sobota, 1 marca 2014

Powinno się przede wszystkim usuwać nierząd z serca


39, 14. Zanim dopuścimy się cudzołóstwa czynem, cudzołóstwo już ma miejsce w myśli. W rzeczy samej powinno się przede wszystkim usuwać nierząd z serca, a nie urywać jedynie tę jego część, która wyraża się w czynie. Dlatego też mówi prorok: Przepaszcie swoje lędźwie, a powyżej swoje piersi, to jest powstrzymajcie w sercu żądze, które sięgają lędźwi, albowiem serce jest powyżej piersi, nie w lędźwiach.
39, 15. Nieopanowana swawola lubieżności nie zna miary. Albowiem gdy spaczona dusza swawoli, sycąc się nierządem w wyuzdanym ciele, za poduszczeniem demonów podąża również do innych niegodziwych występków, a gdy nie znając miary, przekroczy granice wstydu, dodaje przewinienie do przewinienia i z wolna zmierza ku rzeczom coraz gorszym.
39, 16. Nieznana dotąd żądza ciała, której doznają kochający, a raczej szalejący, nie jest tak ponętna, jak ta znana z doświadczenia. Podobnie nierząd nie cieszy tak bardzo, gdy popełniany jest po raz pierwszy, albowiem powtórzony sprawia większą przyjemność. A gdy już wejdzie w zwyczaj, staje się wykolejonym tak miły, że trudny do pokonania. Dlatego też często z powodu przyzwyczajenia do występku jesteśmy przemocą wleczeni do grzeszenia, że tak powiem, niczym jeńcy, i czujemy, że nasze zmysły buntują się w nas przeciw woli, która dąży do tego, co prawe.
39, 17. Grzech wciąż jeszcze króluje w człowieku, jeśli rozkosz nierządu sprawia jego duchowi większą przyjemność niż umiłowanie czystości. Grzechy z pewnością już nie królują, lecz króluje sprawiedliwość, jeśli bardziej cieszy go piękno wewnętrznej czystości. Albowiem grzech króluje w człowieku nie tylko wskutek popełnionego nierządu, lecz bez wątpienia króluje również wtedy, gdy wciąż go cieszy i panuje nad jego duszą.
39, 19. Nierządem zwana jest wszelka zdrożna nieczystość, niezależnie od tego, jaką spośród rozmaitych nieprzyzwoitych chęci wiedziony jest człowiek, który swe ciało wydaje na rozpustę. Różne sromotne czyny popełniane są w rzeczy samej dla rozkoszy nierządu. Zamykają one wejście do królestwa Bożego i oddzielają człowieka od Boga.
39, 20. Wśród pozostałych siedmiu grzechów nierząd jest najbardziej szkodliwy, gdyż poprzez nieczystość cielesną pustoszy świątynię Boga, a niszcząc członki Chrystusa, czyni je członkami nierządnicy.
39, 21. Swawola bardziej niż wszystkie inne grzechy poddaje rodzaj ludzki pod władzę diabła. Chociaż zły duch w rzeczy samej usiłuje przywieść ludzi do zguby, wabiąc ich różnymi pokusami, częściej jednak podsuwa pragnienie cudzołożenia, gdyż dąży do tego, by wskutek tego grzechu bardzo źle miały się osoby obojga płci.
39, 22. Demony, które wiedzą, że czystość duszy jest pięknem, że dzięki niej człowiek staje się równy aniołom, od których one odpadły, przejęte złą zawiścią zaczynają działać przez zmysły ciała i lubieżną żądzę, aż ściągną upadłą duszę w dół od tego, co w niebiosach, oraz sprowadzą wraz ze sobą do piekieł, winszując sobie, że odniosły zwycięstwo.
39, 23. Gdy pod wpływem demonów duch popychany jest ku rozkoszowaniu się nierządem, należy mieć przed oczami straszliwy sąd Boży oraz męki wiecznego ognia, gdyż niewątpliwie wszelką udrękę pokonuje strach przed okrutniejszą męką. A tak jak klin wybijany jest klinem, tak często pamięć o żarze gehenny powstrzymuje żar swawoli.

Za: Izydor z Sewilli, Sentencje, przekład i opracowanie: Tatiana Krynicka, podstawa przekładu: Isidorius Hispalensis, Sententiae, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012

Bóg u Izaaka z Niniwy


Niewątpliwie właśnie to, co Izaak ma do powiedzenia o Bogu, sprawia, że jego pisma przez wszystkie następne wieki i aż do dzisiaj są tak chętnie czytane. Jego doświadczenie Boga jest naprawdę niezwykłe. To właśnie doświadczenie usiłuje Izaak opisać raz po raz, i do niego się wciąż odwołuje. To doświadczenie jest zachwyceniem bądź zdumieniem, zadziwieniem wobec wspaniałości Boga. Bóg jest tajemnicą, przewyższa całe stworzenie i wszelką zdolność ludzkiego pojmowania. Nawet w najwyższym zachwyceniu Bóg pozostaje tajemnicą. (...)

Wobec nieskończonej wspaniałości Boga wszystkie ludzkie utrapienia, cierpienia stają się małe. Jednak nie chodzi tutaj o znieczulenie na cierpienie, raczej o wyzbycie się gniewu, oburzenia i potępienia wobec złych ludzi oraz o nadzieję, która jest czymś więcej niż tylko oczekiwaniem na nadejście kresu utrapień. Zachwycenie jest nie tylko zjednoczeniem z Bogiem, ale także daje szczególne spojrzenie na ludzi, świat. Jest to spojrzenie, które dostrzega przede wszystkim dobro. Jednocześnie jest w tym spojrzeniu nieskończenie wiele współczucia.


Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010 

Oziębłość i praktyka


Oziębłość
Jest to bezpośrednie nawiązanie do wyrzutu z Listu do Kościoła w Laodycei, gdzie jest mowa o letniości (Ap 3,14-16). Oziębłość, czyli inaczej mówiąc: znużenie, zniechęcenie, zobojętnienie, jest przeciwieństwem gorliwości i aby móc postępować w drodze do Boga, mnich musi ją od siebie zupełnie oddalić.
Bliska oziębłości jest nuda. Izaak kilkakrotnie wspomina właśnie nudę jako istotną przeszkodę na drodze do Boga.

Praktyka

Orygenes wprowadził do opisu życia chrześcijańskiego parę pojęć: praxis - theoria. Te pojęcia znalazły zastosowanie przede wszystkim w literaturze monastycznej. Praktyka to modlitwy, medytacja, posty, praktyki ascetyczne, przestrzeganie reguły - a więc to wszystko, co mnich sam podejmuje, aby wypełnić nakazy Pana i w ten sposób osiągnąć Boga. Łaciński odpowiednik greckiego praxis to opus. Owocem i dopełnieniem praktyki jest theoria - kontemplacja. W pierwotnym znaczeniu praktyka oznacza czynności zewnętrzne, ale słowo to było używane także do opisu praktyk wewnętrznych. U Izaaka spotykamy wyrażenia: praktyka, praktyka pokoju, praktyka duchowa, praktyka cnoty.

Za: Św. Izaak z Niniwy, Gramatyka życia duchowego, wstęp, przekład z języka włoskiego, opracowanie i redakcja naukowa: Ks. Jan Słomka, Biblioteka Ojców Kościoła, Wydawnictwo „M”, Kraków 2010

Pokusa Alipiusza


Jedyną pokusą, przed którą Alipiusz musiał się z wysiłkiem bronić, a wynikającą z jego zamiłowania do literatury, było dawanie książek do przepisywania po specjalnych cenach przysługujących tylko celom urzędowym. Posłu chawszy jednak głosu uczciwości, wyrzekł się tego, bardziej ceniąc zasady, które takiej praktyki zabraniały, niż swoje stosunki, które mu ją umożliwiały. Drobna to była sprawa. Ale kto wierny jest w małej sprawie, i w wielkiej jest wierny. I nigdy nie zamilkną te słowa, które . z ust Prawdy Twojej zabrzmiały: „Jeśli nie byliście wierni w nieprawej mamonie, dobra prawdziwe któż wam powierzy? A jeśliście w cudzym nie byli wierni, któż wam da, co wasze?" Taki był ten mój ówczesny przyjaciel serdeczny. Obaj ciągle rozważaliśmy, jaką powinniśmy wybrać drogę życia.

św Augustyn, Wyznania
tłumaczenie: Zygmunt Kubiak

Jak wiele czasu upłynęło, odkąd zacząłem pilnie poszukiwać mądrości ...


Najbardziej zaś mnie zdumiewało i dręczyło to, że tak wiele już czasu upłynęło od owego dziewiętnastego roku mego życia, gdy zacząłem pilnie poszukiwać mądrości, postanawiając sobie, że gdy wreszcie ją znajdę, porzucę wszystkie puste ambicje i niedorzeczne złudzenia. A oto miałem już trzydzieści lat i ciągle szamotałem się w tym samym bagnie, chciwie wyciągając ręce po to, co .świat miał mi do ofiarowania, chociaż to wszystko tylko mnie mamiło i rozpraszało moje siły. Ciągle sobie coś wmawiałem: Jutro odkryję prawdę. Ukaże mi się ona zupełnie wyraźnie i już jej nie utracę. Przybędzie Faustus i wszystko mi wyjaśni. Jakże wielcy są filozofowie akademicy! Ta ich teza, że nie można znaleźć pewności co do tego, jak należałoby układać swoje życie... Nie, raczej szukajmy co sił i nie traćmy nadziei! Już mi przestały się wydawać absurdalnymi te ustępy w księgach Kościoła, które przedtem się takimi wydawały; wiem, że można je rzetelnie wyłożyć w inny sposób. Mocno stanę nogami na tym stopniu, gdzie mnie rodzice jako dziecko postawili, czekając, aż mi zaświta niewątpliwa prawda.

Ale gdzie mam jej szukać? I kiedy? Ambroży nie ma dla mnie zbyt wielu wolnych chwil. Ja sam nie mam czasu czytać. Skąd wziąć potrzebne książki? Gdzie i kiedy mógłbym je kupić albo od kogo pożyczyć? Muszę rachować czas i gospodarować moim dniem dla największego pożytku duszy. Oto już wielka zabłysła mi nadzieja, bo przekonałem się, że wiara katolicka nie uczy tego, o co ją podejrzewałem i niedorzecznie oskarżałem. Uczeni jej wyraziciele potępiają pojmowanie Boga jako ograniczonego kształtami ciała ludzkiego.

św Augustyn, Wyznania
tłumaczenie: Zygmunt Kubiak

Pyrron


Usunął się potem od świata i żył samotnie, rzadko tylko dając się widzieć nawet domownikom. Skłoniła go do takiego trybu życia wiadomość o pewnym Hindusie, który zarzucał Anaksarchowi, że innych swoimi pouczeniami nie uczyni lepszymi, jeżeli sam będzie się trzymał służalczo dworu królewskiego. Nic go nie mogło wyprowadzić z równowagi; nawet jeżeli słuchacz w środku jego przemówienia wychodził, mowę swą doprowadzał do końca — mimo że w młodości był bardzo czuły na aplauz. Często, jak mówi Antigonos, wyjeżdżał z kraju sam, nikogo nie uprzedzając, i błąkał się, z kim tylko chciał. Gdy pewnego razu Anaksarchos wpadł do kałuży, przeszedł obok niego i nie pomógł mu; a gdy czyniono mu za to wyrzuty, sam Anaksarchos pochwalił go za jego obojętność i zimną krew. Przyłapany raz na tym, że sam z sobą rozmawia, i zapytany, dlaczego to robi, odpowiedział, że ćwiczy się w dobroci. W naukowych roztrząsaniach nikt go nie lekceważył, ponieważ był mocny zarówno w wykładzie, jak i w dyskusji. Dzięki temu zjednał sobie także młodego Nauzyfanesal, który mawiał, iż należy mieć postawę Pyrrona, ale poglądy własne. Nauzyfanes stwierdzał też wielokrotnie, że również Epikur podziwiał sposób życia Pyrrona i często się o niego dopytywał, a także, że w ojczystym mieście był Pyrron tak czczony, że mianowano go wyższym kapłanem i ze względu na niego zgromadzenie ludowe uchwaliło prawo o zwolnieniu filozofów od podatków.

