuchenną np.Platona. Tego bym już na spokojnie nie zniósł. 

4. FILOZOFIZM POETYZUJĄCY czyli NIEDZIELA NA GŁÓWNYM 

No cóż. Światopogląd jak światopogląd... Wielu jest takich, dla których szczytem poznania rzeczywistości będzie stwierdzenie, że „wszystko się zmienia, nie ma nic stałego i nie wiadomo, co to wszystko znaczy”. Dla takich czytelników i do tego niezbyt obeznanych z ogromnym uniwersum poezji światowej i polskiej – nasza poetessa i filozofessa, będzie prawie że boginką. Boginką kultu wiecznego ognia przemian, kapłanką neofitów refleksji. 

Jest to poezja motyla, który fruwa sobie to tu, to tam, nad książkami, nad sprawami, nad tajemnicą bytu i rozkosznie nieodpowiedzialny, nawet nie przyznaje się, że coś tam kiedyś zapylił. Poezja wypływająca z obrazu świata, w którym obco czuje się pojęcie „odpowiedzialność”. Nie przystają do tego świata rozterki duchowe i przełomy, konfesyjne wyznania i głębokie – nie na pokaz – egzystencjalne zwątpienia w siebie. Tu – tak na wszelki wypadek - na nic się nie spogląda ostrym, bezlitosnym wzrokiem, aby się ustrzec tego, iż ktoś na nas spojrzy takimiż oczami. Tu nie ma trzeciego wymiaru. Są tylko do jego imitowania okulary, które wręczają przy wejściu a odbierają przy wyjściu, po wstaniu z fotela. Okulary, które gdy się założy na czas lektury, na czas projekcji realizowanej w klimatyzowanej sali, to wszystko się wydaje takie, takie... z głębią, takie przestrzenne, takie głębokie, że ach! Takie..., takie jakby prosto z Paryża. A my tacy mądrzy i tak małym kosztem. Uwzniośleni, że oto tu taaakie mądrości, a my je rozumiemy. W aniołów przemienieni. Batmany intelektu. Wyrafinowana poezja niedzielnej inteligencji. Niedzielnej także w sensie: nie dzielnej, pozbawionej dzielności oraz niedzielnej, czyli nie działającej, deklaratywnej, bez związku z działaniem, czynami i postawą życiową. Niech tylko komuś niedziela nie skojarzy się z...ks.Niedzielakiem, czy z losami jakichś innych księży, bo byłoby to taki, fuj, nieparyskie, odwetowa osądzanie, pod stos podkładanie, od czci odsądzanie. Bo cześć, ważna rzecz. Gdy ktoś zasmakował tego, co daje Sala Kongresowa, to wszystko inne, niech się przy tym schowa. Nie da ci sąd Parysa, nie da ci mądrości sowa, tego, co dać ci może, pełna Sala Kongresowa.

szanowni państwo, oto projekt całkiem nowy
jak zlikwidować kompleks sali kongresowej
jak się nie załamywać i nie tonąć w splinach
oto recepta jedyna. 

na wszystkie smutki - niedziela przy Noblu
na oddech krótki - niedziela przy Noblu
na sypkość uczuć i brak przyjaciela
nad Szymborskiej wierszem spędzona  niedziela.

na niski wskaźnik - niedziela na głównym
na nadmiar wyobraźni - niedziela na głównym
na splin, frustrację i oddech nierówny
przy Noblu niedziela, niedziela na głównym.

w taką niedzielę, gdy czegoś się boisz
tych słów niewiele ci nerwy ukoi”

(W.Młynarski – Niedziela na Głównym, częściowa parafraza) 

5. MEBLE DUCHOWE MUSZĄ BYĆ ERGONOMICZNE 

Ergonomiczne bardzo są to wiersze. Kotarbiński by docenił tak efektywne dostosowanie formy i treści do czytelnika. Wiersze z poduszkami ABS, testowane wypadkowo przy dużych prędkościach. Ostatnie słowo kulturowego pragmatyzmu stosowanego. Optima, mądrościowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, z siedzibą w królewskim, a jakże, grodzie Kraka. Grodzie, w którym kiedyś żyła Wanda, co Niemca nie chciała a teraz Wisława, która oczu otworzyć nie śmiała, bo się bała? Bo była za mała?, bo prysłaby chwała?

Minimum wysiłku, maksimum korzyści; satysfakcja gwarantowana, ale bez zwrotu pieniędzy. Tu nie ma dylematów, heroizmu, cierpień, przekleństwa wyboru w sytuacji bez wyjścia. Jest ich oglądanie przez mieszczański wizjer. Bez uchylania drzwi na realność, na mięso rzeczywistości, na trud wyboru. Taka wycieczka bystrej Japonki po starożytnym Efezie z idiot-kamerą w ręku, by udokumentować atrakcyjne widoki ruin dla przyjemności nieruchawej rodziny i sąsiadów. I dlatego sprzedaje się to dobrze, jak mapy, foldery i pocztówki. Któż by nie chciał dostać pocztą na swój adres widokówki z...Mądrolandii. Albo pozwiedzać mądrość palcem po mapie...

Tacy są koryfeusze naszych czasów, Barbara Skarga, Zygmunt Bauman, Wisława Szymborska, Zbigniew Mikołejko. Ślepi przewodnicy ślepej wycieczki. Niektórzy z nich z przeszłością i stylowymi dziurami w biografii. Okaleczone biogramy kalekich przewodników chóru nie rozumiejących tego, co się im w młodości przydarzyło, ani dzisiaj nie rozumiejący swoich krajów i krajan. Ale jak zawsze, jak w młodości, nad miarę...wygadani. Słowa, sława, słowa, ale czy coś, i co, się za nimi chowa... Czyżby...najzwyklejsza ziemia jałowa? „I tak się właśnie kończy świat / Nie hukiem ale skomleniem” (T.S.Eliot – „Wydrążeni ludzie”). 

6. ZMNIEJSZ NASYCENIE BARW DO ZERA A POTEM ZLIKWIDUJ CZERŃ I BIEL 

Nawet i miłość jest tu jakaś taka...odrealniona, motyla, instynktowna, wypreparowana z szaleństwa i pasji. Tu nie bywa Przeznaczenie, zagląda tu zaledwie przyrodnicza Konieczność ze swym bratem Przypadkiem. I takiż to ten cały panteon Pani Wisławy. Skromny. Tak skromny jak duch naszych biednych, ubogich duchem czasów... Dystans, umywanie rąk i tematy pływające w pięknie pomalowanych słoikach z formaliną. Tematy „w temacie”, jak u stoczniowego wieszcza. I snobistyczny kult malowanych trybunów i znachorskich aptekarzy ważących te swoje filozofujące miksturki. I tratwa dla wyplutych przez fałszywe ideologie lub zagubionych w bezpańskim świecie bez Boga a potrzebujących na gwałt jakiegoś autorytetu... Filozoficzne relanium. Usprawiedliwienie, by niczego w sobie nie zmieniać, bo przecież jakie to może mieć znaczenie... I niczego nie oceniać, bo przecież nie ma kryteriów. Wszak kryteria tu mienią się wszystkimi barwami i jedno przechodzi w drugie,kontradyktoryczne- jak cienie ludzi i zwierząt na ścianach - więc tak jakby ich wcale nie było. Taki melanż. Świat na rauszu. Używajmy póki czas, bo za 100 lat, nie będzie nas... Dawno temu mówiło się: „Trwaj chwilo, jesteś piękna” i na wszelkie sposoby chciano ją zatrzymać. 

Nawet kosztem zaprzedania duszy. Z czego później wynikały nieprzewidziane konsekwencje i rodził się jednostkowy dramat. Tutaj nie ma dramatów. Tutaj mówi się: Chwilo jesteś jedynym pięknem, które mam, ale nie musisz trwać, bo w kolejce czeka już następna chwila, kto wie, może atrakcyjniejsza; nie musisz trwać chwilo, bo wiem, żeś – tak jak ja - utworzona z przemijania. A dusza? Dusza to taki zaskakująco miły zbytek, który zawsze może coś przyjemnego do przeżycia nastręczyć. Taki błąd w rachunku. Ale przyjemny. Tylko czasem w kącie coś załka...

Tutaj nie popełnia się błędów, bo by mógł być widoczny błąd, dla samego siebie i dla innych, potrzebne jest kryterium słuszności i prawdy.

A prawdą przecież – jak się głosi – jest ciągła zmiana, ruch i migotanie.
I turystyka i obserwowanie i na potrzebę etapu na jakim jest większość – reagowanie.

Bez konsekwencji działania błędnego, bo przecież żyje się w świecie nieważkości i nieważności wszystkiego.
Świecie bez prawdy eminencji...
W tym świecie-rzece płynie się z falą i na fali, pouczając i pocieszając tych, co na żaden konar się nie załapali. 

Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem dworskiej, konwencjonalnie filozofującej poezji biesiadnej, popularnej w niektórych epokach. Z tym, że dzisiaj ta poezja dworska zeszła pod strzechy. Cóż, takie czasy, że wszystko ma swą wersję popular, wersję slim i ekologiczną. Żyjemy w czasach, gdy zjadacze chleba podszywają się pod anioły, a usłużny, wniebowzięty lud podstawia im drabiny. Czas promocji. Promocji ziemi jałowej. 

