Widzę, tak jak Lovercraft, przewalanie się ogromnych gnijących mas, które poruszają się falami bez końca, zatapiając ostatnie pozostałe krystaliczne struktury oporu duchowych elit; w ekstatycznej bezsilności mojego halucynacyjnego przebudzenia wlepiam wzrok w połyskującą czarną pianę, pianę czarnej dezintegracji, obrzydlistwo demokratycznego fetoru, i w przerażające organy tych skręcających się w konwulsjach ciał, które – z fałszywym uśmiechem wyszminkowanych brudnych kurew, z plażowo-kalifornijskim uśmiechem europejskich antyfaszystów, z uśmiechem manekinowatych dziwek w migoczących wystawowych oknach – przygotowują naszą ostatnią klęskę prowadzącą nas ku celowi, którego one same nie znają, albo, dokładniej mówiąc, znają go aż nazbyt dobrze, i na drodze ku niemu z lubością wysysają nam szpik z kości; to jest ten deliryczny ołowiany płaszcz praw człowieka, ten ekskrementalno-rzygowinowy pomiot piekielny, choć piekło mogłoby poczuć się tym porównaniem urażone. (z Jeana Parvulesco)
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
czwartek, 29 grudnia 2016
wtorek, 27 grudnia 2016
W niewzruszonej pasywności ...
W klasztorach, czarni mnisi, niewielu, w nigdy nie wygasającym milczeniu, w niewzruszonej pasywności, przy nich trapiści byliby jak derwisze. Tam przeżywają oni koniec, północ. Tam sprawują urząd więzi i przekazywania z cyklu na cykl zarzewi, które noszą w sobie żywi. Dzięki nim tradycja mimo wszystko trwa, płomień płonie. Oni są tymi, którzy czuwają, i gdy przyjdzie czas, pokierują siłami odrodzenia.
Gottfried Benn
Gottfried Benn
Obojętny wobec zabobonu i "wyprzedaży samego siebie"
Dzisiaj liczy się wyłącznie i jedynie dzieło tego, kto potrafi utrzymać się na linii szczytów grani: niezłomny w zasadach, niedostępny dla jakichkolwiek ustępstw, obojętny wobec gorączki i konwulsji, obojętny wobec zabobonu i wobec „wyprzedaży samego siebie”, w rytm których tańczyły ostatnie generacje. Liczy się tylko milczące wytrwanie niewielu, których nieporuszona obecność (…) służy temu, aby tworzyć nowe miary, nowe więzi i nowe wartości, nowy biegun, który nawet jeśli na pewno nie przeszkodzi temu światu zbłąkanych i niespokojnych być tym, czym jest, to jednak da temu lub owemu przeżycie prawdy, przeżycie, które być może będzie początkiem wyzwalającego kryzysu.
Julius Evola
Julius Evola
Vilfredo Pareto - kilka myśli
Niezliczone są przykłady na to, kiedy klasa rządząca, działając wyłącznie dla swojej korzyści ,sprzyjała dobrobytowi klasy rządzonej.
Partia opozycyjna nie robi czegoś złego nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że nie może.
Higieniści to współcześni święci broniący śmiertelnych nieszczęśników przed podstępnymi knowaniami demonów, które dziś zamieniły się w mikroby.
Przez cały czas afery Dreyfussa we Francji francuscy spekulanci byli dreyfussardami i nie kierowali się miłością do Żydów, ale instynktem, który mówił im o korzyści, jaką odniosą walcząc po stronie Dreyfussa.
Kłótnie, które szalały we Francji na tle afery Drefussa były maskami i pretekstami skrywającymi namiętności i interesy. Mogły one być skuteczne jako maski i preteksty, ponieważ nie zostały jako takie rozpoznane przez wielu ludzi, którzy sądzili, że są wyrazem autentycznych zapatrywań.
We wszystkich epokach historii ludzkości było mnóstwo lisów wyzyskujących ufność innych ludzi.
W polityce wszystkie klasy rządzące zawsze utożsamiają swój interes z „interesem kraju”.
W wielu przypadkach korupcja funkcjonariuszy publicznych służy jako skuteczne remedium przeciw opresywnemu ustawodawstwu, które w innym przypadku byłoby nie do zniesienia.
Higieniści to współcześni święci broniący śmiertelnych nieszczęśników przed podstępnymi knowaniami demonów, które dziś zamieniły się w mikroby.
Przez cały czas afery Dreyfussa we Francji francuscy spekulanci byli dreyfussardami i nie kierowali się miłością do Żydów, ale instynktem, który mówił im o korzyści, jaką odniosą walcząc po stronie Dreyfussa.
Kłótnie, które szalały we Francji na tle afery Drefussa były maskami i pretekstami skrywającymi namiętności i interesy. Mogły one być skuteczne jako maski i preteksty, ponieważ nie zostały jako takie rozpoznane przez wielu ludzi, którzy sądzili, że są wyrazem autentycznych zapatrywań.
We wszystkich epokach historii ludzkości było mnóstwo lisów wyzyskujących ufność innych ludzi.
W polityce wszystkie klasy rządzące zawsze utożsamiają swój interes z „interesem kraju”.
W wielu przypadkach korupcja funkcjonariuszy publicznych służy jako skuteczne remedium przeciw opresywnemu ustawodawstwu, które w innym przypadku byłoby nie do zniesienia.
Są ludzie, którzy nie wstydzą się, że przyznano im Nagrodę Nobla
Kto dziś czyni nieprawość, może być pewny, że przyszła nieprawość go usprawiedliwi.
"Potępienie" wojny zastępuje atawizm wojny atawizmem "potępienia".
Uciekajcie zawczasu na bezpieczną pozycję oskarżyciela.
Dzisiejszy humanizm: nie padać na kolana przed tym bezlitosnym Bogiem globalnej blagi.
Definicja elity: elitę stanowią ci, których socjologii nikt nie odważy się napisać.
Tak więc dla Barbey'a d'Aurevvilly wielkiego nauczyciela Leona Bloy Kościół Katolicki był (nie tylko, ale również) wysokim balkonem, z którego mógł pluć na głowy współczesnego mu motłochu.
Strzeż się głośników; strzeż się mikrofonów niosących twój głos ku fałszywej publiczności. Każdy wzmacniacz głosu jest narzędziem fałszowania sensu. Światowa opinia publiczna jest oszustwem świata.
Homo homini homo - no, dziękuję; lepiej już mieć do czynienia z prawdziwymi wilkami, niż z tymi bękartami lisa i kuny.
Są ludzie, którzy nie wstydzą się, że przyznano im Nagrodę Nobla.
Brzydzi mnie świat stworzony dla człowieka przez człowieka.
Jeśli władca uderzy cię w lewy policzek, to nadstaw mu także prawy; ale butów nie musisz mu z tego powodu lizać; mimo wszystko.
A więc co pozostanie? Pozostaną wróg i przyjaciel. Pozostanie możliwość ich rozróżniania. Distinguo ergo sum.
Carl Schmitt z Glossarium
tłumaczenie: Wojciech Kunicki
materiał ze strony Pana Tomasza Gabisia
"Potępienie" wojny zastępuje atawizm wojny atawizmem "potępienia".
Uciekajcie zawczasu na bezpieczną pozycję oskarżyciela.
Dzisiejszy humanizm: nie padać na kolana przed tym bezlitosnym Bogiem globalnej blagi.
Definicja elity: elitę stanowią ci, których socjologii nikt nie odważy się napisać.
Tak więc dla Barbey'a d'Aurevvilly wielkiego nauczyciela Leona Bloy Kościół Katolicki był (nie tylko, ale również) wysokim balkonem, z którego mógł pluć na głowy współczesnego mu motłochu.
Strzeż się głośników; strzeż się mikrofonów niosących twój głos ku fałszywej publiczności. Każdy wzmacniacz głosu jest narzędziem fałszowania sensu. Światowa opinia publiczna jest oszustwem świata.
Homo homini homo - no, dziękuję; lepiej już mieć do czynienia z prawdziwymi wilkami, niż z tymi bękartami lisa i kuny.
Są ludzie, którzy nie wstydzą się, że przyznano im Nagrodę Nobla.
Brzydzi mnie świat stworzony dla człowieka przez człowieka.
Jeśli władca uderzy cię w lewy policzek, to nadstaw mu także prawy; ale butów nie musisz mu z tego powodu lizać; mimo wszystko.
A więc co pozostanie? Pozostaną wróg i przyjaciel. Pozostanie możliwość ich rozróżniania. Distinguo ergo sum.
Carl Schmitt z Glossarium
tłumaczenie: Wojciech Kunicki
materiał ze strony Pana Tomasza Gabisia
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Zbyt mroczne
... ludzie nie chcą wiedzieć, kim naprawdę są i jak działają. Odsłonięcie prawdy o nas samych jest zbyt mrocznym lekarstwem abyśmy chcieli je przyjąć.
J. Burnham
J. Burnham
By odczuwać pogardę wobec życia...
By odczuwać pogardę wobec życia i przeciwności losu, nie wystarczy być nieszczęśliwym, do tego potrzeba jeszcze wielkości ducha, głębi uczuć i siły charakteru (cech nieznanych zwykłym ludziom), inaczej zwycięży naturalna, ślepa potrzeba instynktu samozachowawczego.
