czwartek, 27 lutego 2014

Rewolucyjny Żyd czyli kto kontroluje przemysł pornograficzny – Lech Maziakowski


W czasie gdy na pierwszych stronach gazet pojawiła się wiadomość o zaangażowaniu żydowskiego gubernatora stanu Nowy Jork, Elliota Spitzera w działalność gangu prostytucyjnego oraz oczywiście o korzystaniu z usług luksusowych call-girls [1], warto zapoznać się z mało znanymi faktami ukazującymi prawdziwe oblicze przemysłu pornograficznego w USA. Warto rzucić snop otrzeźwiającego światła na najważniejsze zagadnienie dotyczące zastraszającego rozwoju tego przemysłu, a przede wszystkim na stosunki własnościowe poszczególnych firm tego “rozrywkowego” segmentu. W skrócie, warto odpowiedzieć na proste pytanie: kto zorganizował ten przemysł w Stanach Zjednoczonych, kto nim sterował w przeszłości i kto jest niemal wyłącznym właścicielem dzisiaj. Aby zrozumieć determinację z jaką – dzisiaj już nie tylko poszczególni właściciele, ale i potężne lobby pornograficzne - coraz intensywniej zalewają społeczeństwo swymi produktami, należy koniecznie odpowiedzieć na pytanie: jakimi motywami kierują się twórcy tego przemysłu.

Z pomocą przychodzi lektura opracowania opublikowanego na łamach żydowskiego pisma The Jewish Quarterly [2], w którym autor, prof. Nathan Abrams, wykładowaca współczesnej historii Ameryki na szkockim uniwersytecie w Aberdeen, pisze wprost, iż: “Jakkolwiek Żydzi stanowią zaledwie dwa procent amerykańskiej populacji, są prominentnie obecni w przemyśle pornograficznym”. I rzeczywiście, tak jak i w innych gałęziach tzw. przemysłu rozrywkowego, a także w mediach, finansach, zawodach prawniczych, osiągnęli wpierw wyraźną nadreprezentację, a później większość i w końcu niemal całkowitą kontrolę, deprawując chrześcijańskie społeczeństwa.

Zaangażowanie Żydów w pornograficzny przemysł filmowy oraz szerzej, w rozbudowany system burdeli działających a Stanach Zjednoczonych, datuje się od początków tego kraju. Tak samo jak w innych czasach i miejscach na świecie, żadna inna grupa etniczno-religijna nie przyczyniła się bardziej do tak ogromnego rozwoju destrukcyjnych przywar społeczeństw.

Jak pisze prof. Abrams: “Być może wolelibyśmy udawać, że ten zdefiniowany etnicznie problem przemysłu filmów XXX [ang. triple-exthnics] nie istnieje, jednak nie możemy uniknąć faktu, iż zeświecczeni Żydzi odgrywali (i dalej odgrywają) nieproporcjonalnie wielką rolę w całym przemyśle filmów pornograficznych w Ameryce. Zaangażowanie żydowskie w pornografię ma swoją dlugą historię w Stanach Zjednoczonych i właśnie Żydzi pomagali w przemianie tej egzystującej dotychczas na skraju społeczeństw subkultury, tworząc z niej główną tkankę Ameryki.”

Żydowscy wlaściciele i aktorzy 

Zaangażowanie żydowskie w przemysł pornograficzny można podzielić na dwie grupy: właścieleli i twórców oraz wykonawców-aktorów. Z uwagi na perspektywę wielkich zarobków, możliwość kontroli nad ludźmi i upragnionej destabilizacji społeczeństwa chrześcijańskiego, osadnicy żydowscy w Ameryce szybko zainteresowali się tym rynkiem. Jak stwierdza Autor opracowania: “Wielu dilerów rozprowadzających gadżety erotyczne i książki pornograficzne w latach 1890-1940, byli imigrantami żydowskimi o niemieckich korzeniach.”. Podobnie ujmuje to Jay A. Gertzman w książce wydanej przez wydawnictwo Uniwersytetu Pennsylvania [3] pisząc, że w tamtych czasach “Żydzi byli głównymi dystrybutorami gallantiana, czyli książek z erotycznymi kawałami, balladami i literaturą erotyczną, oraz tzw. awangardowych noweli i [psuedonaukowych] wywodów na temat “seksuologii””.

Przed wojną i krótko po jej zakończeniu, gdy Hollywood liczył się jeszcze z opinią katolików, gdy obowiązywała jeszcze presja Legionu Przyzwoitości (Legion of Decency) [4], podejmowane były jedynie pokątne próby obejścia systemu i przemysł pornograficzny tkwił na obrzeżach chrześcijańskiej tkanki społecznej. Dopiero “rewolucja moralna”, idealnie zsynchronizowana czasowo i korzystająca z owoców posoborowej degrengolady w Kościele, co bezpośrednio rzutowało na kondycję społeczną, pozwoliła na wypłynięcie szumowin na zewnątrz.

Twórcy, organizatorzy, przywódcy i wykonawcy tej kolejnej rewolucji, tak jak i wielu poprzednich rewolucji przemieniających oblicze cywilizacji, w nadreprezentatywnej liczbie pochodzili z żydowskiej diaspory. W przemyśle pornograficznym w latach powojennych jedną z najbardziej znaczących postaci był Reuben Sturman, nazywany z racji swych wpływów i zasięgu “Waltem Disneyem Pornografii”. Wykorzystując swoiście żydowskie cechy – tak wyraziście opisane w powieściach np. Juliana Ursyna Niemcewicza, Józefa Ignacego Kraszewskiego czy (w mniejszym stopniu, bo zaślepionej utopijną ideą skuteczności “asymilacji” Żydów) Elizy Orzeszkowej – budował imperium zła, by, jak stwierdza Departament Sprawiedliwości USA, w latach 1970 kontrolować większość produktów pornograficznych.

Sturman, syn rosyjskich Żydów, początkowo sprzedawał komiksy, lecz później zorientował się, że największe pieniądze znaleźć można rozbudzając ludzkie żądze najniższego szczebla, zajął się więc sprzedażą literatury pornograficznej, z czasem opanowując ten rynek niemal całkowicie. Już w połowie lat 70-tych stał się właścicielem ponad 200 księgarń “tylko dla dorosłych” – specyficznych miejsc, w których można i przejrzeć literaturę i obejrzeć film i zaglądnąć przez peephole, a z pewnością i wiele więcej. Jak oceniał Time Magazine, w początkach lat 90-tych Sturman zarabiał na czysto rocznie około 300 milionów dolarów. O żydowskim zaangażowaniu w przemysł pornograficzny prof. Abrams pisze bez ogródek: “Sturman nie tylko kontrolował przemysł pornograficzny, on był tym przemysłem”. Sturman zakończył życie w więzieniu, gdzie przebywał skazany w 1997 roku za manipulacje podatkowe, jednak nie przeszkodziło to jego synowi – Davidowi, na kontynuowanie i dalszą rozbudowę “rodzinnego biznesu”.

Dzisiejszym wcieleniem Reubena Sturmana jest kolejny Żyd w tym szczególnym przemyśle – 48-letni Steven Hirsch, określany już nie jako “Walt Disney Porn”, lecz “Donald Trump Porn”. Steven, tak jak i David Sturman, przejął po swoim ojcu kierowanie “rodzinnym biznesem” i szefuje największą na świecie korporacją produkującą filmy porno – Vivid Entertainment, zwaną ze względu na dochody i zasięg “Microsoftem świata porno”. Kontynuując “tradycję” żydowskich środowisk rewolucyjnych mających jeden jedyny cel: zniszczenie chrześcijańskiego porządku społecznego, firma Vivid intensywnie kreuje nowe rynki patologii, tym razem wprowadzając i upowszechniając segment filmów “gejowskich”. A doskonale obserwując samodestrukcyjne zachowanie się społeczeństw zachodnich o rodowodzie chrześcijańskim, Vivid zręcznie wpisał się w nie oferując również tzw. reality-show, które jak tsunami ogarnęły wszystkie telewizje świata, a poprzez koncerny ITI i Polsat (nb. firmy założone i prowadzone przez Żydów o rodowodach komunistyczno-SB-ckich), rozpowszechnione zostały również i w Polsce.

“Żydzi odgrywali (i dalej odgrywają) nieproporcjonalnie wielką rolę w całym przemyśle filmów pornograficznych w Ameryce.”
Prof. Nathan Abrams 

Obok właścicieli, producentów i stręczycieli żydowskich, drugą grupą przemysłu pornograficznego są sami “aktorzy” występujący w filmach. Jak stwierdza prof. Abrams: “Żydzi stanowią większość aktorów występujących w filmach pornograficznych tworzonych w latach 1970-1990, a Żydówki znaczącą liczbę porno-stars“. Jednym z “królów” tego aktorstwa jest Ron Jeremy, dziś 55-latek, który wystąpił do tej pory w ponad 1600 filmach pornograficznych i sam nakręcił ich ponad setkę. Jeremy, wychowany w żydowskiej rodzinie na nowojorskim Queens’ie, wniósł do tego typu filmów postać na pozór dziwnego uwodziciela: owłosionego, odpychającego grubasa, który jednak z łatwością znajduje partnerki, często tuzinami wskakujące do łóżka. To nie przypadek, że Żydzi określają rolę Jeremy’ego jako nebbishy, co w pierwowzorze języka jidisz znaczy: nieszczęśliwiec-Słowianin.

