sobota, 27 października 2012

Medytacja z Ajahnem Sumedho - 3


Bycie w pozycji świadka czy obserwatora, to wszystko. To nie bycie krytykiem, nie dokonywanie osądów swego ciała w tym momencie, zależnie od tego czy jest przyjemnie czy też obecny jest ból, niezależnie od tego czy siedzi ci się dobrze czy też nie. Okaż sobie zaufanie jako tylko obserwatorowi. Doświadczenie siedzenia … zogniskuj uwagę tylko na tym, na fizycznym ciele. Tutaj i teraz jest właśnie jak to. I tak wnosisz do świadomości ciało jako doświadczenie. Możemy siedzieć tu cały ranek i myśleć o różnych rzeczach; możemy planować przyszłość czy wspominać przeszłość. Możemy podróżować po całym świecie siedząc tutaj, w tej sali medytacyjnej. Mogę udać się do Tajlandii czy Australii w parę sekund – ale to nie po to tu jesteśmy, nie by podróżować ale by być tu obecnym.

*

Zatem, używając oddychania, normalnego oddychania, nie próbuj niczego kontrolować. To nie tak, że musisz oddychać w pewien specjalny sposób, bądź kontrolować swój oddech – a tylko być przytomnym tego jak go doświadczasz. Po prostu pozwól mu być w taki sposób i użyj tego, tylko wdech, tylko wydech, powstawanie, zanik … ponieważ to dzieje się właśnie teraz. Jest to właśnie takie, naturalne, to sama natura. Jest to takim jakim to jest. A ty jesteś tego świadkiem, poznając, jesteś na pozycji Buddho, poznającego, świadka.

W tajskiej leśnej tradycji używają bardzo często mantry Buddho, co jest imieniem Buddy – Przebudzonego Poznawania. To świadome poznawanie. Kiedy przyjmowaliśmy schronienie uprzedniego wieczoru, przyjmowaliśmy schronienie w Buddzie. Zatem teraz jesteście na pozycji świadka, wiedzącego. To Buddho, widzenie rzeczy jakimi są, a oddech jest jak to. Kiedy mówię, że oddech jest jak to, to myśl, ale ona również wskazuje, pomaga pamiętać ci byś był z oddechem. To nie krytycyzm czy analiza czy wędrująca myśl. To nie myślenie o oddychaniu; mówię tylko byś był z oddechem, zauważył oddech. Buddho pomaga ci zogniskować uwagę i pamiętać być do tego używał oddechu … i zaczął rozpoznawać obecność przytomności.

niedziela, 21 października 2012

Vińńana anidassana

 
W mojej dyskusji o vińńanam anidassanam anantam sabbatopaham, powiedziałem (jak pamiętam), że świadomość arahata ani nie wskazuje ani nie tworzy „jaźni” czy „podmiotu”. Powinienem był powiedzieć: ani nie wskazuje „jaźni” czy „podmiotu” ani nie powstaje z „jaźni” czy „podmiotu”. W rzeczywistości znaczenie anidassanam i sabbato-apaham jest to samo: to po prostu, gdyż nie ma więcej Ahan ti va Maman ti va Asmi ti va* u arahata, świadomość nie jest już dłużej „moja”. I anantam może być użyte w tym samym sensie – dla arahata świadomość nie jest już dłużej ograniczona przez bycie „moją” świadomością (determinacja jest zawsze ograniczeniem, będąc negacją; i świadomość jest teraz, w tym znaczeniu, asankhata czy nie-determinowana. W Asankhata Samyutta (iv, 359-73) zobaczysz, że asankhata, anidassana, i nibbana wszystkie są synonimami i wszystkie są definiowane jako ragakkhaya, dosakkaya, mokhakkhaya, co w Itivuttace (V,5: 38) jest powiedziane o saupadisesa nibbanadathu. Edwarda Conze tłumaczenie jako „niewidzialna, nieskończona świadomość która świeci wszędzie” jest całkiem dzikie (bez wątpienia podane bez jakiejkolwiek konsultacji z Pali) i jest się kuszonym zadać pytanie jak świadomość może być „niewidzialna”, jeżeli „świeci wszędzie”. Ale co dokładnie, jest tym co mahajaniści rozumieją przez nibbanę, bardzo trudno się w tym rozeznać.

* „ja” czy „mnie” czy „jestem”.

Nanavira Thera

Pytanie o cztery wielkie elementy

 
Był raz mnich w tym Zgromadzeniu mnichów, któremu przyszła do głowy taka myśl: „Gdzie te cztery wielkie elementy znikają bez pozostałości, mianowicie, element ziemi, element wody, element ognia, element powietrza?” Wtedy wkroczył w taką koncentrację, że kiedy jego umysł stał się skoncentrowany, pojawiła mu się ścieżka do bogów. Wtedy poszedł do bogów królestwa czterech Wielkich Króli i spytał ich: „Przyjaciele, gdzie te cztery wielkie elementy znikają bez pozostałości?” odpowiedzieli mu: „Mnichu, my tego nie wiemy; ale są tutaj ci Czterej Boscy Królowie, którzy są więksi niż my i nadrzędniejsi; oni powinni to wiedzieć”. I tak, ten mnich udał się czterech Boskich Królów.

