poniedziałek, 12 listopada 2018

Absolutna nieegoistyczność

B.N mówi nam, że jedną z zasad Grupy Oksfordzkiej jest “Absolutna nieegoistyczność”, co prawdopodobnie warte jest przedyskutowania. Przyszli do mnie pewni przypadkowi goście i spytali czy nie jest to raczej egoistyczne z mojej strony, siedzieć tu samemu szukając własnego dobra. Idea tego jest, bez wątpliwości taka, że powinienem zająć się pomaganiem innym, jak Albert Schweitzer, który jest generalnie uważany obecnie za model nieegoistycznego poświęcenia się w służbie dla innych. Inny Albert – Einstein - ma coś do powiedzenia na ten temat:

Wszystko co ludzki rodzaj dokonał i wymyślił jest związane z satysfakcją odczuwanej potrzeby i uśmierzeniem bólu. Trzeba to mieć stale na uwadze, jeżeli pragnie się zrozumieć duchowe ruchy i ich rozwój. Uczucie i pragnienie są motywacyjnymi siłami stojącymi za wszelkim ludzkim wysiłkiem i ludzką kreacją, niezależnie od tego w jak wzniosłym przebraniu się nam to prezentuje.

Dlaczego zatem Albert Schweitzer poświęca swoje życie troszcząc się i lecząc trędowatych w Afryce? Ponieważ, mówi Albert Einstein czuje on potrzebę by tak robić i w ten sposób zaspakaja on swe pragnienie. A co mówi Budda?: “Zarówno uprzednio, mnisi, jak i teraz, to tylko cierpienia nauczam i o końcu cierpienia”. Einstein, w pewnym zakresie, zrozumiał, że cierpienie jest fundamentalnym faktem i podstawą wszelkiego działania. Budda zrozumiał to kompletnie, gdyż zna również ucieczkę od tego, której nie zna Einstein. Kiedy zatem pytanie: “Co powinienem robić?" powstaje (dla większości ludzi oczywiście takie pytanie się nie pojawia - oni już w pełni poświęcili się poszukiwaniom środków dla zaspokojenia swych zmysłowych pożądań i spełnienia swych światowych ambicji) wybór jest nie pomiędzy byciem egoistycznym a byciem nieegoistycznym, gdyż cokolwiek robię nie mogę uniknąć bycia egoistycznym – wszelkie działanie jest egoistyczne. Wybór jest pomiędzy byciem egoistycznym na sposób Schweitzera – przez nieegoistyczną służbę dla dobra innych a byciem egoistycznym na sposób Buddy:

Własne szczęście nie powinno być zaniedbywane 
dla dobra innych, jakkolwiek wielkiego, 
rozpoznawszy własne dobro dla siebie, człowiek 
powinien się poświęcić własnemu dobru. (Dh 166)

Jak mamy wybrać pomiędzy tymi dwoma sposobami bycia egoistycznymi? Odpowiedź jest: “Wybrać sposób bycia egoistycznym, który prowadzi do zakończenia bycia egoistycznym” a to jest sposób Buddy nie Schweitzera.

Jest wielu porządnych buddystów na Cejlonie, którzy są zaniepokojeni słowami Buddy cytowanymi powyżej; ale oczywiście nie przyznają się oni do tego nawet przed sobą, szybko przechodząc nad tym wersem gdy czytają Dhammapadę, lub dodają przypisy wyjaśniające, że Budda w rzeczywistości miał na myśli coś zupełnie innego. Oto aktualna nota uczyniona przez bardzo znanego cejlońskiego Therę: “Nie powinno się błędnie pojmować tych wersów jako oznaczających, że nie należy pracować dla dobra innych; nieegoistyczny serwis jest wysoce rekomendowany przez Buddę”. Ale to całkowite niezrozumienie Nauki Buddy. Wiele razy Budda wskazywał, że tylko ci co udanie poświęcili się własnemu dobru i są tego pewni (osiągając sotapatti) naprawdę mogą pomóc innym – ten kto sam grzęźnie w ruchomych piaskach nie może pomóc wydostać się z nich innym grzęznącym i jeżeli chce im pomóc wpierw musi się sam z nich wydostać (i jeśli mu się to uda, może zobaczyć, że zadanie pomagania innym w wydostaniu się, nie jest takie proste jak mu się to uprzednio wydawało). Pojęcie Absolutnej Nieegoistyczności jest mniej oczywiste niż ludzie chcą myśleć, odnosi się, jeżeli odpowiednio rozumiane (ale nikt poniżej sotapanny odpowiednio tego nie rozumie) do Buddy i do innych arahatów (co nie znaczy, że koniecznie muszą oni się poświęcić nieegoistycznemu serwisowi) i do nikogo więcej.

Nanavira Thera

Kto?

NA CA SO NA CA AŃŃO

"Ani on ani inny". Te często cytowane dictum pojawia się gdzieś w Milindapanha jako odpowiedź na pytanie; „Kiedy człowiek umiera, kto się odradza, on czy inny?" Te pytanie jest zupełnie niepoprawne i wszelkie próby odpowiedzi na nie są tak samo nieuprawnione. Pytanie, dociekając „kto” się odradza popada w sakkayaditthi. Bierze ono za pewnik ważność osoby jako „ja” bo to tylko o „ja”, to pytanie „wieczne” (so) czy „przemijające” (ańńo) jest postawione. Odpowiedź również bierze to "ja" za pewnik, gdyż zezwala by to pytanie było postawione. Odpowiedź zaledwie zaprzecza (by to „ja” które musi być albo wieczne albo przemijające) temu, że jest ono wieczne czy przemijające, co czyni pomieszanie jeszcze większym. Prawidłowym sposobem jest odrzucenie pytania na pierwszym miejscu. Porównaj Anguttara (VI,ix,10 <A.iii,440>) gdzie jest powiedziane, że ten o właściwym poglądzie: ditthisampanna, nie tylko nie może utrzymywać, że autor przyjemności i bólu jest kimś (sobą czy kimś innym) ale również nie może utrzymywać, że autor nie jest kimś (ani sobą ani innym). Ditthisampanna widzi obecną osobę (sakkaya) jako powstałą współzależnie od obecnych warunków i jako znikającą ze wstrzymaniem tych obecnych warunków i widząc tak nie uważa on obecnej osoby za ”ja”. Konsekwentnie nie zadaje pytania kto? o teraźniejszość. Przez wnioskowanie- (atitanagate nayam netva) odnosząc zasadę do przeszłości i przyszłości*, nie uważa on przeszłej czy przyszłej osoby za przeszłe czy przyszłe „ja” i nie zadaje pytania kto? o przeszłość czy o przyszłość (Patrz pytanie Mary, druga linia w „Prawda Absolutna"). (Milindapańha to szczególnie myląca książka).

