Aby nie działać jak zgorszeni wychowawcy, powinniśmy stać się geneologami głupoty.
Klasyfikowanie niedorzeczności albo badanie ich pochodzenia uspokaja.
"Wieża z kości słoniowej" cieszy się złą sławą wśród mieszkańców intelektualnych lepianek.
Filozofia Schopenhauera nie wyklucza koniecznie Boga. Po prostu Go nie zawiera.
Bóg byłby w niej końcem woli i jedynym pokarmem, który ją zaspokaja.
Demokratycznemu społeczeństwu wystarczy - w najlepszym razie - zabezpieczenie wspólnego życia.
Społeczeństwa arystokratyczne natomiast wznoszą na ludzkim podłożu pałac ceremonii i rytuałów, aby wyedukować człowieka.
Arystokracja broni wolności nie po to, aby zapewnić autonomię własnej woli, lecz po to, aby zagwarantować autonomię norm właściwych dla osobistej doskonałości każdej jednostki.
Głupie opinie przestają nas drażnić, kiedy słuchamy ich jako świadectw na temat tego, kto je wygłasza.
Kiedy uważam się za właściciela jakiejś prawdy, interesuje mnie nie argument, który ją potwierdza, lecz argument który ją obala.
[Doskonała taktyka dla poszukiwacza, przed zrozumieniem Czterech Szlachetnych Prawd, broniąca go przed popadnięciem w iluzję zrozumienia, gdzie nie tylko się nie rozumie, ale i nie rozumie się że się nie rozumie. Jednakże - pomijając słowo "właściciel", w przypadku wglądu w Szlachetne Prawdy, gdzie pojawia się bezpośrednia wiedza o rzeczach, takich jakimi są, ta taktyka jest zbędna, co zresztą powinno być oczywiste, niezależnie od argumentowania za czy przeciw, rzeczy pozostają takimi jakimi są.]
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
czwartek, 23 lutego 2017
Zarzut wobec wiedzy: ten świat nie zasługuje na poznanie
Cioran - Sylogizmy goryczy - wypisy
Romantyzm angielski był szczęśliwą kombinacją laudanum, wygnania i suchot; niemiecki – alkoholu, prowincji i samobójstwa.
Przegrać życie to wejść w sfery poezji – bez wsparcia talentu.
Nigdy dość potępienia XIX wieku za to, że tak faworyzował owo pieskie plemię glosatorów, maszyn do czytania, owo wykoślawienie umysłu, które ucieleśnia Profesor – symbol schyłku cywilizacji, spodlenie smaku, supremacji mozołu nad kaprysem.
Widzieć wszystko z zewnątrz, systematyzować niewypowiedziane, niczemu nie spoglądać w twarz, inwentaryzować cudze punkty wiedzenia! ... Wszelki komentarz do cudzego dzieła jest zły bądź niepotrzebny, bo wszystko to, co niebezpieczne, nie liczy się.
Kiedyś profesorowie z upodobaniem pastwili się nad teologią. Mieli przynajmniej tę wymówkę, że nauczają absolutu, ograniczają się do Boga. Dziś jednak nic nie umknie ich morderczej kompetencji.
Gdyby Omar Chajjam nie uczepił się ostatniej iluzji, chętnie powoływałbym się na niego i na jego głuche smutki; wszelako on wierzył jeszcze w wino.
Jeśli z taką naiwnością wierzymy w idee, to dlatego, że zapominamy, iż ich twórcami były ssaki.
Zarzut wobec wiedzy: ten świat nie zasługuje na poznanie.
Każde pragnienie musi wcześniej czy później napotkać swoje znużenia – swą prawdę.
Chowamy się za własną twarzą: szaleniec zdradza się przez swoją. Oddaje się, odsłania innym. Utraciwszy maskę, upublicznia swoją trwogę, wciska ją pierwszemu człowiekowi z brzegu, rozgłasza własne zagadki. Tak wielka niedyskrecja drażni. To normalne, że krępuje się go i odosabnia.
Najmniejsze uzależnienie, choćby tylko od pragnienia śmierci, demaskuje naszą wierność wobec oszukaństwa „ja”.
To nie Bóg, lecz Ból cieszy się przywilejem wszechobecności.
Stworzenie było pierwszym aktem sabotażu.
Ile kłopotów z przeprowadzką na pustynię! My, sprawniejsi od pierwszych eremitów, nauczyliśmy się szukać jej w nas.
Możliwość samoobrony przez herezję daje wierzącemu wyraźną przewagę nad niedowiarkiem.
Odchodząca miłość jest doświadczeniem tak filozoficznie płodnym, że z fryzjera czyni współzawodnika Sokratesa.
Mogę zrozumieć i usprawiedliwić anomalie – w miłości, we wszystkim; to jednak, że trafiają się impotenci wśród durniów, przechodzi moje pojęcie.
Gdyby impotenci wiedzieli, jak bardzo po macierzyńsku potraktowała ich natura, błogosławiliby sen gruczołów i zachwalali go na każdym rogu ulicy.
Gdyby Noe miał dar czytania przyszłości, bez wątpienia zatopiłby arkę.
Z jaką ulgą ten, kto drży o własną melancholię i boi się z niej wyleczyć konstatuje, że jego lęki są bezpodstawne, że jest ona nieuleczalna!
Nie ma większego nieszczęścia dla ambitnego młokosa niż obcowanie ze znawcami ludzi. Miałem kontakty z kilkoma takimi; wykończyli mnie, gdy liczyłem sobie dwadzieścia lat.
tlumaczenie: Ireneusz Kania
Odchodząca miłość jest doświadczeniem tak filozoficznie płodnym, że z fryzjera czyni współzawodnika Sokratesa.
Mogę zrozumieć i usprawiedliwić anomalie – w miłości, we wszystkim; to jednak, że trafiają się impotenci wśród durniów, przechodzi moje pojęcie.
Gdyby impotenci wiedzieli, jak bardzo po macierzyńsku potraktowała ich natura, błogosławiliby sen gruczołów i zachwalali go na każdym rogu ulicy.
Gdyby Noe miał dar czytania przyszłości, bez wątpienia zatopiłby arkę.
Z jaką ulgą ten, kto drży o własną melancholię i boi się z niej wyleczyć konstatuje, że jego lęki są bezpodstawne, że jest ona nieuleczalna!
Nie ma większego nieszczęścia dla ambitnego młokosa niż obcowanie ze znawcami ludzi. Miałem kontakty z kilkoma takimi; wykończyli mnie, gdy liczyłem sobie dwadzieścia lat.
tlumaczenie: Ireneusz Kania
Niemożność opisania nieuniknioności bezśmierci ...
Święci i łzy Ciorana
wypisy
Czy ktoś nieprzywiązany do miejsca i do wspomnień będzie odczuwał żal za ostatnimi chwilami? Możliwe, że żebracy wybierają sobie swój los, aby nie odczuwać żalu i zaznawać związanych z nim mąk agonii!
„Poczucie, że jest się wszystkim i pewność, że jest się niczym” (Paul Valery). Oto konkluzja poety, obowiązkowa dla każdego, kto obcował ze świętymi.
Na próżno usiłowalibyśmy uczynić Dostojewskiego świętym. Daremne wysiłki. Ale nie widzę świętego, który by był godny rozwiązać mu sznurowadła u butów.
Uświadomiwszy sobie, że absolut istnieje tylko w wyrzeczeniu, przylgnąłem do pozorów.
Wszystkie wielkie konwersje rodzą się z nagłego objawienia czczości życia. Nie ma nic bardziej poruszającego i fascynującego, niż ten raptowny wstrząs i jasność, w której widać pustkę egzystencji.
Jedyną zasługą filozofów jest to, że niekiedy wstydzili się swego człowieczeństwa. Wyjątkami są Platon i Nietzsche: oni wstydzili się zawsze. Pierwszy chciał nas wyrwać ze świata, drugi z nas samych. Od nich nawet święci mogliby się czegoś nauczyć. W ten sposób uratowany został honor filozofii.
Stworzenie świata nie ma innego wytłumaczenia oprócz lęku Boga przed samotnością. Mówiąc inaczej, rolą nas stworzeń, jest nie co innego tylko rozerwanie Stwórcy. Biedni błazenkowie Absolutu, zapominamy, że nasze dramaty mają rozbawić znudzonego widza, którego oklaski nie dotarły jeszcze do uszu śmiertelników.
Kto ciągle wierzy, że jeszcze można umrzeć, ten nie zaznał pewnego rodzaju bólu i samotności. Niemożność opisania nieuniknioności bezśmierci ...
Żaden święty nie wyczytał wieczności z przestrzeni. Czego miałby szukać w rozległościach zewnętrznych? Czy to nie wewnętrzna pustynia jest pierwszym krokiem ku świętości?
„Wyjałowienie świadomości”, na jakie narzekają święci, jest psychicznym odpowiednikiem pustyni zewnętrznej. Pierwotne objawienie każdego klasztoru: wszystko jest niczym.
„Samotność zawsze czyniła mnie współczesnym umarłych” (Barres). A więc jak: nie ma życia w samotności? Tylko wieczność ...
„Cierpienie? Ależ to jedyna przyczyna świadomości” (Dostojewski). Ludzi należałoby podzielić na dwie kategorie: rozumiejących i nierozumiejących tą sprawę.
Wielki matematyk – będący tylko matematykiem – stoi o wiele niżej od wieśniaka, prymitywnie dręczącego się problemami ostatecznymi. Ogólnie biorąc, nauka zbydlęca ludzi, redukując ich świadomość metafizyczną.
Nadejdzie czas, gdy robaki będą oddawać się marzeniom na mych kościach.
Schopenhauer twierdzi, że gdyby zastukać w grobowe płyty, i zaoferować umarłym życie, odmówiliby co do jednego. Ja natomiast twierdzę, że z radością umarliby raz jeszcze.
Dlaczego na pustyni nie pada deszcz? A jaki miałby sens po łzach pustelników?
Mnóstwo pustelników lamentowało, że Bóg nie zranił ich serc do płaczu (Pateryk). Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo współzawodniczyć z pustelnictwem. Nuże, niech pustelnicy przychodzą do nas, będziemy ich ciągać po kawiarniach, przy których milkną pustynie Arabii.
Lubię tylko melancholijnych erudytów, uczonych w swoim smutku i umiejących ze swymi depresjami wędrować poprzez wszystkich poetów. Jaka to przyjemność, mieć pod ręką cytaty na każde rozgoryczenia, móc w każdej chwili codziennego ziemskiego wygnania przywołać niemieckiego mistyka, hinduskiego poetę czy francuskiego humorystę ... Jeśli natura powołała cię do zasmuceń, to nie lekceważ okazji do rozprzęgania rzeczy i jestestw.
Czytaj dniem i nocą, błądząc po wszystkich trwogach stuleci i nie zapominaj, że lektura zastępuje niekiedy opium. Książki trzeba łykać jak tabletki nasenne.
Naśladowanie Chrystusa, ów elementarz odpadnięcia ze świata, zaleca „łamanie serca” jako lek na pychę. Ta zaś jest opętańczą manią wielkości „ja”, przerostem indywiduacji; z punktu widzenia „łamania serc” każda nieobecność jest jeszcze zbyt dumna, gdyż naczelnym ideałem jest tu całkowite samowymazanie się ze świata, tak, by silniej mógł rozbłysnąć Bóg.
Zdaniem Eckharta, nic nie jest Bogu tak niemiłe jak czas. I nie tylko czas, lecz również przylgnięcie do niego lub tylko „dotykanie” go.
Z czego zrezygnowaliśmy? Z pozorów. Ta rezygnacja jest bardzo trudna, bo one są przecież samą „substancją” życia.
Niewytłumaczalna nuda, wyglądająca z oczu dzieci w puste popołudnia, jest przeczuciem czekającego je w życiu znoju, zgiełku i męki. Każdy z nas wzdragał się w dzieciństwie co najmniej kilkakroć w takim przeczuciu brzemienia, jakie chowa dla nas czas, i z pewnością także smakowaliśmy już wtedy trochę z jadu „owocu zakazanego”.
Całe życie ludzi jest stanem upojenia, przerywanym od czasu do czasu rozbłyskami zwątpień. Czy gdyby jasno rozeznawali się w rzeczywistości, mogliby żyć bodaj sekundę dłużej? Najbardziej „normalni” z nich są pijani w sztok, bo na „trzeźwo” nie sposób nawet oddychać.
Jest we mnie całkiem niemało z chrześcijanina, pokusa żebractwa, pustyni, a także obłędne napady litości. A więc różnorakie ekspresje ducha wyrzeczenia. Trucizny chrześcijańskie pozostawiły nam we krwi osad absolutu, który odejmuje nam dech, ale bez którego nie potrafimy żyć.
tłumaczenie: Ireneusz Kania
Miłość, gdyby jej uległ „natychmiast starłaby go w proch”
Wypisy z Pokusy Istnienia Ciorana
„Odtąd czasu już nie będzie” - ów zaimprowizowany metafizyk, jakim jest Anioł z Apokalipsy, obwieszcza w tych słowach koniec diabła, koniec historii. Mistycy mają zatem rację, poszukując Boga w sobie lub gdzie indziej, z wyjątkiem tego świata, który zrównują z ziemią, nie zniżając się jednocześnie do buntu.
Uwodzą nas jedynie umysły, które unicestwiły się, pragnąć nadać sens swemu życiu.
Anglicy dziś są tak samo dalecy Szekspirowi, jak późni Grecy musieli być dalecy dramatom Ajschylosa.
„Gdyby słońce i księżyc zaczęły wątpić, natychmiast by zgasły” (Blake). Europa wątpi od dawna ...
Od wieku Oświecenia Europa nie przestała w imię idei tolerancji podkopywać swych bożyszcz.
Filip II leżąc na łożu śmierci, wezwał swego syna i oświadczył mu: „Oto gdzie kończy się wszystko, również monarchia”. Przy łożu tej Europy, nie wiedzieć jaki głos ostrzega mnie: „Oto gdzie kończy się wszystko, również cywilizacja”.
Doświadczenie pustki to mistyczna pokusa niewierzącego, to dana mu możliwość modlitwy, to chwila jego pełni.
Jeśli brak Ci siły, aby zdemoralizować się wraz z tą epoką, upaść równie nisko i zajść równie daleko jak ona, nie uskarżaj się, że Cię nie rozumieją. Przede wszystkim wszakże nie uważaj się za prekursora: w tym wieku nie będzie światła.
Język Tacyta, zniekształcony, strywializowany, zmuszony do znoszenia bredni o Trójcy Świętej! Słowa spotyka ten sam los co imperia.
Nie sposób wyobrazić sobie Dantego czy Szekspira zapisujących najdrobniejsze zdarzenia ze swej egzystencji, aby ujawnić je innym.
To nie Eliot, lecz Proust jest prorokiem „hollow men”, wydrążonych ludzi. Odejmijcie funkcję pamięci, za pomocą której próbuje się nam dać władzę nad stawaniem się, a nie pozostanie w nas nic, jak tylko rytm odmierzający fazy naszego rozkładu.
Jakub Boehme słusznie nazwał diabła „kucharzem natury”, mistrzem, którego sztuka sprawia, że mamy ochotę na wszystko.
Jak uwierzyć choćby w cień postępu, uświadamiając sobie, że chrześcijańskim bajeczkom udało się zdusić stoicyzm! Gdyby to on rozprzestrzenił się, zapanował nad światem, człowiek zrealizowałby się całkowicie albo prawie całkowicie. Rezygnacja, gdyby stała się obligatoryjna, nauczyłaby nas znosić nasze nieszczęścia z godnością, sprawiłaby, że zamilkłyby nasze głosy, umielibyśmy chłodno spoglądać w naszą nicość.
Religia sadowi się na ruinach mądrości: zabiegi, jakie stosuje ta pierwsza, nie odpowiadają tej drugiej. Ludzie zawsze będą woleli trwać w rozpaczy raczej klęcząc niż stojąc.
Nie prawi się kazań według Marka Aureliusza: ponieważ zwracał się on tylko do samego siebie, nie miał ani uczniów, ani stronników; nie przestaje się natomiast wznosić świątyń w których do znudzenia cytuje się niektóre listy.