Ale oni dali mu taką samą odpowiedź i odesłali go do Nieba Tavatimsa, i tak przeszedł przez wszystkie nieba zmysłowej egzystencji, aż został odesłany do świata Brahmy, świata wyższej boskości. Zadał to samo pytanie bogom Zgromadzenia Brahmy. Odpowiedzieli mu:

„Mnichu, my tego nie wiemy; ale jest tutaj Brahma, Wielki Brahma, Transcendentalna Istota nietranscendentalnego, Wszechwiedzący Dzierżyciel Mistrzostwa, Pan Czyniciel i Twórca, Najwyższy Łaskawca, Mistrz i Ojciec tych co są i kiedykolwiek będą, który jest większy od nas i nadrzędniejszy. On powinien to wiedzieć”. „Gdzie jest ten Brahma, przyjaciele”. „Mnichu, nie wiemy gdzie i jak czy kiedy, jeśli chodzi o Wielkiego Brahmę. Tylko tyle, że kiedy ma pojawić się Wielki Brahma, jest to rozpoznawalne zgodnie z widzialnymi znakami, pojawia się światło, pojawia się promieniowanie; gdyż to są prekursorzy pojawienia się Brahmy”.

Wtedy wkrótce potem pojawił się Wielki Brahma. Mnich podszedł do niego i zadał mu swoje pytanie. Kiedy to zostało powiedziane, Brahma odpowiedział: „Mnichu, jestem Brahmą, Wielkim Brahmą, Transcendentalną Istotą nietranscendentalnego, Wszechwiedzącym Dzierżycielem Mistrzostwa, Panem Czynicielem i Twórcą, Najwyższym Łaskawcą, Mistrzem i Ojcem tych co są i kiedykolwiek będą”. Wtedy mnich zapytał jeszcze raz: „Przyjacielu, nie pytałem o to. To o co pytałem to: Gdzie te cztery wielkie elementy znikają bez pozostałości, mianowicie, element ziemi, element wody, element ognia, element powietrza?” Wielki Brahma dał taką samą odpowiedź jak uprzednio. Gdy zapytany trzeci raz, Wielki Brahma wziął mnicha za ramię i odciągnął go na bok. Powiedział: „Mnichu, tutejsi bogowie Zgromadzenia Brahmy myślą w ten sposób: 'Nie ma niczego czego ten Wielki Brahma nie zobaczył, nie poznał i nie zrealizował'. Dlatego nie odpowiedziałem ci w ich obecności. Przyjacielu, nie wiem gdzie te cztery wielkie elementy znikają bez pozostałości. Zatem uczyniłeś źle, popełniłeś przewinienie, w tym, że przeoczyłeś Zrealizowanego i szukałeś odpowiedzi na twoje pytanie poza nim. Idź i zadaj swoje pytanie Zrealizowanemu,, i tak jak ci odpowie, tak to powinieneś zapamiętać”.

Wtedy ten mnich zniknął z tamtego świata, przyszedł i zadał to samo pytanie mi. Powiedziałem mu: „Mnichu, zdarza się, że morscy handlarze płyną z szukającym wybrzeża ptakiem i kiedy statek jest poza widokiem lądu, wypuszczają ptaka. Leci on na wschód, południe, zachód i północ, w górę i pomiędzy. Jeżeli zobaczy z jakiejś strony ląd, leci tam, ale jeżeli nie widzi lądu, wraca na statek. Tak też, mnichu, gdziekolwiek szukałeś, nawet w świecie Brahmy, nie znalazłeś odpowiedzi na swoje pytanie i wróciłeś do mnie. Ale pytanie nie powinno być zadane w ten sposób; powinno być zadane tak:

„Powiedz mi, gdzie woda, ziemia
Ogień i powietrze nie znajdują wsparcia?
I tak samo długie i krótkie,
Małe i duże ładne i brzydkie?
Gdzie to jest, że imię-i-materia
Znikają bez pozostałości?”

I odpowiedź na to pytanie jest taka:

Świadomość co nie czyni ukazania,
Ani nie ma do czynienia ze skończonością,
Nie roszcząca sobie istnienia poza wszystkim:
To tam woda, ziemia
I tak samo długie i krótkie,
Małe i duże ładne i brzydkie
To tam imię-i-materia
Znikają bez pozostałości

D11


Dlaczego Budda rozpoznaje pytanie „Gdzie te cztery wielkie elementy znikają bez pozostałości?” jako źle postawione, czemu należy je sformułować w ten sposób:

„Powiedz mi, gdzie woda, ziemia
Ogień i powietrze nie znajdują wsparcia?”

