czwartek, 7 lipca 2022

Anathapindika o właściwym poglądzie

AN X, 93
Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w Savatthi w Gaju Jeta w Parku Anathapindiki. Wtedy gospodarz Anathapindika wyszedł z Savatthi w środku dnia, ażeby zobaczyć Zrealizowanego. Wtedy wydało mu się: „Nie jest to odpowiedni czas na zobaczenie Zrealizowanego, który jest na odosobnieniu, ani na to by zobaczyć szacownych mnichów, którzy również są na odosobnieniu. Pójdę do parku wędrowców z innych sekt”. Wtedy gospodarz Anathapindika poszedł do parku wędrowców z innych sekt.

Przy tej okazji wędrowcy z innych sekt zebrali się i czynili wielki rumor, głośno i hałaśliwie dyskutując na różne nieistotne tematy. Wędrowcy zobaczyli zbliżającego się gospodarza Anathapindikę i uciszali jedni drugich: "Panowie, bądźcie cicho, panowie nie czyńcie hałasu. Nadchodzi gospodarz Anathapindika, uczeń pustelnika Gotamy, jeden z ubranych na biało uczniów pustelnika Gotamy, przebywających w Savatthi. Ci czcigodni lubią ciszę, są dyscyplinowani w ciszy, rekomendują ciszę. Być może, jeżeli znajdzie on nasze zgromadzenie cichym to pomyśli o tym by się przyłączyć". Wtedy wędrowcy zamilkli.

Wtedy gospodarz Anathapindika podszedł do tych wędrowców i wymienił z nimi pozdrowienia, a kiedy kurtuazyjna i grzecznościowa rozmowa została zakończona, usiadł z boku. Wędrowcy odezwali się do niego: „Powiedz nam, gospodarzu, jaki jest pogląd pustelnika Gotamy?” „Czcigodni panowie, nie znam w całości poglądu Zrealizowanego”. „Zatem, gospodarzu, mówisz, że nie znasz w całości poglądu pustelnika Gotamy. Powiedz więc nam, jaki jest pogląd mnichów?” „Czcigodni panowie, nie znam również w całości poglądu mnichów”. „Zatem, gospodarzu, mówisz, że nie znasz w całości poglądu pustelnika Gotamy i również nie znasz w całości poglądu mnichów. Powiedz więc nam, jaki jest twój pogląd?” „Nie jest dla mnie trudnym wyjaśnienie mojego poglądu, czcigodni panowie. Ale wpierw wyjaśnijcie swoje poglądy. Po tym nie będzie dla mnie trudnym wyjaśnienie mojego poglądu”.

Kiedy to zostało powiedziane, pewien wędrowiec powiedział gospodarzowi Anathapindice: „Świat jest wieczny: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: "Świat nie jest wieczny: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu". Inny wędrowiec powiedział: „Świat jest skończony: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Świat jest nieskończony: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Dusza i ciało to jedno: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Dusza to jedno a ciało to drugie: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Po śmierci Tathagata jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Po śmierci Tathagata nie jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Po śmierci Tathagata zarówno jest jak i nie jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”. Inny wędrowiec powiedział: „Po śmierci Tathagata ani jest ani nie jest tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu”.

Kiedy to zostało powiedziane, gospodarz Anathapindika powiedział do tych wędrowców: „Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Świat jest wieczny: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Świat nie jest wieczny: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Świat jest skończony: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Świat jest nieskończony: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Dusza i ciało to jedno: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Dusza to jedno a ciało to drugie: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Po śmierci Tathagata jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Po śmierci Tathagata nie jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Po śmierci Tathagata jest i nie jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma.

„Czcigodni panowie, ten czcigodny mówi w taki sposób: 'Po śmierci Tathagata ani jest ani nie jest: tylko to jest prawdą a wszystko inne błędne, taki jest mój pogląd, gospodarzu'. Ten jego pogląd powstał z powodu niepoprawnego skierowania uwagi, bądź jest determinowany przez słowa innego. I tak, ten jego pogląd doszedł do istnienia i jest determinowany, wygenerowany intencjonalnie, powstały współzależnie. Ale cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jest przywiązany i którego się trzyma”.

Kiedy to zostało powiedziane, ci wędrowcy powiedzieli gospodarzowi Anathapindice: „Wszyscy wyraziliśmy nasze poglądy, gospodarzu. Teraz powiedz nam o swoim”.

„Czcigodni panowie, cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. Cokolwiek jest cierpieniem, to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja. To mój pogląd”.

„Gospodarzu, cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. To tylko cierpienie, do którego jesteś przywiązany i którego się trzymasz”.

„Czcigodni panowie, cokolwiek doszło do istnienia i jest determinowane, generowane intencjonalnie, powstałe współzależnie – to jest nietrwałe. Cokolwiek jest nietrwałe, jest cierpieniem. Po jasnym zobaczeniu tego co jest cierpieniem, jakim to rzeczywiście jest, z odpowiednim zrozumieniem w taki sposób: 'To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja', rozumiem jakim rzeczywiście ona jest, nadrzędną ucieczkę z tego”.

Kiedy to zostało powiedziane, ci wędrowcy siedzieli w milczeniu, niepewni, przygarbieni, ze spuszczonym wzrokiem, smutni, i oniemieli. Wtedy gospodarz Anathapindika, po zrozumieniu, że ci wędrowcy siedzą w milczeniu, niepewni, przygarbieni, ze spuszczonym wzrokiem, smutni, i oniemieli, wstał ze swego miejsca i udał się do Zrealizowanego. Złożył hołd Zrealizowanemu, usiadł z boku i zdał sprawę Zrealizowanemu z całej konwersacji jaką miał z wędrowcami.

„Dobrze, dobrze, gospodarzu! To w taki sposób idee tych błądzących ludzi powinny od czasu do czasu być w pełni obalane za pomocą rozumnej argumentacji. Wtedy Zrealizowany poinstruował, zachęcił, zainspirował i zadowolił gospodarza Anathapindikę mową Dhammy. Wtedy po tym jak gospodarz Anathapindika został poinstruowany, zachęcony, zainspirowany i zadowolony przez Zrealizowanego mową Dhammy, wstał ze swego miejsca, złożył hołd Zrealizowanemu i okrążywszy go, trzymając go po swej prawej stronie, odszedł.

Wtedy, niedługo po tym jak gospodarz Anathapindika odszedł, Zrealizowany odezwał się do mnichów: „Mnisi, jeżeli jakiś mnich, nawet sto lat po ordynacji w tej Dhammie i Dyscyplinie, miałby w pełni obalić za pomocą rozumnej argumentacji [idee] wędrowców innych sekt, to zrobiłby to dokładnie tak jak to zrobił Anathapindika”.

środa, 6 lipca 2022

O sekha - szlachetnym w treningu

 W przypadku współzależnego powstawania, mamy do czynienia z różnicą pomiędzy puthujjaną i arahatem, kwestia sekha po prostu nie ma miejsca. Sekha jest pomiędzy; jak rzymski bóg Janus, patrzy w obie strony, w przeszłość i przyszłość. Przeszłość jest anuloma, a przyszłość patiloma, i o ile nie można już przypisać go do anuloma, zbyt wczesnym byłoby włączenie go w patiloma. Lub jak wolisz, jest on czymś z anuloma i patiloma.

*
Sekha - już nie puthujjana, lecz jeszcze nie arahat, ma swego rodzaju podwójną wizję, jedną część nierenegującą, drugą regenerującą się. [Nie może cofnąć się do stanu puthujjany, to znaczy zapomnieć o Czterech Szlachetnych Prawdach, ale może w pełni zrealizować to czego jeszcze nie zrealizował]. Jak tylko zostaje się sotapanną, ma się aparapaccayā ñānam, lub wiedzę która nie zależy od nikogo innego, o tej wiedzy mówi się też, że nie jest dzielona z puthujjanami, i posiadający ją, (z wyjątkiem przyspieszenia swego postępu)w  nie ma potrzeby bycia instruowanywm w Dhammie - w tym sensie, że jest on (w części) tą Dhammą.

Sekha (mnich czy świecki) jak słusznie zauważyłeś, jest sotopanną, sakadagaminem czy anagaminem, i słowo sekha oznacza „tego w treningu” (do zostania arahatem). Jeżeli jest sotopanną, ma przed sobą co najwyżej siedem ludzkich egzystencji* - nie może urodzić się osiem razy jako człowiek. Ale jeżeli (jako mnich o dobrym zdrowiu) ćwiczy siebie w praktyce medytacji, może stać się sakadagaminem, anagaminem, czy nawet arahatem, w tym życiu. W tym przypadku albo redukuje albo kompletnie wymazuje liczbę nowych odrodzin (jako człowiek czy bóg), które musi przejść. Jeżeli, jednakże, spędza swój czas wykonując prace, rozmawiając, czy śpiąc, może ciągle umrzeć jako sotopanna i podlegać przejściu przez siedem egzystencji ludzkich (nie mówiąc nic o niebiańskich egzystencjach). W tym sensie, zatem, te rzeczy są przeszkodami dla sekha: powstrzymują go od przyśpieszenia jego dojścia do arahatta, ale nie mogą powstrzymać jego ostatecznego dojścia.

Cieszę się, że jesteś zaszokowany dowiedzeniem się od Buddy, że mnich sekha może znajdować przyjemność w pracach, rozmowach, śnie. (Nie przepraszam za mówienie bez ogródek, gdyż, 1) jeżeli ja tego nie zrobię, nikt inny tego nie zrobi i 2) jak już tobie powiedziałem, czas może być krótki).

Całkiem ogólnie, odkrywam, że buddyści z Cejlonu są wielce zadowoleni z bycia podtrzymującymi tradycje spadkobiercami Nauki Buddy i wielkimi ignorantami na temat tego co właściwie Budda nauczał. Z wyjątkiem paru uczonych therów (którzy wymierają), zawartość Sutt jest praktycznie nieznana. Ten fakt, wymieszany z tradycyjnym szacunkiem dla Dhammy jako Narodowego Dziedzictwa, obróciło Naukę Buddy w niezwykle cenny antyczny Obiekt Czci z dużym transparentem „NIE DOTYKAĆ”. Innymi słowy, Dhamma na Cejlonie całkowicie rozwiodła się z rzeczywistością (jeżeli chcesz statystycznych dowodów, powiedz mi jak wielu z tych, którzy odebrali angielskie wykształcenie na Uniwersytecie Cejlonu, uznało za warte zachodu stanie się mnichem). Po prostu bierze się za pewne (zarówno przez mnichów jak i świeckich), że nie ma i niemożliwe by byli jacyś sekha chodzący po dzisiejszym Cejlonie. Ludzie już dłużej nie mogą sobie wyobrazić jakim rodzajem stworzenia mógłby być sotopanna i w konsekwencji obdarzają go każdą możliwą doskonałością, tyle, że zaprzeczają możliwości jego istnienia.

Odważę się myśleć, że gdybyś przeczytał całą Vinaję i Sutty, byłbyś przerażony rzeczami do których zdolny jest sotopanna. Jako mnich jest zdolny do samobójstwa (ale tak samo arahat – już cytowałem przykłady); jest zdolny do złamania wszystkich mniejszych reguł Vinaji (M.48: i,323-5; A.III,85: i,231-2); jest zdolny do złożenia szat z powodu zmysłowego pożądania (przykładowo Citta Hetthisariputta A.VI,60: iii,392-9). Jest zdolny (w pewnym stopniu) do gniewu, złej woli, zazdrości, skąpstwa, oszustwa, przebiegłości, bezwstydu i bezczelności (A.II,16: i,96). Jako świecki jest zdolny (przeciwnie do popularnej wiary) do złamania wszystkich pięciu wskazań (choć jak tylko to uczyni, rozpoznaje swój błąd i naprawia naruszenie, odmiennie do puthujjana, który jest zadowolony z pozostawienia wskazań złamanymi).

Są rzeczy w Suttach, które tak bardzo zgorszyły komentatora, że czuł się zobowiązany do zapewnienia całkowicie fałszywych wyjaśnień (myślę szczególnie o samobójstwie arahata w M 144 i w Salāyatana Samy. 87: iv,55-60 i o pijaku sotopannie w Sotāpatti Samy. 24: v,375-7) . To czego sotopanna absolutnie nie jest zdolny uczynić to:

1. Uznać jakąś determinację (sankhara) za trwałą.
2. Uznać jakąś determinację za przyjemną.
3. Uznać jakąś rzecz (dhamma) za ja.
4. Zabić swoją matkę.
5. Zabić swego ojca.
6. Zabić arahata.
7. W złym zamiarze przelać krew Buddy.
8. Doprowadzić do rozłamu Sanghi.
9. Podążyć za innym nauczyciel niż Budda.
Wszystkie te rzeczy puthujjana może zrobić.

Dlaczego jestem zadowolony, dowiadując się o twoim zaszokowaniu tym, że sekha bhikkhu może się cieszyć rozmową (i gorszymi rzeczami)? Ponieważ daje mi to okazję do twierdzenia, że jeżeli nie sprowadzisz sekha na ziemię, Nauka Buddy nigdy nie stanie się dla ciebie rzeczywistością. Tak długo jak jesteś zadowolony z ustanowienia sotopanny na piedestale, daleko poza zasięgiem, nigdy nie przyjdzie ci do głowy, że twoim obowiązkiem jest stać się sotopanną (a przynajmniej spróbować tego dokonać) tu i teraz w tym życiu; gdyż po prostu będziesz brał za aksjomatyczne, że sam nie możesz tego osiągnąć. Jak przedstawia to Kierkegaard:

Cokolwiek jest wielkiego w sferze uniwersalnie ludzkiej, musi ... być komunikowane nie jako przedmiot podziwu, ale jako etyczne wymaganie.

To oznacza, że nie wymaga się od ciebie byś podziwiał sotopannę, ale byś się nim stał.