7. WCZASY I CZEKOLADKI FERRERO ROCHE czyli JABLONEX 

Nie deprecjonuję prawa wyznawców materializmu do tworzenia poezji. Chcę tylko powiedzieć, że nawet jeśli chodzi o ten nurt, to wolę jednak sięgnąć do źródeł poezji wariabilizmu, czyli po prostu otworzyć Lukrecjusza wspaniały poemat O Naturze wszechrzeczy  lub odświeżyć sobie głębinowe, inspirujące błyski myśli Heraklita Ciemnego z Efezu, niż sięgać do rozwodnionej, smakującej trochę epigońsko, zbyt kokieteryjnej, krakowskiej, lukrowanej wersji tych pradawnych nurtów myśli ludzkiej. Sorry, mi to po prostu nie smakuje i nic mi nie daje. Ani jako filozofia, ani jako poezja, gdyż poezja kojarzy mi z czymś zgoła innym. Mówiąc bardziej konkretnie, ten czas, który bym musiał poświęcić na lekturę dzieł p.Wisławy wolę przeznaczyć na otwarcie na dowolnej stronie tomu poezji Emily Dickinson, Leśmiana czy E.E.Cummingsa. Leopold Staff, Jarosław Iwaszkiewicz, Halina Poświatowska – pisali poezje. A czym było to, co pisała p.Wisława? Błyskotliwe, pojedyncze, izolowane koncepty inteligenckie w błyszczącym, słodkim, lekkostrawnym opakowaniu, dopracowywane jubilersko całymi latami? Ogólno humanistyczne deklamacje nowoczesnego intelektualisty, wsparte zabawą językiem. Idealne na wszelkiego rodzaju akademie w dużych zbiorowościach ludzkich, akademie wykrztuśne jak i łagodzące. Dostępne wszystkie rozmiary i na każdy wiek. Do nabycia tylko w dobrych cukierniach, tfu, aptekach, tfu, księgarniach. Nie potrzebna konsultacja specjalisty, gdyż nie szkodzą zdrowiu lub życiu. 

Pozostając przy scenach z polskiego kina i widząc różnorakie akademie ku czci naszej laureatki bądź też fragmenty wspomnieniowych filmów o niej, staje mi przed oczyma wielka, symboliczna scena, kiedy to Jerzy Stuhr jako Wodzirej prowadzi wężyk taneczny zniewalająco pośpiewując, pokrzykując: Radość duszę mi rozpieraaaaa, Lal-la-la-la, lal-la-la-la. Choć wszystko zmienne jak cholera, Lal-la-la-la, lal-la-la-li. O-hej! (O-hej! śpiewamy na południu Polski, zaś na północy: A-hoj!). I wszyscy tańczą, wężykiem, wężykiem! Wszystkie pary, wszystkie krople tej samej, czystej wody bawią się! Radooość duszę etc.etc.etc.  E t c ... Euro Trade Center. Pracowniczy fundusz wczasowy. Sekcja kulturalna. Pododdział: inteligencja pracująca.

Idę zjeść razowca z masłem i miodem... 

8. CEPELIOWSKI ALBUM FILOZOFICZNY czyli Z MOTYKĄ NA SŁOŃCE 

Mógłbym napisać też o banalności konstatacji wierszy Szymborskiej. Ale czy to nie będzie banalne? Spróbuję.

Banalność ta jest przykryta wyszukanym słownictwem, umykająca wzrokowi czytelnika dzięki posłużeniu się potoczystą „narracją filozoficzną” przeskakującą zbyt chybko od jednego terminu abstrakcyjnego do drugiego, nie dającą czasu na prawdziwą, spokojną refleksję. Płynność narracji maskuje powierzchowność przekazu i lektury. Żaden z pojawiających się tu konceptów i pojęć filozoficznych nie jest przetrawiony przez autorkę, poruszony, zgłębiony. Wielka tafla lodu i łyżwy. A co pod lodem? Bóg jeden raczy wiedzieć, bo na pewno nie wie tego Pani Wisława ani żaden z jej czytelników. Ale poślizgać się można, wszak to frajda nie mała, taka rodzinna wyprawa na lodowisko. Czytelnika stawia się tu dobrowolnie w roli młokosa stojącego z rozdziawioną gębą przed prestidigitatorem żonglującym mu przed oczyma parafrazami fragmentów zdań wyskubanych zgoła nie z...trenu tajemnicy bytu, lecz z I-ego tomu podręcznika historii filozofii autorstwa Tatarkiewicza. W sferze refleksji nic tu nie jest z pierwszej ręki, nic osobiście zdobyte. No może z wyjątkiem wierszy o...kotach. Wszystko zapożyczone, niewypracowane, zbyt wygładzone. W  ostatecznym rozrachunku sprawiające wrażenie kipiących gimnazjalną energią, nachlapanych drukowanymi literami napisów na antycznych zabytkowych ruinach, ogłaszających wszem i wobec: „Kocha Wisia Heraklisia!”, „Wisława też tu była!”. A w domyśle: „Ty też, kim byś nie był, możesz mieć złudzenie, że byłeś tam, gdzie była ona, choć nie wiadomo czy ona tam była, czy jej się tylko śniło, ale miło jest i miło było.” Jak w tej przypowieści z „Prawdziwej Księgi Południowego Kwiatu”:

Pewnego razu Czuang-Tsy śnił, że jest motylem, beztroskim motylem latającym pod niebem, radośnie trzepocząc skrzydłami. Pochłonięty figlowaniem z chmurami upojony lekkością motyla zapomniał, że jest Czuang-Tsy. Gdy się obudził, znów był prawdziwym Czuang-Tsy. I teraz nie wiadomo, czy to motyl był snem Czuang-Tsy, czy to Czuang-Tsy był snem motyla. A przecież Czuang-Tsy i motyl z pewnością różnią się od siebie. 

A ciężar gatunkowy myśli konstytuujących wiersze Szymborskiej? Kiedy już oswoimy oczy z blaskiem błyskotek imitujących iluminacje, sprawnie śmigających pod piórem prestidigitatorki – ujrzymy ubogie „osiągi” tego, co próbuje się nam sprzedać jako owoc wglądów. Znajdziemy tu takie ludowe mądrości jak: Umrzemy wszyscy. Nikt nas nie pytał, czy chcemy się urodzić. Nie ma dwóch identycznych śladów linii papilarnych. Miłość też przemija. Zwierzęta nie mają skrupułów. Wszystko co przyjemne i nieprzyjemne – kiedyś się kończy. Wszyscy jesteśmy ludźmi.

I na tym, z grubsza, kończy się arsenał dział, którymi chce burzyć bastylię ignorancji przeciętnego Polaka, Pani Wisława. Dużo dymu i potężny huk, a ty, czytelniku, jakeś – excuse moi - tłukiem był, takeś został tłuk. Zadowolony i wygrzewający się w cieniu czyjejś sławy. Pobudzony, porażony, pełen zwidów, jak po spożyciu belladonny - błyszczącego, słodkiego owocu bezciernistego krzewu wilczej jagody.

Nawiasem mówiąc obraziłem tu trochę mądrość ludową, bo podszywająca się pod nią edukowana mądrość krakowska nie dorasta głębią spostrzeżeń do dowolnego zbioru przysłów, czy choćby baśni, jakiejkolwiek grupy etnicznej. Naprawdę wolę poczytać Oskara Kolberga „Nową księgę przysłów polskich” niż Szymborskiej relację z jej wyobrażeń o zdroworozsądkowej mądrości ludowej... 

9. ŚRODKI CZYSTOŚCI czyli WISŁAWA BIESIADNA 

Oczywiście wszystko co powyżej, to tylko moja opinia. By ją rozwinąć w bogato udokumentowany esej krytyczno-literacki nie starczy mi z pewnością samozaparcia, chęci i czasu – będę wolał w tym czasie sięgnąć do prawdziwej poezji i otworzę Celana, Holana, Lorkę lub – z kategorii twórców romansujących ze stalinizmem, choćby wielkiego, prawdziwego poetę Pabla Nerudę. Sorry, taki gust i smak. Z jednej strony nie lubię szpanu niezakorzenionego w jakości charakteru, z drugiej – nie znoszę wyrobów poezjo- i filozofio-podobnych czyli sztucznej czekolady. Przy kioskach z widokówkami zawsze tłoczy się mnóstwo dzieci, więc dopóki będą ładne widoczki, dopóty będą nabywcy błyszczących (koniecznie musi być błysk) postcards i będą całe armie takich tego pisania fascynatów, że oddaliby Dzieła Zebrane Rilkego i Norwida za autograf Pani Wisławy na swoim tomiku. I tak jest dobrze. Tak niech będzie. Może w ogólnym bilansie poziom wrażliwości wzrośnie dzięki fanom Wisławy. Może dzięki widokówkom, ktoś kiedyś sięgnie po album malarski... Może... A nawet jeśli nie, to przecież zawsze

w taką niedzielę, gdy czegoś się boisz,
tych słów niewiele,

wszechmądrej Wisławy,
ci nerwy ukoi. 

Ale czasem nachodzi mnie myśl inna, że te wiersze to może taki Calgon, co osadzaniu się kamienia zapobiega? Kamienia filozoficznego...? Kamień siaki czy owaki, ważne ze pralka działa i każdy może sobie sumienie odświeżyć, by mieć je tak czyste, jakby było całkiem nieużywane...

Dłuższe życie każdej pralki to Cal-gon!
Dzięki nowemu, szerokiemu dozownikowi
aktywna piana pokrywa nawet duże powierzchnie.

Nie dajmy się pokryć, nawet najszerszym dozownikom... 
A biesiadnie, zawsze można coś przy stole sobie poczytać, zwłaszcza gdy jest zgrabnie napisane.Tylko trzeba uważać, by jakiś przesadny, rozochocony wyznawca Heraklita lub Epikura, gdy w powszechnym gwarze, wszyscy tak „uśmiechnięci, współobjęci próbują szukać zgody”, nie potrącił kieliszka i nie wylał na nasz tomik czerwonego wina... Bo może to zostać wzięte za zbyt przejrzystą prowokację, przez jakąś kapitułę. A kapituła... bywa bardzo czuła.
A-hoj! O-hej! 

Nic dwa razy się nie zdarzaaa, Lal-la-la-la, lal-la-la-la...
I pomrzemy bez rutyny, Lal-la-la-la, lal-la-laa-liiiiii...
[Autor, pośpiewując, oddala się wężykiem] 
Bela, Bela Donna, wieczór taki piękny,
chodźmy więc nad morze do maleńkiej kawiarenki.
Będziemy w altance pili słodkie wina,

uśmiechnięci, współobjęci
i całując ją z uśmiechem powiesz ach bambina.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,

marynarzy chór nucił limeryk, niezbyt sprośny.
Popatrz cyprysów gaj, kołysze wiatr

(słuchaj więc, słuchaj więc),
spójrz jaki urok ma wieczorny świat.
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,

( o bela, bela, bela donna)
wszyscy śpią wokoło, tylko w starym porcie
tysiąc gwiazd srebrem migoce.