Przeciwieństwem grubego Rona jest inny żydowski aktor – 43-letni Adam Glasser, wysportowany, przystojny, były właściciel siłowni w Los Angeles. Glasser, nowojorski Żyd, występujący pod pseudonimem Seymore Butts, “jest dzisiaj prawdopodobnie najbardziej znanym żydowskim potentatem przemysłu porno” – ocenia prof. Abrams. Jego studio, Seymore Inc. produkuje corocznie kilkadziesiąt filmów, specjalnie pozorowanych jako amatorskie zdjęcia, które mają podobno przysparzać większej autentyczności. Rozprowadza swoją produkcję poprzez system franczyz, a w firmie zatrudnia również… swoją matkę oraz kuzyna. Od roku 2003 Glasser wraz ze swoją rodzinką występują w największych stacjach telewizyjnych świata w niezwykle popularnym (albo lepiej: na siłę popularyzowanym) programie “reality-show” Family Business. Ta swoista soap-opera po raz pierwszy emitowana w Kanadzie w sieciach The Movie Network, Movie Central i Showcase Television, rozprzestrzenia się po świecie, ograniając ostatnio Channel 4 w Wielkiej Brytanii i FX w Ameryce Łacińskiej.

Prof. Abrams w swoim opracowaniu ukazującym zaagażowanie się Żydów w tworzenie i rozwój przemysłu pornograficznego, niestety wpada w pułapkę próbując wyjaśnić przyczyny tego typu zachowania swoich braci. Tłumaczy on, że “Żydzi zaangażowali się w przemysł pornograficzny z tego samego powodu, co inni współwyznawcy ich wiary angażując się w główny nurt Hollywoodu. Te dziedziny przemysłu pociągnęły ich głównie dlatego, że po prostu przyjęto ich tam. Jako dziedziny nowe, nie były jeszcze obarczone restrykcyjnymi przepisami, tak często obowiązującymi w innych dziedzinach życia. W pornografii bowiem nie było dyskryminacji przeciwko Żydom.” To wysoce nieprawdziwe tłumaczenie może z łatwością obalić każdy kto uczciwie zainteresuje się stosunkami własności i realnych wpływów w początkach XX wieku, kiedy to wszystko po kolei: od systemu bankowego po media były stopniowo opanowywane przez disporę żydowską. Już poczciwy Henry Ford Senior w swojej książce z 1919 roku pt. Międzynarodowy Żyd pisał i dalekowzrocznie przestrzegał przed pogłębianiem się tego niebezpiecznego dla Ameryki zjawiska.

Po tym samousprawiedliwiającym faux pas profesora, pada jednak celne podsumowanie. Abrams pisze, iż: “przemysł pornograficzny wymagał czegoś, czego Żydzi mieli pod dostatkiem: hucpy“. Rzeczywiście, tej przebiegłej śmiałości, buty, chamstwa, cwaniactwa, bezwzględnej przebojowości, diabelskiego sprytu – czyli tego co mieści się w pojęciu hucpy, rewolucyjnemu Żydowi nigdy nie brakowało. Swoje nadzwyczajne zdolności marketingowe, praktykowane przez setki lat w rolach pośrednika bankowego, handlarza, lichwiarza i innej pijawki społecznej, rewolucyjny Żyd skrzętnie wykorzystał w Ameryce – nowej krainie szczęścia, krojonej na miarę potrzeb wyzyskiwaczy. Wpisał się on doskonale w nowe warunki, tym razem w pogoni za oferowanym “amerykańskim snem” o bogactwie. W tej pogoni za pieniądzem zdobywanym bez względu na podstawowe zasady uczciwości czy obowiązujące prawo, przy odrzuceniu prawa naturalnego a nawet wykładni Tory, przylgnął on mocniej do wskazówek talmudycznych. W tym też wymiarze należy odbierać usprawiedliwiające wypowiedzi przywódców żydowskich, którzy najwyraźniej nie widząc niczego złego w przemyśle pornograficznym, twierdzą, że był on tylko kolejnym segmentem osiągnięcia wysokich korzyści. Jak wyznał szef “Ligi Przeciwko Zniesławieniu”, Abraham H. Foxman: “Ci Żydzi, którzy zasilili przemysł pornograficzny, uczynili to jako osoby pragnące osiągnąć American dream“.

Ci sami co deprawując społeczeństwo amerykańskie bełkoczą o “American Dream”, wczoraj – w Polsce, krainie “żydowskiego raju”, budowali z kupiecką przebiegłością swoje wpływy. Jak ujął to patrząc bystrym okiem Józef Ignacy Kraszewski w powieści pt “Żyd”, opisujący warszawskich “zasymilowanych” Żydów kalkulujących wyniki Powstania styczniowego: “W każdym narodzie musi się wyrobić po nad masy jakaś inteligencya i rodzaj arystokracji… my jesteśmy materyałem gotowym… zawładniemy krajem. Panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy… Ale naszem właściwem królestwem, naszą stolicą, naszem Jeruzalem będzie Polska. My będziemy inteligencyą, arystokracyą, my tu rządzić będziemy. Kraj ten należy do nas… Jest nasz…”.
Plany wobec Polski historia tymczasowo przekreśliła, lecz mająca-być-chrześcijańską Ameryka, przerobiona na masońskie Imperium, stała się nowym Paradis Judeaorum.

Zniszczenie Chrześcijaństwa – celem Rewolucyjnego Żyda 

Rewolucyjny Żyd tworzący nowoczesny przemysł pornograficzny, tak jak i wiele innych plag społecznych, samodefiniował się przywdziewając co najmniej jeden element wielopoziomowej tożsamości: etnicznej, rasowej, kulturowej czy religijnej. Jeśli zaprzestał być “Żydem religijnym”, to tliła się w nim nostalgia za wiarą przodków, jeśli odrzucał i wiarę ojców, to definiował się kulturowo, a jeśli wszystko odrzucił, to pozostawał w kręgu podobnych sobie rewolucyjnych dusz pragnących anarchicznej zmiany zastanego porządku. Ta mozaika postaw koegzystuje również w przemyśle pornograficznym: od Sturmana, który wyraźnie określał się jako Żyd i hojnie łożył na żydowskie cele “charytatywne”, przez Richarda Pacheco (prawdziwe nazwisko Howard Marc Gordon) – kolejnego Porno-star, który zapragnął nawet być studentem rabiniczym, po dziesiątki etnicznych Żydów zamieniających łatwo Jahwe na Mamonę.

“Żydowskie zaangażowanie w przemysł porno jest rezultatem atawistycznej nienawiści do chrześcijańskiego autorytetu.”
Prof. Nathan Abrams 

Pozostaje teraz zastanowić się nad prawdziwymi celami zaangażowania się rewolucyjnego Żyda w przemysł pornograficzny, w tym ten najnowocześniejszy: kolosalnie wielki, wlewający się do każdego domu przez sieć internetową. Jak pisze prof. Adams “niezaprzeczalnie istnieje w żydowskim zaangażowaniu się w przemysł pornograficzny element rebelii.” Samo istnienie zakazu wynikającego ze zdrowo pojętych norm społecznych, stanowi dla rewolucyjnego Żyda element przyciągający. Zwykła natura zakazu jest dla niego magnesem. Przełamując normy, likwidując zakazy, niszcząc porządek, wprowadzając anarchię i nieład, rewolucyjny Żyd zręcznie wciągał w krainę zła swego przeciwnika. Jak pisze dr E. Michael Jones – cytowany również przez prof. Abramsa – wydawca miesięcznika katolickiego Culture Wars (i właściwie twórca określenia “Rewolucyjny Żyd”) żydowscy porno-właściciele i porno-aktorzy wciągali do swego biznesu młode dziewczyny, skupiając się właśnie na uczennicach katolickich szkół. Z szatańskim upodobaniem zapragnęli uwieść katolickie shiksy.

Tak jak Abe Foxman usprawiedliwia rewolucyjnego Żyda, tak Luke Ford, ortodoksyjny Żyd specjalizujący się w opisywaniu przemysłu pornograficznego, szczerze stwierdza, że: “Porno [w wykonaniu Żydów] jest po prostu ekspersją rebelii przeciwko standardom, przeciwko dyscyplinie życia.” Upragniona wizja rozpalenia wielkiego pożaru, który pochłonie zastany porządek, odepchnie reguły – również tego “Żyda religijnego” – i nade wszystko zniszczy chrześcijański ład, staje się celem samym w sobie. Luke Ford pisze, że żydowscy aktorzy filmów porno często mówią o “radości bycia anarchistą”. Prof. Abrams konkluduje: “Żydowskie zaangażowanie w przemysł porno jest rezultatem atawistycznej nienawiści do chrześcijańskiego autorytetu. [Zaangażowani w przemysł XXX] Żydzi próbują osłabić dominującą w Ameryce kulturę chrześcijańską poprzez działalność wywrotową przeciwko moralności.”
Najdobitniej stwierdził to Al Goldstein, wydawca pornograficznego pisma Screw, założonego w 1968 roku jako konkurencja dla Playboya: “Jedynym powodem, dla którego Żydzi są w biznesie pornograficznym, jest to, że wydaje nam się, iż Chrystus jest do kitu [w oryginale: sucks, co ma bardziej obraźliwe znaczenie], katolicyzm jest do kitu. Nie wierzymy w autorytaryzm”.

Pornografia w wykonaniu rewolucyjnego Żyda jest zatem sposobem walki z kulturą chrześcijańską, co przyznaje i prof. Abrams. Pisze on również, że “Tak jak Żydzi nadreprezentatywnie uczestniczyli w radykalnych ruchach, tak i teraz nadreprezentatywnie obecni są w przemyśle pornograficznym. Żydzi w Ameryce są rewolucjonistami seksualnymi. Duża liczba tego typu materialów – książek, broszur, artykułów, scenariuszy – została napisana przez Żydów. Ci, którzy spowodowali, że Ameryka zaadaptowała liberalne spojrzenie na seks – byli Żydami. Żydzi byli również przywódcami tzw. seksualnej rewolucji lat 60-tych, gdy obowiązkowe lektury Marxa, Trockiego i Lenina zamienione zostały na pisma Wilhelma Reicha, Herberta Marcuse’a i Paula Goodmana.”