Pozwolę sobie zilustrować tą sprawę inaczej. Jest możliwe, że mieszkałbyś jako młody człowiek w Indiach za czasów Buddy i że w tym samym czasie byłaby tam młoda dziewczyna z sąsiedniej rodziny, która z rodzicami udała się posłuchać Buddy i która zrozumiałaby Naukę Buddy i stała się sotopanną. I być może mogła zostać oddana ci za żonę. A ty będąc puthujjaną nie wiedziałbyś, że jest ona sekha (gdyż pamiętaj, puthujjana nie może być rozpoznać ariya – ariya może być rozpoznany tylko przez innego ariya). Ale chociaż byłaby ona sotopanną, mogłaby cię kochać i kochając, być kochaną przez ciebie, mieć z tobą dzieci, pięknie się ubierać i zabawiać gości i chodzić na zabawy, a nawet być zadowoloną z bycia adorowaną przez innych mężczyzn. I mogłaby czuć się dumna z pracy utrzymywania twojego domu w porządku i cieszyć się rozmowami z tobą i twoimi przyjaciółmi i krewnymi. Ale zawsze, gdy sama, przywoływałaby w umyśle swe zrozumienie sotopanny o prawdziwej naturze rzeczy i być sekretnie zawstydzona i zdegustowana tym, że wciąż znajduje uciechę w tych satysfakcjach (które esencjonalnie widziałaby jako dukkha). Ale będąc zajętą swymi obowiązkami i przyjemnościami jako twoja żona, nie miałaby czasu wiele praktykować i musiałaby być zadowolona z myśli, że ma tylko przed sobą co najwyżej siedem ludzkich egzystencji. I teraz przypuśćmy, że pewnego dnia idziesz zobaczyć Buddę i dowiadujesz się, że twoja żona nie jest puthujjaną jak ty, ale ariya, jedną z Wybranych – czy byłbyś zadowolony z ustawienia jej na piedestale poza zasięgiem (gdzie bez wątpienia czułaby się bardzo nieszczęśliwa), mówiąc do siebie: „Ach te osiągnięcie jest za trudne dla takiej skromnej osoby jak ja”. Czy raczej twoja męska duma zastałaby ugodzona do żywego na myśl, że twoja oddana i posłuszna żona jest tą „zaawansowaną w Dhammie”, podczas gdy ty zwyczajną osobą? Myślę, że prawdopodobnie uczyniłbyś wysiłek, by przynajmniej dorównać twojej żonie.

*Przeważnie interpretuje się „zasadę siedmiu egzystencji” sotopanny jako wliczającą także egzystencje boskie.

***

Trzy rodzaje sekha

Bradley czyni rozróżnienie które wydaje się mieć pewne (ograniczone) zastosowanie do Dhammy. Mówi o metafizykach, z jednej strony, którzy spekulują na temat zasad pierwszych i ostatecznej naturze rzeczy; i z drugiej o:

tych którzy nie są przygotowani na metafizyczne dociekania, którzy nie czują powołania do niewdzięcznych godzin bezowocnej pracy, nie dbających o to by podjąć ryzyko zmarnowania sobie życia nad tym – co świat w większości uważa za szaleństwo a i oni sami wierzą w to zaledwie połowicznie. (PL s 340)

(Cóż za krzyk z serca Bradleya!) Druga kategoria obejmuje tych którzy przyjmują zasady jako robocze hipotezy w celu wyjaśnienia faktów, bez dociekania ostatecznej wartości tych zasad (co jest normalną praktyką tych którzy studiują specjalistyczne przedmioty: fizyką, chemię, biologię, psychologię i tak dalej – i którzy są metafizykami, jeżeli w ogóle, tylko w swym własnym wyobrażeniu). W skrócie: ci którzy patrzą na zasady pierwsze, i ci którzy biorą rzeczy na zaufanie ponieważ sprawdzają się w praktyce.

W Suttach, także odnajdujemy coś z tego rozróżnienia: między sekha który jest ditthipatta (osiągającym-przez-pogląd) i tymi którzy są saddhavimutta (wyzwolonymi-przez-wiarę)*. Pierwsi usłyszeli Naukę Buddy, rozmyślali nad nią i zaakceptowali ją po rozważeniu ostatecznych zasad na których bazuje. Drudzy usłyszeli Naukę Buddy i rozmyślali nad nią (jak pierwsi), ale zamiast szukać pierwszych zasad, zaakceptowali ją ponieważ zainspirowała ich, budząc zaufanie i pewność. Obie grupy praktykowały Nauczenie i obie osiągnęły sotapati lub więcej, ale jedna przedkłada pańńa nade wszystko, druga saddha. Ale jest tu również trzeci rodzaj sekha: kayasakkhi (świadek cielesny) który nie ma żadnej korespondującej kategorii w Zachodniej filozofii: jest on tym który przedkłada samadhi nade wszystko – rozwija mentalną koncentrację i osiąga wszystkie jhany i nie potrzebuje tak wiele pańńa ani saddha. W A III, 21 i 118-20 Budda zapytany który z tych trzech jest najlepszy odmawia dokonania rozróżnienia pomiędzy nimi, mówiąc że każdy z nich może przewyższyć pozostałych dwóch i osiągnąć finałowy cel jako pierwszy.

Najpełniejszy opis w Suttach kayasakkhi, ditthipatto, i saddhavimutto (dalej odnoszę się do nich jako k, d i s) jest dany w Suttcie Kitagiri M 70. K jest opisany jako ten co osiągnął arupa osiągnięcia i trwa w nich, i widząc ze zrozumieniem, pozbył się pewnych asav. D jest tym który nie osiągnął arupa osiągnięć, ale widząc ze zrozumieniem pozbył się pewnych asav i dogłębnie zobaczył i rozważył Nauczanie Tathagaty. S jest tym który nie osiągnął arupa osiągnięć, ale po zobaczeniu ze zrozumieniem, pozbył się pewnych asav i jego saddha w Tathagatę jest w pełni ustanowiona i dobrze zakorzeniona. Wszyscy trzej są przynajmniej sotapanna, ale nie arahatami; i wszyscy trzej mają pewien stopień samadhi, pańńa i saddha, ale każdy z nich kładzie nacisk na inną z tych rzeczy – k stawia wpierw na samaddhi, d stawia wpierw na pańńa, i s stawia na pierwszym miejscu saddha.

* Ci sekha są sotapanna i wyżej. Przed sotapati (tj po osiągnięciu magga ale nie phala, sekha są dhammanusari lub saddhanusari, pomiędzy którymi to samo rozróżnienie zachowuje swą ważność.

Z pism Nanaviry Thera

O sekha od strony praktyki





niedziela, 3 lipca 2022

Godhika; Vakkali


SN 4: 23

Tak usłyszałem. Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w Rajagaha w Bambusowym Gaju, w Sanktuarium Wiewiórek. Przy tej okazji czcigodny Godhika mieszkał na Czarnej Skale na zboczu Isigili. Wtedy podczas gdy czcigodny Godhika trwał pilnie, żarliwie i zdecydowanie, osiągnął temporalne wyzwolenie umysłu, ale utracił je. Drugi raz, podczas gdy czcigodny Godhika trwał pilnie, żarliwie i zdecydowanie, osiągnął temporalne wyzwolenie umysłu, ale utracił je. Trzeci raz ... Czwarty raz ... Piąty raz ... Szósty raz ...Siódmy raz podczas gdy czcigodny Godhika trwał pilnie, żarliwie i zdecydowanie, osiągnął temporalne wyzwolenie umysłu. Wtedy wydało się czcigodnemu Ghodhice: „Sześć razy utraciłem temporalne wyzwolenie umysłu. Użyję noża”. Wtedy Mara Zły, poznawszy swym umysłem myśli w umyśle czcigodnego Godhiki, podszedł do Zrealizowanego i odezwał się do niego takimi wersami:

O wielki bohaterze, wielki w mądrości
Czczę twe stopy, Obdarzony Wizją
Rozżarzony mocą i chwałą
Któryś przemógł wszelką wrogość i lęk.

O wielki bohaterze, który zwyciężył śmierć
Twój uczeń tęskni za śmiercią
Zamierza odebrać sobie życie
Powstrzymaj go od tego o Światły!

Jak o Zrealizowany, może twój uczeń
Rozmiłowany w Nauczaniu
Będący w treningu, szukający ideału umysłu
Odebrać sobie życie, o Powszechnie Słynny?

Wtedy, przy tej okazji czcigodny Godhika użył noża. Wtedy Zrealizowany, zrozumiawszy: „To Mara Zły", odezwał się do niego wersami:

Tak rzeczywiście nieugięci działają
Nie są przywiązani do życia
Wyrwawszy pragnienie z jego korzeniem.
Godhika zrealizował wygaszenie.

Wtedy Zrealizowany odezwał się do mnichów tak: „Chodźcie mnisi, do Czarnej Skały na zboczu Isigili, gdzie szlachetnie urodzony Godhika użył noża”. „Tak czcigodny panie", odpowiedzieli mnisi. Wtedy Zrealizowany razem z licznymi mnichami udali się do Czarnej Skały na zboczu Isigili, Zrealizowany zobaczył z dystansu czcigodnego Godhikę leżącego na łóżku z odwróconym ramieniem. Przy tej okazji obłok dymu, kłąb ciemności poruszał się to na wschód, to na zachód, to na północ, to na południe, w górę, w dół i w pośrednich kierunkach. Zrealizowany odezwał się wtedy do mnichów tak: „Czy widzicie mnisi ten obłok dymu, kłąb ciemności, poruszający się to na wschód, to na zachód, to na północ, to na południe, w górę, w dół i w pośrednich kierunkach?” „Tak czcigodny panie”. „To, mnisi, jest Mara Zły szukający świadomości szlachetnie urodzonego Godhiki, zastanawiający się: 'Gdzie ustanowiła się świadomość szlachetnie urodzonego Godhiki'. Jednakże, mnisi, z nieustanowioną świadomością, szlachetnie urodzony Godhika zrealizował wygaszenie. Wtedy Mara Zły zabierając lutnię z żółtego drewna vilva, zbliżył się do Zrealizowanego i odezwał się wersami:

Powyżej, poniżej
W czterech kierunkach i pomiędzy
Szukałem ale nie znalazłem
Gdzie Godhika odszedł.

[Budda]
Ten nieugięty człowiek był zdecydowanym,
Medytującym, zawsze cieszącym się medytacją
Poświęcający się temu dzień i noc
Bez przywiązania nawet do życia.

Pokonawszy armię Śmierci
Bez powrotu do odnowy istnienia
Wyrwał pragnienie z jego korzeniem
Godhika zrealizował wygaszenie.

Tak bardzo uległ on żalowi
Że upuścił lutnię spod pachy
W rezultacie tego ten rozczarowany duch
Zniknął stamtąd natychmiast.

SN 22: 87

Tak usłyszałem. Pewnego razu kiedy Zrealizowany mieszkał w Rajagaha w Bambusowym Gaju w Sanktuarium Wiewiórek, czcigodny Vakkali mieszkał w domu garncarza. Był schorowany, cierpiący, ciężko chory. Powiedział swoim pomocnikom: „Przyjaciele, idźcie do Zrealizowanego i złóżcie mu hołd w moim imieniu waszymi głowami u jego stóp i powiedzcie: 'Panie, mnich Vakkali jest schorowany, cierpiący, ciężko chory. Składa on hołd Zrealizowanemu swoją głową u jego stóp'. I powiedzcie to: 'Panie, byłoby dobrze gdyby Zrealizowany przyszedł do mnicha Vakkali kierowany współczuciem'”. „Tak, przyjacielu”, odpowiedzieli mnisi. Poszli do Zrealizowanego i przekazali mu przesłanie i prośbę. Zrealizowany zgodził się w milczeniu. Wtedy ubrał się i zabierając swą miskę i zewnętrzną szatę poszedł do czcigodnego Vakkali. Czcigodny Vakkali zobaczył go nadchodzącego i usiłował wstać ze swojego łóżka. Zrealizowany powiedział: „Wystarczy Vakkali. Nie wstawaj z łóżka. Są tu przygotowane siedzenia, usiądę”. I usiadł na jednym z przygotowanych siedzeń. Wtedy powiedział: „Mam nadzieję, że dobrzejesz Vakkali, mam nadzieję że czujesz się wygodnie i że twoje bóle odchodzą nie zwiększając się, że pomniejszają się a nie nasilają?” „Panie, nie jest ze mną dobrze. Nie czuję się wygodnie. Moje bóle nie odchodzą a zwiększają, nasilają a nie słabną”. „Mam nadzieję, że nie masz zmartwień ani wyrzutów sumienia, Vakkali”. „Z pewnością mam niemałe zamartwiania i wyrzuty sumienia”. „Zatem mam nadzieję, że nie masz sobie nic do zarzucenia co do cnotliwego prowadzenia się?” „Nie mam sobie nic do zarzucenia co do cnotliwego prowadzenia się”. „Jeżeli nie masz sobie nic do zarzucenia co do cnotliwego prowadzenia się, to z czym związane są twoje zmartwienia i wyrzuty sumienia?” „Panie, już od dłuższego czasu chciałem przyjść i zobaczyć Zrealizowanego, ale nigdy nie miałem dość siły by to zrobić”. „Wystarczy Vakkali, dlaczego chcesz widzieć to brudne ciało? Ten kto widzi Dhammę, widzi mnie, ten kto widzi mnie, widzi Dhammę. Bo to kiedy widzi Dhammę, to widzi mnie i kiedy widzi mnie, to widzi Dhammę.

Jak myślisz Vakkali czy materia jest trwała czy nietrwała?" - "Nietrwała, panie". - "To co nietrwałe jest bolesne czy przyjemne?" - "Bolesne, panie" - "To co nietrwale, co bolesne gdyż nieodseparowane od idei zmiany, czy godzi się to uważać tak: 'To moje, tym jestem, to jest moje ja?'” - "Nie, panie". "Tak też Vakkali, jakakolwiek materia, czy to przeszła, przyszła, czy obecnie powstała, czy to toporna czy subtelna, czy w sobie czy zewnętrzna, czy to podrzędna czy nadrzędna, czy to daleko czy blisko, musi być widziana z właściwym zrozumieniem jakim to jest, tak: 'To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja'.