Miał wielu naśladowców, którzy za jego przykładem wstrzymywali się od wszelkiej aktywności; w związku z tym Timon tak o nim mówi w Pytonie ... i w Szydach*:

O starcze! O Pyrronie! Jak i gdzie znalazłeś
sposób wyrwania się z niewoli sofistycznych urojeń
i zerwania więzów ułudy i kłamstwa?
Tobie nie zależy na dociekaniu, jakie wiatry w Helladzie wieją,
skąd się biorą i dokąd zmierzają.

A w Wyobrażeniach tak pisze:

O tym, Pyrronie, pragnie me serce usłyszeć,
jak ty potrafisz jako mąż żyć tak łatwo i spokojnie,
sam — niby bóg — wskazując drogę ludziom.

Jak mówi Diokles, także Ateńczycy przyznali Pyrronowi prawo obywatelstwa za zamordowanie Traka Kotysa3. Mieszkał ze swoją siostrą, będącą położną, żyjąc z nią w zgodzie i przyjaźni; jak mówi Eratostenes w dziele O bogactwie i ubóstwie, sam chodził na targ, jeśli trzeba było sprzedać drób lub prosięta, i z zupełną obojętnością zamiatał dom, a nawet sam mył prosięta.

Raz wpadł w gniew z powodu obrazy wyrządzonej siostrze (której na imię było Filista), a gdy ktoś zrobił mu z tego zarzut, powiedział, że nie tam, gdzie chodzi o kobietę, sceptyk powinien dawać dowód swej obojętności (αδιαφορία). Innym razem, gdy przestraszył się psa, który na niego się rzucił, odparł temu, kto mu miał ten strach, za złe, że trudno jest człowiekowi całkowicie wyzbyć się słabości, ale trzeba ze wszystkich sił przeciwstawiać się rzeczom najlepiej czynem, a jeśli na to nas nie stać, to przynajmniej słowem. Mówią, że gdy miał na ciele wrzód i leczono go gryzącymi maściami, cięciem i wypalaniem, znosił wszystko nie marszcząc nawet brwi. Timon tak samo charakteryzuje jego postawę pisząc o nim do Pytona. Filon z Aten, przyjaciel Pyrrona, mówił, że najczęściej powoływał się na Demokryta, a bardzo często na Homera, którego wysoko cenił i chętnie cytował jego słowa:

Jak los liści na drzewach, taki jest też los rodu ludzkiego**.

Podziwiał go także dlatego, że przyrównywał ludzi do os, myszy i ptaków. Często powtarzał także ten dwuwiersz Homera:

O przyjacielu, umrzesz i ty. Ale czemu się żalisz?
Wszak umarł i Patroklos, o wiele lepszy od ciebie!2***

jak również wiele innych, mówiących o niepewności losu człowieka, o próżności jego wysiłków i dziecinności poczynań. Poseidonios opowiada o nim następującą historię. Gdy towarzysze podróży, z którymi płynął okrętem, podczas burzy wpadli w przygnębienie, Pyrron zachował spokój i wszystkich pokrzepiał na duchu; wskazując na świnkę, która się spokojnie pożywiała, powiedział: „Patrzcie, przyjaciele, tak niewzruszony musi być mędrzec w podobnych wypadkach".


*Tekst jest w tym miejscu uszkodzony i cytatu z Pytona brak. Wiersze z Szydów są parodią Iliady II 776 i Odysei XVI 465.
** Iliada VI 146.
*** Tamże XXI 106 n

Za: Diogenes Leatrios, Żywoty i poglądy słynnych filozofów
Tłumaczenie: Irena Kosińska, Kazimierz Leśniak, Witold Olszewski, Bogdan Kupisa

Duch, który poniechał wszelkich osiągnięć zewnętrznych i broni się w swym własnym zamku, zostaje w miejscu niedostępnym