Spróbujmy to wyjaśnić ze strony wglądu w naturę esencjonalnej relacji w obserwowaniu. Jak słusznie stwierdza czcigodny Nanamoli:

Dokonane zostało tu założenie, że wydarzenie obserwowania, w najprostszy sposób musi z konieczności być kompleksowe. Bez porównania (konfrontacji) nie można powiedzieć, że w ogóle miała miejsce obserwacja. Gdyż (a) bez symultanicznej (jak gdyby przestrzennej) konfrontacji różnicy w obserwowanym („to” nie „tamto”) nie można powiedzieć, że wydarzyła się jakakolwiek obserwacja, gdyż nie ma sposobu na rozróżnienie zakładanej obserwacji od nie-obserwacji, i (b) bez różnicy pomiędzy obserwowanym i obserwatorem (obserwowaną przez sukcesyjne, jak gdyby „temporalne” porównanie jako „różnica w nowym obserwowanym”) również żadna obserwacja nie może się wydarzyć, gdyż zakładany obserwator nie mógłby być odróżniony od obserwowanego. Obserwowane, które jest nierozróżnialne od nie-obserwowanego, będzie uważane za niekonstytuujące obserwacji i tak samo „obserwator bez obserwowanego” i „obserwowane bez obserwatorów” i „obserwator i obserwowane nierozróżnialne inter se”.

*

Innymi słowy, pytanie: „Gdzie te cztery wielkie elementy znikają bez pozostałości?” jest pytaniem naukowca, który abstrahuje od rzeczywistości, traktując materię jako samodzielną rzeczywistość. O ile w codziennym życiu, taka postawa jest uprawniona, o tyle z metafizycznego punktu widzenia nie jest zgodna z prawdą, gdyż w doświadczeniu materia zawsze pojawia się jako „odkrywana” przez zmysły (obserwatora). A by materia była „odkrywana”, do tego potrzebne jest uczucie, percepcja i intencja. Razem tworzy to imię-i-materię. Imię-i-materia jest tym co jest doświadczane - co oczywiście wymaga jeszcze jednego, najważniejszego czynnika, świadomości. Razem, świadomość i imię-i-materia, konstytuują doświadczenie. Jednakże celem Nauki Buddy, jest uwolnienie się od doświadczenia, czyli doprowadzenie do tego, że imię-i-materia nie znajdują wsparcia w doświadczeniu, tj, uwolnienie świadomości od imienia-i-materii.

Bardziej „fachowe” wyjaśnienie tej sprawy czytelnik może znaleźć tutaj.

Teoria elit

 
Teoria elit opiera się na fundamentalnym przekonaniu o istnieniu nierówności między ludźmi. Na przekór dogmatom zawartym w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela uczony uważa twierdzenie o naturalnej równości wszystkich ludzi za błędne i niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. O istnieniu nierówności decyduje w stopniu największym zróżnicowanie względem przystosowania się poszczególnych jednostek do warunków, w których przyszło im egzystować. Twierdzenia o powszechnej równości, które zdominowały rozważania o społeczeństwie nie opierają się na naukowych ustaleniach, lecz wynikają raczej z pobudek emocjonalnych i są dodatkowo umiejętnie podsycane przez ośrodki promocji takiego sposobu postrzegania świata. Pareto odrzuca zdecydowanie takie przekonanie pisząc: "Twierdzenie o obiektywnej równości ludzi jest tak absurdalne, że nie zasługuje na to, aby je obalać, natomiast subiektywna idea równości ma duże znaczenie i wywiera potężny wpływ na zmiany, jakim ulega społeczeństwo".1) Istniejące wbrew obiegowym opiniom nierówności służą za podstawę klasyfikacji ludzi. W określonej dziedzinie segregujemy jednostki ze względu na lepsze lub gorsze wykonywanie powinności, które składają się na całokształt danego zjawiska. Dokonując owej klasyfikacji tworzymy drabinę hierarchiczną, której wyższe szczeble zajmują najlepsi w danej dziedzinie, szczeble niższe zaś gorsi. Tę warstwę ludzi zajmujących miejsce na szczycie nazywa Pareto elitą. Elita jest zatem rodzajem "grupy obdarzonej pod pewnymi względami przewagą w odniesieniu do innych grup w obrębie tejże samej działalności".2) Możemy zatem mówić o elicie w niemal każdej dziedzinie życia społecznego. Istnieje jednakże elita szczególna, której specyfika wyraża się w posiadanym przez nią wpływie na prawie każdy aspekt życia na określonym terytorium. Tą elitą jest elita władzy, czyli wszystkie osoby pośrednio lub bezpośrednio biorące udział w rządzeniu.

(…)

Wypada jedynie żałować, że Pareto nie doczekał rozwoju masowej demokracji i w związku z tym nie mógł przeprowadzić analizy tego tworu. Wydaje się jednak, że współczesne systemy zwące się demokratycznymi wskazują na potrzebę modyfikacji pewnych twierdzeń Pareto. Elity władzy to w dużej mierze elity zdominowane przez różnego rodzaju miernoty, które najlepsze są jedynie w socjotechnicznych zabiegach mających skłonić lud do poparcia ich w wyborach. A mityczna demokracja to nie tyle rządy ludu, co raczej rządy tych właśnie wybranych przezeń miernot. O elitach w takim rozumieniu jak w pracach Pareto trudno w ogóle mówić, bowiem często jednostki najwartościowsze funkcjonują na marginesie, a o dostępie do władzy mogą jedynie pomarzyć. Tak jak za czasów Pareto na ogół rządzą cwaniacy, łotry i oszuści...
Wzięte z: Remigiusz Okraska, Vilfredo Pareto i jego teoria elit
Cały artykuł tutaj 


Teoria elit jest jak najbardziej zgodna z rzeczywistością, choć już za czasów Pareto wydaje się, że przypisywanie władzy elitarności w sensie jakiejś nadrzędnej jakości było błędne.