Toteż gdy, zachwyceni, myślimy o jakimś hinduskim mnichu, który na dziesięć lat pogrążył się w medytacji z twarzą tuż przy ścianie, rychło odzywa się ironia, oznajmiając, że po tak wielkim wysiłku odkrył on nicość, czyli to, co stanowiło punkt wyjścia jego poszukiwań!*
Czy można sobie wyobrazić szczura impotenta? Gryzonie wspaniale spełniają wiadomą czynność. Nie można tego powiedzieć o istotach ludzkich: im bardziej są wyjątkowe tym bardziej uwidacznia się w nich ów fundamentalny niedostatek odrywający je od łańcucha bytów. Dobrowolna czy przymusowa abstynencja, stawiając jednostkę zarazem powyżej i poniżej Gatunku, czyni z niej mieszaninę świętego i imbecyla, która nas intryguje i przygnębia. Stąd owa dwuznaczna nienawiść, jaką odczuwamy wobec mnicha, podobnie zresztą jak w odniesieniu do każdego mężczyzny, który wyrzekł się kobiet, który wyrzekł się bycia takim jak my. Nigdy nie wybaczymy mu jego samotności, upokarza nas ona w tej samej mierze, w jakiej się jej brzydzimy. Gogol wyznał kiedyś, że miłość, gdyby jej uległ „natychmiast starłaby go w proch”.
Nikt tak bardzo jak Gogol nie wgłębił się w obserwacje codzienności. Jego realizm jest wielki, że kreowane przezeń postaci stają się nieistniejące i przekształcają się w symbole, w których całkowicie się odnajdujemy. Nie upadają; są upadłe od zawsze.
Ten kto u progu kariery dostrzegł śmiertelne prawdy, dochodzi do punktu, w którym nie może już z nimi żyć. Jeśli pozostanie im wierny, jest zgubiony. Zapomnieć o nich, wyrzec się ich, to dla niego jedyny sposób, by przystosować się do życia, by zejść z drogi Wiedzy, Nieznośnego.
Według Kasjodora, Ewgriusza i św Nila nie ma demona straszniejszego niż demon acedii. Mnich, który ulegnie jego pokusom, pozostanie jego ofiarą aż do końca swych dni. Wystając w oknie, będzie wyglądał na zewnątrz, oczekiwał czyichś odwiedzin, by oddać się gadulstwu, by się zapomnieć.
Wyrzec się wszystkiego, by następnie odkryć, że wybrało się niewłaściwą drogę, dręczyć się w osamotnieniu i nie móc go opuścić! Na jednego eremitę, któremu się powiodło, przypada tysiąc, którym się nie udało. Tych przegranych, upadłych, przenikniętych poczuciem nieskuteczności swych modlitw miano nadzieję wytresować śpiewem, narzucano im uniesienie, dyscyplinę radości. Będąc ofiarami demona, jak mogli wznosić swe głosy i do kogo? Oddzieleni od łaski i od świata, godzinami porównywali swą bezpłodność z bezpłodnością pustyni, materialnego wizerunku własnej pustki.
A ja, z nosem przy szybie, do czego porównałbym mą bezpłodność, jeżeli nie do bezpłodności Miasta? A jednak prześladuje mnie myśl o tamtej, prawdziwej pustyni. Czemu nie mogę się tam udać i zapomnieć o woni człowieka! Jako sąsiad Boga, wdychałbym jego rozpacz i jego wieczność, o której marzę w chwilach, gdy budzi się we mnie wspomnienie odległej celi. Jaki klasztor opuściłem, zdradziłem w poprzednim życiu? Moje niedokończone modlitwy, porzucone wówczas, teraz podążają za mną, podczas gdy w moim mózgu tworzy się i rozpada nie wiedzieć jakie niebo.
*Punkt wyjścia jego poszukiwań stanowiło „ja”.
tłumaczenie: Krzysztof Jarosz
Zmierzch myśli Ciorana - wypisy
Nie zrozumiesz co znaczy słowo „medytacja”, jeśli nie przywykłeś do słuchania ciszy.
Tęsknota za absolutem ma w sobie czystość nieokreśloności, która leczy nas z choroby czasowości i jest modelem tego nieustannego zawieszenia. Bo ona, w gruncie rzeczy, czyni właśnie tyle: uwalnia świadomość od pasożyta, jakim jest czas.
Alkohol, podobnie jak muzyka, zastępuje namiętność do świętości.
Zło, oddzielając się od źródłowego niezróżnicowania, przyjęło pseudonim: Czas.
Jakkolwiek wielkie byłoby nasze rozczarowane, nie zwalnia nas ono z udziału w smutku bliźniego. Dlatego nocne lektury francuskich moralistów są jak balsam dla duszy.
Uczucie religijne nie szuka pocieszenia w przestrzeni, co więcej – może być intensywne tylko wtedy, gdy widzi w niej przyczyny upadku.
To nie przez ekstrawagancję czy cynizm Diogenes przechadzał się z lampą w biały dzień, szukając człowieka. Zbyt dobrze wiemy, że z samotności.
Strach przed czasem przychodzi długo zanim zaczynamy czytać filozofów, zjawia się gdy patrzymy uważnie w zmęczoną twarz starca.
Cierpienie miłosne przerasta intensywnością najgłębsze uczucia religijne. Prawda, że nie stawia kościołów, lecz ile wzniosło grobowców – wszędzie grobowce.
Spójrz na człowieka samotnego, który na coś czeka, i zadaj sobie pytanie: na co? I zobaczysz, że nikt na nic nie czeka, na nic innego niż śmierć.
Utrata naiwności rodzi świadomość ironiczną, której nie da się zdusić nawet w obliczu Boga.
Gdybym był Bogiem, stworzyłbym różne rzeczy, lecz nie człowieka.
W gruncie rzeczy kochamy się w odpowiedzi na pustkę istnienia, by się przed nią obronić.
Bywają ludzie tak głupi, że gdyby jakaś myśl pojawiła się na powierzchni ich umysłu, popełniłaby samobójstwo, przerażona swą samotnością.
Życie nie wysubtelnione w marzeniach, przypomina Apokalipsę głupoty i wulgarności. Kto by je zniósł bez współczynnika nierealności.
Pod bacznym spojrzeniem Diogenesa rzeczy traciły swą niewinność; to spojrzenie nauczyło nas, jak głęboki jest związek między szczerością i nicością.
„Pełne serce w pustym świecie” - Chateaubriand mylił się, definiując w ten sposób nudę; mylił się przez swą pychę. Bo w nudzie nie istniejemy bardziej niż świat, lecz właśnie tak mało jak on, tworzymy zgodność dwóch pustek.
Ci którym obcy jest nieodparty urok nieszczęścia, obsuwania się w dół, wprost ku przepaści – ci nigdy nawet nie przeczuli, czym jest kondycja ludzka, do której się narodzili.
Jasność umysłu: mieć uczucia w trzeciej osobie.
By niewzruszenie wierzyć w człowieka, trzeba być niezdolnym do introspekcji i nie wiedzieć nic o historii.
„Być” znaczy „mylić się”.
Żydzi zbyt kochają życie, by zrodzić poetów.
Czymże jest strach przed śmiercią, przed ciemnością, przed nie-byciem wobec strachu przed samym sobą?
Gdy spoglądasz w podziemia własnego istnienia, otwiera się pustka, która przeraża bardziej niż wszystkie tajemne pieczary świata.
Boże mój! Uwolnij mnie ode mnie samego, bo od pokus świata i jego zgnilizny dawno już się uwolniłem.
Jasność umysłu jest szczepionką przeciw życiu.
Gdy umysł zwraca się ku Bogu, jedna tylko rzecz łączy nas ze światem: pragnienie by go opuścić.
Umysł rozkwita na ruinach życia.
Człowiek: zwierzę, które widziało życie, a jednak wciąż chce żyć. Ta zawziętość jest całym jego dramatem.
Hamlet nie zapomniał dołączyć miłości do listy nieszczęść, przez które lepiej jest się zabić niż żyć. Lecz wspomniał tylko o miłości wzgardzonej. O ile doskonalszy byłby ten sławny monolog, gdyby mówił o miłości po prostu!
Istnienie odsłania się jako takie – holowane przez nicość. Bo Nicość nie znajduje się na granicach świata, to świat leży na peryferiach Niczego.
Czyn jest przeciwieństwem wiedzy.
tlumaczenie: Anastazja Dwulit
Tęsknota za absolutem ma w sobie czystość nieokreśloności, która leczy nas z choroby czasowości i jest modelem tego nieustannego zawieszenia. Bo ona, w gruncie rzeczy, czyni właśnie tyle: uwalnia świadomość od pasożyta, jakim jest czas.
Alkohol, podobnie jak muzyka, zastępuje namiętność do świętości.
Zło, oddzielając się od źródłowego niezróżnicowania, przyjęło pseudonim: Czas.
Jakkolwiek wielkie byłoby nasze rozczarowane, nie zwalnia nas ono z udziału w smutku bliźniego. Dlatego nocne lektury francuskich moralistów są jak balsam dla duszy.
Uczucie religijne nie szuka pocieszenia w przestrzeni, co więcej – może być intensywne tylko wtedy, gdy widzi w niej przyczyny upadku.
To nie przez ekstrawagancję czy cynizm Diogenes przechadzał się z lampą w biały dzień, szukając człowieka. Zbyt dobrze wiemy, że z samotności.
Strach przed czasem przychodzi długo zanim zaczynamy czytać filozofów, zjawia się gdy patrzymy uważnie w zmęczoną twarz starca.
Cierpienie miłosne przerasta intensywnością najgłębsze uczucia religijne. Prawda, że nie stawia kościołów, lecz ile wzniosło grobowców – wszędzie grobowce.
Spójrz na człowieka samotnego, który na coś czeka, i zadaj sobie pytanie: na co? I zobaczysz, że nikt na nic nie czeka, na nic innego niż śmierć.
Utrata naiwności rodzi świadomość ironiczną, której nie da się zdusić nawet w obliczu Boga.
Gdybym był Bogiem, stworzyłbym różne rzeczy, lecz nie człowieka.
W gruncie rzeczy kochamy się w odpowiedzi na pustkę istnienia, by się przed nią obronić.
Bywają ludzie tak głupi, że gdyby jakaś myśl pojawiła się na powierzchni ich umysłu, popełniłaby samobójstwo, przerażona swą samotnością.
Życie nie wysubtelnione w marzeniach, przypomina Apokalipsę głupoty i wulgarności. Kto by je zniósł bez współczynnika nierealności.
Pod bacznym spojrzeniem Diogenesa rzeczy traciły swą niewinność; to spojrzenie nauczyło nas, jak głęboki jest związek między szczerością i nicością.
„Pełne serce w pustym świecie” - Chateaubriand mylił się, definiując w ten sposób nudę; mylił się przez swą pychę. Bo w nudzie nie istniejemy bardziej niż świat, lecz właśnie tak mało jak on, tworzymy zgodność dwóch pustek.
Ci którym obcy jest nieodparty urok nieszczęścia, obsuwania się w dół, wprost ku przepaści – ci nigdy nawet nie przeczuli, czym jest kondycja ludzka, do której się narodzili.
Jasność umysłu: mieć uczucia w trzeciej osobie.
By niewzruszenie wierzyć w człowieka, trzeba być niezdolnym do introspekcji i nie wiedzieć nic o historii.
„Być” znaczy „mylić się”.
Żydzi zbyt kochają życie, by zrodzić poetów.
Czymże jest strach przed śmiercią, przed ciemnością, przed nie-byciem wobec strachu przed samym sobą?
Gdy spoglądasz w podziemia własnego istnienia, otwiera się pustka, która przeraża bardziej niż wszystkie tajemne pieczary świata.
Boże mój! Uwolnij mnie ode mnie samego, bo od pokus świata i jego zgnilizny dawno już się uwolniłem.
Jasność umysłu jest szczepionką przeciw życiu.
Gdy umysł zwraca się ku Bogu, jedna tylko rzecz łączy nas ze światem: pragnienie by go opuścić.
Umysł rozkwita na ruinach życia.
Człowiek: zwierzę, które widziało życie, a jednak wciąż chce żyć. Ta zawziętość jest całym jego dramatem.
Hamlet nie zapomniał dołączyć miłości do listy nieszczęść, przez które lepiej jest się zabić niż żyć. Lecz wspomniał tylko o miłości wzgardzonej. O ile doskonalszy byłby ten sławny monolog, gdyby mówił o miłości po prostu!
Istnienie odsłania się jako takie – holowane przez nicość. Bo Nicość nie znajduje się na granicach świata, to świat leży na peryferiach Niczego.
Czyn jest przeciwieństwem wiedzy.
tlumaczenie: Anastazja Dwulit
środa, 22 lutego 2017
Gabriel Liiceanu Dziennik z Paltinisu - wypisy
Przez cały pięcioletni okres studiów (filozoficznych) nikt z nas nie oglądał ani razu ani jednego tekstu Platona. Pewnego studenta przyłapanego w akademiku na lekturze Kanta wyrzucono z uczelni.
W każdym razie wszyscy uświadomili sobie, że również w dziedzinie duchowej, nie tylko cielesnej, istnieje rodzaj „niedomycia” i że kultura nie jest dla człowieka przygodną ozdóbką, lecz środowiskiem życiowym, dokładnie takim samym jak woda dla ryby i powietrze dla ptaka.
Tenże intelektualista ze Wschodu powie wam, że kultura nie była dla niego – tak jak dla was – naturalnym, organicznym rytmem ducha, lecz czymś w rodzaju kradzionego potajemnie, przyswajanego i magazynowanego tlenu, sposobem na przetrwanie w świecie duszonym kłamstwem, ideologią i wulgarnością.
Noica: Żyłem rozmyślnie w odosobnieniu. Świadomie odrzuciłem wszelkie możliwości społecznego sukcesu, nie z hipokryzji, ale z rozkoszą.
Noica: Odtąd przez dwadzieścia lat żyłem na marginesie. Z początku było to życie świadomie wybrane, później, po 1948, narzucone mi – ale przyjąłem je z radością: z taką samą radością przeżywałem moje lata więzienne.
Noica: Jeśli udało mi się czegokolwiek dokonać w filozofii, a więc w jedynej dziedzinie, w której sukces nie oznacza okaleczenia (ale też nie ma żadnej treści) to dlatego, że miałem szczęście porażki tam, gdzie sukces okalecza.
Noica: Właściwie pojmowane oderwanie nie ma nic wspólnego z dystansem ani wzgardą.
Potem Noica wskazuje na dwa kluczowe momenty w dziejach kultury europejskiej stojące pod znakiem kosmosu „ładu”: pierwszym była filozofia grecka, eliminująca chaos mitologii, drugim – chrześcijaństwo (zdaniem Noiki również sprawa Greków, a to dzięki roli, jaką Paweł odegrał w Antrochii).
Noica: Pomyślcie, jakim szczęściem jest uwolnić się od zębów, tych trzydziestu dwóch wrogów człowieka.
Noica: Nie powinniście nigdy skarżyć się na historię, nawet jeśli jest niemiła i „siusia na was” jak powiedział Hegel. Złe w końcu wychodzi na dobre, na przykład to, że omijają cię rozmaite zaszczyty, w końcu okazuje się dobrem, bo masz święty spokój i możesz wydajnie pracować. I na odwrót, każde dobro kończy się złem – na przykład zbyt wykwintne jedzenie, zbyt szczęśliwe małżeństwo, błyskotliwa kariera.
Skończył Autobiografię Jaspersa i mówi o umysłowościach beznadziejnie banalnych, właśnie w typie Jaspersa, który może napisać bez żenady: „Jak pięknie jest we Włoszech!” Umysłowość płaska pozostaje płaska, nawet jeśli poślesz ją do raju i będzie gadać z Panem Bogiem. Po tej wycieczce do raju też usłyszysz od niej tylko banały. Jaspers dziwi się, że Heidegger nie odpowiada mu nieraz na pytania … Na pytania w takim oto guście: „Co pan sądzi o Bogu?”
