poniedziałek, 29 grudnia 2025

"Trylogia włoska" Norwida

 

Nie mogąc doczekać się obiecanego przez Bykowskiego zaproszenia do Nicei, przynaglany stale pogarszającym się stanem zdrowia, podejmuje Norwid na własną rękę zdobycie funduszu. Tak na przełomie 1882/1883 roku powstaje projekt napisania trzech nowel, które wydane własnym nakładem w tysiącu egzemplarzy i sprzedawane po jednym franku przyniosłyby z nadwyżką pieniądze potrzebne na wyjazd. Jako pierwsza powstaje nowela Stygmat, którą kończy już w styczniu 1883 roku. Odwołując się do jej tematyki Cezary Jellenta nazwał Norwida „wykładaczem wielkich snów historii i poezji”, a Stanisław Brzozowski zaobserwował najgłębszy wśród wszystkich naszych poetów zmysł dziejowości, historycznej świadomości. Norwid posiadał istotnie niezmiernie żywe wyczucie tradycji, związany był uczuciowo z przeszłością, co poczytywał za podstawową cechę społeczeństwa. W noweli Stygmat sama akcja zbliżona do schematu sentymentalnych romansów staje się sprawą drugorzędną, przesłoniętą przez problematykę historiozoficzną, która odznacza swoje piętno na dziejach romansowej pary, ich cierpieniach i katastrofie. Do nieuchronnego rozstania się dochodzi przez „stygmat” wyciśnięty na tej parze kochanków przez zmarłych przodków. Otrzymujemy chyba najbardziej syntetyczny tekst ukazujący rolę tradycji, przeszłości i konwencji w życiu ludzi. Podkreśla Norwid podstawową prawdę, iż ludzie nie są wolni od przeszłości, a słowo ma również swą wartość. Stąd rozpaczliwe pytanie, które pada w noweli: „Co ci ludzie z poczciwości słowa zrobili?!”. Pióro ofiarowane przez gęsiarkę ma charakter symboliczny o głębokiej wymowie — ono przywraca sens pisarstwa, które „obmierzili” poecie literaci.

Uważa się ten utwór za najmniej spójny kompozycyjnie, sąd taki jednak tylko częściowo jest słuszny, istotne bowiem jest podstawowe przesłanie przekazane w podjęciu wielkiej problematyki dotyczącej człowieka i historii, tego co ogranicza i determinuje los ludzki (S. Sawicki).

Na początku roku 1883 uzyskuje Norwid dwie zapomogi: z Towarzystwa Dobroczynności Dam Polskich 20 franków (6 stycznia) i z Instytucji „Czci i Chleba” 25 franków, ale są to sumy zdolne zaspokoić egzystencję nędzarza. Konty- nuuje więc dalej swą twórczość nowelistyczną.

W lutym 1883 roku powstaje kolejna nowela, najbardziej chyba znana pt. Ad leones, zbudowana na wrażeniach wyniesionych z Rzymu w latach czterdziestych i z salonu wiosennego w Paryżu w 1881 roku. Utwór swój opiera Norwid na ulubionej paraleli współczesności i czasów przełomu antyku i ery chrześcijaństwa, kiedy to dobro i postęp chrześcijaństwa walczy z „poganizmem”. Zło odnosi chwilowe zwycięstwo nad sztuką (podobnie jak w Fortepianie Szopena).

Podstawowe przesłanie to obowiązek wierności i wytrwania przy idei moralnej uosabiającej dobro. Artysta-bohater utworu, zdradza prawdę i dobro, staje się bezwolną igraszką, ponosi całkowitą klęskę, staje się odpowiedzialny za bezideowość współczesnej sztuki. Z brzydotą moralną środowiska kontrastuje charcica, która znakomicie wyczuwa i uzewnętrznia niepokoje swego pana-artysty. Kolejne stadia zmiany idei przewodniej rzeźby, przedstawione nadzwyczaj zwięźle, nasuwają bolesną refleksję o bezideowości sztuki współczesnej.

Potępienie dotyka nie tylko artystę posiadającego duże umiejętności techniczne, pozbawionego jednak kośćca moralnego, ale również, a może przede wszystkim społeczeństwo, mecenasów, prasę, demoralizujących artystów. Dyktatura pieniądza, zysku, pozbawia artystę godności osobistej. W przemianie rzeźby „chrześcijanie dla lwów!” na „Kapitalizację” zawarł Norwid syntetyczny proces degradacji dzieła sztuki oraz klęski moralnej i artystycznej. Słowne ostrze ataku wymierzone jest w bezideowe środowisko, wobec którego rzeźbiarz zachowuje postawę bierną, ale mimo wszystko góruje on nad otoczeniem, spełniając wolę tego otoczenia zachowuje się jak „doskonały ironista” (K. Wyka) i dzięki tej postawie pełnej dystansu ukazuje swą wyższość, a mimo uległości odnosi jednak zwycięstwo w oczach czytelnika. Winni są wszyscy, gdy dzieło artystyczne staje się tylko towarem, gdy natchnieniem kieruje myśl zysku, (zdrada symbolizowana przez 30 srebrników); podobnie dzieje się z myślą i z każdym uczuciem, gdy „Redakcja jest redukcją”.

Pod względem formalnym jest to jedna z najlepiej napisanych nowel polskich. Spowinowacona z typem tzw. noweli toskańskiej, wykazuje jednak cechy indywidualne i istotne odchylenia (Z. Szmydtowa). Jej język jest również czymś pośrednim między zwykłą narracją a stylem podniosłym znamiennym dla wielkich form literackich. Zwraca uwagę duża ilość słów obcych, skłonność do archaizowania i odchyleń znaczeniowych wzorowanych na łacinie. Nad całością dominuje styl ironisty zmierzającego do ostatecznej pointy. Niezwykły artyzm tej „jednej z najświet- niej napisanych polskich nowel”, tak ostatecznie zostaje sformuowany:

„... Wielka prostota i zarazem celowość doskonale przemyślanej kompozycji, [...] uderzająca oszczędność środków wyrazu, najzupełniej jednak wystarczających do osiągnięcia artystycznego wrażenia (brak jakichkolwiek zbytecznych szczegółów czy epizodów), wreszcie świetne przystosowanie ekspresji językowej do charakteru przekazywanej treści” (K. Górski).

Natychmiast po jej napisaniu przystąpił Norwid do tworzenia kolejnej noweli pt. Tajemnica lorda Singelworth, mającej charakter przypowieści i spowinowaconej z literaturą sensacyjną. Otrzymujemy utwór w stylu Eugeniusza Sue, Alana Poe czy Juliusza Verne. Jego bohaterowie noszą znaczące nazwiska, a tytuł nawiązuje do literatury popularnej, trywializującej tajemnicę. Przewodnia „tajemnica” nasuwa też inne, głębsze powinowactwa — prowadzi ku zagadkom bytu i pytaniom o sens świata znajdującego się na krawędzi. Zafascynowany postępem świat cywilizacji materialnej popada stopniowo w niewolę, która degraduje człowieka i wtrąca ten świat w chaos.

Zawarł Norwid w tym utworze całą swą tęsknotę za Włochami, do których tak chciał jechać przed swym osiedleniem się w przytułku. Czarowna Wenecja odzywa się tu swym niepowtarzalnym baśniowym pięknem, inaczej jednak widziana niż w Menego, z innej perspektywy i kolorystyki. Współczesny Don Kichot zamienia Rosynanta na balon; minęła właśnie okrągła rocznica wzniesienia się w przetrzeń braci Montgolfier (K. Wyka). Dla Stefana Kołaczkowskiego jest ten utwór „żartobliwie-ironiczną alegorią”, ale jest to już inna ironia od wcześniej spotykanej, ironia przesycona humorem. Anegdota opowiedziana przez narratora ma wprawdzie swoje fabularne rozwiązanie, ale nie kończy noweli, prowadzi ku innym sensom alegorycznym i symbolicznym. Lord Singelworth wznoszący się codziennie balonem nad Lido wyraża w ten sposób swój protest przeciwko nieczystości ziemskiej i duchowej, zatraty rzeczy wartoś- ciowych, łaknie tej podwójnej czystości, protestuje przeciwko fałszom i pozorom. Zniewolenie może mieć miejsce wszędzie, nawet w świecie czarownej Wenecji. Celem twórczych działań jest czystość. „Ludzie nie są jeszcze czyści... Są dopiero perfumowani” — twierdzi lord Singelworth.

W ten sposób z uwagi na wspólne tło włoskie oraz wspólnego narratora i komentatora otrzymaliśmy „Trylogię włoską” (J.W. Gomulicki), silnie obciążoną przeżyciami, doświadczeniami i refleksjami poety.

Norwid  opowieść biograficzna
Zbigniew Sudolski

Obdarzony wszystkimi darami, oprócz tego co daje powadzenie

 

Mieczysław Geniusz (poznany przez poetę w 1875 r. gdy miał 20 lat), który traktował Norwida jako nauczyciela i mistrza oraz starszego przyjaciela, przechowujący wszystkie posiadane w swej rodzinie pamiątki po poecie, przekazane następnie Zenonowi Przesmyckiemu oraz Tadeuszowi Smoleńskiemu, tak oceniał dramatyczny żywot Norwida, pisząc do Przesmyckiego: 

„Jest ogromny tragizm w tej postaci, obdarzonej w kolebce darami wszystkich wróżek, prócz tej, co daje powodzenie. Tragizm tym większy, że Norwid znał swą własną wartość i miał tę dumę, która nie pozwoliła nigdy, aby nierówności społeczno-materialne śmiały uchybić temu, co w sobie czuł bożym, płonącym z wyższego zezwolenia. Wszedł w świat przez drzwi najwyższych warstw towarzyskich, wyszedł przez drzwi przytułku Ś-go Kazimierza, ale z całą nieskazitelnością ducha, wysoce przekonanego o swym kapłaństwie śród ludzi, nie zniżonego nigdy do służby najemnej, interesownej. Czy jednak wolno mó- wić o jego dumie? [...] zawsze zachowywał taką prostotę obejścia, wyrozumiałość, uprzejmość, że jedynie wykwintność zachowania, piękność słowa i lot- ność myśli wyróżniały go ze środowiska, gdzie nie przybierał żadnego nadludzkiego, pontyfikującego Wiktor-Hugizmu. Nie duma więc, a tym mniej pycha, ale poczucie godności, ale wielki szacunek dla tego wyższego pierwiastku, którego się czuł powiernikiem, sprawiły, że usuwał się ze środowisk, gdzie ten pierwiastek dostatecznego nie znajdował uszanowania”. 