Jakiekolwiek uczucie ...
Jakakolwiek percepcja ...
Jakiekolwiek determinacje ...

Jak myślisz Vakkali czy świadomość jest trwała czy nietrwała?" - "Nietrwała, panie". - "To co nietrwałe jest bolesne czy przyjemne?" - "Bolesne, panie" - "To co nietrwale, co bolesne gdyż nieodseparowane od idei zmiany, czy godzi się to uważać tak: 'To moje, tym jestem, to jest moje ja?'” - "Nie, panie". "Tak też Vakkali, jakakolwiek świadomość, czy to przeszła, przyszła, czy obecnie powstała, czy to toporna czy subtelna, czy w sobie czy zewnętrzna, czy to podrzędna czy nadrzędna, czy to daleko czy blisko, musi być widziana z właściwym zrozumieniem jakim to jest, tak: 'To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja'. Vakkali, gdy szlachetny uczeń który usłyszał (prawdę) widzi tak, to znajduje wyobcowanie w materii, znajduje wyobcowanie w uczuciu, znajduje wyobcowanie w percepcji, znajduje wyobcowanie w determinacjach, znajduje wyobcowanie w świadomości. Kiedy znajduje wyobcowanie, namiętność zanika. Z zanikiem namiętności jest wyzwolony. Gdy wyzwolony, jest wiedza, że jest wyzwolony, rozumie on: 'Narodziny wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było wykonać zostało wykonane, nigdy więcej tego stanu istnienia'”.

I kiedy Zrealizowany dał czcigodnemu Vakkali te instrukcje wstał ze swojego miejsca i udał się do Skały Szczyt Sępa. Wkrótce potem jak odszedł, czcigodny Vakkali powiedział swym pomocnikom: „Chodźcie przyjaciele, połóżcie mnie na łóżku i zabierzcie do Czarnej Skały u zbocza Isigili. Jak ktoś taki jak ja może myśleć o umieraniu w domu?” „Tak przyjacielu”, odpowiedzieli i zrobili to. Zrealizowany spędził resztę dnia i nocy w Skale Szczyt Sępa. Kiedy skończyła się noc, odezwał się do mnichów: „Chodźcie mnisi, idźcie do mnicha Vakkali i powiedzcie mu: 'Przyjacielu Vakkali, usłysz to co bogowie powiedzieli Zrealizowanemu: ostatniej nocy dwóch bogów o przepięknym wyglądzie, którzy iluminowali całą Skałę Szczyt Sępa, przyszło do Zrealizowanego i po złożeniu mu hołdu jeden powiedział: 'Panie, mnich Vakkali ma swe serce nastawione na wyzwolenie. I drugi powiedział: 'Panie, on z pewnością będzie całkowicie wyzwolony'. I Zrealizowany mówi ci to przyjacielu Vakkali: 'Nie obawiaj się Vakkali, nie obawiaj się. Twoja śmierć będzie wolna od zła, spełnienie twego czasu będzie wolne od zła”. „Tak panie”, odpowiedzieli. Wtedy udali się do czcigodnego Vakkali i powiedzieli mu: „Posłuchaj przyjacielu przesłania od Zrealizowanego i od dwóch bogów”. Czcigodny Vkkali powiedział swym pomocnikom: „Chodźcie przyjaciele, zabierzcie mnie z łóżka, gdyż jak ktoś taki jak ja może myśleć o słuchaniu wiadomości od Zrealizowanego siedząc na wysokim siedzeniu?” „Tak przyjacielu”, odpowiedzieli i zrobili to o co prosił. Wtedy została mu przekazana wiadomość.

Powiedział: „Teraz przyjaciele, złóżcie Zrealizowanemu hołd w moim imieniu waszymi głowami u stóp Zrealizowanego i powiedzcie: 'Panie, mnich Vakkali jest schorowany, cierpiący, ciężko chory. Składa on hołd Zrealizowanemu swoją głową u jego stóp i mówi: 'Panie nie mam wątpliwości, że materia, uczucie, percepcja, determinacje i świadomość są nietrwałe. Nie mam niepewności, że to co nietrwałe jest cierpieniem. Nie mam chęci czy pożądania wobec tego co nietrwale, bolesne i podmiotem zmiany, o tym również nie mam wątpliwości”. „Tak przyjacielu”, odpowiedzieli i odeszli. Wkrótce potem jak odeszli, czcigodny Vakkali użył noża.

Kiedy mnisi przyszli do Zrealizowanego i przekazali mu słowa czcigodnego Vakkali, powiedział: „Chodźmy do Czarnej Skały u zbocza Isigili, mnisi, gdzie nóż został użyty przez szlachetnie urodzonego Vakkali”. „Tak panie” odpowiedzieli. Wtedy Zrealizowany udał się do Czarnej Skały z licznymi mnichami. Zobaczył z dystansu ciało czcigodnego Vakkali leżące bez czucia na łóżku. Ale w tym czasie obłok dymu, kłąb ciemności poruszał się to na wschód, to na zachód, to na północ, to na południe, w górę, w dół i w pośrednich kierunkach. Zrealizowany odezwał się wtedy do mnichów tak: „Czy widzicie mnisi ten obłok dymu, kłąb ciemności, poruszający się to na wschód, to na zachód, to na północ, to na południe, w górę, w dół i w pośrednich kierunkach?” „Tak, czcigodny panie”. „To, mnisi, jest Mara Zły szukający świadomości szlachetnie urodzonego Vakkali, zastanawiający się: 'Gdzie ustanowiła się świadomość szlachetnie urodzonego Vakkali?'. Jednakże, mnisi, z nieustanowioną świadomością, szlachetnie urodzony Vakkali zrealizował wygaszenie.

Nanavira Thera o samobójstwie 

niedziela, 12 czerwca 2022

SADAS - Maskowanie śmiertelnych skutków szczepionek

 [W tekście pt „Młodzi, zdrowi ludzie umierają nagle i niespodziewanie w wyniku tajemniczego syndromu”], pod linkiem https://www.dailymail.co.uk/news/article-10895067/Doctors-trying-determine-young-people-suddenly-dying.html można przeczytać między innymi:

«Apeluje się do osób poniżej 40. roku życia, aby zbadały swoje serce, ponieważ mogą być potencjalnie narażone na zespół nagłej śmierci u osób dorosłych.

Zespół ten, znany jako SADS, jest śmiertelny dla wszystkich ludzi, niezależnie od tego, czy prowadzą oni odpowiedni i zdrowy tryb życia.

SADS to “zbiorczy termin opisujący nieoczekiwane zgony u młodych ludzi”, podało The Royal Australian College of General Practitioners, najczęściej występujący u osób poniżej 40 roku życia.

Termin ten jest używany, gdy sekcja zwłok nie może znaleźć oczywistej przyczyny zgonu.

Amerykańska Fundacja SADS stwierdziła, że w ponad połowie z 4000 zgonów dzieci, nastolatków i młodych dorosłych, do których dochodzi co roku, występuje jeden z dwóch głównych sygnałów ostrzegawczych.

Baker Heart and Diabetes Institute w Melbourne opracowuje pierwszy w kraju rejestr SADS.

Co roku w Wiktorii odnotowuje się około 750 przypadków nagłego zatrzymania akcji serca u osób poniżej 50 roku życia” – powiedział rzecznik.

Spośród nich u około 100 młodych osób rocznie nie znajduje się przyczyny, nawet po przeprowadzeniu szeroko zakrojonych badań, takich jak pełna autopsja (zjawisko SADS)».

——-  A co dzieje się naprawdę? ——–

«Kolejna ofiara Zespołu Nagłej Śmierci Dorosłych (SADS), czyli “w pełni zaszczepionych”.

Tym razem był to ordynator kardiologii w szpitalu w Nowym Brunszwiku. Zmarł 2 tygodnie po trzecim zastrzyku. Powiedział, że nie będzie płakał na pogrzebie osoby nieszczepionej. Patrzył na nich z góry».

KOMENTARZ BIBUŁY: Do czego jeszcze ci hochsztaplerzy w kitlach lekarskich, pseudo-naukowcy i medialni kuglarze zniżą się aby odciągnąć uwagę od prawdziwej przyczyny masowych ofiar wśród młodych ludzi? „Niewyjaśniony zespół nagłych zgonów”, to przecież nic innego jak efekt wyszczepienia ludzkości eksperymentalnym preparatem, który dopiero teraz na dobre zaczął zbierać swoje żniwo. Niestety, jak mówią naprawdę obeznani z tematem specjaliści, te dotychczasowe ofiary to był początek, a dopiero teraz nadchodzi hekatomba – czyli ofiara szczepionkowemu bożkowi.

Na naszym podwórku obserwujemy różne strony internetowe domów pogrzebowych w Stanach Zjednoczonych. Ciekawa lektura. Pojawiają się naprawdę dziwne nekrologi: oto 20-latek „odszedł nagle w nocy”; oto 40-latek „zmarł nagle”, inni młodzi ludzi umierają bez podania przyczyn. Główne media nie interesują się zupełnie losem zmarłych i ich rodzin, nie chcą słyszeć o cierpieniach milionów ludzi, którym „bezpieczne i skuteczne szczepionki” przyznały którąś grupę inwalidzką. Lub zafundowały trumnę.

Spanikowani gnębiciele nieco popuścili (na razie), główkując jaką strategię obrać na jesień, bo straszenie złowrogą Rosją i ubóstwianie Ukrainy już zaczyna być nudne. Może potrzeba będzie wywołać kolejnę wojnę? Nie – lepiej skupić się na odebraniu ludziom podstawowych potrzeb: jedzenia, ogrzewania, wody, oczywiście prywatności, swobody poruszania się. No i konieczne będzie zainicjowanie „ataków cybernetycznych”, które będą pretekstem do powszechnej cenzury internetowej, oczywiście celem przeciwdziałaniu „fałszywym wiadomościom” i walki z „fake-newsami”.

Acha, jeszcze jedno. Prywatne doświadczenie, wizyta u dentysty. Oczywiście bez maseczki nie wejdziesz, nie zostaniesz przyjęty. Siadasz na fotelu, zdejmujesz maseczkę, dentysta coś tam dłubie i po skończeniu natychmiast pada z jego strony komenda: „Teraz proszę założyć maseczkę”. Autentyczne! To się dzieje teraz, tak mocno wśród – większości – lekarzy zapisana została „pandemia” i „środki prewencyjne”. Tych ludzi nie zmienisz już nigdy i to oni właśnie – konowały w kitlach – będą opowiadali o jakichś „syndromach nagłej śmierci zdrowych, młodych ludzi”. Nigdy nie przyjdzie im dopowiedzieć: zaszczepionych.

Źródło 

sobota, 11 czerwca 2022

Mistyfikacja XX wieku - zakazany bestseller

 

Na 545 stronach wnikliwego studium i klarownego komentarza dr Butz przedstawia czytelnikowi wykład na temat Żydów z Europy podczas drugiej wojny światowej. Jednym z głównych obiektów zainteresowania jest Auschwitz, który tym czasie był strategicznie ważnym miejscem dla niemieckiej petrochemii. Informacje o Auschwitz były dostępne dla aliantów od dawna. Fakt, że rzekoma eksterminacja musiała być znana aliantom, ale co oczywiste nie była im znana*, od początku stanowił dla ekspertów w tej dziedzinie nieprzeniknioną tajemnicę. Chyba że ta eksterminacja po prostu nie miała miejsca – i takie jest właśnie podejście prof. dr Butza.

Rozdział po dobrze udokumentowanym i zaopatrzonym w odnośniki rozdziale, dr Butz stosuje rygorystyczną technikę ścisłego naukowca wobec wszystkich fundamentów legendy. Skupia się na powojennych procesach o zbrodnie, w których fałszywe zeznania prokuratury uzyskiwano pod przymusem, a nawet torturami. Ponownie analizuje niemieckie zapisy, przez tak długi czas fałszywie przedstawiane; spogląda krytycznie na europejską demografię, która nie pozwala na utratę Sześciu Milionów; dokonuje ponownej oceny koncepcji komór gazowych wraz z problemami technicznymi związanymi z ich wykonaniem, co prowadzi  do kilku zaskakujących wniosków i oddziela zimne fakty od zwykłego tonu dezinformacji, który służył jako potężna bariera dla prawdy od końca II wojny światowej.

Pierwsze wydanie tej książki wywołało w latach siedemdziesiątych bezprecedensowy wstrząs w świecie akademickim i politycznym. Jej sprzedaż została zakazana w coraz większej liczbie krajów, w tym w Niemczech i Kanadzie. Jest to książka brutalnie potępiona przez tych, którzy nie potrafią obalić jej tezy – najbardziej histeryczne reakcje na nią pochodzą od tych, których własne poglądy historyczne nie wytrzymują światła uczciwej recenzji.

Teraz, w czwartym wydaniu, pięć głównych dodatków zostało zaktualizowanych, aby poinformować czytelnika o trwającej kontrowersji związanej z Holokaustem i jej wpływie na niemal wszystkie dziedziny, gdzie omawiana jest druga wojna światowa. Bestseller w pełnym znaczeniu tego słowa, jednak wciąż ignorowany i oczerniany przez ludzi, którzy o nim wiedzieli, ale nigdy nawet nie podjęli wysiłku, aby go przeczytać. Mistyfikacja XX wieku to książka, którą musisz przeczytać, jeśli chcesz mieć obraz zakresu i wielkości historycznego zakłamania w naszych czasach, kto za tym stoi i co można zrobić, aby temu zaradzić.