O roli Żydów w przemyśle pornograficznym, przyznaje też rabin Samuel H. Dresner, który stwierdza, że “Żydowska rebelia rozpoczęła się na wielu poziomach, jedną z nich była prominentna rola Żydów jako obrońców eksperymentów [rewolucji] seksualnej.”

Profesor Abrams pisząc swój tekst wyraża nadzieję, że choć po części ukaże on “ten zaniedbany [czytaj: ukrywany przed opinią publiczną] temat amerykańsko-żydowskiej kultury masowej”, i zapytuje retorycznie: “Dlaczego, w świetle relatywnie liberalnego postrzegania spraw seksu przez Żydów, wstydzimy się roli Żydów w przemyśle pornograficznym?”

“Tak jak Żydzi nadreprezentatywnie uczestniczyli w radykalnych ruchach, tak i teraz nadreprezentatywnie obecni są w przemyśle pornograficznym.”
Prof. Nathan Abrams 

Pytanie to należałoby ustawić w odpowiednich proporcjach, gdyż mizerna wiedza społeczeństw o zaangażowaniu Żydów w kontrolę tego wstydliwego przemysłu, wynika bezpośrednio z totalnej kontroli mediów przez baronów żydowskich. Jak stwierdza szczerze żydowski krytyk filmowy, Michael Medved: “Nie ma żadnego sensu aby próbować zaprzeczać rzeczywistości o żydowskiej sile i prominentej obecności w popularnej kulturze. [...] Nawet Marsjanin oglądający amerykańskie media [przepojone tematyką żydowską i promujące żydowski punkt widzenia] byłby zaskoczony dowiadując się, że mniej niż co 40 Amerykanin jest Żydem.” [5]

Tak więc z jednej strony przesycenie mediów żydowskimi aktorami, scenarzystami, dziennikarzami, nie mówiąc już o producentach, a z drugiej całkowita cisza, a często i zaprzeczenie, gdy chodzi o autentyczną żydowską potęgę kontrolującą media i trzymającą w nieświadomości społeczeństwo amerykańskie. Z jednej strony obecność Wolfe Blitzera, Barbary Walters, Mike’a Wallace, Teda Koppel, Larry Kinga (czyli Lawrence Harvey Zeigera), by wymienić tylko kilku z brzegu najbardziej widocznych, a od strony “koszernej kuchni”: Michaela Ovitz, Stevena Spielberga, Davida Geffen, Jeffrey Katzengberg, Lewa Wasserman, Sidney Sheinberg, Barry Diller, Gerald Levin, Herbert Allen – a z drugiej zupełna cisza o prawdziwych problemach trawiących Amerykę (jak i resztę świata). Nie ma informacji o nadreprezentatywnej roli Żydów w przemyśle narkotykowym (niemal 100 procent silnej substancji Ecstasy pochodzi z Izraela i jest rozprowadzana po świecie również przez chasydzkich “bogobojnych” młodzieńców), nie ma mowy o kolejnej specjalności żydowskiej – przemyśle aborcyjnym, nikt nie ma prawa dowiedzieć się o przekrętach dokonywanych przez żydowskich prawników i finansistów (gdzie jest film o Ivanie Boesky czy Michaelu Milkenie?!), wreszcie – nie słychać nic o władcach przemysłu pornograficznego. Z telewizji i ekranów filmowych sączy się za to nieustannym strumieniem propaganda holokaustu, dominują jednostronne i wybielające informacje o Izraelu, a nade wszystko montowane są z coraz większą siłą ataki na podstawy bytu chrześcijańskiego, ze szczególną szatańską mocą koncentrując się na Kościele katolickim. Ten Kulturkampf, mający już 2000 lat, nasila się coraz bardziej i przez potęgę Mamony i zaaplikowanie moralnej destrukcji, zmierza do kontroli i dominacji nad goyim.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że przywódcy Kościoła, dalej kroczący posoborową drogą samozagłady, z judaistycznym “dialogiem” na czele, przestali już pełnić rolę autorytetu dla ogłupiałego przez żydowskie media i rozbestwionego przez żydowski przemysł pornograficzny motłochu, który zajęty oglądaniem kolejnego odcinka Seinfelda czy internetowego świerszczyka, nie dostrzegł, że poderżnięto mu już połowę szyi.

Lech Maziakowski
Washington, DC | 12 marca 2008 | www.bibula.com

PRZYPISY:
[1] Jeśli wydobycie na światło dzienne seksualnej afery żydowskiego polityka przez żydowskie media wydaje się cokolwiek dziwne, to należy zdać sobie sprawę, iż jest to wynik walk frakcyjnych wewnątrz środowiska żydowskiego, gdyż biuro stanowe Głównego Prokuratora, którego szefem przez osiem lat był Spitzer, przeprowadziło kontrolę nowojorskich biur Światowego Kongresu Żydów, oraz organizacji National Council of Young Israel, ujawniając nieprawidłowości finansowe, w tym niewłaściwą dystrybucję (czytaj: zawłaszczenie) pieniędzy pierwotnie przeznaczonych dla tzw. ocalałych z Holokaustu. (Zob.: http://www.jta.org/cgi-bin/iowa/news/article/200803100310spitzersnared.html)
Ponadto warto dodać, że właścicielem klubu nocnego Emperor Club VIP, w którym Spitzer odwiedzał “Kristen”, był obywatel Izraela, Mark Brener.
[2] Nathan Abrams, The Jewish Quarterly. A Magazine of Contemporary Writing, Politics & Culture, “Triple-exthnics. Nathan Abrams on Jews in the American porn industry”, Winter 2004  -  Number 196.
Zob.: http://www.jewishquarterly.org/article.asp?articleid=38
[3] Bookleggers and Smuthounds:The Trade in Erotica, 1920-1940 (Philadelphia: University of Pennsylvania Press, 1999
[4] O skali degrengolady amerykańskich przywódców Kościoła katolickiego, świadczy choćby fakt, że rozmontowany rękami liberalnych hierarchów od początków lat sześćdziesiątych Legion przestaje właściwie funkcjonować, w 1966 roku (efekt “ducha soborowego”) zmienia nazwę na National Catholic Office for Motion Pictures i od tego czasu systematycznie zaczyna zanikać, choć w ostatnich latach próbuje na nowo kształtować opinię katolicką… rekomendując prohomoseksualny film Brownback.
[5] Michael Medved: “Is Hollywood Too Jewish?”, Moment, Aug. 1996 [Miesięcznik Moment jest jednym z najbardziej opiniotwórczych pism żydowskich]

środa, 26 lutego 2014

Marco Polo o Buddzie


Sejlan jest wielką wyspą, jak powiedziałem wam w tej książce powyżej. Trzeba wiedzieć, że na wyspie tej jest bardzo wysoka góra o tak poszarpanych skałach, że nikt na nią wejść nie może, chyba w ten sposób, jak powiem. Na górze tej wiszą liczne łańcuchy żelazne, tak umieszczone, że człowiek może tymi łańcuchami wspiąć się na sam szczyt. Otóż oni utrzymują, że na górze owej jest pomnik Adama, naszego praojca*. Saraceni twierdzą, że jest to grób Adama, zaś poganie, że jest to grobowiec Sogomoni Borkana.

Ów Sogomoni był pierwszym człowiekiem, od którego wziął nazwę bożek. Gdyż był to człowiek najlepszy, jaki kiedykolwiek żył wśród nich wedle ich praw. Jego pierwszego wynieśli do godności świętego i jego imieniem nazwali pierwszego bożka. Był to syn pewnego wielkiego, bogatego i potężnego króla. I ów królewicz takie życie święte wiódł, że odrzekł się wszelkich ziemskich rzeczy i nie chciał zostać królem. Ojciec jego widząc, że syn jego nie chce być królem ani słyszeć nie chce o żadnej rzeczy tego świata, wpadł w wielką rozpacz. I czynił mu wspaniałe obietnice, gdyż mówił, że chce go koronować na króla całego królestwa i uczynić z niego absolutnego władcę. Chciał zrzec się korony i wszelakiej władzy, aby on tylko był jedynym panem.

Syn jego odpowiedział, że nie chce nic z tego. Gdy ojciec widział, że syn nie chce za nic w świecie wziąć władzy, rozpaczał tak, że mało nie pomarł z boleści. Nie było to nic dziwnego, gdyż nie miał żadnego syna krom tego i nie miał komu pozostawić państwa. Więc wziął się do rzeczy w ten sposób: Powiedział sobie, że dokona tego, aby syn jego z chęcią powrócił do spraw tego świata i wziął po nim koronę i królestwo.