Zatrzymajmy się jeszcze nad jednym wspomnieniem Józefa Tokarzewicza, który poznał Norwida w 1870 roku, zbliżył się do niego jednak w trzy lata później (miał już wówczas 32 lata), prowadząc długie dyskusje na różne tematy; tak oceniał on osobowość i uzdolnienia swego niezwykłego przyjaciela:

„Norwid malował trochę; próbował, jak się zdaje i innych też działów plastyki, zakrawającw tej mierze cokolwiek na uniwersalizm [...] W obrazach Norwida, jeśli gdzie jakie zostały — gdyż przerabiał je z takim mozołem, jakby na każdy z nich siedem wieków pragnął wpakować prędzej by może archeolog dobrał się do genezy dziwnego tego umysłu niżeli w jego pismach, bardziej jeszcze skondensowanych. Ruina psychiczna przybierała tu pod pędzlem, przynajmniej kształt jakikolwiek, rysunek pewien. Było w tym coś z Alma Tademy *, coś z impresjonizmu nowoczesnego, z Owerbecka ** i z tytanich szkiców Michała Anioła; mogłeś w tym lub owo odgadnąć, domyśleć się za pomocą wytę- żonego wzroku, gdy tymczasem w litery Norwida trzeba było patrzeć — hipotezami.

Nie był to dyletant, tym mniej wizjonariusz, mistyk lub fiksat. Francuzi, z którymi przestawał, podziwiali jego barwną fantazję i bogatą wiedzę; najzawołansi, słynni umysłowi idioci, oni również wybornie zawsze pojmowali, o czym p. Cyprian mówił, choć nigdy nie mogli powtórzyć, co chciał powiedzieć.

W każdej rzeczy wyszperać on umiał przede wszystkim taki jej do innych stosunek, który ją czynił do tyla oryginalną, iż prawie obcą i nie tą samą z dobrze znanej się stawała. [...] Zduszą swą nosił się pomiędzy ludźmi jako z numizmatem rzadkim, nikomu nie znanym, nikomu niepotrzebnym, do niczego nieprzydatnym. Wzrostu miej niż średniego, suchy, lecz kształtny, rozumnie patrzący lśniącą spod chmur źrenicą człowieka północy, rozkochany w słońcu jak Gwebr, miał on w obejściu się gładkość i swobodę bywalca, a w słowach i myślach szorstkość rudy, trawionej ogniem wewnętrznym. Robił wrażenie cegiełki ocalałej z cudownego gmachu, który gdzieś, kiedyś spłonął do szczętu. Opowiadała ona o rzeczach bez wątpienia niesłychanych. Niestety, zanadto plugawie wyglądałyby przy niej cegły naszego wieku, tysiącami wystawiane i wystawiające się na sprzedaż powszednią, aby dla kogokolwiek bądź ceramika ta Norwidowska ce nę mieć mogła. Zdziczał w końcu, pozwolił na sobie osiąść kwasowi rozczarowania i zwątpienia [...]” (W. Tokarzewicz).

Norwid  opowieść biograficzna
Zbigniew Sudolski

sobota, 27 grudnia 2025

Poczucie wstydu

 

 Idea

Emocja wstydu często współwystępuje z poczuciem winy. Dzieje się tak wtedy, gdy świadkami przekroczenia jakiejś normy czy zasady są inni ludzie. Nie muszą być świadkami tego zdarzenia w sensie fizycznym i dosłownym. Wstyd może się też pojawić wtedy, gdy człowiek, który przekroczył normę, zaczyna się zastanawiać, jak inni ludzie by na to zareagowali, co by o nim pomyśleli, jak by go ocenili. Wstyd, w odróżnieniu od poczucia winy, jest zatem emocją publiczną. Inne emocje, które na ogół współwystępują z doświadczaniem wstydu, to żal i skrucha. Publiczny charakter wstydu polega również na tym, że człowiek wszystkie te odczucia komunikuje innym. Co więcej, robi to niejako niezależnie od swoich intencji. Na jego twarzy (a u kobiet także na szyi i na dekolcie) rozlewa się charakterystyczny dla wstydu rumieniec. Rumieniec ten jest niewerbalnym komunikatem: „Żałuję tego, co zrobiłem, zdaję sobie sprawę z tego, że przekroczyłem normę lub zasadę, wstydzę się swojego zachowania, obiecuję, że to się nie powtórzy”. Oczywiście wstyd, podobnie jak poczucie winy, jest stanem silnie awersyjnym.Nieuchronnie pojawia się więc pytanie, czy podobnie jak w stanie poczucia winy, człowiek odczuwający wstyd będzie bardziej skłonny spełniać prośby innych ludzi. Badanie empiryczne

John Wallace i Edward Sadalla (1966) przeprowadzili bardzo pomysłowy eksperyment, w którym sprawdzali związek poczucia wstydu z uległością wobec próśb. Był to, historycznie rzecz biorąc, jeden z pierwszych eksperymentów psychologicznych dotyczących technik wpływu społecznego. Za każdym razem dwie osoby badane siedziały w laboratorium i wypełniały kwestionariusz. Eksperymentator w tym samym czasie dość ostentacyjnie kontrolował sprawność różnych stojących na stole urządzeń, a następnie wychodził pod pretekstem konieczności przygotowania dla osób badanych zestawów innych kwestionariuszy i skal. Podczas jego nieobecności albo obie osoby badane siedziały biernie i czekały na jego powrót, albo też jedna z nich ( de facto współpracownik Wallace’a i Sadalli) namawiała drugą do wypróbowania działania jednego z urządzeń stojących na stole. Próba ta kończyła się awarią urządzenia. Widać było jakieś mrugające światła, z aparatu zaczynał wydobywać się dym. Można też było poczuć swąd palących się kabli elektrycznych. Bezpośrednio po powrocie eksperymentatora jego współpracownik albo ujawniał, że razem z drugim badanym chcieli wypróbować urządzenie, ale niestety je uszkodzili, albo też mówił, że obaj w trakcie wypełniania kwestionariusza zauważyli, iż coś dziwnego się dzieje z urządzeniem. Eksperymentator sprawdzał działanie aparatu i (odpowiednio) albo potwierdzał, że to badani go uszkodzili, albo stwierdzał, że aparat samoistnie uległ uszkodzeniu. W warunkach kontrolnych (w których osoba badana nie była przez nikogo nakłaniana do wypróbowania urządzenia) eksperymentator sprawdzał działanie aparatu i stwierdzał jego rzekomą niesprawność. We wszystkich trzech warunkach pozwalało to na odwołanie dalszej części badania z tego samego powodu: awarii aparatury. W związku z tym eksperymentator ogłaszałzakończenie badania, ale jednocześnie prosił osoby badane o wzięcie udziału w innym eksperymencie, dotyczącym fizjologicznych determinant reakcji stresowych. W eksperymencie tym badani od czasu do czasu będą uderzani prądem elektrycznym. Okazało się, że w warunkach kontrolnych zgodę na udział w takim badaniu wyraziło zaledwie około 15% osób. Odsetek ten był wyraźnie wyższy w warunkach, w których osoby badane były przeświadczone, że zepsuły urządzenie, ale myślały, że eksperymentator nie zdaje sobie z tego sprawy (około 38% osób). Jeśli natomiast osoby badane sądziły, że eksperymentator wie, że to one zniszczyły aparaturę, to wyraźna większość z nich (około 69%) zgłaszała się do takiego nieprzyjemnego eksperymentu. Mechanizm psychologiczny

Poczucie wstydu jest bardzo awersyjną emocją. Zrobienie czegoś pozytywnego, na przykład spełnienie prośby innej osoby, może uwalniać człowieka od tego nieprzyjemnego uczucia. A jeśli ktoś, kto prosi o przysługę, jest zarazem tym, kogo się skrzywdziło (a tak możemy oceniać sytuację zaaranżowaną w opisanym tu eksperymencie), to spełnienie jego prośby może być czymś, co można potraktować jako chęć odkupienia swoich win: co prawda zepsułem aparaturę, ale pomogę eksperymentatorowi w innym badaniu. Zauważmy przy tym, że właśnie warunki kreujące poczucie wstydu („Eksperymentator wie, że to ja samowolnie podszedłem do stołu i uszkodziłem aparat”) szczególnie sprzyjały spełnianiu próśb. Warto jednak dodać, że inne badania dotyczące roli poczucia wstydu w indukowaniu uległości pokazują, iż u osób doświadczających analizowanej tu emocji skłonność do spełniania prośby rośnie także w warunkach, w których o przysługę prosi osoba niebędąca świadkiem nagannego zachowania. Wskazuje to na to, że zrobienie czegośpozytywnego (udzielenie pomocy komuś, kto o to prosi) jest dla człowieka przede wszystkim szansą na pozbycie się negatywnej emocji wstydu, albo przynajmniej na zredukowanie siły tego poczucia.

**

Strach i lęk

 Idea

To, że pod wpływem lęku czy strachu ludzie mogą robić to, co się im każe, jest prawidłowością tak banalną, że psychologowie niezmiernie rzadko się tym zajmowali w swoich badaniach empirycznych. „Rzadko” to jednak nie to samo, co „nigdy”. Z oczywistych powodów nawet te nieliczne badania nie dotyczyły sytuacji tak skrajnych, jak przyłożenie człowiekowi lufy pistoletu do głowy czy szantażowanie go czymś, co mogłoby zrujnować jego życie. Skrajny lęk o własne życie dotyczy jednak sytuacji absolutnie wyjątkowych.Z drugiej strony ludzie często przeżywają najróżniejsze niepokoje czy lęki o swoje zdrowie, o to, czy ich mieszkanie nie spłonie w pożarze, czy ich dzieci dostaną promocję do następnej klasy i tym podobne. Takie negatywne stany emocjonalne mogą skłaniać ich do skontrolowania stanu swojego zdrowia, ubezpieczenia mieszkania czy zatrudnienia korepetytora, który udzieli dziecku dodatkowych lekcji. Wydawałoby się przy tym, że im silniejsze będą wspomniane obawy, w tym większym stopniu wywoływać będą wspomniane zachowania. Inaczej mówiąc, można by oczekiwać prostoliniowej zależności między wielkością lęku odczuwanego przez osobę i jej skłonnością do ulegania namowom, aby podjęła określoną aktywność. Wydaje się, że im bardziej człowiek jest przestraszony, tymbardziej staje się skłonny do zrobienia tego, co mu się sugeruje.Eksperymenty psychologiczne pokazują jednak, że wcale tak nie jest. Badanie empiryczne

