niedziela, 10 maja 2026

Dalekowzroczny ksiądz katolicki, ojciec Leonard Feeney...

 Kto wymyślił pojęcie „mowy nienawiści”? Na to bardzo interesujące pytanie ponad siedemdziesiąt lat temu odpowiedział dalekowzroczny ksiądz katolicki, ojciec Leonard Feeney:


CZY NALEŻY ZAKAZAĆ NIENAWIŚCI?

Większość Amerykanów, słysząc to pytanie, bez wahania odpowiedziałaby: „Tak, oczywiście, nienawiść powinna być zakazana!”. Ich chęć udzielenia odpowiedzi można wyjaśnić aż nazbyt łatwo. Przez ostatnie półtorej dekady byli bombardowani propagandą, która miała sprawić, że będą patrzeć na cały świat z ogłupiającą życzliwością. Techniki reklamowe, które zwykle zachęcają Amerykanów do wybredności w kwestii mydła i pasty do zębów, są teraz wykorzystywane, by przekonać ich, że w sprawach kultury i wyznania nie ma czegoś takiego jak produkt lepszy od innych. Za pomocą billboardów, plakatów w autobusach i metrze, gazet i czasopism, audycji radiowych i telewizyjnych przekonuje się Amerykanów, zarówno subtelnie, jak i bez ogródek, że „fanatyzm to faszyzm… Tylko braterstwo może ocalić nasz naród… Musimy być tolerancyjni wobec wszystkich!”.

Długofalowe skutki tej kampanii są widoczne już teraz. Tworzy ona „obywatela bez kręgosłupa”: człowieka pozbawionego wrażliwości kulturowej; niezdolnego do oburzenia; którego jedyna aktywność umysłowa jest jedynie przedłużeniem tego, co czyta w gazecie lub ogląda na ekranie telewizora; który z pustym i uśmiechniętym wyrazem twarzy patrzy na moralną katastrofę w swojej okolicy, polityczną katastrofę w swoim kraju i zbliżającą się światową katastrofę. Ma zrozumienie tylko dla wrogów swojego kraju. Żywi wyłącznie życzliwe uczucia wobec tych, którzy chcieliby zniszczyć jego dom i rodzinę. Szczerze współczuje każdemu, kto chciałby zniszczyć jego wiarę. Jest powszechnie tolerancyjny. Jest całkowicie pozbawiony uprzedzeń. Jeśli ma jakieś zasady, dobrze je ukrywa, aby nie wydawało się, że opowiadając się za nimi, sugeruje, iż zasady kontrastujące z nimi mogą być mniej wartościowe. Jest, na miarę swoich możliwości, dokładnie taki sam jak każdy inny obywatel, który, jak wierzy, stara się być dokładnie taki jak on: bezimienny, pozbawiony charakteru człowiek-plastelina. […]

Tak samo pewnie i stanowczo, jak Żydzi stali za masonerią, sekularyzmem czy komunizmem, tak samo stoją za kampanią „przeciw nienawiści”. Nie chodzi o to, że ruch ten stanowi urzeczywistnienie doktryny talmudycznej. Żydzi opowiadają się za tolerancją wyłącznie ze względu na jej destrukcyjną wartość – destrukcyjną, to znaczy dla Kościoła Katolickiego. Ze swojej strony wciąż podtrzymują swoje rasowe urazy i niechęci. Na przykład ich Talmud nadal naucza, że Chrystus był bezczelnym oszustem, i podaje nienadającą się do publikacji bluźnierczą relację o jego pochodzeniu i narodzinach. A jak powinno nas nauczyć właśnie minione Boże Narodzenie, Żydzi, pomimo całej swojej gadaniny o braterstwie, w najmniejszym stopniu nie porzucili swojego zdecydowanego programu, aby wszelkie przejawy uznania Bożego Narodzenia zniknęły z życia publicznego i społecznego narodu.

Sekretem sukcesu Żydów jest oczywiście to, że potrafią oni żywić taką prywatną nienawiść, jednocześnie propagując publiczną „miłość”, i nie są za to oskarżani o hipokryzję. Jak zawsze bowiem kierują oni wszystkim głównie zza kulis. Swoje przesłanie przekazują za pośrednictwem współpracujących z nimi nie-Żydów. A takich nie-Żydów jest obecnie prawdopodobnie więcej – zarówno tych chętnych, jak i tych, którzy dają się oszukać – niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Dodatkowym szczęśliwym zbiegiem okoliczności jest to, że żydowscy dyrektorzy amerykańskiego przemysłu rozrywkowego mogą teraz zagwarantować, że jeden rzecznik Bractwa, znajdujący się w odpowiednim miejscu (np. za mikrofonem lub przed kamerą telewizyjną), jest w stanie wywrzeć wpływ na miliony Amerykanów.