Umieścił go w przepięknym pałacu, dał mu do usługi trzydzieści panien bardzo pięknych i miłych. Żaden mężczyzna nie miał tam przystępu, tylko owe panny; gdyż panny kładły go do łoża, usługiwały mu przy stole d ciągle dotrzymywały mu towarzystwa. Śpiewały i tańczyły przed nim i dostarczały mu wszelkich możliwych rozrywek i przyjemności, jak król im nakazał. Lecz mówię wam, cokolwiek czyniły, na nic się nie zdało, nie przywiodły królewicza do rozpusty, lecz utwierdził się jeszcze w stałości i czystości. I żył bardzo świątobliwie wedle ich praw. Trzeba zaś wiedzieć, był on tak delikatnym młodzieńcem, że nigdy jeszcze nie wyszedł z pałacu, nie widział nigdy nieżywego człowieka ani też człowieka, który by nie był zdrów na całym ciele. Ojciec jego bowiem nie dopuszczał doń żadnego starca ani też kaleki. Zdarzyło się raz, że młodzieniec ten, jadąc konno drogą, ujrzał umarłego, |którego niesiono w licznym orszaku na grzebanie|. Osłupiał jak ten, który nigdy takiego nie widział. Zapytywał tych, którzy mu towarzyszyli, co by to miało znaczyć; ci odpowiedzieli, że to człek umarły. „Jak to — zawołał syn królewski — więc ludzie umierają?" „Tak, zaprawdę" — odpowiedzieli oni. Na to nic nie rzekł młodzieniec i jechał dalej w zamyśleniu. Skoro ujechali dobry kawał drogi, spotkali bardzo starego człowieka, który iść nie mógł, nie miał zupełnie zębów, wszystkie bowiem z powodu wielkiej starości utracił. Skoro królewicz tego starca zoczył, zapytał, kto by to był i dlaczego iść nie może. I towarzysze jego rzekli, iż iść nie może dla wielkiej starości i że ze starości utracił wszystkie zęby. |I zapytał: „Czy każdy człowiek staje się starcem i pochylonym jak ów człek?" Słudzy odpowiedzieli: „Panie, każdy, kto długo żyje na tym świecie, musi być stary jak ten człowiek i musi umrzeć."| Kiedy to królewicz usłyszał o umarłym owym i o starcu, zawrócił do pałacu i powiedział sobie, że nie pozostanie dłużej na tym złym świecie, |gdzie musi postarzeć się tak, aby obcej potrzebował pomocy, i umrzeć|, lecz pójdzie szukać tego, który nie umiera i który świat stworzył. I opuścił pałac i ojca swego. Udał się w bardzo wysokie, niedostępne góry; i tam spędził całe życie w wielkiej świętości i czystości, czyniąc wielką pokutę, |żywiąc się korzonkami, ziołami i jagodami, i| żyjąc bardzo wstrzemięźliwie. I zaiste, gdyby był chrześcijaninem, byłby bardzo wielkim świętym przy Panu naszym Jezusie Chrystusie.

Kiedy ów syn królewski pomarł, zaniesiono go do jego ojca. Ten ujrzawszy nieżywym tego, którego bardziej od siebie miłował, łatwo wyobrazić sobie, jak rozpaczał i jak był nieszczęśliwy. Wielka była jego boleść. Potem kazał zrobić posąg na podobieństwo jego, cały ze złota i drogich kamieni, i kazał wszystkim mieszkańcom oddawać mu cześć jako bogu. I mówili o nim, że umierał on osiemdziesiąt cztery razy. Kiedy bowiem umarł po raz pierwszy, stał się wołem, kiedy umarł po raz wtóry — koniem, i tak mówią, umierał on osiemdziesiąt cztery razy; twierdzą, że coraz innym zwierzęciem się stawał — albo psem, albo jakimś innym, lecz kiedy umarł osiemdziesiąty czwarty raz, stał się bogiem. I jego to mają poganie za najwyższego i najlepszego bożka ze wszystkich, jakie znają. I wiedzcie, że był on pierwszym bożkiem, jakiego czcili poganie, i od niego wszystkie inne pochodzą. A działo się to na wyspie Sejlanie w Indiach.

Dowiedzieliście się, jak powstał pierwszy bożek. I mówię wam zaprawdę, poganie z bardzo dalekich krain przybywają tutaj z pielgrzymkami; tak jak chrześcijanie udają się z pielgrzymką do pana świętego Jakuba |w Galicji. Przypomina to życie świętego Jozefata, syna króla Awenira z indyjskiej krainy, który nawrócił się na chrześcijańską wiarę za pośrednictwem Barlama, jak to czytamy w żywotach i legendach świętych ojców.| Poganie twierdzą, że ów pomnik na górze jest pomnikiem owego syna królewskiego, o którym opowiadałem; oraz że zęby, włosy i miseczka tam się znajdujące należały do owego królewicza, imieniem Sogomoni Borkan, co wykłada się święty Sogomoni.

Marco Polo Opisanie świata
tłumaczenie: Anna-Ludwika Czerny
(z pominięciem przypisów)

O niestałości serca i o celu ostatecznym ...




1. Synu, staraj się nie ufać uczuciom; co dziś jest, szybko się odmienia. Póki żyjesz, podlegasz przemianom, choćbyś i nie chciał; to jesteś wesoły, to smutny, to spokojny, to skłopotany, raz pobożny, to znów obojętny, raz pilny, to znów leniwy, raz poważny, to znów niefrasobliwy.
Ale kto mądry i pełen wewnętrznego doświadczenia, stoi ponad tą zmiennością, nie zważając na to, co czuje, ani na to, skąd powieje wiatr odmienny, lecz cały wysiłek jego ducha kieruje się ku oczekiwanemu i upragnionemu celowi.
Bo w ten sposób może pozostać jednaki i zawsze ten sam i pośród tylu wydarzeń losu zdoła spojrzeniem szybować wprost ku mnie.
2 Zaś im czystsze będzie oko, tym pewniej będzie szedł przez burze życia. Lecz jakże często czystość oka się zaciemnia, bo zwraca się ono gwałtownie ku każdemu pięknu, jakie napotyka. Rzadko się zdarza człowiek całkowicie wolny od przymusu poszukiwania we wszystkim samego siebie.
Tak Żydzi przybywali do Betanii, do Marty i Marii, nie dla samego Jezusa, lecz aby ujrzeć Łazarza. Trzeba więc oczyszczać swój wzrok, aby stał się prosty i prawy, a omijając całą pośrednią rozmaitość świata, kierował się wprost ku mnie.



Tomasz a Kempis
O naśladowaniu Chrystusa
tłumaczenie: Anny Kamieńskiej

O wyrzeczeniu się siebie i wyzbyciu się pożądań


1. Synu, nie zdołasz osiągnąć prawdziwej wolności, jeśli nie wyrzekniesz się w pełni samego siebie. Posiadający, zakochani w sobie, chciwi, ciekawi, wiecznie zaaferowani, wygodni, ci, co nie pragną tego, co Jezusowe, ale żyją tylko wyobraźnią i planowaniem tego, co trwać nie może, wszyscy oni mają związane ręce.
Bo wszystko, co nie jest zrodzone z Boga, zginie. Trzymaj się tych zwięzłych i dosadnych słów: zgubić wszystko, żeby wszystko odnaleźć, porzucić pragnienia, żeby uzyskać spokój. Przemyśl to i wprowadź w czyn, a wszystko zrozumiesz.

2. Panie, to nie jest sprawa jednego dnia ani zabawa dla dzieci, w tym wielkim skrócie zawarta jest cała treść doskonałości życia zakonnego. To prawda, synu, a jeśli już wiesz, że jest to droga do doskonałości, nie powinieneś się zniechęcać i rezygnować zbyt łatwo, ale tym bardziej czuć się powołanym do jeszcze wznioślejszych rzeczy, a przynajmniej pragnąć ich i o nich marzyć.
Obyś okazał się takim właśnie i doszedł do tego, że nie będziesz już kochać siebie, ale wytrwasz w czystości, zgodnie z moją wolą i wolą Ojca, którego poznałeś przeze mnie. Jakże wówczas będziesz mi miły, a całe twoje życie będzie upływać w radości i pokoju. Jeszcze wiele masz do oddania i jeśli z własnej chęci mnie wszystkiego nie oddasz, nie osiągniesz tego, czego pragniesz.
Radzę ci, kup u mnie złota próbowanego w ogniu, a staniesz się dopiero bogaty, to znaczy kup u mnie mądrości niebiańskiej, która depcze wszystko, co niskie.
Ceń ją sobie ponad ziemską mądrość skupiającą się na człowieku i na własnym ja.

3. Tak powiedziałem: z rzeczy ludzkich to, co niskie, zamień na drogocenne i wzniosłe. Prawdziwa mądrość duchowa wydaje się nędzna i mała, i prawie zapomniana, nie sądzi wiele o sobie, nie szuka uznania na ziemi, wielu ludzi ma jej pełne usta, ale wżyciu jakże są od niej dalecy, a przecież tylko ona jest drogocenną perłą ukrytą przed oczyma tłumu.


Tomasz a Kempis
O naśladowaniu Chrystusa
tłumaczenie: Anny Kamieńskiej

Kto się nie stara i nie prowadzi walki z duchem zwątpienia, ten nigdy się od niego nie uwolni


Razu jednego powiedziała amma Teodora: „Kto ze względu na Pana chciałby zachować milczenie, niech zamknie drzwi swojej celi, drzwi swoich ust i umysłu, aby nie mówić już niczego błahego i aby już nie myśleć o niczym próżnym. Człowiek milczenia powinien bowiem, ze względu na Pana właśnie, przyjąć i znieść wszelką troskę i wszelkie cierpienie. Lecz kto się nie stara i nie prowadzi walki z duchem zwątpienia, ten nigdy się od niego nie uwolni. Więc jeśli możesz, pozostawaj zawsze w swej celi i wystrzegaj się złych myśli, a dowiesz się, w jaki sposób, skąd i kiedy, jak wielu i jacy złodzieje przychodzą do ciebie, by skraść ci owoc twojej cnoty. Gdy zatem będziesz gorliwie przestrzegać cichości i milcznnia oraz zachowasz wszystkie te rady, wszystko dla ciebie dobrze się potoczy. Jeżeli jednak twoje pragnienie czuje pociąg do czegoś ziemskiego, utracisz wszystko. I co ci to da? Kto, zważywszy na Pana, chce milczeć w cichości, ten nie musi nawiązywać żadnych kontaktów, ani ze znanymi sobie, ani z obcymi ludźmi".