Bella donna wśród sztucznych pereł, sztucznych róż  i owoców belladonny...

======================================

P.S .1. Raz, dwa razy do roku, zdarza mi się zjeść kuleczkę Ferrero Roche. Ale nie każdego roku.

P.S. 2. Oczywiście, bardzo się cieszę, że dzięki sukcesowi pisań Szymborskiej, być może wzrośnie na świecie zainteresowanie polską poezją.

P.S. 3. Postanowiłem sprawdzić w praktyce, czy pisanie tego typu wierszy, jak te Wisławy Szymborskiej, jest czymś wyjątkowym, unikalnym i tak niezwykle trudnym, że udaje się w języku polskim jakiemuś poecie mniej więcej raz na sto lat (a takie sądy się czasem słyszy). Zastosowałem tę samą formę literacką (ośmiozgłoskowiec, rymy nieparzyste, żeńskie) i w tak określoną formę (z małą różnicą: zamiast siedmiu strof, zastosowałem strof osiem) włożyłem treść polemiczną do jednego z bardziej znanych i cenionych wierszy autorki („Nic dwa razy”). Polemiczną nie tylko do tego jednego wiersza, ale do całego świata poetyckiego Szymborskiej. Pozostaje mi tylko nadmienić, że – prawdopodobnie – ilość „roboczogodzin” jakie swojemu utworowi poświęciłem, jest kilkadziesiąt razy mniejsza, niż u naszej poetki, aczkolwiek czas pisania nie może być usprawiedliwieniem – o ile takie jest w ogóle potrzebne – mojego wiersza. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Oczywiście wiersz nie jest żadnym pastiszem. Jedynie tytuł i pierwszy wers nawiązują do wiersza „Nic dwa razy”, lecz mój utwór jest samodzielnym dziełem, choć w treści polemicznym.

Jest to ten wiersz przytoczony na początku tego eseju i nosi tytuł „Nic raz jeden”. 

Poniżej przytaczam wiersz Szymborskiej i - jeszcze raz - moją z nim poetycką polemikę.

Raczej nie powinno się poprzedzać wiersza interpretacją, ale zrobię wyjątek.
Wiersz pierwszy opisuje świat napływających, coraz to nowych chwil, świat pozornie pełen nowości i niepowtarzalności, świat  bycia niesionym przez fale wydarzeń.

Wiersz drugi ukazuje, iż taki świat błysków coraz to nowych chwil, jest w istocie swej światem zastoju i powtarzalności. Światem wołającym całym sobą o moment przemiany, która to przemiana dopiero mogłaby otworzyć oczy na prawdziwą niepowtarzalność ludzi i zjawisk świata i umożliwić stanięcie wobec rzeczywistości oraz rozpoczęcie poznawania jej praw. Lecz taka przemiana zawiera warunek wstępny – odwagę. By zacząć zrywać owoce prawdy i poznania, trzeba wejść w kontakt z ciernistym otoczeniem owoców prawdy. 

Chcąc uniknąć cierni jesteśmy skazani tylko na krzewy wilczych jagód (belladonna), których owoce dadzą nam wprawdzie pobudzenie, ale w parze z halucynacjami i intoksykacją całego organizmu, w tym porażeniem mózgowym objawiającym się m.in. nierozpoznawaniem otoczenia i światłowstrętem.

Taki to ten wierszy dialog w dyskursywnym skrócie...

Czy z punktu widzenia czytelnika słychać tę dyskusję w strofach poniższych utworów?  

Nic dwa razy

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

                          *

Nic raz jeden

Nic raz jeden się nie zdarza
i nic nigdy się nie zmienia.
Będzie więc to, co już było
jak w zwierciadłach odwrócenia.

Łąka rodzi światów kwiaty,
bukiet wzywa wstecz, na łąki,
więc prastarych kielich wspomnień
wnet otworzą marzeń pąki.

Słów bezcennych, dawnych parę,
na tysiące szat rozmienisz.
Luster gra stworzy miraże
błyskawic mknących strumieni.

Są nas odmiennych miliardy,
czy tylko Adam i Ewa?
Jak przed wieki, tak i dziś,
Kain morduje, ptak śpiewa.

Czemu tak, a nie inaczej?
Gdzie odmiany znak? Wyzwania?
Kręgi wtórzeń się rozchodzą...
Kochasz mnie, czy smak kochania?

Po co żyć? Gdy środka nie ma
i końca, jak odejść mamy?
Gdy wciąż tylko ból początku -
niesprawdzeni zamieramy.

Dziś jak wczoraj, jutro jak dziś.
W rzeczy stawie woda stoi...
Tu trwa chwil wigilia wieczna -
a więc tu nic się nie zrodzi.

Krzywe lustro nam podsuwa
odbicie, obraz i półcień.
Pełne światło i przemiana
gdzież? To odwaga - prawdy cierń.


Autor: Wawel

Księga Koheleta


1 Słowa Koheleta1, syna Dawida, króla w Jeruzalem.
2 Marność2 nad marnościami, powiada Kohelet,
marność nad marnościami - wszystko marność.
ROZWAŻANIA TEORETYCZNE

Nic nowego pod słońcem

3 Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu,
jaki zadaje sobie pod słońcem?
4 Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi,
a ziemia trwa po wszystkie czasy.
5 Słońce wschodzi i zachodzi,
i na miejsce swoje spieszy z powrotem,
i znowu tam wschodzi.
6 Ku południowi ciągnąc
i ku północy wracając,
kolistą drogą wieje wiatr
i znowu wraca na drogę swojego krążenia.
7 Wszystkie rzeki płyną do morza,
a morze wcale nie wzbiera;
do miejsca, do którego rzeki płyną,
zdążają one bezustannie.
8 Mówienie jest wysiłkiem3:
nie zdoła człowiek wyrazić [wszystkiego] słowami.
Nie nasyci się oko patrzeniem
ani ucho napełni słuchaniem.
9 To, co było, jest tym, co będzie,
a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie:
więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.
10 Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
«Patrz, to coś nowego» -
to już to było w czasach,
które były przed nami.
11 Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli4,
ani też o tych, co będą kiedyś żyli,
nie będzie wspomnienia u tych, co będą potem.
Marność mądrości

12 Ja, Kohelet, byłem królem nad Izraelem w Jeruzalem5.
13 I skierowałem umysł swój ku temu,
by zastanawiać się i badać,
ile mądrości jest we wszystkim,
co dzieje się pod niebem.
To przykre zajęcie dał Bóg
synom ludzkim, by się nim trudzili.
14 Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem.
A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem6.
15 To, co krzywe, nie da się wyprostować,
a czego nie ma, tego nie można liczyć.
16 Tak powiedziałem sobie w sercu:
«Oto nagromadziłem i przysporzyłem mądrości więcej
niż wszyscy, co władali przede mną na Jeruzalem»,
a serce me doświadczyło wiele mądrości i wiedzy.
17 I postanowiłem sobie poznać
mądrość i wiedzę, szaleństwo i głupotę.
Poznałem, że również i to jest pogonią za wiatrem,
18 bo w wielkiej mądrości - wiele utrapienia,
a kto przysparza wiedzy - przysparza i cierpień.

II

1 Powiedziałem sobie:
«Nuże! Doświadczę radości
i zażyję szczęścia!»
Lecz i to jest marność.
2 O śmiechu powiedziałem: «Szaleństwo!»,
a o radości: «Cóż to ona daje?»
3 Postanowiłem w sercu swoim
krzepić ciało moje winem -
choć rozum miał zostać moim mądrym przewodnikiem -
i oddać się głupocie, aż zobaczę,
co dla ludzi jest szczęściem,
które gotują sobie pod niebem,
dopóki trwają dni ich życia.
4 Dokonałem wielkich dzieł:
zbudowałem sobie domy,
zasadziłem sobie winnice,
5 założyłem ogrody i parki
i nasadziłem w nich wszelkich drzew owocowych.
6 Urządziłem sobie zbiorniki na wodę,
by nią nawadniać gaj bogaty w drzewa.
7 Nabyłem niewolników i niewolnice
i miałem niewolników urodzonych w domu.
Posiadałem też wielkie stada bydła i owiec,
większe niż wszyscy, co byli przede mną w Jeruzalem.
8 Nagromadziłem też sobie srebra i złota,
i skarby królów i krain1.
Nabyłem śpiewaków i śpiewaczki
oraz rozkosze synów ludzkich: kobiet wiele.
9 I stałem się większym i możniejszym niż wszyscy,
co byli przede mną w Jeruzalem;
w dodatku mądrość moja mi została.
10 Niczego też, czego oczy moje pragnęły,
nie odmówiłem im.
Nie wzbraniałem sercu memu żadnej radości -
bo serce moje miało radość
z wszelkiego mego trudu;
a to mi było zapłatą
za wszelki mój trud.
11 I przyjrzałem się wszystkim dziełom,
jakich dokonały moje ręce,
i trudowi, jaki sobie przy tym zadałem.
A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem!
Z niczego nie ma pożytku pod słońcem.
Marność dóbr zdobytych mądrością
12 Postanowiłem
przyjrzeć się mądrości,
a także szaleństwu i głupocie.
Bo czegoż jeszcze dokonać może człowiek,
który nastąpi po królu,
nad to, czego on już dokonał?2
13 I zobaczyłem,
że mądrość tak przewyższa głupotę,
jak światło przewyższa ciemności.
14 Mędrzec ma w głowie swojej oczy,
a głupiec chodzi w ciemności.
Ale poznałem tak samo,
że ten sam los
spotyka wszystkich.
15 Więc powiedziałem sobie:
«Jaki los głupca,
taki i mój będzie.
I po cóż więc nabyłem
tyle mądrości?»
Rzekłem przeto w sercu, że i to jest marność.
16 Bo nie ma wiecznej pamięci po mędrcu
tak samo, jak i po głupcu,
gdyż już w najbliższych dniach
w niepamięć idzie wszystko;
czyż nie umiera mędrzec tak samo jak i głupiec?
17 Toteż znienawidziłem życie,
gdyż przykre mi były wszystkie sprawy,
jakie się dzieją pod słońcem;
bo wszystko marność i pogoń za wiatrem.
18 Znienawidziłem też wszelki swój dorobek,
jaki nabyłem z trudem pod słońcem,
a który zostawię człowiekowi,
co przyjdzie po mnie.
19 A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi?
A władać on będzie całym mym dorobkiem,
w który włożyłem trud swój i mądrość swoją pod słońcem.
I to jest marność.
20 Zacząłem więc ulegać zwątpieniu
z powodu wszystkich trudów,
jakie podjąłem pod słońcem.
21 Jest nieraz człowiek, który w swej pracy
odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością,
a udział swój musi on oddać człowiekowi,
który nie włożył w nią trudu.
To także jest marność i wielkie zło.
22 Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu
i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem?
23 Bo wszystkie dni jego są cierpieniem,
a zajęcia jego utrapieniem.
Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju.
To także jest marność.
Należy używać dóbr ziemskich jako darów Bożych
 