Idź drogą, którą iść zacząłeś, a życie swe ułóż tak, aby było spokojne, lecz nie przebiegało pośród rozkoszy. Wolę, żeby mi było źle, niż żebym opływał w rozkosze. To «źle» masz tu pojmować tak, jak zazwyczaj rozumie je pospólstwo, a więc: ciężko, przykro, trudno. Często słyszymy, jak ci, którzy komuś zazdroszczą, chwalą jego życie takimi oto słowy: «Żyje rozkosznie!» Właściwie mówią przez to: «Jest rozpieszczony». Z wolna bowiem duch niewieścieje i na podobieństwo swej bezczynności i lenistwa, w które się pogrążył, staje się opieszały. Cóż więc? Czyż nie jest lepsze dla męża raczej zobojętnienie na rozkosze? Następnie owi rozpieszczeni lękają się tejże śmierci, do której upodobnili swe życie. Ale między spokojnością a znalezieniem się w grobie zachodzi wielka różnica. «Cóż z tego? — powiesz. — Czyż nie lepiej jest raczej znajdować się w tym stanie niż obracać się w wirze przeróżnych obowiązków?» Szkaradne są obydwie rzeczy: i życie w kłopotach, i gnuśność. Sądzę, że martwy jest zarówno ten, kto leży otoczon wonią kadzidła, jak i ten, kogo wloką hakiem. Życie całkiem bezczynne jest bez zajęć naukowych śmiercią i złożeniem do grobu żywego człowieka. Cóż wtedy pomoże oddalanie się na ubocze? Jak gdyby przyczyny trosk nie szły za nami choćby i za morza! Gdzież jest taka kryjówka, do której nie wtargnąłby strach przed śmiercią? Gdzież można znaleźć tak obwarowany czy tak głęboko zatajony spokój życia, iżby go nie zakłócała obawa bólu? Dokądkolwiek się skryjesz, będziesz słyszał wokół siebie odgłosy ludzkich występków. Wiele ich jest zewnątrz nas, przy czym krążą one dokoła, by nas usidlić lub przytłoczyć; wiele zaś znajduje się wewnątrz, przy czym przysparzają nam niepokoju także w zupełnej samotności. Musimy więc obwarować się filozofią, tym niezdobytym murem, którego los nie może przebyć nawet z pomocą swych rozlicznych machin. Duch, który poniechał wszelkich osiągnięć zewnętrznych i broni się w swym własnym zamku, zostaje w miejscu niedostępnym. Wszystkie pociski padają poniżej. Wbrew naszemu przekonaniu los nie ma zbyt długich rąk: zyskuje moc tylko nad tym, kto lgnie doń sam. Przeto odsuwajmy się odeń, o ile możemy. A pozwoli nam na to tylko poznanie siebie i swojej natury. Niech każdy dowie się, dokąd ma iść, skąd wziął początek, co jest dlań dobre, a co złe, do czego ma dążyć, a czego unikać, jaki jest ów sprawdzian, wedle którego rozróżnia się rzeczy pożądane i niepożądane, a który łagodzi szaleństwo namiętności i uśmierza gwałtowność obaw. Niektórzy sądzą, że przytłumili je również bez filozofii. Lecz kiedy pewnych siebie doświadczył jakiś nieszczęśliwy przypadek, wtedy, choć z opóźnieniem, przyznają nam słuszność. Wielkie słowa idą w zapomnienie, gdy kat kazał wyciągnąć rękę, gdy śmierć podeszła już zupełnie blisko. Można
by rzec takiemu: «Łatwo ci było wyzywać do walki nieszczęścia nieobecne; oto boleść, o której twierdziłeś, że jest znośna; oto śmierć, przeciw której wiele z takim zuchwalstwem rozprawiałeś; trzaskają bicze i połyskuje miecz:

Teraz musisz, o Eneaszu, okazać odwagę,
Teraz trzeba ci mocy ducha.

Uczyni go zaś mocnym nieustanne rozmyślanie, gdy nie będziesz ćwiczył się w słowach, lecz zaprawiał swojego ducha, gdy przygotujesz się do spotkania ze śmiercią, wobec której nie doda ci serca ani otuchy ten, co sofizmatami będzie próbował cię przekonać, że śmierć nie jest złem.


Seneka, Listy moralne do Lucyliusza
Tłumaczenie: Wiktor Kornatowski

O wdzięczności


Uskarżasz się, żeś napotkał człowieka niewdzięcznego. Jeżeli ci się to zdarzyło teraz po raz pierwszy, podziękuj swojemu szczęśliwemu losowi lub swojej oględności. Zresztą oględność niczego tutaj dokazać nie może, chyba tylko uczyni ciebie nieżyczliwym. Bo jeśli zechcesz uniknąć powyższego niebezpieczeństwa, nie będziesz wcale wyświadczał dobrodziejstw. W ten sposób, aby darmo nie przepadały u innych, sprawisz, że przepadną u ciebie. Niechaj będą raczej nie odwdzięczone niż nie wyświadczone. Wszak trzeba siać i po marnym zbiorze. Wszystko, co przepadało na skutek ustawicznej niepłodności jałowego gruntu, wynagradzał często obfity plon jednego roku. Ceną tego, że znajdujesz kogoś wdzięcznego, jest doświadczenie niewdzięczności. Nikt nie ma w rozdzielaniu dobrodziejstw tak pewnej ręki, iżby się często nie mylił. Niechaj chybiają, byleby czasami trafiali. Po rozbiciu okrętu żeglarze znów próbują morza. Marnotrawca nie zmusi lichwiarza do porzucenia interesów. Życie szybko stanie się odrętwiałe z gnuśnej bezczynności, jeśli trzeba będzie porzucić wszystko, co zniechęca. Ciebie zaś ta właśnie okoliczność niech uczyni jeszcze życzliwszym. Bo jeśli wynik jakiegoś postępku nie jest pewny, należy podejmować próby często, by kiedyś wreszcie któraś się powiodła. Lecz o tym powiedzieliśmy dość dużo w dziele, które nosi tytuł O dobrodziejstwach.

(…)

W wyrażeniu zaś «okazać wdzięczność» czyli gratiam referre, słowo referre oznacza «dobrowolnie odnosić to, coś winien». Nie mówimy, że ktoś gratiam reddidit co znaczy «zwrócił wdzięczność», bo zwracają coś i ci, od których żąda się zwrotu, i ci, którzy czynią to niechętnie, gdziekolwiek i za pośrednictwem kogoś innego. Nie mówimy też, że ktoś reposuit beneficium aut solvit, czyli «oddał lub spłacił dobrodziejstwo», bo nie zadowala nas żaden wyraz, który oznacza wyrównanie długu. Odnosić, referre, jest to zanosić jakąś rzecz, rem ferre, do tego, od kogo ją otrzymałeś. Wyraz ten oznacza odniesienie czegoś z własnej chęci i woli.

