Ten, kto gwiazdę w locie schwyta,
Sprawi dziecko mandragorze,
Wie, skąd diabeł wziął kopyta,
Albo czemu gasną zorze,
Umie słuchać Syren śpiewu,
Strzec się zawistników gniewu —
Ten jedyny
Zna krainy,
Gdzie nie znajdzie fałsz gościny.
Jeśli jest to w twojej mocy
Niewidzialne widzieć dziwy,
Pędź tysiące dni i nocy,
Aż ośnieży cię włos siwy;
Jedź, a powiesz po powrocie,
Że widziałeś cudów krocie,
Ale przecie
Nigdzie w świecie
Nie dowierza się kobiecie.
Jeśli znajdziesz wierną panią,
Daj mi znać, bo rzecz to rzadka;
Lecz ja się nie skuszę na nią,
Choćby była to sąsiadka.
Wierna była, gdyś z nią gadał,
Jeszcze kiedyś list układał,
Lecz da radę,
Nim przyjadę,
Trzeci raz popełnić zdradę.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
wtorek, 7 lutego 2017
Alchemia miłości
Ci, co głębiej ode mnie grzebali się w sztolni
Miłości, powiadają, że byli w niej zdolniTrafić na szczęścia głębokie pokłady:
Ja dotrzeć do tych skrytych złóż nie dałbym rady,
Choćbym kopał i kochał się jeszcze mozolniej;
Wszystko to fałsz, gdy spojrzeć z bliska:
Jak alchemik, Eliksir pragnąc legendarny
Stworzyć, wychwala swój garnek ciężarny,
Już gdy z substancji przeróżnych zlewiska
Pachnidło lub lekarstwo przypadkiem uzyska —
Tak i kochanków czeka nie szczęście olbrzymie,
Lecz noc, krótka jak w lecie a chłodna jak w zimie.
Spokój, dostatek, honor — któż ten skarb wymienia
Na grę mydlanych baniek i lotnego cienia?
Czyż to jest miłość, że mój lokaj zwie się
Równie jak ja szczęśliwym, gdy już wreszcie zniesie
I ślubnych, i poślubnych scen upokorzenia?
Jeśli przysięga zakochany,
Że ślub łączy nie ciała, ale dusze czyste,
Przysiągłby równie prawdziwie, zaiste,
Że w zgiełku gości weselnych zza ściany
Słyszy akord, przez sfery harmonijnie grany.
Nie chciej duszy w kobietach; przy całym rozumie
Są, gdy się je posiędzie, już tylko jak mumie.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
Miłości, powiadają, że byli w niej zdolniTrafić na szczęścia głębokie pokłady:
Ja dotrzeć do tych skrytych złóż nie dałbym rady,
Choćbym kopał i kochał się jeszcze mozolniej;
Wszystko to fałsz, gdy spojrzeć z bliska:
Jak alchemik, Eliksir pragnąc legendarny
Stworzyć, wychwala swój garnek ciężarny,
Już gdy z substancji przeróżnych zlewiska
Pachnidło lub lekarstwo przypadkiem uzyska —
Tak i kochanków czeka nie szczęście olbrzymie,
Lecz noc, krótka jak w lecie a chłodna jak w zimie.
Spokój, dostatek, honor — któż ten skarb wymienia
Na grę mydlanych baniek i lotnego cienia?
Czyż to jest miłość, że mój lokaj zwie się
Równie jak ja szczęśliwym, gdy już wreszcie zniesie
I ślubnych, i poślubnych scen upokorzenia?
Jeśli przysięga zakochany,
Że ślub łączy nie ciała, ale dusze czyste,
Przysiągłby równie prawdziwie, zaiste,
Że w zgiełku gości weselnych zza ściany
Słyszy akord, przez sfery harmonijnie grany.