24 Nic lepszego dla człowieka,
niż żeby jadł i pił,
i duszy swej pozwalał zażywać szczęścia przy swojej pracy.
Zobaczyłem też, że z ręki Bożej to pochodzi.
25 Bo któż może jeść, któż może używać,
a nie być od Niego3 zależnym?
26 Bo człowiekowi, który Mu jest miły,
daje On mądrość i wiedzę, i radość,
a na grzesznika wkłada trud,
by zbierał i gromadził, i potem oddał temu,
który się Bogu podoba4.
To też jest marność i pogoń za wiatrem4.

III

Wszystko zależne jest od czasu, ostatecznie od Boga


1 Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem1:
2 Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
3 czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
4 czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
5 czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
6 czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
7 czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
8 czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.
9 Cóż przyjdzie pracującemu
z trudu, jaki sobie zadaje?
10 Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi,
by się nią trudzili.
11 Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie,
dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata2,
tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł,
jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.
12 Poznałem, że dla niego nic lepszego,
niż cieszyć się i o to dbać,
by szczęścia zaznać w swym życiu.
13 Bo też, że człowiek je i pije,
i cieszy się szczęściem przy całym swym trudzie -
to wszystko dar Boży.
14 Poznałem, że wszystko, co czyni Bóg,
na wieki będzie trwało:
do tego nic dodać nie można
ani od tego coś odjąć.
A Bóg tak działa, by się Go [ludzie] bali.
15 To, co jest, już było,
a to, co ma być kiedyś, już jest;
Bóg przywraca to, co przeminęło.
16 I dalej widziałem pod słońcem:
w miejscu sądu - niegodziwość,
w miejscu sprawiedliwości - nieprawość.
17 Powiedziałem sobie:
Zarówno sprawiedliwego jak i bezbożnego
będzie sądził Bóg:
na każdą bowiem sprawę i na każdy czyn
jest czas wyznaczony3.
Los człowieka podobny jest do losu zwierząt

18 Powiedziałem sobie:
Ze względu na synów ludzkich [tak się dzieje].
Bóg chce ich bowiem doświadczyć, żeby wiedzieli,
że sami przez się są tylko zwierzętami.
19 Los bowiem synów ludzkich jest ten sam,
co i los zwierząt;
los ich jest jeden:
jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego,
i oddech życia4 ten sam.
W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt,
bo wszystko jest marnością.
20 Wszystko idzie na jedno miejsce:
powstało wszystko z prochu
i wszystko do prochu znów wraca5.
21 Któż pozna, czy siła życiowa synów ludzkich idzie w górę,
a siła życiowa zwierząt zstępuje w dół, do ziemi?6
22 Zobaczyłem więc, że nie ma nic lepszego
nad to, że się człowiek cieszy ze swych dzieł,
gdyż taki jego udział.
Bo któż mu pozwoli widzieć,
co stanie się potem?

IV

Ucisk i zazdrość powiększają marność życia

1 A dalej widziałem wszystkie uciski,
jakie pod słońcem się zdarzają.
I oto: łzy uciśnionych,
a nie ma, kto by ich pocieszył:
ręka ciemięzców twarda,
a nie ma pocieszyciela.
2 Więc za szczęśliwych uznałem umarłych, którzy dawno już zeszli,
od żyjących, których życie jeszcze trwa;
3 za szczęśliwego zaś od jednych i drugich uznałem tego,
co jeszcze wcale nie istnieje
ani nie widział spraw niegodziwych,
jakie się dzieją pod słońcem.
4 Zobaczyłem też, że wszelki trud
i wszelkie powodzenie w pracy
rodzi u bliźniego zazdrość.
I to jest marność i pogoń za wiatrem.
5 Głupiec zakłada swe ręce
i zjada swe własne ciało1.
6 Lepsza jest jedna garść pokoju
niż dwie garści bogactw i pogoń za wiatrem2.
7 I inną jeszcze widziałem marność pod słońcem:
8 oto jest ktoś sam jeden, a nie ma drugiego,
i syna nawet ni brata nie ma żadnego -
a nie ma końca wszelkiej jego pracy,
i oko jego nie syci się bogactwem:
«Dla kogóż to się trudzę
i duszy swej odmawiam rozkoszy?»
To również jest marność i przykre zajęcie.
Korzyści płynące z życia wspólnego i wartość mądrości

9 Lepiej jest dwom niż jednemu,
gdyż mają dobry zysk ze swej pracy.
10 Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego.
Lecz samotnemu biada, gdy upadnie,
a nie ma drugiego, który by go podniósł.
11 Również, gdy dwóch śpi razem,
nawzajem się grzeją;
jeden natomiast jakże się zagrzeje?
12 A jeśli napadnie ich jeden,
to dwóch przeciwko niemu stanie;
a powróz potrójny niełatwo się zerwie3.
13 Lepszy młodzieniec ubogi, lecz mądry,
od króla starego, ale głupiego,
co już nie umie korzystać z rad.
14 Wszak i król4 wyszedł z łona [matki],
i mimo swej godności królewskiej urodził się biednym.
15 Widziałem, jak wszyscy żyjący,
co chodzą pod słońcem,
stanęli przy młodzieńcu, drugim [po królu],
który miał zająć jego miejsce.
16 Nieprzeliczony był cały lud,
na którego czele on stanął.
Ale późniejsi też nie będą z niego zadowoleni5.
Bo także i to jest marność i pogoń za wiatrem.
Rady odnoszące się do kultu Bożego

17 Zważaj na krok swój, gdy idziesz do domu Bożego.
Zbliżyć się, aby słuchać,
jest rzeczą lepszą niż ofiara głupców,
bo ci nie mają rozumu, dlatego źle postępują.

V

1 Nie bądź pochopny w słowach,
a serce twe niechaj nie będzie zbyt skore,
by wypowiedzieć słowo przed obliczem Boga,
bo Bóg jest w niebie,
a ty na ziemi!
Przeto niech słów twoich będzie niewiele1.
2 Bo z wielu zajęć przychodzą sny,
a mowa głupia z wielości słów.
3 Jeżeliś złożył ślub jakiś Bogu,
nie zwlekaj z jego spełnieniem,
bo w głupcach nie ma On upodobania.
To, coś ślubował, wypełnij!2
4 Lepiej, że nie ślubujesz wcale,
niż żebyś ślubował, a ślubu nie spełnił.
5 Nie dopuść do tego, by usta twe doprowadziły cię do grzechu,
i nie mów przed posłańcem [Bożym]3,
że stało się to przez nieuwagę,
żeby się Bóg nie rozgniewał na twoje słowa
i nie udaremnił dzieła twoich rąk.
6 Bo z wielu zajęć przychodzą sny,
a marność z nadmiaru słów4.
Boga się przeto bój!4
Zgubne skutki przesadnego dążenia do majątku
7 Gdy widzisz ucisk biednego
i pogwałcenie prawa i sprawiedliwości w kraju,
nie dziw się temu,
bo nad wysokim czuwa wyższy,
a jeszcze wyżsi nad oboma5.
8 Pożytkiem dla kraju byłby wobec tego wszystkiego
król dbały o uprawę ziemi6.
9 Kto kocha się w pieniądzach,
pieniądzem się nie nasyci;
a kto się kocha w zasobach,
ten nie ma z nich pożytku.
To również jest marność.
10 Gdy dobra się mnożą,
mnożą się ich zjadacze.
I jakiż pożytek ma z nich właściciel,
jak ten, że nimi napawa swe oczy?
11 Słodki jest sen robotnika,
czy mało, czy dużo on zje,
lecz bogacz mimo swej sytości
nie ma spokojnego snu.
12 Istnieje bolesna niedola -
widziałem ją pod słońcem:
bogactwo przechowywane
na szkodę właściciela.
13 Bogactwo to bowiem przepada
na skutek jakiegoś nieszczęścia
i urodzi mu się syn,
a w ręku jego niczego już nie ma.
14 Jak wyszedł z łona swej matki, nagi,
tak znowu odejdzie, jak przyszedł,
i nie wyniesie z swej pracy niczego,
co mógłby w ręku zabrać ze sobą7.
15 Bo również i to jest bolesną niedolą,
że tak odejdzie, jak przyszedł.
I cóż mu przyjdzie z tego,
że trudził się na próżno?
16 A nadto wszystkie jego dni
[schodzą] w ciemności i w smutku8,
w wielkim zmartwieniu,
w chorobie i w gniewie.
17 Oto, co ja uznałem za dobre:
że piękną jest rzeczą jeść i pić,
i szczęścia zażywać przy swojej pracy,
którą się człowiek trudzi pod słońcem,
jak długo się liczy dni jego życia,
których mu Bóg użyczył:
bo to tylko jest mu dane.
18 Dla każdego też człowieka,
któremu Bóg daje bogactwo i skarby
i któremu pozwala z nich korzystać,
wziąć swoją część
i cieszyć się przy swoim trudzie -
to Bożym jest darem.
19 Taki nie myśli wiele o dniach swego życia,
gdyż Bóg go zajmuje radością serca.