*Dhamm'anvaye ńanam jest wiedzą zależną od wnioskowania w oparciu o Dhammę, tj wiedzą o tym, że fundamentalna Natura Rzeczy jest niezmienna w czasie i może być wywnioskowana z pewnością (inaczej niż w racjonalnym wnioskowaniu) od teraźniejszości do przeszłości i przyszłości. Innymi słowy to generalizacja bez abstrakcji.

Nanavira Thera

*
.
W Savatthi. „Mnisi, są te cztery pokarmy utrzymujące stworzenia, które doszły do istnienia, lub te szukające bycia. Jakie cztery? Solidny pokarm, zwykły lub subtelny, drugi kontakt; trzeci wola; czwarty świadomość. Takie mnisi są cztery pokarmy utrzymujące stworzenia które doszły do istnienia i te które szukają bycia”. Kiedy to zostało powiedziane, czcigodny Moliyaphagguna powiedział do Zrealizowanego:

„Czcigodny panie, kto konsumuje pokarm świadomość?” „Pytanie nieuprawnione”, odpowiedział Zrealizowany. "Nie mówię: 'Ktoś konsumuje'. Gdybym powiedział: 'Ktoś konsumuje', w tym wypadku byłoby to pytanie uprawnione: 'Czcigodny panie, kto konsumuje?' Ale tak nie mówię. A skoro tak nie mówię, gdyby ktoś spytał mnie: 'Czcigodny panie, czego pokarm świadomość jest warunkiem?', to byłoby pytanie uprawnione. A na to uprawnione pytanie odpowiedź jest: 'Pokarm świadomość jest warunkiem na wytworzenie przyszłego odnowienia istnienia'. Kiedy to co doszło do bycia istnieje, sześcioraka baza (dochodzi do bycia), z sześcioraką bazą jako warunek, kontakt”.

„Czcigodny panie, kto czyni kontakt?” „Pytanie nieuprawnione”, odpowiedział Zrealizowany. Nie mówię: 'Ktoś czyni kontakt'. Gdybym powiedział: 'Ktoś czyni kontakt', w tym wypadku byłoby to pytanie uprawnione: 'Czcigodny panie, kto czyni kontakt?' Ale tak nie mówię. A skoro tak nie mówię, gdyby ktoś spytał mnie: 'Czcigodny panie, z czym jako warunek, kontakt?', to byłoby pytanie uprawnione. A na to uprawnione pytanie odpowiedź jest: 'Z sześcioraką bazą jako warunek, kontakt (dochodzi do bycia). Z kontaktem jako warunek, uczucie'”.

„Czcigodny panie, kto czuje?” „Pytanie nieuprawnione”, odpowiedział Zrealizowany. Nie mówię: 'Ktoś czuje'. Gdybym powiedział: 'Ktoś czuje', w tym wypadku byłoby to pytanie uprawnione: 'Czcigodny panie, kto czuje?' Ale tak nie mówię. A skoro tak nie mówię, gdyby ktoś spytał mnie: 'Czcigodny panie, z czym jako warunek, uczucie?', to byłoby pytanie uprawnione. A na to uprawnione pytanie odpowiedź jest: 'Z kontaktem jako warunek, uczucie (dochodzi do bycia). Z uczuciem jako warunek, pragnienie”.

„Czcigodny panie, kto pragnie?” „Pytanie nieuprawnione”, odpowiedział Zrealizowany. Nie mówię: 'Ktoś pragnie'. Gdybym powiedział: 'Ktoś pragnie', w tym wypadku byłoby to pytanie uprawnione: 'Czcigodny panie, kto pragnie?' Ale tak nie mówię. A skoro tak nie mówię, gdyby ktoś spytał mnie: 'Czcigodny panie, z czym jako warunek, pragnienie?', to byłoby pytanie uprawnione. A na to uprawnione pytanie odpowiedź jest: 'Z uczuciem jako warunek, pragnienie (dochodzi do bycia), z pragnieniem jako warunek, utrzymywanie z utrzymywaniem jako warunek, istnienie, z istnieniem jako warunek, narodziny, z narodzinami jako warunek, starość i śmierć, żal, płacz, ból, smutek i rozpacz dochodzą do istnienia; takie jest powstanie tej całej masy cierpienia.

Ale Phagguna z zanikiem i wstrzymaniem sześciu baz dla kontaktu, wstrzymanie kontaktu, że wstrzymaniem kontaktu, wstrzymanie uczucia, ze wstrzymaniem uczucia, wstrzymanie pragnienia, ze wstrzymaniem pragnienia, wstrzymanie utrzymywania, ze wstrzymaniem utrzymywania, wstrzymanie istnienia, ze wstrzymaniem istnienia wstrzymanie narodzin, ze wstrzymaniem narodzin, wstrzymanie starości i śmierci, żalu, płaczu, bólu, smutku i rozpaczy. Takie jest wstrzymanie tej całej masy cierpienia.  SN 12: 12


*

Nisargadatta Maharaj (M): Błędne pytanie nie może być odpowiedzialne, a jedynie rozpoznane jako błędne.


P: Kiedy widzę coś przyjemnego, chcę tego. Kto dokładnie tego chce? Ja czy umysł?