Nie chciej duszy w kobietach; przy całym rozumie
Są, gdy się je posiędzie, już tylko jak mumie.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
John Donne - Potrójny głupiec
Po dwakroć głupcem zwać się muszę,
Raz, że kochałem, dwa, żem swe katusze
Przelewał w wierszy łzawe słowa;
Lecz kto się, pytam, mądrzej ode mnie zachowa,
Gdy spotka go, jak mnie, odmowa?
Jako się oczyszczają z soli morskie fale,
Gdy sztorm je wtłacza w kręte korytarze ziemi,
Tak i ja chciałem bóle me i żale
Poskromić, skrępowawszy je rymy ścisłemi.
Żal, dzielony na wersy, nie tak nieprzebrany
Zda się, i cichnie, gdy go zakuć w strof kajdany.
Lecz gdym tak zrobił (po co — nie wiem),
Ktoś inny, pragnąc popisać się śpiewem,
Muzykę do mych trosk układa
I, słuchaczy radując, jego serenada
Na nowo ból mój opowiada.
Miłości i żalowi słusznie się należy
Hołd wiersza, lecz nie taki, który ucho pieści;
Taka pieśń budzi miłość i żal świeży
I rozgłasza triumfy serdecznej boleści,
A ja, com był po dwakroć głupcem, jestem trzema:
Nad tych, co niby-mądrzy, większych głupców nie ma.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
Raz, że kochałem, dwa, żem swe katusze
Przelewał w wierszy łzawe słowa;
Lecz kto się, pytam, mądrzej ode mnie zachowa,
Gdy spotka go, jak mnie, odmowa?
Jako się oczyszczają z soli morskie fale,
Gdy sztorm je wtłacza w kręte korytarze ziemi,
Tak i ja chciałem bóle me i żale
Poskromić, skrępowawszy je rymy ścisłemi.
Żal, dzielony na wersy, nie tak nieprzebrany
Zda się, i cichnie, gdy go zakuć w strof kajdany.
Lecz gdym tak zrobił (po co — nie wiem),
Ktoś inny, pragnąc popisać się śpiewem,
Muzykę do mych trosk układa
I, słuchaczy radując, jego serenada
Na nowo ból mój opowiada.
Miłości i żalowi słusznie się należy
Hołd wiersza, lecz nie taki, który ucho pieści;
Taka pieśń budzi miłość i żal świeży
I rozgłasza triumfy serdecznej boleści,
A ja, com był po dwakroć głupcem, jestem trzema:
Nad tych, co niby-mądrzy, większych głupców nie ma.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
John Donne - Testament
Nim skonam, o Miłości, pozwól na ostatku,
Bym resztką tchu wyszeptał: Zapisuję w spadku
Argusowi swe oczy, jeśli wzrok w nich będzie,
Jeśli oślepną, Miłość niechaj je posiędzie;
Uszy ambasadorom; język głośnej Sławie;
Łzy morzu albo kobietom zostawię.
Ty, o Miłości, przez swoje fortele
Każąc mi czcić tę, która liczne ma czciciele,
Uczyłaś mnie, bym dawał tylko temu, kto ma zbyt wiele.
Stałość mą niewzruszoną planetom i ptakom
Zapisuję, a wierność daruję dworakom;
Moją prostolinijność, fałszem nie zhańbioną -
Jezuitom, a namysł poważny — bufonom;
Milkliwość — tym, co z długich wracają podróży;
Bogactwo niechaj kapucynom służy.
Ty, o Miłości, każąc mi w pokorze
Kochać tę, co odrzuca mnie i trwa w uporze,
Uczyłaś mnie, bym dawał tylko temu, kto wziąć nie może.
Wiarę swą zapisuję rzymskim katolikom,
Wszystkie dobre uczynki zaś amsterdamczykom
Co schizmę szerzą; grzeczną dworność i ogładę
Uniwersytetowi jako zapis kładę;
Skromnością swą żołnierzy hojnie wyposażę;
Cierpliwość w spadku niech wezmą karciarze.