Bogowie, którzy zawitali w progi tej mansardy, są piękniejsi i prawdziwsi od bogów czuwających nad Eliadem, gdy pijał on z pucharu jakże ludzkiej próżności.
Noica: (O Eliadem) Bardzo łatwo go podbić pochwałami, toteż nie potrafi rozróżnić między miernotami i ludźmi wartościowymi.
Noica: Filozof nie jest lekarzem, jak chciał Nietzsche, bądź jak utrzymuje buddyzm (Dharma jest środkiem leczniczym).
Noica: Sądzę, że Heideggerowi dobrze by zrobił bliższy kontakt z Wedami i Upaniszadami. Heidegger ma pewne cechy mędrca orientalnego, oprócz jakiejś pustynności ma też w sobie coś z mistrza, który mówi „przyjdź i usiądź koło mnie” (to właśnie znaczy słowo „upaniszada”) „usiądź koło mnie i milcz” - „upaniszadaj” jak lubię mówić.
Noica: Zamierzałem wam powiedzieć, że człowiek jest tym, co z niego zostaje, gdy świat unicestwi go i wszystko mu odbierze.
Noica: Sukcesu człowiek powinien zaznać w młodym wieku, żeby jak najszybciej uwolnić się spod jego uroku i uświadomić sobie, że zawsze jest on jakimś fałszem „aureolką”, czymś identyfikacyjnym: „Ach, to pan tak wygląda” itd. Szybko zdajesz sobie sprawę, że ludzi interesuje tylko twoja zewnętrzność, że nieraz jedynie chcą się zbliżyć do ciebie i to w śmieszny sposób.
Wokół nowego dzieła ludzie tłoczą się jak muchy wokół świeżego mleka – mawiał Hegel.
Geniusz jako ktoś „upadły” w nowoczesnych, niewielkich społecznościach (temat-obsesja w dzienniku Kierkegaarda), a więc we wspólnotach nienawykłych do obcowania z tym co niezwyczajne – chyba że występuje w przybraniu władzy lub - lepiej – zdarzenia. W takiej sytuacji niezwyczajnością najtrudniejszą do zniesienia, a więc wypieraną, jest geniusz, ponieważ nie ma on przywileju nietykalności, jakim cieszy się władza, ani nie otacza go aura normalności, pochodna tradycji.
Mieć „kulturę geniusza” znaczy umieć z radością uznać coś wyższego od nas, niedostępnego i zaakceptować to jako możliwość własnego dźwignięcia się w górę: a więc nie ma tu śladu niechęci wobec tamtego, że wspiął się tak wysoko, lecz przeciwnie, radość, że samemu można się znaleźć obok niego.
Noica: Skoroś wspomniał o uwodzicielce, powiem wam, co mi kiedyś powiedziała pewna bardzo przyjemna dama po ukazaniu się mojej książki o Heglu. Otóż tłumaczyłem jej, że wobec Hegla jestem tylko kimś jak apostoł Paweł wędrujący po świecie z kosturem w dłoni i głoszącym cudze myśli. „Ależ skąd – szepnęła mi do ucha. - Jest pan raczej luksusową dziwką naganiającą przechodniów do burdelu Hegla”. Co wy na to?
Noica: Nie widzę wielkiej przepaści między kulturą sądu a kulturą pojęcia; widzę ją między egzystencją a kulturą. Z troską stwierdzam, że niezależnie od przebytej drogi i naszych sukcesów w dziedzinie kultury my obaj, ja i Gabriel, tkwimy w najzwyczajniejszym analfabetyzmie egzystencjalnym. Nie dorobiliśmy się porządnej higieny duchowej, nie panujemy w pełni nad naszymi instynktami, nasza zależność od „przyzwoitych warunków życiowych” graniczy z maniactwem. Ja muszę walczyć z moim łakomstwem, gadulstwem, kabotyństwem, impulsywnością.
tlumaczenie: Ireneusz Kania
David Bohm i wirus ego
Satish Kumar: Ludzie którzy spopularyzowali myślenie holistyczne obwinili naukę o bycie mechanistyczną i redukcjonistyczną. Jak myślisz, na ile jest to słuszne?
David Bohm: Cóż, nauka nie jest prawdziwie i koniecznie redukcjonistyczna czy mechanistyczna, ale w nauce był silny mechanistyczny nurt, nawet przed Descartesem. Descartes przedstawił to jasno gdy powiedział: Wszystko jest maszyną nawet zwierzęta są maszynami. Mechanistyczne, redukcjonistyczne znamię jest częścią sposobu w jaki nasza kultura się rozwijała przez ostatnie kilka stuleci. Jeżeli cofniesz się do Średniowiecza, to było kilka możliwości w nauce. Na przykład była tradycja alchemiczna, która nie była redukcjonistyczna. Ale około szesnastego czy siedemnastego wieku tradycja mechanistyczna zwyciężyła. Przeczytałem, że stało się tak częściowo z uwagi na alians z teologią. Teologowie tego czasu pragnęli podkreślić transcendencję Boga, ponieważ chcieli się pozbyć różokrzyża, czarów i alchemii, które implikowały, że jest coś immanentnego w materii. Dlatego stwierdzili, że świat jest po prostu mechanizmem stworzonym przez Boga. Naukowcy byli z tego zadowoleni ponieważ uwalniało ich to od teologicznych restrykcji. I tak z tego powodu jak i innych, trend mechanistyczny i redukcjonistyczny zaczął wygrywać. Teraz oczywiście, naukowcy wchłaniają to automatycznie jako część ich treningu.
Satish Kumar: Ale pewni naukowcy zaczęli kwestionować ten pogląd.
David Bohm: Tak, większość fizyków, którzy rozwinęli teorię kwantową było o dużych skłonnościach filozoficznych, żadnego z nich nie można było uważać za mechanistę. Na początku lat dwudziestych, Sir James Jeans powiedział: „Bóg musi być matematykiem”. Same pojęcie matematyki jest niewyrażalne w terminach mechanistycznych. Nie zrozumiesz matematyki przez patrzenie na materię. To ekstremalnie abstrakcyjna teoria, prawie że duchowa.
Były też inne niemechanistyczne nurty w fizyce, takie jak reprezentowany przez Heisenberga, który przyjął pitagorejsko/platoński pogląd i Pauli, który obrał nieco mistyczny pogląd, blisko stowarzyszony z Jungiem. Jest również wiele we współczesnej fizyce co nie sugeruje ważności mechanizmu i redukcjonizmu. Ale niestety, dominujący trend jest ku mechanizmowi i redukcjonizmowi. Myślę, że najoryginalniejsi i najbardziej kreatywni naukowcy i wiodący fizycy, którzy dokonali innowacji nie byli mechanistami podczas gdy ci mniej oryginalni i kreatywni skłaniali się ku mechanizmowi.
Satish Kumar: Z jakiego powodu mechanizm stał się tak dominującym?
David Bohm: Mechanizm był sprzyjający dla rozwoju technologi w jej obecnej formie. Sprzyjał idei, że człowiek powinien dominować naturę. W dziewiętnastym wieku było to pojęcie progresu. Ludzie myśleli, że przez technologię będą w stanie zbudować idealne społeczeństwo i wszystko się dobrze ułoży. Teraz, mimo że ta nadzieja się nie urzeczywistniła, mechanistyczne myślenie się kontynuuje. Ludzie stali się tak przyzwyczajeni do swojego wąskiego poglądu, że nie widzą innej możliwości.
Satish Kumar: Czy to fenomen Zachodniej cywilizacji bazującej na pragnieniu pożądania coraz więcej i więcej materialnych rzeczy
David Bohm: Wschód podąża za przykładem Zachodu. Chcą tego samego. Rozmawiałem z kimś kto odwiedził pewne bardziej prymitywne plemiona w Afryce i Ameryce Południowej. Ludzie tam wydają się być szczęśliwsi niż my. Wiele się śmieją i uśmiechają, podczas gdy na Zachodzie rzadko widzimy uśmiechniętych ludzi. Ale życie w Afryce jest bardzo trudne i ludzie nie chcą żyć w ten sposób, są zafascynowani technologią. Wydają sobie nie zdawać sprawy w jaką pułapkę się pakują. Gdy widzisz owoce technologi, wygląda to strasznie atrakcyjnie, ludzie nie mogą się oprzeć. To budzi pragnienie. Technologia daje nadzieję bogactwa i również te wszystkie błyskotki, tak ładnie wyglądające gadżety. Tak uwodzące i zwodzące, że ludzie zaczynają ich pragną
Wcześniej także zwykłam dzielić tę nadzieję, że technologia przyniesie postęp i uczyni rzeczy lepszymi. Ta nadzieja rzeczywiście była u mnie aż do czasu Drugiej Wojny Światowej. Po wojnie zaczęła ona stopniowo zanikać. W latach sześćdziesiątych mieliśmy okres dobrobytu, ale ludzie znaleźli to bardzo pustym. Przez wyścig zbrojeń kontynuowaliśmy dryfowanie ku wojnie. Zdałem sobie sprawę, że im większą moc posiadają ludzie, tym bardziej to niebezpieczne. I stało się jasne, że technologia niszczy ekologiczną równowagę planety i że nie może rozwiązać problemów ekonomicznych i nie może pomóc nam sprawić by warto było żyć. Było w tym rosnące niezadowolenie. Ludzie brali narkotyki i stawali się sfrustrowani. Pojawiło się poczucie skazania i lęk, że nasza cywilizacja może nie przetrwać.
I tak zacząłem się zastanawiać czy to rzeczywiście właściwa droga? Wydawało mi się, że mechanistyczna filozofia jest bardzo destrukcyjna. Gdyby podążyć za jej logiczną konkluzją spowodowałoby to podważenie sensu życia i uczyniłoby naszą ludzką egzystencję całkowicie bezcelową. Mechanistyczna filozofia oznacza, że świat jest tylko mnóstwem rzeczy przemieszczających się wokół zadowalających równań.
Satish Kumar: Czy był jakiś szczególny punkt zwrotny w twoim wypadku
David Bohm: To było raczej stopniowe. Mogłem zobaczyć, że mapa polityczna była całkiem beznadziejna i mogłem również zobaczyć, że naukowcy byli dokładnie tacy sami, jak inni ludzie, pochwyceni przez zazdrość i uprzedzeni na korzyść swych idei. Chcieli zysku ze swych pozycji, zdobycia dobrej pracy czy stania się sławnymi i wpływowymi. Chcieli zaspokojenia ego. Naukowcy byli jak biznesmeni traktujący naukę za swój interes. W tym punkcie spotkałem Krishnamurtiego i rozmawiając z nim zdałem sobie jasno sprawę, że było coś ponad nauką co trzeba wziąć pod uwagę.
Satish Kumar: Co w twoim spotkaniu z Krishnamurtim było głównym ważnym dla ciebie tematem?
David Bohm: Cóż, były to dwie rzeczy. Pierwsza, pokazał mi, że coś poszło źle z ludzką myślą jako całością i że pomieszanie myśli stoi za całym tym problemem. Myśl którą uważaliśmy za najwyższe osiągnięcie, w rzeczywistości nas niszczyła. To nie tak, że myśl sama w sobie jest zła, ale, że coś poszło z nią źle. Drugim punktem było, czy jest jakaś rzeczywistość ponad myślą od strony której musimy ruszyć – nawet nasze myśli muszą ruszyć stamtąd.
Satish Kumar: Jak doszło do tego, że napisałeś książkę „Ukryty Porządek”? Co sprawiło, że zobaczyłeś cały system wszechświata jako ukryty porządek?
David Bohm: Moja książka była próbą zrozumienia teorii kwantowej. By ją zrozumieć nie można pozostać w obrębie starego kartezjańskiego mechanicznego poglądu, że rzeczy są odseparowane od siebie i bez wzajemnej relacji. W fizyce kwantowej jest tam proces rozwijania. Ten proces występuje nie tylko w fizyce ale również w życiu, w umyśle i w świadomości. W tym porządku wszystko jest w wewnętrznej relacji. Separacja jest relatywna i nie absolutna.
Sathish Kumar: Jako naukowiec czy zobaczyłeś to matematycznie?
David Bohm: Wpierw zobaczyłem to intuicyjnie, ale była w tym również matematyka. Matematyka ma rodzaj intuicyjnego znaczenia jak rozwinięcie. Ukryty porządek sugeruje że umysł obejmuje cały wszechświat i wszechświat obejmuje umysł. Zgodnie z tym co znaczą dla ciebie rzeczy tak to oddziałuje na całe ciało. Jeżeli zobaczysz cień ciemną nocą, jeżeli to oznacza napad, całe ciało się aktywizuje, chemia, adrenalina, mięśnie, serce. Jeżeli to tylko cień, jest inaczej. Zgodnie z tym co rzeczy dla nas znaczą, tworzymy budynki i fabryki i drogi i związki z ludźmi. Wszystko co widzimy to rezultat myśli. Zatem widzę myśl rozwijającą się w fizyczny świat i vice versa. Nie ma różnicy pomiędzy umysłem i materią. Jedno przechodzi w drugie. Nie ma ruchu myśli bez czegoś co wydarzyło się w materii mózgu i vice versa. Ale materialista mówi, że umysł jest tylko formą materii i ruch molekuł jest rzeczywistością. Cóż, nie uważam, że to rzeczywiście oddaje sprawiedliwość temu co się wydarza. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, że to co robi nie ma znaczenia i jest przypadkowym ruchem molekuł. Na przykład nawet materialista lubi powiedzieć, że to co widzi to prawda. Czy powiedziałby: „moje molekuły spowodowały, że faworyzuję pogląd materialistyczny i poza tym nie ma to znaczenia?” Nie, powie on: „To ma znaczenie. Mój punkt widzenia jest słuszny i inni się mylą”. Nikt nie wydaje się żyć zgodnie z mechanistycznym punktem widzenia. Opozycyjny pogląd jest idealistyczny mówiący, że materia jest formą umysłu. To jest to co proponował Hegel. Materia jest myślą uniwersalnego umysłu. Nie można powiedzieć, że to po prostu ludzki umysł. Na pewnym etapie dokonujesz skoku ku uniwersalnemu umysłowi. Ale ja proponuję punkt widzenia, że umysł i materia są dwoma aspektami jednego procesu. W każdym punkcie jest kierunek północny i południowy. Ale nie są one nigdy odseparowane. Nigdy nie możesz powiedzieć, że północ istnieje w jednym miejscu a południe w innym. Dlatego materia i znaczenie są dwoma aspektami, czy dwoma sposobami jednego ruchu. Pogląd który sugeruję nie jest redukcjonistyczny i nie jest mechanistyczny, ponieważ materia jest zdolna do nieograniczonej subtelności i umysł zawsze ma jakiś materialistyczny aspekt. To jak forma i zawartość. Każda forma jest zawartością i każda zawartość jest formą.
Sathish Kumar: Czy widzisz jakąś nadzieję dla zachodniego mechanistycznego społeczeństwa?
David Bohm: Po drugiej wojnie światowej była spora nadzieja, że Zachód może rozwiązać swe podstawowe problemy i stworzyć rozumne społeczeństwo. Większość ludzi powiedziała: mieliśmy trudny czas w naszym życiu ale jesteśmy przekonani, że nasze dzieci będą się miały lepsze życie. Kiedy dorastałem, wszyscy tak mówili. Teraz prawie wszyscy mówią, że nasze dzieci będą się miały gorzej. To znak, że Zachodnie społeczeństwo upada, nie tylko duchowo ale również materialnie. Podwyższenie standardu technologicznego nie jest połączone z równą dystrybucją materialnego dobrobytu. Faktycznie materialny dobrobyt nie jest taki jaki był dwadzieścia lat temu. Większość miast się dezintegruje. Są brzydkie i się rozpadają. Na przykład transport publiczny pomału zanika. Zamiast tego masz te wielkie masy samochodów tkwiących na drogach i ludzi spędzających godziny by dotrzeć i wrócić z pracy. Myślę, że mamy trudniejszy czas niż przedtem.