* To nie dotyczy tylko samego Auschwitz. W literaturze rewizjonistow można znaleźć informację że domniemany holocaust Żydów przy użyciu komór gazowych nigdy nie został nawet napomknięty przez ówczesnych światowych przywódców. Jak przystało na wybitnego naukowca, Profesor Emerytowany uniwersytetu Ulster, Richard Lynn, zaciekawiony ale z zachowaniem z steptycyzmu sam sprawdził tą informację i oto co napisał:

Sprawdziłem książkę Churchilla The Second World War, i to twierdzenie jest jak najbardziej poprawne, ani jednej wzmianki na temat nazistowskich "komór gazowych", genocydu Żydów", czy "sześciu milionów" żydowskich ofiar wojny. To zdumiewające. Jak można to wytłumaczyć? Eisenhowera “Crusade in Europe” jest książką o 559 stronach; sześć tomów Churchilla ma wszystkiego 4 448 stron; a de Gaulla trzy tomowe Memoires de guerre 2 054 strony. W tych wszystkich dziełach o totalnej liczbie 7 061 stron (bez wliczania przedmów), opublikowanych od 1948 do 1959, nie znajdziesz niczego o nazistowskich "komorach gazowych", "genocydzie" Żydów, czy o "sześciu milionach" żydowskich ofiar wojny.

Do darmowego pobrania

Cel Anabazy

 Ksenofont był już człowiekiem starym, kiedy wpadła mu w rękę książka kreśląca dzieje pochodu Cyrusa i odwrotu 10 000. Autorem jej był Sofajnetos ze Stymfalos w Arkadii, jeden z wodzów odwrotu. Przeczytanie tej książki napełniło Ksenofonta goryczą: autor jej nie przedstawił, zdaniem Ksenofonta, zasług jego w należytym świetle, a co gorsza, podnosił przeciw niemu zarzuty. Przede wszystkim przedstawiał, że naczelnym wodzem odwrotu był Chejrisofos. Tymczasem Ksenofont uważał siebie za naczelnego wodza odwrotu; Chejrisofos był w jego oczach naczelnym wodzem tylko przez kilka dni, i to dopiero po przybyciu wojska nad Morze Czarne; przedtem był tylko dowódcą straży przedniej. Sofajnet w swej Anabazie robił Ksenofonta naczelnym wodzem dopiero w Tracji. Sofajnet zarzucał w niej, że Ksenofont źle się obchodził z żołnierzami, że nad Morzem Czarnym powziął niepraktyczny plan założenia kolonii, że w Tracji pozostawał w porozumieniu z Seutesem, kiedy ten nie wypłacał żołnierzom żołdu. Z tej Anabazy Sofajneta zachowały się ułamki. Czytał ją Diodor37 i pod jej wpływem w swoim opisie odwrotu 10 000 nigdzie nie umieścił nazwiska Ksenofonta. Znajdujemy je tylko w rozdziale dodatkowym o wyprawie trackiej. Podrażniony dziełem Sofajneta, Ksenofont postanowił odpowiedzieć na zarzuty. Jako człowiek pełen zręczności życiowej wiedział, że otwarta polemika nie osiągnęłaby celu: czytelnik nie nabrałby pewności, po czyjej stronie jest słuszność. Za daleko właściwsze uznał ogłosić własny opis wyprawy; w nim mógł oświetlić stan rzeczy należycie, nie budząc podejrzeń. A spodziewał się, że absolutną wiarygodność nada dziełu, jeżeli je puści w świat bez własnego nazwiska. Ale w takim razie publiczność czytająca pytać będzie o autora i gotowa się go domyślić. Otóż najlepiej będzie — konkludował Ksenofont — ogłosić książkę pod zmyślonym nazwiskiem. Wtedy nikt nie będzie podejrzewał wiarygodności przedstawienia i wrażenie książki Sofajneta będzie sparaliżowane. Tak doszło do tego, że książka Ksenofonta otrzymała tytuł: Anabaza Cyrusa przez Temistogenesa z Syrakuz.

Celem Anabazy Ksenofonta jest apologia38 własnej osoby. Widoczne to jest przede wszystkim z roli, jaką Ksenofont przypisuje w odwrocie sobie, a innym wodzom. Czytając Anabazę, mamy złudzenie, że Ksenofont kierował odwrotem. Tymczasem sam Ksenofont powiada wyraźnie, że nie przyjął ofiarowanego mu naczelnego dowództwa. Objął je dopiero podczas pobytu u Seutesa, kiedy odwrót był już dawno ukończony. W odwrocie był tylko jednym z wodzów. Pragnie w nas jednak wywołać złudzenie, że szczęśliwy odwrót był jego zasługą. Inni wodzowie odgrywają w opowiadaniu Ksenofonta rolę podrzędną. Ciekawość naszą musi budzić, jak przedstawiony jest w Anabazie Sofajnet. Otóż Ksenofont podnosi jego starszy już wiek, przypisuje mu małoduszność i nieudolność. Kiedy się przygotowuje wycieczka, Sofajneta wojsko pozostawia na straży obozu. Po przybyciu nad Morze Czarne wojsko pozbywa się go, wsadzając go na okręty wraz z Filesjosem, również jednym z najstarszych. Jedynie Chejrisofos odgrywa u Ksenofonta w odwrocie większą rolę niż inni wodzowie. Ale i on nie rozstrzyga nic bez zdania Ksenofonta, a nawet i wtedy, kiedy obaj działają razem, powodzenie jest zawsze zasługą Ksenofonta. W kraju Karduchów zadań niebezpiecznych podejmuje się tylko Ksenofont. W ciągu całego odwrotu on zawsze wybawia wojsko z niebezpieczeństwa, on przeważa szalę zwycięstwa na stronę grecką. Stara się też Ksenofont wpoić w czytelnika przekonanie, że był uprzejmy dla żołnierzy i posiadał ich zaufanie i przywiązanie. Wyprawa tracka jest tylko epilogiem odwrotu i wiąże się z nim dosyć luźno; sama przez się przedstawia nadto niewielki interes. Mimo to Ksenofont traktuje ją szeroko. Pochodzi to stąd, że widocznie podejrzewano Ksenofonta, że zaprowadził wojsko do Tracji, by się tam wzbogacić, albo że prowadząc je tam, kierował się ambicją, albo wreszcie, że postąpił lekkomyślnie. Ksenofont chce się z tych zarzutów oczyścić!

Anabaza jest więc w rezultacie pamiętnikiem apologetycznym. Pod tym względem można ją postawić obok pamiętnika Cezara o wojnie galijskiej.

Z wprowadzenia do Anabazy

Książka do pobrania na Wolnych lekturach




Co Aryjczyk ma Żydowi do zawdzięczenia

 

Nie knuję tu spisku celem poniżenia wielkiego męża [o Wagnerze] za pomocą dłubaniny psychologicznej. Żydostwo wielce mu pomogło jasno uświadomić sobie drugi biegun swej osobowości, kiedy podjął zmagania celem wzniesienia się do Zygfryda i Parsifala, usiłowania, by znaleźć najwyższy wyraz w dziejach dla ducha germańskiego, co niezawodnie osiągnął. Nawet ktoś jeszcze większy niż Wagner musiałby w sobie najpierw pokonać żydostwo, zanim by odnalazł własne posłannictwo; i  może na razie tyle da się powiedzieć, że światowym znaczeniem historycznym i olbrzymią zasługą żydostwa nie jest nic innego, jak służyć wciąż Aryjczykowi do uświadamiania sobie własnej istoty i przypominania sobie siebie samego. To właśnie Aryjczyk ma Żydowi do zawdzięczenia; dzięki niemu wie, czego się ma wystrzegać: żydostwa jako możliwości w nim samym tkwiącej. (...)

I tak, aby od razu przytoczyć pewną analogię z kobietą, jest rzeczą nader ciekawą, jak dalece Żydzi dają pierwszeństwo dobrom ruchomym — także obecnie, kiedy im i inne nabywać wolno — i jak mimo całego swego zmysłu zarobkowania, nie mają oni właściwie wcale potrzeby własności, przynajmniej w jej najbardziej stałej formie: własności ziemskiej. Własność pozostaje w nierozerwalnym związku ze swoistą właściwością, z indywidualnością. W parze z tym zatem idzie, że Żydzi tak masowo przechodzą na stronę komunizmu. Komunizm, jako dążenie do wspólności, należy zawsze ściśle odróżniać od socjalizmu, jako dążenia do kooperacji społecznej i do uznania człowieczeństwa w każdym jej członku. Socjalizm jest wytworem aryjskim (Owen, Carlyle, Ruskin, Fichte), komunizm — żydowskim (Marks). Współczesna socjaldemokracja dlatego oddaliła się kołem swych myśli tak znacznie od socjalizmu chrześcijańskiego, prerafaelickiego, że Żydzi odgrywają w niej tak znaczną rolę. Mimo swych uspołeczniających skłonności marksowska forma ruchu robotniczego (w przeciwieństwie do Rodbertusa) nie pozostaje w żadnym zgoła stosunku do idei państwa, a to należy niechybnie przypisać zupełnemu u Żydów brakowi zrozumienia dla myśli państwowej. Jest ona czymś za mało uchwytnym, abstrakcja tkwiąca w niej jest zbyt odległa od wszelkich konkretnych celów, aby Żyd mógł ją sobie serdeczniej przyswoić. Państwo jest całokształtem wszystkich celów, które tylko przez zrzeszenie istot rozumnych, jako rozumnych, mogą zostać urzeczywistnione. Ten kantowski rozum atoli, ten duch, jest tym właśnie, na czym Żydowi, podobnie jak kobiecie, w pierwszym rzędzie zbywać się zdaje. (...)

Fakt, że Żyd, nie od wczoraj dopiero, ale z dawien dawna dla idei państwowej jest nieprzystępny, wskazuje na to, że Żydowi, podobnie jak kobiecie, brak osobowości; co się z wolna w istocie pokaże. Tylko bowiem z braku jaźni inteligibilnej może wypływać zarówno wszelka kobieca, jak i wszelka żydowska aspołeczność. Żydzi zbijają się chętnie obok siebie, tak jak kobiety, ale nie obcują ze sobą jako samoistne, odrębne od siebie istoty, pod znakiem pewnej ponadosobniczej idei.

Tak jak w rzeczywistości nie istnieje jakaś „godność kobiet”, tak niemożliwe jest wyobrażenie sobie żydowskiego „dżentelmena”. Prawdziwemu Żydowi brak owej wewnętrznej dostojności, która jest źródłem powagi własnego „ja” i szacunku dla cudzego. Nie ma szlachty żydowskiej, i to jest tym bardziej godne uwagi, że przecież istnieje wśród Żydów tysiącletni dobór.

W ten sposób wyjaśnia się też tak zwana arogancja żydowska: pochodzi ona z braku własnej samowiedzy i z gwałtownej potrzeby podniesienia wartości swej osoby przez poniżenie innego człowieka; Żyd prawdziwy bowiem nie ma, podobnie jak kobieta, żadnego „ja” i dlatego też nie posiada własnej samowartości. Stąd, mimo cechującej go niewspółmierności z jakimkolwiek arystokratyzmem, wypływa jego kobieca żądza tytułów, mogąca się równać tylko z jego parweniuszowskim sadzeniem się, którego przedmiotem może być loża w teatrze lub nowomodne obrazy w jego salonie, jego znajomości w świecie chrześcijańskim lub jego wiedza. Zarazem jednak żydowski brak zrozumienia dla wszelkiego w ogóle arystokratyzmu na tym się właściwie opiera. Aryjczyk ma potrzebę wiedzieć, kim byli jego przodkowie; czci ich i interesuje się nimi, ponieważ byli jego przodkami, szanuje ich, ponieważ własną przeszłość ceni zawsze wyżej niż łatwo przeobrażający się Żyd, który nie ma pietyzmu, nie mogąc życiu żadnej nadać wartości. Brak mu całkowicie owej dumy z powodu swego pochodzenia, którą Aryjczyk, nawet najuboższy, najbardziej plebejuszowski, w pewnym stopniu jeszcze posiada. Żyd nie czci tak jak tamten swych przodków, dlatego że są jego przodkami, nie czci w nich siebie samego. Chybiony byłby zarzut, który by się tu powołał na nadzwyczaj szeroki zakres i siłę tradycji żydowskiej. Dla potomka, nawet takiego, który zdaje się wiele znaczenia przywiązywać do historii swego ludu, nie jest ona sumą czegoś, co kiedyś było, minęło, lecz zawsze tylko źródłem, z którego on czerpie nowe sny nadziei: przeszłość Żyda nie jest faktycznie jego przeszłością, jest ona zawsze tylko jego przyszłością. —  (...)

Jeśli przeciwko jakiejś nieznanej osobie, która przynależy do żydostwa, podnosi się oskarżenie, wnet wszyscy Żydzi wewnętrznie stają w jej obronie, pragną jej uniewinnienia, spodziewają się i usiłują dowieść niewinności, to bynajmniej nie należy sądzić, jakoby ów osobnik jako jednostka żydowska pod jakimkolwiek względem ich interesował, a jego los indywidualny budził w nich, dlatego że jest losem Żyda, więcej współczucia niż los jakiegoś niesprawiedliwie prześladowanego Aryjczyka. Bynajmniej tak się nie dzieje. Tylko zagrożone żydostwo, obawa, że cień szkodliwy mógłby paść na ogół żydostwa, więcej: na istotę żydostwa w ogóle, na ideę żydostwa, wywołuje owe objawy mimowolnego stawania po stronie obwinionego. Jest to zupełnie tak, jak kiedy kobiety z rozkoszą lubią słuchać, jak się każdą poszczególną z nich poniża i same jeszcze czynić to pomagają, byle tylko nie rzucało to złego światła na kobietę, byle tylko żaden mężczyzna nie dał się przez to odstraszyć od pożądania kobiet w ogólności, byle tylko nikt nie powątpiewał o „miłości”, byle tylko dalej się żeniono, a starzy kawalerowie się nie mnożyli. Tylko gatunek znajduje obronę, a nie osoba, tylko płeć, względnie rasa jest chroniona, a nie indywiduum; to ostatnie liczy się tylko o tyle, o ile jest członkiem grupy. Prawdziwy Żyd, jak i kobieta prawdziwa, żyją oboje tylko w gatunku, nie zaś jako indywidualności. (..)