Ty, o Miłości, gdym tkwił u ołtarza
Tej, która za niegodną miłość mą uważa,
Uczyłaś mnie, bym dawał temu, kogo mój dar obraża.
Całe me dobre imię oraz sławę sporą
Dam przyjaciołom; pilność niech wrogowie biorą;
Scholastykom przeznaczam skłonność do wątpienia,
Lekarzom zaś choroby moje i cierpienia;
Zacna kompania weźmie dowcip; a Natura -
Rymy, co wyszły spod mojego pióra.
Ty, o Miłości, gdym kochał z zapałem
Tę, co miłość zasiała w sercu mym nieśmiałem,
Uczyłaś mnie, bym dawał niby, gdy tylko dar zwracałem.
Tym, którym wkrótce zabrzmią pogrzebowe dzwony,
Daję księgi medyczne; papier zaczerniony
Moralnymi radami niech biorą wariaci;
Stare medale z brązu weźmie ten, kto straci
Fortunę; kto wędrować chce w dalekie kraje,
Temu dziś język mój angielski daję.
Ty, o Miłości, kiedy moja miła
Za miłowanie tylko przyjaźnią płaciła,
Uczyłaś, by i w moich darach ta niewspółmierność tkwiła.
Przeto nic więcej nie dam; zniweczę jedynie
Świat swą śmiercią: bo wtedy miłość także zginie.
Nie więcej warta będzie wszelka piękność żywa
Niż złoto w sztolniach, z których nikt go nie dobywa;
Z wszelkich wdzięków pożytku wtedy będzie tyle,
Co z słonecznego zegara w mogile.
Ty, o Miłości, i nauki twoje
Dały mi sposób, którym przeciw niej się zbroję:
Gdy ona z ciebie i mnie szydzi, zginiemy wszyscy troje.
przełożył Stanisław Barańczak
Bym resztką tchu wyszeptał: Zapisuję w spadku
Argusowi swe oczy, jeśli wzrok w nich będzie,
Jeśli oślepną, Miłość niechaj je posiędzie;
Uszy ambasadorom; język głośnej Sławie;
Łzy morzu albo kobietom zostawię.
Ty, o Miłości, przez swoje fortele
Każąc mi czcić tę, która liczne ma czciciele,
Uczyłaś mnie, bym dawał tylko temu, kto ma zbyt wiele.
Stałość mą niewzruszoną planetom i ptakom
Zapisuję, a wierność daruję dworakom;
Moją prostolinijność, fałszem nie zhańbioną -
Jezuitom, a namysł poważny — bufonom;
Milkliwość — tym, co z długich wracają podróży;
Bogactwo niechaj kapucynom służy.
Ty, o Miłości, każąc mi w pokorze
Kochać tę, co odrzuca mnie i trwa w uporze,
Uczyłaś mnie, bym dawał tylko temu, kto wziąć nie może.
Wiarę swą zapisuję rzymskim katolikom,
Wszystkie dobre uczynki zaś amsterdamczykom
Co schizmę szerzą; grzeczną dworność i ogładę
Uniwersytetowi jako zapis kładę;
Skromnością swą żołnierzy hojnie wyposażę;
Cierpliwość w spadku niech wezmą karciarze.
Ty, o Miłości, gdym tkwił u ołtarza
Tej, która za niegodną miłość mą uważa,
Uczyłaś mnie, bym dawał temu, kogo mój dar obraża.
Całe me dobre imię oraz sławę sporą
Dam przyjaciołom; pilność niech wrogowie biorą;
Scholastykom przeznaczam skłonność do wątpienia,
Lekarzom zaś choroby moje i cierpienia;
Zacna kompania weźmie dowcip; a Natura -
Rymy, co wyszły spod mojego pióra.
Ty, o Miłości, gdym kochał z zapałem
Tę, co miłość zasiała w sercu mym nieśmiałem,
Uczyłaś mnie, bym dawał niby, gdy tylko dar zwracałem.