Leopardi
Zibaldone
Leopardi
Zibaldone
Na czym polega ignorancja
Jezeli ktoś nie wie, to bardzo popularny pogląd Mahajany jest taki, że arahat co prawda jest porządnym gościem, zachowuje się moralnie i ma nawet wgląd w naturę anatta wszystkich rzeczy, ale jest u niego obecna subtelna ignorancja, wierzy on w istnienie rzeczy, co jest błędem i blokuje mu drogę do pełnej doskonałości.
Początkującego ucznia Buddy to może martwić, w końcu każdy by jednak chciał osiągnąć pełną doskonałość, a tu się okazuje, że arahat, zostanie którym jest celem Nauki Buddy, taką jaką jest zawarta w Kanonie Pali jeszcze czegoś istotnego nie rozumie.
Zaznajomiony z Suttami jednak, choć może nie rozumieć Dhammy, całkiem dobrze powinien sobie zdawać sprawę, że Budda zupełnie jednoznacznie określił tą prostą prawdę, z którą zgadza się większość ludzi, mianowicie, rzeczy są i istnieją i nie skrywają w sobie żadnej większej tajemnicy. No dobrze, może i skrywają w sobie nie jedną tajemnicę, ale nie taką od której zależałoby rozwiązanie egzystencjalnego problemu i uwolnienie się od cierpienia.
I teraz możemy sprawdzić na ile jesteśmy już obeznani z dialektyką puggala jednostka, a sakkaya osoba. Puthujjana - pewna jednostka puggala- jest ofiarą sakkayaditthi, wierzy w to, że jest osobą, czy też, oprócz ignorancji na poziomie pre-refleksyjnym manifestującej się jako koncept "jestem", ucieleśnia to jestem w jakimś konkretnym agregacie, bądź w ich całokształcie. Na przykład pewna jednostka - puggala- ariya w treningu, gdy pojawia się u niej smutek, stara się wziąć go jako obiekt obserwacji, widząc jasno: "jest smutek". Puthujjana jednak, będąc ofiarą sakkayaditthi interpretuje to doświadczenie jako: "jestem smutny".
Puthujjana bierze swe istnienie, istnienie swego ja za pewnik. Każdy puthujjana jest attavadinem, wierzącym w istnienie ja. I to ja jest zawsze wynikiem samo-identyfikacji z jakimś z agregatów albo z ich całością, pewną jednostką, puggala.
I teraz zaczynają się ciekawe rzeczy. Puthujana buddysta dowiaduje się od Buddy, że "ani ja ani nic co należałoby do ja jest nie do odnalezienia". To absolutne zaprzeczenie bezpośredniego doświadczenia puthujjany, który może mieć problemy z wieloma rzeczami, ale nie ze znalezieniem siebie samego! Jestem! Kim jestem? No, buddystą, oczywiście! Oczywiście wizerunek samego siebie składa się ze znacznie większej ilości samo-identyfikacji, co do paradoksu samo-identyfikacji jako buddysta, nie jest to takie trudne, to jasne że jednostka powinna być uczniem Buddy, tyle, że fundamentalną postawą ucznia Buddy w treningu jest postawa: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Uczeń Buddy robi to co mu Budda zalecił, i raczej nie myśli o sobie "jstem buddystą". Oczywiście jak zostaniemy zaczepieni wieczorem na opuszczonym cmentarzu w Colombo przez paru bardzo podejrzanych typów, i jeden z nich odezwie się do nas mniej więcej tak: "Ja jestem buddystą, on jest buddystą i on też jest buddystą (wskazując na swoich kolegów), po czym padnie kluczowe pytanie: ""czy ty też jesteś buddystą?" - myślę że nie należy się specjalnie przywiązywać do dezidentyfikowania się ze swym statusem społecznym jako buddysty, i rozsądniej jest potwierdzić, ostatecznie w świecie jednostka która wierzy Buddzie, czyta Sutty i medytuje, jest uważana za "buddystę". Ale wróćmy do naszej jednostki puggala, u której obecna jest ignorancja. Doktryna nie-ja, stoi w całkowitej sprzeczności, z jej doświadczeniem. Ale jednak to słowa Buddy, nie można ich od tak sobie ignorować. To sprzeczność i musi być rozwiązana. A co jeżeli udowodnimy, że taka rzecz jak jednostka - puggala nie istnieje? I tu już łatwo możemy zrozumieć skąd w Mahajanie ta nauka o tym, że w Absolutnym sensie, tak naprawdę puggala - jednostka nie istnieje. Nie rozumiejąc że podstawową pracą do wykonania by porzucić attavadę jest dezidentyfikacja z jednostką - puggala- attavadin buddysta, będący ofiarą tej identyfikacji, stwarza ideę Prawdy Absolutnej i skoro tak naprawdę puggala nie istnieje, musi też być nie-ja. Proszę sobie poszukać gdzie w Mahajanie omawa się postawę: " to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Prawdopodobnie będzie to dość trudne do znalezienia, i nic dziwnego, skoro za pomocą wynalazku prawdy absolutnej już wszystko rozumiem, nie ma potrzeby kłopotać się ze żmudnym procesem dezidentyfikacji.
Warto zauważyć, że Budda potwierdzając istnienie rzeczy podkreśla jednak, że są one nietrwałe. Atta to poczucie trwałości, czy nawet wieczności, coś co jest jasno widziane jako nietrwałe, nie może być brane za "ja". Tyle, że puthujjany percepcja jest zniekształcona, nie widzi on nietrwałości*, co pozwala mu się identyfikować z agregatami. Podkreślając nietrwałość rzeczy, Budda wyraźnie sugeruje attavadinowi, że jest ofiarą błędnej identyfikacji.
Na zakończenie dwa fragmenty z listów czcigodnego Nanaviry, jeden omawia problem wiecznego ja, drugi idee Prawdy absolutnej.
* Gdyby zwykli ludzie posiadali percepcję nietrwałości, nie cieszyli by się tak przy narodzinach, jasno widząc czym one się kończą.
Początkującego ucznia Buddy to może martwić, w końcu każdy by jednak chciał osiągnąć pełną doskonałość, a tu się okazuje, że arahat, zostanie którym jest celem Nauki Buddy, taką jaką jest zawarta w Kanonie Pali jeszcze czegoś istotnego nie rozumie.
Zaznajomiony z Suttami jednak, choć może nie rozumieć Dhammy, całkiem dobrze powinien sobie zdawać sprawę, że Budda zupełnie jednoznacznie określił tą prostą prawdę, z którą zgadza się większość ludzi, mianowicie, rzeczy są i istnieją i nie skrywają w sobie żadnej większej tajemnicy. No dobrze, może i skrywają w sobie nie jedną tajemnicę, ale nie taką od której zależałoby rozwiązanie egzystencjalnego problemu i uwolnienie się od cierpienia.
A co to jest, mnisi, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, i ja również mówię, że jest istniejące? Materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość co nietrwałe, cierpieniem i podmiotem zmiany; na to mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, ja również mówię, że jest istniejące. SN 22: 94Pamiętajmy o jednym, to nie chodzi o spory religijne o naturę Świętej Trójcy, ale o jedyną naprawdę ważną i istotną sprawę w naszym życiu, zrozumienie Dhammy. I tak jak w szachach, po prostu uczymy się na błędach innych, co obejmuje wiedzę nie tylko o tym dlaczego dany pogląd jest błędny, ale nawet dlaczego on powstał.
I teraz możemy sprawdzić na ile jesteśmy już obeznani z dialektyką puggala jednostka, a sakkaya osoba. Puthujjana - pewna jednostka puggala- jest ofiarą sakkayaditthi, wierzy w to, że jest osobą, czy też, oprócz ignorancji na poziomie pre-refleksyjnym manifestującej się jako koncept "jestem", ucieleśnia to jestem w jakimś konkretnym agregacie, bądź w ich całokształcie. Na przykład pewna jednostka - puggala- ariya w treningu, gdy pojawia się u niej smutek, stara się wziąć go jako obiekt obserwacji, widząc jasno: "jest smutek". Puthujjana jednak, będąc ofiarą sakkayaditthi interpretuje to doświadczenie jako: "jestem smutny".
Puthujjana bierze swe istnienie, istnienie swego ja za pewnik. Każdy puthujjana jest attavadinem, wierzącym w istnienie ja. I to ja jest zawsze wynikiem samo-identyfikacji z jakimś z agregatów albo z ich całością, pewną jednostką, puggala.