Za: Meterikon Mądrość Matek Pustyni, przekład: Bogusław Widła, „PROMIC” - Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2010

O wstrzemięźliwości


40,  1. Bóg daje łaskę wstrzemięźliwości, lecz proście, a otrzymacie. Wówczas natomiast Bóg jej udziela, gdy kołaczemy i wznosimy do Niego ukryty w sercu jęk.
40, 2a. Dziewictwo jest przedkładane nad małżeństwo. To ostatnie jest bowiem dobre, to pierwsze - wspaniałe.
40, 2b. Związek małżeński został dozwolony, dziewictwo - zalecone tylko, nie nakazane. Lecz dlatego jedynie zalecone zostało, że jest nader wzniosłe.
40, 3. Dziewictwo jest dwojakim dobrem, gdyż zarówno na tym świecie znosi ziemskie troski, jak też w przyszłym otrzymuje wieczną nagrodę za czystość.
40, 4. Dziewice szczęśliwsze są w życiu wiecznym, zgodnie ze świadectwem Izajasza: To mówi Pan eunuchom: dam im miejsce w domu moim i w ścianach moich, i imię lepsze niż synów i córek dam im, które nie przeminie. I nie ma wątpliwości, że tych, którzy wytrwają w czystości i dziewictwie, Bóg uczyni równymi aniołom.
40, 5. Powinno się kochać piękno czystości. Gdy skosztujemy rozkoszy, którą daje czystość, okaże się, że jest słodsza niż rozkosz cielesna. Czystość bowiem jest pełnym słodyczy owocem, nieskażonym pięknem świętych. Czystość to spokój ducha, zdrowie ciała. Z tego też powodu niektórzy pogańscy sportowcy ustawicznie powstrzymywali się od cielesnej miłości, aby żądza nie zniweczyła dzielności. Przecież w rzeczy samej swawolne życie prędko pozbawia ciało mocy, a osłabione szybko postarza.
40, 6. Pokuta leczy ranę spowodowaną jakimkolwiek grzechem, lecz zniszczonego dziewictwa w żaden sposób nie da się nabyć ponownie. Albowiem choćbyśmy pokutując otrzymali owoc przebaczenia, to jednak w żaden sposób nie odzyskamy dawnej nieskazitelności.
40,7. Dziewicy, która zachowuje cielesne, nie duchowe dziewictwo, żadna nagroda nie jest obiecana. Dlatego też przychodzący na sąd Zbawiciel mówi nieroztropnym pannom: Amen, powiadam wam, nie znam was. Doprawdy, nie ulega wątpliwości, że tam, gdzie Sądzący znajdzie zepsutego ducha, nieskazitelność ciała wyda na wieczne potępienie.
40, 8. Żadnej korzyści nie przynosi nieskazitelność ciała tam, gdzie nie ma nienaruszonego ducha, i nic nie pomaga czystość ciała temu, czyj duch jest skażony.
40, 9. Wśród potępionych wielu jest takich, którzy nie mieli styczności z cielesnym zepsuciem. Bezpłodne jest ich ciało, podobnie niepłodny pozostaje ich duch, pozbawiony żyzności dobrego czynu. Ludzie ci radowaliby się dziewictwem w sposób właściwy, gdyby nie oddali się innym niegodziwym czynom.
40, 10. Choćby nawet wyuzdanie cielesne nie zbrukało człowieka, który twierdzi, że jest wstrzemięźliwy, którego też inne ziemskie pragnienia po cichu nie pociągają, to jednak kalają go oddziaływające na różne sposoby obyczaje tego świata.
40, 11. Dziewice, które przechwalają się swoimi zasługami, porównać można do obłudników szukających na ulicy uznania za dobre postępowanie, którym powinni cieszyć się we własnym sumieniu, pełni pokory. Takie zatem nie osiągają obiecanych niebieskich darów, gdyż grzesząc pychą, same siebie pozbawiają nagrody za dziewictwo. Do tego właśnie odnoszą się słowa Ewangelii dotyczące dziewic, które nie miały w naczyniach oliwy, czyli nie zachowały w sumieniu świadectwa dobrego czynu. Pełne chluby były ich twarze, które ukazywały ludziom, a nie serca, które widzi Bóg.
40, 12. Zapora małżeństwa powoduje upadek cudzołóstwa i lepiej jest poślubić żonę niż zginąć w gwałtownym płomieniu pożądliwości.
40, 13. Niektórzy czerpią przyjemność z uroku małżeństwa nie dla zrodzenia potomstwa, lecz pragną go ze względu na gwałtowne, pełne chuci występne stosunki miłosne, lecz w ten sposób rzecz dobrą wykorzystują źle.
40, 14. Grzechy są złe same przez siebie, natomiast małżeństwo oraz sprawowanie urzędów same przez siebie są nawet dobre, lecz z powodu tego, co je otacza, okazują się złe. Małżeństwa mianowicie są złe przez to, o czym mówi apostoł: Kto zatem jest z żoną, myśli o sprawach tego świata oraz: Ze względu na nierząd każdy niech ma swoją żonę. Podobnie złe jest także sprawowanie urzędów - ze względu na zarozumiałość, ze względu na ucisk, jak również ze względu na sprzeniewierzanie się sprawiedliwości. Doprawdy, szkodzi małżeństwo, szkodzą też sprawowane urzędy, lecz przez to, co z nimi się wiąże, nie same przez się, na wzór prostej drogi, przy której rosną cierniste zarośla: wznosząc się po bokach, wyrządzają one szkodę tym, którzy kroczą prostą drogą.

Za: Izydor z Sewilli, Sentencje, przekład i opracowanie: Tatiana Krynicka, podstawa przekładu: Isidorius Hispalensis, Sententiae, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012

O tym skąd wzięły się w Rzymie kobiety


Tymczasem miasto rozrastało się coraz bardziej, zajmując pod zabudowania coraz to inne tereny, ponieważ budowano raczej licząc na przyszłą ludność, niż dla ówczesnej liczby mieszkańców. Następnie, by wielkość miasta nie była tylko pozorna, chwycił się Romulus starego zwyczaju założycieli miast (którzy ściągając do siebie ludzi wątpliwego i niskiego pochodzenia zmyślali opowieść, że wyrosła im ludność z głębi ziemi) i uznał za chronione prawem azylu to miejsce, które jest teraz ogrodzone między dwoma gajami, tam gdzie schodzi się z góry. Na to miejsce zbiegła się od sąsiednich narodów olbrzymia rzesza ludzi, zarówno wolnych, jak i niewolników, w oczekiwaniu zmiany stosunków, i ona to stanowiła pierwszy zawiązek tworzącej się potęgi. Kiedy już siły były znaczne, tworzy dla nich Romulus radę; wybiera stu senatorów 46, może dlatego, że ta ilość wystarczała, a może dlatego, że było tylko stu nadających się na tę godność. Niewątpliwie dla zaszczytu nazwano ich patres, a ich potomstwo patrycjuszami.

[9] Już państwo rzymskie było tak silne, że mogłoby sprostać w wojnie któremukolwiek z państw pogranicznych; ale wielkość ta mogłaby przetrwać tylko jedno pokolenie ludzkie ze względu na brak kobiet, bo ani u siebie nie mieli nadziei potomstwa, ani nie mieli prawa zawierania związków małżeńskich z sąsiednimi ludami. Dlatego to za radą senatorów rozesłał Romulus posłów po okolicznych ludach z prośbą o przymierze i prawo zawierania związków małżeńskich dla nowopowstałego narodu, nadmieniając, że miasta, tak samo jak wszystko inne, powstają z małych początków: »Te miasta, które we własnej dzielności i w bogach mają poparcie, dochodzą do wielkiej potęgi i wielkiej sławy«, a on dobrze wie, że »Rzym zawdzięcza swe powstanie pomocy bogów, a w przyszłości nie zabraknie mu własnej dzielności«. Prosił wiec, by nie wzdragali się jako ludzie równi z równymi wejść w związki rodzinne.

Poselstwo to nigdzie nie znalazło życzliwego przyjęcia; do tego stopnia pogardliwie sąsiedzi odnosili się do nich, a z drugiej strony ogarniał ich ze względu na siebie i swych potomków strach przed taka potęgą, rosnącą w samym ich środku. W wielu miejscach odesłano posłów z szyderczym zapytaniem, czy nie otworzą także azylu dla kobiet, bo w ten dopiero sposób mogłoby istnieć prawo zawierania małżeństw równych z równymi. Rzymska młodzież zawrzała na to oburzeniem i bez wątpienia zaczęło zanosić się na wojnę. Ale Romulus chciał użyć oręża w miejscu i czasie dla siebie dogodnym, ukrył więc troskę w głębi serca i urządził umyślnie uroczyste igrzyska na cześć Neptuna-Opiekuna koni47. Nazwał je consualia48. Rozkazał zawiadomić o widowisku sąsiadów i wszyscy poczęli czynić przygotowania, na jakie ich wtedy było stać, by tylko rzeczy nadać rozgłosu i uczynić ją godną oczekiwania. Zjechały się tłumy ludzi również i z chęci ujrzenia nowego miasta, a byli to przeważnie najbliżsi sąsiedzi. Ceninejczycy, Krustuminowie oraz Antemnaci, a wreszcie także ogromny tłum Sabinów 49 z dziećmi i żonami. Podejmowano ich gościnnie po domach; gdy przypatrzyli się położenia miasta, jego murom i gęstym zabudowaniom, wyrazili zdziwienie, że państwo rzymskie wyrosło w tak krótkim czasie. Skoro nadszedł czas widowiska, a wzrok i uwaga uczestników były na nie skierowane, wtedy według umowy użyto przemocy: młódź rzymska na dany znak rzuca się i porywa dziewice. Przeważna część porwano na ślepo, jak komu która wpadła w ręce, ale kilka najurodziwszych, przeznaczonych dla najdostojniejszych senatorów, ludzie z gminu, wyznaczeni do tego, odnosili im do mieszkań. Jedną wybitnie urodziwa i piękną porwał orszak niejakiego Talasjusza; a gdy wielu po drodze pytało, dla kogo ją niosą, raz po raz odpowiadano, że niosą ją dla Talasjusza, by jej ktoś nie zadał gwałtu. Stąd to podobno bierze swój początek okrzyk weselny 50. Tak wśród popłochu przerwano widowisko, a rodzice porwanych dziewic wrócili do siebie oburzając się na znieważenie prawa gościnności i wzywając pomsty boga, na którego uroczyste igrzyska przybyli, a zostali tak niegodziwie i wiarołomnie oszukani. Ale i branki nie miały lepszej nadziei co do swego losu, a wrzały oburzeniem. Lecz sam Romulus obchodził je kolejno, tłumacząc, że to stało się skutkiem pychy ich własnych ojców, którzy odmówili sąsiadom prawa zawierania związków małżeńskich. Zwracał im uwagę, że mimo to będą one prawymi żonami, że będą dzielić z małżonkami mienie, prawo i potomstwo, które jest rzeczą najcenniejszą dla ludzi — niech tylko ochłoną z gniewu i niech skłonią serca ku tym, którym los oddał je w ręce: »Często w takich razach z poczucia krzywdy rodzi się uczucie, a one będą mieć tym lepszych mężów, że każdy będzie się starać, spełniwszy swój obowiązek, zaspokoić jeszcze ich tęsknotę za rodzicami i za ojczyzną«. Dochodziły do tego pieszczoty mężów, którzy usprawiedliwiali ten postępek miłosną namiętnością, a tego rodzaju prośba jest zwykle najskuteczniejsza u serc kobiecych.