Tym, którym wkrótce zabrzmią pogrzebowe dzwony,
Daję księgi medyczne; papier zaczerniony
Moralnymi radami niech biorą wariaci;
Stare medale z brązu weźmie ten, kto straci
Fortunę; kto wędrować chce w dalekie kraje,
Temu dziś język mój angielski daję.
Ty, o Miłości, kiedy moja miła
Za miłowanie tylko przyjaźnią płaciła,
Uczyłaś, by i w moich darach ta niewspółmierność tkwiła.
Przeto nic więcej nie dam; zniweczę jedynie
Świat swą śmiercią: bo wtedy miłość także zginie.
Nie więcej warta będzie wszelka piękność żywa
Niż złoto w sztolniach, z których nikt go nie dobywa;
Z wszelkich wdzięków pożytku wtedy będzie tyle,
Co z słonecznego zegara w mogile.
Ty, o Miłości, i nauki twoje
Dały mi sposób, którym przeciw niej się zbroję:
Gdy ona z ciebie i mnie szydzi, zginiemy wszyscy troje.
przełożył Stanisław Barańczak
Dante
Il mio bel San Giovanni.
Dante. Inferno.
Nawet i po śmierci nie powrócił
Do prastarej, bliskiej mu Florencji.
Gdy odchodził, ani się obrócił,
Jemu śpiewam pieśń tę najgoręcej.
Noc, pochodnia i ostatni uścisk,
Dzikie wycie losu brzmi za progiem.
Z głębi piekła na nią klątwę rzucił
I pamiętał o niej w raju błogim.
Ale bosy, w koszuli pokutnej,
Z zapaloną świecą już nie przeszedł
Po Florencji, niskiej i okrutnej,
Upragnionej, wiarołomnej, butnej...
Anna Achmatowa
przeł. Włodzimierz Słobodnik
Dante. Inferno.
Nawet i po śmierci nie powrócił
Do prastarej, bliskiej mu Florencji.
Gdy odchodził, ani się obrócił,
Jemu śpiewam pieśń tę najgoręcej.
Noc, pochodnia i ostatni uścisk,
Dzikie wycie losu brzmi za progiem.
Z głębi piekła na nią klątwę rzucił
I pamiętał o niej w raju błogim.
Ale bosy, w koszuli pokutnej,
Z zapaloną świecą już nie przeszedł
Po Florencji, niskiej i okrutnej,
Upragnionej, wiarołomnej, butnej...
Anna Achmatowa
przeł. Włodzimierz Słobodnik
Achmatowa - Samotność
Tylekroć we mnie rzucano kamieniem,
Że teraz ciosu czekam już bez trwogi.
I nawet potrzask ma smukłe zwieńczenie,
Jest niby wieża pośród wież wysokich.
Wdzięczność mam dla tych, co go zbudowali.
Niech ich ominie smutek i cierpienie.
Stąd wcześniej widzę, gdy się świt zapali,
Tu świecą słońca ostatnie promienie.
Często do mego pokoju, łopocąc,
Wlatują wichry przybyłe z północy
I gołąb z ręki dziobie mi pszenicę.
A nie skończoną przeze mnie stronicę,
Pełna spokoju nieziemskiego, lekko
Muza dopisze swoją smagłą ręką.
Anna Achmatowa
tłum. Eugenia Siemaszkiewicz
Że teraz ciosu czekam już bez trwogi.
I nawet potrzask ma smukłe zwieńczenie,
Jest niby wieża pośród wież wysokich.
Wdzięczność mam dla tych, co go zbudowali.
Niech ich ominie smutek i cierpienie.
Stąd wcześniej widzę, gdy się świt zapali,
Tu świecą słońca ostatnie promienie.
Często do mego pokoju, łopocąc,
Wlatują wichry przybyłe z północy
I gołąb z ręki dziobie mi pszenicę.