Clive Skilbeck, James Tulips i Philip Ley (1977) zaprosili do swoich badań kobiety w wieku 20–60 lat mające widoczne problemy z nadwagą. Podzielili je losowo na trzy grupy. W każdej grupie zaprezentowano 20-minutowy wykład na temat zagrożeń zdrowotnych związanych z otyłością. W pierwszej grupie indukowano u badanych słaby lęk. Wykład dotyczył tego, że osoby otyłe, zwłaszcza po przekroczeniu pewnego wieku, mają rosnące kłopoty z poruszaniem się i są bardziej narażone na najróżniejsze choroby. W grupie drugiej indukowano lęk o umiarkowanej sile. Tym razem wykład dotyczył związku otyłości i niespecjalnie groźnych problemów wiążących się z chorobami serca i stawów. W trzeciej grupie, w której indukowano silny lęk, dolegliwości zdrowotne wynikające z chorób serca czy artretyzmu przedstawiane były jako bardzo poważne. Następnie osoby badane wypełniały specjalny kwestionariusz, który mierzył poziom odczuwanego przez nie niepokoju. Okazało się, że – wbrew intencjom badaczy – nie do końca powiodło się w tym eksperymencie wzbudzenie lekkiego niepokoju w pierwszej grupie, średniego w drugiej i silnego w trzeciej. Cóż, jednego może zaniepokoić wizja problemów z sercem, ale kogoś innego bardziej przestraszą problemy z poruszaniem się. Podział na trzy grupy (lekko zaniepokojona, średnio zaniepokojona i bardzo przestraszona) został więc przez badaczy dokonany nie na podstawie treści wykładu, którego wysłuchały osoby badane, ale na podstawie stopnia, w jakim wykład ten wprowadziłje w stan lęku. Badanym ze wszystkich trzech grup przedstawiono teraz szczegółową instrukcję na temat diety, której powinnyprzestrzegać, aby zredukować swoją wagę. Oczywiście badaczom trudno byłoby sprawdzić, w jakim stopniu kobiety przestrzegały owej instrukcji, ale dość łatwo mogli uzyskać dane nawet bardziej interesujące. Mogli po prostu ważyć uczestniczki eksperymentu.Robili to czterokrotnie: po dwóch tygodniach od wysłuchania wykładu, po czterech tygodniach, po ośmiu i po szesnastu. W każdym z pomiarów układ wyników był taki sam: najmniejszy spadek wagi notowano u kobiet, które doświadczyły najsilniejszego lęku, a największy u tych, które przeżywały średni lęk. W pomiarze kończącym eksperyment (dokonywanym po 16 tygodniach od wykładu na temat związku otyłości i problemów zdrowotnych) okazało się, że osoby doświadczające słabego lęku zredukowały swoją wagę średnio o 6,76 kilograma, osoby doświadczające lęku umiarkowanego – o 9,24 kilograma, a osoby, które poczuły się bardzo mocno przestraszone – tylko o 6,30 kilograma.

 Mechanizm psychologiczny

Układ wyników w przedstawionym eksperymencie może się wydać co najmniej dziwny. Nie jest on jednak zaskakujący w świetle prawidłowości psychologicznej, która zakłada krzywoliniową zależność między lękiem indukowanym przez komunikat mający skłonić człowieka do określonych zachowań i stopniem, w jakim ten człowiek stosuje się do zaleceń. Słaby lęk nie wystarczy do tego, by wzbudzić w nim zainteresowanie, więc tym bardziej nie skłoni go do podjęcia odpowiednich zachowań (zwłaszcza takich, które są dla niego uciążliwe). Lęk bardzo silny z kolei sprawia, że pojawiają się psychologiczne reakcje obronne. Człowiek uznaje wówczas napływające informacje za niewiarygodne, bądź też dokonuje natychmiastowej ich reinterpretacji, przyjmując, że być może zagrożenie dotyczy większości ludzi, ale z pewnych powodów – nie jego. Inaczej mówiąc, w takiej sytuacji człowiek ukierunkowuje swoje działania na to, by zmniejszyć poczucie zagrożenia, a nie na to, by zmniejszyć realne zagrożenie. W wypadku lęku o średniej sile dzieje się inaczej: niepokój jest na tyle poważny, by zmotywować człowieka do poważnego myślenia o sytuacji, w jakiej się znajduje, ale zarazem na tyle łagodny, aby nie włączał on psychologicznej obrony przed samym myśleniem o zagrażającej mu sytuacji.

Dariusz Doliński, Tomasz Grzyb

Sto technik wpływu społecznego

Kiedy i dlaczego wywieranie wpływu na innych jest skuteczne

czwartek, 25 grudnia 2025

Norwid wspomina

 PAMIĘTNIK PODRÓŻNY

Tegoż roku podróżowałem po Polsce – dwóch nas było: ś.p. Władzio Wężyk i ja – mieliśmy z sobą kilkadziesiąt tomów książek, mianowicie historii dotyczących kronik i pamiętników. Szlachcic jeden, bardzo szanowny obywatel i dobry sąsiad, i dobry patriota, zobaczywszy podróżną biblioteczkę naszą, ruszył głową i mruknął: „To chleba nie daje!...„

Wszelako jednego razu tenże sam, w żółtym szlafroku, w czapce z guzikiem na szczycie głowy i z fajką na długim przedziurawionym kiju, wchodzi do nas: „Oto (powiada półgębkiem i przez ramię) dajcie mi też jaką książkę z brzega, bo idę spać do ogrodu”.

Brałem przeto z brzega książkę i podawałem ostrożnie obywatelowi, tak jako w kwarantannie podaje się z rąk do rąk, ile możności dotknięcia osoby unikając.

I widziałem tylko tył osoby poważnej w szlafroku żółtym popstrzonym w duże kwiaty piwonii – rzecz ta wychodziła z książką w ręku a po niedługim przeciągu czasu widziałeś tęż samą postać na trawniku snem ujętą.

– – Wszelako, po wielu i wielu latach spotkałem na ekspozycji w Paryżu potomka owegoż obywatela.

Ten mówił mi o sztukach pięknych różne spostrzeżenia swoje... „Lubię i muzykę! (powiadał mi) Lubię i muzykę, i jak sobie wrócę z pola, a człowiek mi buty ściągnie, to ja sobie lubię tak dumać i nogi moczyć, i słuchać, jak mi żona moja gra na fortepianie Chopina!... Malaturę (malaturę!...) także lubiłem – nim-em się ożenił!”

Nigdy pojąć nie mogłem, dlaczego malarstwa zaniechał on lubować, odkąd ożenił się – myślę, że to znaczy, iż ideał-wcielony zajął miejsce onej malatury, która pierwej była obywatelowi przyjemną.

Szkoda, że nieboszczyk Fryderyk nie wiedział nic o tym!!

Krzeczkowski: Więcej za­ wdzięczam tym, od których uczyłem się dobrych ma­nier, niż tym, którzy chcieli mi przekazać swą mądrość


„Naczytałem się już wielu rozmaitych pa­miętników, dzienników, memuarów. Można je oczywi­ ście poukładać w rozmaitych przemądrzałych szuflad­ kach, w zasadzie jednak robią się dwie kupy z nich. Jedna potężna jest po prostu kopalnią realiów dla wszel­kich miłośników staroci, dla starych panien zerżniętych i rzuconych przez historię, dla ludzi nobilitujących swe utyskiwania nad własną nieporadnością; druga, znacznie mniejsza, składa się z takich papierzysk, z których uczy­ my się żyć. Myśli splatające się w jedno z naukami otrzymanymi w domu, z własnymi przemyśleniami. Re­fleksje, a więc i morały, z którymi zgadzamy się lub kłó­cimy, ale które w końcu warunkują nasze widzenie i ro­ zumienie świata, a co ważniejsze — nasze zachowanie. Życie przecież do końca jest nieustanną kindersztubą”.

Z listu do Zygmunta Mycielskiego po lekturze jego dziennika.

*

„Codziennie kogoś widuję, z kimś rozma­ wiam, ale to jałowe i tylko podczas rozmowy daje po­czucie formułowania zdań, wypowiadania myśli — wła­ściwie wyłącznie gra towarzyska, o niebo lepsza od kart czy dancingu, trochę gorsza od tenisa. Rozmowa tylko wtedy staje się sensowna, spełnia jakąś funkcję, gdy jest prowadzona nieustannie przez długi czas, obsesyjnie obraca się wokół jednej sprawy — nawet jeśli to cały ze­spół spraw, w istocie łączących się w jedną, jak rozma­ wialiśmy z Pawłem. Zastępuje wtedy normalne działa­nie i ewentualnie pozwala coś robić”.

*

„W najgłupszej powieści znajdzie się jed­no przynajmniej spostrzeżenie, jakaś refleksja, jeśli nawet banalna, to zaskakująca, bo dla mnie sformuło­wana wyraźnie po raz pierwszy. Onegdaj w jakimś ame­rykańskim czytadle: nie wpatruj się zbyt długo w lustro, bo zobaczysz w swojej twarzy coś, czego nikt inny tam poza tobą nie widzi. Ba, żeby mieć lustro, w którym człowiek siebie zobaczy tak, jak go widzą inni!

Ale po namyśle nie jestem pewny, czy to komu do czego potrzebne. To zależy od tego, jak się siebie wy­myśla. Ale zawsze wymyśla się w relacji do innych lu­dzi. Każdy w jakimś zakresie swoich możliwości stara się drugich zmusić do przyjęcia własnej wizji swej oso­by. To się nigdy nie udaje do końca, ale zdumiewające, do jakiego stopnia się udaje!”.

*
„Za każdym razem, kiedy wracam do dziennika, głupio mi, że nie piszę systematycznie.
Ale to przecież nie tylko kwestia braku systematyczno­ ści, ale chyba przede wszystkim głębokiego obrzydze­ nia na myśl, że te notatki mogłyby się znaleźć w śliskich łapach chociażby tej pary w MSW, z którą musiałem rozmawiać.

Myśląc o tych dwóch funkcjonariuszach (kiedy to było? chyba już ze dwa miesiące temu), widzę moją wyższość i niższość w porównaniu z ich «normalną» klientelą. Przeciętny przesłuchiwany widzi w nich de­ monów, z tym że jedni uważają ich za tępych opraw­ ców, drudzy za supermózgi. A ja widzę tylko dalsze po­ kolenie dobrze mi znanych małych ludzi, którzy w domu czy w knajpie na wódce odprawiają swoje pry­ watne egzorcyzmy, spowiedzi i zakłamania, bo tylko w biurze czują się autentyczni. I o ile mogę uważać za «wyższość» to, że widzę ich prymitywną złożoność, o tyle «niższością» moją jest to, że ich liche człowieczeń­ stwo nie pozwala mi żywić do nich nienawiści; nawet nie pogardę. Muszę się tylko litować”.

*
„W kwietniu 1974 pisałem do Marcina [Króla]: «Z historii wcale nie wynika, że wszyscy mają rację, byleby chcieli dobrze. I nie wynika ’co byłoby, gdyby , i nawet nie wynika, jak było naprawdę. Z histo­rii może jedynie wynikać, jakie moralne skutki pocią­ga za sobą takie lub inne ustawienie się wobec rzeczy­ wistości»”.