W rzeczywistości istnieje tylko jedna prawdziwa elita, dysponująca tak zwaną inteligencją ariya, tj wglądem w cztery szlachetne prawdy. Ale nawet ta elita nie jest jednorodna i można w niej wyodrębnić elitę elit, tj tych którzy całkowicie usunęli ze swego doświadczenia pożądanie, nienawiść i złudzenie. Dalej jakość elity ariya obniża się, stosownie do powiększających się ciemnych sił pożądania, nienawiści i złudzenia, aż do wchodzącego w strumień Dhammy. Dalej do elity możemy zaliczyć człowieka bez wglądu we współzależne powstawanie, utrzymującego celibat i wolnego od pożądania zmysłowych przyjemności. I w sumie na tym można by poprzestać, zamykając elitarną listę. Nie mniej, czasy są obecnie takie, że każdego kto nie zabija, nie kradnie, nie kłamie, nie sypia z cudzymi żonami i nie odurza się alkoholem i innymi narkotykami, można śmiało zaliczyć do elity.

Przypadek Henrego M

 
Niezależnie od teoretycznych rozważań na temat znaczenia pamięci dla wytworzenia naszego przeżywania czasu – dzięki czemu oprócz teraźniejszości dysponujemy również przeszłością, a w związku z tym i przyszłością – istnieje w tej mierze pewien obrazowy dowód z dziedziny badań neuropsychologicznych. W roku 1953 pacjent Henry M z powodu ciężkiej padaczki, której napady pojawiły się bez objawów „zwiastunowych” został poddany operacji mózgu, która wprawdzie znacznie zmniejszyła częstość występowania napadów, ale dla pacjenta miała tragiczny skutek uboczny. Od tego bowiem czasu Henry M niczego nie może zapamiętać. Jeśli na krótko opuści pokój, w którym przez dłuższy czas z kimś rozmawiał, a potem wraca, nie przypomina sobie absolutnie niczego. Nie wie już o czym i z kim rozmawiał. Można z nim raz jeszcze przeprowadzić tą samą rozmowę, a on sobie nie zdaje sprawy, że dopiero co mówiło się to samo. Od czasu operacji, kiedy Henry miał 27 lat, żyje on w nieustającej teraźniejszości. Ponad 30 lat, które odtąd upłynęły, nie są dla niego przeszłością, bo są wymazane. Przyczyna tej utraty pamięci jest to, że operowano nie jedną lecz obie półkule mózgu, ponieważ sądzono, że wpłynie to skuteczniej na wyleczenie.

Zdumiewające jest to, że pomimo tak znaczącego zaniku pamięci, Henry w rozumie nie robi wrażenia, jakby był dotknięty poważnym upośledzeniem. Przeciwnie, wydaje się wręcz bystry. Zresztą badania za pomocą testów dowiodły, że jest nawet nieprzeciętnie inteligentny. Tyle tylko, że tematy przez niego poruszane nie dotyczą niczego, co działo się w latach od chwili operacji. Tu występuje całkowita wyrwa w pamięci. Natomiast ciekawe jest, że Henry doskonale przypomina sobie wydarzenia sprzed operacji i bez trudu o nich mówi. Sam miałem okazję badania Henrego w lecie 1984 roku, opowiadał mi wtedy na przykład szczegółowo o swoich piętnastych urodzinach, kiedy po raz pierwszy miał ciężki napad epileptyczny.

Kiedy w grę wchodzi okres sprzed operacji, żadnej luki w jego pamięci nie ma. Zanik pamięci obejmuje wyłącznie czas po operacji, a owo zakłócenie dotyczy tylko jednego szczegółowego aspektu pamięci, a mianowicie magazynowania nowych informacji. Ponieważ doskonale pamięta wydarzenia sprzed 1953 roku, należy uznać, że ta strona jego pamięci jest nie tknięta. Zdolność pamiętania pozostała, zniszczona jest zdolność magazynowania.

Inna część jego pamięci, również pozostała sprawna, a mianowicie tak zwana pamięć krótkotrwała. Rozmawiać można z Henrym bez trudności, a znaczy to, że najwidoczniej potrafi on na krótki czas zachować w pamięci to, co sobie w danej chwili uświadamia. Przecież gdyby tak nie było, nie umiałby wypowiedzieć ani jednego sensownego zdania. Zatem operacja mózgu zniszczyła tylko ściśle określony zakres funkcji mózgowych: magazynowanie informacji w pamięci długoterminowej. Jednakże ten ubytek wystarczy, aby Henry'ego tak upośledzić w jego codziennym życiu, że pozostawiony sam sobie – nie mógłby przeżyć.