A nie skończoną przeze mnie stronicę,
Pełna spokoju nieziemskiego, lekko
Muza dopisze swoją smagłą ręką.
Anna Achmatowa
tłum. Eugenia Siemaszkiewicz
Któryś nigdy w swą nie zwątpił drogę
Któryś nigdy w swą nie zwątpił drogę,
któryś światłość na pustyni ujrzał –
za tę zatraconą, za ubogą,
pomódl się za moją żywą duszę.
W smutnej swej wdzięczności zawstydzona,
za to ci opowiem potem,
jak mnie noc dręczyła zaczadzona
i jak tchnął poranek lodem.
Wiem, niewiele w życiu dróg schodziłam,
wciąż śpiewałam i czekałam,
ale brata nie znienawidziłam
ani siostry nie zaprzedałam.
A więc za cóż Bóg mi karę zsyłał
co dzień nową i nieodwołalną?
Czy też może to Anioł wskazywał
światłość dla nas niedostrzegalną?
Anna Achmatowa
przekład Andrzej Mandalian
któryś światłość na pustyni ujrzał –
za tę zatraconą, za ubogą,
pomódl się za moją żywą duszę.
W smutnej swej wdzięczności zawstydzona,
za to ci opowiem potem,
jak mnie noc dręczyła zaczadzona
i jak tchnął poranek lodem.
Wiem, niewiele w życiu dróg schodziłam,
wciąż śpiewałam i czekałam,
ale brata nie znienawidziłam
ani siostry nie zaprzedałam.
A więc za cóż Bóg mi karę zsyłał
co dzień nową i nieodwołalną?
Czy też może to Anioł wskazywał
światłość dla nas niedostrzegalną?
Anna Achmatowa
przekład Andrzej Mandalian
niedziela, 5 lutego 2017
Nic groźniejszego niż wiedza ignoranta
Ustalenie prawa naukowego daje mniej zadowolenia niż odkrycie oczywistości, która mu zaprzecza.
Jeśli demon pozwala, byśmy zwyciężyli jego bronią, to znaczy, że już nas pokonał.
Skąpstwo, głupota, okrucieństwo - człowiek zawsze był ofiarą ludzkich ułomności.
Społeczeństwu przemysłowemu przypadło uczynić go ofiarą ludzkich cnót.
Nic groźniejszego niż wiedza ignoranta.
Dorosły jest mitem dziecka.
Współczesny człowiek nie wymyka się pokusie utożsamiana tego, co dozwolone, i tego, co możliwe.
Zwykły człowiek błądzi w ciemnościach, a filozof myli się w świetle dnia.
[Każdy, kto istnieje w czasie i przestrzeni, co jest pewną determinacją zależną od ignorancji, jest zwykłym człowiekiem.]
Głupiec nie zadowala się łamaniem normy etycznej: stara się, by przekraczanie normy stało się nową normą.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Jeśli demon pozwala, byśmy zwyciężyli jego bronią, to znaczy, że już nas pokonał.
Skąpstwo, głupota, okrucieństwo - człowiek zawsze był ofiarą ludzkich ułomności.
Społeczeństwu przemysłowemu przypadło uczynić go ofiarą ludzkich cnót.
Nic groźniejszego niż wiedza ignoranta.
Dorosły jest mitem dziecka.
Współczesny człowiek nie wymyka się pokusie utożsamiana tego, co dozwolone, i tego, co możliwe.
Zwykły człowiek błądzi w ciemnościach, a filozof myli się w świetle dnia.
[Każdy, kto istnieje w czasie i przestrzeni, co jest pewną determinacją zależną od ignorancji, jest zwykłym człowiekiem.]
Głupiec nie zadowala się łamaniem normy etycznej: stara się, by przekraczanie normy stało się nową normą.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Pewna doza wulgarności jest konieczna u wszystkiego, co chce żyć
W XIX wieku nauka odcisnęła swe piętno na religii.