*
„Więcej za­ wdzięczam tym, od których uczyłem się dobrych ma­nier, niż tym, którzy chcieli mi przekazać swą mądrość.
Do rozmaitych «mądrości» dochodziłem stosunkowo łatwo, czytając nałogowo wszystko, co mi wpadało w ręce. Dobre maniery były najważniejsze jako szkoła dyscypliny psychicznej.

Karpiński W. Henryk

Płeć i praca

 

Od 24 grudnia 2025 roku, czyli od jutrzejsze Wigilii Bożego Narodzenia, zaczynają obowiązywać nowe przepisy dotyczące treści ogłoszeń o pracę. W praktyce oznacza to koniec prostych i zrozumiałych sformułowań w rodzaju „zatrudnię murarza”, „sekretarkę” czy „opiekunkę do dzieci”. Zastąpić je mają konstrukcje „neutralne płciowo”, bo – jak uznał ustawodawca – praca płci nie ma (co, jak pokazuje prakryka, jest bzdurą).

Wielu pracodawców określa te przepisy wprost jako durne i oderwane od rzeczywistości. Zamiast rozwiązywać realne problemy rynku pracy, wprowadza ono iluzję postępu, skupiając się na językowej kosmetyce.

Jak teraz pisać ogłoszenia o pracę?
Zgodnie z nowymi zasadami tradycyjne nazwy zawodów mogą zostać uznane za wykluczające. Zamiast nich mają pojawić się konstrukcje takie jak:

„zatrudnię osobę do murowania”,
„zatrudnię osobę murarską”.
Tak tłumaczyła to osoba ministerska Agnieszka Dziemianowicz-Bąk:
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uspokaja, że ustawodawca nie narzucił jednego wzorca. Dopuszczalne mają być m.in. formy bezosobowe („specjalista ds. kadr”), zapisy podwójne („sekretarz/sekretarka”), skróty typu „k/m” czy inne neutralne konstrukcje językowe. W praktyce oznacza to jednak, że każdy pracodawca musi sam zgadywać, czy jego ogłoszenie nie zostanie uznane za naruszenie prawa.

Policja myśli na tropie. Orwell się w grobie przewraca
Nowe regulacje nie są wyłącznie symbolicznym gestem. Za nieprawidłowe ogłoszenie grożą realne sankcje: do 30 tys. zł grzywny lub mandat do 5 tys. zł nałożony przez Państwową Inspekcję Pracy. Dla małych firm to nie drobnostka, lecz poważne ryzyko finansowe.

To wygląda jak rzeczywistość wprost wyrwana z orwellowskiej antyutopii.

Praca „bez płci”, ale tylko na papierze
Największe kontrowersje budzi brak konsekwencji ustawodawcy. Z jednej strony prawo twierdzi, że praca nie ma płci, z drugiej nadal obowiązują normy dźwigania rozdzielone według płci:

mężczyźni: 30 kg przy pracy stałej, 50 kg przy dorywczej,
kobiety: 12 kg przy pracy stałej, 20 kg przy dorywczej.
Biologia więc istnieje, mięśnie istnieją, różnice fizyczne istnieją – ale tylko tam, gdzie chodzi o obowiązki i ryzyko zdrowotne. Gdy mowa o języku i ogłoszeniach, nagle udaje się, że rzeczywistość jest inna. Dla wielu to klasyczny przykład ideologicznej księgowości, która nie ma wiele wspólnego z realnym życiem.

Iluzja równości, nowomowa i pokazówka lewicowych etatystów
Nowe przepisy mają rzekomo walczyć z dyskryminacją, ale w oczach wielu przedsiębiorców są kolejnym przykładem regulacji, które zamiast poprawy sytuacji pracowników i pracodawców przynoszą językowe wygibasy, groźbę kar i poczucie, że państwo coraz głębiej ingeruje w codzienną komunikację.

To nie jest realna równość ani sprawiedliwość. To raczej durne prawo, które tworzy iluzję nowoczesności i postępu, nie rozwiązując żadnego rzeczywistego problemu rynku pracy.

https://nczas.info/2025/12/23/lewy-pas-teczowej-autostrady-i-wyprzedzamy-zachod-dokladnie-w-wigilie-w-zycie-wchodza-te-przepisy/

Efekt kameleona – mimikra behawioralna


 Idea

Wyobraź sobie, że zaproszono cię do udziału w badaniu psychologicznym. Siedzisz w laboratorium wraz z inną osobą badaną, którą poznałeś przed chwilą. Wasze fotele są tak ustawione, że choć nie siedzicie naprzeciw siebie, dobrze widzicie się nawzajem. Wasze zadanie polega na opisywaniu kolejnych zdjęć, które pokazuje wam eksperymentator. Kamera rejestruje wasze zachowania. Sesja badawcza się kończy. Teraz, w towarzystwie innego jeszcze badanego, macie sobie przypomnieć, jakie fotografie widzieliście podczas pierwszej sesji. Kamera w dalszym ciągu rejestruje waszą aktywność. Nie masz pojęcia, jaki był właściwy cel tego badania.Nawet nie zauważyłeś (a jeśli nawet zauważyłeś, to nie uznałeś tego za ważne), że twój pierwszy współtowarzysz od czasu do czasu pocierał sobie dłonią twarz, a drugi bujał nogą założoną na nogę.Nie było w tym zresztą nic dziwnego. Ludzie w tego typu sytuacjach wykonują przecież różne gesty. Niektórzy bawią się długopisem, inni co chwila poprawiają okulary, jeszcze inni na przemian zsuwają i wkładają obrączkę czy pierścionek na palcu. Nie wiesz, że Tanya Chartrand i John Bargh (1999), którzy zaprosili cię do udziału w tym eksperymencie, interesowali się tym, jak często podczas obu sesji będziesz pocierał dłonią twarz i jak często będzieszbujał nogą. Okazało się, że pierwsze z tych zachowań przejawiałeś częściej w trakcie pierwszej sesji, a nogą bujałeś znacznie częściej podczas drugiej. Wykonywałeś te same ruchy, co badany, z którym akurat przebywałeś w pokoju laboratoryjnym. Nie mogłeś wiedzieć, że nie byli to prawdziwi badani, ale współpracownicy eksperymentatorów, którzy badali tak zwany efekt kameleona – skłonność ludzi do naśladowania gestów innych osób, z którymi pozostają w bezpośredniej interakcji. W tym eksperymencie to osoba badana naśladowała gesty innych osób i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. A co by było, gdyby to inni ludzie naśladowali jej gesty? I – co szczególnie nas tu interesuje – czy może mieć to jakiś związek z wywieraniem na nią wpływu społecznego?

 Badanie empiryczne

Wojciech Kulesza, Zofia Szypowska, Matthew Jarman i Dariusz Doliński (2014) sprawdzali, jak naśladowanie klientki robiącej zakupy w sklepie z kosmetykami może wpłynąć na to, ile wyda ona pieniędzy. Sprzedawczynią była odpowiednio przeszkolona w subtelnym naśladowaniu gestów klientek 20-letnia kobieta, ubrana w elegancki czarny kostium. Ponieważ autorów badania interesowały nie tylko konsekwencje naśladownictwa, lecz także konsekwencje fizycznej atrakcyjności osoby, która sprzedaje kosmetyki, w połowie przypadków sprzedawczyni miała bardzo staranny makijaż, a w pozostałych jej twarz nie była poddana jakimkolwiek zabiegom upiększającym. W zależności od warunków eksperymentalnych wspomniana kobieta albo tylko sprzedawała kosmetyki, o które prosiła klientka, albo też w trakcie dokonywania przez nią zakupów naśladowała niektóre z jej gestów. Wyglądało to w ten sposób, że gdy klientka poprawiała dłonią włosy, sprzedawczyni po dwóch sekundach robiła to samo, a gdy klientka obie ręce opierała o ladę, sprzedawczyni po chwili wykonywała taki sam gest. Okazało się, że w sytuacji, w której sprzedawczyni wyglądała niezbyt atrakcyjnie, naśladowanie klientki wyraźnie podwyższało kwoty, jakie klientki zostawiały w sklepie (z 31 złotych i 4 groszy do 51 złotych i 44 groszy). Ta różnica musi robić wrażenie. Efekt naśladowania klientki okazał się jednak naprawdę zdumiewająco wysoki w warunkach, w których sprzedawczyni miała staranny makijaż. Tym razem w warunkach samej sprzedaży klientki zostawiały w sklepie średnio 50 złotych i 12 groszy, a gdy sprzedawczyni subtelnie naśladowała ich gesty, wydawały aż trzy razy więcej (średnio: 151 złotych i 24 grosze). Mechanizm psychologiczny

Mimikra jest zjawiskiem powszechnym, zarówno w świecie zwierząt, jak i ludzi. Naśladowanie dorosłych osobników przez te, które dopiero niedawno przyszły na świat, stanowi kluczowy element uczenia się, jakie reakcje w danej sytuacji są właściwe, a jakie nie. Mimikra pozwala unikać trujących pokarmów i wybierać te korzystne dla zdrowia i życia, dzięki niej można ukryć się przed wrogiem, zdobyć partnera seksualnego i tak dalej. U ludzi przejawy mimikry obserwuje się już u niemowląt, które otwierają usta, gdy robi to bawiąca się z nimi osoba dorosła, i układają je w dzióbek, gdy właśnie tak ona się zachowuje. Dorośli ludzie też spontanicznie (i na ogół nieświadomie) naśladują siebie nawzajem. W literaturze psychologicznej mimikrę nazywa się „klejem społecznym”. Bardzo liczne już badania wykazały jednoznacznie, że ludzie, którzy się wzajemnie naśladują, zaczynają bardziej się lubić, chętniej sobie pomagają, łatwiej dochodzą do porozumienia w trakcie negocjacji, lepiej się oceniają, łatwiej też przychodzi im myślenie o sobie i o drugiej osobie w kategoriach „my”. W zwykłych sytuacjach społecznych takie naśladowanie jest procesem nieuświadamianym przez obie strony. W sytuacji intencjonalnego wywierania wpływuspołecznego zaś osoba naśladująca oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, co robi, a także z tego, po co to robi. Dzięki temu stanie się bardziej lubiana, będzie wzbudzać większą sympatię i zaufanie, a w konsekwencji zwiększy szanse, że jej prośba (nawet niewypowiedziana wprost) zostanie spełniona.

Dariusz Doliński, Tomasz Grzyb

Sto technik wpływu społecznego Kiedy i dlaczego wywieranie wpływu na innych jest skuteczne

wtorek, 23 grudnia 2025

Syjonizm, nazizm i Moloch


„Oczywiste jest, że Izrael nie reprezentuje ani nie przemawia w imieniu wszystkich Żydów na świecie, podobnie jak organizacje żydowskie spoza Izraela, które twierdzą, że reprezentują zjednoczony głos żydowski”. [1]

Wielkie kłamstwo, że antysyjonizm jest równoznaczny z antysemityzmem, jest powtarzane do znudzenia na całym świecie w ostatnich latach.