Kiedy po wizycie u lekarza w Bostonie odwożono go do do domu, do miejsca jego stałego zamieszkania, zaproponował, że wskaże kierowcy drogę. Z dużą pewnością siebie dawał wskazówki, którędy należy jechać, tak, iż wszyscy myśleli, że widocznie dobrze zna drogę. Wreszcie kazał stanąć przed budynkiem, który rozpoznał jako swój dom. Tymczasem mieszkali tam zupełnie obcy ludzie, którzy nie mogli zrozumieć, o co chodzi, kiedy Henry uparcie twierdził, że tu mieszka. Okazało się potem, że dom ten należał ongiś do rodziców Henrego, a od tego czasu już kilkukrotnie zmieniał właścicieli. Pomimo więc, że Henry od wielu lat już mieszkał gdzie indziej, nie potrafił sobie przyswoić położenia swego miejsca zamieszkania. Henry jest więc całkowicie zagubiony wskutek utraty pamięci: nowe miejscowości pozostają dla niego zawsze nieznane. Utracił nie tylko część przeszłości jako czasowego wymiaru, lecz nowe sytuacje przestrzenne są mu również obce. Operacja osadziła Henry'ego w miejscu i czasie 1953 roku, od obu tych danych nie może się oderwać – jest to zaiste temat do opowieści fantastycznej.

Ważny dla zrozumienia funkcji mózgu jest fakt, że wzmiankowana operacja doprowadziła przede wszystkim do zacieśnienia pamięci. Zdolności intelektualne Henrego nadal pozostały nieprzeciętne, jego zdolność mówienia jest bez zarzutu, jego postrzeganie w zakresie wzroku, słuchu i dotyku niezakłócone. Jednakże oprócz ciężkiego zaburzenia pamięci wystąpiła u niego po operacji decydująca zmiana w przeżywaniu przyjemności i bólu. Pod kierunkiem Suzanne Corkin z Massachusetts Institute of Technology w Cambridge, niedawno przebadano szczegółowo, jak Henry reaguje na bodźce bólowe. Okazało się, że nawet bardzo intensywne bodźce bólowe przeżywa jako zupełnie znośne. Kiedy na przykład napromieniowano skórę silnym bodźcem cieplnym, każda inna osoba badana po krótkim czasie wyrywała rękę. Henry natomiast trzymał swoją rękę w zasięgu bodźca wyzwalającego ból tak długo, że w końcu eksperymentator musiał sam przerwać doświadczenie.

Podobne „zdystansowanie się” od odczuć Henry objawia również w dziedzinie seksualnej. Od czasu operacji stracił wszelkie zainteresowanie seksem. Wydaje się, że zupełnie utracił także spontaniczną chęć jedzenia. Nie odczuwa głodu i nie czuje, że jest syty. W trakcie badań nad jego postawą wobec jedzenia, podano mu drugi pełen posiłek. Henry zachował się tak, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło i zjadł również to drugie danie. Gdy skończył, nie powiedział, że teraz jest „syty” ale, że obecnie jest „gotów”. Ponadto jego kontrola nad czuwaniem i snem zdaje się także nieco ograniczona: wieczorem trzeba go posyłać do łóżka, a rano budzić.

Szczególnie zaskakujące jest, że oprócz wymienionych zakłóceń, a więc utraty pamięci, ograniczenia odczuwania bólu, zmniejszenia poczucia głodu i pobudliwości seksualnej, po operacji wystąpiło też upośledzenie węchu. Nasz popęd do jedzenia, a również potrzeby seksualne są przecież między innymi silnie nacechowane wrażeniami węchowymi. Stwierdzona, że Henry ma duże trudności w odróżnieniu zapachów. Właściwie to wszystko pachnie mu tak samo.

Poppel, Granice świadomości s 101-103
Przekł. A. D. Tauszyńska

Medytacja z Ajahnem Sumedho - 2

 
Słowo „uważność” zwykło wprawiać mnie w zastanowienie. Czym rzeczywiście jest uważność? I stało się dla mnie jasnym, że to ta przytomność tutaj i teraz. Mówimy: „Sanditthiko akaliko ehipassiko opanayiko paccattam veditabbo vińńuhi” gdy śpiewamy refleksje na temat Dhammy. Sanditthiko oznacza widoczna tutaj i teraz; akaliko, oznacza bezczasowość; i ehipassiko, zachęcającą do dociekania. „Zachęcającą do dociekania” nie całkiem oddaje ducha ehipassiko. To „przyjdź i zobacz właśnie teraz”, „przebudź się teraz”. Ehi jest słowem Pali na „przyjdź i zobacz”. „Zachęcająca do dociekania” nie ma tego poczucia pilności by badać Dhammę dla samego siebie. „Przyjdź i zobacz właśnie teraz” jest trochę bardziej bezpośrednie.

Zatem ehipassiko-dhamma: właśnie teraz badaj Dhammę. Co powinienem wpierw zrobić by zachęcić do dociekań? Dawanie rad jest z pewnościom dobrą rzeczą, ale zauważcie, że te refleksje o Dhammie nie są rodzajem teoretycznego myślenia; są bardziej jak coś widocznego tutaj i teraz. „Och dobrze, musimy studiować drogę jaką ona jest, to co jest widoczne tutaj i teraz, możemy o tym mówić” ale „Co jest widoczne tutaj i teraz w tym momencie?” Akaliko-dhamma: bezczasowość. Jesteśmy uwarunkowani przez czas. Osobowość, to wszystko na temat: „Mam swoją pełna historię, pamiętam wstecz aż do dzieciństwa, więcej niż siedemdziesiąt lat wspomnień”. Kiedy ludzie zapraszają mnie bym wygłosił mowę, chcą mojego życiorysu: amerykański mnich – urodzony w Seattle, Washington, był w armii. „Urodziłem się w Seattle, Washington” - to wspomnienie, czyż nie? To nie osoba. Widoczne właśnie teraz, co to jest? Jeżeli powiem „ Urodziłem się w Seattle, Washington, siedemdziesiąt lat temu”, to wspomnienie. Zatem „widoczne” jest raczej widzeniem, czym to jest niż byciem pochwyconym przez pamięć, cechę pamięci. Mam siedemdziesiąt lat. To czas. Kiedy urodziłem się, gdy byłem młody i teraz gdy jestem stary, czas jest obecny. To wszystko o czasie, o narodzinach i dorastaniu i starzeniu się. Dhamma jest widoczna tutaj i teraz, bezczasowa. „Bezczasowość” jest słowem, ale rzeczywistość bezczasowości, jedyny możliwy sposób rozpoznania bezczasowości leży w byciu przytomnym, nie przez analizowanie i proces myślenia. Zatem jest to ustawianie przytomności w centrum sati.

