W ciemnym blasku tych rozdzierających przeciwieństw —miłości i strachu — pogrąża się również tragedia Krasińskiego, objawiająca obnażony katastrofizm apokaliptyczny XIX wieku, nie mogący, jak i poprzednie katastrofizmy, odnaleźć Boga miłości. Wkrótce jednak do tego dojdzie, gdy Krasiński zaczniesię zbliżać do mesjanizmu.
Na razie pociąga go skok w przepaść. Jest to prawdopodobnie objaw hipnotyzmu śmierci, ku której się bezustannie kieruje, o której marzy, pragnąc się rozbić o coś, co istnieje, a istnieje śmierć. Mówiąc językiem późnego Freuda, Krasińskiego opanowuje libido thanatyczne. Przyszłość, a właściwie już, już nadchodząca przyszła chwila hipnotyzuje go jako możliwość śmierci właśnie, a pociąg do roztrzaskania się przypomina znane zjawisko „hipnotyzmu głębi".35. HrabiaHenryk już w części pierwszej Nie-Boskiej Komedii przeczuwa swą „ostatnią godzinę'' wyreżyserowaną przez Złego Ducha, a wśród rozmaitych oblegających go wtedy emocji jest i taka: „Na próżno walczyć — rozkosz otchłani mnie porywa —" (24). Na chwilę przed tym objawieniem rezygnacji i ekstazy przepaści Mąż czuje się oblężony przez urwisko skalne i morze, które nadciąga ku niemu. Powiada: „— niewidoma siła pcha mnie coraz dalej — coraz bliżej — ztyłu tłum ludzi wsiadł mi na barki i prze ku otchłani—"(24). Życie upadkiem musi się skończyć upadkiem życia. W liście do Reeve'a z 12 czerwca 1831roku Krasiński uznaje za „bezsprzecznie najpiękniejsze wiersze napisane kiedykolwiek przez starego Wiła" — te właśnie, które mówią o życiu przepadającym w nicość, będącym Told by an idiot, full of sound andfury Signifying nothing 36.Bierze je za swoją dewizę, umieszczając się w gronie tych, którzy byli wtedy i dziś obdarzeni podobną wrażliwością na „wściekłość i wrzask"37 istnienia.
W tym samym liście do Gaszyńskiego z 9 lutego 1836 roku, od którego zaczęłam analizę sytuacji egzystencjalnej Krasińskiego, znajduje się ostre przeciwstawienie adresata i nadawcy. Ten pierwszy, wynagrodzony przez Bogaza swą dobroć, za wiarę „we wszystko słodkie, poczciwe i piękne", znalazł sobie przyjaciół i cele życia. Położenie tego drugiego jest diametralnie odmienne: „Ach, Ty nie czujesz tej próżni bez imienia, bez granic, w której obumieram" 38.Zdumiewa natychmiastowa zmiana języka: przejście od stereotypowej sentymentalnej idylli życia poczciwego Gaszyńskiego do bezwzględnej ostrości wypowiedzenia własnej egzystencji w pustce i agonii. Byt rysował się wówczas Krasińskiemu jako zawieszony między niepewnym „zbawieniem" a pewną „nicością". Najbardziej znamienne jest tutaj poczucie „przepaści" lub „próżni". Konstytuuje ono bowiem rodzaj rozpaczy, rozciągającej się między przekonaniem o własnej niezniszczalnej indywidualności a wizją rozsypującego się bezustannie i nieuchronnie prochu, o czym pisałam tutaj jako o stałym zagrożeniu frenetycznym, zagrożeniu nihilizmem śmierci jako niszczycielki. Śmierć otwiera wtedy u Krasińskiego przepaść nieciągłości. Pytanie: czy żyć nią, czy też próbować ustanowić jakąś ciągłość, pozostaje nierozstrzygnięte. Ale w tej sytuacji jakże musi pociągać dobrowolne i ostateczne zerwanie ciągłości. Toteż pod koniec cytowanego listu pojawia się opis myśli samobójczej. „To pokusa namiętna wśród najnamiętniejszych" 39.Jeśli Krasiński nie poddaje się ostatecznie tej pokusie, to również może i dlatego, że dochodzi do pewnej filozofii życia, którą wykłada zaraz w następnym liście z 4 marca 1836 roku: „Nie cierpieć wcale byłoby nie być, bo bytu nie ma w zupełnej jedności! [...] A zatem ile wieczności nam stanie, tyle i bólu, a nie chcesz tego, to obieraj nicość. Ból albo nicość — nie ma trzeciego stanu!" 40. I jakieś swoiste „męstwo bycia", używając terminu Paula Tillicha, jakiś rodzaj honoru każe Krasińskiemu trwać w bólu. Swą paradoksalną koniecznością („bo bytu nie ma w zupełnej jedności" szczęścia, ma się rozumieć) ból nasyca po brzegi jego egzystencję i zabarwia jego przeświadczenia religijne. W liście do Delfiny z 1841 roku Krasiński przedstawiał, w znany już sposób, ale wyjątkowo ostro i nieubłaganie, bieg swego żywota: „Wyraz nicość zawsze nasuwał się pod pióro moje, mieszał i kaził najświętsze mi natchnienia. Koniec mój już zawarty był we mnie jak owoc w ziarnie, tylko że to owoc pusty, robaczywy, pełen popiołów"41.