47 Neptun, władca mórz, był w Rzymie czczony wcześniej jako opiekun i stwórca koni niż jako bóg morza, gdyż do pierwszej wojny punickiej nie byli Rzymianie narodem morskim.
48 consualia obchodzono w Rzymie 21 sierpnia i 15 grudnia.
49 Ceninejczycy — mieszkańcy miasta Caenina, o którym nic więcej nie wiemy ponad to, że leżało w niewielkiej odległości od Rzymu; Krustuminowie — mieszkańcy miasta Crustumerium wzgl. Crustumium; leżało ono na północny wschód od Fidenae, gdzie rzeka Alia, płynąca z gór tej samej nazwy, wypływa na równinę; Anlemnaci mieszkali na lewym brzegu rzeki Anio, przy ujściu jej do Tybru; Sabinowie mieszkali w górach na wschód od Rzymu; był to naród pokrewny Latynom.
50 Okrzykiem talassio witano w czasie obrzędu weselnego pannę młodą, gdy wprowadzano ją do domu pana młodego. Znaczenie tego wyrazu nie było jasne nawet dla samych Rzymian. Nie jest wykluczone, że oznaczał on jakiegoś dawnego boga opiekującego się małżeństwem. Liwiusz podaje etymologię uważając wyraz za trzeci przypadek od nazwiska młodzieńca zwącego się Talassius.

*

Nieszczęścia wzięły górę nad obawą niewieścią

Wtedy to Sabinki, których porwanie wywołało tę wojnę, z rozpuszczonymi włosami i rozdartymi szatami odważyły się wpaść między latające pociski, gdyż nieszczęścia wzięły górę nad obawą niewieścią. Wypadły z boku i zaczęły rozdzielać nieprzyjacielskie szyki, rozdzielać pełnych gniewu walczących, błagając z jednej strony ojców, a z drugiej mężów, by teściowie i zięciowie nie plamili się krwią bratobójczą, by bratnim mordem nie kalali ich potomstwa — ci wnuków, a tamci dzieci: »Jeżeli gniewacie się o wzajemne pokrewieństwo, jeżeli gniewacie się o związek małżeński, to zwróćcie na nas swój gniew! My jesteśmy powodem wojny, my jesteśmy przyczyną śmierci i ran mężów i ojców. Raczej zginiemy, niżbyśmy miały żyć bez jednych z was jako sieroty lub jako wdowy«. Wywarło to wrażenie na prostych żołnierzach i na wodzach; zapanowało milczenie i nagle uciszyła się walka; z kolei wystąpili wodzowie, by zawrzeć przymierze. Nie tylko zawarli pokój, lecz także z dwóch państw uczynili jedno, zgodzili się na jeden tron królewski, a całą zwierzchnią władzę przenieśli do Rzymu. W ten sposób miasto podwoiło się, zaś żeby i Sabinom coś dać, powstała nazwa Quirites57 od miejscowości Cures. Na pamiątkę tej bitwy bagno, gdzie koń wydobył bię najpierw z głębokiego trzęsawiska i z Kurcjuszem stanął na mieliźnie, nazwano Jeziorem Kurcjusza 58. Pokój, który nastał nagle zaraz po wojnie tak groźnej, uczynił Sabinki droższymi ojcom i mężom, a nade wszystko samemu Romulusowi.

Tytus Liwiusz
Dzieje Rzymu od założenia miasta
tłumaczenie: Władysław Strzelecki

Ludzka próżność, ta sama co do istoty, objawia się na różne sposoby


Chociaż rewolucja lutowa była najkrótszą i najmniej krwawą z naszych rewolucyj, to umysły i serca zwyciężonych wypełniała świadomością i poczuciem swej wszechwładzy jak żadna inna. Sądzę, że wynikało to głównie z tego, że owe serca i umysły zostały wymiecione z przekonań i pasji politycznych, że po tylu zawiedzionych rachubach i daremnych zabiegach pozostało w nich tylko upodobanie do dobrobytu, uczucie wielce uporczywe i wielce absorbujące, lecz bardzo łagodne, które z łatwością przystosowuje się do wszelkiego rodzaju rządów, pod warunkiem, że umożliwiają one jego zaspokojenie.

Dostrzegałem więc powszechny wysiłek przystosowania się do wydarzenia, jakie zgotowała fortuna i do oswojenia nowego pana. Wielcy posiadacze chętnie przypominali, że zawsze byli nieprzyjaciółmi klasy mieszczańskiej i sprzyjali klasom ludowym, księża w Ewangelii odnaleźli dogmat równości i zapewniali, że zawsze go tam dostrzegali, sami zaś mieszczanie przypominali sobie z niejaką dumą, że ich ojcowie byli robotnikami, a kiedy z powodu nieuniknionych niejasności genealogicznych nie umieli wskazać prawdziwego robotnika, który pracowałby swymi rękami, usiłowali przynajmniej wywieść ród od jakiegoś nieokrzesańca, który wzbogacił się własnym przemysłem. Obnoszono się z takim z równą troskliwością z jaką niedawno jeszcze by go ukrywano, albowiem ludzka próżność, ta sama co do istoty, objawia się na różne sposoby. Różne ma strony, lecz jest to wciąż ten sam medal.


Alexis de Tocqueville, Wspomnienia
Aleksander Wit Labuda
Ossolineum

Kajdany, które założono współczesnym ludziom, nie są wykonane z żelaza - materiałem użytym do ich stworzenia jest dług ...


Elity kapitału finansowego posiadają długoterminowy plan realizacji ostatecznego celu, którym jest kontrola nad światem poprzez ustanowienie jednego systemu finansowego. Ta machina ma być nadzorowany przez małą grupkę, która będzie zdolna rządzić strukturami politycznymi i światową gospodarką. System kontroli działa na wzór feudalnego autokratyzmu kontrolowanego przez bankierów z prywatnego banku centralnego, a sterowany jest za pomocą częstych uzgodnień osiąganych w trakcie tajnych konferencji. Jego rdzeniem jest szwajcarski Bank for International Settlements w Bazylei. Znajduje się on w rękach prywatnych, a kontrolujące go centralne banki również są własnością prywatną. Każdy bank centralny poprzez pełną kontrolę nad pożyczkami dla skarbu, sterowanie kursami walut w wymianie międzynarodowej, wpływ na poziom i aktywność gospodarczą kraju, gwarantowanie nagród dla współpracujących polityków w sferze handlowej itd. egzekwuje kontrolę nad rządami państw.

Carroll Quigley, historyk, 1966 rok112

Coraz częściej spotykamy się dziś z takimi określeniami jak „rząd światowy” „światowa waluta”. Nie dysponując odpowiednim przygotowaniem historycznym, można odnieść wrażenie, że są to jedne z wielu kolejnych medialnych sensacji, podczas gdy w istocie właśnie teraz rozpoczyna się realizacja wielkiego planu. Najbardziej zasmuca i zmusza do myślenia fakt, że większość Chińczyków wciąż wie na ten temat bardzo niewiele. W lipcu 1944 roku, gdy kontynent europejski wciąż płonął ogniem wojny, miesiąc po otwarciu drugiego frontu przez wojska amerykańsko-brytyjskie, 44 reprezentantów państw przybyło do znanej miejscowości wypoczynkowej Bretton Woods w stanie New Hampshire, by przedyskutować plan powojennego, nowego porządku gospodarczego. Międzynarodowi bankierzy weszli w fazę realizacji przygotowywanego od dawna planu polegającego na przejęciu kontroli nad emisją światowej waluty. Quigley, Tragedy & Hope, s. 308.

W tym czasie bankierzy ustanowili cały szereg kluczowych instytucji: brytyjskie Royal Society For International Affairs (Królewskie Towarzystwo Spraw Międzynarodowych), amerykańską Council on Foreign Relations (CFR - Rada Stosunków Zagranicznych). Jakiś czas później oba te kluczowe stowarzyszenia doprowadziły do powstania dwóch nowych grup: Klubu Bilderberg, zajmującego się sprawami gospodarczymi, oraz przejmującej dowodzenie nad sprawami politycznymi Trillateral Commission (Komisja Trójstronna).

Ostatecznym celem owych grup było ustanowienie elitarnego, anglo-amerykańskiego klubu, swoistego rządu światowego, który zakończy proces tworzenia wspólnej waluty światowej, by następnie narzucić wszystkim mieszkańcom planety „globalny podatek”. W ten sposób miałby powstać tzw. Nowy Porządek Świata.