Kto coś odniósł, sam siebie wezwał do tego. Mędrzec wszystko będzie rozważał sam ze sobą: ile dostał, od kogo, kiedy, gdzie, w jaki sposób. Zaprzeczamy więc, by ktokolwiek prócz mędrca umiał okazać wdzięczność należycie. Tak samo nikt nie potrafi należycie wyświadczyć dobrodziejstwa, jak tylko mędrzec, czyli ten, kto z dania czegoś cieszy się więcej niż drugi z otrzymania. Ktoś zaliczy to może do wypowiedzi, które wydają się wszystkim zaskakujące, a które Grecy zwą παράδοξα, czyli paradoksami, i powie: «Nikt więc krom mędrca nie potrafi okazać wdzięczności? Nikt inny zatem nie potrafi oddać swemu wierzycielowi długu ani też, kupując jakąś rzecz, uiścić należności swojemu sprzedawcy?» By nie wzbudziło to niechęci ku nam, wiedz, że podobnie mówi też Epikur. W każdym razie Metrodor utrzymuje, że tylko mędrzec umie się odwdzięczać. Następnie tenże sam pisarz dziwi się, gdy powiadamy: «Tylko mędrzec umie miłować. Tylko mędrzec potrafi być przyjacielem». Wszak odwdzięczanie się stanowi część składową i miłości, i przyjaźni, a co więcej, jest czymś pospolitszym i przytrafia się większej liczbie osób niż prawdziwa przyjaźń. Potem dziwi się on z kolei naszemu twierdzeniu, że można pokładać ufność jedynie w mędrcu; jak gdyby sam nie mówił podobnie. Czy wydaje ci się, że można zaufać takiemu, który nie umie się odwdzięczyć? Niechże tedy przestaną nas zniesławiać jako ustawicznie wysuwających nieprawdopodobne twierdzenia i niech wiedzą, że u mędrca znajdują się same cnoty, a u pospólstwa tylko pozory cnót oraz ich cienie. Nikt nie umie odwdzięczyć się, jeno mędrzec. Także i głupiec niechaj okazuje swą wdzięczność, jak potrafi i jak może, gdyż brakuje mu raczej umiejętności niż chęci: tej uczyć się nie potrzeba.

Mędrzec wszystko odpowiednio zestawi z sobą, bo przecież jedna i ta sama rzecz przez wybór czasu, miejsca i innych okoliczności może stać się większa lub mniejsza. Częstokroć napływające do domu bogactwo nie zdołało dokazać tego, co zdziałał dany w stosownej chwili tysiąc denarów. Wielka to bowiem różnica, czy obdarujesz kogoś, czy też pospieszysz mu z pomocą; czy twa szczodrość ocali go, czy też wzbogaci. Nieraz datek jest mały, ale skutek jego okazuje się wielki. A jaka, twym zdaniem, zachodzi różnica, czy ktoś to, co dał, wziął od siebie, bo mógł sobie na to pozwolić, czy też skorzystał z czyjejś łaskawości, aby móc dać? Lecz byśmy nie powracali już do rzeczy dostatecznie zbadanych, powiem krótko: przy takim porównaniu dobrodziejstwa i krzywdy człowiek szlachetny wyda wprawdzie wyrok jak najsłuszniejszy, lecz będzie więcej sprzyjał dobrodziejstwu i skłoni się bardziej na jego stronę. Największy jednak wpływ w tego rodzaju sprawach wywierają zazwyczaj względy na osobę: «Oddałeś mi przysługę na osobie niewolnika, a wyrządziłeś krzywdę na osobie ojca. Ocaliłeś mi syna, ale odebrałeś ojca». Z kolei prześledzi także i inne okoliczności, gdzie przeprowadzi wszelkie porównania, i jeśli różnice okażą się niewielkie, nie zwróci na nie uwagi. A choćby nawet były wielkie, to mimo wszystko je odpuści, jeżeli tylko będzie mógł tak postąpić bez sprzeniewierzenia się obowiązkowości i rzetelności, to jest jeśli cała krzywda przypadnie w udziale wyłącznie jemu. Rzecz główna polega tu na tym, że łatwo przyjmie zamianę i zgodzi się, aby go obciążono więcej. Niechętnie odpłaci się za dobrodziejstwo równoważąc je z wyrządzoną sobie krzywdą. Będzie się skłaniał i przechylał ku takiej stronie, by poczuwać się do długu wdzięczności, by pragnąć ją okazać. W błędzie bowiem jest ten, kto przyjmuje dobrodziejstwo z większą ochotą, niż wyświadcza. O ile bardziej cieszy się ten, kto spłaca pożyczkę, niż ten, kto ją zaciąga, o tyle bardziej zadowolony powinien być ten, kto uwalnia się od największego długu, jakim jest doznane dobrodziejstwo, niż ten, kto takim długiem się obciąża. Bo niewdzięcznicy mylą się również co do tego, że wierzycielowi prócz kapitału spłacają wprawdzie jeszcze coś osobno, korzystanie jednak z dobrodziejstw uważają za nieodpłatne. A przecież i one z upływem czasu wzrastają; trzeba tedy płacić tym więcej, im później się to czyni.

Niewdzięczny jest, kto odwzajemnia się za doznaną przysługę nie uiszczając odsetek. Gdy więc porównywa się przychody i rozchody, należy mieć na względzie także i tę okoliczność. Powinno się uczynić wszystko, by wdzięczność nasza była jak największa. Boć jest to nasze własne dobro, tak jak sprawiedliwość, która wedle rozpowszechnionych zapatrywań nie należy do nikogo innego: w znacznej części powraca do swojego sprawcy. Każdy, kto pomaga innemu, udziela tym samym pomocy sobie. Nie mówię przez to, że będzie chciał wesprzeć lub osłonić kogoś w tym celu, aby i jego wsparto lub broniono nawzajem; jako że dobry uczynek sam powraca niby obiegiem do tego, kto go dopełnił, podobnie jak skrupiają się na swych sprawcach także i złe uczynki, przy czym ludzie cierpiący krzywdy nie spotykają się z żadnym zgoła współczuciem, jeżeli postępowaniem swym okazali, iż wyrządzanie ich uznają za możliwe. Pragnę natomiast powiedzieć, że nagroda za wszelkie cnoty znajduje się w nich samych. Albowiem nie uprawia się ich dla zysku: zapłatą za prawy postępek jest to, że się go dopełniło. Jestem wdzięczny nie po to, by wcześniejszy mój przykład pobudził kogoś do tym chętniejszego oddawania mi przysług, lecz po to, by dokonać wielce przyjemnego i nader pięknego czynu. Jestem wdzięczny nie dlatego, że to przynosi korzyść, lecz dlatego, że daje mi zadowolenie. Abyś wiedział, iż tak jest istotnie, oświadczam ci: jeśli nie można będzie okazać wdzięczności inaczej niż przez wywołanie wrażenia niewdzięczności, jeśli nie będę w stanie odwzajemnić się za dobrodziejstwo innym sposobem, jak przez pozorne wyrządzenie krzywdy, najspokojniej pójdę za taką radą cnoty, choćby droga wiodła poprzez niesławę. Nikt, zdaniem moim, nie ceni cnoty wyżej, nikt nie poświęca się dla niej więcej niż ten, kto stracił opinię prawego męża, by nie stracić czystego sumienia.