Dlatego bardzo przydatna jest nowa książka napisana przez żydowskiego naukowca, która całkowicie obala to nieszczere twierdzenie.

Niniejsza praca nosi tytuł ‘Izrael w Palestynie: żydowskie odrzucenie syjonizmu‘ i została napisana przez Jakowa Rabkina, profesora historii na Uniwersytecie w Montrealu.

Książka zaczyna się od mocnego wstępu napisanego przez ambasadora Chasa W. Freemana Jr., byłego zastępcę sekretarza obrony USA.

Potępia on amoralność „izraelskiego militaryzmu, który zbałkanizował Lewant, zrodził ideologię żydowskiej supremacji i doprowadził do bezwstydnego odrzucenia zarówno ducha, jak i praw judaizmu, a także norm i praw międzynarodowych” [2].

Sam Rabkin twierdzi, że syjoniści „odrzucili tradycyjne żydowskie wartości pokoju, sprawiedliwości i współczucia, które przez tysiąclecia kierowały myślą żydowską” [3].

„Roszczenia syjonistyczne dotyczące Palestyny ​​opierają się na dosłownej interpretacji Biblii, która drastycznie odbiega od nauk judaizmu rabinicznego”. [4]

„Ten «izraelizm» – pośrednia identyfikacja z państwem syjonistycznym, kultywowana w wielu szkołach żydowskich, obozach letnich i ruchach młodzieżowych – w wielu przypadkach wyparł tradycyjną tożsamość żydowską, częściowo dlatego, że ta nowa tożsamość jest mniej wymagająca.”

„Tradycyjna tożsamość żydowska opiera się na przestrzeganiu przykazań Tory i obejmuje zarówno zachowania i działania prywatne, jak i publiczne.”

„Izraelizm natomiast nie nakłada żadnych zobowiązań moralnych ani rytualnych, a jednocześnie przekazuje silne poczucie przynależności i zbiorowej dumy”. [5]

Izraelski intelektualista Boaz Evron (1927-2018) uznał, że „ta identyfikacja moralna jest równoznaczna z bałwochwalstwem”, zwłaszcza że według niego „syjonizm jest w istocie zaprzeczeniem judaizmu”[6].

Rabkin twierdzi, że z tradycyjnej perspektywy żydowskiej „fizyczna odbudowa Ziemi Świętej przez bezbożnych może prowadzić jedynie do duchowego i materialnego zniszczenia”. [7]

I cytuje podsumowanie tego poglądu autorstwa Jaakowa Zura: „Syjonizm jest najstraszniejszym wrogiem, jaki kiedykolwiek powstał dla narodu żydowskiego… Syjonizm zabija naród, a następnie wynosi trupa na tron”. [8]

Rabkin uważa zatem syjonizm za „pęknięcie w historii żydowskiej” [9], które zawdzięcza swoją gwałtowną naturę nihilizmowi syjonistów z Imperium Rosyjskiego, którzy „mieli doświadczenia z terrorem politycznym” [10].

Fałszywe utożsamianie Żydów z bytem syjonistycznym „służy głównie celom strategicznym” – twierdzi. [11]

„Wzmacnia ideologię syjonistyczną, podsyca antysemityzm, przedstawiając Żydów za granicą jako współwinnych polityce Izraela i może ostatecznie skłonić Żydów do emigracji do Izraela”. [12]

Przygląda się zupełnie innemu rodzajowi społeczeństwa na terenie dzisiejszego „Izraela”, zanim przybyli pierwsi osadnicy syjonistyczni.

„Palestyna osmańska w połowie XIX wieku była w dużej mierze pokojową prowincją, mozaiką zróżnicowanych grup religijnych, etnicznych i językowych”. [13]

Kwestionuje także samo pojęcie, jakoby kolonizacja syjonistyczna była równoznaczna z „powrotem” wygnanego ludu do ojczyzny.

W rzeczywistości – jak twierdzi – do masowych wysiedleń Żydów w historii prawdopodobnie nigdy nie doszło – „wygnano głównie żydowską elitę polityczną”[14].

Większość chłopów pozostała na miejscu, wytwarzając bogactwo dla imperiów rzymskiego i osmańskiego, podobnie jak miało to miejsce w przypadku imperium babilońskiego.
Rabkin dodaje: „W 1922 roku nikt inny jak sam Dawid Ben-Gurion (1886-1973), przyszły założyciel państwa Izrael, stwierdził, że palestyńscy fellahowie (rolnicy, chłopi) byli najprawdopodobniej najbliższymi biologicznymi potomkami Żydów z I wieku”. [15]

Jak wyjaśnia, na początku żydowskiego „powrotu” do Ziemi Świętej syjoniści nie dominowali w taki sposób, jak dzieje się to dzisiaj.

„Wielu niemieckich imigrantów żydowskich w Palestynie brzydziło się nacjonalizmem etnicznym i militaryzmem, a także wyznawało liberalne, uniwersalistyczne wartości. Byli oburzeni nacjonalistyczną arogancją syjonistów i wynikającą z niej dehumanizacją Arabów”. [16]

„Jednostronne proklamowanie państwa Izrael w 1948 roku przez mniejszość syjonistyczną wbrew woli miejscowej ludności, w tym muzułmanów, chrześcijan i wielu Żydów, nasiliło dyskryminację, wywłaszczenie i deportację setek tysięcy Palestyńczyków, co doprowadziło do niekończących się cykli przemocy”. [17]

Wykładowca akademicki Judah Magnes (na zdjęciu) był zastraszany przez syjonistów za swój sprzeciw wobec nowego, oddzielnego państwa dla Żydów, a po rezygnacji z pracy na Uniwersytecie Hebrajskim i powrocie do USA, ubolewał, że Żydzi na całym świecie „są poddani syjonistycznemu totalitaryzmowi, który dąży do podporządkowania wszystkich swojej dyscyplinie, a jeśli to konieczne – nawet siłą i przemocą”. [18]

Rabkin twierdzi, że przemoc ta była widoczna już przed powstaniem państwa Izrael.

„W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku władze rabiniczne w Palestynie starały się ominąć rosnący establishment syjonistyczny, dążąc do niezależnego dialogu i odrębnych porozumień z przywódcami arabskimi, co odzwierciedlało wyraźnie odmienne podejście do życia w Palestynie.”

„Mimo to syjoniści napiętnowali tych Żydów jako zdrajców. W 1924 roku członkowie milicji syjonistycznej zamordowali Jacoba de Haana (1881–1924), żydowskiego prawnika, który promował współpracę między ultraortodoksyjnymi Żydami, głównie antysyjonistycznymi w tamtym czasie, a arabskimi notablami.”

„Jego celem było przekonanie władz brytyjskich, że syjoniści są niczym więcej niż bojową mniejszością, która reprezentuje wyłącznie siebie, a także nakłonienie Londynu do uchylenia Deklaracji Balfoura, która popierała utworzenie «żydowskiej siedziby narodowej» w Palestynie.”

„De Haan został zastrzelony, gdy wychodził z synagogi po wieczornych modlitwach.” [19]

W ciągu ostatnich kilku lat świat obudził się i zrozumiał psychopatyczną naturę syjonizmu, lecz prawdę mówiąc, nie jest to nic nowego.

Władimir Żabotyński (na zdjęciu), „rosyjski pisarz, wielbiciel Mussoliniego i założyciel ruchu politycznego, który wydał Benjamina Netanjahu”, odrzucił moralne postępowanie wobec obcokrajowców zalecane w Biblii żydowskiej jako „dziecinny humanizm”[20].

A mściwą i brutalną postawę syjonistów podsumowują słowa poety Josefa Haima Brennera (1881–1921): „Słuchaj, Izraelu! Nie oko za oko. Dwoje oczu za oko, wszystkie ich zęby za każde upokorzenie”. [21]

Komentarz Rabkina: „Duch nieproporcjonalnej zemsty, którego był orędownikiem, żyje nadal w postępowaniu izraelskich żołnierzy, ostatnio w Strefie Gazy”. [22]

Opisując przemoc użytą w celu utworzenia państwa Izrael w 1948 roku, dodaje: „Niektórzy, jak izraelski historyk Benny Morris, który obszernie udokumentował ten okres, żałują, że syjoniści nie „dokończyli dzieła” jak biali osadnicy w Stanach Zjednoczonych, Argentynie czy Australii, którzy albo wymordowali, albo zamknęli większość rdzennej ludności w rezerwatach”. [23]

„W 2014 roku, tuż przed objęciem stanowiska ministra sprawiedliwości, izraelska parlamentarzystka Ayelet Shaked powiedziała o Palestyńczykach w Strefie Gazy: »Muszą umrzeć, a ich domy powinny zostać zburzone, aby nie mogły już mieścić terrorystów. Wszyscy oni są naszymi wrogami, a ich krew powinna być na naszych rękach. Dotyczy to również matek poległych terrorystów«”. [24]

Język i działania państwa syjonistycznego były odrażające w swojej nieludzkiej naturze na długo przed przyspieszeniem, które nastąpiło w październiku 2023r.

Rabkin pisze: „Pokojowe demonstracje mieszkańców Gazy spotkały się ze śmiertelnym ostrzałem ze strony izraelskich żołnierzy stacjonujących po drugiej stronie ogrodzenia granicznego.”

„Gaza była również poddawana regularnym najazdom wojskowym, które Izraelczycy określali mianem „koszenia trawy”. Operacje, które rutynowo pozostawiały setki zabitych i rannych. Ta metafora uosabia dehumanizację Palestyńczyków i lekceważenie ich życia”. [25]

Jak wyjaśnia, rażąca hipokryzja polegająca na rozpętywaniu takiego terroru przy jednoczesnym nazywaniu przeciwników „terrorystami” pogarsza się wskutek innych elementów oszustwa.

Zauważa, że ​​Hamas „zorganizowano pierwotnie przy pomocy izraelskich służb bezpieczeństwa pod koniec lat 80. jako przeciwwagę dla Organizacji Wyzwolenia Palestyny ​​(OWP)”. [26]

Bada również wpływ tzw. Dyrektywy Hannibala na liczbę ofiar śmiertelnych w Izraelu 7 października 2023r.

„Wielu śledczych i zeznania ocalałych sugerują, że w dniu ataku Hamasu izraelskie wojsko otworzyło ogień do Izraelczyków, aby zapobiec ich dostaniu się w ręce Hamasu.” [27]

„Według doniesień izraelscy dowódcy wydali rozkazy, aby wszelkimi możliwymi sposobami zapobiegać porwaniom.” [28]

„Były minister obrony Yoav Gallant przyznał później, że zezwolił na wykonanie na niektórych obszarach Dyrektywy Hannibala podczas ataku.” [29]

Umieszcza to wszystko w kontekście nihilistycznej postawy typowej dla syjonistów z Europy Wschodniej, według których nawet ich własnym ludziom można pozwolić zginąć w imię wyższej Sprawy.