Że kuplerstwo jest w Żydzie organiczną skłonnością, okazuje się także z braku zrozumienia u niego dla wszelkiej ascezy; to potwierdzającym dowodem jest to, że rabini żydowscy lubią szczególnie dokładne rozmyślania nad kwestią rozmnażania i utrzymują ustną tradycję w związku z płodzeniem dzieci, jak się tego chyba nie można było inaczej spodziewać po naczelnikach ludu, którego głównym zadaniem moralnym, przynajmniej wedle jego tradycji, musi być „rozmnażanie się”.

Stręczycielstwo jest wreszcie zacieraniem granic, a Żyd jest zacieraczem granicκατ’ εξοχήν. Jest on biegunem przeciwnym arystokraty; zasadą wszelkiego arystokratyzmu jest najściślejsze przestrzeganie wszystkich granic między ludźmi. Żyd jest urodzonym komunistą i zawsze pragnie wspólności. Brak formy u Żyda w obejściu, jego brak taktu towarzyskiego z tego właśnie wynika. Wszystkie formy obcowania są tylko wytwornymi środkami podkreślania i chronienia granic monad osobowych; Żyd atoli nie jest monadologiem.

Otto Weininger
Płeć i charakter

Praktykowanie uważności i kultura ascezy

 

„Uważność”/„uwaga” należą do języka potocznego i ta przestrzeń ich funkcjonowania stanowi stały kontekst dla wielu obiegów w kulturze. Wspomina o tym Zofia Król w książce Powrót do świata. Dzieje uwagi w filozofii i literaturze XX wieku, będącej pierwszą na polskim gruncie próbą syntezy poglądów i poetyk istotnych dla pojęcia uważności. Przywołanie Henriego Bergsona, Edmunda Husserla, Martina Heideggera i przede wszystkim Maurice’a Merleau-Ponty’ego można potraktować jako propozycję konstruowania filozoficznej tradycji problematyki uważności. Sytuacja w literaturze, w szczególności polskiej, jest trochę inna. Dotychczasowe opracowania tego tematu wysuwają zgodnie na plan pierwszy twórczość Czesława Miłosza, który awansował na patrona „poezji uważnej”. Dominująca rola Miłosza jako „poety uważności”, operującego „strategią uważności” została przekonująco udokumentowana m.in. w publikacjach Marka Zaleskiego, Beaty Śniecikowskiej, Kariny Jarzyńskiej.

Chciałabym zwrócić uwagę na pewien aspekt problematyki uważności, który wydaje się ciągle niedoszacowany w obrazie kultury XX i XXI wieku. Wyjście poza ramy literatury, a w szczególności poezji oraz przywoływanych przy tej okazji nurtów filozofi i pozwoli zobaczyć uważność w perspektywie praxis jako zagadnienie praktykowania uważności w szerszej przestrzeni kultury. Ten wymiar uważności uwidacznia się niewątpliwie także w wypowiedziach poetyckich i dyskursywnych Miłosza i będą tu one nieodzownym punktem odniesienia. Główny wątek tych rozważań wiąże się jednak z postacią malarza i pisarza, niezwykłego człowieka, przyjaciela Miłosza – Józefa Czapskiego.

Uważność/mindfulness

Czesław Miłosz w Piesku przydrożnym pisał tak o uważności:

Według książki buddyjskiego mnicha, którą czytam, samą istotą buddyzmu jest mindfulness.
Chyba można to przetłumaczyć jako uważność (słowo jest już u Mikołaja Reja) albo bycie uważnym. Znaczy to przyjmować z uwagą to, co jest teraz, zamiast zwracać się ku temu, co było, albo do tego, co będzie. Zbawienne dla męczenników sumienia, przeżuwających swoje dawne upadki, zbawienne dla niespokojnych, wyobrażających sobie ze strachem, co zdarzy się jutro. Oby moje wiersze pomogły ich czytelnikowi zamieszkać w teraz. I obym jako człowiek został wyleczony z chorób pamięci.

W doświadczeniu językowym i kulturowym Miłosza słowo „uważność” miało znaczenie, jakim obrosło na przestrzeni wieków w tradycji europejskiej i tej wywodzącej się ze Wschodu. W przywołanym tekście autor wydobył przede wszystkim sens konsolacji i nadzieję apokatastazy, jakie uważność może przynieść poecie „jako człowiekowi” i jego słuchaczom. Książka buddyjskiego mnicha, która była źródłem inspiracji Miłosza, przypomina o jego rozległych zainteresowaniach religiami Wschodu, a także New Age. Zanim ukazał się Piesek przydrożny, Miłosz dał wiele świadectw tego, jakim był wnikliwym obserwatorem współczesnej kultury; w różnych formach alternatywnej kultury amerykańskiej wypatrywał „znaków nadchodzących czasów”.

A zatem wiedział, być może, jaką karierę robiło wtedy mindfulness w psychologii rozwoju i w kulturze masowej, choć apogeum tej światowej popularności przypada na pierwsze dekady XXI wieku.

Wszystko, co funkcjonuje w obecnej kulturze rozwoju osobistego, ma jednak bardzo zróżnicowany stopień profesjonalności. Rychło okazało się, że mindfulness łatwo ulega machinie komercjalizacji, a sfera biznesu jest obszarem wyjątkowo chłonnym dla korzyści płynących z praktyk zwiększających efektywność pracy.

Powstało słowo „McMindfulness”, akcentujące uproszczony i globalny charakter proponowanych przez powstające w całym świecie i popularyzowane przez media nieskomplikowane techniki, zmierzające do osiągnięcia życiowego i zawodowego sukcesu. Mindfulness w wersji light wkroczyło do współczesnej „popnauki” i popkultury. Wielonakładowe podręczniki, programy video, kursy treningowe zyskują ogromny popyt, trafiając w indywidualne zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju terapie bądź przyspieszone kursy kreatywności. Przygotowanie do „uważnego życia”, pożytki płynące z uważności i w końcu rady dotyczące „praktykowania uważności” znajdziemy we wszystkich materiałach pomocniczych opracowanych przez trenerów mindfulness, wykładowców, coachów. (..)

Tresura wewnętrzna

Przedmiotem uważności dla Czapskiego okazuje się cała rzeczywistość: natura i dzieła sztuki, człowiek, ten Inny i „ja”, przedmioty i myśli, obrazy i słowa, rzeczy codzienne i sytuacje wyjątkowe w swojej drastyczności oraz te niezwykłe w pięknie.

Stan uważności nie jest kontemplacją rzeczywistości percypowanej zmysłowo, jest aktywną postawą czujności wobec świata, nie pozwalającą uronić nic z tego, co zostało nam dane. Czuwanie wymaga stałego pobudzania i samodyscypliny. W całym bogatym życiu Czapskiego krzyżowały się motywacje etyczne, metafizyczne i estetyczne. Głębokie poczucie odpowiedzialności za innych współbrzmiało z ewangelicznym wezwaniem do czujności z przypowieści o Pannach Mądrych i Głupich.

Napięcia uwagi wymaga każda chwila, mogąca nagle zmienić się w tę ostateczną.
Trzeba wyposażyć się we wszystkie dostępne narzędzia gotowości, by sprostać wyzwaniu gwałtownej odmiany czasu. Czujność wymaga racjonalnych atrybutów, asekuracji, zabiegów zabezpieczających i ograniczających ryzyko niesprostania chwili. Nie leży tylko po stronie instynktu, jest owocem pewnej sprawności, kondycji; ostatnie zdania jednego z tekstów towarzyszących Czapskiemu całe życie, Contre Sainte-Beuve Prousta, brzmi:

Dochodzi się do wieku, kiedy talent słabnie tak jak pamięć; muskułu umysłu, który uruchamia pamięć wewnętrzną i wspomnienia świata, traci siły. Bywa, że wiek ten trwa całe życie, bo tego mięśnia nie ćwiczymy, bo przedwcześnie spoczywamy na laurach...

„Muskuły umysłu” zachowują sprawność dzięki ćwiczeniu się w czujności:

Łaska radości życia, gdzie wszystko może się przemienić w radość, w błogosławienie życia – nie od ciebie zależy. Od ciebie zależy to, co S. W. nazywa dressage (tresura wewnętrzna), która musi być zawsze; i zdolność czekania, ogromna wytrwałość w czekaniu. „Chce mi się” – to jest przecie wola życia, najbardziej uzależniona od wszystkiego, od nastroju, najszybciej przemijająca, na niej jednej nie można nic budować, ją można wykorzystywać, kiedy jest, nic więcej, a do śmierci musi być dressage, nie „mi się chce”, a „ja chcę” – to jest podstawa.

Owa tresura wewnętrzna dotyczyła treningu uważności. Słowa Weil zapadły Czapskiemu w pamięć tak głęboko, iż stały się miarą jego własnego życia, a także życia wszystkich innych, których gromadził wokół siebie w swojej imaginacyjnej kolekcji słów obrazów. Tak jest np. z jego ulubionym de Biranem:

„[...] nie kłamać i mieć napięta uwagę” – to zdanie Simone Weil może służyć za epigraf całego życia Birana. Wpatrując się nieustannie w siebie, pisząc ciągle o sobie, ten człowiek o twarzy jak z portretu Greuze’a „nie kłamał i miał zawsze napięta uwagę”.

Uważność była przez Weil postrzegana nie tylko z perspektywy teologicznej i etycznej, także – wolicjonalnej. Przekonanie o wyższości uważności nad wolą było dla Czapskiego istotnym przesłaniem. Przywołując opinię Gustave’a Thibona ze wstępu do pośmiertnie wydanej La Pesanteur et la grâce skupia się pisarz na zagadkowej frazie z tej książki: „Trzeba być obojętnym na dobro i zło, ale naprawdę obojętnym, to znaczy na jedno i drugie kierować jednakowo światło uwagi”. I z wywodów Weil wyciąga fundamentalny wniosek: „nie wola, a uwaga może nas pchnąć naprzód na drodze rozwoju".

Uważność to jedna z najbardziej niejasnych i zagadkowych miar, jaką Czapski przykładał do „sztuki życia”.

Uważność rozpięta pomiędzy duchem a ciałem, świadomością a nieświadomością, ruchem a bezruchem, należąc do, jak by powiedział Sloterdijk, „uniwersum ludzkich napięć wertykalnych” (S 20), czyniła z Czapskiego „artystę przemienienia”.

Fragment Praktykowanie uważności i kultura ascezy.
O Józefie Czapskim
autor Magdalena Popiel

środa, 1 czerwca 2022

Obserwator i nieśmiertelność

 Nie musimy podążać za tymi, którzy doradzają nam mieć ludzkie myśli, skoro jesteśmy ludźmi, i śmiertelne myśli, należne śmiertelnikom; przeciwnie, powinniśmy spróbować stać się nieśmiertelni na tyle na ile to możliwe i zrobić wszystko by żyć w zgodzie z tym co w nas najwyższe. Arystoteles

O ile nieśmiertelność jest dla większości ludzi pewnym poetyckim pojęciem, np ktoś może stać się nieśmiertelnym poprzez swe dzieło artystyczne albo jakiś bohaterski czyn zachowany w pamięci przyszłych pokoleń, mało kto robi coś w tym względzie by osiągnąć swą własną nieśmiertelność, by jak powiada Jezus, nie zaznał śmierci na wieki.

Wynika to przede wszystkim ze smutnego faktu, iż o większości ludzi cokolwiek dobrego można by o nich powiedzieć to napewno nie to że są inteligentni. Śmierć jest skandalem metafizycznym, czujące istoty w mniejszym czy większym stopniu odczuwają lęk i awersję przed śmiercią. Nawet jeżeli wierzymy w reinkarnację, śmierć jest naszym wrogiem, współpracując z Demonem Nietrwałości, podważa sens naszych doczesnych działań. 

Jednak wystarczy przeegzaminować naturę doświadczenia by stwierdzić, że nieśmiertelność, w sensie jak najbardziej dosłownym jest w naszym zasięgu. Czym jest to co nazywam "doświadczeniem"? Doświadczenie jest czymś złożonym, muszą występować przynajmniej trzy elementy by można mówić o doświadczeniu. Pięć organów zmysłowych, oko, ucho, nos, język i ciało jako organ dotyku styka się z widzialnymi obiektami, dźwiękami, zamachami, smakami jak i obiektami dotyku. To oczywiście musi mieć miejsce przy obecności świadomości, która jest podstawową determinacją bez której nie ma mowy o jakimkolwiek doświadczeniu.

To można opisać także w terminach obserwacji, tu doświadczenie wymaga obserwatora (świadomość) i obserwowanego pola, które jest relacją pomiędzy zmysłami i ich obiektami. W takiej interpretacji, ciało jest organem percepcyjnym świadomości. 

Mistrz Eckhart powiada iż o żadnej rzeczy dusza -w naszej terminologii obserwator - nie wie mniej niż o sobie samej. To nie powinno nas dziwić, obserwator z samej natury doświadczenia ukierunkowany jest na obserwowane pole. Dramat zwykłej niewiedzy obserwatora o sobie samym, staje się jeszcze bardziej tragiczny gdy świadomość utożsamia się z organem percepcyjnym, który używa, zwykła niewiedza zamienia się tu w fałszywą wiedzę. W ten sposób obserwator zostaje "wciągnięty" w obserwowane pole,  zaczyna istnieć w czasie i przestrzeni. A jako że władcą tego co w czasie i przestrzeni jest Demon Nietrwałości, jakkolwiek dobrze świadomość zadomowi się w danym stanie istnienia, nieuchronnie kończy się to jej eksmisją.

O tym mówi Budda gdy ogłasza pierwszą szlachetną prawdę.