„Jeżeli będę ciężko praktykował, w przyszłości może osiągnę nibbanę” jest jeszcze jednym samo-zwodzeniem się, czyż nie? „Jestem kimś nieoświeconym – jeżeli będę ciężko praktykował może osiągnę oświecenie w przyszłości”. To kreacja: słowa, koncepty o mnie jako o osobie, co myślę na swój temat, co powinienem zrobić by stać się tym a tym. Wszystko to dotyczy czasu i osobowości, nie Dhammy. Kiedy zostaję pochwycony w osobowość i poczuciu czasu, zupełnie nie ma w tym sati, ale osąd, nadzieja, rozpacz – wszystko to powstaje. Zatem sati jest bramą do Nieśmiertelności. Dlatego też uczenie się rozpoznawać, realizować ten naturalny stan bycia, nie jest na temat tego jak stać się oświeconym w przyszłości. Jest o byciu: byciu światłem dla samego siebie, byciu przytomnym teraz, rozpoznawaniu a nie próbowaniu stania się kimś, lecz po prostu tym: poczuciem otwartości, receptywności, uważności.

sobota, 20 października 2012

Swoboda braku posiadłości

 

Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał wśród Kosalan w pewnej leśnej gęstwinie. Przy tej okazji pewnemu braminowi z klanu Bharadvaja straciło się czternaście wołów. Wtedy ten bramin z klanu Bharadvaja, podczas poszukiwań wołów, zaszedł do leśnej gęstwiny gdzie przebywał Zrealizowany. Tam zobaczył Zrealizowanego siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, z wyprostowanym ciałem i z ustanowioną przed nim uważnością. Zobaczywszy go, podszedł do Zrealizowanego i w jego obecności wyrecytował te wersy:

„Z pewnością ten pustelnik nie ma
Czternastu wołów [co się zgubiły],
Nie widzianych już od sześciu dni:
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy.

Z pewnością ten pustelnik nie ma
Pola chorych roślin sezamu,
Pewnych z jednym liściem, pewnych z dwoma:
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy.

Z pewnością ten pustelnik nie ma
Szczurów wewnątrz pustego spichlerza,
Tańczących wokół radośnie:
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy.

Z pewnością ten pustelnik nie ma
Koca co przez siedem miesięcy,
Został pokryty molami:
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy.

Z pewnością ten pustelnik nie ma
Siedmiu córek pozostawionych jako wdowy,
Pewnych z jednym synem, pewnych z dwoma:
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy.

Z pewnością ten pustelnik nie ma
Brązowej żony z pryszczatą twarzą,
Która budzi go kopniakiem:
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy.

Z pewnością ten pustelnik nie ma
Wierzycieli, którzy wołają od rana,
Napominając go, 'Spłać! Spłać!':
Zatem ten pustelnik jest szczęśliwy”.

[Budda]

„Z pewnością, braminie, nie mam
Czternastu wołów [co się zgubiły],
Nie widzianych już od sześciu dni:
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy.

Z pewnością, braminie, nie mam
Pola chorych roślin sezamu,
Pewnych z jednym liściem, pewnych z dwoma:
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy.

Z pewnością, braminie, nie mam
Szczurów wewnątrz pustego spichlerza,
Tańczących wokół radośnie:
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy.

Z pewnością, braminie, nie mam
Koca co przez siedem miesięcy,
Został pokryty molami:
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy.

Z pewnością, braminie, nie mam
Siedmiu córek pozostawionych jako wdowy,
Pewnych z jednym synem, pewnych z dwoma:
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy.

Z pewnością, braminie, nie mam
Brązowej żony z pryszczatą twarzą
Która budziłaby mnie kopniakiem:
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy.

Z pewnością, braminie, nie mam
Wierzycieli, którzy wołają od rana,
Napominając mnie, 'Spłać! Spłać!':
Zatem, o braminie, jestem szczęśliwy”.

Kiedy to zostało powiedziane, bramin z klanu Bharadvaja rzekł do Zrealizowanego: "Znakomicie, mistrzu Gotama! Znakomicie, mistrzu Gotama! Dhamma została wyjaśniona na wiele sposobów przez mistrza Gotamę, tak jakby ustawił on właściwie to co zostało przewrócone, odsłaniając ukryte, pokazując drogę temu kto zagubiony, trzymając lampę w ciemności dla tych ze wzrokiem by zobaczyli formy. Biorę schronienie u mistrza Gotamy, biorę schronienie w Dhammie i Zgromadzeniu. Mistrzu Gotama chcę odejść w bezdomność pod wodzą mistrza Gotamy, chcę otrzymać pełne przyjęcie".