Ben-Gurion miał rzekomo w 1938 roku powiedzieć: „Gdybym wiedział, że wszystkie żydowskie dzieci można uratować, przenosząc je do Anglii, ale tylko połowę, przenosząc je do Palestyny, wybrałbym drugą opcję, ponieważ stawką byłby nie tylko los tych dzieci, ale także historyczne przeznaczenie narodu żydowskiego”. [30]

Rabkin zauważa: „To priorytetowe traktowanie sprawy zbiorowej w zestawieniu z życiem jednostek upodabnia syjonizm do współczesnego Molocha, pozornie nienasyconego i domagającego się coraz większej liczby ludzkich ofiar aż do dziś”. [31]

Chociaż książka jest pełna bardzo przydatnych informacji i analiz, nie zgadzam się ze wszystkimi tezami Rabkina.

Na przykład pisze, że „atak Hamasu w 2023r. dostarczył pretekstu do wdrożenia Planu Decydującego”, podczas gdy ja uważam 7 października mniej za pretekst, a bardziej za zaplanowaną wcześniej fałszywą flagę. [32]

Mówiąc o następstwach, stwierdza: „Masowe, bezładne bombardowania i celowe głodzenie to nie tylko akty zemsty, ale także przemyślane działanie strategiczne mające na celu oczyszczenie Strefy Gazy z jej mieszkańców”. [33]

Ja raczej twierdzę, że w rzeczywistości mamy do czynienia z przemyślanym działaniem strategicznym mającym na celu oczyszczenie Strefy Gazy z jej mieszkańców. Ukrytym, więc rzekomo usprawiedliwionym, aktem zemsty.

Rabkin pisze o roli Żydów jako „narodu wybranego” i o tym, jak „jest ona łatwo wykorzystywana do usprawiedliwiania etnocentryzmu, poczucia wyższości, dumy i rasizmu”[34].

Podkreśla, że ​​w rzeczywistości „pojęcie to nie implikuje żadnej wewnętrznej wyższości, lecz wskazuje raczej na określone obowiązki moralne i rytualne”. [35]

Na poparcie tego stwierdzenia cytuje (nienazwanego) byłego naczelnego rabina Wielkiej Brytanii, który powiedział: „Żydzi zostali wybrani przez Boga, aby być „wyjątkowymi dla Mnie” jako pionierzy religii i moralności; to było i jest ich narodowym celem”. [36]

Dla mnie to nadal jest „etnocentryzm, poczucie wyższości” – dlaczego Żydzi mają uważać, że mają prawo narzucać reszcie ludzkości swój szczególny sposób postrzegania rzeczy?

Jak już wcześniej omawiałem, judaistyczny pogląd religijny jest wprost przeciwny wszelkiej duchowości opartej na naturze i bardzo ściśle powiązany ze światopoglądem „naukowym” i „racjonalnym”, który towarzyszył rozwojowi imperializmu przemysłowego. [37]

Rabkin stara się także oddzielić syjonizm od żydowskości, twierdząc, że jest on częścią całości „zachodniego” imperializmu. [38]

Podkreśla wręcz: „Obywatele krajów zachodnich, którzy szczycą się swoją wyższością moralną i wartościami cywilizacyjnymi, muszą wziąć pod uwagę swoją własną odpowiedzialność za to, czym Izrael jest i co robi.”

„Praktykując apartheid i dopuszczając się zbrodni wojennych przeciwko ludności cywilnej przez długi czas, Izrael stał się najnowszym wyrazem tego, co Europejczycy i ich potomkowie robili rdzennej ludności na całym świecie przez stulecia.” [39]

Oczywiście całkowicie zgadzam się z bliskimi związkami syjonizmu i imperializmu, o czym świadczy użycie przeze mnie terminu „ZIMperializm” [40], ale ostateczna odpowiedzialność, jaką sugeruje Rabkin, wydaje mi się nie na miejscu, gdy spojrzymy na siły finansowe i handlowe stojące za „zachodnim” imperializmem i ich szczególnym interesem w Izraelu.

Nazwisko Rothschild wymienione jest w książce tylko raz, w cytacie innego autora.

Rabkin próbuje nawet zrzucić winę za powstanie syjonizmu na chrześcijan, argumentując: „Chociaż Ziemia Izraela z pewnością zajmuje centralne miejsce w tradycji żydowskiej, to przede wszystkim chrześcijanie, począwszy od XVII wieku, starali się „zgromadzić Hebrajczyków w Ziemi Świętej”.

„Tak więc wczesna forma syjonizmu, «syjonizm avant la lettre», nie została wymyślona przez Żydów, lecz przez ewangelików. Ich celem było przyspieszenie drugiego przyjścia Chrystusa i nawrócenie Żydów na chrześcijaństwo”. [41]

Tak, ale kto stał za tym dziwnym odchyleniem w teologii chrześcijańskiej?

Chciałbym polecić profesorowi Rabkinowi esej „Żydzi i judaizm w Hartlib Circle” autorstwa profesora Josefa Kaplana z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, który streściłem w moim eseju o niewidzialnym kolegium w XVII-wiecznej Anglii. [42]

Podobne pytania z pewnością należy zadać w odniesieniu do „ogromnego poparcia, jakim cieszy się obecnie państwo Izrael w Stanach Zjednoczonych i innych krajach, gdzie protestanci ewangeliczni liczą setki milionów i stanowią potężną siłę pro-izraelską”. [43]

Uważam, że Rabkin nigdy nie opisuje wszystkiego do końca. Cegiełki dowodów nie są spojone zaprawą ogólnego zarysu, który nadałby sens całej sprawie.

Kieruje nas ku ważnym pytaniom, a potem pozostawia samym sobie, byśmy sami znaleźli odpowiedzi – choć być może jest to celowa technika dydaktyczna!

Mam ochotę go zapytać:

- Jak to możliwe, że podczas gdy żydowscy krytycy Izraela mogą być „wykluczeni z głównego nurtu społeczności żydowskich”, w krajach, nad którymi syjonizm oficjalnie nie sprawuje kontroli, ludzie mogą być „zwalniani z uniwersytetów i usuwani z mediów i agencji rządowych”? [44]

- Jak to możliwe, że Izrael „czuje się uprawniony do ingerencji w sprawy wewnętrzne innych krajów, żądając tłumienia aktywizmu propalestyńskiego” i może stosować „wyrafinowane metody monitorowania i atakowania studentów propalestyńskich, pracowników naukowych i programów nauczania na uniwersytetach”? [45]

- Dlaczego „wiele zachodnich rządów podjęło działania mające na celu ograniczenie wolności słowa, likwidację obozowisk i tłumienie innych form protestu”? [46]

- Kiedy pisze, że „za wszelką cenę zapewniona jest supremacja syjonistyczna, w tym tłumienie swobód demokratycznych pod pretekstem walki z antysemityzmem, zarówno w Izraelu, jak i w państwach sprzymierzonych z Izraelem”[47], co tak naprawdę oznacza termin „sprzymierzony z Izraelem”?

- Dlaczego właściwie Izrael cieszy się „poczuciem bezkarności, wytworzonym i wzmocnionym przez niezachwiane wsparcie i współudział Zachodu”? [48]

- Jak to możliwe, że nawet w przypadku mediów nieizraelskich „relacja prasowa na temat Palestyńczyków jest ściśle kontrolowana za pomocą różnych mechanizmów i pozostaje niezwykle skuteczna” i że „widmo oskarżeń o antysemityzm wisi nad dziennikarzami, których kariery cierpią, jeśli ich narracje, a nawet dobór terminologii, odbiegają od oficjalnej linii Izraela”? [49]

- Lobbing syjonistyczny z pewnością „zabezpiecza interesy Izraela w amerykańskich wyborach na każdym szczeblu” i stanowi „zagraniczną ingerencję polityczną” [50], ale czy ta ogromna siła naprawdę pochodzi z małego państwa Bliskiego Wschodu?


- Dlaczego Izrael i USA są „złączone biodrami”, a „w Niemczech poparcie dla Izraela zostało podniesione do rangi racji stanu [Raison d’Etat], która góruje nad wszystkimi innymi względami prawnymi i moralnymi”? [51]

- Jakiego rodzaju wpływy mogą zapewniać to, że „tylko garstka krajów ostatecznie zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem w związku z wojną w Strefie Gazy”? [52]

- Jakie wnioski możemy wyciągnąć z faktu, że dwa lata później „Rosja, Chiny i znaczna część Globalnego Południa wyraziły zdecydowaną dezaprobatę wobec skali zniszczeń i cierpień ludności cywilnej w Strefie Gazy, ale w chwili pisania tego tekstu rządy te nie podjęły żadnych konkretnych kroków w celu powstrzymania przemocy”? [53]

- Czy Rabkin naprawdę uważa, że ​​bezkarność Izraela wynika z jego nihilistycznej „opcji Samsona” – ponieważ „żaden kraj na świecie nie jest gotowy zaryzykować ataku nuklearnego, aby wyzwolić Palestyńczyków”? [54]

- Jaka globalna projekcja może stać za „roszczeniem Izraela, by być nie tylko państwem swoich obywateli, ale państwem narodu żydowskiego na całym świecie”? [55]

Rabkin wyraźnie zauważa, że ​​powody tak powszechnego „współudziału i, szerzej rzecz biorąc, poparcia dla Izraela ze strony klas rządzących w wielu krajach świata z pewnością zasługują na głębsze zbadanie”. [56]

Właściwie, to nad tym pracowałem już od kilku lat!

Zauważa, że ​​„Izrael nadal cieszy się wsparciem wielu niezwykle bogatych i, co za tym idzie, wpływowych ludzi”. [57]

I odnosi się do „miliarderów syjonistycznych” [58], którzy „mobilizują imponujące fundusze, aby stłumić krytykę Izraela” [59].

Uważam jednak, że omija on sedno problemu, gdy mówi, że poparcie dla Izraela „ma tendencję do wzrostu wraz z dochodami i koreluje z klasą społeczno-ekonomiczną”. [60]

„Odzwierciedla to rosnący podział między najbogatszym jednym procentem a resztą społeczeństwa, gdzie wpływ elit, często wywierany bezpośrednio lub pośrednio na decyzje rządowe, często nie jest zgodny z poglądami lub interesami większości”. [61]

Rabkin twierdzi, że jest to „deficyt demokratyczny” – „rosnąca przepaść między wolą społeczeństwa a interesami klasy rządzącej”[62].

Powiedziałbym, że tak naprawdę opisuje on narastającą świadomość, że wszyscy jesteśmy okupowani przez ZIM, syjonistyczno-satanistyczną mafię imperialistyczną.