VI

Zależność człowieka od Boga w używaniu dóbr doczesnych


1 Istnieje niedola, którą widziałem pod słońcem,
a która bardzo ciąży człowiekowi:
2 Użyczył Bóg komuś bogactwa i skarbów, i sławy -
tak że nie zbraknie mu niczego,
czego tylko zapragnie -
a tego używać Bóg mu nie pozwala,
lecz człowiek obcy tego używa,
to marność i przykre cierpienie.
3 Gdyby ktoś zrodził nawet stu synów
i żył wiele lat,
i dni jego lat się pomnożyły1,
lecz dusza jego nie nasyciła się dobrem
i nawet pogrzebu by nie miał -
powiadam: Szczęśliwszy od niego nieżywy płód,
4 bo przyszedł jako nicość
i odchodzi w mroku,
a imię jego mrokiem zakryte;
5 i nawet słońca nie widział,
i nie wie niczego;
on większy ma spokój niż tamten.
6 A tamten gdyby nawet tysiące lat przeżył,
a szczęścia nie zażył żadnego -
czyż nie zdąża z wszystkimi na jedno miejsce?
7 Wszelka praca człowieka - dla jego ust,
a jednak żądza jego nie zaspokojona.
8 Bo czym góruje mędrzec nad głupcem?
Czym biedny, co wie, jak radzić sobie w życiu?
9 Lepsze jest to, na co oczy patrzą,
niż nie zaspokojone pragnienie.
To również jest marność i pogoń za wiatrem.
10 To, co jest, zostało już dawno nazwane,
i postanowiono, czym ma być człowiek:
toteż nie może on z tym się prawować,
który mocniejszy jest od niego.
11 Bo im więcej przy tym słów, tym większa marność:
co człowiekowi z tego przyjdzie?
12 A któż to wie, co w życiu dobre dla człowieka,
dopóki liczy marne dni swego życia,
które jakby cień przepędza?
Bo kto oznajmi człowiekowi,
co potem będzie pod słońcem?

VII

PRAKTYCZNE ZASTOSOWANIE MĄDROŚCI

Człowiek mądry patrzy na życie poważnie

1 Lepsze jest dobre imię niż wonne olejki,
a dzień śmierci niż dzień urodzenia.
2 Lepiej jest iść do domu żałoby,
niż iść do domu wesela,
bo w tamtym jest koniec każdego człowieka,
i człowiek żyjący bierze to sobie do serca.
3 Lepszy jest smutek niż śmiech,
bo przy smutnym obliczu serce jest dobre.
4 Serce mędrców jest w domu żałoby,
a serce głupców w domu wesela.
5 Lepiej jest słuchać karcenia przez mędrca,
niż słuchać pochwały ze strony głupców.
6 Bo czym trzaskanie cierni [płonących] pod kotłem,
tym jest śmiech głupiego.
I to jest także marnością.
Mądrość strzeże przed wielkimi błędami

1 Bo rzecz przywłaszczona może ogłupić mędrca,
a przekupstwo czyni serce przewrotnym.
8 Lepszy jest koniec mowy niż jej początek,
lepszy jest umysł cierpliwy niż pyszny.
9 Nie bądź pochopny w duchu do gniewu,
bo gniew przebywa w piersi głupców.
10 Nie mów: «Jak się to dzieje,
że dawne dni były lepsze niż obecne?» -
Bo nieroztropnie o to się pytasz.
11 Lepsza jest mądrość niż dziedzictwo,
i z większym pożytkiem dla tych, którzy widzą słońce.
12 Bo w cieniu mądrości,
jak w cieniu pieniądza;
a większa jest jeszcze korzyść z poznania mądrości:
darzy życiem tego, który ją posiada.
13 Przypatrz się dziełu Bożemu!
Bo któż naprostować może to, co On skrzywił?
14 Gdy ci się dobrze wiedzie, ciesz się z tego,
a wiedzie ci się źle, wtedy to rozważ:
zarówno jedno jak i drugie sprawia Bóg,
ponieważ człowiek nie może dociec
niczego zgoła, co będzie potem2.
15 Wszystko widziałem za marnych dni moich:
tu sprawiedliwy, który ginie przy swej sprawiedliwości,
a tu złoczyńca, który przy złości swej długo żyje.
16 Nie bądź przesadnie sprawiedliwy3
i nie uważaj się za zbyt mądrego!3
Dlaczego miałbyś sobie sam zgotować zgubę?
17 Nie bądź zły do przesady
i nie bądź głupcem.
Dlaczego miałbyś przed czasem swym umrzeć?
18 Dobrze, jeżeli się trzymasz jednego,
a od drugiego ręki swej też nie odejmiesz,
bo kto się boi Boga,
tego wszystkiego uniknie4.
19 Mądrość czyni mądrego silniejszym
niźli dziesięciu mocarzy, którzy są w mieście.
20 Bo nie ma na ziemi człowieka sprawiedliwego,
który by [zawsze] postępował dobrze, a nigdy nie zgrzeszył5.
21 Nie zwracaj też uwagi
na wszystkie rozmowy, jakie się prowadzi,
ażebyś czasem nie usłyszał,
jak ci złorzeczy twój sługa.
22 Bo często przecież, jak sam wiesz,
ty także innym złorzeczyłeś.
Mądrość w istocie swej jest niedostępna

23 To wszystko badałem i miałem na uwadze mądrość.
Mówiłem: «Chciałbym być mądrym!» -
lecz mądrość jest dla mnie niedostępna.
24 Niedostępne jest to, co istnieje,
i niezgłębione - któż może to zbadać?
25 Zwróciłem swój umysł ku temu,
by poznać, badać i szukać
mądrości i słusznej oceny,
by poznać, że zło jest głupotą,
a wielka głupota - szaleństwem.
26 I przekonałem się,
że bardziej gorzką niż śmierć jest kobieta,
bo ona jest siecią, serce jej sidłem,
a ręce jej więzami.
Kto Bogu jest miły, ten się od niej ustrzeże,
lecz grzesznika ona usidli.
27 Oto, do czego doszedłem - powiada Kohelet -
jedno z drugim porównując, by znaleźć słuszną ocenę,
28 której nadal szukam, a nie znajduję.
Znalazłem jednego [prawego] mężczyznę pośród tysiąca,
ale kobiety [prawej] w tej liczbie nie znalazłem6.
29 Tylko, oto co stwierdziłem:
Bóg uczynił ludzi prawymi,
lecz oni szukają rozlicznych wybiegów.

VIII

Władzy trzeba się podporządkować

1 Któż jest jak mędrzec
i któż poznał znaczenie rzeczy?
Mądrość człowieka rozjaśnia jego oblicze,
tak iż surowy wyraz jego twarzy się zmienia.
2 Rozkazów króla przestrzegaj,
pomny przysięgi złożonej przed Bogiem1.
3 Nie sprawiaj sobie niepokoju -
odejdź sprzed jego oblicza!
Nie wdawaj się w złe sprawy,
bo wszystko, co tylko zechce, może uczynić,
4 ponieważ słowo królewskie ma moc,
a któż do niego powie: «Cóż ty czynisz?»
Pamiętać trzeba o przyszłym sądzie
5 Ten, kto przestrzega rozkazu,
nie wie, co to zła sprawa,
a serce mądre pamięta o czasie i sądzie.
6 Na każdą bowiem sprawę jest czas i sąd,
gdyż zło człowieka wielce na nim ciąży.
7 Bo nie wie wcale, co będzie,
a jak to będzie - któż mu oznajmi?2
8 Nad duchem3 człowiek nie ma władzy,
aby go powstrzymać,
a nad dniem śmierci nie ma mocy.
Tak samo nie ma zwolnienia na wojnie
i nie uratuje nieprawość tego, kto ją popełnia.
Nie dać się zwieść pozornej niesprawiedliwości

9 To wszystko widziałem,
zwracając uwagę na wszystkie sprawy,
jakie się dzieją pod słońcem,
w czasie gdy człowiek jeden panuje nad drugim,
na jego nieszczęście.
10 Ponadto widziałem,
jak złoczyńców ze czcią składano w grobie,
a ludzie przychodzili i odchodzili z miejsca świętego,
i zapomniano w mieście o tym, co tamci czynili.
To również jest marność.
11 Ponieważ wyroku nad czynem złym
nie wykonuje się zaraz,
dlatego serce synów ludzkich
bardzo jest skore do czynów złych;
12 zwłaszcza że grzesznik czyni źle stokrotnie,
a jednak długo żyje.
Chociaż ja również i to poznałem,
że szczęści się tym, którzy Boga się boją,
dlatego że się Go boją.
13 Nie szczęści się zaś złoczyńcy,
i podobny do cienia, nie przedłuża on swych dni,
dlatego że nie ma w nim bojaźni
wobec Boga.
14 Jest marność, która się dzieje na ziemi:
są sprawiedliwi, którym się zdarza to,
na co zasługują grzesznicy,
a są grzesznicy, którym się zdarza to,
na co zasługują sprawiedliwi.
Rzekłem: I to jest marność.
15 Sławiłem więc radość,
bo nic dla człowieka lepszego pod słońcem,
niż żeby jadł, pił i doznawał radości,
i by to go cieszyło przy jego trudzie
za dni jego życia,
które pod słońcem daje mu Bóg.
Planów Bożych nie może człowiek zbadać

16 Gdy swoją uwagę na to zwróciłem,
by poznać mądrość i przyjrzeć się dziełu,
jakie się dokonuje na ziemi -
bo ani w dzień, ani w nocy
snu nie zaznają oczy człowieka -
17 widziałem wszystkie dzieła Boże:
Człowiek nie może zbadać dzieła,
jakie się dokonuje pod słońcem;
jakkolwiek się trudzi,
by szukać - nie zbada.
A nawet mędrzec, chociażby twierdził, że je zna -
nie może go zbadać.