A kampania Żydów odnosi sukcesy. Mamy wszelkie powody, by niepokoić się tym sukcesem. Amerykańscy katolicy, nawet ci, którzy nie angażują się aktywnie w dyskusję na temat tolerancji, są obecnie utrzymywani w ryzach przez wszechobecną groźbę oskarżenia o nienawiść, fanatyzm i nietolerancję. („Czy nienawiść powinna być zakazana?”, The Point, pod redakcją ks. Leonarda Feeneya, lipiec 1955 r.)

W 1955 roku, katolicki ksiądz Feeney myślał dokładnie tak samo jak katolik Michael E. Jones w 2026 roku. Ksiądz Feeney słusznie dostrzegł, że Żydzi nienawidzą Kościoła Katolickiego, ale nie zrozumiał, że nienawidzą go dlatego, że jest on biały, a nie dlatego, że jest chrześcijański. [To błąd. Nienawidzą – bo zaparli się swojego Mesjasza, a więć produkują nowego. md] Wielki pisarz katolicki Hilaire Belloc prawdopodobnie nie popełniłby tego samego błędu. Jak kiedyś powiedział: „Europa to Wiara, a Wiara to Europa”. Dlatego Belloc byłby całkowicie przeciwny imigracji muzułmanów i innych nie-białych do Europy. Nie byłby też wcale zaskoczony, widząc, jak Żydzi organizują taką imigrację, propagują ją i karzą białych za opór wobec niej.

Belloc nie byłby też zaskoczony, widząc, jak Żydzi cynicznie odgrywają rolę ofiar, gdy ich własna polityka obróciła się przeciwko nim. Ten somalijski nożownik z Londynu, który zaatakował Żydów, zostanie teraz wykorzystany przez Żydów do zwiększenia żydowskiej potęgi i podkreślenia statusu ofiar. Nie zabił nikogo, ale otrzyma znacznie więcej uwagi niż Mohammed Ismail, Somalijczyk, który zamordował trzech białych w Sheffield w 1960 roku, oraz niż Mohamed Noor Iidow (sic), Somalijczyk, który zgwałcił na śmierć białą kobietę w Londynie w 2021 roku.

Na całym Zachodzie niezliczeni biali ludzie padli ofiarą morderstw, gwałtów, pobić, rabunków i innych krzywd spowodowanych przez błotną powódź masowej migracji, nadzorowaną przez Żydów. Jednak, jak już wspomniano, krzywda wyrządzona białym ludziom jest cechą charakterystyczną tej powodzi, a nie jej błędem. A teraz, gdy ta powódź błota z opóźnieniem szkodzi jej twórcom, Żydzi odgrywają rolę ofiar i lamentują, że „Żydzi nigdzie nie czują się bezpiecznie”, że „Żydzi żyją w strachu w Wielkiej Brytanii XXI wieku”, że „Żydzi w Wielkiej Brytanii nie czują się już jak w domu”, że „Żydzi w Irlandii nigdy nie czuli się bardziej samotni”. Jednak żadnemu z tych lamentów nie towarzyszy szczerość ani samokrytyka. Żydzi nie wyróżniają się szczerością i samokrytyką. Zamiast tego wyróżniają się użalaniem się nad sobą. (...)

Życie nocne (night-life). Z tego właśnie znany był kiedyś Londyn. Dzisiaj Londyn znany jest z „życia nożowego” (knife-life). W październiku 2025 roku, biały mężczyzna o imieniu Wayne Broadhurst został śmiertelnie pchnięty nożem w Londynie przez afgańskiego muzułmanina. Jego zabójstwo zostało całkowicie zignorowane przez brytyjską elitę polityczną i nie wywołało żadnych pełnych niepokoju komentarzy w mediach głównego nurtu. W kwietniu 2026 r. dwóch Żydów zostało pchniętych nożem, ale nie zabitych, w Londynie przez osobę, która według doniesień była somalijskim muzułmaninem. Brytyjska elita polityczna natychmiast zareagowała oburzeniem, a media głównego nurtu są pełne pełnych niepokoju komentarzy na temat biednych, prześladowanych Żydów. Żydowska minister sprawiedliwości Sarah Sackman oświadczyła z powagą, że „atak na brytyjskich Żydów jest atakiem na samą Wielką Brytanię”.

(...)

Jednak kluczowa rola Żydów w migracji muzułmanów nie zostanie poruszona w pełnych niepokoju komentarzach na temat tego somalijskiego nożownika z Londynu. Obdarzając Żydów współczuciem i pochlebstwami, media głównego nurtu nie zapytają, dlaczego w Wielkiej Brytanii jest tak wielu Somalijczyków. Na to niezwykle interesujące pytanie istnieje bardzo prosta odpowiedź. W Wielkiej Brytanii jest tak wielu Somalijczyków dzięki mało znanej Barbarze Roche, intensywnie etnocentrycznej Żydówce, która pełniła funkcję ministra ds. imigracji pod rządami oddanego szabas-goja Tony’ego Blaira:
(...)