W tak skonstruowanym systemie oczywiście będzie musiała zniknąć suwerenna polityka emisji pieniądza przez rządy narodowe oraz prawo do decydowania o wewnętrznej polityce gospodarczej, a wolność gospodarcza narodów oraz swoboda rządu do prowadzenia własnej polityki zostaną ograniczone, poddane kontroli i sterowaniu. Najważniejsze zaś jest to, że kajdany, które założono współczesnym ludziom, nie są wykonane z żelaza - materiałem użytym do ich stworzenia jest dług. W celu maksymalnego wykorzystania współczesnego „niewolnika”, ekstensywne zarządzanie gospodarcze powoli przesuwa się w kierunku wysokowydajnej, naukowej technologii „żywienia”. Społeczeństwo bez gotówki, elektroniczny pieniądz, jednolite i globalne elektroniczne ID z wmontowanym chipem radiowym bądź ID implantowane bezpośrednio w ludzkie ciało, a także inne nowoczesne technologie - oto charakterystyczne cechy procesu przemiany współczesnego człowieka w „niewolnika”. W oparciu o chipową technologię identyfikacji, międzynarodowi bankierzy są w stanie obserwować każdego człowieka niezależnie od miejsca i czasu, w którym się znajduje. W chwili, gdy gotówka niemal całkowicie znika ze świata, wystarczy tylko kilka uderzeń w klawiaturę, żeby w dowolnym momencie pozbawić dowolną osobę prawa do korzystania z jej majątku. Dla tych, którzy cenią sobie wolność, jest to przerażająca perspektywa, wszelako dla międzynarodowych bankierów jest to konieczny warunek Nowego Porządku Świata.

Członkowie elity uważają, że ich plan nie jest spiskiem, lecz pozytywnym  programem. Tym, co różni ów plan od tradycyjnych spisków, jest fakt, że jego autorzy nie mają scentralizowanego przywództwa, lecz stanowią dość swobodny „krąg przyjaciół o wspólnych celach i interesach”. Jednak przeciętnego człowieka niepokoi fakt, że owi „przyjaciele o wspólnych celach i interesach” to ludzie posiadający olbrzymie wpływy, którzy zawsze są gotowi poświęcić interesy zwykłych; obywateli na rzecz realizacji własnych idei.


Song Hongbing
Wojna o pieniądz
Prawdziwe źródła kryzysów finansowych
Przekład: Tytus Sierakowski

wtorek, 25 lutego 2014

Każdy z was zbierze owoce swojej tylko pracy


Amma Teodora powiadała również: „Pewnego razu abba Izajasz wraz ze swymi uczniami przyszedł na pole pewnego gospodarza. Trzymał zaś w ręku gałąź palmy daktylowej (gałąź oliwną). Kiedy starzec zobaczył gospodarza, odezwał się: «Człowieku, coś jest właścicielem, daj mi pszenicy!». Lecz ów go zapytał: «Abba! Czy ty to zboże zebrałeś?*. Starzec odpowiedział: «Nie». Wtedy gospodarz rzekł: «To jak chcesz dostać pszenicę, skoro nie zebrałeś zboża?». Abba rzekł więc: „Czy zatem nie mogę otrzymać zapłaty, skoro nie zebrałem zboża?». Gospodarz odparł: «Czy nie słyszałeś, co mówi Pan: 'Wart jest bowiem robotnik swej strawy' (Mt 10, 10)? A ty, abba, nie pracowałeś, teraz zaś żądasz zapłaty». Wówczas sędziwy ojciec odszedł. Uczniowie, którzy widzieli wszystko, upadli przed nim na kolana i prosili, by im wyjaśnił swe postępowanie. Powiedział im: «Moje dzieci! Uczyniłem to wszystko dla was, aby pokazać na tym przykładzie, że jeśli ktoś nie trudzi się na tym świecie, nie otrzyma również nagrody od sprawiedliwego sędziego w świecie przyszłym. Mówię wam: nikt nie powinien wprowadzać was w błąd, zapewniając, że w godzinie śmierci ktoś przyjdzie wam z pomocą. W końcu każdy z was zbierze owoce swojej tylko pracy. Dopóki więc żyjecie na tym świecie, nie ustawajcie w wysiłkach, aby odważnie i zdecydowanie sprzeciwiać się złemu, a w końcu ulegnie on i ucieknie od was".

Za: Meterikon Mądrość Matek Pustyni, przekład: Bogusław Widła, „PROMIC” - Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2010

O odsunięciu wszystkiego, co stworzone ...


1. Panie, trzeba mi jeszcze więcej Twojej łaski, jeżeli mam dojść tam, gdzie żadne stworzenie, gdzie nic nie mogłoby stanąć mi na drodze. Bo dopóki coś mnie zatrzymuje, nie mogę swobodnie wzlatać ku Tobie. Tak pragnął swobodnego lotu ten, kto powiedział: Kto mi da skrzydła, jako mają gołębie, a wzlecę i odpocznę?
Cóż spokojniejszego nad proste spojrzenie? I któż swobodniejszy od tego, kto nic nie pragnie ze świata? Trzeba więc wznieść się ponad wszystko, co stworzone, trzeba siebie samego w zupełności opuścić i wznieść się nawet ponad własny umysł, by ujrzeć, że Ty, Sprawca wszystkiego, nie masz nic wspólnego ze stworzeniami.
Jeżeli człowiek nie oderwie się od stworzeń, nie zdoła swobodnie zwrócić się ku sprawom Bożym. I dlatego tak mało jest ludzi zdolnych do zachwyceń, bo niewielu potrafi oddzielić się zupełnie od wszystkiego, co stworzone i przemijające.

2. A do tego potrzebna jest wielka łaska, która by duszę uniosła i porwała w górę ponad nią samą. Dopóki człowiek nie wzniesie się duchem i nie uwolni się od stworzeń, i nie zjednoczy się cały z Bogiem, poty niewiele waży to, co wie i co posiada. Długo będzie mały i przyziemny, kto ceni sobie wszystko inne, ale nie jedno, jedyne, potężne i wieczne dobro.
A co nie jest Bogiem, jest niczym i powinno być uważane za nic. Jest wielka różnica między mądrością człowieka oświeconego w duchu i pobożnego a wiedzą wykształconego i nawet rzetelnego uczonego. O ileż szlachetniejsza jest ta nauka, która płynie z góry, z natchnienia Bożego, od tej, jaką umysł ludzki może zdobyć sam swoim żmudnym wysiłkiem.

3. Niektórzy szukają sposobów prowadzących do życia kontemplacyjnego, ale nie starają się ćwiczyć w tym, co do niego prowadzi. Wielką przeszkodą jest to, że pozostajemy przy zewnętrznych oznakach i uczuciach, nie dbając o prawdziwe umartwienie.
Nie wiem, co to jest, co nas popycha i czego chcemy, ale pragnąc uchodzić za ludzi uduchowionych, wkładamy tyle trudu i jeszcze więcej wysiłku w rzeczy przemijające i nędzne, a tak rzadko albo wcale nie myślimy w pełnym skupieniu o naszych sprawach wewnętrznych.

4. Niestety! Ledwie osiągnęliśmy jakie takie skupienie, już nas coś odrywa i nigdy nie możemy do końca dokładnie przemyśleć naszych spraw. Nie zwracamy uwagi na to, gdzie umieszczamy nasze uczucia, i wcale nie bolejemy nad tym, że nie są czyste. Wszelka bowiem istota została skażona - i dlatego nastąpił potop. Ponieważ zaś nasza sfera uczuć została skażona, oczywiście i działanie, jakie z niej wynika, musi być skażone i świadczy o braku siły wewnętrznej. Owoc dobrego życia rodzi się z czystego serca.

5. Zważa się na to, kto ile zrobił, ale jaką podstawę ma jego działanie, o tym nikt nie myśli. Czy jest dzielny, piękny, bogaty, utalentowany, może dobrze pisze, ładnie śpiewa, dobrze pracuje, to tylko każdego obchodzi, ale milczy się o tym, czy jest ubogi w duchu, cierpliwy i łagodny, pobożny i skupiony w sobie. Z natury widzimy tylko zewnętrzne pozory, obdarzeni łaską zwracamy się ku głębi. Natura często się myli, łaska zaś ufa Bogu i nie dozna zawodu.