IX

1 Bo wszystko to rozważyłem
i wszystko to zbadałem.
Dlatego że sprawiedliwi i mędrcy, i ich czyny
są w ręku Boga -
zarówno miłość, jak i nienawiść1 -
nie rozpozna człowiek tego wszystkiego,
co przed oczyma jego się dzieje.
2 Wszystko jednakie dla wszystkich:
Ten sam spotyka los
sprawiedliwego, jak i złoczyńcę2,
tak czystego, jak i nieczystego,
zarówno składającego ofiary, jak i tego,
który nie składa ofiar;
tak samo jest z dobrym, jak i z grzesznikiem,
z przysięgającym, jak i z takim,
którzy przysięgi się boi.
Za życia jeszcze trzeba dobrze czynić i zażywać radości, bo po śmierci jest to niemożliwe
3 To złem jest wśród wszystkiego,
co się dzieje pod słońcem,
że jeden dla wszystkich jest los.
A przy tym serce synów ludzkich pełne jest zła
i głupota w ich sercu, dopóki żyją.
A potem - do zmarłych!
4 Bo któż stanowi wyjątek?
Wszyscy żyjący mogą jeszcze mieć nadzieję -
bo lepszy jest żywy pies
niż lew nieżywy -
5 ponieważ żyjący wiedzą, że umrą,
a zmarli niczego zgoła nie wiedzą,
zapłaty też więcej już żadnej nie mają,
bo pamięć o nich idzie w zapomnienie.
6 Tak samo ich miłość,
jak również ich nienawiść, jak też ich zazdrość - już dawno zanikły,
i już nigdy więcej udziału nie mają żadnego
we wszystkim, cokolwiek się dzieje pod słońcem.
7 Nuże więc! W weselu chleb swój spożywaj
i w radości pij swoje wino!
Bo już ma upodobanie Bóg w twoich czynach.
8 Każdego czasu niech szaty twe będą białe,
olejku też niechaj na głowę twoją nie zabraknie!3
9 Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał,
po wszystkie dni marnego twego życia,
których ci [Bóg] użyczył pod słońcem.
Po wszystkie dni twej marności!
Bo taki jest udział twój w życiu i w twoim trudzie,
jaki zadajesz sobie pod słońcem.
10 Każdego dzieła, które twa ręka napotka,
podejmij się według twych sił!
Bo nie ma żadnej czynności ni rozumienia,
ani poznania, ani mądrości w Szeolu,
do którego ty zdążasz.
Człowiek zależny jest od przypadku

11 A dalej widziałem pod słońcem,
że to nie chyżym bieg się udaje,
i nie waleczni w walce zwyciężają.
Tak samo nie mędrcom chleb się dostaje w udziale
ani rozumnym bogactwo,
ani też nie uczeni cieszą się względami.
Bo czas i przypadek rządzi wszystkim4.
12 Bo też i nie zna człowiek swego czasu,
jak ryby, które się łowi w sieć zdradliwą,
i jak ptaki w sidła schwytane.
Jak one, tak uwikłani zostaną ludzie w złej chwili,
gdy spadnie na nich znienacka.
Mądrości się nie docenia

13 Ale i taki przykład mądrości widziałem pod słońcem,
a wielką mi się ona wydawała:
14 Małe miasteczko, i mężów w nim niewielu.
I naszedł je potężny król,
a wkoło je otoczywszy zbudował przeciwko niemu wielkie machiny oblężnicze.
15 I znalazł się w nim człowiek
biedny, lecz mądry,
i ten uratował miasto dzięki swej mądrości.
A nikt nie pamięta
o tym biednym człowieku.
16 Więc powiedziałem:
«Lepsza jest mądrość niż siła».
Lecz mądrość biednego bywa w pogardzie,
a słowa jego nie mają posłuchu.
Wyższość mądrości nad głupotą

17 Spokojne słowa mędrców więcej znaczą
niż krzyk panującego wśród głupców.
18 Lepsza jest mądrość od narzędzi wojennych,
lecz jeden grzesznik popsuć może wiele dobrego.

X

1 Nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku.
Bardziej niż mądrość, niż sława zaważy trochę głupoty.
2 Serce mędrca zwraca się ku prawej stronie,
a serce głupca ku lewej1.
3 Nawet gdy głupiec idzie drogą, brakuje mu rozwagi
i mówi o każdym: «To głupiec».
4 Jeśli gniew władcy się przeciw tobie podniesie,
miejsca swego nie opuszczaj,
bo zachowanie spokoju
zapobiec może wielkim wykroczeniom.
5 Jest zło - widziałem je pod słońcem,
to błąd ze strony władcy:
6 wynosi się głupotę na stanowiska wysokie,
podczas gdy zdolni siedzą nisko.
7 Widziałem sługi na koniach,
a książąt kroczących, jak słudzy, pieszo.
8 Kto kopie dół, ten może weń wpaść,
a tego, kto mur rozwala, ukąsić może żmija.
9 Kto wyłamuje kamienie, może się o nie skaleczyć,
kto rąbie drwa, naraża się na niebezpieczeństwo.
10 Jeśli siekiera się stępi,
a nie naostrzy się jej,
trzeba zwiększyć wysiłek.
Pożyteczna jest wtedy mądrość,
by osiągnąć powodzenie.
11 Jeżeli żmija ukąsi, nim doszło do zaklęcia,
traci swój zysk zaklinacz.
12 Słowa z ust mędrca są przyjemnością,
lecz usta głupca gubią jego samego.
13 Początek słów jego ust to głupstwo,
a koniec jego mowy to wielkie szaleństwo.
14 A głupiec mnoży słowa.
Nie wie [przecież] człowiek, co będzie,
bo kto mu oznajmi, co będzie potem?
15 Głupiec tak się męczy wysiłkiem,
że nie potrafi [nawet] dotrzeć do miasta2.
16 Biada ci, kraju, którego królem jest prostak
i gdzie książęta już z rana ucztują!3
17 Szczęśliwyś, kraju, którego król ze szlachetnie urodzonych pochodzi,
i gdzie książęta w czasie właściwym ucztują,
na sposób męski, bez uprawiania pijaństwa.
18 Skutkiem wielkiego lenistwa chyli się strop,
gdy ręce są opuszczone, przecieka dom.
19 Gdy dla zabawy gotują biesiadę
i wino życie rozwesela,
a pieniądz na wszystko pozwala:
20 w myślach nawet swoich nie złorzecz królowi
ani w sypialni swojej nie przeklinaj możnego,
bo ptactwo powietrzne zaniesie głos,
a to, co skrzydlate, doniesie słowa.

XI

Korzyści, jakie przynosi mądrość w życiu prywatnym1

1 Wyrzuć swój chleb na powierzchnię wód -
a przecież po wielu dniach odnaleźć go możesz2.
2 Rozdaj część między siedmiu czy nawet ośmiu3,
bo nie wiesz, co może się złego przydarzyć na ziemi.
3 Gdy chmury napełnią się deszczem,
wylewają go na ziemię.
A jeśli drzewo upadnie -
na południe czy też na północ -
na miejscu, gdzie upadnie, tam leży4.
4 Kto baczy na wiatr, nie będzie siał,
a kto ma chmury patrzy, nie będzie zbierał.
5 Jak nie wiesz, którą drogą duch wstępuje w kości,
co są w łonie brzemiennej5,
tak też nie możesz poznać działania Boga,
który sprawuje wszystko.
6 Rano siej swoje ziarno
i do wieczora nie pozwól spocząć swej ręce,
bo nie wiesz, czy wzejdzie jedno czy drugie,
czy też są jednakowo dobre.
7 Przyjemne jest światło
i miło oczom widzieć słońce.
8 Tak więc jeżeli człowiek wiele lat żyje,
ze wszystkich niech się cieszy
i niech pomni na dni ciemności,
bo będzie ich wiele.
Wszystko, co ma nastąpić, to marność.
Cieszyć się trzeba z życia w młodości

9 Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej,
a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej.
I chodź drogami serca swego
i za tym, co oczy twe pociąga;
lecz wiedz, że z tego wszystkiego
będzie cię sądził Bóg!
10 Więc usuń przygnębienie ze swego serca
i oddal ból od twego ciała,
bo młodość jak zorza poranna6 szybko przemija.

XII

1 Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości,
zanim jeszcze nadejdą dni niedoli
i przyjdą lata, o których powiesz:
«Nie mam w nich upodobania»;
2 zanim zaćmi się słońce i światło,
i księżyc, i gwiazdy,
i chmury powrócą po deszczu1;
3 w czasie, gdy trząść się będą stróże domu,
i uginać się będą silni mężowie,
i będą ustawały [kobiety] mielące, bo ich ubędzie,
i zaćmią się patrzące w oknach2;
4 i zamkną się drzwi3 na ulicę,
podczas gdy łoskot młyna przycichnie
i podniesie się do głosu ptaka3,
i wszystkie śpiewy przymilkną;
4 odczuwać się nawet będzie lęk przed wyżyną
i strach na drodze;
i drzewo migdałowe zakwitnie,
i ociężałą stanie się szarańcza,
i pękać będą kapary5;
bo zdążać będzie człowiek do swego wiecznego domu5
i kręcić się już będą po ulicy płaczki;
6 zanim się przerwie srebrny sznur
i stłucze się czara złota,
i dzban się rozbije u źródła,
i w studnię kołowrót złamany wpadnie6;
7 i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był,
a duch powróci do Boga, który go dał7.
8 Marność nad marnościami - powiada Kohelet -
wszystko marność8.

EPILOG

9 A ponadto, że Kohelet był mędrcem,
wpajał także wiedzę ludowi.
I słuchał, badał i ułożył wiele przysłów.
10 Starał się Kohelet znaleźć słowa piękne
i rzetelnie napisać słowa prawdy.
11 Słowa mędrców są jak ościenie,
a zdania zbiorów przysłów - jak [mocno] wbite gwoździe.
Dane [tu] są przez pasterza jednego9.
12 Ponadto, mój synu, przyjmij przestrogę:
Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca,
a wiele nauki utrudza ciało.
13 Koniec mowy. Wszystkiego tego wysłuchawszy:
Boga się bój
i przykazań Jego przestrzegaj,
bo cały w tym człowiek!
14 Bóg bowiem każdą sprawę wezwie na sąd,
wszystko, choć ukryte: czy dobre było, czy złe.



