poniedziałek, 3 listopada 2014

Cóż z takim mówić ...


Bardzo złe recenzje z Domu Bernardy Alby. Większość krytyków po prostu i oczywiście nie rozumie, że można sobie robić tyle z cnoty córek, z tego, aby wychodziły za mąż - dziewicami. Skoro ktoś nie rozumie, że takie ambicje i zasady mogą dochodzić do tragicznego napięcia, urabiać dusze - cóż z takim mówić o tej sztuce. Gdyby chodziło tu o pieniądze - wszyscy by zaraz wszystko zrozumieli.

Lechoń – Dziennik t. II
s.14

Złudzenie




Niektórzy myślą, że płyną pod prąd, a to jest tylko rynna z moczem".

Friedrich Georg Junger

Gdzie pan pracuje?


„Urzędnik: “Gdzie pan pracuje?”
Ja: “Nigdzie. Jestem niezależny”
Urzędnik: “Czy posiada pan na to zezwolenie?”
(Dosłownie z rozmowy, jaką odbyłem w roku 1947 w urzędzie zatrudnienia)”
Friedrich Georg Junger

Anarchista a Anarcha


Anarchista buntuje się przeciw niesprawiedliwości współczesnego świata, przeciw nędzy, wyzyskowi, zniewoleniu...

Anarcha buntuje się natomiast przeciw całemu światu, całemu systemowi współczesnej cywilizacji. Anarcha ma odwagę powiedzieć "nie" wszystkim normom, zasadom i wartościom, w które wierzy zdegenerowana ludzkość. Anarcha odrzuca z pogardą prawa człowieka, wolność, demokrację, pokój, humanizm, miłość, tolerancję, braterstwo, równość i wszystkie inne fetysze i magiczne zaklęcia naszych czasów. Anarcha nie chce nikogo przekonywać, nie chce nikogo prowadzić ani porywać do walki... Anarcha jest samotnikiem, jest samotnym myśliwym wędrującym po bezdrożach chaosu, Anarcha to samotny wilk - nie potrzebuje wyznawców, obca jest mu i wstrętna mentalność stada. Anarcha nie chce niczego ulepszać ani tworzyć nowych światów. Dla Anarchy wartość ma tylko jego bunt - bunt będący wyrazem jego najgłębszej istoty, Anarcha pragnie tylko niszczyć murszejący porządek rzeczy, pragnie przyspieszyć procesy upadku, chce aby ostateczna pożoga ogarnęła świat, by wreszcie ponad zgliszczami mógł powiać mroźny podmuch Nieznanego...”

Ernst Junger

Kruchość powszechnie akceptowanych pojęć


Znajdujemy się dziś w sytuacji wędrowców, idących długo przez zamarznięte jezioro, którego lodowe zwierciadło wskutek zmiany temperatury zaczęło się rozpadać na wiele brył. Powierzchnia powszechnie akceptowanych pojęć zaczyna się kruszyć i głębie żywiołu, który zawsze znajdował się pod nią, przeświecają ciemno poprzez jej rysy i szczeliny.

Ernst Junger "O bólu"

***


istniejemy w wielu wymiarach przenikamy
struktury nasza cielesność przeciwstawia
się duchowości nie możemy zrozumieć
innej istoty sami siebie nie rozumiemy
chwytamy ledwie okruchy znajdujemy
drobiny podążamy do przodu  jak
strumień jak rzeka falujemy
w innych bytach
jak morze

Pekin 2009

Dariusz Tomasz Lebioda

Zikkurat w Borsippie


1.

Idę powoli pod górę aż do samego nieba
skąd Nimrod chciał strzelać z łuku
do bogów dwurzecza

przystaję przy zdruzgotanych murach
dotykam bolesnych pęknięć biorę
do ręki miał tysiącleci

podnoszę dłonie ku chmurom
a niewidzialny Nabu daje
mi glinianą tabliczkę

piszę na niej pierwszy wiersz
w historii ludzkości

dopełniam treścią opowieść
o synu Morduka i Sarapanitu

pośród ruin świątyni E-zida patrzę
w głębiny czasu

2.

widzę maszerujące armie i płonące
pałace palmy naginane przez wiatr

i czarne rybitwy wzbijające się nad
tonie Tygrysa i Eufratu

rylec zagłębia się lekko w miękkiej glinie
obrazy suną szybko w świadomości
jak mijane głazy i cegły

dowódca straży ścina głowę
największego wroga żmija
kąsa stopę księżniczki

a zakrzywiony nóż
przecina aortę
zdrajcy

3.

płyną chmury nad strzaskanymi
wiekami i moje życie w tajemny

sposób dotyka nagle ruiny
zikkuratu

tak spotykają się chwile
z wiecznością

tak mija bezpowrotnie to co
dawno temu zapisano w

księdze przeznaczenia

Borsippa 2013

Dariusz Tomasz Lebioda

niedziela, 2 listopada 2014

Bronię się przed rozpaczą


Bronię się przed rozpaczą, nazywając inaczej to, co inni nazywają po prostu moją straszliwą samotnością. Ale przecież jest ona faktem - nie mam nikogo na świecie poza Zygmuntem, tak dalekim, i poza "najdroższą osobą", którą sam przez ten rok przyzwyczaiłem, aby obywała się beze mnie. Rozproszyć tę samotność mógłbym tylko dając coś z siebie moim pisaniem. Ale właśnie tego nikt nie umie wziąć, nie powiem – nie potrzebuje. Nawet wyobrazić sobie nie mogę - co by to było za szczęście - naraz odzyskać czytelników, czuć się im potrzebnym.