M: Pytanie jest źle postawione. Nie ma „kto”. Jest pragnienie, lęk, gniew i umysł mówi – to ja, to moje. Pragnienie jest stanem umysłu postrzeganym i nazywanym przez umysł. Bez postrzegającego i nadającego nazwy umysłu, gdzie jest pragnienie?

*

M: Jestem niezaniepokojony różnicami i separacjami tworzącymi osobę. Tak długo jak ciało trwa, ma ono swoje potrzeby jak każde inne, ale proces mentalny doszedł do końca.

P: Zachowujesz się jak osoba która myśli.

M: Dlaczego by nie? Ale moje myślenie jak moje trawienie jest automatyczne i celowe. (…)

P: W tym momencie kto mówi jeżeli nie umysł?

M: To co słyszy pytanie, odpowiada na nie.

P: Ale kto to taki?

M: Nie kto, ale co. Nie jestem osobą w sensie jaki nadajesz temu słowu, choć mogę się tobie jawić jako osoba. Jestem nieskończonym oceanem świadomości w którym wszystko się wydarza. Jestem również poza wszelką egzystencją i poznawaniem, czystą błogością bytu. Nie ma nic od czego czułbym się odseparowany, stąd jestem wszystkim. Żadna rzecz nie jest mną, stąd jestem niczym.

Ta sama siła która sprawia, że płonie ogień i płynie woda, że kiełkują nasiona i rosną drzewa, sprawia że odpowiadam na twoje pytania. Nie ma we mnie nic personalnego, choć używany język i styl mogą jawić się personalnymi. Osoba jest szablonem pragnień i myśli i wynikających z tego działań, nie ma takiego szablonu w moim wypadku. Nie ma nic czego bym pragnął albo się obawiał – jakby mógł tu być jakiś szablon.

P: Z pewnością umrzesz.

M: Życie odejdzie, ciało umrze, ale to nie dotknie mnie w najmniejszym stopniu. Jestem poza czasem i przestrzenią, bezprzyczynowy, nie zanikający, jednakże samym łonem egzystencji. (…)

P: Czy twoja realizacja była nagła czy stopniowa?

M: Nic z tych rzeczy. Jest się tym czym się jest, bezczasowo. To umysł, który zdaje sobie sprawę z tego jak i kiedy oczyścił się z pragnień i lęków.

Niewiedza jako automatycznie funkcjonująca ślepota na swą własną ślepotę

Zwykła osoba (puthujjana czy przeciętniak) myśli “ja czuję, ja postrzegam, ja determinuję, ja poznaję” i odnosi się on do “ja”, do pewnego rodzaju ponadczasowego i niezmiennego ego czy “ja”. Ale arahat całkowicie pozbył się iluzji ego czy “ja” (wyobrażenia czy konceptu “ja jestem” i kiedy używa refleksji, myśli całkiem prosto: “uczucie czuje, percepcja postrzega, determinacje determinują, świadomość poznaje”. Prawdopodobnie to może ci pomóc dostrzec jak to jest gdy pragnienie całkowicie zanika a jednak “rozliczne rzeczy stoją tam w świecie”. Oczywiste jest, że nie mogą tam “stać w świecie” inaczej niż będąc odczuwanymi, postrzeganymi, determinowanymi, i poznawanymi (Berkeleya esse est percipi jest w zasadzie całkiem poprawne), ale dla żyjącego arahata pytanie “kto czuje, postrzega, determinuje, poznaje rozliczne rzeczy?” już dłużej nie powstaje – rozliczne rzeczy są odczuwane przez uczucie, postrzegane przez percepcję, determinowane przez determinacje i poznawane przez świadomość, innymi słowy są tam w świecie autonomicznie (właściwie zawsze były, ale puthujjana nie widzi tego gdyż bierze siebie za pewnik). Z rozpadem ciała arahata wszystko to znika. (Dla innych ludzi oczywiście te rzeczy będą się kontynuować aż sami z kolei staną się arahatami dochodząc do swej finałowej egzystencji). Dalszy punkt. Gdy arahat mówi do ludzi, będzie używał dalej lingwistycznych zwrotów i będzie mówił “ja” i “mnie” i “moje” itd ale już dłużej nie będzie pojmował tych słów tak jak to robi puthujjana.

*
Do Siostry Vajira

...W twoim przypadku, chociaż masz tendencje do tworzenia ścisłych schematów (to postawa umysłu) jest jeszcze inny aspekt. Wydajesz się być całkiem świadoma niespójności twojej obecnej pozycji, prowadzącej do frustracji gdy arahat jest opisywany “jako taki” i prawdopodobnie przygotowana na to by zgodzić się z moim twierdzeniem, że to z uwagi na zbłądzenie i nieumiejętność dostrzeżenia, że rzeczy mogą mieć znaczenie bez bycia “moimi”, że mogą być teleologiczne bez bycia zawłaszczonymi. I myślę również, że zdajesz sobie sprawę z tego, że faktycznie to centralny problem i wszystko inne ma drugorzędne znaczenie i jest nieważne. Ta postawa nie jest sterylna i od początku było to moją główną troską, bezpośrednio czy pośrednio, by zachęcić cię do jej zajęcia i zdecydowanie przy tym trwałem i jak zauważyłaś stale podkreślałem tą sprawę (w jakiejkolwiek formie była przedstawiana) i odrzuciłem wszelkie próby dojścia do kompromisowego rozwiązania. To dlatego, że byłaś gotowa do słuchania o tej jednej rzeczy, kontynuowałem korespondencję. Inne rzeczy, które dyskutowaliśmy, oprócz tych zmierzających właśnie do tego, są o małej ważności. Ale jedna rzecz to mój nacisk na tą sprawę, i całkiem inna rzecz to twoje zobaczenie tego. Nawet mnisi w czasach Buddy musieli czasami odejść i popracować nad tym sami.