Realizacja nieśmiertelności zatem, nie jest realizacją czegoś całkowicie obcego dla obserwatora. Jest raczej odkryciem błędnego założenia o własnej śmiertelności wynikającej z błędnej interpretacji doświadczenia. Choć oczywiście zgodnie z pierwszą szlachetną prawdą, słowami Schopenhauera życie jest interesem który nie pokrywa swych kosztów, jest formą uzależnienia, przemożne pragnienie by istnieć, wspierane ignorancją sprawia że wycofanie się z obserwowanego pola, sposobem Buddy poprzez dezidentyfikację i widzenie jakiegokolwiek aspektu doświadczenia jako: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja" jest trudne do realizacji.

No cóż, brama wiodaca do wyzwolenia jest wąska, jednakże jest. Świadomość może przebudzić się i przestać śnić o trwałym szczęściu zbudowanym w oparciu o nietrwałe rzeczy czasu i przestrzeni.

Nisargadatta Maharaj:

Poza wszystkim, czym jest wyzwolenie? To wiedzieć, że jesteś poza narodzinami i śmiercią. Zapominając o tym czym jesteś i wyobrażając siebie jako istotę śmiertelną, stworzyłeś dla siebie tak wiele problemów, że musisz się przebudzić, jak ze złego snu.





wtorek, 31 maja 2022

Benjamin Constant - wypisy z dziennika

 

...moją jedyną ambicją teraz jest pozostać w cie­niu.


Jaką walką jest życie i jak jestem nim zmęczony!


I czegóż jeszcez pragnąć, kiedy wiek namiętności minął, jak tego tylko, by ujść życiu z możliwie najmniejszym bólem!


Obawiam się, że zagadka świata to dwa słowa: rozmnażanie się — dla gatunków; cierpienie — dla jednostek, co prawda złączone z kilku przyjemnościami, które byłyby jesz­cze większe, gdyby nie sztuczne utrapienia życia społecznego. Ale że starość i śmierć zawsze są u końca, jaka perspektywa, jak mroczny cień rzuca ona na całą przeszłość!


Śmierć pana de Ger­many. To wydarzenie odświeżyło wszystkie cierpienia Minette. 

Smutna prawda o życiu i jego krzywdach wdziera się ze wszyst­ kich stron do jej duszy i pozostaje jej tylko pamięć złudzeń, co czyni tę prawdę bardziej bolesną.


Ludzie męczą moje oczy i umysł.


W sumie wieczór zabawny za przyczyną głupoty tych, z któ­rymi się zetknąłem.


Dla człowieka, który chce zostać wybrany przez lud, głupcy są kor­poracją szacowną, bo zawsze stanowią większość.


Kupiłem dziś ma­łego pieska. Jestem pewien, że nigdy nie wyrządzi mi krzywdy, chyba żeby się wściekł. Nie mógłbym tego powiedzieć o jakim­kolwiek ze znanych mi ludzi.


Mówi to, co często czułem, że dla duchów niepo­dległych dwie są możliwości w życiu: sprawy publiczne na wy­sokim stanowisku albo samotność. Ocieranie się o ludzi i jałowe cierpienia życia towarzyskiego są nieznośne.


... i ja, nieśmiały wśród tego wszystkiego, jakby obcość wśród ludzi przeciętnych była niższością! Nieśmiałość to ma w sobie złego, że odbiera wszelkie poczucie własnej wartości.


Odkąd jej siostra, pani de la Turbie, jest w wielkich łaskach, stała się impertynencka. Ze wszy­stkich wad o tę podejrzewałem ją najmniej. Ale myślę, że wszy­stkie wady kryją się we wszystkich kobietach i czekają tylko okazji, by rozkwitnąć.


W ogóle należy możliwie najmniej dziękować ludziom, ponieważ, jak za­ uważyłem, sama już wdzięczność przekonuje ich łatwo, że robią za dużo. Niejeden raz widziałem ludzi cofających się przed do­brym uczynkiem już go spełniając, bo ci, dla których był prze­ znaczony, w swoich uniesieniach przesadzali jego rozmiary.


Jest to osoba, której umysł ma tę wadę, jaką inni ma­ ją we wzroku: nie widzi nic po bokach i zauważa to tylko, co ma prosto nosa.


Zabawna anegdota: „Jesteś nędzna Świnia. Idź i przewodź stadu elity”.


Można by powiedzieć, że to szaleńcy, gdyby nie było wiadomo, że to łajdacy.


Bardzo ciekawy obiad u Goethego. Jest to człowiek pełen inteligencji, dowcipu, głębi, nowych idej. Ale najmniej dobry ze znanych mi ludzi. Mó­ wiąc o Werterze, oświadczył: „Niebezpieczne w tej książce jest to, że słabość przedstawia jako siłę. Ale kiedy robię coś, co mi odpowiada, następstwa mnie nie obchodzą. Jeśli są szaleńcy, któ­rym lektura wyjdzie na złe, no cóż...”


To życie jest ciekawsze od powieści, ponieważ w grę wchodzi prawda.


Samotność jest zimną kąpielą, nieprzyjem­ ną w chwili, gdy się do niej wchodzi. Ale na pewno się przy­ zwyczaję.


Im dłużej się żyje, tym lepiej się widzi, że indywidualność jest czymś najrzadszym i że masa ludzka zależy od okoliczności, które ją formują jak chcą.


Spotyka się tylko ludzi, którzy nie umieją odnieść żadnej korzyści ze swego położenia. Wróg człowieka jest bardziej w nim niż gdziekolwiek indziej.


W pojeździe przeczytałem traktat o poglądzie starożytnych na samobójstwo. Rzecz godna uwagi, że wszystkie ludy, które posiadały to, co nadaje wartość życiu — sławę i wolność — czuły zarazem, że należy gardzić życiem i wyrzekać się go. Ci, co wy­ głaszają do nas kazania przeciw samobójstwu, są właśnie ludźmi, których poglądy czynią życie nędznym i haniebnym, to zwolenni­ cy niewolnictwa i upodlenia.


Poddałem się lenistwu, a rezultatem lenistwa u mnie jest niepo­kój, niepewność i smutek. Mój umysł szarpie się i gnie we wszy­stkie strony, gdy nie ma przed sobą określonego celu.


W życiu tylko z obowiązkiem trzeba się liczyć. Nie daje wielkich przyjemności, ale ilu okropnych zgryzot oszczędza!


Obowiązek jest rzeczą wspaniałą. Poczucie obowiązku daje spokój, który o połowę zmniejsza zgryzotę w każ­dych okolicznościach. Kiedy porównuję moje doznania dzisiejsze, smutne, ale spokojne i zdecydowane, z tym, czego doświadcza­łem wielokroć czyniąc rzeczy znacznie mniej przeciwne moim ra­chubom i projektom, czuję, iż cała różnica płynie stąd, że wów­czas ani jedna, ani druga strona nie wypełniały obowiązku, gdy w sytuacji obecnej obowiązek jest jasny. Brak decyzji jest wielką torturą życia. Tylko obowiązek nas od niej uwalnia. Kiedy w grę wchodzi własny interes, jedynie rezultat rozstrzyga, czy nie po­ pełniło się błędu, a jeśli popełniło się błąd, żadne uczucie nie łagodzi doznawanej przykrości. Ale słuchając obowiązku, nie moż­na się pomylić, ponieważ rezultat, jakikolwiek jest, nie zmienia tego, co powinno się było zrobić.


Głupotą i oszustwem jest chęć zjednania sobie słowem ludzi, których iriteres jest różny od naszego. Mówiąc, daje im się tylko sposoby naruszenia naszych postanowień czy wyrzą­dzenia nam szkody. Trzeba zdecydować się, działać i milczeć.


Minette nie dość oszczę­dza ludzi. To prawda, że ich kocha. Dlatego ma wielu nieprzy­jaciół i wielu żarliwych przyjaciół. Ja oszczędzam ludzi i ich nie kocham. Dlatego nienawidzą mnie mało i nie kochają wcale.


Wczoraj Minette spierała się ze Schleglem o talent do konwersacji. Cóż za mania pedagogiczna chcieć wycho­wywać wychowawcę! I jaka nuda dla innych! Siadają naprzeciw siebie i wśród powszechnego milczenia chwalą się, on — swoją po­gardą dla towarzystwa, ona — swym talentem do prowadzenia rozmów! Widzowie zaś za jedyną rozrywkę mają te następujące po sobie panegiryki, zgoła nie wzajemne, ale przez każdego głoszo­ne na własną chwałę kosztem drugiego!


Wypisy, które Minette zrobiła z dzieła p. de Bonstettena, tak bar­ dzo pobudziły jego miłość własną, że nie ustawał w mówieniu o swoich pracach. Rozkosze miłości własnej autora mają w sobie coś z rozkoszy fizycznej. Twarz rozkwita, całą osobę przebiega lubieżne drżenie.


Ale pracuje mało, rad jest bywać w towarzystwie, pochlebiony, że go przyjmują; nie myśli o tym, że talent otwiera mu do niego dostęp i że dla przyjemności pierwszego i małego sukcesu poświęca środki zdobycia innych.


A ponieważ zawsze śmiano się z tego, co mówiła, przy­wykła uważać, że wszystko, co budzi śmiech, nadaje się do po­wiedzenia.


Czytałem Ksenofonta. Był to człowiek prze­ciętny, którego towarzystwo Sokratesa uczyniło najlepszym i naj­znakomitszym z przeciętnych ludzi.


Zasady ma równie absurdalne jak jego brat. Miejscem, które najbardziej lubi w Niemczech, jest Wiedeń, ponieważ nie ma tam wolności prasy. To doprawdy za wielkie wariactwo jak na ludzi, których cała racja jest w piórze i którzy mimo swych dziwacznych zasad nie mogliby napisać linijki w kra­ju lepszym ich zdaniem od tych, gdzie są tolerowani. Ich pomysły są tak bezsensowne, że w tym przedmiocie stają się zupełnymi głupcami, choć tyle mają inteligencji w innych.


Zgodność naszych opinii w jednym punkcie cudownie przesłania rozbieżno­ści we wszystkich innych.


Czytałem wieczorem pracę Bonstettena. Bezład i powtórzenia, ale wiele myśli słusznych i bystrych spostrzeżeń. Szczególna młodość umysłu u sześćdziesięcioletniego człowieka. Zacznie się uczyć gre­ki. Jeśli tak pójdzie dalej, umrze bardzo wykształcony.


Ambicja jest czymś znacznie mniej szalonym, niż się sądzi, bo życie w spokoju kosztuje niemal tyle samo trudu, co władanie światem.


Moja ku­zynka de Sóveri wychodzi za mąż. Niechże to mężowi wyjdzie na zdrowie. Jest piękna, oschła, zimna, władcza, stąpa, oblicza każdy krok i każde niemal słowo, z usposobienia wesoła, z cha­rakteru zręczna, słowem, nadaje się wybornie na dobrą żonę, któ­ra wzbogaci męża, należycie wychowa dzieci, utrzyma w ryzach służbę; nigdy nie będzie można postawić jej najmniejszego za­rzutu, a bardzo z nią można być nieszczęśliwym.


Wieczór u pani Gay z panią Lindsay. Jakie mdłe rozmo­wy! Powiedziałbyś, że to umarli, którzy zachowali zwyczaj mó­wienia.


Dziwna ze mnie istota! Wszystkie moje uczucia są prawdziwe, ale tyle ich jest, że kaleczą się wzajem i w rozmaitych okresach wszystkie mogą się zdawać nieprawdziwe.


Powta­rzam: głupcy w naszym narodzie są głupsi niż w jakimkolwiek innym, podobnie jak zepsuci bardziej zepsuci, a podli bardziej podli. Czy prawdą jest, że mili są najmilsi? Gdyby tak, za słaba rekompensata, ale to jeden z sekretów, który winienem zacho­wać dla siebie.


Ile gwałtowności w ludziach, gdy chodzi o interes chwili! Jak ważne zdają im się ich preten­sje! Jak burzy się w nich próżność! Jaką wagę przywiązują do życia tak ulotnego i tak szybko zapomnianego! Rozmowa tych osób nasunęła mi inne jeszcze refleksje o arogancji posiadania; ale nie mam sił ich zapisać; ciąży mi myśl o śmierci.


To człowiek poczciwy, który bardzo mnie lubi; obcując jed­nak teraz z bardzo przeciętnymi ludźmi, zobojętniał na sprawy ducha, zepsucie zaś dawnych przyjaciół zrodziło w nim pogardę dla tego, co szlachetne. 


Jak interes zmienia ludzi! Pewien pan, wściekły na mnie z zazdrości, po­prosił mnie o przysługę natury pieniężnej nie dla siebie, ale dla tej właśnie osoby, z powodu której jest zazdrosny; przysługa po­lega na pomocy w zagarnięciu spadku po umierającej. Ponieważ nie będzie to z niczyją krzywdą, skoro spadkobiercą naturalnym jest skarb państwa, postaram się zrobić, o co prosi. Ale miałem niejaką przyjemność z podwójnego hołdu złożonego mojej do­broci i bezinteresowności; to bowiem, czego ów pan ode mnie żąda, mógłbym zrobić dla siebie, a pochlebia mi jego przekona­nie, że nie zechcę.


Stanowczo mam dość tych potraw odgrzewanych szczęśliwym trafem.


Zawsze zastanawiają mnie przewagi w świecie tych, co umieją zachować dystans. U Allarda był pewien je­ gomość pyszałkowaty, zimny, gnuśny, który nie powiedział nic ciekawego, ale miał minę taką, jakby ledwie mnie słuchał. Przez cały obiad zabawiałem tylko jego.


Pani Necker notuje w swoich myślach: kiedy ktoś jest wiel­koduszny bez udawania, ci sami, którzy wzbogacają się na jego wielkoduszności, sądzą, że wypełnił tylko swój obowiązek.


Po błaganiach, bym przestał ją widywać dla spokoju nas obojga, może poczuła się dotknięta, że uległem tak łatwo.