To właśnie czysta groza psychopatii syjonistycznej otworzyła oczy tak wielu osobom na prawdę, która przez tak długi czas była ukrywana.

Jak mówi Rabkin: „Wyzywająca postawa Izraela na arenie międzynarodowej jest teraz w pełni widoczna dla całego świata. Nic nie wydaje się święte ani niedostępne”. [63]

Syjoniści są ewidentnie winni popełnienia tego, co profesor John Mearsheimer w lipcu 2025r. określił jako „jedną z największych zbrodni w historii nowożytnej”. [64]

I oczywiście jej główną „bronią masowej dywersji, narzędziem utrudniania wysiłków mających na celu powstrzymanie ludobójstwa” [65] jest zawsze wrzask o antysemityzmie, nazizmie i Holokauście.

Rabkin mówi: „Kiedy Izraelczycy wskazują, że liczba Żydów zabitych przez Hamas 7 października była najwyższą w ciągu jednego dnia od czasów Holokaustu, to makabryczne porównanie wzmacnia ideę, że antysemityzm jest jedyną siłą napędową palestyńskiego oporu”. [66]

„Militaryzacja zbiorowej traumy trwa nieprzerwanie, dając Izraelowi „nieskończoną licencję”. Można zatem przewidzieć, że większość Izraelczyków przedstawia Hamas, a co za tym idzie, wszystkich Palestyńczyków, jako nazistów”. [67]

Jednak prawda o rzeczywistym związku syjonizmu z nazizmem staje się dziś oczywista.

Rabkin pisze, że „coraz większa liczba Żydów przyjmuje judaizm narodowy, czyli dati-leumi w języku hebrajskim, stosunkowo nową formę judaizmu zakorzenioną w Izraelu”. [68]

Twierdzi, że ma to niewiele wspólnego z judaizmem tradycyjnym i zauważa: „Wyznawcy judaizmu narodowego mogą mieć więcej wspólnego z tymi, którzy idealistycznie przyjęli narodowy socjalizm w Niemczech i skończyli na dopuszczeniu się ludobójstwa”. [69]

Przedstawiając pewien kontekst historyczny, opisuje „militarystyczną” kulturę syjonistyczną w Palestynie w latach 30. XX wieku, która szokowała niemieckich Żydów uciekających przed reżimem nazistowskim, którzy „wiedzieli, jak rozpoznać faszyzm”. [70]

Opowiada także o wizycie czołowego urzędnika SS w koloniach syjonistycznych w Palestynie wkrótce po dojściu Adolfa Hitlera do władzy – podróż tę uczciła gazeta Josepha Goebbelsa „Angriff”, a nawet wydano pamiątkowy medal z Gwiazdą Dawida po jednej stronie i swastyką po drugiej. [71]

Jak wyjaśnia Rabkin, stało się tak z powodu ścisłej współpracy nazistów i syjonistów w Niemczech.

„Kurt Tuchler, przywódca Niemieckiej Federacji Syjonistycznej, zaprosił barona Leopolda Eldera von Mildensteina, wysoko postawionego oficera SS, do pisania pro-syjonistycznych artykułów dla prasy nazistowskiej.”

„Baron, «żarliwy syjonista», który uczestniczył w kongresach syjonistycznych i później zwerbował Adolfa Eichmanna do Biura Żydowskiego Sicherheitsdienst (SD, nazistowskiej służby bezpieczeństwa), zgodził się pod warunkiem, że najpierw odwiedzi on kolonie syjonistyczne w Palestynie”. [72]

„Jacob Boas pisze, że von Mildenstein „wspierał ekspansję wpływów syjonistycznych wśród Żydów niemieckich, którzy pomimo opresyjnych warunków, w jakich żyli, nadal nie wykazywali wielkiej chęci emigracji do Palestyny”. [73]

„Tym, co ich połączyło w tej podróży do Palestyny, było wspólne pragnienie, motywowane radykalnie różnymi celami, aby uczynić Niemcy „wolnymi od Żydów”, lub jak mówili naziści, Judenrein.”

„Tam, gdzie narodowi socjaliści nie wypracowali jeszcze rozwiązania «kwestii żydowskiej», syjoniści, ze swoją ambicją utworzenia żydowskiej ojczyzny i sponsorowaniem żydowskiej emigracji do Palestyny, mieli odpowiedź”. [74]

To nie jest prawdą. Naziści i syjoniści nie mieli „radykalnie różnych celów”, lecz dokładnie te same, ponieważ reżim nazistowski był potworem stworzonym przez sam ZIM, co Jim Macgregor i John O’Dowd ostatecznie wykazali w 2025 roku. [75]★

Cele Projektu Hitler były różnorodne, ale jednym z najważniejszych było umożliwienie utworzenia – i sfinansowania przez Niemcy – państwa Izrael.

Wszystko to było zaplanowane z wyprzedzeniem, co przerażająco potwierdzają słowa Williama Hechlera, anglikańskiego kapelana w brytyjskiej ambasadzie w Wiedniu, cytowane przez Rabkina, który zainspirował Theodora Herzla do zapoczątkowania ruchu syjonistycznego i przedstawił go kilku europejskim władcom na przełomie XX wieku.

Pod koniec życia, w 1931 roku, zwierzył się swemu żydowskiemu przyjacielowi: „Część europejskiego żydostwa ma zostać spalona w intencji zmartwychwstania waszej biblijnej ojczyzny”. [76]

________________

Zionism, Nazism and Moloch, Paul Cudenec, December 16, 2025

[1] Yakov Rabkin, Israel in Palestine: Jewish Rejection of Zionism (Atlanta: Aspect Editions, 2025), pp. 73. All subsequent page references are to this work, unless otherwise stated.
[2] Chas. W. Freeman, Jr, Preface, p. iii.
[3] p. 97.
[4] p. 6.
[5] p. 60.
[6] Boaz Evron, quoted in Yeshayahu Leibowitz, Peuple. Terre. Etat. (Paris: Plon, 1995), p. 133, cit. p. 60.
[7] p. 7.
[8] Yaakov Zur, ‘German Jewish Orthodoxy’s Attitude toward Zionism’ in Shmuel Almog, Jehuda Reinharz and Anita Shapira, eds, Zionism and Religion (Hanover: Brandeis University Press and University Press of New England, 1998), p. 111, cit. p. 7.
[9] p. 11.
[10] p. 34.
[11] p. 85.
[12] pp. 85-86.
[13] p. 1.
[14] p. 2.
[15] Shlomo Sand, Comment le peuple juif fut inventé (Paris: Fayard, 2008), pp. 260-62, cit. p. 2.
[16] p. 17.
[17] p. 19.
[18] Judah Leon Magnes quoted in Jack Ross, Rabbi Outcast: Elmer Berger and American Jewish Anti-Zionism (Washington: Potomac Books, 2011), p. 81, cit. p. 19.
[19] pp. 33-34.
[20] Shlomo Avineri, The Making of Modern Zionism: The Intellectual Origins of the Jewish State (New York: Basic Books, 1981), p. 164, cit. pp. 20-21.
[21] Yosef Hayim Brenner, Hu Amar La (London: J. Narditsky, 1919), p. 7, cit. p. 42.
[22] p. 42.

23] p. 45. See Benny Morris, ‘On Ethnic Cleansing’, New Left Review, March/April 2024.
[24] ‘Mothers of all Palestinians should also be killed,’ says Israeli politician’, Daily Sabah, July 14 2014, cit. p. 48.
[25] p. 52.
[26] p. 58.
[27] Yaniv Kubovich, ‘IDF Ordered Hannibal Directive on October 7 to Prevent Hamas Taking Soldiers Captive’, Haaretz, July 7 2024, cit. p. 87.
[28] ‘IDF officers invoked defunct ‘Hannibal Protocol’ during Oct. 7 fighting – report’, The Times of Israel, July 7 2024, cit. pp. 87-88
[29] ‘Ex-Israel Army Chief Admits Using Hannibal Directive Against Own Soldiers’, NDTV World, February 9 2025, cit. p. 88.
[30] Dina Porat, ‘Une question d’historiographie: L’attitude de Ben-Gurion à l’égard des juifs d’Europe à l’époque du génocide’ in Florence Heymann and Michel Abitbol, eds, L’historiographie israélienne aujourd’hui (Paris: CNRS éditions, 1998), p. 120, cit. p. 89.
[31] p. 91.
[32] pp. 55-56.
[33] p. 59.
[34] p. 4.
[35] Ibid.
[36] ‘Jews as the Chosen People’. The Spiritual Life, cit. p. 4.
[37] Paul Cudenec, Our Sacred World (2025), https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2025/09/our-sacred-worldonline.pdf
[38] p. 82.
[39] p. 97.
[40] Paul Cudenec, ‘The military mechanism of zimperial occupation’, https://winteroak.org.uk/2025/12/01/the-military-mechanism-of-zimperial-occupation/
[41] p. 11.
[42] Yosef Kaplan, ‘Jews and Judaism in the Hartlib Circle’, Studia Rosenthaliana, 2006, pp. 186-215. https://pluto.huji.ac.il/~kaplany/hartlib.pdf
Paul Cudenec, ‘The Invisible College and the plan for our enslavement’, https://winteroak.org.uk/2025/08/11/the-invisible-college-and-the-plan-for-our-enslavement/
[43] pp. 11-12.
[44] p. 19.
[45] p. 50. See Anna Betts, ‘Pro-Israel group says it has “deportation list” and has sent “thousands of names to Trump officials”‘, The Guardian, March 14 2025.
[46] p. 70.
[47] p. 20.
[48] p. 49.
[49] p. 58. See Daniel Boguslaw, ‘CNN Runs Gaza Coverage Past Jerusalem Team Operating Under Shadow of IDF Censor’, The Intercept, January 4 2024.
[50] p. 50.
[51] p. 66. See John Mearsheimer, ‘The Israel lobby is as powerful as ever’, The New Statesman, February 10 2024, archive.is/2iYMg and William Noah Glucroft, ‘Germany’s unique relationship with Israel’, Deutsche Welle, October 15 2024.
[52] p. 66.
[53] pp. 66-67.
[54] p. 83.
[55] p. 50. See ‘Basic-Law: Israel – the Nation State of the Jewish People’. Knesset website.
[56] p. 66.
[57] p. 87.
[58] p. 81.
[59] pp. 70-71. See ‘Billionaires are teaming up for pro-Israel, anti-Hamas media drive: Report, Al Jazeera, November 12 2023.
[60] p. 71.
[61] Ibid.
[62] Ibid.
[63] p. 92.
[64] ‘Prof John Mearsheimer: Can Israel Save Itself?’, Judge Napolitano – Judging Freedom, July 31 2025, cit. p. 93.
[65] p. 70.
[66] p. 57.
[67] p. 36. See Omer Barrow, ‘Infinite License’, The New York Review of Books, April 24, 2025.
[68] p. 22.
[69] pp. 22-23.
[70] p. 15.
[71] p. 16. See Jacob Boas, ‘A Nazi travels to Palestine’, History Today, vol 30, no 1, 1980, pp. 33-39.
[72] p. 16.
[73] Boas, cit. p. 17.
[74] Boas, cit. p. 16.
[75] Dr Jim Macgregor & Dr John O’Dowd, Two World Wars and Hitler: Who Was Responsible? Anglo-American Money, Foreign Agents and Geopolitics (Walterville, Oregon: Tine Day, 2025). See Paul Cudenec, ‘Adolf Hitler and the zio-imperialist mafia’, https://winteroak.org.uk/2025/05/08/adolf-hitler-and-the-zio-imperialist-mafia/
[76] Claude Duvernoy, Le prince et le prophète (Vannes: Keren Israël, 1996), p. 193, cit. p. 89.