Dodane później


Mówisz, tak jak to widzę, że “doświadczenie arahata funkcjonuje automatycznie”. Zakładam, że rozumiesz przez to, że funkcjonuje ono bez żadnego ja czy agenta czy mistrza, który by nim kierował. Ale ja nie mówię inaczej. Wszystko co bym do tego dodał to, że to automatyczne funkcjonowanie ma kompleksową strukturę teleologiczną.

Doświadczenie puthujjana jednakże, jest jeszcze bardziej kompleksowe, gdyż obecna jest również avijja (niewiedza) i tak, jest zawłaszczenie jak również teleologia. Ale to także funkcjonuje automatycznie, bez żadnego ja czy agenta by tym kierował. Jednak z uwagi na zawłaszczenie, pojawia się to jako będące kierowanym przez “ja”, agenta czy mistrza. Avijja funkcjonuje automatycznie ale ukrywa ten fakt przed sobą. Avijja jest automatycznie funkcjonującą ślepotą na swoje automatyczne funkcjonowanie. Usunięcie ślepoty usuwa zawłaszczenie ale pozostawia teleologię.


Nanavira Thera

Negatywne "ja" w poszukiwaniu identyfikacji

Esencjonalnie horyzontalny pogląd scholastyka na rzeczy, szukanie powiązań w przestrzeni i czasie i jego historyczne podejście do tekstów* dyskwalifikują go z jakichkolwiek możliwości zrozumienia Dhammy, którą Budda sam nazwał akalika, bezczasową.

*Słownik PTS przykładowo zakłada, że słowo atta w Suttach odnosi się do fenomenu czysto historycznego (z szóstego i siódmego wieku przed Chrystusem) znanego jako „dusza” lub jeszcze do refleksyjnego „ja” ewidentnie o czysto gramatycznym znaczeniu. Wszelkie sugestie, że może występować jakieś powiązanie (o czysto witalnym znaczeniu) pomiędzy „duszą” a „ja” są pruderyjnie omijane.

***

Ale osoba, która żyje subiektywno-refleksyjnym sposobem jest zaabsorbowana i zidentyfikowana nie z pozytywnym światem ale z sobą. Świat, oczywiście pozostaje “tam” ale jest uważany za przypadkowy (Husserl mówi, że taki człowiek “wkłada go w nawias”) a to znaczy, że odrzuca on jakąkolwiek pozytywną identyfikację jako nieważną. Nie jest on już dłużej “politykiem”, czy “rybakiem” ale “ja”. Lecz to co my nazywamy “ja”, jeżeli nie otrzyma pozytywnej identyfikacji z zewnątrz, pozostaje puste, innymi słowy, negatywne. “Ja” jednakże jest pozytywne w tym sensie, że szuka identyfikacji. I tak osoba, która identyfikuje się z samym sobą odnajduje, że jej pozytywność składa się z negatywności – nie przekonującego “ja jestem tym” czy “ja jestem tamtym” pozytywniaka ale trudnym do zrozumienia, kłopotliwym czy nawet niepokojącym; “Czym jestem?” Wieczne powtarzanie tego wiecznie nieodpowiedzianego pytania jest początkiem mądrości (to początek filozofii) ale pokusa by wyposażyć się w definitywną odpowiedź jest zwykle zbyt mocna i człowiek wpada w błędny pogląd tego czy innego rodzaju. (Potrzeba Buddy by wskazał drogę wyjścia z tej niemożliwej sytuacji). Dla sotapanny, który rozumie esencję Nauki Buddy to pytanie wciąż powstaje, ale widzi on, że jest ono nie do odpowiedzenia i nie martwi się tym; dla arahata pytanie już dłużej nie powstaje i to finałowy spokój.

Nanavira Thera

Pierwszy cytat zamieściłem, żeby przypomnieć raz jeszcze, iż Nauka Buddy jest skierowana do mnie, tutaj i teraz, za kogokolwiek bym się nie uważał, atta czy "ja" to ja sam i to z czym się identyfikuję. Idea nauczana przez Buddę, "wszystkie rzeczy są nie-ja", ukazuje mi, że jestem ofiarą błędnej samo-identyfikacji. Co do idei "nie ma ja" to jest to błędny pogląd, ścisłej ucchedavada.

Może się powtarzam, ale powtarzanie ciągle tej samej rzeczy, jest taktyką, którą stosował sam Budda. Idea totalnej dezidentyfikacji z całym fenomenalnym światem, materialnym i mentalnym, nie jest z tych, które umysł przyswaja łatwo; ciągłe powtarzanie pozwala nam oswoić się z ideą dezidentyfikacji i zacząć ją wcielać w życie.


sobota, 10 listopada 2018

Trwałość "ja"

I gdzie tu wchodzi Budda? Jeżeli zrozumiemy „wieczne” (którym dla Kierkegaarda jest zasadniczo Bóg – tj dusza będąca częścią Boga) jako „podmiot” czy „ja” i „to co powstałe” jako całkiem oczywiście nietrwałe „obiekty” w świecie (co jest również w znaczeniu K) sytuacja staje się jasna. To co nazywamy „ja” jest pewną charakterystyką wszelkiego doświadczenia, które wydaje się być wiecznym. Jest całkiem oczywiste, że dla wszystkich ludzi rzeczywistość i trwałość ich „ja” jest brana za absolutnie pewną i rozbieżność o której mówi K jest prosto tą pomiędzy moim „ja” (które automatycznie biorę za trwałe) i aż nadto jawnie nietrwałymi „rzeczami” w świecie, które „ja” usiłuje posiąść. Wieczny „podmiot” dąży do posiadania temporalnego „obiektu” i sytuacja jest od razu zarówno komiczna jak i tragiczna – komiczna, ponieważ coś temporalnego nie może być posiadane na wieczność, i tragiczna, ponieważ wieczne nie może się powstrzymać od czynienia daremnych prób by posiąść temporalne na wieczność. Ta tragi-komedia jest cierpieniem (dukkha) w jego najgłębszym sensie. I to uwolnienie się od tego jest tym czego naucza Budda. Jak? Przez wskazanie, że odwrotnie do naszych naturalnych założeń (które przyjmują, że podmiot „ja”, dalej by kontynuował istnienie nawet gdyby w ogóle nie było obiektów) egzystencja podmiotu zależy od egzystencji obiektu; a skoro obiekt jest jawnie nietrwały, podmiot musi być takiż sam. I od razu gdy domniemany podmiot jest widziany jako będący nie mniej temporalnym niż obiekt, rozbieżność pomiędzy wiecznym i temporalnym zanika (na czterech etapach – sotapatti, sakadagamita, anagamita i arahatta); i z zanikiem rozbieżności dwie kategorie „tragiczna” i „komiczna” również zanikają. Arahat ani się nie śmieje ani nie płacze, i to jest koniec cierpienia (z wyjątkiem oczywiście fizycznego bólu, który znika wraz z rozpadem ciała).

