Ileż zwodnicze naszych mar postaci!
Jak zrazu łudzą roskosznie ich skrzydła!
Lecz gdy niebaczne oko raz je straci,
Jakież w nich potem odkrywa straszydła!
Jakie przepaście pod niemi, za niemi!
Słodko jest dać się na wieki załudzić;
Ale jak gorzko śród ułud się zbudzić!
Krążąc myślami zaczarowanemi
W kraju anioła, nagle dotknąć ziemi;
I uczuć całą różnicę pomiędzy
Niebem a ziemią; i z bogatej przędzy
Serdeczno-dusznej, w pamiątce roskoszy,
Zachować tylko promyk, co się płoszy
Za każdem na świat, na ludzi spojrzeniem —
Nitkę, co rwie się za każdem westchnieniem.
Poco więc marzyć? poco w sobie budzić
Te sny, łudzące Edenu pozorem?
Potoż jedynie, ażeby się łudzić;
I być dla siebie samego upiorem?
Lecz jak niemarzyć, gdy tyle od rojeń
Dusza doznawa zachwyceń, upojeń?
Gdy ziemskość swoje granice rozprzęga,
A w siódme niebo duch po roskosz sięga.
Mniejsza o skutki! precz orły-zamiary
Symurgi-chęci, sokoły-nadzieje!
Precz w otchłań z wiatrem, co wam w skrzydła wieje!
Precz wszystko! same niech zostaną mary!
Niepłosz ich świecie! czas je snadniej spłoszy.
Fragment Bruno
Tomasz August Olizarowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.