I teraz zaczynają się ciekawe rzeczy. Puthujana buddysta dowiaduje się od Buddy, że "ani ja ani nic co należałoby do ja jest nie do odnalezienia". To absolutne zaprzeczenie bezpośredniego doświadczenia puthujjany, który może mieć problemy z wieloma rzeczami, ale nie ze znalezieniem siebie samego! Jestem! Kim jestem? No, buddystą, oczywiście! Oczywiście wizerunek samego siebie składa się ze znacznie większej ilości samo-identyfikacji, co do paradoksu samo-identyfikacji jako buddysta, nie jest to takie trudne, to jasne że jednostka powinna być uczniem Buddy, tyle, że fundamentalną postawą ucznia Buddy w treningu jest postawa: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Uczeń Buddy robi to co mu Budda zalecił, i raczej nie myśli o sobie "jstem buddystą". Oczywiście jak zostaniemy zaczepieni wieczorem na opuszczonym cmentarzu w Colombo przez paru bardzo podejrzanych typów, i jeden z nich odezwie się do nas mniej więcej tak: "Ja jestem buddystą, on jest buddystą i on też jest buddystą (wskazując na swoich kolegów), po czym padnie kluczowe pytanie: ""czy ty też jesteś buddystą?" - myślę że nie należy się specjalnie przywiązywać do dezidentyfikowania się ze swym statusem społecznym jako buddysty, i rozsądniej jest potwierdzić, ostatecznie w świecie jednostka która wierzy Buddzie, czyta Sutty i medytuje, jest uważana za "buddystę". Ale wróćmy do naszej jednostki puggala, u której obecna jest ignorancja. Doktryna nie-ja, stoi w całkowitej sprzeczności, z jej doświadczeniem. Ale jednak to słowa Buddy, nie można ich od tak sobie ignorować. To sprzeczność i musi być rozwiązana. A co jeżeli udowodnimy, że taka rzecz jak jednostka - puggala nie istnieje? I tu już łatwo możemy zrozumieć skąd w Mahajanie ta nauka o tym, że w Absolutnym sensie, tak naprawdę puggala - jednostka nie istnieje. Nie rozumiejąc że podstawową pracą do wykonania by porzucić attavadę jest dezidentyfikacja z jednostką - puggala- attavadin buddysta, będący ofiarą tej identyfikacji, stwarza ideę Prawdy Absolutnej i skoro tak naprawdę puggala nie istnieje, musi też być nie-ja. Proszę sobie poszukać gdzie w Mahajanie omawa się postawę: " to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Prawdopodobnie będzie to dość trudne do znalezienia, i nic dziwnego, skoro za pomocą wynalazku prawdy absolutnej już wszystko rozumiem, nie ma potrzeby kłopotać się ze żmudnym procesem dezidentyfikacji.
Warto zauważyć, że Budda potwierdzając istnienie rzeczy podkreśla jednak, że są one nietrwałe. Atta to poczucie trwałości, czy nawet wieczności, coś co jest jasno widziane jako nietrwałe, nie może być brane za "ja". Tyle, że puthujjany percepcja jest zniekształcona, nie widzi on nietrwałości*, co pozwala mu się identyfikować z agregatami. Podkreślając nietrwałość rzeczy, Budda wyraźnie sugeruje attavadinowi, że jest ofiarą błędnej identyfikacji.
Na zakończenie dwa fragmenty z listów czcigodnego Nanaviry, jeden omawia problem wiecznego ja, drugi idee Prawdy absolutnej.
'To co nazywamy „ja” jest pewną charakterystyką wszelkiego doświadczenia, które wydaje się być wiecznym. Jest całkiem oczywiste, że dla wszystkich ludzi rzeczywistość i trwałość ich 'ja' jest brana za absolutnie pewną i rozbieżność o której mówi K jest prosto tą pomiędzy moim 'ja' (które automatycznie biorę za trwałe) i aż nadto jawnie nietrwałymi 'rzeczami' w świecie, które 'ja' usiłuje posiąść. Wieczny 'podmiot' dąży do posiadania temporalnego 'obiektu' i sytuacja jest od razu zarówno komiczna jak i tragiczna – komiczna, ponieważ coś temporalnego nie może być posiadane na wieczność, i tragiczna, ponieważ wieczne nie może się powstrzymać od czynienia daremnych prób by posiąść temporalne na wieczność. Ta tragi-komedia jest cierpieniem (dukkha) w jego najgłębszym sensie. I to uwolnienie się od tego jest tym co naucza Budda. Jak? Przez wskazanie, że odwrotnie do naszych naturalnych założeń (które przyjmują, że podmiot 'ja', dalej by kontynuował istnienie nawet gdyby w ogóle nie było obiektów) egzystencja podmiotu zależy od egzystencji obiektu; a skoro obiekt jest jawnie nietrwały, podmiot musi być takiż sam. I od razu gdy domniemany podmiot jest widziany jako będący nie mniej temporalnym niż obiekt, rozbieżność pomiędzy wiecznym i temporalnym zanika (na czterech etapach – sotapatti, sakadagamita, anagamita i arahatta); i z zanikiem rozbieżności dwie kategorie 'tragiczna' i 'komiczna' również zanikają. Arahat ani się nie śmieje ani nie płacze, i to jest koniec cierpienia (z wyjątkiem oczywiście fizycznego bólu, który znika wraz z rozpadem ciała)".
*
Jest całkiem możliwe, że pojęcie paramattha sacca, „prawda w najwyższym sensie”, czy „absolutna prawda”, było w użyciu przed Milindapanha; ale jego użycie tam jest tak jasne i niedwuznaczne, że ta książka jest punktem odniesienia do wszelkich dyskusji o tym pojęciu. Fragment cytuje dwie linie (5i6) zawierające przykład z wozem. Są użyte do usprawiedliwienia następującego argumentu. Wyraz „wóz” jest konwencjonalną nazwą daną zbiorowisku części; ale jeżeli każdą część przeegzaminujemy indywidualnie, nie będzie można powiedzieć o żadnej z nich, że jest wozem, ani też nie znajdziemy żadnego wozu w częściach kolektywnie zebranych. Zatem, „w najwyższym sensie” wóz nie istnieje. Podobnie „jednostka” (słowo puggala jest użyte) jest zaledwie konwencjonalną nazwą daną zbiorowisku części (części ciała jak również części agregatów), i w „najwyższym sensie” jednostka nie istnieje. To wszystko.
Rozważmy wpierw wagę argumentu. Jeżeli wóz jest rozebrany na części, i pokaże się te części człowiekowi, jedna za drugą, z pytaniem „czy to wóz?” jest oczywiste, że zawsze powie nie. A jeżeli te części zbierzemy razem w kupę, i pokaże mu się tą kupę części, również powie, że to nie jest wóz. Jeżeli ostatecznie zapyta się go czy poza tymi częściami widzi gdzieś wóz, wtedy również powie nie. Ale załóżmy, że pokaże mu się teraz te części tak ułożone, że mogą one przewozić ludzi, i gdy go spytamy, teraz bez wątpienia powie, że wóz jest, że istnieje. Zgodnie z argumentem, człowiek ten mówił zwykłym języku gdy potwierdzał istnienie wozu i w wyższym sensie, gdy temu zaprzeczał. Ale jest wystarczająco jasne, że człowiek (który nie trenował się w takich subtelnościach) cały czas używa zwykłego języka i powód różnicy między jego dwoma wypowiedziami jest taki, że za pierwszym razem pokazano mu wóz, a za drugim razem nie. Jeżeli wóz jest rozebrany na części (nawet w wyobraźni) to przestaje być wozem, gdyż wóz jest dokładnie pojazdem a kupa części nie jest pojazdem, jest kupą części. Innymi słowy wóz jest z pewnością zbiorowiskiem części, ale jest zbiorowiskiem części złożonych w pewien szczególny sposób, i zmienić to ułożenie to zniszczyć wóz. Bez wątpienia nie da się odnaleźć wozu jeżeli zadamy sobie trud rozebrania go na części, przedtem zanim na niego spojrzymy. Jeżeli człowiek patrzy na wóz i mówi „w najwyższym sensie nie ma wozu; gdyż jest to tylko zbiorowisko części”, wszystko to co mówi to: „Jest możliwe by rozebrać ten wóz na części i zebrać je na kupę, i gdy to się zrobi nie będzie już wozu”. Nie dowodzi to nie-istnienia wozu, w najlepszym razie, wskazuje na to, że istniejący wóz może być zniszczony. A kiedy zastosujemy ten sam argument do agregatów (zestawupańcakhandha) jest on jeszcze mniej ważny; gdyż nie tylko nie pokazuje nie-istnienia jednostki, ale również skoro ułożenie pięciu agregatów nie może być zmienione, nawet w wyobraźni, zakłada on niemożliwość zniszczenia jednostki. Gdy odniesiony do jednostki (czy stworzenia) argument zachodzi w sprzeczność; i powiedzieć o jednostce, że w wyższym sensie nie ma jednostki, gdyż jest ona ledwie zbiorem khandh to wyrażać się niezrozumiale.
A jaki jest powód tego argumentu? Dlaczego pojęcie „prawdy w najwyższym sensie” zostało wymyślone? Klucz do odpowiedzi znajdujemy w Visuddhimagga. Ta praca cytuje ostatnie cztery linie (5,6,7,8) i powtarza w esencji argument Milindapanha, używając słowasatta jak również puggala. Idzie jednakże dalej i to co było zaledwie implikowane wMilindapanha, staje się tu jasne, mianowicie, że powodem argumentu jest usunięcie wyobrażenia "jestem” (asmi-mana) jeżeli dostrzeże się, że w najwyższym sensieparamatthato, żadne stworzenie nie istnieje, nie będzie podstaw pod wyobrażenie, że ja istnieję. To pozwala nam zrozumieć, dlaczego potrzeba argumentu była odczuwana.Asutava puthujjana identyfikuje siebie z jednostką czy stworzeniem, które to uważa za „ja”. Dowiaduje się jednakże od Buddy, że właściwie i zgodnie z prawdą ja ani to co należy do ja nie jest do znalezienia. A ponieważ nie może on pojmować jednostki inaczej jak „ja”, odkrywa on, że aby obalić „ja” musi obalić jednostkę; i czyni to w wyżej omówiony sposób. Ale ten sposób, jak zauważyliśmy, niczego nie obala. Jest godne uwagi, że fragment wMilindapanha, nie wspomina w ogóle „ja”, identyfikacja „ja” z jednostką jest wzięta za pewną, że po ustaleniu, iż „w najwyższym sensie nie ma jednostki”, żadna dalsza dyskusja nie wydaje się konieczna. Nie najmniejszym niebezpieczeństwem, powierzchownego i zwodniczego pojęcia „prawdy w najwyższym sensie” jest moc usypiająca nierefleksyjny umysł w fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Nieroztropny myśliciel dochodzi do przekonania, że rozumie to czego faktycznie nie rozumie i przez to skutecznie blokuje swój własny progres.