Gdy byłem dzieckiem, mogłeś zostawić swoje drzwi otwarte w nocy i czułeś się wolny by iść dokądkolwiek. Nikt nie atakował dzieci. Teraz ludzie boją się chodzić ulicami. Miejskie gangi biją starszych ludzi. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie słyszało się by kryminaliści bili starszych ludzi tylko dla samej zabawy. Widzę oznaki demoralizacji. Duchowe cechy społeczeństwa pomału słabną. Ludzie coraz bardziej są skoncentrowani na materialnych korzyściach i presja utrzymania pracy jest coraz większa. Ludzie już dłużej nie czują się bezpieczni lecąc samolotem z uwagi na terroryzm. Ci szaleni ludzie przyjdą i zabiją 10, 20, 50 wybranych na chybił trafił osób. To szaleńcy, czyż nie? Coś musiało spowodować ich szaleństwo. To musi być nasze społeczeństwo.
Satish Kumar: Zatem, tak jak to opisujesz, do czego to prowadzi?
David Bohm: Cóż, widzę że prowadzi to do upadku naszej cywilizacji, ale to niebezpieczeństwo nie musi być powolnym upadkiem. Jest zagrożenie nuklearne. Jeżeli pomyślisz o następnych 50, 100, 200 latach trudno zobaczyć dobrą przyszłość. Politycy są przeciętni i nie wiedzą co robią. Trudno sobie wyobrazić żeby to się kontynuowało przez 200 lat bez jakiejś wielkiej eksplozji. Jest też upadek ekologiczny, jak i ekonomiczny. Trzeci świat nie jest w stanie spłacać swoich długów i jest w znacznie gorszej sytuacji niż dwadzieścia lat temu. Także widzę kryzys jeden za drugim. W tej sytuacji jest pocieszające, że ludzie zaczynają rozumieć iż kłopot jest znacznie głębszy niż po prostu standard życia. Ludzkie istoty nie rozumieją co się dzieje gdy myślą. Ludziom wydaje się, że myśl jest neutralna i po prostu się kontynuuje, bez dalszych konsekwencji; gdy skończona, jest skończona. Ale nie. Pozostawia ona ślad w ludziach. Myślenie może stworzyć olbrzymie zakłócenia w ciele. Myśl przechodzi pomiędzy ludźmi. Na przykład, jeżeli jesteś zagniewany, mówisz: „on mnie źle potraktował, potrącił mnie, to co mi zrobił jest zniewagą”. Wszystko to, cała ta zachodząca nienawiść i gniew będzie się powiększać. Powiększać między jednostkami czy grupami czy pomiędzy narodami. Ale co jest za tym to założenie, że ego lub to z czym się ego identyfikuje, jak kraj czy religia jest najlepszą rzeczą. Niemcy zwykli śpiewać „Deutschland, Deutschland Uber alles” (Niemcy ponad wszystko). To bardzo prosty koncept, ale oznacza on, że możesz zniszczyć wszystko gdy Niemcy czy Francja czy Ameryka mają pierwszeństwo. Kraj jest konceptem ego. Gdyby nie koncept „Niemcy” nie było by Niemiec ponieważ to on utrzymuje całą rzecz razem. Byłby tylko ląd i skały i drzewa i budynki. To jak General Motors. Bez konceptu „General Motors” nie ma General Motors.
Kiedy jesteśmy niewolnikami konceptu wtedy ten koncept ma na nas olbrzymi wpływ. Coś w nas pobudza. Ale założenie jest, że ta rzecz nie ma nic wspólnego z konceptem, to „ja” jest zaangażowane nie koncept. Dalej staje się konieczne stworzenie iluzji, że koncept to ja a zatem nadanie mu olbrzymiego znaczenia. Wszystko to tworzy myśli. Osoba myśli coś, dalej skłania się do działania bez myślenia. Jeżeli myślisz, że piętro jest parterem, twoje ciało skłania się by w to wierzyć, aż znajdziesz przeciwko temu dowód. Jeżeli myślisz „on jest moim wrogiem” jesteś skłonny spotkać go jako wroga. Ta myślowa konfuzja czyni problemy nierozwiązywalnymi, ponieważ powstaje proces bronienia iluzji, czy to będziesz ty sam, czy twój kraj, czy twoja religia, czy cokolwiek. By bronić iluzji musisz niszczyć rzeczywistość. Broniąc iluzji ludzie niszczą rzeczywisty świat z nami samymi. Czym więcej proponują rozwiązań tym gorsza staje się choroba – ponieważ większość z tego to ten sam proces. Ludzie jakby rozwinęli zdolność myślenia bez wiedzy co te myślenie jest w stanie sprawić. Pomału wpadają w tą pułapkę. Teraz stało się to bardzo niebezpieczne. W Erze Kamiennej nie było to tak niebezpieczne ponieważ broń nie była bardzo niebezpieczna. Ale pytanie jest czy możemy zrealizować nasz potencjał do wzniesienia się na wyższy poziom. Czy możemy zrealizować ten potencjał zanim ten proces nas zniszczy
Sathish Kumar: Zatem musimy się nauczyć bycia wolnymi od konceptu?
David Bohm: Ale to nie takie łatwe, ponieważ koncepcje jawią się być nie-koncepcjami. Dziecko które podlegało konceptowi narodowości czy religii, nie doświadcza tego jako koncept ale jako przemożną rzeczywistość. Nie możemy pozbyć się konceptów ale musimy uwolnić się od iluzji, że „koncepty są rzeczywistymi rzeczami”. Musimy być wolni od błędnego myślenia przez które przypisujemy konceptowi znaczenie rzeczywistości. Na przykład weźmy pieniądze. Ludzie doświadczają pieniędzy jako czegoś rzeczywistego. Ale czym są pieniądze? To koncept; ma on pewne znaczenie. Przede wszystkim pieniądze to było złoto. Dalej papier. Teraz to nawet nie papier a komputerowa wirtualność. I tak coś niesubstancjalnego ma znaczenie przypisywane pieniądzu. Ale ludzie traktują pieniądze jak obiektywną rzeczywistość, mówiąc o wartości pieniądza, koszcie efektywności etc. Pieniądze stały się dominantem, idą pierwsze; ludzie mówią że pieniądze są esencjonalną wartością. Wszystko jest oceniane w pieniądzach. Ale pieniądze są niczym. To tylko koncept. Może gdy ludzie się zatrzymają i pomyślą, wtedy będą mogli poznać, że pieniądze to tylko sprawa konwenansu. Lecz gdy przychodzi czas lokowania pieniędzy nie myślą oni o nich jako o konwenansie. Myślą o nich jako o bogactwie, rzeczywistości. Jeżeli potrafilibyśmy pieniądze traktować jako konwenans, wiele kłopotów na świecie byłoby łatwiejszych
Sathish Kumar: Podobnie powinniśmy używać koncept kraju czy religii czy rodziny jako wygodne koncepcje. Musimy tworzyć pewne wygodne ustalenia. Ale jeżeli powiesz „to jest ponad wszystko” wtedy żyjemy w iluzji. urodziłem się z mojej matki, bardzo kocham moją matkę. Ale to nie znaczy, że moja matka jest w jakiś sposób lepsza od twojej.
David Bohm: Słusznie. Jesteśmy wzajemnie powiązani i jeżeli twój kraj pójdzie na dno, mój ostatecznie skończy tak samo. Gdyby nie to pomieszanie u ludzkich istot nie byłoby problemu. To jak choroba. Ja nazywam to chorobą świadomości. Mógłbym porównać to do zaraźliwego raka. Każdy może rozwinąć tą chorobę i roznosi się ona bardzo szybko. Jeżeli złapałeś to od kogoś, przejąłeś parę cząstek ale ty sam już je rozmnażasz. Także nie ma sensu mówienie „złapałem to od ciebie” jak mówią o azjatyckiej grypie. Rozwiązanie jest bardzo proste, kiedy widzimy, że ta idea jest fałszywa to ona odchodzi, kiedy widzimy, że coś jest niekorzystne, nie robimy tego. Mówimy: „Nie muszę tego robić”. Ale kłopot z ego jest taki, że obejmuje ono defensywną reakcję przeciwko zobaczeniu tego. Umysł ochrania sam siebie. Ego zakłada, że to jest fundamentalnie ważne a zatem automatycznie broni się przed wszystkim co mogłoby zakwestionować ego. To jak wirus AIDS gdy atakuje system obronny. Ego jest wirusem, który zaatakował naturalny system obronny. Od razu gdy koncept jest zakładany jako mający absolutną konieczność, cały system, ciało, umysł przyjmuje postawę nieustępliwości. Jest solidny i sztywny. Jest podwójnie nieustępliwy. Po pierwsze mamy koncept i po drugie jest tu założenie, „nie mogę zmienić konceptu”. Jest w tym nie tylko konieczność ale też konieczność konieczności. Ale jest coś głębszego w ludzkiej istocie, ponad zwykłym świadomym umysłem, co może się przebudzić i zobaczyć fałsz ego – a zatem jest to tym co musi się przebudzić.
Sathish Kumar: Mówisz o wizji ego które jest ograniczone do funkcjonowania. Jak to zainicjować?
David Bohm: Nie możesz sobie nic narzucić ponieważ to tylko stworzy konflikt – ponieważ to nieświadome roszczenie ego by operować. Jeżeli postawisz u góry tego żądanie, że nie powinno operować skutkiem będzie konflikt i pomieszanie. Nie ma celu próbować się kontrolować ponieważ impuls kontrolowania pochodzi od samej myśli, jako rzecz która musi być kontrolowana.
To co potrzebne to percepcja przebudzenia głębszych poziomów w umyśle, które mogą postrzec jak operuje umysł. Potrzebujemy rodzaju samo-percepcji, przez którą koncept czy myśl byłaby świadoma swej własnej aktywności. Głębszy umysł po zobaczeniu, że to tylko myśl, mógłby wtedy rozpoznać ją jako będącą bez znaczenia i to miało by efekt.
Teraz pytanie jak to jest możliwe? Myślę, że jedynym sposobem jest obserwowane tego co się w tobie dzieje. To oznacza nie represjonowanie i nie uleganie. Jeżeli podążasz za impulsem, możesz zaakceptować założenia za nim się kryjące. Jeżeli go represjonujesz, nic nie zobaczysz. Jest stan pomiędzy, gdzie jest to zawieszone. Przypuśćmy, że jesteś zagniewany. Nikogo nie uderzyłeś, werbalnie czy fizycznie ale widzisz co gniew ci robi. Jeżeli zostaniesz z gniewem, obserwując go, wtedy zaczniesz uzyskiwać wgląd w to jak on pracuje. To początek tego jak można zainicjować zmianę.
Sathish Kumar: Mówimy o samej filozofii. Czy widzisz naukę i filozofię jako wzajemnie splecione?
David Bohm: W Anglii i Szkocji Nauka zwykła być nazywaną Filozofią Naturalną. Ale to się stopniowo zmieniło. Teraz mamy twardogłowych naukowców, którzy mogą myśleć tylko o faktach i logice. Naukowe ego ma wizerunek siebie samego jako bardzo twardego, trzymającego się faktów i niesentymentalnych działań, ono się samoidealizacje. Formułuje ono również wizerunek przeciwnej strony, „miękkiej” części ludzi, którzy są filozoficzni i o pomieszanych umysłach. Ludzie lubią tworzyć własne wizerunki (jak grupy popowe czy inne) i czerpią z tych wizerunków przyjemność.
Nie ma naturalnego podziału pomiędzy Nauką a Filozofią. To wszystko jest częścią jednej ludzkiej aktywności. Ta specjalizacja jest po prostu wynikiem zestawu założeń, które stworzyły nasze upadające społeczeństwo. Ogólny obłęd społeczności pomógł doprowadzić do tego podziału, tej fragmentaryzacji: Wszystko musi być odseparowane od wszystkiego i wszystko musi być twarde i ostre i dawać wrażenie siły. To się zmieni gdy zmienią się ludzie. Ludzie muszą się zmienić. Czy może to pójdzie razem, ale nie możesz zmienić Nauki bez zmieniania ludzi.
Artykuł z Magazynu Resurgence ¾ 1987
David Bohm: Cóż, nauka nie jest prawdziwie i koniecznie redukcjonistyczna czy mechanistyczna, ale w nauce był silny mechanistyczny nurt, nawet przed Descartesem. Descartes przedstawił to jasno gdy powiedział: Wszystko jest maszyną nawet zwierzęta są maszynami. Mechanistyczne, redukcjonistyczne znamię jest częścią sposobu w jaki nasza kultura się rozwijała przez ostatnie kilka stuleci. Jeżeli cofniesz się do Średniowiecza, to było kilka możliwości w nauce. Na przykład była tradycja alchemiczna, która nie była redukcjonistyczna. Ale około szesnastego czy siedemnastego wieku tradycja mechanistyczna zwyciężyła. Przeczytałem, że stało się tak częściowo z uwagi na alians z teologią. Teologowie tego czasu pragnęli podkreślić transcendencję Boga, ponieważ chcieli się pozbyć różokrzyża, czarów i alchemii, które implikowały, że jest coś immanentnego w materii. Dlatego stwierdzili, że świat jest po prostu mechanizmem stworzonym przez Boga. Naukowcy byli z tego zadowoleni ponieważ uwalniało ich to od teologicznych restrykcji. I tak z tego powodu jak i innych, trend mechanistyczny i redukcjonistyczny zaczął wygrywać. Teraz oczywiście, naukowcy wchłaniają to automatycznie jako część ich treningu.
Satish Kumar: Ale pewni naukowcy zaczęli kwestionować ten pogląd.
David Bohm: Tak, większość fizyków, którzy rozwinęli teorię kwantową było o dużych skłonnościach filozoficznych, żadnego z nich nie można było uważać za mechanistę. Na początku lat dwudziestych, Sir James Jeans powiedział: „Bóg musi być matematykiem”. Same pojęcie matematyki jest niewyrażalne w terminach mechanistycznych. Nie zrozumiesz matematyki przez patrzenie na materię. To ekstremalnie abstrakcyjna teoria, prawie że duchowa.
Były też inne niemechanistyczne nurty w fizyce, takie jak reprezentowany przez Heisenberga, który przyjął pitagorejsko/platoński pogląd i Pauli, który obrał nieco mistyczny pogląd, blisko stowarzyszony z Jungiem. Jest również wiele we współczesnej fizyce co nie sugeruje ważności mechanizmu i redukcjonizmu. Ale niestety, dominujący trend jest ku mechanizmowi i redukcjonizmowi. Myślę, że najoryginalniejsi i najbardziej kreatywni naukowcy i wiodący fizycy, którzy dokonali innowacji nie byli mechanistami podczas gdy ci mniej oryginalni i kreatywni skłaniali się ku mechanizmowi.
Satish Kumar: Z jakiego powodu mechanizm stał się tak dominującym?
David Bohm: Mechanizm był sprzyjający dla rozwoju technologi w jej obecnej formie. Sprzyjał idei, że człowiek powinien dominować naturę. W dziewiętnastym wieku było to pojęcie progresu. Ludzie myśleli, że przez technologię będą w stanie zbudować idealne społeczeństwo i wszystko się dobrze ułoży. Teraz, mimo że ta nadzieja się nie urzeczywistniła, mechanistyczne myślenie się kontynuuje. Ludzie stali się tak przyzwyczajeni do swojego wąskiego poglądu, że nie widzą innej możliwości.