Tomasz a Kempis
O naśladowaniu Chrystusa
tłumaczenie: Anny Kamieńskiej
*

O modlitwie


7, 3. Kiedy modlimy się, przyzywamy do siebie Ducha Świętego. A gdy przybędzie, zanurzone w głębi ludzkich dusz demoniczne pokusy natychmiast uciekają, ponieważ nie mogą zdzierżyć tego, że miałyby znosić Jego obecność.
7, 4. Modlić się powinno serce, nie wargi. Albowiem Bóg nie słucha słów błagającego, lecz spogląda na serce modlącego się. I jeśli serce modli się w ciszy, a głos milczy, choćby pozostało to ukryte przed ludźmi, nie może ukryć się przed Bogiem, który jest osobiście obecny w naszym wnętrzu. Lepiej jest zatem modlić się w milczeniu, sercem, nie wydając głosu, niż wydawać tylko słowa, którym nie towarzyszy wysiłek duszy.
7,6. Po modlitwie niech dusza strzeże siebie w takim stanie, w jakim poświęca się modlitwie. Modlitwa nie przynosi bowiem żadnej korzyści, jeśli znów popełniamy czyny, z powodu których już błagaliśmy o przebaczenie. Ten zatem bez wątpienia uzyskuje to, o co się modli, kto nie podejmuje się na nowo grzesznych czynów, z których tak pragnął być obmyty, gdy modlitwy wznosił.
7, 7. Ojczyzna naszej duszy jest w niebie. Dlatego w czasie modlitwy kontemplujemy Boga tak, jak powinniśmy, gdy nie krępują jej żadne ziemskie troski ani błędy. Dusza ze swojej natury zdolna jest bowiem do czynienia dobra, ale buntuje się, gdy żyje wbrew własnej naturze.
7, 8. Czysta jest modlitwa, której w czasie jej trwania znienacka nie stają na przeszkodzie troski tego świata. Doprawdy, daleko od Boga jest duch człowieka, który w czasie modlitwy pochłonięty jest myślami o sprawach tego świata. Wówczas zatem naprawdę się modlimy, gdy nie jesteśmy myślami przy czymś innym. Bardzo nieliczni są jednak ludzie, którzy w ten sposób się modlą, a nawet jeśli niektórzy tak się modlą, rzadko się zdarza, by modlili się tak zawsze.
7, 9-10. Duszę, która zanim zacznie się modlić, trzyma się z dala od Boga i jest pochłonięta niedozwolonymi myślami, gdy rozpocznie modlitwę, natychmiast nachodzą wyobrażenia rzeczy, o których właśnie rozmyślała, i zamykają jej modłom drogę do Boga, aby wolna nie wzbiła się ku pragnieniu nieba. - Należy wobec tego najpierw oczyścić ducha i oddalić się od myśli o rzeczach doczesnych, aby czyste spojrzenie serca prawdziwie i szczerze zwróciło się ku Bogu. Albowiem wierzymy, że dary Boże wówczas w rzeczy samej sobie wyjednamy, kiedy modląc się, stajemy przed Bogiem w szczerości.
7, 11. Na wiele sposobów zakłócane jest skupienie modlitwy, gdy z powodu roztargnienia w myśli modlącego się wciskają się marności świata. Diabeł natomiast wówczas z większą mocą narzuca duszy myśli o światowych troskach, gdy dostrzeże modlącego się.
7, 12. Na dwa sposoby hamowana jest modlitwa, abyśmy nie mogli wyjednać tego, o co usilnie prosimy. Dzieje się tak zatem czy to wówczas, gdy ktoś wciąż popełnia złe czyny, czy to wówczas, gdy człowiekowi, który przeciwko niemu zawinił, nie odpuszcza jego przewinień. Gdy oddalimy od siebie to dwojakie niebezpieczeństwo, natychmiast z zapałem, spokojni i bezpieczni oddajemy się modlitwie oraz bez przeszkód wznosimy umysł do tego, co pragniemy wyjednać, wznosząc błagania.
7,13. Kto doznaje krzywdy, niech nie zaprzestaje modlitwy za tych, którzy go krzywdzą. Jeśli dzieje się inaczej, ten, kto nie modli się za nieprzyjaciół, popełnia grzech, o czym mówi Słowo Boże.
7, 14. Lekarstwo w żaden sposób nie uleczy rany, w której wciąż znajduje się pocisk. Podobnie nie przynosi żadnej korzyści modlitwa człowieka, w duszy którego wciąż pozostaje ból, a w sercu – nienawiść.

Za: Izydor z Sewilli, Sentencje, przekład i opracowanie: Tatiana Krynicka, podstawa przekładu: Isidorius Hispalensis, Sententiae, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012

Jedna jest tylko nauka, która czyni człowieka wolnym


Zresztą jedna jest tylko nauka naprawdę wyzwolona, która czyni człowieka wolnym. To nauka mądrości, wzniosła, nieustraszona, wielkoduszna. Inne są mało znaczące i dziecięce. Czy wierzysz, że jest coś dobrego w naukach, których nauczyciele należą, jak ci wiadomo, do najniegodziwszych i najbardziej bezecnych ludzi? Nie uczyć się ich powinniśmy, lecz mieć o nich pojęcie.

Niektórzy byli zdania, że trzeba wobec nauk godnych ludzi wolnych wystąpić z zapytaniem, czy mogą uczynić człowieka dobrym. Ależ one wcale nie obiecują tego i nie udają, że umieją to sprawić. Gramatyk zaj muje się pielęgnowaniem języka; jeśli chce rozszerzyć swe zainteresowania, zwraca je ku historii, a jeśli dziedzinę swą rozprzestrzeni aż do najdalszych granic, włączy do niej też twórczość poetycką. Co z tego ściele nam drogę do cnoty? Czy objaśnianie zgłosek, czy staranne dobieranie słów, czy zapamiętywanie opowieści, czy znajomość zasad i miar wierszy? Co z tego potrafi odjąć człowiekowi strach, uwolnić go od pożądania, okiełznać chuci? Przejdźmy z kolei do geometrii i muzyki. Nie znajdziesz w nich nic takiego, co by powstrzymało od strachu czy przeszkodziło pożądaniu. A kto tego dokazać nie umie, wszystko inne, co umie, jest na nic.... [Trzeba teraz zastanowić się], czy mistrzowie tych nauk nauczają, czy też nie nauczają cnoty. Jeśli nie nauczają, to i nie zalecają. Jeśli zaś nauczają, to są filozofami. Czy chcesz wiedzieć na pewno, że zasiedli oni wcale nie dla nauczania cnoty? Zobacz no, jak bardzo różnią się pomiędzy sobą ich nauki. A przecież, gdyby nauczali tego samego, zachodziłoby między nimi podobieństwo. (…)

Naucz mię raczej, co to jest wstydliwość oraz ile ma w sobie dobra; czy ma ona swą siedzibę w ciele, czy w duszy. Przechodzę do muzyka. Pouczasz mnie, muzyku, jak brzmią razem wysokie i niskie tony, jak powstaje zgodność z różnych dźwięków wydawanych przez struny. Spraw raczej, by umysł mój zostawał w zgodzie z sobą, bym nie popadał w sprzeczność w mych zamiarach. Wskazujesz mi, które melodie brzmią żałośnie. Wskaż raczej, jak mógłbym nie wydawać żałosnych jęków wśród przeciwności. Geometra uczy mnie mierzenia majętności ziemskich zamiast nauczyć raczej, w jaki sposób mógłbym ustalić miarę tego, co byłoby wystarczające dla człowieka. Uczy mnie liczyć i użyczać pożądaniu swych palców zamiast nauczyć raczej, że obliczenia te do niczego nie służą, że ten, czyj majątek tyle trudu zadaje rachmistrzom, bynajmniej nie jest szczęśliwszy, że przeciwnie, zbyt wiele ma człowiek taki, który byłby nader nieszczęśliwy, gdyby sam musiał obliczać, ile też ma. Co mi to da, że będę umiał podzielić na części pole, jeśli nie umiem podzielić się z bratem? Co mi to da, że będę dokładnie zbierał i gromadził stopy morgowe, bacząc, żeby nie uszedł mej uwagi nawet dziesięciostopowy kawałek roli, jeśli przysparza mi zmartwień zuchwały sąsiad, który urywa coś z mojej własności? Geometra uczy mnie, jak mam utrzymać moje posiadłości bez żadnych strat, a ja chcę się nauczyć, jak mógłbym z radością porzucić wszystko. «Wyganiają mnie — powie ktoś — z roli odziedziczonej po ojcu i po przodku».

I cóż z tego? A przed twym przodkiem do kogo należała ta rola? Nie pytam, do jakiego człowieka, tylko do jakiego ludu. Czy możesz to powiedzieć? Wszedłeś na nią nie jako właściciel, lecz jako dzierżawca. Dla kogo więc dzierżawisz? Jeżeli ci posłuży szczęście, to dla swojego spadkobiercy. Prawnicy twierdzą, że nie można przez przedawnienie nabyć prawa osobistej własności do niczego, co stanowi wspólną własność wszystkich. To zaś, co dzierżysz i co nazywasz swoim, jest właśnie wspólne, a w dodatku wspólne całemu rodzajowi ludzkiemu. O, nadzwyczajna sztuko! Umiesz mierzyć powierzchnię kół, przekształcać w kwadrat każdą, jaką tylko otrzymasz, figurę, ustalasz odległości pomiędzy gwiazdami. Nie ma nic, czego byś nie potrafił zmierzyć. Lecz jeśliś taki mistrz, zmierz duszę ludzką. Powiedz, jak wielka jest albo jak mała. Wiesz, czym jest linia prosta; lecz cóż ci to da, jeśli nie wiesz, co jest prostolinijne w życiu? (…)

Atoli duszę udoskonala jedna tylko rzecz: nieodmienna znajomość dobra i zła, do czego zdatna jest wyłącznie filozofia, gdyż żadna inna nauka niczego w związku z dobrem i złem nie dochodzi. Zechciejmy teraz przejrzeć poszczególne cnoty. Męstwo pogardza wszystkim, co budzi lęk.

Rzeczy straszne i mogące ujarzmić naszą swobodę lekceważy, wyzywa do walki i pokonywa. Czy może wzmacniają tę cnotę nauki wyzwolone? Wierność jest najczcigodniejszą zaletą serca ludzkiego. Żadnym przymusem nie da się ona nakłonić do zdrady, nie można jej przekupić żadną nagrodą. «Pal — mówi ona — siecz, zabij! Nic nie wydam. A im natrętniej ból żądać będzie tajemnicy, tym głębiej ją ukryję». Czy to nauki wyzwolone mogą stworzyć tak niezłomne dusze? Wstrzemięźliwość panuje nad skłonnościami do rozkoszy; jedne z nich nienawidzi i odgania, drugie poskramia i sprowadza do rozsądnej miary, przy czym nigdy nie zgadza się na nic wyłącznie dla nich samych. Wie, że najlepszą miarą pożądań jest zaspokojenie ich nie w takim stopniu, w jakim chciałbyś, lecz w takim, w jakim powinieneś. Uczucie ludzkości zabrania być pysznym wobec współtowarzyszy, zakazuje przejawiania chciwości. Każe ono być wobec wszystkich uprzejmym i życzliwym w słowach, postępkach i uczuciach. Nie osądza cudzych błędów, a z własnego powodzenia cieszy się najbardziej dlatego, iż może to wyjść na dobre komuś drugiemu. Czy to nauki wyzwolone uczą tego rodzaju obyczajów? W mierze nie większej niż prostoty, skromności i umiaru; w mierze nie większej niż gospodarności i oszczędności; w mierze nie większej niż łagodności, która cudzą krew oszczędza tak jak swoją i dobrze wie, że człowiekowi nie wolno rozrzutnie szafować innymi ludźmi.

Seneka, Listy moralne do Lucyliusza
Tłumaczenie: Wiktor Kornatowski