Seneka, Listy moralne do Lucyliusza
Tłumaczenie: Wiktor Kornatowski

O subiektywności odczuć


W ostatnich dniach przed walką wyborczą odwiedziłem moją biedną i ukochaną Tocqueville, wracałem tu po raz pierwszy od rewolucji i być może po raz ostatni! Gdy wyjeżdżałem ogarnął mnie smutek tak dotkliwy, że zachowałem o nim pamięć do dzisiaj, jego wspomnienie rysuje się ostro pośród odprysków wydarzeń, jakie z tamtego czasu zapamiętałem. Przybyłem niezapowiedziany. Puste pokoje, obluzowane okna, meble spiętrzone i zakurzone, zgasłe kominki, zatrzymane zegary, stęchłe powietrze, wilgotne mury, zewsząd ziało opuszczeniem i ruiną. Ów cichy zakątek, jakby zgubiony pośród żywopłotów i pastwisk normandzkiego krajobrazu, który tyle razy wydał mi się najwdzięczniejszą samotnią, ukazywał się teraz moim oczom jako niszczejące pustkowie, lecz spod jego obecnego wyglądu, jakby z głębi grobowca, wyzierały ku mnie słodkie i uśmiechnięte obrazy mego życia. Podziwiam doprawdy, jak u człowieka wyobraźnia potrafi być barwniejsza i bardziej przejmująca od rzeczywistości. Widziałem niedawno jak upadła monarchia, przyglądałem się krwawym i okropnym scenom. I cóż! Twierdzę, iż ani jeden z tych wielkich widoków nie wywołał we mnie uczuć tak głębokich i dojmujących, jak widok starożytnego domostwa moich ojców i wspomnienie spokojnych dni i szczęśliwych godzin, jakie w nim spędziłem nieświadom ich ceny. Mogę rzec, że tam właśnie i tego dnia najlepiej zrozumiałem gorycz rewolucyj. Mieszkańcy wioski byli mi zawsze życzliwi, lecz tym razem okazywali mi serdeczność i nigdy nie doznałem od nich takiego szacunku jak wówczas, gdy równość była brutalnie afiszowana na wszystkich murach.

Alexis de Tocqueville, Wspomnienia
Aleksander Wit Labuda
Ossolineum

Wyznania ekonomisty od brudnej roboty


W wydanej w 2004 roku książce Confessions of an Economic Hit Man* znaleźć można kontynuację i uzupełnienie poglądów Stiglitza. Jej autor, John Perkins, na podstawie własnych doświadczeń, kształtuje i szczegółowo opisuje całą historię niejawnej, tajnej wojny finansowej prowadzonej przez międzynarodowych bankierów przeciw krajom rozwijającym się. Sam Perkins jeszcze pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku został zwerbowany przez największą amerykańską instytucję szpiegowską NSA (National Security Agency). Po przejściu wielu testów, został uznany za nadzwyczaj odpowiedniego kandydata na „ekonomicznego zabójcę”. W celu ukrycia jego prawdziwej tożsamości, znana międzynarodowa firma inżynieryjna zatrudniła go na stanowisku „pierwszego ekonomisty”, wysyłając następnie do różnych krajów świata, by tam dokonywał aktów ekonomicznych zabójstw”. W przypadku, gdyby plan się nie powiódł, wyszedł na jaw, kraj, przeciw któremu skierowana była owa działalność, mógł jedynie zrzucić winę za przestępstwo na chciwość prywatnych firm.

Opowieść Perkinsa koncentruje się głównie wokół pobierania przez kraje rozwijające się ogromnych kredytów z Banku Światowego. Dług miał znacznie przewyższyć rzeczywiste potrzeby tych krajów, aby istniała gwarancja, że jego spłata nigdy nie będzie możliwa. W celu zwabienia sprawujących władzę polityków w pułapkę, wypłacano wynoszące setki milionów dolarów gotówką łapówki. W chwili, gdy dług był niemożliwy do spłacenia, przedstawiciele międzynarodowych bankierów z Banku Światowego i MFW domagali się zwrotu tego „ociekającego świeżą krwią, zaległego funta mięsa”, domagając się sprzedaży ważnych aktywów państwowych, systemu wodociągów, gazu naturalnego, energii elektrycznej, transportu, komunikacji itd. Kiedy praca ekonomicznego zabójcy nie przynosiła efektów, CIA wysyłała prawdziwych zabójców, „szakale”, by dokonali morderstw na przywódcach krajowych. Jeśliby i „szakale” zawiodły, ostateczną metodą było uruchomienie machiny militarnej i rozpoczęcie wojny.