W ten sposób możesz dojrzeć progresywne przesuwanie się z bezmyślnej bezpośredniości (zarówno dziecięcego rozbawienia, które odmawia wzięcia tragicznego poważnie, czy pompatycznej powagi, która odmawia potraktowanie humorystycznie komicznego) ku świadomej refleksji (która jest limitem filozofii puthujjana) do pełnej realizacji ariya dhammy (gdzie zarówno tragiczne jak i komiczne ostatecznie giną, by nigdy już nie powrócić).

Nanavira Thera

Każdy przeciętniak, czy puthujjana jest attavadinem, wierzącym w istnienie swego "ja", lub formułując to inaczej, przekonanym o własnym istnieniu. Attavada determinuje stan istnienia, z utrzymywaniem (upadana) jako warunek (bhava) istnienie.

Tak długo jak interpretujemy doktrynę anatta ogłaszaną przez Buddę jako mówiącą, że "ja" nie istnieje, jako attavadini będziemy kontynuować nasze istnienie, nie wiedząc nawet jaka praca jest do wykonania. W końcu "wiemy" że "ja" nie istnieje... Możemy czuć nawet wyższość nad naiwnymi chrześcijanami, którzy wierzą w istnienie duszy -atta- czy hinduskimi joginami poszukującym atta  -Self-.

Podchodząc jednak do problemu od strony praktycznej i zakładając, że Budda chce pomóc nam, że to my mamy problem z błędną interpretacją doświadczenia, musimy zdać sobie sprawę, że w Nauce Buddy, jak najbardziej istnieje coś takiego jak self-knowlege, czy samopoznanie, i że to samopoznanie daje nam nieśmiertelność. Tyle, że to co poznajemy, to to czym nie jesteśmy, nie jesteśmy ciałem, pamięcią, uczuciem, jakikolwiek aspekt doświadczenia musimy widzieć jako nie-ja. Innymi słowy doktryna anatta, zaprasza nas do podjęcia procesu dezidentyfikacji i widzenia wszystkich rzeczy w ten sposób: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja".

Warto zdać sobie sprawę, że idee mają konsekwencje, które nie zawsze są rozumiane. I tak, koncepcja świata, nie jest tak smooczywistą, jak się to ludziom wydaje. Czy świat jest wieczny, czy nie? Czy świat jest skończony czy nieskończony? Te wszystkie pytania biorą za pewne to co pojawia się w naszym doświadczeniu tylko w obecności somo-identyfikacji z ciałem:
Najgorszą ideą jest ta, że jesteś ciałem. Z ciałem przychodzi świat, ze światem Bóg, który jak się zakłada stworzył świat i tak to się zaczyna, lęki, religie, modlitwy, ofiary, różnego rodzaju systemy – a wszystko to by chronić i wspierać dziecko – człowieka przerażonego potworami które sam stworzył.
Można się nie zgadzać z Nisargadattą Maharajem i twierdzić że są gorsze idee, jak samo-identyfikacja z umysłem, ale konsekwencje wynikające z identyfikowania się z ciałem opisuje on jak najbardziej poprawnie. W bezpośrednim doświadczeniu, ciało jest tylko jednym z obiektów w polu świadomości, inne obiekty są "zewnętrzne" w stosunku do ciała, ale to nie tworzy jeszcze świata, w "świecie" zaczynamy istnieć dopiero gdy identyfikujemy się z ciałem.

Albo też idea "moje". Jeżeli widzimy coś co należy do nas, to tym samym zakładamy nasze istnienie jako posiadacza. Idea "to moje" implikuje "ja".

Zatem intuicyjne przeczucie nieśmiertelności bynajmniej nie powinno być lekceważone, śmiertelność która wydaje się być nieunikniona wynika z nie widzenia śmierci jako nietrwałej, determinowanej i powstałej współzależnie. Wraz z odrzuceniem wszelkich samo-identyfikacji, nie ma w nas już nic co mogłoby być podmiotem śmierci.

"Ja" w Nauce Buddy jest błędnym poglądem i jako taki zostaje już porzucony przez sotapannę, u którego dalej istnieje fundamentalna postawa "jestem". Wraz z dalszą kontynuacją procesu dezidentyfikacji, i ona zanika, co jednak może zająć trochę czasu, nie dłuższego jednak jak siedem kolejnych egzystencji. Bez wspierającego "jestem tym", samo " jestem" także musi upaść.

piątek, 9 listopada 2018

Istnienie jako powstałe współzależnie

10 Z utrzymywaniem jako warunek, istnienie, z istnieniem jako warunek, narodziny, z narodzinami jako warunek starość i śmierć...

Fundamentalne upadana czy „utrzymywanie” to attavada co jest utrzymywaniem wiary w „ja”.(patrz Majjhima ii,1 <M.i,67>) Puthujjana bierze to co pojawia się jako jego „ja” za pewnik i tak długo jak to trwa, kontynuuje on bycie „ja”, przynajmniej w swym własnym widzeniu (i w oczach tych innych jak on sam). To bhava czy istnienie. Puthujjana wie, że ludzie się rodzą i umierają a skoro myśli „moje ja istnieje” to również myśli „moje ja się urodziło” i „moje ja umrze”. Puthujjana widzi „ja”do którego odnoszą się słowa „narodziny i śmierć”.