* Gdyby zwykli ludzie posiadali percepcję nietrwałości, nie cieszyli by się tak przy narodzinach, jasno widząc czym one się kończą.
niedziela, 25 grudnia 2016
Brzemię istnienia
Mnisi, pouczę was o brzemieniu, niosącym brzemię, podejmowaniu brzemienia i odkładaniu brzemienia. Słuchajcie i bacznie uważajcie na to co powiem. - „Tak panie”. Zrealizowany rzekł: A co jest brzemieniem? Pięć agregatów utrzymywania, powinno się rzec. Jakie pięć? Agregat materii objęty utrzymywaniem, agregat uczucia objęty utrzymywaniem, agregat percepcji objęty utrzymywaniem, agregat determinacji objęty utrzymywaniem, agregat świadomości objęty utrzymywaniem. To, mnisi, jest nazywane brzemieniem.
A co, mnisi, jest nosicielem brzemienia? Jednostka – powinno się rzec. Ten czcigodny o takim a takim imieniu z takiego a takiego klanu. To jest nazywane nosicielem brzemienia.
A co, mnisi, jest podejmowaniem brzemienia? To te pragnienie co prowadzi do odnowienia istnienia, stowarzyszone z rozmiłowaniem i pożądaniem, szukaniem rozmiłowania to tutaj, to tam, to jest pragnienie zmysłowych przyjemności, pragnienie istnienia i pragnienie nieistnienia. To jest nazywane podejmowaniem brzemienia.
A co, mnisi, jest odkładaniem brzemienia? Jest to zanik bez pozostałości i wstrzymanie tego samego pragnienia, rezygnacja i uwolnienie się od niego, nie opieranie się na nim. To jest nazwane odkładaniem brzemienia. Oto co powiedział Zrealizowany. To powiedziawszy, Pomyślny, Nauczyciel dodał jeszcze to:
Pięć agregatów jest prawdziwym brzemieniem.
Nosicielem jest jednostka.
Podejmowanie brzemienia jest cierpieniem w świecie.
Odłożenie brzemienia jest błogosławieństwem.
Odłożywszy ciężkie brzemię
Bez podejmowania następnego brzemienia,
Wyrwawszy pragnienie z jego korzeniami
Jest wolny od głodu, w pełni wygaszony.
To rozróżnienie można przedstawić za pomocą słowa być czy istnieć. Rzeczy są i istnieją i ich istnienie nie zależy od ignorancji. Agregaty, takie jak ciało są. Ale puthujjany istnienie jest zależne od ignorancji, a precyzyjniej, oddaje to relacja współzależnego powstawania z utrzymywaniem (upadana) jako warunek, istnienie (bhava). W tym wypadku agregaty nie tylko są same sobie, ale są objęte utrzymywaniem czyli są brane za "ja" i "moje". Ciało już nie tylko jest - tu termin bhava - nie ma zastosowania, ale ja jestem tym ciałem, to moje ciało i ten stan jest już opisywany terminem bhava, istnienie. "Rzeczy są" i "ja jestem", to twierdzenia na różnych poziomach i tylko w tym drugim mamy do czynienia z ignorancją.
Pisałem o tym pewno już parę razy, ale ponieważ to rzeczywiście sprawa o pierwszorzędnej ważności, powtórzenie nie zaszkodzi. Na koniec mała dygresja o znaczeniu słów. Kiedy ktoś oświadczy, że jest nikim; w zwykłym gronie będzie podejrzewany być może o depresję. Na spotkaniu pustelników takie słowa z kolei mogą prowokować albo podejrzenia o arogancję i przecenianie swych duchowych osiągnięć, albo ewentualnie szacunek.
A co, mnisi, jest nosicielem brzemienia? Jednostka – powinno się rzec. Ten czcigodny o takim a takim imieniu z takiego a takiego klanu. To jest nazywane nosicielem brzemienia.
A co, mnisi, jest podejmowaniem brzemienia? To te pragnienie co prowadzi do odnowienia istnienia, stowarzyszone z rozmiłowaniem i pożądaniem, szukaniem rozmiłowania to tutaj, to tam, to jest pragnienie zmysłowych przyjemności, pragnienie istnienia i pragnienie nieistnienia. To jest nazywane podejmowaniem brzemienia.
A co, mnisi, jest odkładaniem brzemienia? Jest to zanik bez pozostałości i wstrzymanie tego samego pragnienia, rezygnacja i uwolnienie się od niego, nie opieranie się na nim. To jest nazwane odkładaniem brzemienia. Oto co powiedział Zrealizowany. To powiedziawszy, Pomyślny, Nauczyciel dodał jeszcze to:
Pięć agregatów jest prawdziwym brzemieniem.
Nosicielem jest jednostka.
Podejmowanie brzemienia jest cierpieniem w świecie.
Odłożenie brzemienia jest błogosławieństwem.
Odłożywszy ciężkie brzemię
Bez podejmowania następnego brzemienia,
Wyrwawszy pragnienie z jego korzeniami
Jest wolny od głodu, w pełni wygaszony.
SN 22: 22
To jedna z Sutr-kluczy do zrozumienia Nauki Buddy. Pojawiają się w niej terminy czy słowa, których dokładne zrozumienie czyni Dhammę mniej tajemniczą. Oczywiście tak naprawdę Dhammę rozumie tylko ariya, jednak puthujjana nie zostaje ariya przypadkowo. W toku studiów nad Suttami, stopniowo oczyszczamy się z błędnych poglądów i przekonań, konfrontując nasze idee z Suttami i porzucając je gdy są z nimi niezgodne. I transformacja, przejście od stanu puthujjany do stanu ariya, wydaje się, że może mieć miejsce, dopiero gdy zwykły człowiek utrzymuje poglądy będące w zgodzie z Dhammą.
I tak, zaglądając do Sutty MN 44, dowiadujemy się, że to co jest tutaj określane jako brzemię, jest w niej określone jako osoba (sakkaya).
Pani, 'osobowość, osobowość' jest powiedziane. Co jest nazwane osobowością przez Zrealizowanego?” „Przyjacielu Visakha, te pięć agregatów objętych utrzymywaniem jest nazywanych przez Zrealizowanego osobowością,Nosiciel brzmienia, to puggala. Często ten termin jest tłumaczony jako osoba. Jeżeli nie mamy jasnego rozróżnienia, powodować to będzie jedynie konfuzję. Jeżeli jednak potrafimy jasno rozróżnić pomiędzy puggala jednostką, jako zbiorem nietrwałych determinacji, co obejmuje każdego puthujjanę jak każdego ariya, po prostu wszyscy są indywidualnymi jednostkami, a osobą sakkaya, co jest złudzeniem bycia podmiotem, kimś co ewidentnie zależy od ignorancji, sprawy powinny się nieco rozjaśnić. Człowiek Nikt, tak jak go przedstawiał Stachura, to właśnie jednostka - puggala - która uwolniła się od brzmienia osobowości, jest nikim.
To rozróżnienie można przedstawić za pomocą słowa być czy istnieć. Rzeczy są i istnieją i ich istnienie nie zależy od ignorancji. Agregaty, takie jak ciało są. Ale puthujjany istnienie jest zależne od ignorancji, a precyzyjniej, oddaje to relacja współzależnego powstawania z utrzymywaniem (upadana) jako warunek, istnienie (bhava). W tym wypadku agregaty nie tylko są same sobie, ale są objęte utrzymywaniem czyli są brane za "ja" i "moje". Ciało już nie tylko jest - tu termin bhava - nie ma zastosowania, ale ja jestem tym ciałem, to moje ciało i ten stan jest już opisywany terminem bhava, istnienie. "Rzeczy są" i "ja jestem", to twierdzenia na różnych poziomach i tylko w tym drugim mamy do czynienia z ignorancją.
Pisałem o tym pewno już parę razy, ale ponieważ to rzeczywiście sprawa o pierwszorzędnej ważności, powtórzenie nie zaszkodzi. Na koniec mała dygresja o znaczeniu słów. Kiedy ktoś oświadczy, że jest nikim; w zwykłym gronie będzie podejrzewany być może o depresję. Na spotkaniu pustelników takie słowa z kolei mogą prowokować albo podejrzenia o arogancję i przecenianie swych duchowych osiągnięć, albo ewentualnie szacunek.
sobota, 24 grudnia 2016
Sekha jako świadek i obserwator
Praktyka Dhammy polega na stopniowym usuwaniu ignorancji z własnego doświadczenia, transformując nasze doświadczenie zwykłego człowieka w doświadczenie arahata. Zaczynamy praktykę z przekonaniem, iż jesteśmy osobą, która się urodziła w konkretnym miejscu i czasie, szukając ucieczki z mentalnego cierpienia, z jakim nierozłącznie jest związane bycie - bhava -. Po zrozumieniu instrukcji otrzymanych przez Buddę, najpierw porzucamy to przekonanie, to jest porzucamy attavadę, która jest nierozerwalnie związana z sakkayaditthi, i następnie w stosownym czasie, w zależności od nakładu pracy jaki wkładamy w praktykę, jak i poziomu naszego zrozumienia, wraz ze wstrzymaniem koncepcji "jestem" realizujemy nie-zrodzone i nieśmiertelne, osoba (sakkaya) zniknęła, i pozostał tylko element nie-determinowany. Zajmijmy się tu stanem pośrednim, pomiędzy arahatem a zwykłym człowiekiem. Sekha, ariya w treningu, to co ma on wspólnego ze zwykłym człowiekiem, puthujjaną, to wyobrażenie "jestem", to co ma on wspólnego z arahatem, to wiedza o stanie zwykłego człowieka, jak i wiedza o elemencie nie-determinowanym. Nie należy mieć co do tego żadnych wątpliwości, puthujjana nie rozumie własnego stanu tak samo jak nie rozumie arahata, gdyby zrozumiał co to znaczy być puthujjaną, zrozumiałby tym samym stan arahata. Zatem to co jest u sekha obecne, to wyobrażenie "jestem", które jednak nie ucieleśnia się (sakkayaditthi) w "jestem tym, to moje ja". Chociaż implicite jest to oczywistość wynikająca z wielu Sutr, explicite jest to wyraźnie określone prawdopodobnie tylko w Suttcie z Khemaką.