Przerażająca wizja obłąkanej Żony hrabiego Henryka, ogłaszającej, „co by było, gdyby Bóg o s z a l a ł", odsłania przeczuwaną i doświadczaną przez Krasińskiego potworność Kosmosu, pozbawionego porządku i sensu:„Wszystkie światy lecą to na dół, to wgórę — człowiek każdy, robak każdy krzyczy — Ja Bogiem — i co chwila jeden po drugim konają — gasną komety i słońca. — Chrystus nas już nie zbawi— krzyż swój wziął w ręce obie i rzucił w otchłań. Czy słyszysz, jak ten krzyż, nadzieja milionów, rozbija się o gwiazdy, łamie się, pęka, rozlatuje w kawałki, a coraz niżej iniżej — aż tuman wielki powstał z jego odłamków — " (32). Ta jedna znajbardziej przejmujących wizji w literaturze polskiej może być tylko zestawiona zestraszliwą Mową wypowiedzianą przez umarłego Chrystusa ze szczytu kosmicznego gmachu o tym, że nie ma Boga Jean Paula. Tytuł określa już wszystko — jednak potwornemu zwątpieniu przenikającemu cały tekst przeciwstawione zostało zakończenie: przebudzenie z tego koszmarnego snu wśród pogodnego pejzażu. U Krasińskiego zaś „Najświętsza Bogurodzica jedna się jeszcze modli" wśród szaleństwa oraz rozpadu i obiecuje ocalenie.
Georges Poulet natomiast omawia szczególny spektakl tragiczny u Blake'a: to „obraz Boga spadającego wprzepaść bez dna". „Jest to wrażenie skrajnego przerażenia, doświadczanego przez istotę staczającą się w przepaść". U jego podstaw tkwiwyjątkowe doznanie pustki.
„Doświadczenie owo ujawnia to, co jest z gruntu niemożliwe do przedstawienia, mianowicie przeżycie bezwzględnego braku oparcia, substancji, a więc nieobecności bytu, doznawanej przez byt. Poeta bezpośrednio spotyka i dostrzega, nicość w przeżyciu osobistym, którego doznaje wyobraźniowe, a przedstawia jako realnie doświadczone przez boga"42.
Podobnie postępuje Krasiński. Po trzecie wreszcie, tu właśnie pojawia się rozdzierający problem filozoficzny, którego Krasiński nigdy nie mógł rozstrzygnąć, nowy paradoks, paralelny wobec omawianych już paradoksów życia, wewnętrznego poety. Gaszyński bywał najlepszym powiernikiem. W liście z 9 lutego1835 roku, liście tylekroć tu omawianym, Krasiński z całą otwartością przedstawia dwa stale mu wówczas towarzyszące widziadła, dwa okropne zwątpienia: Jedno o Bogu,drugie o nieśmiertelności duszy własnej". Ściśle ze sobą połączone stwarzają one Krasińskiemu nieznośną sytuację egzystencjalną. Przekleństwo rzucone niemieckim filozofom-panteistom nie jest tutaj bynajmniej retoryczną igraszką. Krasiński z wielką siłą podejrzenia i rozpaczy miota pytania, które potrafiłyby odsłonić isotę Boga. Przecież „organizm świata" mógłby być „Bogiem żyjącym na ciągłej przemianie, na ustawicznym umieraniu cząstek swoich".42
Cóż by wówczas wynikało z takiej ewolucjonistycznej wizji Bóg jako wiecznej przemiany natury? „A jeżeli to prawdą — woła dramatycznie Krasiński— żeśmy błaznami dni kilku, a potem prochem, gazem, infuzoriami idącymi się zrosnąć w jakie inne błazeństwo organiczne? A jeśli prawdą, że świat tylko nieśmiertelny, a wszystka cząstka jego śmiertelna, odmienna, bezwieczne indywidualności? Jeśli Bóg to otchłań tylko przemian bez końca to wieczność śmierci i urodzin, to łańcuch nieskończony o pryskających ogniwach, to ocean, w którym każda fala wspina się, by kształt dostać, i opada natychmiast bez kształtu?"43. To, co i n n y m romantykom przynosiło ukojenie, np. wizja Boga jako ocean czy nieskończonego łańcucha, Krasińskiego przerażało ostatecznie. Okropna sekwencja zwątpień uwydatnia się w owych pytaniach zaczynających się od podejrzenia: „A jeżeli to prawdą...". Nie może być dlaKrasińskiego większego b ł a z e ń s tw a od obrazu człowieka jako istoty fizyczno-organicznej jedynie, „garści błota w końcu, jak już o tym była mowa. Podobne to do przejmującego gnostyckiego obrazu człowieka jako r ob a k a grzęznącego w błocie.
Słowo „błazeństwo" dobrze oddaje stan rozpaczliwej pogardy dla takiego rodzaju istnienia. Podobne błazeństwo przekreśla bowiem nieśmiertelność "ja"; Bóg jako otchłań przemian (zwróćmy uwagę znów na tę przerażającą otchłań), jako wieczność śmierć i narodzin przestaje być gwarantem nieśmiertelności indywiduum, będącego tą właśnie, a nie inną jednostką. Przemiany jej w „coś innego" doprowadza Krasińskiego do szaleństwa egzystencjalnego. Ginie wtedy i poezja. „Bo poezji nie ma bez nieśmiertelności duszy...", dowodzi. Stąd też przerażenie wizji Boga jako oceanu fal, które opadają bez kształtu. Zwróćmy uwagę na konieczność kształtu. Bóg w świecie Krasińskiego to gwarant form i znaczeń. Perspektywa panteistycznegc roztopienia się budziw nim grozę. Poszukuje więc takiego Boga który by zapewniał indywidualny kształt nieśmiertelności, ale poprzez to, że gwarantuje sensy i symbole świata poezji.
Maria Janion
WOBEC ZŁA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.