Satish Kumar: Czy to fenomen Zachodniej cywilizacji bazującej na pragnieniu pożądania coraz więcej i więcej materialnych rzeczy
David Bohm: Wschód podąża za przykładem Zachodu. Chcą tego samego. Rozmawiałem z kimś kto odwiedził pewne bardziej prymitywne plemiona w Afryce i Ameryce Południowej. Ludzie tam wydają się być szczęśliwsi niż my. Wiele się śmieją i uśmiechają, podczas gdy na Zachodzie rzadko widzimy uśmiechniętych ludzi. Ale życie w Afryce jest bardzo trudne i ludzie nie chcą żyć w ten sposób, są zafascynowani technologią. Wydają sobie nie zdawać sprawy w jaką pułapkę się pakują. Gdy widzisz owoce technologi, wygląda to strasznie atrakcyjnie, ludzie nie mogą się oprzeć. To budzi pragnienie. Technologia daje nadzieję bogactwa i również te wszystkie błyskotki, tak ładnie wyglądające gadżety. Tak uwodzące i zwodzące, że ludzie zaczynają ich pragną
Wcześniej także zwykłam dzielić tę nadzieję, że technologia przyniesie postęp i uczyni rzeczy lepszymi. Ta nadzieja rzeczywiście była u mnie aż do czasu Drugiej Wojny Światowej. Po wojnie zaczęła ona stopniowo zanikać. W latach sześćdziesiątych mieliśmy okres dobrobytu, ale ludzie znaleźli to bardzo pustym. Przez wyścig zbrojeń kontynuowaliśmy dryfowanie ku wojnie. Zdałem sobie sprawę, że im większą moc posiadają ludzie, tym bardziej to niebezpieczne. I stało się jasne, że technologia niszczy ekologiczną równowagę planety i że nie może rozwiązać problemów ekonomicznych i nie może pomóc nam sprawić by warto było żyć. Było w tym rosnące niezadowolenie. Ludzie brali narkotyki i stawali się sfrustrowani. Pojawiło się poczucie skazania i lęk, że nasza cywilizacja może nie przetrwać.
I tak zacząłem się zastanawiać czy to rzeczywiście właściwa droga? Wydawało mi się, że mechanistyczna filozofia jest bardzo destrukcyjna. Gdyby podążyć za jej logiczną konkluzją spowodowałoby to podważenie sensu życia i uczyniłoby naszą ludzką egzystencję całkowicie bezcelową. Mechanistyczna filozofia oznacza, że świat jest tylko mnóstwem rzeczy przemieszczających się wokół zadowalających równań.
Satish Kumar: Czy był jakiś szczególny punkt zwrotny w twoim wypadku
David Bohm: To było raczej stopniowe. Mogłem zobaczyć, że mapa polityczna była całkiem beznadziejna i mogłem również zobaczyć, że naukowcy byli dokładnie tacy sami, jak inni ludzie, pochwyceni przez zazdrość i uprzedzeni na korzyść swych idei. Chcieli zysku ze swych pozycji, zdobycia dobrej pracy czy stania się sławnymi i wpływowymi. Chcieli zaspokojenia ego. Naukowcy byli jak biznesmeni traktujący naukę za swój interes. W tym punkcie spotkałem Krishnamurtiego i rozmawiając z nim zdałem sobie jasno sprawę, że było coś ponad nauką co trzeba wziąć pod uwagę.
Satish Kumar: Co w twoim spotkaniu z Krishnamurtim było głównym ważnym dla ciebie tematem?
David Bohm: Cóż, były to dwie rzeczy. Pierwsza, pokazał mi, że coś poszło źle z ludzką myślą jako całością i że pomieszanie myśli stoi za całym tym problemem. Myśl którą uważaliśmy za najwyższe osiągnięcie, w rzeczywistości nas niszczyła. To nie tak, że myśl sama w sobie jest zła, ale, że coś poszło z nią źle. Drugim punktem było, czy jest jakaś rzeczywistość ponad myślą od strony której musimy ruszyć – nawet nasze myśli muszą ruszyć stamtąd.
Satish Kumar: Jak doszło do tego, że napisałeś książkę „Ukryty Porządek”? Co sprawiło, że zobaczyłeś cały system wszechświata jako ukryty porządek?
David Bohm: Moja książka była próbą zrozumienia teorii kwantowej. By ją zrozumieć nie można pozostać w obrębie starego kartezjańskiego mechanicznego poglądu, że rzeczy są odseparowane od siebie i bez wzajemnej relacji. W fizyce kwantowej jest tam proces rozwijania. Ten proces występuje nie tylko w fizyce ale również w życiu, w umyśle i w świadomości. W tym porządku wszystko jest w wewnętrznej relacji. Separacja jest relatywna i nie absolutna.
Sathish Kumar: Jako naukowiec czy zobaczyłeś to matematycznie?
David Bohm: Wpierw zobaczyłem to intuicyjnie, ale była w tym również matematyka. Matematyka ma rodzaj intuicyjnego znaczenia jak rozwinięcie. Ukryty porządek sugeruje że umysł obejmuje cały wszechświat i wszechświat obejmuje umysł. Zgodnie z tym co znaczą dla ciebie rzeczy tak to oddziałuje na całe ciało. Jeżeli zobaczysz cień ciemną nocą, jeżeli to oznacza napad, całe ciało się aktywizuje, chemia, adrenalina, mięśnie, serce. Jeżeli to tylko cień, jest inaczej. Zgodnie z tym co rzeczy dla nas znaczą, tworzymy budynki i fabryki i drogi i związki z ludźmi. Wszystko co widzimy to rezultat myśli. Zatem widzę myśl rozwijającą się w fizyczny świat i vice versa. Nie ma różnicy pomiędzy umysłem i materią. Jedno przechodzi w drugie. Nie ma ruchu myśli bez czegoś co wydarzyło się w materii mózgu i vice versa. Ale materialista mówi, że umysł jest tylko formą materii i ruch molekuł jest rzeczywistością. Cóż, nie uważam, że to rzeczywiście oddaje sprawiedliwość temu co się wydarza. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, że to co robi nie ma znaczenia i jest przypadkowym ruchem molekuł. Na przykład nawet materialista lubi powiedzieć, że to co widzi to prawda. Czy powiedziałby: „moje molekuły spowodowały, że faworyzuję pogląd materialistyczny i poza tym nie ma to znaczenia?” Nie, powie on: „To ma znaczenie. Mój punkt widzenia jest słuszny i inni się mylą”. Nikt nie wydaje się żyć zgodnie z mechanistycznym punktem widzenia. Opozycyjny pogląd jest idealistyczny mówiący, że materia jest formą umysłu. To jest to co proponował Hegel. Materia jest myślą uniwersalnego umysłu. Nie można powiedzieć, że to po prostu ludzki umysł. Na pewnym etapie dokonujesz skoku ku uniwersalnemu umysłowi. Ale ja proponuję punkt widzenia, że umysł i materia są dwoma aspektami jednego procesu. W każdym punkcie jest kierunek północny i południowy. Ale nie są one nigdy odseparowane. Nigdy nie możesz powiedzieć, że północ istnieje w jednym miejscu a południe w innym. Dlatego materia i znaczenie są dwoma aspektami, czy dwoma sposobami jednego ruchu. Pogląd który sugeruję nie jest redukcjonistyczny i nie jest mechanistyczny, ponieważ materia jest zdolna do nieograniczonej subtelności i umysł zawsze ma jakiś materialistyczny aspekt. To jak forma i zawartość. Każda forma jest zawartością i każda zawartość jest formą.
Sathish Kumar: Czy widzisz jakąś nadzieję dla zachodniego mechanistycznego społeczeństwa?
David Bohm: Po drugiej wojnie światowej była spora nadzieja, że Zachód może rozwiązać swe podstawowe problemy i stworzyć rozumne społeczeństwo. Większość ludzi powiedziała: mieliśmy trudny czas w naszym życiu ale jesteśmy przekonani, że nasze dzieci będą się miały lepsze życie. Kiedy dorastałem, wszyscy tak mówili. Teraz prawie wszyscy mówią, że nasze dzieci będą się miały gorzej. To znak, że Zachodnie społeczeństwo upada, nie tylko duchowo ale również materialnie. Podwyższenie standardu technologicznego nie jest połączone z równą dystrybucją materialnego dobrobytu. Faktycznie materialny dobrobyt nie jest taki jaki był dwadzieścia lat temu. Większość miast się dezintegruje. Są brzydkie i się rozpadają. Na przykład transport publiczny pomału zanika. Zamiast tego masz te wielkie masy samochodów tkwiących na drogach i ludzi spędzających godziny by dotrzeć i wrócić z pracy. Myślę, że mamy trudniejszy czas niż przedtem.
Gdy byłem dzieckiem, mogłeś zostawić swoje drzwi otwarte w nocy i czułeś się wolny by iść dokądkolwiek. Nikt nie atakował dzieci. Teraz ludzie boją się chodzić ulicami. Miejskie gangi biją starszych ludzi. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie słyszało się by kryminaliści bili starszych ludzi tylko dla samej zabawy. Widzę oznaki demoralizacji. Duchowe cechy społeczeństwa pomału słabną. Ludzie coraz bardziej są skoncentrowani na materialnych korzyściach i presja utrzymania pracy jest coraz większa. Ludzie już dłużej nie czują się bezpieczni lecąc samolotem z uwagi na terroryzm. Ci szaleni ludzie przyjdą i zabiją 10, 20, 50 wybranych na chybił trafił osób. To szaleńcy, czyż nie? Coś musiało spowodować ich szaleństwo. To musi być nasze społeczeństwo.
Satish Kumar: Zatem, tak jak to opisujesz, do czego to prowadzi?
David Bohm: Cóż, widzę że prowadzi to do upadku naszej cywilizacji, ale to niebezpieczeństwo nie musi być powolnym upadkiem. Jest zagrożenie nuklearne. Jeżeli pomyślisz o następnych 50, 100, 200 latach trudno zobaczyć dobrą przyszłość. Politycy są przeciętni i nie wiedzą co robią. Trudno sobie wyobrazić żeby to się kontynuowało przez 200 lat bez jakiejś wielkiej eksplozji. Jest też upadek ekologiczny, jak i ekonomiczny. Trzeci świat nie jest w stanie spłacać swoich długów i jest w znacznie gorszej sytuacji niż dwadzieścia lat temu. Także widzę kryzys jeden za drugim. W tej sytuacji jest pocieszające, że ludzie zaczynają rozumieć iż kłopot jest znacznie głębszy niż po prostu standard życia. Ludzkie istoty nie rozumieją co się dzieje gdy myślą. Ludziom wydaje się, że myśl jest neutralna i po prostu się kontynuuje, bez dalszych konsekwencji; gdy skończona, jest skończona. Ale nie. Pozostawia ona ślad w ludziach. Myślenie może stworzyć olbrzymie zakłócenia w ciele. Myśl przechodzi pomiędzy ludźmi. Na przykład, jeżeli jesteś zagniewany, mówisz: „on mnie źle potraktował, potrącił mnie, to co mi zrobił jest zniewagą”. Wszystko to, cała ta zachodząca nienawiść i gniew będzie się powiększać. Powiększać między jednostkami czy grupami czy pomiędzy narodami. Ale co jest za tym to założenie, że ego lub to z czym się ego identyfikuje, jak kraj czy religia jest najlepszą rzeczą. Niemcy zwykli śpiewać „Deutschland, Deutschland Uber alles” (Niemcy ponad wszystko). To bardzo prosty koncept, ale oznacza on, że możesz zniszczyć wszystko gdy Niemcy czy Francja czy Ameryka mają pierwszeństwo. Kraj jest konceptem ego. Gdyby nie koncept „Niemcy” nie było by Niemiec ponieważ to on utrzymuje całą rzecz razem. Byłby tylko ląd i skały i drzewa i budynki. To jak General Motors. Bez konceptu „General Motors” nie ma General Motors.
Kiedy jesteśmy niewolnikami konceptu wtedy ten koncept ma na nas olbrzymi wpływ. Coś w nas pobudza. Ale założenie jest, że ta rzecz nie ma nic wspólnego z konceptem, to „ja” jest zaangażowane nie koncept. Dalej staje się konieczne stworzenie iluzji, że koncept to ja a zatem nadanie mu olbrzymiego znaczenia. Wszystko to tworzy myśli. Osoba myśli coś, dalej skłania się do działania bez myślenia. Jeżeli myślisz, że piętro jest parterem, twoje ciało skłania się by w to wierzyć, aż znajdziesz przeciwko temu dowód. Jeżeli myślisz „on jest moim wrogiem” jesteś skłonny spotkać go jako wroga. Ta myślowa konfuzja czyni problemy nierozwiązywalnymi, ponieważ powstaje proces bronienia iluzji, czy to będziesz ty sam, czy twój kraj, czy twoja religia, czy cokolwiek. By bronić iluzji musisz niszczyć rzeczywistość. Broniąc iluzji ludzie niszczą rzeczywisty świat z nami samymi. Czym więcej proponują rozwiązań tym gorsza staje się choroba – ponieważ większość z tego to ten sam proces. Ludzie jakby rozwinęli zdolność myślenia bez wiedzy co te myślenie jest w stanie sprawić. Pomału wpadają w tą pułapkę. Teraz stało się to bardzo niebezpieczne. W Erze Kamiennej nie było to tak niebezpieczne ponieważ broń nie była bardzo niebezpieczna. Ale pytanie jest czy możemy zrealizować nasz potencjał do wzniesienia się na wyższy poziom. Czy możemy zrealizować ten potencjał zanim ten proces nas zniszczy
Sathish Kumar: Zatem musimy się nauczyć bycia wolnymi od konceptu?
David Bohm: Ale to nie takie łatwe, ponieważ koncepcje jawią się być nie-koncepcjami. Dziecko które podlegało konceptowi narodowości czy religii, nie doświadcza tego jako koncept ale jako przemożną rzeczywistość. Nie możemy pozbyć się konceptów ale musimy uwolnić się od iluzji, że „koncepty są rzeczywistymi rzeczami”. Musimy być wolni od błędnego myślenia przez które przypisujemy konceptowi znaczenie rzeczywistości. Na przykład weźmy pieniądze. Ludzie doświadczają pieniędzy jako czegoś rzeczywistego. Ale czym są pieniądze? To koncept; ma on pewne znaczenie. Przede wszystkim pieniądze to było złoto. Dalej papier. Teraz to nawet nie papier a komputerowa wirtualność. I tak coś niesubstancjalnego ma znaczenie przypisywane pieniądzu. Ale ludzie traktują pieniądze jak obiektywną rzeczywistość, mówiąc o wartości pieniądza, koszcie efektywności etc. Pieniądze stały się dominantem, idą pierwsze; ludzie mówią że pieniądze są esencjonalną wartością. Wszystko jest oceniane w pieniądzach. Ale pieniądze są niczym. To tylko koncept. Może gdy ludzie się zatrzymają i pomyślą, wtedy będą mogli poznać, że pieniądze to tylko sprawa konwenansu. Lecz gdy przychodzi czas lokowania pieniędzy nie myślą oni o nich jako o konwenansie. Myślą o nich jako o bogactwie, rzeczywistości. Jeżeli potrafilibyśmy pieniądze traktować jako konwenans, wiele kłopotów na świecie byłoby łatwiejszych
Sathish Kumar: Podobnie powinniśmy używać koncept kraju czy religii czy rodziny jako wygodne koncepcje. Musimy tworzyć pewne wygodne ustalenia. Ale jeżeli powiesz „to jest ponad wszystko” wtedy żyjemy w iluzji. urodziłem się z mojej matki, bardzo kocham moją matkę. Ale to nie znaczy, że moja matka jest w jakiś sposób lepsza od twojej.
David Bohm: Słusznie. Jesteśmy wzajemnie powiązani i jeżeli twój kraj pójdzie na dno, mój ostatecznie skończy tak samo. Gdyby nie to pomieszanie u ludzkich istot nie byłoby problemu. To jak choroba. Ja nazywam to chorobą świadomości. Mógłbym porównać to do zaraźliwego raka. Każdy może rozwinąć tą chorobę i roznosi się ona bardzo szybko. Jeżeli złapałeś to od kogoś, przejąłeś parę cząstek ale ty sam już je rozmnażasz. Także nie ma sensu mówienie „złapałem to od ciebie” jak mówią o azjatyckiej grypie. Rozwiązanie jest bardzo proste, kiedy widzimy, że ta idea jest fałszywa to ona odchodzi, kiedy widzimy, że coś jest niekorzystne, nie robimy tego. Mówimy: „Nie muszę tego robić”. Ale kłopot z ego jest taki, że obejmuje ono defensywną reakcję przeciwko zobaczeniu tego. Umysł ochrania sam siebie. Ego zakłada, że to jest fundamentalnie ważne a zatem automatycznie broni się przed wszystkim co mogłoby zakwestionować ego. To jak wirus AIDS gdy atakuje system obronny. Ego jest wirusem, który zaatakował naturalny system obronny. Od razu gdy koncept jest zakładany jako mający absolutną konieczność, cały system, ciało, umysł przyjmuje postawę nieustępliwości. Jest solidny i sztywny. Jest podwójnie nieustępliwy. Po pierwsze mamy koncept i po drugie jest tu założenie, „nie mogę zmienić konceptu”. Jest w tym nie tylko konieczność ale też konieczność konieczności. Ale jest coś głębszego w ludzkiej istocie, ponad zwykłym świadomym umysłem, co może się przebudzić i zobaczyć fałsz ego – a zatem jest to tym co musi się przebudzić.