Kiedy roz­mawiam z wykształconymi Niemcami, zawsze jestem w swoim żywiole, wiedzą bowiem, o czym mówią. Kiedy rozmawiam z Francuzami, przeczą mi z taką pewnością w materii, którą znam lepiej od nich, że w końcu sam siebie podejrzewam o kom­pletną niewiedzę.


Widzę więc, że prócz chorób nagłych, kiedy natura potrzebuje chwilowej pomo­cy, medycyna jest całkowicie bezsilna. Sposób życia, obserwacja samego siebie, cierpliwość i, jeśli wystarczy odwagi, śmierć do­browolna, gdy zdolności i siły słabną, oto najlepsze ze wszyst­kiego.


Miłość jest zresztą uczuciem, które się umieszcza w pierwszej lepszej osobie, kiedy trzeba je gdzieś umieścić. Wszystkie jego uroki są w wyobraźni zakocha­nego. To strój, w który przybiera się istotę napotkaną.


Nie rozumiem mego losu. Nikogo jeszcze nie chwalono tak przesadnie. O nikim nie zapomniano tak całko­wicie.


Pojedynek. Montlosier oświadczył, że nie potrafi utrzy­mać szpady, tak mocno zraniłem go w rękę. Musieliśmy skończyć. ...Po­jedynek robi niezłe wrażenie, ale wołałbym, żeby Montlosier był poważniej ranny.


Jest to historia dwudziesto-trzyletniej dziewczyny, powieszonej w Anglii za fałszerstwo. Nie ma nic ciekawego w jej osobie. Nie przedstawiono jej ani jako pięknej, ani jako inteligentnej, ani jako czułej czy wyróżniającej się w jakikolwiek sposób. Ale w szczegółach jej cierpień, od po­czątku procesu aż do egzekucji, jest taka głębia nędzy ludzkiej, że kiedy się nad tym zamyślić, robi się zimno i straszno. Złapana na gorącym uczynku i zaprowadzona przed trybunał, wcale się nie broniła, ale podczas całej procedury popadała z omdlenia w omdlenie. Po wyroku, znalazłszy się w więzieniu, do dnia egze­kucji trwała nieruchomo na tym samym miejscu nie biorąc nic do ust. Kiedy cierpienie, które się sobie narzuca, styka się ze spoj­rzeniem ludzi, z jakąkolwiek opinią, choćby po to, by stawić jej czoło, w jakiś sposób jest wynagrodzone. Ale tu było cierpienie samotne, wzgardzone, obok którego przechodzi się bez jednego spojrzenia, jakby to była rzecz całkiem naturalna. Cały jego ciężar spada wyłącznie na ofiarę. W dniu egzekucji wreszcie, nieszczęsna pozwoliła się zawieźć nie stawiając oporu, nie widząc nic wokół; jej pierwszym i ostatnim znakiem życia był długi krzyk, kiedy po­ czuła, że brak jej pod stopami wozu, na którym jechała. W tym obrazie jest jakaś osobliwa męka; istota słaba, poddająca się bez walki, nie oczekująca najmniejszego zainteresowania, zgnieciona żelazną ręką nieubłaganego społeczeństwa, budzi zupełnie szcze­gólną litość, która, choć nie wolna od domieszki pogardy, niemniej boleśnie przenika w głąb duszy. 


Gdybym miał się ożenić, poślubiłbym dziewczynę szesnastoletnią. Korzyść oczywista przez 3 albo 4 lata, kiedy ko­bieta — w tym wieku — nie może stworzyć sobie egzystencji niezależnej. Potem wychodzi to może na jedno, ale miało się już ten zysk realny i szansę oddziałania na charakter żony i nada­nia jej pożądanego kierunku. Nie mówię, że to szansa bardzo prawdopodobna; ale przy ożenku z kobietą o ukształtowanym już charakterze nie ma żadnej. Wiesz, że ten charakter istnieje, i nie­ podobna ci go poznać. U dziewczyny szesnastoletniej widzisz, jak się kształtuje, jesteś przy narodzinach wroga i możesz lepiej się zabezpieczyć. Wszystko to odnosi się zresztą tylko do mężczyzny, który długo już żył i ze wszystkich stosunków wyciągnął smutną naukę, że życie jest walką mniej czy bardziej zamaskowaną, mniej czy bardziej złagodzoną. Ten jest najzręczniejszy, kto potrafi wal­czyć doznając najmniej przykrości; ten najlepszy, kto najmniej przysparza ich przeciwnikowi.


Idąc na obiad natknąłem się na ulicy na kobietę o szaleńczym wyglądzie, która niemal rzuciła się na mnie wołając: „Wsparcia, wielmożny panie, zaklinam na Boga”. Pierwszym moim odruchem, który w sposób naturalny wyrabia życie w wielkich miastach, było ją odtrącić. Nieszczęścia tak mnożą się w tych ogromnych skupi­skach ludzi obróconych przeciwko sobie i wrogich uciskającym ich ustanowieniom społecznym, pozory zaś nieszczęścia tak często biorą się z chytrości i sztuczek, że mamy się na baczności przed zewnętrznością często oszukańczą. Kiedy więc minąłem tę kobie­ tę nie zwracając na nią uwagi, ona zatoczyła się na kamienny słupek ze słowami: „O Boże, znikąd pomocy!” Niewzruszony sze­dłem dalej. W miarę jednak jak się oddalałem, ostatni okrzyk kobiety rozbrzmiewał coraz mocniej w mej pamięci. Walczyłem z tym wrażeniem i krzepiłem się myślą, że zniknęła mi z oczu, że zrobiłem już około 400 kroków, etc. Wrażenie jednak wciąż przybierało na sile. Wreszcie, nie mogąc tego znieść, zawróciłem, przebiegłem ulicę, straciłem pół godziny na znalezienie przedmio­tu litości tak przemożnej i dałem jej znacznie więcej, niż mogę dać. Nowe doświadczenie: cierpienie, prawdziwe czy fałszywe, zawsze będzie miało niepokonaną władzę nade mną.


niedziela, 29 maja 2022

Z pogardą o ludzie

 

Bez podstawowej oświaty całkowite ogłupienie ludu jest niemożliwe.

Lud nigdy nie powstaje przeciwko despotyzmowi, buntuje się przeciwko podłemu żywieniu.

Rozsądne jest szanowanie starych katechizmów, aby uniknąć wulgarności i zbrodni ludu, który formułuje nowe opinie.

Lud wybiera nie tego, kto go kuruje, lecz tego kto go narkotyzuje.

Lud znosi to, że go grabią, pod warunkiem, że mu schlebiają.

Głupie odmiany despotyzmu, gdy eksploatują lud - aby go rozerwać - wybierają walki cyrkowe, - podczas gdy przebiegły despotyzm woli walki wyborcze.

Znajdowanie się na łasce ludowego kaprysu dzięki powszechnym wyborom jest tym, co liberalizm nazywa gwarancją wolności.

Lud brudzi idee i wyciera słowa.

Lud żeni się wyłącznie ze sprostytuowanymi ideami.

Lud przyjmuje nawet szlachetne idee, jeśli są mu głoszone przy użyciu prostackich argumentów.

Lud wierzy, że triumfuje, kiedy wybiera tych, którzy podzielają jego idee, podczas gdy realnie triumfowałby tylko wtedy, gdyby wybierał tych, którzy nie podzielają jego idei.

Aby gnębić lud, trzeba zlikwidować w imię ludu to, co od ludu się odróżnia.

Lud jest wychwalany wyłącznie przez tego, kto zamierza albo mu coś sprzedać, albo mu coś ukraść.

Lud chce tego, co mu zasugerują by chciał.

Lud nigdy nie wybiera.
Co najwyżej - zatwierdza.

Kto uznaje suwerenność ludu, ten z góry zalegalizował gwałty, których będzie ofiarą.

"Sprawiedliwość ludu" to eufemizm oznaczający masakry.

Wolny lud to widowisko pod względem estetycznym żałosne.

Lud wita owacyjnie wyłącznie przyszłego tyrana.

Suwerenność ludu nie oznacza powszechnego porozumienia: oznacza rozdrapywanie mniejszości przez większość.

W demokratycznej teorii "lud" znaczy populus; w demokratycznej praktyce - plebs.

Gdzie pozostaje tylko lud, tam stabilność tyranii jest zagwarantowana.

Przestraszony lud czasami trafia w sedno, rozentuzjazmowany lud zawsze się myli.

Nicolas Gomez Davila

Friedrich Georg Jünger - Myśli i uwagi

 Odrzucić karę śmierci to znaczy oszukać życie, odbierając możliwość odpowiedzialności. Czy nie pozbawia się również prze­stępcy możliwości pojednania z Bogiem? On nie chce uniewinnienia, to narusza jego godność. Cóż to za widok, kiedy morderca daremnie żebrze o własną egzekucję.

Rosnąca potrzeba anestezji ujawnia zmniejszoną siłę życia.

Wywoływać opór. Za dużo światła, wilgoci i ciepła czyni drzewo lekkim i włóknistym. Talent cierpi, jeśli się go nadmiernie faworyzuje. On wymaga przymusu, niezrozumienia. Chcąc uzyskać drogocenną żywicę niektórych drzew, należy je zranić.

Doskonałą kobietą jest ta, która odczuwa radość przy poczęciu, jest płodna, rodzi piękne dzieci i ma piersi pełne dobrego mleka. Im mniej przy tym wszystkim kłamstwa pięknych uczuć, tym lepiej. Zachowanie wielkiego Napoleona wobec pani de Staël wprawia mnie w radość i zachwyt. Aż skaczę z uciechy, kiedy sobie przypomnę tę dobrze znaną scenę.

Poważę się to powiedzieć. Nie ma doskonałej kobiety bez doskonałej macicy. Co to za czasy, którym trzeba mówić coś takiego.

Mój sen: gwiazdy to lampy, trzymane przez niewidzialne anioły.

Co pozostało po Heraklicie, to nie fragmenty, lecz aforyzmy. Zwietrzeniu opie­rają się tylko najtwardsze skały.

Mów jak długo chcesz; to, co mówisz, ma swój czas. Granicą słów jest milczenie. Tylko ten mówi dobrze, kto jest znawcą milczenia.

Rozmawiaj z ludźmi o tym, na czym się znają: z myśliwym o polowaniu, z rybakiem o połowie, z winogrodnikiem o winie. To zawsze będzie dobra rozmowa.

Z pomocą przyjaciół nikt się naprawdę nie przebije. Siły nabiera się dzięki przeciwnikowi. Salus ex inimicis nostris.

Co mnie wzmacnia, innego osłabia. Co mnie osłabia, jego wzmacnia. Corruptio unius est generatio alterius et contra.

Armia, która walczy tylko w defensywie, już jest pokonana.

Umysły, które zastanawiają się jedynie nad zyskiem i korzyścią, tylko wyzyskują i wykorzystują świat.

Kiedy człowieka zaczyna się ważyć, mierzyć, liczyć, czy bardzo odległa jest myśl, by go pokroić na kawałki?

Miłujące wolność narody nie znoszą emerytury.

Państwo nie może składać się z samodzielnych, zacnych, miłujących wolność ludzi. Żeby je zbudować i utrzymać, potrzeba solidnej porcji nikczemności. Potrzeba ludzi, którzy są ulegli, którzy się dopasowują, dają się wykorzystywać i chętnie załatwiają brudne sprawy. Trzeba opłacać dużych i małych łotrów, żeby nie podupadły interesy.

Państwo nigdy nie zlikwiduje denuncjatorów. Gdyby zabrało się za nich poważ­nie, zlikwidowałoby ich. Ale oni są najtańszą kategorią jego urzędników. Oni pracują w dzień i w nocy. Pracują bez wynagrodzenia i bez nadziei na emeryturę.

Cóż miałoby znaczyć, że władza jest zła? Bezsilność jest jeszcze gorsza, a do tego podstępniejsza i bardziej jadowita. Nie władza jest zła, lecz jej nadużywanie.

Uzurpowana sława bruka bardziej niż wszelki brud.

Po co jeszcze okradać ludzi, skoro można ukraść samego człowieka.

Kto jest całkowicie pusty, ten już jest bębnem.

Szanuj rzecz, z którą wiąże się wysiłek. To należy do poczucia własnej godności. Szanuj naczynia, sprzęty, odzież. Nie obchodź się niedbale, lekceważąco i nisz­czycielsko z rzeczami, w których tkwi ludzkie staranie, ludzki trud, ludzkie życie.

Żyć skrycie bez konieczności ukrywania się, to znaczy żyć właściwie.

Oskarżony prosił, by jego ubóstwo uznać za okoliczność łagodzącą. Sędzia się na to nie zgodził, ponieważ – mówił – jeśli kradzież policzę na konto biedy, przypiszę ją biednym ludziom, a wtedy przepadnie domniemanie ich uczciwości.

Dowód prawdzie nic nie przydaje.

Jego życie polegało na podawaniu dokładnych danych.

Nauka nie tworzy oczu, lecz okulary.

Kto żąda prawa do pracy, ten żąda obowiązku pracy, przymusu pracy i pracy przymusowej.

Trzymaj z dala od człowieka lupy, mikroskopy i teleskopy, bo nie ujrzysz człowieka. To są metody, które sprawiają, że traci się zdolność widzenia. Widzieć nie oznacza powiększać drobne lub pomniejszać duże. Widzieć znaczy oglądać oczami i zobaczone pozostawić w proporcjach odpowiednich dla oczu.

Pracujesz nad tym, żeby swój arsenał dokładnych pojęć uczynić jeszcze dokład­niejszym. Nie bez powodzenia. Coraz bardziej upodabniają się one do narzędzi włamywacza.

Myśląc stawiamy długotrwały opór.

On myśli jak wiewiórka w klatce, kręci się wciąż w swoim bębenku.

Każde pożegnanie daje nam przeczucie śmierci.

Nie wiem, czy jestem nieśmiertelny. Ale przeczuwam, że zawsze istniałem.