★ Z pewnością porządek ustanowiony po I Wojnie Światowej był ustanowiony z myślą o rozpoczęciu drugiej, w tym sensie Hitler był kimś porządnym. Ale chyba nie do końca wszystko szło zgodnie z planem. Np uniezależnienie gospodarki państwa od żydowskiego Banku Centralnego raczej dawało bardzo zły przykład innym głupim gojom. O ile Rewolucja Październikowa faktycznie była finansowana przez żydów z Ameryki, teza o finansowaniu Hitlera z tego samego źródła została całkowicie dobrze obalona. 

https://ekspedyt.org/author/alter-cabrio/


sobota, 20 grudnia 2025

Franciszek Liszt o żydach i inne obrazki
















 

Chemik rzuca wyzwanie „teorii” ewolucji: Życie działa tylko jako w pełni zintegrowany system


James Tour, profesor chemii na Uniwersytecie Rice w Houston w Teksasie, 15 grudnia powiedział Tuckerowi Carlsonowi, dlaczego teoria ewolucji jest „mitem”. Wskazuje zwłaszcza na pochodzenie życia i mechanizmy ewolucyjne na poziomie molekularnym. Główne argumenty.

Brak chemicznego mechanizmu ewolucji

„Nie rozumiem chemii stojącej za procesem ewolucji. […] Proszę mi powiedzieć o interakcjach molekularnych, które będą musiały wystąpić, o zmianach na poziomie molekularnym i o tym , jak to się dzieje”.

Pochodzenie życia jest całkowicie nieznane

„Nie mamy pojęcia, jak powstało życie. Nie mamy pojęcia”.

Całe życie wymaga czterech systemów molekularnych – i żaden z nich nie powstał prebiotycznie.

„Musi pan mieć cztery klasy związków. Ma pan lipidy, które otaczają każdą z naszych struktur komórkowych. Ma pan polisacharydy. Nukleotydy, czyli RNA i DNA. Następnie mamy polipeptydy, które są białkami. Nikt nigdy nie stworzył tych polimerów, żadnej klasy, żadnej z nich, drogą prebiotyczną”.

Chiralność sprawia, że chemia prebiotyczna jest biologicznie bezużyteczna

„Kiedy używają metody prebiotycznej do tworzenia tych cząsteczek, otrzymują tylko mieszaninę. Biologia może działać tylko na jednej z nich. Nie może działać na ich mieszaninie”.

Nawet ze wszystkimi częściami i DNA, komórka nie może się złożyć

„Dam panu wszystko. Dam panu wszystkie składniki komórki, wszystkie jony i strukturę DNA. Proszę złożyć komórkę. Czy ktokolwiek z państwa potrafi to zrobić? Nikt nie potrafi”.

Najprostsza możliwa komórka jest wciąż daleko poza zasięgiem

„Biofizycy powiedzieli nam już, że można obliczyć, jaka jest najprostsza komórka, którą można mieć i która nadal może działać. Ma ona około piętnastu podstawowych składników. Ile z tych piętnastu zostało kiedykolwiek stworzonych w sensie prebiotycznym? Zero. Zero.”

Nigdy nie zaobserwowano zmiany planu ciała

„Można zaobserwować małe permutacje, ale nigdy nie zaobserwowano tego, co nazywa się zmianami planu ciała. Obejmuje to wiele rzeczy, ale widzi pan, że te sieci genetyczne musiałyby się zmienić. Tak więc zmianą planu ciała byłby bezkręgowiec, coś, co nie ma kręgosłupa, przechodzący w kręgowiec, coś, co ma kręgosłup. coś jak robak przechodzący w coś, co ma kręgosłup. Nigdy tego pan nie widział”.

Eksplozja kambryjska zaprzecza stopniowej ewolucji

„To, co widzimy, to eksplozja kambryjska. Nagle, bum, stało się [większość głównych grup zwierząt pojawia się nagle]. A potem to zostaje. Nie ma na to żadnego wytłumaczenia. […] Ponieważ jeśli ewolucja jest prawdziwa, to oczywiście następowałaby stopniowa ewolucja od pojedynczej komórki. A tak nie jest”.

Bóg jako wyjaśnienie złożoności życia*

„Patrzę na życie, żywe istoty. Jak Pan to zrobił? Nie wiemy, jak budować w ten sposób. Jest powód, dla którego budujemy roboty z plastiku, drutów i krzemu, a nie z cząsteczek. Nie mamy o tym zielonego pojęcia. Tak trudno jest myśleć o tym, jak zbudować coś z cząsteczek. A ja na to: „Boże, jak Pan to robi?”. To jest niesamowite. I daje mi to o wiele większe uznanie dla Boga, kiedy widzę to jako naukowiec”.

https://gloria.tv/post/jyeyJAYUywtd496C8CoXdPxyY

* Nie koniecznie trzeba w to mieszać tak zwanego Boga, zwłaszcza że akurat życie w przestrzeni i czasie nie jest aż taką przyjemnością - mówiąc najłagodniej. Po prostu Życie jest inteligentne, być może można mówić o Żywym Organizmie, czy Świadomym Bycie. My w przestrzeni i czasie, jesteśmy tylko organami percepcyjnymi tegoż Bytu, który odwiecznie poznaje siebie. W większości przypadków bez powodzenia. Od czasu do czasu pojawia się ktoś, kto oferuje nam zbawienie, ucieczkę z bycia zrodzonym w przestrzeni i czasie. Co poniektórzy potrafią Go zrozumieć i korzystają. Inni będą kontynuować poszukiwanie trwałego szczęścia w nietrwałych rzeczach przestrzeni i czasu. Może kiedyś...

Ktoś nie zdający sobie sprawy ze swej boskości, zaiste ma pewien problem do rozwiązania. Jego boski umysł kreuje jego byt jako istoty, oczywiście z uwzględnieniem tego, że nikt normalny nie zadaje sobie bólu, a odseparowany osobisty byt jednak często pozwala sobie na zadawanie bólu innym odseparowanym bytom. W sumie zadaje go sobie, tyle że odczuje to nieco później. Jak powiada Porchia: "Myślisz, że mnie zabijesz, ja myślę, że popełniasz samobójstwo".

Człowiek jest tym co sam z siebie zrobi. To istotna zasada. Po co zaraz oskarżać Boga o niedoskonałość istot? Bóg jako Niezmienne Źródło Życia powinien być raczej postrzegany jako cel praktyki duchowej, za tworzenie istot jest odpowiedzialny umysł skażony chciwością, nienawiścią i złudzeniem. Stworzenie świata to jego robota. Przynajmniej w tym sensie, że jak tylko ciało staje się obserwowaną rzeczą w przestrzeni i czasie, a nie widziane jako "moje" i to czym jestem, idea zewnętrznego świata w którym ja żyję upada. Taka praktyka powinna uśmierzyć niepokój Pascala*. No ale jak ktoś się upiera przy determinowaniu swego bytu jako pewnego ciała istniejącego w przestrzeni i czasie, no to oczywiście ma całkiem uzasadnione powody do niepokoju.

* „Nie wiem, kto mnie wydał na świat, ani co jest świat, ani co ja sam. Żyję w straszliwej nieświadomości wszystkich rzeczy. Nie wiem, co jest moje ciało, co zmysły, co dusza, i ta część mnie, która myśli to, co ja mówię, która zastanawia się nad wszystkim i nad samą sobą i która nie zna siebie, tak samo jak reszty. Widzę te przerażające przestrzenie wszechświata, które mnie otaczają, czuję się przywiązany do kącika tej rozległej przestrzeni, nie wiedząc, czemu mnie pomieszczono raczej w tym miejscu niż w innym, ani czemu tę odrobinę czasu, jaką mi dano do życia, wyznaczono w tym, a nie w jakimkolwiek innym punkcie całej wieczności, która mnie poprzedziła, i tej która ma po mnie nastąpić. Widzę ze wszystkich stron jedynie nieskończoności, które zamykają mnie niby atom i niby cień trwający jeno niepowrotną chwilę. Wszystko co wiem, to jeno to, iż mam niebawem umrzeć; ale co mi najbardziej jest nieznane, to sama ta śmierć, której niepodobna mi uniknąć.

Jak nie wiem skąd przychodzę, tak i nie wiem, dokąd idę; wiem tylko, iż opuszczając ten świat, wpadam na zawsze albo w nicość, albo w ręce rozgniewanego Boga, nie wiedząc, która z tych dwóch możliwości może być moim wiekuistym udziałem. Oto mój stan, pełen słabości i niepewności: i z tego wszystkiego wyciągam wniosek, że mam spędzić wszystkie dni swego życia, nie myśląc o dociekaniu tego, co mnie czeka! Kto wie, może znalazłbym jakie światło w moich wątpliwościach; ale nie chcę sobie zadać trudu, ani uczynić kroku dla szukania go; po czym, patrząc ze wzgardą na tych, którzy będą się parali tym staraniem, pospieszę bez przewidywania i obawy doświadczyć tak wielkiego zdarzenia i pozwolę się miękko nieść ku śmierci, niepewny mego przyszłego wiekuistego losu”. (Jaką bądź mieliby pewność, jest to raczej powód do rozpaczy, niż do próżności.)

Któż pragnąłby mieć za przyjaciela człowieka, który rozumuje w ten sposób?★ Kto by go wybrał wśród wielu, aby mu zwierzyć swoje sprawy? kto by się uciekł do niego w zgryzotach? I wreszcie do czego by go można w życiu użyć?

Pascal Myśli

★ Słusznie. Lepiej wybrać sobie za przyjaciela tego, kto sugeruje proste rozwiązanie problemu śmierci, poprzez zakwestionowanie błędnego założenia, że się urodziło. Że jest się człowiekiem. Co prawda rezygnacja z własnego człowieczeństwa jest dość popularna, ale raczej poprzez zezwierzęcenie, nie poprzez stanie się obserwatorem, który sam poza przestrzenią i czasem, obserwuje to co w przestrzeni i czasie.