I wtedy bramin z klanu Bharadvaja odszedł w bezdomność pod wodzą Zrealizowanego, i otrzymał pełne przyjęcie. I wkrótce, niedługo po jego pełnym przyjęciu, przebywając samotnie, oderwany, pilny, energiczny i zdecydowany, czcigodny Bharadvaja przez osobistą realizację z bezpośrednią wiedzą wkroczył i trwał w tym najwyższym celu świętego życia w imię którego szlachetnie urodzony słusznie odchodzi z domu w bezdomność. Miał on taką bezpośrednią wiedzę: "Narodziny wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było wykonać zostało wykonane, nigdy więcej już tego stanu istnienia. I czcigodny Bharadvaja został jednym z Arahatów.

SN 7: 10


Nietrwałość według św Astanazego

 
A więc, dzieci, trwajmy w ascezie i nie popadajmy w zniechęcenie. Pomaga nam bowiem w tym Pan. Jak napisano: Z każdym, kto wybiera dobro, współpracuje Pan*. Żeby się nie zaniedbywać, dobrze jest rozważać słowa apostoła: Każdego dnia umieram**. Bo i my, gdybyśmy żyli, każdego dnia jakby umierając, nie grzeszylibyśmy. Powiedziano to dlatego, abyśmy, budząc się każdego dnia, sądzili, że nie dożyjemy wieczora, a znów idąc spać sądzili, że już się nie zbudzimy. Niepewne jest bowiem z natury nasze życie, a każdy dzień odmierzony przez Opatrzność. Mając takie usposobienie i w ten sposób każdego dnia żyjąc, nie zbłądzimy ani nie będziemy niczego pragnąć, ani gniewać się na nikogo, ani gromadzić na tej ziemi***, ale uważając, że każdego dnia jakby umieramy, nie będziemy nic posiadali, ze wszystkimi żyjąc w zgodzie. Pożądanie kobiety czy inne nieczyste uciechy nie pokonają nas nigdy, ale odwrócimy się od nich jak od rzeczy przemijających, walcząc i przewidując dzień sądu. Zawsze bowiem większy strach, mianowicie lęk przed torturami, niweczy słodycz przyjemności i wyprostowuje duszę chylącą się ku dołowi.

*Rz 8,28.
**1 Kor 15,31.
***Por. Mt 6,19.

Nie ja

Luna autor T. Budzyński
 
Nie jestem tym
Za kogo mnie masz
Jak drzewo na wietrze
Nie śpiewam ja
Wszystko i nic
To śpiewa wiatr
Wszystko i nic
To śpiewa wiatr
Nie żyję
I nie umieram
Przeważnie
Jestem niczym

Przede mną świat
Ma inną twarz
i ogrody Boga
Uprawia śmierć
Więc kim jest Ten trzeci
Ten obok nas
Jak w ogniu ogień
Jak ryba w wodzie
Nie żyję
I nie umieram
Przeważnie jestem niczym
Nie ja

Odnaleziono wreszcie, ale co, wieczność
Ona jest morzem, co łączy się ze słońcem

Tomasz Budzyński

*
Ty jesteś Tym, bo nie chcesz nic
I nie zawahasz się z najwyższej wieży ...

Skąd poetom przychodzą do głowy takie słowa?
:)

Selektywność świadomości

 
O umyśle jako redukującej zastawce. Huxley cytuje (s.21) Prof. C.D. Broada:

Powinniśmy dobrze rozważyć znacznie bardziej poważnie niż uprzednio się do tego skłanialiśmy, typ teorii którą Bergson przedstawia w połączeniu z pamięcią i zmysłową percepcją. Sugestia jest taka, że funkcja mózgu i systemu nerwowego i organów zmysłowych jest głównie eliminacyjna nie produkcyjna. Każda osoba jest w każdym momencie zdolna do pamiętania wszystkiego cokolwiek się jej kiedykolwiek wydarzyło i do postrzegania wszystkiego co wydarza się wszędzie we wszechświecie. Funkcją mózgu i systemu nerwowego jest chronienie nas … przez zatrzaskiwanie większości tego co inaczej postrzegalibyśmy czy pamiętali w każdym momencie.

Ten fragment może rzucić ci światło na FUNDAMENTALNĄ STRUKTURĘ, szczególnie na pierwsze dwa przypisy, kończące się: „I jeżeli cokolwiek istnieje, wszystko inne istnieje”. Ale wprowadzanie mózgu i systemu nerwowego i organów percepcyjnych by wyjaśnić selektywność naszej percepcji jest zarówno nieuprawnione (spójrz jeszcze raz na list z Jeffersonem) i niekonieczne. W FUNDAMENTALNEJ STRUKTURZE próbowałem wykazać przyrodzoną strukturę rządząca selektywnością świadomości (tj. faktem, że nie wszystko jest równie obecne tego samego czasu), i nigdzie nie byłem zobligowany do wspomnienia mózgu itd. Odsyłam cię do RUPA i do uwag na temat manasikara (skierowania uwagi <attention>) w NAMA. Pojęcie 'Mind at Large', choć zawiera pewną prawdę, w rzeczywistości nie jest zbyt różne od „ogólnej świadomości wspólnej dla wszystkich”, i nie koresponduje z niczym co w rzeczywistości istnieje. A kiedy mózg jest wprowadzany jako rodzaj mechanicznej zastawki – w dodatku przeciekającej – znajdujemy się w niemożliwym do rozwiązania zaplątaniu.