Sathish Kumar: Mówisz o wizji ego które jest ograniczone do funkcjonowania. Jak to zainicjować?
David Bohm: Nie możesz sobie nic narzucić ponieważ to tylko stworzy konflikt – ponieważ to nieświadome roszczenie ego by operować. Jeżeli postawisz u góry tego żądanie, że nie powinno operować skutkiem będzie konflikt i pomieszanie. Nie ma celu próbować się kontrolować ponieważ impuls kontrolowania pochodzi od samej myśli, jako rzecz która musi być kontrolowana.
To co potrzebne to percepcja przebudzenia głębszych poziomów w umyśle, które mogą postrzec jak operuje umysł. Potrzebujemy rodzaju samo-percepcji, przez którą koncept czy myśl byłaby świadoma swej własnej aktywności. Głębszy umysł po zobaczeniu, że to tylko myśl, mógłby wtedy rozpoznać ją jako będącą bez znaczenia i to miało by efekt.
Teraz pytanie jak to jest możliwe? Myślę, że jedynym sposobem jest obserwowane tego co się w tobie dzieje. To oznacza nie represjonowanie i nie uleganie. Jeżeli podążasz za impulsem, możesz zaakceptować założenia za nim się kryjące. Jeżeli go represjonujesz, nic nie zobaczysz. Jest stan pomiędzy, gdzie jest to zawieszone. Przypuśćmy, że jesteś zagniewany. Nikogo nie uderzyłeś, werbalnie czy fizycznie ale widzisz co gniew ci robi. Jeżeli zostaniesz z gniewem, obserwując go, wtedy zaczniesz uzyskiwać wgląd w to jak on pracuje. To początek tego jak można zainicjować zmianę.
Sathish Kumar: Mówimy o samej filozofii. Czy widzisz naukę i filozofię jako wzajemnie splecione?
David Bohm: W Anglii i Szkocji Nauka zwykła być nazywaną Filozofią Naturalną. Ale to się stopniowo zmieniło. Teraz mamy twardogłowych naukowców, którzy mogą myśleć tylko o faktach i logice. Naukowe ego ma wizerunek siebie samego jako bardzo twardego, trzymającego się faktów i niesentymentalnych działań, ono się samoidealizacje. Formułuje ono również wizerunek przeciwnej strony, „miękkiej” części ludzi, którzy są filozoficzni i o pomieszanych umysłach. Ludzie lubią tworzyć własne wizerunki (jak grupy popowe czy inne) i czerpią z tych wizerunków przyjemność.
Nie ma naturalnego podziału pomiędzy Nauką a Filozofią. To wszystko jest częścią jednej ludzkiej aktywności. Ta specjalizacja jest po prostu wynikiem zestawu założeń, które stworzyły nasze upadające społeczeństwo. Ogólny obłęd społeczności pomógł doprowadzić do tego podziału, tej fragmentaryzacji: Wszystko musi być odseparowane od wszystkiego i wszystko musi być twarde i ostre i dawać wrażenie siły. To się zmieni gdy zmienią się ludzie. Ludzie muszą się zmienić. Czy może to pójdzie razem, ale nie możesz zmienić Nauki bez zmieniania ludzi.
Artykuł z Magazynu Resurgence ¾ 1987
Czas jako nieciągły szereg wieczności, ginących w sukcesywnych katastrofach
Wyższą klasą społeczną jest ta, dla której działalność ekonomiczna jest środkiem, a średnią klasą jest ta, dla której jest celem.
Mieszczanin nie chce być bogaty - on chce być bogatszy.
Zwyciężony zawsze wzbudza sympatię, gdyż w normalnych warunkach koniec końców przegrywa wyłącznie ten, kto odmawia popełnienia takiego czy innego łajdactwa.
Pisarz obojętny na popularność stara się być współczesny nie pisarzom swoich czasów, lecz pisarzom, których podziwia.
Nic bardziej głupiego niż pogardzanie głupotą, kiedy zabiegamy o jej poklask.
Szlachetna trwoga jest odpowiedzią świadomości na krzyk naszej wspólnej nędzy.
Kiedy niepokoi nas śmierć narodu albo przyszłość kultury, paktujemy z podrzędnymi trwogami.
Nasze dusze przeżywają ciągłość czasu jako nieciągły szereg wieczności, które giną w sukcesywnych katastrofach.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Mieszczanin nie chce być bogaty - on chce być bogatszy.
Zwyciężony zawsze wzbudza sympatię, gdyż w normalnych warunkach koniec końców przegrywa wyłącznie ten, kto odmawia popełnienia takiego czy innego łajdactwa.
Pisarz obojętny na popularność stara się być współczesny nie pisarzom swoich czasów, lecz pisarzom, których podziwia.
Nic bardziej głupiego niż pogardzanie głupotą, kiedy zabiegamy o jej poklask.
Szlachetna trwoga jest odpowiedzią świadomości na krzyk naszej wspólnej nędzy.
Kiedy niepokoi nas śmierć narodu albo przyszłość kultury, paktujemy z podrzędnymi trwogami.
Nasze dusze przeżywają ciągłość czasu jako nieciągły szereg wieczności, które giną w sukcesywnych katastrofach.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
wtorek, 21 lutego 2017
De Biran: studiowanie siebie samego
[Cytaty podaję za wydaniem Tirarea/ intime de Maine de Biran, publié avec un
Avant-propos, une Introduction et des Notes par A. de Lavalette Monbun, Paris 1927
(dalej w tekście jako JI). ]
Problematyka podmiotowości zajmuje istotne miejsce w twórczości filozoficznej Maine de Birana. Biranowska koncepcja podmiotu wyrasta z krytyki dwóch istotnych tradycji: racjonalizmu Descartes'a oraz sensualizmu Hume'a i Condillaca.
Dedukcja bytu, substancji, z aktu myślenia, wyrażona w Kartezjańskiej formule „myślę, więc jestem", jest, wedlug de Birana, nieuprawniona: po pierwsze, formuła ta nie stanowi wnioskowania, logicznego sądu, lecz momentalny akt introspekcji, w którym wyrażone zostaje egzystencjalne poczucie tożsamości podmiotu z sobą samym; zdanie: „myślę" oraz zdanie „jestem" to dwie formuły identyczne, nie może więc istnieć między nimi relacja wynikania ani relacja następstwa; po drugie, formuła ta kryje w sobie paralogizm: z aktu myślenia nie wynika istnienie myślącej substancji, co więcej, Descartes musi założyć istnienie tej ostatniej, aby wyjaśnić fakt myślenia. „Ja" substancjalne jest więc, według de Birana, niemożliwe do utrzymania.
Także w stanowisku sensualistów można jednak odnaleźć poważne słabości: po pierwsze, traktowanie podmiotu jedynie jako ciągu fenomenów prowadzi, w konsekwencji, do anihilacji „ja"; po drugie, de Biran uznaje konieczność przyjęcia apercepcji, jedności podmiotu, jako warunku koniecznego oraz poprzedzającego doświadczenie zmysłowe. Ta jedność podmiotu oraz poczucie jego tożsamości w czasie, trwałości, stabilności, jest rozumiana w sposób dynamiczny: jest wynikiem oporu, jaki „ja" (podmiot) napotyka ze strony „nie-ja" (świat), i na który odpowiada wysiłkiem zrodzonym z wolnej woli, którą, w rezultacie, de Biran uważa za czynnik konstytutywny podmiotowości.
Akt woli oraz poznanie są jednoczesne i warunkują się wzajemnie: „W jedności «ja» czas jest niepojęty, nie istnieje". W dzienniku Maine de Birana wymiar temporalny ma znaczenie istotne, podważa bowiem do pewnego stopnia stabilność podmiotu oraz zakłóca proces samopoznania.
Dążenie do uczynienia swego „ja" w pełni poznawalnym i przejrzystym stanowi, jak się wydaje, podstawową cechę autoprezentacji podmiotu w dzienniku Maine de Birana. To samopoznanie, autorefleksja, koncentracja na sobie, charakteryzowane jest w tekście najczęściej za pomocą metaforyki przestrzennej: zstąpienie w siebie, powrót do siebie (JI, s. 35), niewychodzenie z siebie (JI, s. 37) oraz za pomocą opozycji wnętrza i zewnętrza (JI, s. 48). Istotna jest tu także topika locus amoenus, przestrzeni odosobnionej, prywatnej, zapewniającej warunki niezbędne dla prowadzenia vita contemplativa, dla autorefleksji i badania siebie (JI, s. 46, 48). Zdolność do penetracji własnego wnętrza, do poznania siebie, decyduje o autentyczności egzystencji oraz o jej wymiarze etycznym, umożliwia także twórczy rozwój jednostki (JI, s. 15).
Samopoznanie napotyka jednak istotne trudności: zarówno rzeczywistość zewnętrzna (JI, s. 42), jak i podmiot podlegają nieustannej przemianie, stawaniu, uniemożliwiającemu ujęcie ich w jakiejkolwiek formie trwałej, stabilnej, niezmiennej (JI, s. 42): „przechodzę przez tysiąc różnych stanów dziennie" (JI, s. 41); egzystencja jest, ze swej natury, procesem, następowaniem po sobie poszczególnych momentów (JI, s. 19, 27), ciągiem różnorodnych modyfikacji (JI, s. 28). Powoduje to zachwianie tożsamości jednostki w czasie (JI, s. 35), niemożliwość nadania egzystencji trwalej struktury (JI, s. 23,36) oraz, co tu szczególnie istotne, niemożliwość pełnego samopoznania: „To następstwo w mniej czy bardziej zmiennych formach naszej egzystencji, przeciwstawiając się jedności, pozbawia nas korzyści poznania siebie, korzyści nieocenionej, którą starożytni mędrcy przekładali nad wszystko inne" (JI, s. 23).
Andrzej Zawadzki
fragment artykułu:
Filozoficzny dziennik intymny; de Biran, Amiel, Elzenberg
Avant-propos, une Introduction et des Notes par A. de Lavalette Monbun, Paris 1927
(dalej w tekście jako JI). ]
Problematyka podmiotowości zajmuje istotne miejsce w twórczości filozoficznej Maine de Birana. Biranowska koncepcja podmiotu wyrasta z krytyki dwóch istotnych tradycji: racjonalizmu Descartes'a oraz sensualizmu Hume'a i Condillaca.
Dedukcja bytu, substancji, z aktu myślenia, wyrażona w Kartezjańskiej formule „myślę, więc jestem", jest, wedlug de Birana, nieuprawniona: po pierwsze, formuła ta nie stanowi wnioskowania, logicznego sądu, lecz momentalny akt introspekcji, w którym wyrażone zostaje egzystencjalne poczucie tożsamości podmiotu z sobą samym; zdanie: „myślę" oraz zdanie „jestem" to dwie formuły identyczne, nie może więc istnieć między nimi relacja wynikania ani relacja następstwa; po drugie, formuła ta kryje w sobie paralogizm: z aktu myślenia nie wynika istnienie myślącej substancji, co więcej, Descartes musi założyć istnienie tej ostatniej, aby wyjaśnić fakt myślenia. „Ja" substancjalne jest więc, według de Birana, niemożliwe do utrzymania.
Także w stanowisku sensualistów można jednak odnaleźć poważne słabości: po pierwsze, traktowanie podmiotu jedynie jako ciągu fenomenów prowadzi, w konsekwencji, do anihilacji „ja"; po drugie, de Biran uznaje konieczność przyjęcia apercepcji, jedności podmiotu, jako warunku koniecznego oraz poprzedzającego doświadczenie zmysłowe. Ta jedność podmiotu oraz poczucie jego tożsamości w czasie, trwałości, stabilności, jest rozumiana w sposób dynamiczny: jest wynikiem oporu, jaki „ja" (podmiot) napotyka ze strony „nie-ja" (świat), i na który odpowiada wysiłkiem zrodzonym z wolnej woli, którą, w rezultacie, de Biran uważa za czynnik konstytutywny podmiotowości.
Akt woli oraz poznanie są jednoczesne i warunkują się wzajemnie: „W jedności «ja» czas jest niepojęty, nie istnieje". W dzienniku Maine de Birana wymiar temporalny ma znaczenie istotne, podważa bowiem do pewnego stopnia stabilność podmiotu oraz zakłóca proces samopoznania.
Dążenie do uczynienia swego „ja" w pełni poznawalnym i przejrzystym stanowi, jak się wydaje, podstawową cechę autoprezentacji podmiotu w dzienniku Maine de Birana. To samopoznanie, autorefleksja, koncentracja na sobie, charakteryzowane jest w tekście najczęściej za pomocą metaforyki przestrzennej: zstąpienie w siebie, powrót do siebie (JI, s. 35), niewychodzenie z siebie (JI, s. 37) oraz za pomocą opozycji wnętrza i zewnętrza (JI, s. 48). Istotna jest tu także topika locus amoenus, przestrzeni odosobnionej, prywatnej, zapewniającej warunki niezbędne dla prowadzenia vita contemplativa, dla autorefleksji i badania siebie (JI, s. 46, 48). Zdolność do penetracji własnego wnętrza, do poznania siebie, decyduje o autentyczności egzystencji oraz o jej wymiarze etycznym, umożliwia także twórczy rozwój jednostki (JI, s. 15).
Samopoznanie napotyka jednak istotne trudności: zarówno rzeczywistość zewnętrzna (JI, s. 42), jak i podmiot podlegają nieustannej przemianie, stawaniu, uniemożliwiającemu ujęcie ich w jakiejkolwiek formie trwałej, stabilnej, niezmiennej (JI, s. 42): „przechodzę przez tysiąc różnych stanów dziennie" (JI, s. 41); egzystencja jest, ze swej natury, procesem, następowaniem po sobie poszczególnych momentów (JI, s. 19, 27), ciągiem różnorodnych modyfikacji (JI, s. 28). Powoduje to zachwianie tożsamości jednostki w czasie (JI, s. 35), niemożliwość nadania egzystencji trwalej struktury (JI, s. 23,36) oraz, co tu szczególnie istotne, niemożliwość pełnego samopoznania: „To następstwo w mniej czy bardziej zmiennych formach naszej egzystencji, przeciwstawiając się jedności, pozbawia nas korzyści poznania siebie, korzyści nieocenionej, którą starożytni mędrcy przekładali nad wszystko inne" (JI, s. 23).
Andrzej Zawadzki
fragment artykułu:
Filozoficzny dziennik intymny; de Biran, Amiel, Elzenberg
piątek, 10 lutego 2017
Największym arystokratą nie jest feudalnych pan w swym zamku: jest nim kontemplatywny mnich w swojej celi
Człowiek, aby uniknąć męskiej konfrontacji z nicością, wznosi ołtarze dla postępu.
To co rytualne, jest wehikułem tego, co święte.
Każda innowacja profanuje.
Człowiek nie czuje się wolny dopóty, dopóki jego namiętności go nie zniewolą.
Lektura wielkich filozofów uczy nie tego, co powinniśmy myśleć, lecz tego, jak powinniśmy to robić.
Być może nie ma głupoty podobnej do tej, jaką jest spędzanie życia na czytaniu miernych pisarzy, tylko dlatego że są naszymi współczesnymi.
Prawdziwym arystokratą jest ten, kto ma życie wewnętrzne.
Jakiekolwiek byłoby jego pochodzenie, ranga, fortuna.
Największym arystokratą nie jest feudalnych pan w swym zamku: jest nim kontemplatywny mnich w swojej celi.
Nikt nie staje się właścicielem idei wyższej niż ta, którą sam może wymyślić.