Lechoń, Dziennik t. II

Język tworzą pisarze, nie gramatycy


Mackiewicz pisze w liście do redakcji "Wiadomości", że będzie pisał "słowianofili", a nie "słowianofilów", "mistrzów", a nie "mistrzy", ale "wachmistrzy", a nie "wachmistrzów". I dodaje: "Dlaczego? Nie wiem. Nie jestem specjalistą od gramatyki - wiem tylko, że język tworzą pisarze, nie gramatycy. Ważniejszym jest, jak coś napisał Mickiewicz w Panu Tadeuszu lub Sienkiewicz w Trylogii, niż co o tym postanowił c.k. podręcznik w Krakauerskiej Galicji i Głodomorii."

Ja też wiem, że nie wiem, dlaczego piszę, jak piszę, i uważam, że zawsze coś to znaczy, że forma czy słowo przeze mnie użyte zawsze są świadomie czy podświadomie wybrane, że na tym m.in. polega talent pisarski. Co do tego zaś, jak to wygląda w oczach tzw. znawców gramatyki, to zawsze przypominać będę wspaniałą odpowiedź Boya, któremu Grydzewski powiedział, że "język polski nie znosi tej formy". Na co Boy: "No to zniesie."

Lechoń, Dziennik t. II

Inteligencja bez serca i moralności


Są subtelności moralne, sumienia tak czułe, serca tak odpowiedzialne, że zastępują wszystkie finezje intelektu. Inteligencja bez serca i moralności - wydaje mi się większym chamstwem niż serce i honor bez intelektualnego polotu.

Lechoń, Dziennik t. II

Aktor zawsze gra


Aktor zawsze gra, nigdy nie jest sobą, bo w ogóle nie jest sobą, tylko pustym naczyniem, gotowym do przyjęcia każdej obcej duszy. Wczoraj miałem taką rozmowę pełną gierek, ruchów, odruchów, przydechów, pauz. Była to, zdaje się, rola sceptycznego intelektualisty, może coś z Dziennikarza w Weselu – prozą.

Lechoń, Dziennik t. II

Józef Gardecki - Było nas trzech


Książka Józefa Gardeckiego Było nas trzech napisana w r. 1927, którą teraz dopiero poznałem w już powojennym warszawskim wydaniu, jest to lektura, od której ciepło robi się na sercu i różne lepsze myśli przychodzą do głowy. Są to dzieje trzech chłopców- terminatorów garbarskich na początku naszego wieku w Warszawie, ich zajęcia, myśli, zabawy, smutki i dramaty, a przede wszystkim praca zawodowa w warsztacie, która jest ich największą miłością i ambicją. Książka literacko bardzo uczciwa, z nie do podrobienia akcentem prawdy, jest jakby niezamierzonym i niewypowiedzianym przeciwstawieniem fałszywej miłości pracy, dziś nakazanej przez bolszewizm - prawdziwemu entuzjazmowi zawodu, z czasów carskiego ucisku i kapitalizmu, które były przecież niemal wolnością, porównane z tym, co się dziś w Polsce dzieje. Nic nie wiem o autorze tej książki, ale są to niewątpliwie przyrządzone po literacku jego wspomnienia, wspomnienia warszawskiego rzemieślnika. Cóż za kultura, cóż za godność, honor, miłość wszystkiego, co piękne, cóż to byli za wspaniali ludzie ci Polacy - Prusa i Żeromskiego - bo jak powiadam - wszystko, co autor opowiada, brzmi tonem prawdy! Jest to bardzo prosta, z "życia wzięta" historyjka, która nigdzie poza Polską nie mogła była powstać. Bo nigdzie nie było w tamtym czasie takich robotników - idealistów, takiego entuzjazmu, prawie religii, wiedzy i piękna. Ta chwilami bardzo smutna książka to moja na dziś pociecha w bardzo ciężkim dniu, wśród najsłuszniej smutnych myśli!

Lechoń, Dziennik t. II

Gestapowiec i wiersz


Senator Kleszczyński, szlagon i legun, najzacniejsze serce, ale symplista nieprawdopodobny - tak że myślałbyś, że książki nie przeczyta - opowiadał mi, że w czasie Armii Krajowej nosił zawsze przy sobie przepisany z jakichś rękopisów nie znany patriotyczny wiersz Rydla. Kiedy Gestapo go złapało - jakiś oprawca, znający oczywiście polski - zabrał się do czytania jego papierków. Kiedy przeczytał ten wiersz - coś dziwnego, jak mówi Kleszczyński, pojawiło się na jego twarzy. Oddał mu bez słowa wszystkie inne dokumenty i puścił wolno.

Lechoń, Dziennik t. II