Tym, co następuje w XX wieku, jest gwałtowne oddziaływanie techniki na wyobraźnię imbecyli.
Pewna doza wulgarności jest konieczna u wszystkiego, co chce żyć.
[I całkiem spora doza ignorancji: z ignorancją jako warunek ... istnienie.]
Głupiec, ponieważ nie rozumie rozstrzygającego kontrargumentu, uważa się za umocnionego.
Lata przenoszą nas uśpionych - z kołyski do grobu.
[Kołyska i grób są także częścią snu.]
Lud wybiera nie tego, kto go kuruje, lecz tego, kto go narkotyzuje.
Ciągłość Zachodu została przerwana, gdy stara książka przestała zawierać nauki i stała się dokumentem.
Jest coś niezniszczalne nikczemnego w poświęceniu nawet najgłupszej zasady na ołtarzu najszlachetniejszych namiętności.
Potępiamy kapitalizm nie dlatego, że wspiera nierówność, lecz dlatego, że sprzyja awansowi niższych typów ludzkich.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Tym, co następuje w XX wieku, jest gwałtowne oddziaływanie techniki na wyobraźnię imbecyli.
Pewna doza wulgarności jest konieczna u wszystkiego, co chce żyć.
[I całkiem spora doza ignorancji: z ignorancją jako warunek ... istnienie.]
Głupiec, ponieważ nie rozumie rozstrzygającego kontrargumentu, uważa się za umocnionego.
Lata przenoszą nas uśpionych - z kołyski do grobu.
[Kołyska i grób są także częścią snu.]
Lud wybiera nie tego, kto go kuruje, lecz tego, kto go narkotyzuje.
Ciągłość Zachodu została przerwana, gdy stara książka przestała zawierać nauki i stała się dokumentem.
Jest coś niezniszczalne nikczemnego w poświęceniu nawet najgłupszej zasady na ołtarzu najszlachetniejszych namiętności.
Potępiamy kapitalizm nie dlatego, że wspiera nierówność, lecz dlatego, że sprzyja awansowi niższych typów ludzkich.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
sobota, 4 lutego 2017
Imbecyl, który zachwyca się poruszającą nas prawdą, upokarza nas i niepokoi
Tylko surowe wychowanie kształtuje delikatne i subtelne dusze.
Moralna subtelność zabrania sobie rzeczy, na które pozwala innym.
Przebaczenie jest wzniosłą formą lekceważenia.
Najbardziej szlachetne rzeczy ulegają degradacji, kiedy podziwiają je pewne istoty.
Wyuczony głupiec ma szersze pole do praktykowania swej głupoty.
Imbecyl, który zachwyca się poruszającą nas prawdą, upokarza nas i niepokoi.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Moralna subtelność zabrania sobie rzeczy, na które pozwala innym.
Przebaczenie jest wzniosłą formą lekceważenia.
Najbardziej szlachetne rzeczy ulegają degradacji, kiedy podziwiają je pewne istoty.
Wyuczony głupiec ma szersze pole do praktykowania swej głupoty.
Imbecyl, który zachwyca się poruszającą nas prawdą, upokarza nas i niepokoi.
Nicolas Gomez Davila
Scholia do tekstu implicite
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek
Przemoc mentalna
Przemoc nie wystarczy, aby zniszczyć cywilizację.
Każda cywilizacja umiera z powodu obojętności na szczególne wartości, które ją fundują.
Nicolas Gomez Davila
To nie prawda, że kultury rozpadają się pod wpływem uderzenia z zewnątrz. One rozpadają się najpierw same. Uderzenie z zewnątrz jest tylko ciosem barbarzyńskiej „sica”. Kultura i cywilizacja naszych czasów przypominają mi wariata, który pociął na kawałki stos starych gazet, na każdym z nich napisał „milion dolarów”. Schował wszystko do portfela i powiedział z wielką pewnością siebie: jestem bogaty.