W1971 roku Perkins został wysłany do Indonezji, gdzie z sukcesem wykonał misję „ekonomicznego zabójcy”, doprowadzając Indonezję do gigantycznego zadłużenia. W jakiś czas później pojawił się w Arabii Saudyjskiej, gdzie nadzorował operację „odzyskiwania petrodolarów”, co w przyszłości odegrało znaczącą rolę przy odejściu Arabii Saudyjskiej od stanowiska państw OPEC, umożliwiając Kissingerowi przekonanie jej do tego kroku. Perkins wysyłany był do Iranu, Panamy, Ekwadoru, Wenezueli, osiągając wiele nadzwyczajnych sukcesów w pracy.

Atak z 11 września 2001 roku boleśnie uzmysłowił Perkinsowi, że Stany Zjednoczone są znienawidzone w świecie właśnie z powodu owych nadzwyczajnych osiągnięć „ekonomicznych zabójców”. Perkins znalazł w sobie dość siły, by powiedzieć prawdę. Wielkie domy wydawnicze w Nowym Jorku obawiały się publikacji jego pamiętników z uwagi na ich wybuchową treść. Historie, które Perkins opisał w książce, bardzo szybko rozeszły się wśród członków „wewnętrznego kręgu”. Jedna ze znanych firm międzynarodowych zaproponowała mu bardzo dobrze płatną posadę „na zimnej ławie” - warunkiem tej „legalnej łapówki” była rezygnacja z publikacji książki. Jednak w 2004 roku, na przekór naciskom i ryzyku, Perkins w końcu opublikował swoją książkę, która w ciągu jednej nocy weszła na szczyty list bestsellerów w Stanach Zjednoczonych. Jednakże pracę Perkinsa, wbrew woli autora, opublikowano w formie quasi-powieściowej, gdyż wydawnictwo obawiało się, że publikacja rzeczywistych zapisków i dzienników autora w nieunikniony sposób doprowadziłaby je do trudnej do wyobrażenia katastrofy.

*Wyd. poi Hit Man. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty, tłum. E. Czajkowski, Warszawa 2006.

Song Hongbing
Wojna o pieniądz
Prawdziwe źródła kryzysów finansowych
Przekład: Tytus Sierakowski

Trudno prosto wytłumaczyć

GALA: Czytałam, że był pan w dzieciństwie nad wiek poważny. 

Łukasz Grechuta: To się może brało stąd, że byłem romantykiem, sentymentalną duszą. Kontemplowałem świat życia duchowego i Bóg zawsze miał dla mnie bardzo duże znaczenie. To zresztą miało wpływ na moją wędrówkę w 1999 roku, która biegła szlakami pielgrzymów, takimi jak szlak Santiago de Compostela. Była to próba zrozumienia życia i dotarcia do Boga.

GALA: Skąd pomysł takiej wędrówki? 

Ł.G.: A skąd w ludziach potrzeba, żeby czytać Pismo Święte albo iść do zakonu, albo zostać pustelnikiem? Jestem zwykłym człowiekiem, ale to, że odwiedziłem większość miejsc świętych chrześcijaństwa w Europie, nie pozwala mi zapomnieć o tym, co w życiu najistotniejsze - o duchowości. Podróżowałem samotnie, jak tysiące wędrujących po świecie pielgrzymów. Szedłem na piechotę. Pokonałem dystans, jakiego ludzie zwykle nie pokonują. Miałem ogromną determinację do pielgrzymowania.

GALA: Czy w czasie tej pielgrzymki myślał pan, że tata się niepokoi? 

Ł.G.: Czasem, kiedy myśli się o Bogu, zapomina się nawet o bliskich. Ludziom w dzisiejszym świecie trudno jest zrozumieć tych, którzy patrzą na świat w inny sposób. Dzisiejszy świat inaczej funkcjonuje. Rzeczywistość zmusza czasem do tego, aby ją porzucić po to, by zrozumieć sens swego życia. Mówi się, że ci, którzy przeszli wędrówkę szlakiem Santiago de Compostela, doznają duchowej przemiany. Poza tym jest to fantastyczna podróż przez kraje, kulturę, historię sztuki, cywilizację. A to, że nie zadzwoniłem do domu, trudno prosto wytłumaczyć. Moje zachowanie może być odebrane jako dziwne, ale wtedy miałem taką potrzebę ducha.

«Zabierzcie wszystko, co jest w celi, ale księgi mi zostawcie!» - czyli nasz człowiek na pustyni



131.
  Opowiadała [amma Teodora]przy innej okazji: „Pewnego razu złodzieje napadli na celę abba Izajasza. Dwaj z nich trzymali go mocno, a trzeci wynosił z celi wszystko, co w niej było. Kiedy chciał wynieść również księgi, abba powiedział do nich: «Zabierzcie wszystko, co jest w celi, ale księgi mi zostawcie!». Oni jednak nie zważali na jego słowa. Wtedy podniósł w górę ręce i nagle złodzieje oderwali się od niego jak wiotka słoma. Jednocześnie abba powiedział do nich: «Odejdźcie w pokoju», i przestraszeni czym prędzej uciekli".
132.
  Mówiła także: „Abba Izajasz opowiadał mi o pewnym sędziwym ojcu, który z kolei opowiadał mu o sobie samym: «Zanim zacząłem wieść życie w milczeniu, miałem widzenie. Przyszedł do mnie młody człowiek budzący strach. Jego twarz jaśniała jak słońce, wziął mnie za rękę i powiedział: 'Pójdź, czeka cię walka!'. Po tych słowach poprowadził mnie na miejsce przypominające teatr, będące areną walki, i pełne ludzi. Część z tych ludzi miała na sobie białe szaty, druga część - czarne. Kiedy ów młody człowiek wprowadził mnie na arenę, ukazał się moim oczom czarny mężczyzna - wysoki, wzbudzający lęk Etiopczyk, którego głowa sięgała aż do chmur. Mój anioł stróż, który mnie trzymał za rękę, powiedział do mnie: 'Będziesz z nim walczył'. Gdy zobaczyłem to monstrum, zadrżałem z przerażenia i prosiłem anioła stróża, by mnie od tego nieszczęścia uwolnił. Wołałem: 'Kto ze śmiertelników mógłby z nim walczyć?'. Anioł Boży powiedział do mnie: Ty możesz! Z prawdziwym zapałem podejmij z nim walkę, a przyjdę ci z pomocą i przyniosę ci wieniec zwycięzcy'. I rzeczywiście, zaledwie starliśmy się ze sobą i zaczęliśmy walczyć, anioł Boży zbliżył się do mnie i pomógł mi pokonać czarnego męża. Następnie wszyscy czarni mężczyźni, głośno szemrząc i klnąc dziko, zniknęli, a chór aniołów oddał chwałę temu, który mi pomógł i przyniósł zwycięstwo». Także i my, moje drogie matki i siostry, powinnyśmy odrzucać każdą troskę doczesną, abyśmy, za łaską Chrystusa, mogły odważnie i zdecydowanie przeciwstawić się owej czarnej istocie - diabłu, który jest ojcem '' wszystkich namiętności. Jeżeli jednak damy się wprowadzić w błąd i upadniemy, staniemy się własnością naszego wroga, diabła. Bowiem wielki Apostoł Piotr powiada: «Komu bowiem kto uległ, temu też służy jako niewolnik» (2 P 2,19; por. Rz 6,16), a to znaczy, że służy dobru lub złu. Dlatego dał nam Bóg rozum i zdolność myślenia, abyśmy mogli odróżnić dobro od zła i niestrudzenie dążyli do dobra".