W cierpieniu jest się zawsze laikiem.

Lekarze ćwiczą na zwłokach. Dlatego zwłoki pozostają często modelem, według którego leczą żywych.

Nikt nie może sam sobie wyprawić święta.

Chińskie przysłowie mówi, że człowiek, któremu spełniają się wszystkie życzenia, z każdym dniem staje się słabszy.

Że się obdarowujemy, to dobrze. Jednak to, że człowiek siebie samego przeznacza na dar, to przemienia świat od podstaw.

Stary mężczyzna, stara kobieta powinni być dla nas godni czci niczym katedry. Gdzie nie ma szacunku dla starości, tam w ogóle nie ma religii.

Gdzie zaczyna się nieokiełznane, tam wszystko jest zagładą, wszystko zniszczeniem. Wsłuchaj się w siebie a dostrzeżesz: gdzie brak więzów, tam są tylko grabieże, mordy, gwałty.

Ból nie omija tego, kto nieruchomo siedzi na krześle.

Samotność zakłada istnienie wspólnoty.

Wieczna wiosna nie jest już wiosną.

O czym mówi woda, o czym mówi wiatr? One wciąż mówią tylko o sobie. Nie potrafią mówić o niczym innym, to jest powodem ich melancholii.

W chichocie dziewcząt śmieje się płeć.

Kto nie ma czasu, nie dojrzeje.

Próżnowanie powiększa pokój na ziemi.

Dlaczego nie możesz przejść po linie nad przepaścią? Ponieważ przepaść jest silniejsza niż lina. To, co ciągnie w dół, jest silniejsze od tego, co przeciąga na drugą stronę.

Ciemność, mówią starożytni, jest tym, czego nie widać ani ze światłem, ani bez światła.

Co nie idzie od korzeni, nie pójdzie do korony.

Kto chce się przed wszystkim zabezpieczyć, pomnaża więzienia.

Gdzie wszystko się chwieje, tam wyrastają potężni ludzie.

Gdzie brak dystansu, tam wszystko staje się demoniczne.

Dojrzewać znaczy: ograniczać się w wyborze.

Każdy, kto myśli o przyszłości, już pcha kamień Syzyfa.

Gdzie zaczyna się liczenie i rachowanie, tam zawsze czegoś brakuje.

Potrzeba wielkoduszności, by dostrzec dwie strony jednej rzeczy.

To nie miłość, jeśli nie sprawia bólu.

Gdyby przeszłość nas nie żywiła, pomarlibyśmy już z głodu. Teraźniejszością nikt nie może żyć. Żyjemy w teraźniejszości, żywiąc się jednak przeszłością. Troszczymy się o dzieci, tworząc dla nich przeszłość. O ich przyszłość nie potrzebujemy tyle się troszczyć; one mają ją w sobie.

Jest coś małego w człowieku będącym jedynie obserwatorem człowieka. Owa małość jest w maksymach La Rochefoucaulda.

Prawda rani. Jednak prawda, wypowiadana po to tylko, aby zranić, cierpi. Prawda jest dyskretna; ona nie może stać się niedyskretna. Niedyskrecja jest uchybieniem wobec prawdy. Albowiem warunkiem wypowiadania prawdy jest właściwy czas i odpowiednie miejsce.

Są dwa rodzaje odwagi. Jedna jest jak strzała, druga jak tarcza.

Powoływał się na to, że również słońce ma plamy.

Sądzili, że jest wyniosły, a on tylko zezował.

Im większe miasto, tym mniej sąsiadów.

Przychodzący i odchodzący pozdrawiają się, dlatego dzieci i starzy ludzie są dobrymi towarzyszami. Opowiadają sobie bajki, ponieważ mają historię przed sobą, mają ją poza sobą.

Ten ćwiczy już postawy na własny pomnik. Ten odnosi posągi z powrotem do kamieniołomu marmuru.

Powoływał się na to, że również słońce ma plamy.

Wenus nie jest próżna. Również kobiety są mniej próżne niż mężczyźni. Jedwabna pończoszka, szminka, wysoko zasznurowane piersi, wilgotne spojrzenia, wszystko to jest nie – jak uważają teologowie – próżność, lecz popęd. A popęd nie jest próżny. Próżność osłabia popęd. Mężczyźni stają się tym próżniejsi, im bardziej kobiecy się stają.

Człowieka trzeba popchnąć, aby zobaczyć czy ustoi czy też upadnie. Człowiek nigdy nie poddany próbie, nie doświadczony, nie posiada dającego się określić charakteru.

Wstydliwość jest oznaką zmysłowości. Bezwstyd nie jest zmysłowością, lecz jej defektem. Bezwstyd jest zawsze również czymś duchowym.

Człowiek bez skóry to obrzydliwy widok. Myślenie, któremu brakuje skóry nie jest wiele przyjemniejsze. Mam dziś wrażenie, że poruszam się wśród odartych ze skóry.

Mówisz mi, że nie lubisz wielkich słów. Ale mówisz to za często.

Jemu odpowiada każde towarzystwo, byleby tylko nie musiał być u siebie. Kto jest ze sobą w zgodzie, ma towarzystwa dość.

Nieumiarkowanych poznaje się po sposobie, w jakim sławią umiar.

Kto chce być wciąż dowcipny, szybko staje się pogardzany.

W kraju, w którym nie ma szacunku dla starych ludzi i starych drzew, nie będzie nigdy ładu ani pokoju.

Ostrożny człowiek. Obiecuje tylko to, co inni mogą dotrzymać.

Kobiety drwią sobie z wrogów kobiet, ponieważ wiedzą, że z ich powodu jeszcze na niczym nie straciły.

Kobiety między sobą są najmniej uprzejme i najbardziej skore do łamania reguł.

Uprzejmość i takt to dwie różne rzeczy, ponieważ ta pierwsza może opierać się na konwencji i być przybrana. Takt nie ma nic z przybrania; on jest rytmem i jako taki pozostaje wrodzony.

Zazdrość boli już w rogach, które jeszcze nie wyrosły.

Pochlebcy jak ślimaki torują sobie drogę, wydzielając śluz.

Pochlebcy są złodziejscy jak muchy-śmietki. Oni łasują na próżnych.

On żyje wiadomościami. Ale żyć wiadomościami to znaczy prowadzić życie uzależnione od zastrzyków.

Nie zadał sobie trudu, aby się czegoś nauczyć. Ale nauczył się jednego: trudzić innych.

Świat trzeba zostawić nienaruszony, jeśli chce się ujrzeć delikatny pyłek okrywa­jący rzeczy.

Cierpliwość posiada się tylko wraz z celem. Bez celu nie ma cierpliwości. Nie istnieje cierpliwość abstrakcyjna.

Szczyt namiętności jest wysoki i wąski. Nie mogę się na nim wygodnie umościć, nie mogę zamieszkać.

Reguła towarzyska: nie przestawać z ludźmi poszukującymi przeżyć.

Mówi się, że pewne zajęcia wysuszają ludzi. Może tak być. Jednak wydaje mi się, a spotykałem się z tym dużo częściej, że to człowiek wysusza swoje zajęcia. Bezkrwisty, oschły człowiek wystarczy, żeby wszelkie zajęcia stały się bezkrwiste i suche.

Kto nie potrafi słuchać, me potrafi być posłuszny. Kto nie potrafi być posłuszny, nie potrafi myśleć.

Powiedzieć, że coś jest korzystne, nic nie znaczy, jeśli się nie doda, dla kogo.

Mówi się: „poznaję to po twoich oczach, po twoim nosie”. Uszy trudniej rozszyfrować.

To też niebezpieczne, nikomu nie ufać.

Kto dużo się uśmiecha, oducza się śmiać.

Kobiety, które w kłótni porzucają wszelką logikę, doprowadzają mężczyznę do rozpaczy. Jednak w jego logice nie ma słuszności. On nie ma słuszności przez to, że myśli bardziej logicznie niż kobieta. Kobieta zachowuje swoją rację wobec całej słuszności logicznych argumentów. Kobieta respektuje mężczyznę, a nie logiczne myślenie.

Z powrotem do źródeł! Nie jest źródłem ten, kto to głosi.

Również myśl, że wszystko przemija, jest przemijająca.

Pokój zawarty przez kastratów, także jest wykastrowany.

Kto ucieka od swego cienia, ten ucieka od światła.

Archeologia wiąże się zawsze z profanacją grobów.

Kto chce ponad bogów, wpada w ręce tytanów.

Urzędnik: „Gdzie pan pracuje?”
Ja: „Nigdzie. Jestem niezależny”
Urzędnik: „Czy posiada pan na to zezwolenie?”
(Dosłownie z rozmowy, jaką odbyłem w roku 1947 w urzędzie zatrudnienia)

Na sztuce lawirowania zna się tylko ten, kto ma cel.

Kiedy znikają żebracy, to znak, że bieda się rozprzestrzeniła.

Skowronek nie wznosi się ponad swoją pieśń.

Tam, gdzie wszystko można powiedzieć, dobre jest milczenie.

Przemysł produkujący konserwy konserwuje to, co podlega gniciu.

Szczerość i umiłowanie prawdy to dwie różne rzeczy.

Jest rekord wierceń głębinowych na czas. Trudniej wytworzyć warstwę próchni­cy na grubość trzech cali.

Wszystko wulgarne jest zarazem głupie.

Źdźbło gnie się, bo jest zakorzenione.

Świat nauki jest najbardziej odległy od boskiego świata.

Chytrość pochodzi z niedostatku. Dlatego pustynne lisy są chytrzejsze od innych.

Ludzie nie wierzą już w bajki. Nawet nie wiedzą, że pozostają w służbie olbrzymów i że skrzaty wyprowadzają ich w pole.

Przed dalekim skokiem skoczek musi się cofnąć. Siłę do skoku czerpie z obszaru, na którym się nie skacze.

Godność pozbawiona wdzięku jest irytująca i trudna do zniesienia.

Ten wysiaduje porcelanowe jaja.

Litość w stosunkach pomiędzy płciami wskazuje na brak Erosa. Eros nie jest litościwy.

Utknął w sylurze, w dewonie. Prekambryjska formacja życia duchowego i inte­lektualnego.

Liberalny mieszczuch oklaskuje nawet swą własną zagładę.

Szlachetni ludzie, mówi przysłowie, myślą długo. Dają sobie czas. A tylko ten, kto ma czas, jest szlachetny.

Dobroć potwierdza się tam, gdzie brak sympatii.

Tylko mumie nigdy się nie zmieniają.

Nadmiar jedynie wówczas nie ciąży, kiedy zamienia się w dar.

Istnieją umysły, które są ciemne, w których nie ma światła. Oraz takie, które są tak jasne od sztucznego światła, że już nic nie widzą.

Dialektyka i sofistyka. Dziewki służebne, które w nędznych sukniach kłócą się i strofują, podczas gdy Sophia z uśmiechem staje w drzwiach.

Podłość ma wiele drzwi.

Kołyska, łoże i trumna są z tego samego drzewa życia.

Mówić, że coś jest dobre, piękne, prawdziwe, nic nie znaczy. To tylko naklejone etykiety.

Fortuna rozprasza majątki przy pomocy szulerów i łatwych dziewcząt. To jest sprawiedliwe wyrównanie.

Od rousseauizmu do gilotyny jest tylko jeden krok.

Źródło wyboru zawierające więcej "Myśli i uwag"





sobota, 28 maja 2022

Samo-oszukiawanie się i wpływ ego na osądy

 

Wnioski są nie tyle wynikiem procedur, ile powodem, dla każdego wybieramy jedną z nich.

Do tej pory każda socjologiczna ankieta potwierdzała koncepcje socjologa, który ją przygotował.

Człowiek potrzebuje nie tyle rozwiązania swych problemów, ile wiary, że zostały one rozwiązane.

Nic trudniejszego niż wątpić w winę naszych ofiar.

Zwykle najtrudniejsze jest nieudawanie zrozumienia.

"Postęp" -nie mogąc zrealizować tego, czego pożąda, chrzci mianem "pożądanego" to, co realizuje.

Myślenie zazwyczaj sprowadza się do wymyślania racji po temu, by wątpić w oczywistości.

Człowiek woli usprawiedliwiać się cudzą grzesznością niż własną niewinnością.

Nazywamy egoistą tego, kto nie poświęca się naszemu egoizmowi.

Nazywanie "społecznymi" problemów, które wynikają z samej natury człowieka, służy jedynie udawaniu, że możemy je rozwiązać.

Racjonalista przypisuje rozumowi ojcostwo swych założeń, aby z góry zdyskredytować oczywistości, które zagrażają jego głębokiemu snowi.

W naukach społecznych zazwyczaj waży się, liczy i mierzy, aby nie musieć myśleć.

Przywykliśmy nazywać doskonaleniem moralnym niezdawanie sobie sprawy z tego, że zmieniamy nałóg.

Człowiek zapewnia, że życie go upadla, żeby ukryć to, iż poprostu go odsłania.

Problemy społeczne są rozkosznym schronieniem tych, którzy uciekają od swych własnych problemów.

Niereligijne społeczeństwo nie jest w stanie znieść prawdy o kondycji ludzkiej.
Woli kłamstwo - jakkolwiek byłoby niedorzeczne.

Nie ma zwycięzcy, który byłby zdolny czuć się zaledwie szczęściarzem.

Człowiek wyrusza nie tyle na na łowy prawd, ile na poszukiwanie wymówek.

Mamy zwyczaj nazywania galimatiasem tego, co rozważa się na przerastającym nas poziomie.
[Ostrożnie ze znajdywaniem czegoś "niejasnym", gdyż nie jest to zbyt trudne. Pudle i słonie znajdują wiele rzeczy niejasnymi. Lichtenberg]

Uczestniczenie w kolektywnych przecięwzięciach pozwala zaspokoić apetyt i czuć się bezinteresownym.

Wielu uważa się za anachoretów, podczas gdy zwyczajnie usunięto ich w cień.

Nicolas Gomez Davila