Każda cywilizacja umiera z powodu obojętności na szczególne wartości, które ją fundują.
Nicolas Gomez Davila
To nie prawda, że kultury rozpadają się pod wpływem uderzenia z zewnątrz. One rozpadają się najpierw same. Uderzenie z zewnątrz jest tylko ciosem barbarzyńskiej „sica”. Kultura i cywilizacja naszych czasów przypominają mi wariata, który pociął na kawałki stos starych gazet, na każdym z nich napisał „milion dolarów”. Schował wszystko do portfela i powiedział z wielką pewnością siebie: jestem bogaty.
Andrzej Bobkowski
Atak na cywilizację nie musi być związany bezpośrednio z przemocą fizyczną. Mając do dyspozycji media, film, system edukacji, można dokonać większych zniszczeń niż bombą atomową.
Bóg jako jedyny widz ...
Dzięki pysze osiągnął świętość: Bóg wydał mu się jedynym widzem, którego warto zajmować.
Nicolas Gomez Davila
Musimy zacząć praktykę z miejsca w którym jesteśmy, nie należy jednak zapominać, że świętość jest wstrzymaniem dualistycznej interpretacji doświadczenia, z jej podziałem na poznajacego i poznawanie, i polega na czystym i prostym poznawaniu, bez udziału relacji podmiot / obiekt. Według Mistrza Eckhart oko którym patrzymy należy do Boga. Dlatego Budda, nie wzywając imienia Boga nadaremno radzi nam widzieć oko tak: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja".
Nicolas Gomez Davila
Musimy zacząć praktykę z miejsca w którym jesteśmy, nie należy jednak zapominać, że świętość jest wstrzymaniem dualistycznej interpretacji doświadczenia, z jej podziałem na poznajacego i poznawanie, i polega na czystym i prostym poznawaniu, bez udziału relacji podmiot / obiekt. Według Mistrza Eckhart oko którym patrzymy należy do Boga. Dlatego Budda, nie wzywając imienia Boga nadaremno radzi nam widzieć oko tak: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja".
Więcej niż można zrozumieć
Najmniej rozumie ten, kto upiera się, by zrozumieć więcej, niż można zrozumieć.
Nicolas Gomez Davila
„Mnisi, w świecie z jego bogami, Marami, i brahmami, z jego pustelnikami i braminami, w tej generacji z jej książętami i ludźmi, cokolwiek może być zobaczone, usłyszane, odczute i poznane czy osiągnięte, poszukiwane i objęte umysłem, to znam.
Mnisi, w świecie z jego bogami, Marami, i brahmami, z jego pustelnikami i braminami, w tej generacji z jej książętami i ludźmi, cokolwiek może być zobaczone, usłyszane, odczute i poznane czy osiągnięte, poszukiwane i objęte umysłem, to bezpośrednio poznałem. Podczas gdy to jest rozpoznawane przez Tathagatę, to jednak nie używa on tego jako bazy (pod wyobrażenia).
Gdybym powiedział o tym wszystkim, że tego nie znam, to byłby fałsz wypowiedziany przeze mnie; i gdybym powiedział, że to znam i tego nie znam, byłoby tym samym; i gdybym powiedział, że ani to znam ani nie znam, byłoby to niepoprawne z mojej strony. I tak po zobaczeniu tego co może być zobaczone, Tathagata nie poczyna wyobrażenia tego co jest widziane, nie poczyna wyobrażenia tego co jest niewidziane, nie poczyna wyobrażenia tego co mogłoby być widziane, nie poczyna wyobrażenia żadnego widza. Po usłyszeniu tego co może być usłyszane ... Po odczuciu tego co może być odczute ... Po poznaniu tego co może być poznane, nie poczyna wyobrażenia tego co jest poznawane, nie poczyna wyobrażenia tego co jest niepoznawane, nie poczyna wyobrażenia tego co mogłoby być poznawane, nie poczyna wyobrażenia żadnego poznającego. W ten sposób Tathagata jest zrównoważony wobec tego co widziane, słyszane, odczuwane czy poznawane; i powiadam, nie ma innego zrównoważenia co ponad tym, czy nadrzędnego wobec tego zrównoważenia.