Kto uważa się za właściciela idei, gdyż przywłaszczył sobie słownictwo, ten podobny jest do tego, kto uważa się za szlachcica, gdyż kupił sobie tytuł.
Dawanie religijnej odpowiedzi na zagadkę świata jest mniej pewną oznaką religijności, niż skonfrontowanie się z ową zagadką za pomocą religijnego pytania.
Wulgarność polega zarówno na nieszanowaniu tego, co zasługuje na szacunek, jak i na szanowaniu tego, co nań nie zasługuje.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
To co rytualne, jest wehikułem tego, co święte.
Każda innowacja profanuje.
Człowiek nie czuje się wolny dopóty, dopóki jego namiętności go nie zniewolą.
Lektura wielkich filozofów uczy nie tego, co powinniśmy myśleć, lecz tego, jak powinniśmy to robić.
Być może nie ma głupoty podobnej do tej, jaką jest spędzanie życia na czytaniu miernych pisarzy, tylko dlatego że są naszymi współczesnymi.
Prawdziwym arystokratą jest ten, kto ma życie wewnętrzne.
Jakiekolwiek byłoby jego pochodzenie, ranga, fortuna.
Największym arystokratą nie jest feudalnych pan w swym zamku: jest nim kontemplatywny mnich w swojej celi.
Nikt nie staje się właścicielem idei wyższej niż ta, którą sam może wymyślić.
Kto uważa się za właściciela idei, gdyż przywłaszczył sobie słownictwo, ten podobny jest do tego, kto uważa się za szlachcica, gdyż kupił sobie tytuł.
Dawanie religijnej odpowiedzi na zagadkę świata jest mniej pewną oznaką religijności, niż skonfrontowanie się z ową zagadką za pomocą religijnego pytania.
Wulgarność polega zarówno na nieszanowaniu tego, co zasługuje na szacunek, jak i na szanowaniu tego, co nań nie zasługuje.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
czwartek, 9 lutego 2017
Miłość jako mglista i zarazliwa obsesja
Za sprawą Diabła nazwaliśmy "miłością" jakąś mglistą, zaraźliwą obsesję, której źródłem była w czasach nowożytnych literatura romantyczna i do której upowszechnienia przyczyniają się powieści i filmy. Ta obsesja stała się dla naszej cywilizacji w czasach pokoju wielką sprawą - religią tych, którzy nie chcieli już religii. Jej panowanie rozciągnęło się na najprzeróżniejsze dziedziny, od literackiego mistycyzmu do reklam w metrze. W mieście nie ujdzie się dwóch kroków, ażeby nie natrafić na jakąś aluzję do niej. Króluje w ogromnym przemyśle filmowym, w wydawnictwach i księgarniach, w handlu perfumami, w praktyce prowadzonej przez miliony adwokatów i lekarzy, w ilustrowanych pismach i we wszystkich dziedzinach biznesu związanego z modą. Mało tego! Przekształciła ona bowiem całą naszą hierarchię wartości. Przesadne wyolbrzymienie roli miłości - mówię tu, oczywiscie, o tej formie opętania, która z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego - osłabiło stopniowo w naszej epoce postawy moralne i szacunek dla nich; poświęcenie na rzecz wspólnego dobra, męskie i nieugięte cnoty. Indywidualne szczęście stało się dla nas nienaruszalnym tabu: jest to oznaka schyłku cywilizacji. August, zmuszony do wyboru pomiędzy tronem a Bereniką, odsyła kobietę. W analogicznej sytuacji książę Windsoru abdykuje, przy aprobacie tłumów.
Denis de Rougemont
Udział Diabła
Tłumaczenie: Andrzej Frybes
W rzeczywistości, gdy rozpoznało się dzięki inteligencji arija, na czym polega osobiste szczęście, nic nie usprawiedliwia rezygnacji z niego, dla "dobra innych". Jednak nie ma w tym żadnej sprzeczności z powyższym tekstem, a wyjaśnienie jest proste, tylko ten kto udanie pomógł sobie, poprzez zrozumienie Dhammy, może pomóc innym w jej zrozumieniu.
Denis de Rougemont
Udział Diabła
Tłumaczenie: Andrzej Frybes
W rzeczywistości, gdy rozpoznało się dzięki inteligencji arija, na czym polega osobiste szczęście, nic nie usprawiedliwia rezygnacji z niego, dla "dobra innych". Jednak nie ma w tym żadnej sprzeczności z powyższym tekstem, a wyjaśnienie jest proste, tylko ten kto udanie pomógł sobie, poprzez zrozumienie Dhammy, może pomóc innym w jej zrozumieniu.
W pospolitych duszach jedynym antidotum na zazdrość jest próżność wiary, że nie mają one nic do zazdroszczenia
Barbarzyńca albo totalnie szydzi, albo totalnie czci.
Cywilizacja jest uśmiechem, w którym dyskretnie mieszają się ironia i szacunek.
[To jest prawdą tylko do pewnego miejsca, nie ma nic w Dhammie co usprawiedliwiałoby mieszanie szacunku z ironią.]
Społeczeństwo - kiedy ginie szacunek dla tradycji - w swym nieustannym wysiłku odnawiania się gwałtownie konsumuje samo siebie.
Amiel - bez dziennika, który go "pożerał" - byłby zwykłym genewskim profesorem. Mallarmé - bez projektu, który go "wyłajawiał" - byłby zwykłym parnasistą.
Jednakże współczesna krytyka wyraża ubolewanie, że uroda Heleny nie pozwoliła jej poświęcić się problemom społecznym Sparty.
Myślenie reakcyjne nie zapewnia swoim adeptom żadnego sukcesu, po prostu gwarantuje im to, że nie będą mówić głupot.
Czczenie ludzkości jest odrażające - jak każdy kult samego siebie.
Od lekarstwa, które leczy, wolimy usmierzacz, który przecież zaostrza chorobę.
W pospolitych duszach jedynym antidotum na zazdrość jest próżność wiary, że nie mają one nic do zazdroszczenia.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Cywilizacja jest uśmiechem, w którym dyskretnie mieszają się ironia i szacunek.
[To jest prawdą tylko do pewnego miejsca, nie ma nic w Dhammie co usprawiedliwiałoby mieszanie szacunku z ironią.]
Społeczeństwo - kiedy ginie szacunek dla tradycji - w swym nieustannym wysiłku odnawiania się gwałtownie konsumuje samo siebie.
Amiel - bez dziennika, który go "pożerał" - byłby zwykłym genewskim profesorem. Mallarmé - bez projektu, który go "wyłajawiał" - byłby zwykłym parnasistą.
Jednakże współczesna krytyka wyraża ubolewanie, że uroda Heleny nie pozwoliła jej poświęcić się problemom społecznym Sparty.
Myślenie reakcyjne nie zapewnia swoim adeptom żadnego sukcesu, po prostu gwarantuje im to, że nie będą mówić głupot.
Czczenie ludzkości jest odrażające - jak każdy kult samego siebie.
Od lekarstwa, które leczy, wolimy usmierzacz, który przecież zaostrza chorobę.
W pospolitych duszach jedynym antidotum na zazdrość jest próżność wiary, że nie mają one nic do zazdroszczenia.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Mistrz Eckhart objaśnia Dhammę
Za pomocą cytatów z Mistrza Eckharta, chcę objaśnić pewne aspekty Dhammy. Przeważnie opieram się na tłumaczeniu Kazań Mistrza Eckharta Jerzego Prokopiuka.
Zmysłowość – koncentracja.
"Przyjacielu, jest pięć organów zmysłowych, każdy z oddzielnym polem, oddzielnym resortem, żaden z nich nie wkraczający w pole i resort drugiego, mianowicie organ oka, organ ucha, organ nosa, organ języka, organ ciała. Teraz, te pięć organów, każdy z oddzielnym polem, oddzielnym resortem, żaden z nich nie wkraczający w pole i resort drugiego: Co jest ich domem, co wykorzystuje dla siebie ich pola i resorty?" "(...) Te pięć organów, każdy z oddzielnym polem, oddzielnym resortem, żaden nie wkraczający w pole i resort drugiego, ma umysł za swój dom, umysł wykorzystuje dla siebie ich pola i resorty". M43
Umysł poznaje przez pięć zmysłów. W Nauce Buddy poznanie świata zewnętrznego specjalnie nas nie interesuje, interesuje nas raczej sam umysł. Żeby go dobrze poznać, konieczne jest wstrzymanie zainteresowania obiektami zmysłów. Do tego celu służy koncentracja. Jak ważna jest koncentracja widzimy z tego, że stanowi ona drugi człon z trzech etapów praktyki, (tj: moralność, koncentracja, zrozumienie); koncentracja jest też ogniwem ośmiorakiej szlachetnej ścieżki. Innymi słowy, koncentracja jest niezbędna i nierozerwalnie związana z praktyką buddyjską.
Co Mistrz Eckhart mówi o koncentracji?
Bóg wtedy zrodzi się w nas, kiedy wszystkie władze naszej duszy, które uprzednio były skrępowane i uwięzione, staną się niezależne i wolne, a w nas zamilkną wszelkie zamiary i sumienie nasze nie będzie nas już karać; wtedy ojciec zrodzi swego Syna w nas.
Widzimy tu zależność koncentracji od moralności. Koncentrację da się budować tylko na solidnym fundamencie moralności. Mistrz Eckhart podkreśla wolność od wyrzutów sumienia. Inną zaletą moralności oprócz tego, że oczyszcza umysł z poważniejszych skalań, jest oczywiście uniknięcie bólu w przyszłości, spowodowanego nieetycznym zachowaniem.
Dlatego dusza w której dokonać się mają te narodziny, musi zachować całkowitą czystość, żyć całkowicie szlachetnie, w skupieniu i wyłącznie życiem wewnętrznym, nie wybiegać poprzez pięć zmysłów ku różnorodności stworzeń, lecz żyć życiem wewnętrznym w skupieniu i czystości.
*
Obrazy bowiem otrzymujemy tylko poprzez zmysły, dlatego dusza nie może mieć swego własnego obrazu. Toteż zna ona wszystkie inne rzeczy, ale nie siebie. O żadnej rzeczy nie wie ona tak mało, co o sobie.
*
Dlatego też: Im bardziej potrafisz wszystkie swe władze skupić dla osiągnięcia jedności, i dla zapomnienia wszystkich rzeczy i ich obrazów, jakie kiedykolwiek sobie przyswoiłeś, i im bardziej oddalisz się od stworzeń i ich obrazów, tym bliższy jesteś temu [zdarzeniu] i tym bardziej na nie otwarty. Gdybyś mógł całkowicie zapomnieć wszelkie rzeczy, to mógłbyś (nawet) utracić wiedzę o swym własnym ciele, tak jak zdarzyło się świętemu Pawłowi, kiedy rzekł: „Czy w ciele – nie wiem, czy poza ciałem – też nie wiem, Bóg to wie” (2 kor 12, 2). Wtedy [jego duch] wszystkie jego władze wchłonął w siebie tak zupełnie, że zapomniał on o [swoim] ciele, wtedy nie działa już ani pomięć, ani ani rozum, ani zmysły, ani władze [duszy], które powinny wywrzeć wpływ na ciało, kierując nim i je zdobiąc; ogień (życia) i żar (ciała) zostały okiełznane; dlatego nic nie stracił na ciele przez te trzy dni, w których ani nie jadł, ani nie pił. Podobnie przytrafiło się Mojżeszowi; kiedy przez czterdzieści dni pościł na Górze i mimo to nie osłabł; a co więcej, ostatniego dnia był tak samo silny, co dnia pierwszego. Tak też człowiek powinien uciec od wszystkich zmysłów i wszystkie władze [duszy] zwrócić ku swemu wnętrzu oraz zapomnieć o wszystkich rzeczach i samym sobie. Dlatego pewien nauczyciel rzekł do swojej duszy: Wyzbądź się zgiełku zewnętrznych uczynków! Uciekaj daleko i skryj się przed burzą własnych myśli, gdyż rodzą one niepokój!
*
Ale oto dusza wraz ze wszystkimi swymi władzami rozprzestrzeniła się na zewnątrz i rozproszyła, a każda z nich w swym działaniu: władza widzenia – w oku, władza słyszenia – w uchu, władza smaku – w języku, toteż jej (duszy) dzieła, których ma dokonać wewnątrz, są o tyle słabsze. Albowiem każda rozdrobniona władza jest niedoskonała. Toteż jeśli chce ona z całą mocą działać we wnętrzu, to musi znowu zebrać wszystkie swe siły i ze wszystkich rozproszonych rzeczy zgromadzić je dla wewnętrznego działania. Powiada święty Augustyn: Dusza jest bardziej tam, gdzie kocha, niż tam, gdzie daje życie ciału. A oto pewna przypowieść. Był pewien pogański nauczyciel oddany pewnej sztuce, a była to arytmetyka. Poświęcił jej wszystkie swe siły i siedząc w popiele, liczył i zgłębiał swą sztukę. I oto nadszedł jakiś człowiek i wyciągnął miecz – a nie wiedział, że ma do czynienia z tym nauczycielem – mówiąc: „Wynoś się stąd szybko, ty, jak się tam zwiesz, albo cię zabiję!” Nauczyciel ów był tak zatopiony w swych myślach, że nie spostrzegł wroga ani go nie słyszał, ani nie był w stanie zwrócić uwagi na to, czego ten chciał od niego, ani też (nawet) nie mógł mu odpowiedzieć: „Nazywam się tak a tak”. I kiedy wróg mimo długich krzyków nie usłyszał żadnej odpowiedzi, odcął mu głowę. Nauczyciel ów oddał życie, bo chciał posiąść naturalną umiejętność. Jak nierównie bardziej powinniśmy uwolnić się od wszystkich rzeczy i zebrać wszystkie nasze siły, aby ujrzeć i poznać jedyną, niezmierzoną, niestworzoną, wieczną prawdę.
Co należy podkreślić, zmysłowość zgodnie z Nauką Buddy jest olbrzymią przeszkodą w zobaczeniu rzeczy takimi jakimi są. Pewien książę, gdy mówiono mu o koncentracji, nie chciał wierzyć, że jest możliwe osiągnięcie zjednoczenia umysłu. Budda wyjaśnia:
Załóżmy Aggivessana, że jest góra niedaleko wioski, czy miasta i dwóch przyjaciół opuściłoby wioskę czy miasto i zbliżyłoby się do góry, ręka w rękę. Po jej osiągnięciu, jeden przyjaciel pozostałby poniżej u podnurza góry, podczas gdy drugi wspiąłby się na szczyt. Wtedy przyjaciel który pozostał poniżej u podnurza góry, powiedziałby do przyjaciela stojącego na szycie: 'Przyjacielu, co widzisz stojąc na szczycie góry?' I drugi odpowiedziałby mu: 'Stojąc na szczycie góry, przyjacielu, widzę śliczne parki, śliczne gaje, śliczne łąki, śliczne stawy'. Wtedy ten pierwszy przyjaciel powiedziałby: 'Jest niemożliwe, przyjacielu, nie może się zdarzyć, że podczas gdy stoisz na szczycie góry, widzisz śliczne parki, śliczne gaje, śliczne łąki, śliczne stawy'. Wtedy ten drugi przyjaciel, zszedłby na dół do podnurza góry, wziąłby swego przyjaciela za ramię i zachęcił do wspięcia się na szczyt góry. Po daniu mu paru chwil na zaczerpnięcie oddechu, spytałby go: 'Przyjacielu, stojąc na szczycie góry, co widzisz?' I jego przyjaciel odpowiedziałby mu: 'Stojąc na szczycie góry, przyjacielu, widzę śliczne parki, śliczne gaje, śliczne łąki, śliczne stawy'. Wtedy ten drugi powiedziałby: 'Przyjacielu, właśnie chwilę wcześniej słyszeliśmy jak mówisz: 'Jest niemożliwe, przyjacielu, nie może się zdarzyć, że podczas gdy stoisz na szczycie góry, widzisz śliczne parki, śliczne gaje, śliczne łąki, śliczne stawy'. Ale teraz słyszymy jak mówisz: 'Stojąc na szczycie góry, przyjacielu, widzę śliczne parki, śliczne gaje, śliczne łąki, śliczne stawy'. Wtedy ten pierwszy przyjaciel odpowiedziałby mu: 'Ponieważ byłem blokowany przez tą wysoką górę, przyjacielu, nie widziałem tego co było do zobaczenia'.