Przypisy

Koh 1, 1 - Zob. Wstęp.
Koh 1, 2 - To, co niestałe, zwodnicze, próżne, bezużyteczne. Słowo to powtarza się w księdze 64 razy.
Koh 1, 8 - Wlg: "wszystko się trudzi". Inni tłum.: "Słowa się zmęczą".
Koh 1, 11 - Wlg i inne przekłady: "po tym, co było".
Koh 1, 12 - Zob. Wstęp.
Koh 1, 14 - Por. Iz 44,20; Oz 12,2. Wlg: "utrapienie ducha".
Koh 2, 8 - "Skarby królów i krain" - por. 1 Krl 5,1; 1 Krl 9,14.28; 1 Krl 10,10.14-27; "kobiet" - por. 1 Krl 11,1-3.
Koh 2, 12 - Tekst popr.
Koh 2, 25 - Tekst popr.; hebr.: "ode mnie".
Koh 2, 26 - "Podoba" - nie zawsze jednak Bóg wynagradza i karze już w tym życiu: Koh 7,15; Koh 8,10.14; Koh 9,1-10; "To też..." - mianowicie, że grzesznik własnym wysiłkiem na próżno usiłuje osiągnąć te dobra.
Koh 3, 1 - Bóg ustanowił porządek na świecie, a człowiek nie może go zmienić: Koh 3,9, ani nawet poznać planów Bożych: Koh 3,11.
Koh 3, 11 - Wyraz hebr. może oznaczać także "wieczność" w popularnym znaczeniu długiego trwania.
Koh 3, 17 - Słowo poprawione.
Koh 3, 19 - Hebr.: "Wszystkie mają jeden oddech" (= pierwiastek życia, nie dusza).
Koh 3, 20 - Cień człowieka jednak idzie do Szeolu: Koh 9,10.
Koh 3, 21 - Doświadczalnie stwierdzić tego nie można. Autor wierzy jednak, że duch ludzki wraca po śmierci do Boga: Koh 12,7 Pytanie nie dotyczy nieśmiertelności duszy.
Koh 4, 5 - Bezczynnością sam sobie szkodzi.
Koh 4, 6 - Nadmiaru pracy również należy unikać.
Koh 4, 12 - Prawdopodobnie przysłowie.
Koh 4, 14 - Wyraz poprawiony.
Koh 4, 16 - Może jakiś fakt historyczny. Niektórzy odnoszą to do Józefa Egipskiego.
Koh 5, 1 - Por. Mt 6,7.
Koh 5, 3 - Por. Pwt 23,22n; Syr 18,22nn.
Koh 5, 5 - Kapłan lub sługa świątyni przypominający obowiązek spełnienia ślubu.
Koh 5, 6 - Tekst popr.; "Boga się bój" - konkluzja całego urywku od Koh 4,17.
Koh 5, 7 - Przekupstwo wśród urzędników i poborów podatków.
Koh 5, 8 - Miejsce niejasne, różnie tłum.
Koh 5, 14 - Odnosi się do bogacza, nie do jego syna.
Koh 5, 16 - Popr. wg LXX.
Koh 6, 3 - Liczne potomstwo i długie życie uważano za największe szczęście.
Koh 7, 7 - Przed tym wierszem prawdopodobnie część tekstu opuszczono.
Koh 7, 14 - Trzeba się poddać zrządzeniom Bożym, bo ani nie można ich zmienić, ani przewidzieć. Inni tłum. ostatnie wiersze za św. Hieronimem: "tak iż człowiek nie zdoła nic zganić".
Koh 7, 16 - "Sprawiedliwy" - podobnie jak później przesadzali faryzeusze: por. Mt 23,23-26; "mądrego" - por. Prz 3,7; Iz 5,21; Rz 12,16; Jk 3,1.
Koh 7, 18 - Nakazy przestrzegać obu przestróg podanych w wierszu 16n, a uniknie się zgubnych następstw wymienionych w wierszach poprzednich.
Koh 7, 20 - Kierować się trzeba mądrością (w. 19), bo nikt nie może sobie zanadto ufać.
Koh 7, 28 - Miejsce niejasne, różnie tłum. Sens prawdopodobny: łatwiej spotkać mężczyznę samotnego niż samotną kobietę, bo zawsze jest przy niej ktoś, kto wpadł w jej sidła.
Koh 8, 2 - Roztropność (w. 1) i względy religijne każą podporządkować się władzy.
Koh 8, 7 - Zło popełnione jest dla człowieka ciężarem, tym bardziej że wie, iż czeka go kara, ale nie wie jaka.
Koh 8, 8 - Inni tłum.: "nad wiatrem".
Koh 9, 1 - Por. Koh 2,25n. Sens: człowiek nie wie, czy Bóg mu sprzyja, czy nie; lub też: nawet ze swych uczuć nie zdaje sobie człowiek sprawy.
Koh 9, 2 - Opuszczono: "dobrego".
Koh 9, 8 - Białe szaty i olejek - oznaki wesela.
Koh 9, 11 - Człowiek nie tyle sam kieruje swoim losem, ile raczej jest zależny od czasu (por. Koh 3,1-8) i przypadku, a wszystko jest w ręku Boga (por. Koh 9,1).
Koh 10, 2 - Mądry postępuje słusznie, a głupi niewłaściwie.
Koh 10, 15 - Zwrot przysłowiowy o sensie: nawet tak prosta rzecz sprawia mu trudność.
Koh 10, 16 - Używanie wina w porze porannej uchodziło za szczególnie zdrożne; por. Iz 5,11; Dz 2,13.
Koh 11, 1-6 - Warto ryzykować dla powiększenia majątku.
Koh 11, 1 - Często inaczej się dzieje niż się przewiduje. Może aluzja do handlu morskiego.
Koh 11, 2 - By przynajmniej część majątku zabezpieczyć na wypadek niebezpieczeństw. Można mimo to stracić wszystko.
Koh 11, 3 - Prawa natury są stałe, człowiek ich nie zmieni, a jest od nich zależny.
Koh 11, 5 - Możliwe też tłum.: "jaka jest droga wiatru i jak powstają członki w łonie brzemiennej". Por. przypis do Prz 30,19.
Koh 11, 10 - Lub też: "czarny kolor włosów".
Koh 12, 2 - Porównanie starości z okresem zimowym.
Koh 12, 3 - Alegoryczny opis starości: "stróże domu" - ramiona; "silni mężowie" - nogi; "mielące" - zęby; "patrzące" w oknach" - oczy.
Koh 12, 4 - "Drzwi" - uszy lub usta; "łoskot młyna... ptaka" - głos u starca często staje się piskliwy.
Koh 12, 5 - Obraz siwizny starca, podobnej do białych kwiatów drzewa migdałowego, ociężałych ruchów i końca życia lub też opis życia natury w przeciwstawieniu do zbliżającej się śmierci starca.
Koh 12, 5 - "Kapary" - owoce drzewa kaparowego (Capparis spinosa); "wieczny dom" - grób.
Koh 12, 6 - Obraz śmierci.
Koh 12, 7 - Por. Koh 3,21.
Koh 12, 8 - Pierwsza i ostatnia myśl księgi.
Koh 12, 11 - Sens: słowa mędrców bywają ostre jak kolce, ale dają pewne oparcie w życiu, jak mocno wbite gwoździe lub kołki, którymi przymocowywano namiot do ziemi; "pasterz" - autor księgi; inni rozumieją te słowa o Bogu.

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozmyślanie o świecie

Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w Rajagaha, w Bambusowym Gaju, w Sanktuarium Wiewiórek. Tam Zrealizowany odezwał się do mnichów tak:

Mnisi, pewnego razu w przeszłości, pewien człowiek wyszedł z Rajagaha i udał się nad Lotosowy Staw Sumaggadha, myśląc: „Dokonam refleksji o świecie”. Usiadł nad brzegiem Lotosowego Stawu Sumaggadha, i zastanawiał się nad światem. Wtedy, mnisi, ten człowiek zobaczył poczwórną dywizję armii wkraczającą do kwiatu lotosu nad brzegiem stawu. Zobaczywszy to, pomyślał: „Muszę być szalony! Musiałem zwariować! Zobaczyłem coś co nie istnieje w świecie”. Wtedy ten człowiek powrócił do miasta i poinformował wielki tłum ludzi: „Muszę być szalony! Musiałem zwariować! Zobaczyłem coś co nie istnieje w świecie”.

„Ale dlaczego, dobry człowieku, jesteś szalony? Jak to jest, że zwariowałeś? I co zobaczyłeś, co nie istnieje w świecie?”

„Tu, dobrzy panowie, opuściłem Rajagaha i poszedłem nad Lotosowy Staw Sumaggadha, myśląc: „Dokonam refleksji o świecie”. Usiadłem nad brzegiem Lotosowego Stawu Sumaggadha, i zastanawiałem się nad światem. Wtedy,dobrzy panowie, zobaczyłem poczwórną dywizję armii wkraczającą do kwiatu lotosu nad brzegiem stawu. Oto dlaczego jestem szalony, oto dlaczego zwariowałem, oto jak zobaczyłem to co nie istnieje w świecie”.

„Z pewnością jesteś szalony, dobry człowieku! Z pewnością zwariowałeś! Oto jak zobaczyłeś coś co nie istnieje w świecie”.

Jednakże, mnisi, to co ten człowiek zobaczył, było naprawdę realne, nie nierzeczywiste. Pewnego razu w przeszłości bogowie i demony stanęły do bitwy. W tej bitwie bogowie wygrali a demony przegrały. Będąc pokonanymi, demony przestraszyły się i wkroczyły do miasta demonów przez kwiat lotosu, ku niezadowoleniu bogów.

Zatem mnisi, nie rozmyślajcie nad światem, myśląc: 'świat jest wieczny', 'świat nie jest wieczny',' świat jest skończony', 'świat jest nieskończony', 'dusza i ciało to jedno', 'dusza to jedna rzecz, a ciało to druga rzecz', 'po śmierci Tathagata istnieje', 'po śmierci Tathagata nie istnieje', 'po śmierci Tathagata istnieje i nie istnieje', 'po śmierci Tathagata ani istnieje ani nie istnieje'. Z jakiego powodu? Ponieważ, mnisi, taka refleksja jest niekorzystna, nie należy do fundamentów świętego życia i nie wiedzie do beznamiętności, rozwiania złudzeń, wstrzymania, pokoju, bezpośredniej wiedzy, do oświecenia, do wygaszenia.