Wśród tych poddających się dyscyplinie, Zrównoważeni
Nie będą postulowali kategorycznie prawdy czy fałszu,
Wobec tego, co widziane, słyszane i odczuwane
Utrzymywane i uważane za prawdę przez innych.
Gdyż dostrzegli tą strzałę
Do której lgną i przywiązują się ludzie,
[Mówiąc] Wiem, widzę, jest właśnie tak.
Tathagata nie trzyma się niczego”
AN IV, 24
Nicolas Gomez Davila
„Mnisi, w świecie z jego bogami, Marami, i brahmami, z jego pustelnikami i braminami, w tej generacji z jej książętami i ludźmi, cokolwiek może być zobaczone, usłyszane, odczute i poznane czy osiągnięte, poszukiwane i objęte umysłem, to znam.
Mnisi, w świecie z jego bogami, Marami, i brahmami, z jego pustelnikami i braminami, w tej generacji z jej książętami i ludźmi, cokolwiek może być zobaczone, usłyszane, odczute i poznane czy osiągnięte, poszukiwane i objęte umysłem, to bezpośrednio poznałem. Podczas gdy to jest rozpoznawane przez Tathagatę, to jednak nie używa on tego jako bazy (pod wyobrażenia).
Gdybym powiedział o tym wszystkim, że tego nie znam, to byłby fałsz wypowiedziany przeze mnie; i gdybym powiedział, że to znam i tego nie znam, byłoby tym samym; i gdybym powiedział, że ani to znam ani nie znam, byłoby to niepoprawne z mojej strony. I tak po zobaczeniu tego co może być zobaczone, Tathagata nie poczyna wyobrażenia tego co jest widziane, nie poczyna wyobrażenia tego co jest niewidziane, nie poczyna wyobrażenia tego co mogłoby być widziane, nie poczyna wyobrażenia żadnego widza. Po usłyszeniu tego co może być usłyszane ... Po odczuciu tego co może być odczute ... Po poznaniu tego co może być poznane, nie poczyna wyobrażenia tego co jest poznawane, nie poczyna wyobrażenia tego co jest niepoznawane, nie poczyna wyobrażenia tego co mogłoby być poznawane, nie poczyna wyobrażenia żadnego poznającego. W ten sposób Tathagata jest zrównoważony wobec tego co widziane, słyszane, odczuwane czy poznawane; i powiadam, nie ma innego zrównoważenia co ponad tym, czy nadrzędnego wobec tego zrównoważenia.
Wśród tych poddających się dyscyplinie, Zrównoważeni
Nie będą postulowali kategorycznie prawdy czy fałszu,
Wobec tego, co widziane, słyszane i odczuwane
Utrzymywane i uważane za prawdę przez innych.
Gdyż dostrzegli tą strzałę
Do której lgną i przywiązują się ludzie,
[Mówiąc] Wiem, widzę, jest właśnie tak.
Tathagata nie trzyma się niczego”
AN IV, 24
Poniższa Sutta bynajmniej nie neguje idei, że nie wszystko da się zrozumieć. Budda mówi o czterech rzeczach nie podlegających kalkulacji, wśród nich jest na przykład obiektywne pole Buddów i dojrzewanie działania - kamma vipaka. Ogólnie rzecz biorąc, myślenie jest związane z językiem, opisem, a to co można opisać, to imię-i-materia namarupa. Wyzwolenie jednakże polega na oderwaniu świadomości od imienia i materii, co pociąga za sobą zawieszenie języka zakładające ważność słowa "jest" jak i czasu i przestrzeni, w której istniejemy, przynajmniej o tyle o ile identyfikujemy się z temporalnych rzeczami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)