[Utrzymując konieczne zastrzeżenia dotyczące jego poglądów, możemy zauważyć, że Heidegger, w jego Sein und Zeit podporządkowuje idee narodzin i śmierci istnieniu w obrębie jedności naszej egzystencjalnej struktury. Ja istnieję, ja jestem jako narodzony i jako narodzony, jestem narażony w każdym momencie mego istnienia na śmierć. (Książka „Bycie i Czas” dopiero ostatnio stała się dla mnie osiągalna. Odkrywam, że gdzie się ze sobą nie zgadzają Heidegger z Sartre ten pierwszy ma zwykle rację)].

W kontraście do puthujjana arahat całkowicie pozbył się asmimana (wyobrażenia „jestem” już nic nie mówiąc o attavada) i nawet nie myśli „ja jestem”. To bhavanirodha – wstrzymanie istnienia. A skoro nie myśli on „ja jestem”, nie myśli on również „ja się urodziłem” czy „ja umrę”. Innymi słowy nie widzi on „osoby" czy nawet „ja” do którego odnosiłyby się słowa narodziny i śmierć. To jatinirodha i jaramarananirodha.

Nanavira Thera

Ucieczka przed prawdą

Tylko pionowy wgląd, prosto w głąb własnej osobistej egzystencji daje człowiekowi możliwość postrzeżenia niepewności i braku bezpieczeństwa jego sytuacji i tylko człowiek który to dostrzegł jest przygotowany do wysłuchania Nauk Buddy. Ale rodzaj ludzki nie może znieść zbyt wiele rzeczywistości: ludzie w większości uciekają w popłochu od tego pionowego bezpośredniego wglądu w istnienie i szukają schronienia w rozrywkach.

Nanavira Thera

Umrzeć trzeba samemu

Pocieszni jesteśmy, iż szukamy wytchnienia w towarzystwie podobnych nam, nędznych jak my, bezsilnych jak my: nie pomogą nam, umrzeć trzeba samemu. Trzeba tedy czynić, jak gdyby człowiek był sam; a wówczas, czyżbyśmy budowali wspaniałe domy, etc. Szukalibyśmy bez chwili wahania prawdy; a jeżeli uchylamy się od tego, dajemy tym świadectwo, iż wyżej cenimy szacunek ludzi niż szukanie prawdy.


Pascal

Skąd pochodzi, iż człowiek chromy nie drażni nas, a umysł chromy drażni?


198
Skąd pochodzi, iż człowiek chromy nie drażni nas, a umysł chromy drażni? Stąd, iż chromy uznaje, że my idziemy prosto, umysł zaś chromy powiada, że to my kulejemy; inaczej budziłby w nas litość, a nie gniew.

Epiktet pyta o wiele silniej: Czemu nie gniewamy się, gdy ktoś mówi, że cierpimy na głowę, a gniewamy się, gdy mówi, że błądzimy w rozumowaniu lub w wyborze? — Temu, iż jesteśmy zupełnie pewni, że nie cierpimy na głowę i że nie jesteśmy chromi, nie jesteśmy natomiast równie pewni tego, czy wybraliśmy drogę prawdy, jesteśmy jej pewni jedynie dzięki temu, iż widzimy ją wyraźnie własnymi oczami; gdy więc ktoś inny widzi równie wyraźnie rzecz przeciwną, to nas wprawia w wahanie i zaskakuje, a bardziej jeszcze, kiedy tysiąc innych drwi sobie z naszego wyboru; trzeba bowiem dać pierwszeństwo naszemu rozumowi przed rozumem tylu innych; a to jest zuchwałe i trudne. Nie ma nigdy tej sprzeczności w zmysłach odnośnie do chromego.

Pascal

O dyscyplinie

Jeżeli dyscyplina nie przekształca istnienia jednostki w oryginalny dramat, wszyscy niestrudzenie recytują ten sam zwierzęcy repertuar.

Jest coś niezniszczalne nikczemnego w poświęceniu nawet najgłupszej zasady na ołtarzu najszlachetniejszych namiętności. 

Nicolas Gomez Davila


Dyscyplina powinna ciążyć jak tarcza, nie jak jarzmo.

 Rivarol


Szczęście jest sprawą dyscypliny.

Marai


Dyscyplina jest matką dobrobytu.

Ajschylos


Szukaj swobody, a staniesz się niewolnikiem swoich pragnień. Szukaj dyscypliny, a znajdziesz wolność.

Frank Herbert


Kiedy nauczycielki zmęczyły się moimi uwagami, zaczęły pozwalać dzieciom na robienie wszystkiego tego, co chciały. Widziałam chłopca z nogami zarzuconymi na stolik i dłubiącego w nosie, na co nauczycielki w ogóle nie reagowały i nie upominały go; widziałam dzieci popychające swoich kolegów i mające agresywny wyraz twarzy, co też nie wywołało żadnej reakcji u nauczycielek. Musiałam więc zainterweniować cierpliwie, by pokazać, jak należy zabraniać i powoli tłumić wszystkie czyny, które nie powinny mieć miejsca, aby dziecko miało zupełną jasność w odróżnianiu dobra od zła. Przy ustalaniu zasad dyscypliny jest to niezbędny punkt wyjścia, a zarazem najtrudniejszy czas dla nauczyciela.

Początki dyscypliny osiągamy przez pracę. Moment, gdy dziecko zaczyna interesować się żywo własną pracą, wskazuje wyraz jego twarzy, skupiona uwaga, stałość w wykonywaniu ćwiczenia. Dziecko to jest na drodze ku dyscyplinie.