Dla lepszego zrozumienia stanu sekha, [patrz także tu] pracy jaką powinien wykonać, proponuję zapoznanie się z wpisami z nauczania Nisargadatty Maharaj. Operuje on takim terminami jak osoba, świadek i przytomność. Osoba w pełni pokrywa się z terminem sakkaya w Pali, świadek to nic innego jak nasz sekha, a terminu awareness, tu tłumaczonego jako przytomność NM używa do opisania doświadczenia arahata, termin ten pokrywa się z vinniana anidassana, świadomością nie wskazującą już dłużej na żaden podmiot czy osobę, gdzie wszelka subiektywność podmiotowa została wstrzymana i tym samym, świadomość nie znajduje już samsarycznego wsparcia. [patrz M22 &36]Ponieważ te trzy stany są ze sobą związane tak jak Szlachetne Prawdy, jeżeli opis sekha / świadka ma być pełny, zarówno osoba jaki i przytomność będą się pojawiać, niemniej główny nacisk położymy jest na doświadczenie sekha / świadka. Pojawiający się czasami "obserwator" to synonim świadka. O obserwatorze i obserwowanym polu, patrz także tutaj.
NM: Człowiek staje się tym, w co wierzy, że tym jest. Porzuć wszelkie idee na temat siebie, a odnajdziesz się jako czysty świadek, ponad wszystkim co może się przytrafić ciału czy umysłowi.
NM: Musisz urzeczywistnić siebie jako niewzruszonego, za i ponad mobilnym, milczącego świadka wszystkiego co się wydarza.
P: Czy świadek może być bez jakiejkolwiek rzeczy, której byłby świadkiem?
NM: Zawsze jest się świadkiem czegoś, jeżeli nie rzeczy, to jej absencji, bycie świadkiem jest naturalne i nie stanowi problemu. Problemem jest ekscesywne zainteresowanie wiodące do samo-identyfikacji. W cokolwiek się angażujesz, bierzesz to za rzeczywiste [w terminologii NM realne jest synonimem trwałości czy lepiej niezmienności, tym samym dla niego, w tym sensie wszelkie doświadczenie, jako temporalne jest nierzeczywiste. Nie żeby było jakąś złudą, bynajmniej, po prostu jest temporalne, ma początek i koniec].
P: Czy "jestem" jest rzeczywiste, czy nierzeczywiste? Czy "jestem" to synonim świadka? Czy bycie świadkiem jest rzeczywiste czy nierzeczywiste?
NM: To co czyste, niesplamione, bez przywiązania, jest rzeczywiste. To co skażone, zmieszane, zależne i nietrwałe jest nierzeczywiste. Nie daj się zwieść słowom - jedno słowo może nieść ze sobą wiele, nawet wzajemnie sprzecznych znaczeń. "Jestem" które poszukuje przyjemności i wzdraga się przed nieprzyjemnym jest fałszywe, "jestem" widzące przyjemność i ból jako nierozerwalnie ze sobą związane widzi właściwie. Świadek, który angażuje się w to co postrzega jest osobą. Świadek który trwa odosobniony, niewzruszony, i niedotknięty, jest stanowiskiem rzeczywistego, punktem w którym przytomność, jako aspect nie-manifestującego się jest w kontakcie z manifestującym się. Nie może być świata bez świata ani świata bez świadka.
P: Czas pożera świat. Kto jest świadkiem czasu?
MN: Ten kto jest ponad czasem, nienazywalne.
NM: Stan oderwanej świadomości to świadomość świadka, "lustrzany umysł". Powstaje i znika wraz z obiektem i nie jest w pełni realny. Jakikolwiek jest jego obiekt, pozostaje niezmiennym, stąd jest również rzeczywistym. Ma udział w obu, rzeczywistym i nierzeczywistym a przez to jest pomostem pomiędzy nimi.
P: Czy poczucie "jestem" jest rzeczywiste, czy nierzeczywiste?
NM: Tym i tym. Jest nierzeczywiste, kiedy mówimy: "jestem tym", " jestem tamtym". Jest rzeczywiste, kiedy mamy na myśli: "Nie jestem tym ani tamtym".
NM: Powiedzieć "nie ja, nie moje" jest zadaniem świadka.
P: Czy świadomość świadka jest trwała czy nietrwała?
NM: Nie jest trwała. Znający powstaje i ginie wraz znanym.To w czym zarówno poznający jak i poznawanie się pojawiają, jest ponad czasem. Słowa trwałe czy wieczne, nie mają tam zastosowania.
P: Bycie świadkiem - czyż nie jest to moja rzeczywista natura?
NM: Musi coś być, by być tego świadkiem. Wciąż jesteśmy w obrębie dualności! (...) Wgłąb się i odkryj czym nie jesteś. Nic innego nie ma znaczenia.
NM: Źródło świadomości nie może być obiektem świadomości. Znać źródło to być źródłem. Kiedy urzeczywistnisz to, że nie jesteś osobą, ale czystym i spokojnym świadkiem, oraz że nieustraszona przytomność jest właśnie twoim bytem, jesteś tym bytem.
P: Jako świadek, pracujesz czy spoczywasz?
M: Bycie świadkiem jest doświadczeniem a stan spoczynku to wolność od doświadczenia.
P: Czy nie może to współistnieć, tak jak tumult fal i cisza głębi oceanu?
MN: Poza umysłem nie ma takiej rzeczy jak doświadczenie. Doświadczenie jest stanem dualności. Nie możesz mówić o rzeczywistym jako o doświadczeniu.
P: Jaki nowy czynnik chcesz, bym wniósł do swej praktyki?
NM: Postawę czystego świadka, obserwowania wydarzeń bez brania w nich udziału.
P: Jak to na mnie wpłynie?
NM: Umysłowa słabość wynika z braku inteligencji, braku zrozumienia. Co znowuż jest wynikiem braku uważności. Wysilając się by pozostać czujnym i przytomnym jednoczysz umysł i wzmacniasz go.
NM: Ponad świadkiem znajduje się nieskończona intensywność pustki i milczenia.
... różnica pomiędzy osobą a świadkiem jest jak pomiędzy nieznajomością a znaniem siebie. To nie osoba, która wykonuje praktykę. Osoba tkwi w niepokoju i oporze do samego końca. To świadek pracuje nad osobą, nad totalnością jej złudzeń, przeszłych, obecnych i przyszłych.
P: Osoba odchodzi, i pozostaje tylko świadek.
NM: Kto pozostaje, by powiedzieć: "jestem tylko świadkiem?"
Kedy nie ma "jestem", gdzie jest świadek? W bezczasowym stanie nie ma "ja" by przyjąć w nim schronienie.
P: Jaki jest cel pamiętania cały czas, że jest się obserwatorem?
NM: Umysł musi się nauczyć, że ponad poruszającym się umysłem jest tło przytomności, które nie podlega zmianie.
NM: Kiedy siedzisz spokojnie i obserwujesz siebie, wszelkiego rodzaju rzeczy mogą wyjść na wierzch. Nic z nimi nie rób, nie reaguj na nie, tak jak przyszły, tak i odejdą, same z siebie. Wszystko co się liczy to uwaga, totalna świadomość siebie samego, czy raczej swego umysłu.
P: Czy przez "samego siebie" rozumiesz nasze codzienne ja?
NM: Tak, osobę, tylko ona poddaje się obiektywnej obserwacji. Obserwator jest poza obserwacją. Co podlega obserwacji, nie jest rzeczywiście tobą.
P: Zawsze mogę obserwować obserwatora w nieskończonej regresji.
NM: Możesz obserwować obserwację, ale nie obserwatora. Wiesz, że jesteś ostatecznie obserwatorem przez bezpośredni wgląd, a nie poprzez logiczny proces bazujący na obserwacji. Jesteś tym czym jesteś, ale znasz tylko to czym nie jesteś.
NM: Uczucia, myśli i działania przebiegają przed obserwatorem w nieskończonym następstwie, pozostawiając ślady w umyśle i tworząc iluzję kontynuacji. Refleksja w umyśle obserwatora tworzy poczucie "ja" i osoba uzyskuje pozornie niezależną egzystencję. W rzeczywistości, osoba to złudzenie, to tylko obserwator identyfikuje się z "ja i moje". Nauczyciel mówi obserwatorowi: nie jesteś tym, nie ma w tym nic twojego, poza małym punktem "jestem", który jest pomostem pomiędzy obserwatorem i jego snem. "Jestem tym, jestem tamtym, to sen, podczas gdy czyste "jestem" posiada pieczęć rzeczywistego.