Kiedy rozmyślacie, mnisi, powinniście rozmyślać tak: 'To jest cierpienie'. 'To jest powstanie cierpienia'. 'To jest wstrzymanie cierpienia'. 'To jest droga prowadząca do wstrzymania cierpienia' .

Z jakiego powodu? Ponieważ to korzystne i należy do fundamentów świętego życia i wiedzie do beznamiętności, rozwiania złudzeń, wstrzymania, pokoju bezpośredniej wiedzy, do oświecenia, do wygaszenia.

Zatem mnisi, wysiłek musi zostać podjęty by zrozumieć: 'To jest cierpienie'. Wysiłek musi zostać podjęty by zrozumieć: 'To jest powstanie cierpienia'. Wysiłek musi zostać podjęty by zrozumieć: 'To jest wstrzymanie cierpienia'. Wysiłek musi zostać podjęty by zrozumieć: 'To jest droga prowadząca do wstrzymania cierpienia' .
SN 55: 41

O trzech bramach


49. Trzy bramy otwierają się, jeżeli trzymamy je zaryglowane i poddane naszej władzy. Wtedy znajdziemy za nimi Chrystusa Króla. Oto one: brama celi, brama zmysłów, brama wewnętrznego serca. Nie możemy zamknąć bramy środkowej, jeżeli nie zamknęliśmy bramy wewnętrznej. Brama wewnętrzna nie jest tak naprawdę strzeżona, jeżeli nie ustrzegliśmy bramy zewnętrznej.
50. Ponieważ te trzy bramy są połączone jedna z drugą i nie można zamknąć wewnętrznej, nie czuwając nad zewnętrzną, umysł nie ma w sobie siły, aby baczyć na sprawy zewnętrzne, jeżeli tenże umysł nie czuwa nad tym, aby pilnować spraw wewnętrznych. Właśnie w ten sposób mnich strzeże wszystkiego, okazując się naprawdę czujnym.
51. Dlatego właśnie, jeżeli nie dbamy, aby nasza wewnętrzna brama była zamknięta dla obcych jej spraw, to wtedy raz po raz podnoszą się przeciw umysłowi rozdygotanie i niepokój. Ponieważ król mieszka w pałacu wewnętrznym i jeżeli umysł jest czujny i strzeże swojej bramy bez ociężałości, wtedy otrzymuje od króla moc, aby trwać wewnątrz, za bramą, w lęku, bojąc się i okazując strach przed tym wszystkim, co dotyczy jego ciała. Dzięki najściślejszemu zjednoczeniu [Dosłownie compenetrasim - wzajemnemu przenikaniu.] umysłu z Chrystusem wszystkie sprawy mu obce, widząc Chrystusa i słuchając Jego głosu, uciekają i ukrywają się.
52. Tym moim słowom przyświadcza ów święty starzec, który powiedział: „Jest ktoś, kto zasiada w celi przez sto lat i nie wie, jak powinien zasiadać". To znaczy ten, kto nie zamyka wewnętrznej bramy swego serca, tej właśnie, za którą mieszka Chrystus, a jednocześnie z wielkim wysiłkiem i ciężko pracując walczy, aby zamknąć pozostałe dwie bramy zewnętrzne.
53. Ale my, stając się podobni do mądrych przewodników, którzy przemierzają liczne górskie drogi, siedząc wewnątrz celi, czuwamy, aby zamknąć bramę do wnętrza, tam, gdzie mieszka Chrystus. I kiedy już ją dobrze zamknęliśmy, radujemy się poufałą rozmową z Nim. Ale jeżeli trzymamy ją otwartą dla każdego, bliskiego i obcego, to wtedy Król nie znajdzie chwili stosownej, aby tam wejść, a my nie znajdziemy wolnego miejsca, aby z Nim rozmawiać.
54. Dlatego też za każdym razem, kiedy te bramy nie zostaną fachowo zamknięte, nie ma pokoju dla serca ani dla żadnej myśli, ani dla żadnej namiętności, albowiem umysł rozumny nie jest w stanie sam siebie uspokoić. Ale kiedy pustelnik trwa wewnątrz celi, aby osiągnąć cel, o którym mówiliśmy, wtedy z rozeznaniem i mądrością zajmuje się dwoma innymi sprawami. Oto one: umęczenie ciała i pokora oraz pogardzanie sobą* w każdej chwili.
55. I nie będzie musiał długo czekać, aż zostanie mu dana z góry moc, aby bez trudu wewnętrznego czy zewnętrznego mógł strzec skarbu, którego nie można ukraść, nie tylko przed namiętnościami, które przeszkadzają tym, co wewnątrz pokoju walczą aż do przelania krwi; ale nawet przed prostymi myślami, które jak nietoperze przyczepiają się pazurami do sufitu mieszkania umysłu. Ale jeżeli raz po raz energicznie je przegoni, nie będą mogły się rozwijać z powodu działań, jakie pustelnik podejmuje przeciw nim.

Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010

… Nie zostanie uznany za godnego doskonałości i będzie podążał dolną drogą, taką jak świeccy ...


39. Pustelnik to ten, kto opuścił swój świat, wszystkie zaszczyty, całe swoje bogactwo, to wszystko, co bierze, i to, co daje, swoje zarobki, swój kraj i swoich krewnych; i odszedł do wspólnot i klasztorów albo w góry lub na pustynię, aby zasiadać w pokoju, własnymi rękami pracować na swoje utrzymanie albo otrzymywać od wierzących jałmużnę wyłącznie według swoich potrzeb i służyć Bogu nocą i dniem.
40. Oto zajęcia pustelnika: post od wieczora do wieczora, czuwanie w środku nocy, nieustające modlitwy w nocy i w dzień, liczne i wielokrotne metanie, prostracje, oficjum psalmów, czytanie pism ojców, ubóstwo, wyrzeczenie, oddalenie wszelkiego zła, pragnienie praktyki ascetycznej w każdej rzeczy, oprócz chleba i wody, i pożywienia gotowanego w najprostszy sposób i nieobfitego.
41. Poza tym: spanie na ziemi aż do starości, poza okresem choroby albo słabości, pozostawanie wewnątrz celi w klasztorze, z której, jeżeli nie ma palącej konieczności, nie wychodzi się, chyba że na wspólne modlitwy, aby przyjąć Komunię w niedzielę, albo ze względu na potrzeby wspólnoty.
44. Oto są rzeczy, jakie powinni wypełnić pustelnicy, którzy odchodzą od świata do samotności. Oto jest pustelnik i jego sposób życia. Żaden mnich nie wypełnia tego według swego widzimisię, swoich pragnień, ale w zgodności ze swoją regułą, według tego, co nasz Pan i ojcowie zarządzili dla przestrzegania praktyk. Ale jeżeli jest niedbały i choćby jedną rzecz wypełnia z lekceważeniem i lenistwem, nie zostanie uznany za godnego doskonałości i będzie podążał dolną drogą, taką jak świeccy.
45. Szczęśliwi są ci, którzy przestrzegają i praktykują, a nie ci, którzy słuchają i czytają, ale nie praktykują. Nie chlubmy się imieniem, ale gorliwie wypełniajmy praktyki, ponieważ to praktyka jest dobroczynna, nawet gdyby była bez uporządkowania, reguły, nazwy.
46. Dążmy do uzyskania pokoju poprzez pokój. Chcę powiedzieć: przez pokój ciała osiąga się pokój duszy, to właśnie jest zaparcie się samego siebie, o którym mówi Chrystus: oto porzucamy wszystko i idziemy za Nim, aby nasze serca były w pokoju.
47. Jeżeli pustelnik nie przestrzega tego wszystkiego w swojej celi, to wtedy to, co z jednej strony buduje i upiększa swoją lewą ręką, to z drugiej strony niszczy prawą. Burzy to, co zbudował, ponieważ, podczas gdy zabezpiecza się, aby nie zostać zaatakowanym od frontu, zostanie zraniony i wyniszczony od tyłu, zanim się spostrzeże.
48. Dlatego ojciec Izajasz gani naszą niewiedzę i głupotę. Chcę powiedzieć, że człowiek, trwając w pokoju, cierpi z powodu wielu ucisków i utrapień. Śpi na ziemi, modli się i znosi wiele smutków dla Chrystusa, ale bez radości i miłości znosi to, co przychodzi na niego, gdy trwa w pokoju. W ten sposób wypełniamy nakazy powierzchownie, natomiast we wnętrzu jesteśmy ulegli namiętnościom i przez swoje złe myśli niszczymy dobre dzieła.

Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010

Nauka wyzbywania się próżnych spraw tego świata


Również Bernard - ów mnich, w którym dzisiejsza mediewistyka upatruje, nie bez racji, wzorcowej postaci średniowiecznego monastycyzmu - całą swą naukę duchową nasycił medytacjami nad problematyką eschatologiczną. Jego zdaniem, prawdziwe szukanie Boga powinno być ukierunkowane na spełnienie się w życiu wiecznym, gdyż dopiero w nieprzemijającym świecie duchowym można doświadczyć pełnej bliskości Tego, który „przekracza wszelkie zmysłowe doświadczenie i wyobrażenie". Dlatego klasztor jest w istocie odnowionym rajem (paradisus claustralis), w którym mnisi oddają się „studiom nad naturą rzeczywistości niebiańskiej" (studiis estis caelestibus), aby nauczyć się wyzbywać próżnych spraw tego świata i bez przeszkód zdążać ku światu prawdziwemu, ku niebiańskiej Jerozolimie, którą zamieszkują święci. A choć dopiero do niej podążają, to w pewnym sensie już są jej mieszkańcami. Osiągnięcie pożądanego stanu duchowego jest bowiem tożsame z przebywaniem w owym świętym Mieście, mnisi zaś naśladują, według swych możliwości, obyczaje niebieskiego Jeruzalem.

Za: Rafał Tichy, Mistyczna historia człowieka według Bernarda z Clairvaux, Wydawca FLOS CARMELI 2011