Dzieci z naszych szkół ukazały nam, że prawdziwym celem wszystkich dzieci jest nieprzerwane zaangażowanie w wykonywaniu zadań. Tego nigdy jeszcze nie widziano, tak samo jak spontanicznego wyboru rodzaju pracy bez pomocy ze strony nauczyciela. Dzieci, podążając za wewnętrznym nauczycielem, zajmowały się pracą (każdy inną) i to dawało im uczucie radości i spokoju. Potem wydarzyło się coś, czego nie zaobserwowano jeszcze w żadnej innej grupie dzieci: spontaniczna dyscyplina. Ten fakt zadziwiał ludzi jeszcze bardziej niż spontaniczna eksplozja pisania. Dyscyplina w wolności okazała się być rozwiązaniem problemu, który wydawał się być nie do rozwiązania: żeby osiągnąć dyscyplinę, daj wolność.


Maria Montessori

Carl Schmitt - Pieśń Sześćdziesięciolatka

Zaznałem wielu przemian losu:
Zwycięstw i klęsk, rewolucji i restauracji,
Inflacji i deflacji, bombardowań,
Zniesławień, zmian reżymów i pęknięć rur,
Głodu i zimna, obozów i pojedynczych cel.
Przeszedłem przez to wszystko,
To wszystko przeszło przeze mnie.
Znam wiele odmian terroru;
Terror z góry i terror z dołu,
Terror na lądzie i terror z powietrza
Terror legalny i pozalegalny
Terror brunatny, czerwony i w kratkę,
I ten najgorszy, którego nikt nie odważy się
Nazwać.
Znam je wszystkie i znam ich objęcia.
Znam chóry pochlebców władzy i prawa
Tuby reżymów fałszujące sens prawdy
Czarne listy z mnogością nazwisk
I kartoteki prześladowców.
Cóż mam więc opiewać?
Hymn na cześć placebo?
Czyż mam pozostać naiwny
Zazdroszcząc zwierzętom i kwiatom ?
Zadrżeć lękliwie w kręgu sielskich bożków?
Szczęściem komara szczęśliwego w sobie?
Trzy razy byłem w brzuchu wieloryba.
Patrzyłem w oczy samobójczej śmierci
Pragnąc uprzedzić wyrok z ręki kata.
Lecz chroniąc objęło mnie słowo sybillińskich
wieszczów,
i wrota ocalenia otworzył mi święty ze Wschodu.
Synu tego misterium, nie możesz drżeć z lęku
Słuchaj i cierp!



11 lipca 1948 C. S.

przełożył: Wojciech Kunicki


Ze strony Pana Tomasza Gabisia

Co czego nie można już stracić ...

Ale jak cierpienie jest związane z nietrwałością? To branie za pewne jako przyjemno-trwałe (prawdopodobnie wieczne byłoby lepszym słowem) tego co tak naprawdę jest nietrwałe. I rzeczy są brane za pewnie przyjemno-trwałe (czy wieczne) kiedy są brane (w ten czy inny sposób) za “ja” czy “moje” (gdyż, jak słusznie zauważyłeś idee subiektywności stowarzyszone są z ideami nieśmiertelności) i puthujjana bierze wszystkie rzeczy w ten sposób. I tak dla puthujjana wszystkie rzeczy są (sankhara)dukkhacierpieniem związanym z determinacjami. Jak zatem – i to wydaje się być głównym punktem w twojej argumentacji – jak zatem puthujjana widzi i wie (czy osądza), że wszystkie rzeczy są cierpieniem, skoro nie ma pewnego tła (czy kryterium czy normy) o nie-cierpieniu (tj o sukha) w odniesieniu do której wszystkie rzeczy ukazują się jako dukkha (cierpienie). Odpowiedź jest całkiem prosta: puthujjana nie widzi i nie wie (czy nie osądza), że wszystkie rzeczy są cierpieniem. Puthujjana nie ma kryterium czy normy dla uczynienia takiego osądu a zatem go nie robi.

Doświadczenie puthujjana jest sankharadukkha z góry na dół, a w konsekwencji nie ma sposobu poznania cierpienia osobiście, gdyż jakkolwiek daleko się “wycofa” w refleksyjnym wysiłku ciągle zabiera dukkha ze sobą. (Omówiłem to zagadnienie w terminach avijja, która jest dukkhe ańńanam (nie-wiedzą o cierpieniu) i ukazałem, że avijja ma strukturę hierarchiczną i wspiera samą siebie). Rzecz opiera się na tym, że puthujjany nie-wiedza o cierpieniu jest też jego (błędną) akceptacją tego co wydaje się być „ja” czy podmiotem czy “ego” jako trwałe/ przyjemne/ ja. A jak dochodzi do wiedzy o cierpieniu? Jak to jest z Buddą, nie mogę powiedzieć (choć wydaje się z Sutr, że jest to sprawa nadzwyczaj inteligentnego procesu prób i błędów przez długi okres). Ale u innych dochodzi do tego po usłyszeniu Dhammy (jako puthujjanowie) idącej pod prąd ich całemu sposobowi myślenia. Akceptują oni na wiarę (saddha) tą naukę o nietrwałości/ cierpieniu/ nie-ja i właśnie to, gdy zaadoptowane staje się ich kryterium czy normą w odniesieniu do której ostatecznie sami dochodzą do tego, że wszystkie rzeczy są dukkha – dla puthujjana i do tego stopnia do jakiego przestali być puthujjanami zanika (sankhara)dukkha i do tego stopnia również mają w swym własnym doświadczeniu “wbudowane” kryterium czy normę w odniesieniu do której czynią dalszy progres. (Sekha – już nie puthujjana ale jeszcze nie arahat – ma swego rodzaju “podwójną wizję”, jedną część nieregenerującą się a drugą regenerującą się). Jak tylko zostaje sotopanną (wchodzącym w strumień) człowiek uzyskuje aparapaccaya ńanam – wiedzę, która nie zależy od nikogo innego, ta wiedza jest również nazywana jako nie dzielona ze zwykłymi ludźmi i człowiek, który ją ma (chyba, że dla przyśpieszenia swojego progresu) nie ma potrzeby słuchania Nauki Buddy – w tym sensie, że jest on (w części) tą Nauką.