P: A co ze świadkiem? Jest rzeczywisty czy też nierzeczywisty?
NM: Tym i tym. To ostatni bastion iluzji, i pierwszy dotyk rzeczywistości.
Powiedzieć: "Jestem tylko świadkiem" jest zarówno prawdą jak i fałszem. To fałsz z uwagi na "jestem" i prawda z uwagi na świadka. Lepiej powiedzieć: "jest (bycie) świadkiem" [there is witnessing]. Z chwilą gdy powiesz "jestem" cały świat dochodzi do istnienia, wraz z jego Twórcą. [Bycie świadkiem nie określa tu statusu ontologicznego, a tylko funkcjonowanie, gdyby zastąpić tu słowo świadek słowem obserwator, "jest obserwowanie" wyjaśniałoby sprawę. Nie znam się na tyle na języku polskim by wiedzieć jak świadka można zamienić na czyste niepersonalne funkcjonowanie, "świadczenie" ewidentnie brzmi niedobrze:)].
NM: Przytomność z obiektem nazywamy bycie świadkiem. Kiedy do tego dochodzi samo-identyfikacja z obiektem, powodowana pożądaniem i lękiem, taki stan nazywamy osobą. W rzeczywistości mamy tylko jeden stan: gdy zniekształcony przez samo-identyfikację nazywa się osobą, gdy zabarwiony poczuciem istnienia (jestem), jest to bycie świadkiem, gdy wolny od zabarwienia i bezgraniczny, jest nazywany Najwyższym.
... praktyka polega na przeniesieniu nacisku ze sztucznej i zmiennej osoby, na niezmiennego i zawsze obecnego świadka.
Dla lepszego zrozumienia stanu sekha, [patrz także tu] pracy jaką powinien wykonać, proponuję zapoznanie się z wpisami z nauczania Nisargadatty Maharaj. Operuje on takim terminami jak osoba, świadek i przytomność. Osoba w pełni pokrywa się z terminem sakkaya w Pali, świadek to nic innego jak nasz sekha, a terminu awareness, tu tłumaczonego jako przytomność NM używa do opisania doświadczenia arahata, termin ten pokrywa się z vinniana anidassana, świadomością nie wskazującą już dłużej na żaden podmiot czy osobę, gdzie wszelka subiektywność podmiotowa została wstrzymana i tym samym, świadomość nie znajduje już samsarycznego wsparcia. [patrz M22 &36]Ponieważ te trzy stany są ze sobą związane tak jak Szlachetne Prawdy, jeżeli opis sekha / świadka ma być pełny, zarówno osoba jaki i przytomność będą się pojawiać, niemniej główny nacisk położymy jest na doświadczenie sekha / świadka. Pojawiający się czasami "obserwator" to synonim świadka. O obserwatorze i obserwowanym polu, patrz także tutaj.
NM: Człowiek staje się tym, w co wierzy, że tym jest. Porzuć wszelkie idee na temat siebie, a odnajdziesz się jako czysty świadek, ponad wszystkim co może się przytrafić ciału czy umysłowi.
NM: Musisz urzeczywistnić siebie jako niewzruszonego, za i ponad mobilnym, milczącego świadka wszystkiego co się wydarza.
P: Czy świadek może być bez jakiejkolwiek rzeczy, której byłby świadkiem?
NM: Zawsze jest się świadkiem czegoś, jeżeli nie rzeczy, to jej absencji, bycie świadkiem jest naturalne i nie stanowi problemu. Problemem jest ekscesywne zainteresowanie wiodące do samo-identyfikacji. W cokolwiek się angażujesz, bierzesz to za rzeczywiste [w terminologii NM realne jest synonimem trwałości czy lepiej niezmienności, tym samym dla niego, w tym sensie wszelkie doświadczenie, jako temporalne jest nierzeczywiste. Nie żeby było jakąś złudą, bynajmniej, po prostu jest temporalne, ma początek i koniec].
P: Czy "jestem" jest rzeczywiste, czy nierzeczywiste? Czy "jestem" to synonim świadka? Czy bycie świadkiem jest rzeczywiste czy nierzeczywiste?
NM: To co czyste, niesplamione, bez przywiązania, jest rzeczywiste. To co skażone, zmieszane, zależne i nietrwałe jest nierzeczywiste. Nie daj się zwieść słowom - jedno słowo może nieść ze sobą wiele, nawet wzajemnie sprzecznych znaczeń. "Jestem" które poszukuje przyjemności i wzdraga się przed nieprzyjemnym jest fałszywe, "jestem" widzące przyjemność i ból jako nierozerwalnie ze sobą związane widzi właściwie. Świadek, który angażuje się w to co postrzega jest osobą. Świadek który trwa odosobniony, niewzruszony, i niedotknięty, jest stanowiskiem rzeczywistego, punktem w którym przytomność, jako aspect nie-manifestującego się jest w kontakcie z manifestującym się. Nie może być świata bez świata ani świata bez świadka.
P: Czas pożera świat. Kto jest świadkiem czasu?
MN: Ten kto jest ponad czasem, nienazywalne.
NM: Stan oderwanej świadomości to świadomość świadka, "lustrzany umysł". Powstaje i znika wraz z obiektem i nie jest w pełni realny. Jakikolwiek jest jego obiekt, pozostaje niezmiennym, stąd jest również rzeczywistym. Ma udział w obu, rzeczywistym i nierzeczywistym a przez to jest pomostem pomiędzy nimi.
P: Czy poczucie "jestem" jest rzeczywiste, czy nierzeczywiste?
NM: Tym i tym. Jest nierzeczywiste, kiedy mówimy: "jestem tym", " jestem tamtym". Jest rzeczywiste, kiedy mamy na myśli: "Nie jestem tym ani tamtym".
NM: Powiedzieć "nie ja, nie moje" jest zadaniem świadka.
P: Czy świadomość świadka jest trwała czy nietrwała?
NM: Nie jest trwała. Znający powstaje i ginie wraz znanym.To w czym zarówno poznający jak i poznawanie się pojawiają, jest ponad czasem. Słowa trwałe czy wieczne, nie mają tam zastosowania.
P: Bycie świadkiem - czyż nie jest to moja rzeczywista natura?
NM: Musi coś być, by być tego świadkiem. Wciąż jesteśmy w obrębie dualności! (...) Wgłąb się i odkryj czym nie jesteś. Nic innego nie ma znaczenia.
NM: Źródło świadomości nie może być obiektem świadomości. Znać źródło to być źródłem. Kiedy urzeczywistnisz to, że nie jesteś osobą, ale czystym i spokojnym świadkiem, oraz że nieustraszona przytomność jest właśnie twoim bytem, jesteś tym bytem.
P: Jako świadek, pracujesz czy spoczywasz?
M: Bycie świadkiem jest doświadczeniem a stan spoczynku to wolność od doświadczenia.
P: Czy nie może to współistnieć, tak jak tumult fal i cisza głębi oceanu?
MN: Poza umysłem nie ma takiej rzeczy jak doświadczenie. Doświadczenie jest stanem dualności. Nie możesz mówić o rzeczywistym jako o doświadczeniu.
P: Jaki nowy czynnik chcesz, bym wniósł do swej praktyki?
NM: Postawę czystego świadka, obserwowania wydarzeń bez brania w nich udziału.
P: Jak to na mnie wpłynie?
NM: Umysłowa słabość wynika z braku inteligencji, braku zrozumienia. Co znowuż jest wynikiem braku uważności. Wysilając się by pozostać czujnym i przytomnym jednoczysz umysł i wzmacniasz go.
NM: Ponad świadkiem znajduje się nieskończona intensywność pustki i milczenia.
... różnica pomiędzy osobą a świadkiem jest jak pomiędzy nieznajomością a znaniem siebie. To nie osoba, która wykonuje praktykę. Osoba tkwi w niepokoju i oporze do samego końca. To świadek pracuje nad osobą, nad totalnością jej złudzeń, przeszłych, obecnych i przyszłych.
P: Osoba odchodzi, i pozostaje tylko świadek.
NM: Kto pozostaje, by powiedzieć: "jestem tylko świadkiem?"
Kedy nie ma "jestem", gdzie jest świadek? W bezczasowym stanie nie ma "ja" by przyjąć w nim schronienie.
P: Jaki jest cel pamiętania cały czas, że jest się obserwatorem?
NM: Umysł musi się nauczyć, że ponad poruszającym się umysłem jest tło przytomności, które nie podlega zmianie.
NM: Kiedy siedzisz spokojnie i obserwujesz siebie, wszelkiego rodzaju rzeczy mogą wyjść na wierzch. Nic z nimi nie rób, nie reaguj na nie, tak jak przyszły, tak i odejdą, same z siebie. Wszystko co się liczy to uwaga, totalna świadomość siebie samego, czy raczej swego umysłu.
P: Czy przez "samego siebie" rozumiesz nasze codzienne ja?
NM: Tak, osobę, tylko ona poddaje się obiektywnej obserwacji. Obserwator jest poza obserwacją. Co podlega obserwacji, nie jest rzeczywiście tobą.
P: Zawsze mogę obserwować obserwatora w nieskończonej regresji.
NM: Możesz obserwować obserwację, ale nie obserwatora. Wiesz, że jesteś ostatecznie obserwatorem przez bezpośredni wgląd, a nie poprzez logiczny proces bazujący na obserwacji. Jesteś tym czym jesteś, ale znasz tylko to czym nie jesteś.