Mężczyzna aresztowany za pchnięcie nożem dwóch Żydów w Londynie to podobno 45-latek „urodzony w Somalii, który przybył do Wielkiej Brytanii »legalnie jako dziecko«”. Innymi słowy, jest on jednym z Somalijczyków sprowadzonych do Wielkiej Brytanii bez jakiegokolwiek demokratycznego mandatu ani zgody białej większości. Od momentu przybycia wzbogacił Wielką Brytanię w typowo somalijski sposób: ma „historię poważnej przemocy i problemów ze zdrowiem psychicznym”.

Dwie strony tego samego Cohena

Barbara Roche zalała Wielką Brytanię Somalijczykami o niskim IQ i wysokiej przestępczości, takimi jak on, ponieważ uważała, że będzie to dobre dla Żydów. Nie chciała pomóc Somalijczykom: chciała zaszkodzić białym. Krótko mówiąc, chciała zemścić się na białych. I znowu, nie musicie wierzyć mi na słowo. Nie, uwierzcie samej Roche. W 2001 roku powiedziała w wywiadzie dla Guardiana, że jej „rodzice byli częściowo hiszpańskimi, portugalskimi, polskimi i rosyjskimi [Żydami], a ona weszła do polityki – do dziś to podkreśla – aby zwalczać antysemityzm i ksenofobię w ogóle”. W jednym z przemówień w 2000 roku wyraźnie cieszyła się ze swojej zdolności do otwarcia granic Wielkiej Brytanii i wyrządzenia krzywdy białej większości. Była dumną potomkinią Żydów, którzy ponad sto lat temu zostali znieważeni przez ksenofobicznego białego Brytyjczyka. Zwróćcie uwagę, jak rozpoczyna tę część swojego przemówienia rażącym kłamstwem:

Wielka Brytania zawsze była krajem imigrantów. Przed początkiem XX wieku praktycznie nie istniały żadne kontrole imigracyjne. Ustawa o cudzoziemcach z 1905 roku była bezpośrednią reakcją na imigrację żydowską i trudno zaprzeczyć, że częściowo wynikała z antysemityzmu. Major [William] Evans-Gordon, poseł do parlamentu, przemawiając na poparcie tej ustawy, powiedział: „To najbiedniejsi i najmniej zdolni spośród tych ludzi się przemieszczają, a to właśnie resztki z tej grupy przybywają do tego kraju i są tu przyjmowani […] Szanowni posłowie z przeciwnej strony nie żyją w codziennym strachu, że zostaną wyrzuceni na ulicę, aby zrobić miejsce dla nieprzyjemnego Polaka [tj. polskiego Żyda]”.
Podejrzewam, że major Evans-Gordon przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, że ich potomkini nie tylko zostanie ministrem ds. imigracji, ale także stanie dziś przed Państwem, wygłaszając to przemówienie. („Migracja w Wielkiej Brytanii w globalnej gospodarce”, projekt przemówienia Barbary Roche, posłanki do parlamentu i minister ds. imigracji, Londyn, 11 września 2000 r.)
Żydowskie kłamstwo Roche’a, że Wielka Brytania jest „narodem migrantów”, nawiązywało do starszego żydowskiego kłamstwa, że Ameryka jest „narodem imigrantów”. Żydzi jednak nie wierzą we własne bajki: tych kłamstw nie rozpowszechnia się w Izraelu, którego szczelnie zamknięte granice i zdecydowanie judeo-centryczne prawo odzwierciedlają prawdziwe znaczenie słowa „naród”. Słowo to pochodzi od łacińskiego czasownika nasci, oznaczającego „urodzić się”, ponieważ naród jest związany więzami krwi, wspólnym pochodzeniem, religią, kulturą i językiem. W tym sensie Wielka Brytania, Ameryka, Francja, Australia i wiele innych krajów zachodnich przestały być prawdziwymi narodami, ponieważ zostały zalane przez obcych i niepodlegających asymilacji nie-białych przez swoje zdradzieckie, kontrolowane przez Żydów elity. Polityka izraelska kieruje się zasadą „Co jest najlepsze dla Żydów?”. Polityka zachodnia kieruje się zasadą „Co jest najgorsze dla białych?”. Ale te dwie zasady to w rzeczywistości dwie strony tego samego Cohena: Żydzi tacy jak Barbara Roche wierzą, że to, co jest najgorsze dla białych, jest jednocześnie tym, co jest najlepsze dla Żydów.

Cały artykuł:

https://babylonianempire.wordpress.com/2026/05/09/najwieksze-zagrozenie-dla-bialych-zydowska-doktryna-stojaca-za-nozownikami-somalijskimi-i-zalewem-imigrantow/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.