***
Przypominam ten fragment listu czcigodnego Nanaviry, gdyż jeden z czytelników wyraził opinię, że ariya może zapomnieć Dhammę. Z pewnością ariya może wiele zapomnieć, ale wgląd w Cztery Szlachetne Prawdy nie jest wiedzą bazującą na pamięci, i jest stale obecny w doswiadczeniu.

O tym, że wgląd w Szlachetne Prawdy nie jest temporalnej doświadczeniem, które podlegałoby utranie pisałem też tutaj

O tym co niezmienne

M: Droga do prawdy leży w zniszczeniu fałszu. By zniszczyć fałszywe, musisz zakwestionować swe najbardziej niezmienne wierzenia. Z tych idea, że jesteś ciałem, jest najgorszą. Z ciałem przychodzi świat, ze światem Bóg, który jak się zakłada, stworzył świat, i tak to się zaczyna – lęki, religie, modlitwy, ofiary, wszelkiego rodzaju systemy – wszystko by ochraniać i wspierać człowieka-dziecko, umierającego z przerażenia z powodu potworów które sam stworzył. Rozpoznaj, że to czym jesteś, nie może się urodzić ani umrzeć, i z odejściem lęku zakończy się wszelkie cierpienie.
Co umysł wymyślił, umysł niszczy. Ale rzeczywiste nie jest wymyślone i nie może być zniszczone. Trzymaj się tego nad czym umysł nie sprawuje władzy. To o czym ci mówię, nie jest ani w przeszłości ani w przyszłości. Ani też nie jest to codzienne życie, takim jakim płynie teraz. To nie jest wieczne, to jest bezczasowe i totalna bezczasowość jest ponad umysłem.

M: To co nie może się zmienić, pozostaje. Wielki spokój, głębokie milczenie, ukryte piękno rzeczywistości pozostaje. Podczas gdy nie może być przekazane słowami, to czeka na ciebie, byś sam tego doświadczył.

M: Osiągasz punkt kiedy nic nie może ci się przydarzyć. Bez ciała, nie możesz być zabity, bez posiadłości nie możesz być okradziony; bez umysłu, nie możesz być oszukany. Nie ma punktu gdzie pragnienie czy lęk mogłyby znaleźć zahaczenie. Tak długo jak nie może ci się przytrafić zmiana, cóż innego ma znaczenie?

M: Nie jest to postrzegalne, ponieważ samo jest tym, co czyni percepcję możliwą. Jest poza istnieniem i nie-istnieniem. Nie jest ani zwierciadłem ani odbiciem w zwierciadle. Jest tym czym jest, bezczasową rzeczywistością, niewiarygodnie twardą i solidną.

P: Jeżeli nie ma takiej rzeczy jak wiedza o rzeczywistym, to jak to osiągnę?
M: Nie musisz sięgać po to co już jest w tobie. Samo twoje sięganie sprawia, że mijasz się z tym. Porzuć ideę, że tego nie znalazłeś, i tylko pozwól temu wejść w obręb bezpośredniej percepcji, tutaj i teraz. Usuwając wszystko co jest z umysłu.
P: Kiedy wszystko co może odejść, odejdzie, co pozostanie?
M: Pozostanie pustka, pozostanie przytomność, pozostanie czyste światło świadomego bytu. To jak pytanie co pozostanie z pokoju kiedy wszystkie meble zostaną usunięte? Pozostanie w najwyższym stopniu wygodny pokój. A kiedy ściany zostaną usunięte, pozostanie przestrzeń. Poza przestrzenią i czasem jest tutaj i teraz rzeczywistości.

Jest, mnisi, nie-zrodzone, nie powstałe, nie-uczynione, nie-determinowane, bo gdyby, mnisi, nie było nie-zrodzonego, nie-powstałego, nie-uczynionego, nie-determinowanego to ucieczka ze zrodzonego, powstałego , uczynionego determinowanego nie pojawiła by się. Ale ponieważ jest nie-zrodzone, nie powstałe, nie-uczynione, nie-determinowane, to pojawia się ucieczka ze zrodzonego, powstałego, uczynionego determinowanego. Udana 8: 3

***
Asankhata element, element nie-determinowany, może wydawać się zwykłemu człowiekowi czymś tajemniczym. Dzieje się tak dlatego, że człowiek lekceważy jedną z fundamentalnych praktyk duchowych, jakim jest zachowanie milczenia. Zaczynamy od milczenia ust, (już to wydaje się poza zasięgiem większości medytujacych, można spotkać wielu którzy praktykują zgodnie z tą czy inną techniką ale jeszcze nie spotkałem nikogo kto za główną technikę obrałby milczenie. 

Wraz z sukcesem w praktyce milczenia ust, wspartym odosobnieniem fizycznym i mentalnym (jak na przykład calkowita rezygnacja z oglądania TV i słuchania innej muzyki niż naturalne dźwięki lasu), pojawia się milczenie myśli. Rozpoznajemy milczące tło umysłu, w obrębie którego pojawiają się i zanikają myśli. Niekonieczne piszę tu o drugiej jhanie, która charakteryzuje się co prawda absencją myśli, ale ma też inne czynniki. Mówię o prostszym stanie, druga jhana pojawia się, trwa przez jakiś czas i zanika, natomiast gdy raz rozpoznane, to milczące tło umysłu jest zawsze obecne, jak i wiedza o nim. Stany chciwości, nienawiści i złudzenia, materializują się jako konkretne myśli, które mogą zepchnąć to milczące tło umysłu na dalszy plan, jednak to ono zapewnia sotapannie "standard przyjemności", w oparciu o który stany chciwości, nienawiści i złudzenia są widziane jako bolesne.

I wreszcie mamy milczenie serca, głęboki spokój, którego nie jest w stanie zakłócić żadne temporalne doświadczenie. Choć taka transformacja od milczącej osoby (sakkaya) do milczenia elementu nie-determinowanego, musi być wsparta odpowiednią wiedzą i mądrością, lekceważąc milczenie jest się od początku na straconej pozycji.