NM: Uczucia, myśli i działania przebiegają przed obserwatorem w nieskończonym następstwie, pozostawiając ślady w umyśle i tworząc iluzję kontynuacji. Refleksja w umyśle obserwatora tworzy poczucie "ja" i osoba uzyskuje pozornie niezależną egzystencję. W rzeczywistości, osoba to złudzenie, to tylko obserwator identyfikuje się z "ja i moje". Nauczyciel mówi obserwatorowi: nie jesteś tym, nie ma w tym nic twojego, poza małym punktem "jestem", który jest pomostem pomiędzy obserwatorem i jego snem. "Jestem tym, jestem tamtym, to sen, podczas gdy czyste "jestem" posiada pieczęć rzeczywistego.
P: A co ze świadkiem? Jest rzeczywisty czy też nierzeczywisty?
NM: Tym i tym. To ostatni bastion iluzji, i pierwszy dotyk rzeczywistości.
Powiedzieć: "Jestem tylko świadkiem" jest zarówno prawdą jak i fałszem. To fałsz z uwagi na "jestem" i prawda z uwagi na świadka. Lepiej powiedzieć: "jest (bycie) świadkiem" [there is witnessing]. Z chwilą gdy powiesz "jestem" cały świat dochodzi do istnienia, wraz z jego Twórcą. [Bycie świadkiem nie określa tu statusu ontologicznego, a tylko funkcjonowanie, gdyby zastąpić tu słowo świadek słowem obserwator, "jest obserwowanie" wyjaśniałoby sprawę. Nie znam się na tyle na języku polskim by wiedzieć jak świadka można zamienić na czyste niepersonalne funkcjonowanie, "świadczenie" ewidentnie brzmi niedobrze:)].
NM: Przytomność z obiektem nazywamy bycie świadkiem. Kiedy do tego dochodzi samo-identyfikacja z obiektem, powodowana pożądaniem i lękiem, taki stan nazywamy osobą. W rzeczywistości mamy tylko jeden stan: gdy zniekształcony przez samo-identyfikację nazywa się osobą, gdy zabarwiony poczuciem istnienia (jestem), jest to bycie świadkiem, gdy wolny od zabarwienia i bezgraniczny, jest nazywany Najwyższym.
... praktyka polega na przeniesieniu nacisku ze sztucznej i zmiennej osoby, na niezmiennego i zawsze obecnego świadka.
piątek, 23 grudnia 2016
Zdezorientowane stado
Amerykański intelektualista, Walter Lippman, pisarz i dwukrotny laureat Nagrody Pulitzera, opublikował jedną z pierwszych prac dotyczących wykorzystania środków masowego przekazu w Ameryce. W „Opinii Publicznej” (1922r.) Lippman porównuje masy ludzi do „wielkiej bestii” i „zdezorientowanego stada”, które potrzebuje być prowadzone przez klasę rządzącą. Rządzącą elitę opisał jako „wyspecjalizowaną klasę, której interesy wykraczają poza jeden rejon”. Klasa ta składała się z ekspertów, specjalistów i biurokratów. Według Lippmana ci eksperci, którzy często określani byli jako „elity”, mieli być machiną wiedzy, która omijałaby podstawową wadę demokracji – niemożliwość istnienia idealnego „omnikompetentnego obywatela”. Drepczące i ryczące „zdezorientowane stado” ma swoją funkcję: bycia „zainteresowanymi widzami akcji”, tj. nie uczestnikami. Uczestnictwo jest obowiązkiem „odpowiedzialnych ludzi”, którzy nie są regularnymi obywatelami.
Massmedia i propaganda są zatem narzędziami i mają być wykorzystane przez elity do rządzenia społeczeństwem bez przymusu fizycznego. Jedną z ważnych koncepcji przedstawionych przez Lippmana jest „wytwarzanie zgody”, które to po krótce można określić – manipulowaniem opinią publiczną w celu ogólnej akceptacji przedsięwzięć elit. Opinią Lippmana było, iż opinia publiczna nie jest odpowiednio wykwalifikowana i uprawniona do rozumowania i decydowania w istotnych kwestiach. Dlatego ważnym jest, by to elity podejmowały decyzje „dla ich własnego dobra”, a potem „sprzedawały” je masom jako ich własny wybór.
Walter Lippman „Opinia Publiczna”
Interesującym może być, że Lippman był jednym z założycieli Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR – Council on Foreign Relations), najbardziej wpływowego ośrodka myśli stosunków zagranicznych na świecie. Ten fakt może dać wam małą podpowiedź o stanie umysłu elit zainteresowanych użyciem mediów.
Massmedia i propaganda są zatem narzędziami i mają być wykorzystane przez elity do rządzenia społeczeństwem bez przymusu fizycznego. Jedną z ważnych koncepcji przedstawionych przez Lippmana jest „wytwarzanie zgody”, które to po krótce można określić – manipulowaniem opinią publiczną w celu ogólnej akceptacji przedsięwzięć elit. Opinią Lippmana było, iż opinia publiczna nie jest odpowiednio wykwalifikowana i uprawniona do rozumowania i decydowania w istotnych kwestiach. Dlatego ważnym jest, by to elity podejmowały decyzje „dla ich własnego dobra”, a potem „sprzedawały” je masom jako ich własny wybór.
„Tego, że wytwarzanie zgody jest zdolne do wielkich udoskonaleń, myślę, że nikt nie będzie kwestionował. Proces, w którym powstają opinie publiczne, jest nie mniej skomplikowany, niż zostało przedstawione na tych stronach, a możliwości manipulacji otwarte są dla każdego, kto wystarczająco doskonale rozumie ten proces…. w wyniku badań psychologicznych, w połączeniu z nowoczesnymi środkami komunikacji, praktyka demokracji zawróciła bieg. Rewolucja odbywa się w nieskończenie większym znaczeniu, niż jakiekolwiek inne przesunięcie władzy ekonomicznej…. Pod wpływem propagandy, nie koniecznie w złowieszczym znaczeniu tego słowa, stare stałe naszego myślenia stają się zmiennymi. Nie jest już możliwa, na przykład, wiara w oryginalne dogmaty demokracji, że wiedza potrzebna zarządzaniu ludzkimi sprawami pochodzi spontanicznie z ludzkich serc. Gdy działamy w oparciu o tę teorię narażamy się na samooszukiwanie i na formy perswazji, których nie możemy zweryfikować. Wykazano, że nie możemy polegać na intuicji, sumieniu lub wypadkach powszechnej opinii, jeżeli mamy do czynienia ze światem spoza naszego zasięgu.”
Walter Lippman „Opinia Publiczna”
Interesującym może być, że Lippman był jednym z założycieli Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR – Council on Foreign Relations), najbardziej wpływowego ośrodka myśli stosunków zagranicznych na świecie. Ten fakt może dać wam małą podpowiedź o stanie umysłu elit zainteresowanych użyciem mediów.
„Siła polityczna i gospodarcza w Stanach Zjednoczonych jest skoncentrowana w rękach ‘rządzącej elity’, która kontroluje większość międzynarodowych korporacji bazujących na USA – głównych mediów komunikacyjnych, najbardziej wpływowych fundacji, głównych prywatnych uniwersytetów i obiektów użyteczności publicznej. Założona w 1921r. Rada Stosunków Międzynarodowych jest kluczowym ogniwem pomiędzy wielkimi korporacjami a rządem federalnym. Nazywana jest ‘szkołą polityków’ i zaczyna być organem, który C. Wright Mills nazywa Elitą Władzy – grupą ludzi o zbliżonych interesach i poglądach na kreowanie wydarzeń z niezniszczalną pozycją spoza sceny. Powstanie Organizacji Narodów Zjednoczonych było projektem Rady, tak samo jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy.”
Steve Jackobson, „Kontrola Umysłów w Stanach Zjednoczonych”
Do aktualnych członków CFR włącza się: Davida Rockefellera, Dicka Cheney’a, Baracka Obamę, Hilary Clinton, pastora mega-kościoła Ricka Warrena i prezesów dużych korporacji takich jak: CBS, Nike, Coca-Cola i Visa.
Fragment artykułu Teorie kontroli umysłu i techniki używane przez massmediaDo aktualnych członków CFR włącza się: Davida Rockefellera, Dicka Cheney’a, Baracka Obamę, Hilary Clinton, pastora mega-kościoła Ricka Warrena i prezesów dużych korporacji takich jak: CBS, Nike, Coca-Cola i Visa.
Idea bycia zdezorientowanym jest jak najbardziej trafna i dobrze oddaje sytuację zwykłego człowieka. Tyle, że w rzeczywistości, ci którzy starają się kontrolować społeczeństwo są jeszcze bardziej zdezorientowani niż niezbyt rozgarnięci członkowie "stada". Intuicja Snerga o nadistotach, zakładająca że wykorzystwani i kontrolowani nie zdają sobie sprawy z istnienia nadistot które na nich pasożytują wydaje się trafną, zwłaszcza założenie o wielu poziomach takich relacji. W tej wizji potężna rodzina Rodszyldów jest tylko gromadką sprytniejszych orangutanów, potrafiących większość bananów zagarnąć dla siebie.