Za: Meterikon Mądrość Matek Pustyni, przekład: Bogusław Widła, „PROMIC” - Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2010

O nieczystości


1. Pycha jest winna temu, że człowiek bardzo często zmierza do wzbudzającej obrzydzenie cielesnej nieczystości. Albowiem jedno wiąże się z drugim, co więcej, tak jak z powodu duchowej pychy zmierza się ku lubieżnemu nierządowi, tak dzięki pokorze ducha bezpieczna jest czystość ciała. Bóg natomiast niekiedy ukrytą pychę ducha obala przez jawny upadek ciała.
39, 2. Lubieżna nieczystość powstaje w ciele z powodu ukrytej pychy ducha. Potwierdza to przykład pierwszego człowieka. Skoro tylko pełen pychy zbuntował się on przeciwko Bogu, natychmiast poczuł popęd cielesny i osłonił wstydliwe części ciała. W związku z tym niech każdy rozważa swój upadek, ilekroć zwycięża go lubieżność, ponieważ gdyby przodem nie wkroczyła skryta pycha, nie nastąpiłby jawny upadek w lubieżności.
39, 3. Niekiedy diabeł nastaje na chrześcijanina, nakłaniając go do obu grzechów naraz, a mianowicie do ukrytej zarozumiałości i do objawiającej się na oczach wszystkich pożądliwości. Jednak gdy człowiek unika pożądliwości, popada w zarozumiałość. Podobnie gdy nierozważnie omija zarozumiałość, niepostrzeżenie popada w pożądliwość. W ten sposób z powodu ukrytego grzechu zarozumiałości zmierza się do jawnego grzechu pożądliwości, a z powodu jawnego grzechu pożądliwości - do ukrytego grzechu zarozumiałości. Lecz sługa Boży roztropnie waży jeden i drugi oraz tak wystrzega się pożądliwości, aby nie narazić się na zarozumiałość, a zarozumiałość tłumi tak, by nie pozwolić duszy zwrócić się ku pożądliwości.
39, 4. Demony w pierwszej kolejności sprzyjają ludziom lubieżnym i pysznym. Wprawdzie złe duchy gorliwie usługują także popełniającym inne grzechy, jednak z tamtymi łączy je większa zażyłość, im też oddają hojne przysługi we wszystkim, czego sobie życzą.
39, 5. Diabeł włada rodzajem ludzkim przede wszystkim za pomocą tych dwóch grzechów, to jest pychy ducha i wyuzdania ciała. Dlatego też Pan powiada do Hioba o diable, mówiąc tak: Śpi w cieniu, w ukryciu trzciny, w miejscach wilgotnych. Trzcina oznacza próżną pychę, a miejsca wilgotne - wyuzdanie ciała. Przez te dwa grzechy diabeł panuje nad rodzajem ludzkim, czy to gdy wbija ducha w pychę, czy to gdy znieprawia ciało przez wyuzdanie.
39, 6. Wielu ludzi uległo mocy wyuzdania, a ci, którzy są pełni zarozumiałej pychy, chlubią się nawet tym, że popełniają wyuzdane czyny, i jeszcze bardziej pysznią się tym, z powodu czego powinni się ukorzyć.
39, 7. Gdy porównujemy złe postawy, dochodzimy do wniosku, że jest gorzej, gdy nikczemni ludzie nie tylko popełniają haniebne czyny, lecz na dodatek z powodu tychże haniebnych czynów wynoszą się, pełni próżności, tak jak zostało napisane: Ponieważ chełpi się grzesznik pragnieniami swej duszy. Cóż może być bowiem gorsze niż to, że ludzie godni pożałowania lubują się w haniebnych czynach, z powodu których właśnie powinni nieustannie oblewać się łzami?
39, 8. Człowiek wtedy bardziej pragnie lubieżnych czynów, gdy patrzy. Tak bowiem rzecze jakiś mędrzec: Pierwsze pociski nierządu wysyłają oczy, drugie - słowa. Wszakże ten, czyje oczy nie są usidlone, może przeciwstawić się słowom. Natura podoła tam, gdzie umysł wciąż jeszcze jest wolny.
39, 9. Ten, kto ujarzmia pokusę nasuwającej się pożądliwej myśli, nie przechodzi do przyzwolenia na rozpustę. Bez trudu zapewne stawia opór czynom ten, kto nie ulega podniecającej pokusie.


Za: Izydor z Sewilli, Sentencje, przekład i opracowanie: Tatiana Krynicka, podstawa przekładu: Isidorius Hispalensis, Sententiae, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012