Tak też Aggivessana, książę Jayasena jest blokowany, powstrzymywany, zatrzymywany, otoczony przez jeszcze większą masę niż to – masę ignorancji. Dlatego nie jest możliwe by Książę Jayasena żyjący pośród zmysłowych przyjemności, cieszący się zmysłowymi przyjemnościami, będący trawionym przez myśli o zmysłowych przyjemnościach, będący konsumowany przez gorączkę zmysłowych przyjemności, ukierunkowany na poszukiwanie zmysłowych przyjemności, mógł poznać, czy zobaczyć czy zrealizować to co może być osiągnięte przez wyrzeczenie, zobaczone przez wyrzeczenie, zrealizowane przez wyrzeczenie. M 125
Co do powiedzenia na temat zmysłowości ma Mistrz Eckhart?
Natomiast wtedy, gdy człowiek coś kocha i znajduje w tym przyjemność, i przyjemności tej chce ustępować czy jest to jedzenie czy picie, czy cokolwiek innego, nie może mu to – jeśli jest niewyćwiczony – nie zaszkodzić.
*
Po trzecie, czystość duszy polega na tym, że nie skłania się ku niczemu. To co skłania się ku czemukolwiek innemu, umiera i nie może istnieć trwale.
*
Pożądliwość duszy jest przyczyną, dla której chce ona wiele pochwycić i posiąść, i tak chwyta czas, cielesność i wielość, tracąc przy tym właśnie to, co posiada.
Dlatego mówi On: „Najpiękniejsza – w jej naturalnym świetle (rozumu) – wynijdź i idź; wynijdź z tego świata i odejdź od tego wszystkiego, do czego dusza twoja przejawia jeszcze skłonność. A gdziekolwiek poruszy ją (duszę) jeszcze coś, to ma znienawidzić.
*
Tak, powiadam prawdziwie: wszystko to, ku czemu zwracam swe pragnienie, a co nie jest Bogiem samym w sobie, nigdy nie jest tak dobre, żeby nie stało się przeszkodą [na drodze] do najwyższej prawdy.
*
Święty Augustyn powiada: Jest wielu takich, którzy szukali światła i prawdy, ale zawsze tylko na zewnątrz, gdzie ich nie było. W poszukiwaniach tych w końcu zapędzili się tak daleko w świecie zewnętrznym, że już nie byli w stanie powrócić do siebie i do swego wnętrza. I dlatego nie znaleźli prawdy; albowiem prawda jest wewnątrz nas, w podstawie [duszy], a nie na zewnątrz.
upekkha – równowaga
Jest to jedna z fundamentalnych praktyk, jest wymieniana między innymi jako jedno z czterech boskich przebywań jak też jako jeden z czynników oświecenia. Zwróćmy się do Mistrza Eckharta po bardziej szczegółowe objaśnienia:
Kiedy mówimy o „równowadze”, to nie mamy na myśli tego, że wszystkie dzieła, miejsca czy ludzi należy uważać za tak samo ważne. Byłoby to niesłuszne, albowiem modlitwa jest lepszym dziełem niż przędzenie, a kościół miejscem godniejszym niż ulica. Wszędzie we wszystkich dziełach powinieneś zachować taki sam umysł, taką samą ufność i taką samą miłość do twego Boga, i taką sama powagę. Zaiste, gdybyś zachował taką równowagę umysłu, to nikt by ci nie mógł przeszkodzić w uprzytomnieniu sobie twego Boga.
*
Dlatego nie użalaj się, użalaj się raczej tylko nad tym, że jeszcze się użalasz i nie znajdujesz siebie zadowolonym; tylko nad tym możesz się użalać, że masz (jeszcze) za wiele. Albowiem kto miałby właściwe usposobienie, ten przyjmowałby tak samo biedę, jak i dostatek.
*
... ale w innym znaczeniu sprawiedliwi są ci, którzy w taki sam sposób przyjmują od Boga wszystkie rzeczy, jakie by one były, małe czy wielkie, miłe czy przykre, i to całkiem w taki sam sposób [nie żądając] ani mniej ani więcej, jedną tak jak drugą. Jeśli w jakikolwiek sposób wynosisz jedną z nich ponad inną, to postępujesz opacznie.
*
Dla człowieka sprawiedliwego nie ma nic boleśniejszego i cięższego niż to, co sprzeciwia się sprawiedliwości; to, że we wszystkich rzeczach nie jest tak samo (obojętny). Jakże to? Jeśli jakaś rzecz potrafi ucieszyć ludzi, a inna ich zasmucić, to nie są oni ludźmi sprawiedliwymi.
*
Po trzecie, znaczy to, że powinniśmy się zachowywać tak, jak byśmy byli martwi, tak, iżby nie dotknęła nas ani przyjemność, ani przykrość. Pewien nauczyciel mówi: Nieba nic nie może dotknąć, a to znaczy, że ten człowiek jest człowiekiem niebiańskim, dla którego wszystkie rzeczy nie mają tyle znaczenia, żeby mogły go dotknąć.
*
Trzeba ubolewać nad pewnymi ludźmi, którzy mają o sobie wielkie wyobrażenie i sądzą, że są zjednoczeni z Bogiem, a przy tym nie są jeszcze całkowicie obojętni i jeszcze są przywiązani do nędznych rzeczy w przyjemnościach i przykrościach. Ludzie ci są jeszcze dalecy od tego, co o sobie mniemają.
*
Otóż nasi prostoduszni ludzie sądzą, że potrafią doprowadzić do tego, iż obecność rzeczy zmysłowych nic nie będzie znaczyć dla nich zmysłów. Ale im się to nie udaje. Nigdy nie osiągnę tego, żeby przykry dźwięk brzmiał w moich uszach tak mile, jak słodka gra na wioli. Jednakże kiedy rozum odbiera (przykry dźwięk), trzeba żeby wola ukształtowana przez poznanie, była do dyspozycji rozumu i nakazała (zmysłowej) woli o to się nie troszczyć: a wola ta [powinna] wtedy powiedzieć: Zrobię to chętnie!
*
Tak też dusza, która ma poznać Boga, musi być tak umocniona i utrwalona w Bogu, żeby nic nie mogło na nią wywierać swego wpływu, ani nadzieja, ani strach, ani radość, ani żal, ani miłość, ani ból, ani cokolwiek innego, co mogłoby sprowadzić ją z tego toru. Niebo jest wszędzie równie daleko od ziemi. Tak też dusza powinna być równie daleko od wszystkich rzeczy ziemskich, tak by nie była bliżej jednym niż innym; powinna trzymać się równie daleko od nich w radości, jak w cierpieniu, w posiadaniu i wyrzeczeniu się, czymkolwiek by to było – wobec wszystkiego powinna pozostawać całkowicie obumarła, obojętna i wyniosła.
Mano-sancethanika-ahara - pokarm wola
Ignorancja obejmuje zakładanie odseparowanego "ja". O ile powinno się rozpoznawać i usuwać wszelkie negatywne stany emocjonalne, nie tolerować ich, co jest destrukcyjne dla ignorancji, o tyle wszelkie inne działania, kierowanie się ideami: „ja chcę to” czy „ja nie chcę tego”, czyli lgnięcie czy stawianie oporu doświadczeniu, wzmacnia iluzję odseparowanej jaźni.
A jak pokarm wola powinien być widziany? Załóżmy, mnisi, jest dół głębszy niż wzrost człowieka, pełen gorącego żaru i przychodzi tam człowiek który lubi życie i nie lubi śmierci, który lubi przyjemność i nie lubi bólu. I dwóch silnych mężczyzn uchwyci go za ramiona i zaciągnie go nad ten dół. Wtedy mnisi, intencja tego mężczyzny będzie skierowana gdzie indziej, jego pragnienie będzie skierowane gdzie indziej, jego aspiracje będą skierowane gdzie indziej. Dlaczego tak jest? Ten człowiek, mnisi, myśli: 'Jeżeli wpadnę do tego dołu, spotka mnie przez to śmierć, lub śmiertelne cierpienie'. To właśnie w taki sposób, mnisi, powiadam, że pokarm wola powinien być widziany. Kiedy pokarm wola jest rozumiany, trzy pragnienia* są rozumiane, kiedy trzy pragnienia są rozumiane, nie ma nic więcej, powiadam, dla szlachetnego ucznia do zrobienia. SN12: 63
*Pragnienie by być, pragnienie by nie być, pragnienie zmysłowości.
Zgodnie z Nauką Buddy „Być albo nie być” jest fałszywą dialektyką. Istnienie podmiotu jest zależne od ignorancji i wraz ze wstrzymaniem ignorancji następuje wstrzymanie wyżej wspomnianej dialektyki. Praktykowanie pokarmu wola, dobrze opisuje mistrz Eckhart, przy omawianiu „Woli Bożej”:
Napisano – a mówi to nasz Pan – że błogosławieni są ci którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości (Mt 5, 10). Zaprawdę, gdyby złodziej, którego zamierzano by powiesić i który przez swe złodziejstwa dobrze by na to zasłużył, lub też ktoś kto mordował i kogo słusznie miano by łamać kołem, mogliby dojść do takiego przekonania: oto będziesz teraz cierpiał dla sprawiedliwości, albowiem wymierzają ci tylko sprawiedliwość, to byliby od razu błogosławieni. Zaprawdę, jakkolwiek niesprawiedliwi byśmy byli, jeśli bierzemy od Boga to, co nam czyni lub czego nie czyni, jako rzecz sprawiedliwą, bo pochodzi od Niego, i cierpimy dla sprawiedliwości, to jesteśmy błogosławieni.
*
Pogański nauczyciel Seneka pyta: Jaka jest najlepsza pociecha w cierpieniu i niedoli? I odpowiada: Rzeczą najważniejszą jest to żeby człowiek wszystko to co go spotyka przyjmował tak, jakby chciał, by go to spotkało.
*
Powiesz może: skąd mam wiedzieć, czy jest to wolą Bożą? Otóż wiedz: Gdyby nie było to wolą Boga, to by do tego nie doszło (...). Często mawiam [co następuje] a jest to prawda: Wołamy codziennie i krzyczymy w Ojcze nasz: „Panie, niech Twoja wola spełnia się!" (Mt 6, 10). A kiedy dzieje się jego wola, wtedy wpadamy w gniew a Jego wola nas nie zadowala.
*
Inni są nieco lepsi: wprawdzie chcą tego czego chce Bóg i nie chcą niczego wbrew Jego woli, gdyby jednak byli chorzy, to zapewne chcieliby by wolą Boga było, iżby wyzdrowieli. Tak więc raczej woleliby oni, żeby Bóg chciał zgodnie z ich wolą, niżby oni mieli chcieć zgodnie z Jego wolą. Trzeba się z tym pogodzić, ale nie jest to postępowanie słuszne. Sprawiedliwi w ogóle nie mają woli. Chcą w tym samym stopniu tego czego chce Bóg, bez względu na to jak bardzo byłoby to przykre.
Na koniec trochę o przywiązaniu do nietrwałych rzeczy, "stworzenia" - w terminologi mistrza Eckharta:
Czegokolwiek byś szukał przy pomocy Boga, jest niczym, cokolwiek by to było: korzyść, nagroda, serdeczne uczucie czy coś innego; szukasz nicości, dlatego też znajdujesz nicość. To że znajdujesz nicość ma swą przyczynę tylko w tym, że nicości szukasz. Wszystkie stworzenia są czystą nicością. Nie mówię, że mają małą wartość, czy też że w ogóle są czymś: są czystą nicością.
*
Gdzie kończą się stworzenie, tam zaczyna się Bóg. Otóż Bóg nie pragnie od ciebie niczego ponad to żebyś opuścił siebie w tym sposobie bycia właściwym stworzeniu i pozwolił Bogu być w tobie Bogiem. Najmniejszy obraz czegoś stworzonego, który kiedykolwiek ukształtował się w tobie, jest tak wielki, jak wielki jest Bóg. Dlaczego? Dlatego, że przeszkadza ci w [osiągnięciu] całego Boga. Właśnie tam gdzie obraz ten pojawia się (w tobie), Bóg i całe jego Bóstwo musi ustąpić. Jednakże gdzie obraz ten cię opuszcza, tam pojawia się Bóg. Bóg tak bardzo pragnie tego, żebyś opuścił siebie w tym sposobie bycia właściwym stworzeniu, jak gdyby zależała od tego cała jego szczęśliwość. (...) Ludzie często mówią do mnie: „Proś za mną!” Wtedy myślę sobie: „Dlaczego zwracacie się z tym do kogoś innego? Dlaczego nie pozostaniecie w sobie i nie sięgniecie po właściwe dobro? Przecież w swej istocie nosicie całą prawdę”.
*
Powiadam dalej: Jeśli dusza ma poznać Boga, to musi także zapomnieć o samej sobie i musi utracić samą siebie; dopóki bowiem widzi ona i poznaje siebie, dopóty nie widzi i nie poznaje Boga. Jeśli (jednak) zatraca siebie dla Boga i wyrzeka się wszystkich rzeczy, to odnajdując siebie w Bogu, poznając Boga poznaje ona w Bogu, w doskonały sposób samą siebie i wszystkie rzeczy, od których się oddaliła.
*
Otóż powiadam dalej, że wszelkie cierpienie bierze się z miłości do tego, co zabrała mi szkoda. Jeśli więc sprawia mi cierpienie szkoda jaką poniosłem w jakiejś rzeczy zewnętrznej, to jest to naprawdę oznaką tego, że kocham rzeczy zewnętrzne, a więc w istocie kocham cierpienie i rozpacz. Cóż więc dziwnego, jeśli doznaję cierpienia, kiedy kocham i szukam cierpienia i rozpaczy? ( ...) Zaprawdę, dla Boga i tego całego świata jest niemożliwe, by prawdziwą pociechę znalazł człowiek, który pociechy szuka w stworzeniach.
*
Wszelkie cierpienie pochodzi z miłości i przywiązania. Dlatego jeśli cierpię z powodu przemijających rzeczy, to [znaczy że] czuję, ja i moje serce, jeszcze miłość i skłonność do przemijających rzeczy i nie kocham Boga z całego mego serca, i nie kocham jeszcze tego, co Bóg chce, by było kochane przeze mnie w wespół z nim.
*
Dlatego wyłącznie ten jest człowiekiem sprawiedliwym, kto unicestwił [w sobie] wszystkie rzeczy stworzone i bez wypatrywania czegokolwiek innego zmierza prosto do odwiecznego Słowa i jest ukształtowany w sprawiedliwości i ją odzwierciedla.
*
Kiedy modlisz się do Boga ze względu na stworzenia, wtedy dopraszasz się własnej szkody; albowiem skoro stworzenie jest tylko stworzeniem, nosi w sobie gorycz i szkodę, zło i niedole. I dlatego jeśli ludzie doświadczają niedoli i goryczy, to otrzymują to co się im należy. Dlaczego? Bo o nie prosili.
Tu władco bogów, mnich usłyszał, że nie ma nic wartego przywiązania. Kiedy mnich usłyszał, że nie ma nic wartego przywiązania, bezpośrednio wie wszystko, bezpośrednio wiedząc wszystko, całkowicie rozumie wszystko, całkowicie zrozumiawszy wszystko, jakiekolwiek uczucie czuje, czy to przyjemne czy bolesne czy ani-przyjemne-ani-bolesne, trwa kontemplując nietrwałość w tym uczuciu, kontemplując zanik, wstrzymanie, uwalnianie. Kontemplując tak nie trzyma się on niczego w świecie. Kiedy się nie trzyma, jest niezaniepokojony. Gdy niezaniepokojony, osobiście osiąga wygaszenie. Rozumie on: 'Narodziny wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było wykonać zostało wykonane, nigdy więcej już tego stanu istnienia. M 37
Subskrybuj:
Posty (Atom)