A. Huxley porównuje swój "Nowy Wspaniały Świat" z książką Orwella "Rok 1984"
I tu chciałbym krótko porównać powieść „Nowy Wspaniały Świat” do innej powieści, która jest młodsza, z książką George’a Orwella „Rok 1984”. Orwell napisał swoją książkę, wydaje mi się pomiędzy rokiem 1945 a 1948, kiedy stalinowski reżim był ciągle w pełnym rozmachu. I krótko po upadku reżimu terroru Hitlera. I jego książka, którą bardzo podziwiam. Jest to książka utalentowanego autora i napisana z niesamowitą pomysłowością. I ta książka pokazuje wizję przyszłości na podstawie teraźniejszości oraz niedalekiej przeszłości, czy to co dla niego [Orwella] było najbliższą przeszłością. To była projekcja w przyszłość społeczeństwa, gdzie kontrola była sprawowana jedynie przez terror oraz poprzez brutalne bezpośrednie ataki na ciało i umysł jednostki. Natomiast moja książka, która została napisana w 1932 roku – w czasie gdy istniała tylko łagodna dyktatura Mussolini’ego, nie została przesłonięta pomysłem terroru. I w związku z tym, byłem wolny od tego od czego Orwell nie był wolny. Mogłem myśleć o innych metodach kontroli, o metodach nie wymagających użycia brutalnej siły. Jestem skłonny stwierdzić, że naukowe dyktatury przyszłości, a myślę że takie będą miały miejsce w wielu częściach świata, będą bliższe wizji „Nowego Wspaniałego Świata”, niż do wizji „Roku 1984”. Będą bliższe wizji„Nowego Wspaniałego Świata” nie ze względu na humanitarne skrupuły naukowych dyktatorów, ale po prostu dlatego, że ten wzorzec jest bardziej efektywny. Jeżeli jesteś w stanie skłonić ludzi do zaakceptowania sytuacji w jakiej żyją, żeby zaakceptowali to, że żyją w państwie poddanych, w państwie gdzie wymazano różnice, w państwie w którym ludzie zaakceptowali metody masowej produkcji na poziomie społecznym. Jeżeli potrafisz to zrobić, to zapewne twoje państwo będzie znacznie bardziej stabilne, będzie trwało znacznie dłużej oraz dużo łatwiej będzie się nim sterowało, niż jakbyś miał tylko polegać na maczugach, plutonach egzekucyjnych czy obozach koncentracyjnych. Tak więc, w moim odczuciu wizja z „Roku 1984” była absolutnie zabarwiona przeszłością oraz najbliższą teraźniejszością, w których Orwell żył. Jednakże przeszłość oraz teraźniejszość tamtych lat nie odzwierciedlają, w moim przekonaniu, prawdopodobnego kierunku rozwoju sytuacji. Nie trzeba dodawać tego, że nigdy nie pozbędziemy się terroru, który zawsze znajdzie drogę ku powierzchni.
Myślę, że kiedy dyktatorzy staną się coraz bardziej naukowi, staną się coraz bardziej zainteresowani technologiczną perfekcją prowadzenia społeczeństwa, wtedy będą coraz bardziej zainteresowani rodzajami technik, które wyobraziłem sobie i opisałem z istniejących realiów w „Nowym Wspaniałym Świecie”. Tak więc wydaje mi się, że Ostateczna Rewolucja nie jest tak bardzo odległa. Już teraz mamy pewną liczbę technik umożliwiających wprowadzenie tego rodzaju kontroli. Pozostaje tylko patrzeć kiedy, gdzie i przez kogo będą pierwszy raz zastosowane na większą skalę.
Myślę, że kiedy dyktatorzy staną się coraz bardziej naukowi, staną się coraz bardziej zainteresowani technologiczną perfekcją prowadzenia społeczeństwa, wtedy będą coraz bardziej zainteresowani rodzajami technik, które wyobraziłem sobie i opisałem z istniejących realiów w „Nowym Wspaniałym Świecie”. Tak więc wydaje mi się, że Ostateczna Rewolucja nie jest tak bardzo odległa. Już teraz mamy pewną liczbę technik umożliwiających wprowadzenie tego rodzaju kontroli. Pozostaje tylko patrzeć kiedy, gdzie i przez kogo będą pierwszy raz zastosowane na większą skalę.
Cały wykład Huxleya tutaj
Czaszka Yoricka - nieme świadectwo dla głupców co uchwycili się życia
PIERWSZY GRABARZ
Oto czaszka, która od dwudziestu trzech lat leży w ziemi.
HAMLET
Czyjąż ona była?
PIERWSZY GRABARZ
Sławnego wartogłowa. Czyją, na przykład, jak myślicie?
HAMLET
Nie domyślam się wcale.
PIERWSZY GRABARZ
Zaraza na niego! Przypominam sobie, jak mi wylał na głowę całą butlę reńskiego Ta czaszka, proszę pana, była własnością Yoryka, królewskiego błazna.
HAMLET
podnosząc czaszkę
Jego?
PIERWSZY GRABARZ
Jego samego.
HAMLET
Pozwól, niech się jej przyjrzę. Biedny Yoryku! Znałem go, mój Horacy; był to człowiek niewyczerpany w żartach, niezrównanej fantazji, mało tysiąc razy piastował mię na ręku, a teraz — jakże mię jego widok odraża i aż w gardle ściska!
Tu wisiały owe wargi, które nie wiem jak często całowałem. Gdzież są teraz twoje drwinki, twoje wyskoki, twoje śpiewki, twoje koncepty, przy których cały stół trząsł się od śmiechu? Nicże z nich nie pozostało na wyszydzenie swych własnych, tak teraz wyszczerzonych zębów? Idźże teraz do gotowalni modnej damy i powiedz jej, że chociażby się na cal grubo malowała, przecież się takiej fizjognomii doczeka. Pobudź ją przez to do śmiechu. Proszę cię, mój Horacy, powiedz mi jedną rzecz.
HORACY
Co, mój książę?
HAMLET
Czy myślisz, że Aleksander Wielki tak samo w ziemi wygląda?
HORACY
Zupełnie tak.
HAMLET
I tak samo pachniał? Brr!
odrzuca czaszkę
HORACY
Zupełnie tak, mości książę.
HAMLET
Jak nikczemna dola może się stać naszym udziałem! Nie mogłażby wyobraźnia, idąc w trop za szlachetnym prochem Aleksandra, znaleźć go na ostatku zatykającego dziurę w beczce?
HORACY
Tak brać rzeczy, byłoby to brać je za ściśle.
HAMLET
Bynajmniej; można by go tam przeprowadzić, rozumując z umiarem i z wszelkim prawdopodobieństwem, przykład w taki sposób: Aleksander umarł, Aleksander został pogrzebiony, Aleksander w proch się obrócił, proch jest ziemią, z ziemi robimy kit i dlaczegóż byśmy tym kitem, w który on się zamienił, nie mogli zalepić beczki piwa?
Potężny Cezar przedzierzgnął się w glinę,
Którą przed wiatrem chłop zatkał szczelinę.
Zatrząsłszy światem pójść na polep chaty,
Toż kres wielkości, toż los potentaty?!
Oto czaszka, która od dwudziestu trzech lat leży w ziemi.
HAMLET
Czyjąż ona była?
PIERWSZY GRABARZ
Sławnego wartogłowa. Czyją, na przykład, jak myślicie?
HAMLET
Nie domyślam się wcale.
PIERWSZY GRABARZ
Zaraza na niego! Przypominam sobie, jak mi wylał na głowę całą butlę reńskiego Ta czaszka, proszę pana, była własnością Yoryka, królewskiego błazna.
HAMLET
podnosząc czaszkę
Jego?
PIERWSZY GRABARZ
Jego samego.
HAMLET
Pozwól, niech się jej przyjrzę. Biedny Yoryku! Znałem go, mój Horacy; był to człowiek niewyczerpany w żartach, niezrównanej fantazji, mało tysiąc razy piastował mię na ręku, a teraz — jakże mię jego widok odraża i aż w gardle ściska!
Tu wisiały owe wargi, które nie wiem jak często całowałem. Gdzież są teraz twoje drwinki, twoje wyskoki, twoje śpiewki, twoje koncepty, przy których cały stół trząsł się od śmiechu? Nicże z nich nie pozostało na wyszydzenie swych własnych, tak teraz wyszczerzonych zębów? Idźże teraz do gotowalni modnej damy i powiedz jej, że chociażby się na cal grubo malowała, przecież się takiej fizjognomii doczeka. Pobudź ją przez to do śmiechu. Proszę cię, mój Horacy, powiedz mi jedną rzecz.
HORACY
Co, mój książę?
HAMLET
Czy myślisz, że Aleksander Wielki tak samo w ziemi wygląda?
HORACY
Zupełnie tak.
HAMLET
I tak samo pachniał? Brr!
odrzuca czaszkę
HORACY
Zupełnie tak, mości książę.
HAMLET
Jak nikczemna dola może się stać naszym udziałem! Nie mogłażby wyobraźnia, idąc w trop za szlachetnym prochem Aleksandra, znaleźć go na ostatku zatykającego dziurę w beczce?
HORACY
Tak brać rzeczy, byłoby to brać je za ściśle.
HAMLET
Bynajmniej; można by go tam przeprowadzić, rozumując z umiarem i z wszelkim prawdopodobieństwem, przykład w taki sposób: Aleksander umarł, Aleksander został pogrzebiony, Aleksander w proch się obrócił, proch jest ziemią, z ziemi robimy kit i dlaczegóż byśmy tym kitem, w który on się zamienił, nie mogli zalepić beczki piwa?
Potężny Cezar przedzierzgnął się w glinę,
Którą przed wiatrem chłop zatkał szczelinę.
Zatrząsłszy światem pójść na polep chaty,
Toż kres wielkości, toż los potentaty?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