Nanavira Thera

Medytacja z Ajahanem Sumedho - 1

-->
Ważnym jest by wciąż przypominać sobie, że rozpoznajemy naturalny stan bezczasowości, ponieważ doświadczenie jest zawsze teraz, tutaj i teraz. Kiedykolwiek myślisz, że doświadczasz rzeczy w przeszłości i antycypujesz możliwości w przyszłości, wszystko to – wspomnienia przeszłości i antycypacja przyszłości – wydarza się teraz. I tak mamy to złudzenie czasu ponieważ, w zwykłym świecie czas jest naszą rzeczywistością. Nasza wiara w czas jest totalna, oddajemy mu się, czas jest naszą rzeczywistością. Celem medytacji jest przypominanie sobie o obecnym. Doświadczenie jest zawsze teraz; jest tutaj i teraz – to co nazywamy pacuppanna-dhamma (rzeczywistość teraz).

Umysł wędruje, i zaczynasz myśleć, i wtedy zaczyna planować przyszłość czy wspominać przeszłość. Przytomność zatem, jest skierowaniem uwagi na to jak pracuje umysł. Przyszłość jest myślą w umyśle, obecną teraz, a przeszłość jest pamięcią. Możesz być przytomny tego, że myślisz, być przytomnym swych myśli. Nie jesteśmy naszymi myślami; nasze myśli są sztucznymi kreacjami. Zatem możemy myśleć cokolwiek. Może to być rozsądne albo totalnie zwariowane czy jakiekolwiek, ale myślenie jest zdolnością z którą mamy skłonność się utożsamiać, wchodzić z nią w zażyłość i tak pozwalamy myślom by nas kontrolowały. Dlatego ustanawiamy się z przekonaniem w obecnym, co jest uważnością, to sati-sampajańńa, tutaj i teraz.

Na przykład, możemy użyć czterech postaw: siedzenia, stania, chodzenia i leżenia. Są to ruchy ciała co ma miejsce cały dzień jak i w nocy, normalne ruchy. Zatem ciało jest tutaj i teraz. Oczywiste, że doświadczasz swego ciała teraz i teraz ono siedzi. Zatem dokonaj teraz refleksji nad doświadczeniem siedzenia. Zacznij od zauważenia tego, po prostu odczucia i wprowadź do świadomości ten oczywisty fakt, że mamy tendencję nie zauważania tego, nie zwracania na to uwagi. A jednak to rzeczywistość obecnego momentu, ciała. Dla każdego z nas, nasze ciało jest obecne, tutaj i teraz, niezależnie od stanu w jakim się znajduje. Czy jest zdrowe czy chore, doświadczające przyjemności czy bólu, jest takie jakie jest. Zatem przez kilka minut kontempluj tylko to. Sprowadź uwagę do doświadczenia bycia z siedzącym ciałem.

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 17

 
Z imieniem-i-materią jako warunek, świadomość. To zostało powiedziane. Jak to jest Anando, że z imieniem-i-materią jako warunek jest świadomość, powinno być widziane w ten sposób: jeżeli Anando świadomość nie uzyskałaby oparcia w imieniu-i-materii czy przyszłe powstanie i dojście do zaistnienia narodzin, starości i śmierci i cierpienia pojawiłoby się? - Oczywiście, że nie, Panie. - Zatem Anando, to jest powód, to jest przyczyna, to jest powstanie, to jest warunek dla świadomości, mianowicie imię-i-materia. Dotąd Anando człowiek może się rodzić czy starzeć czy umierać czy upadać czy powstawać, dotąd jest sposób desygnacji, dotąd jest sposób języka, dotąd jest sposób opisu, dotąd jest sfera zrozumienia, dotąd jest kontynuacja samsary jako pojawienie się w sytuacji, dotąd mianowicie jak jest imię-i-materia ze świadomością. D 15

Metafora domu może być rozumiana w zupełnie przeciwstawnych sensach. Domem może być nibbana. Ta metafora ma wadę, że trudno ją przeciętniakowi przetłumaczyć na działanie. „Powróć do swego domu”, to wezwanie brzmi dobrze, ale jak się nie ma pojęcia ani jak wygląda ten dom, ani gdzie się znajduje, nie można sobie nawet wyobrazić, w jaki sposób mogłoby do tegoż powrotu dojść. Dom jednakże może być rozumiany metaforycznie jako miejsce, w którym zadomowiła się świadomość. Dom jest miejscem odpoczynku, spokoju, miejscem gdzie czujemy się bezpiecznie. Ale w tej metaforze, to poczucie bezpieczeństwa i przyjemności, jakie świadomość uzyskuje „zadomawiając się” w samsarycznych siedzibach, jest fałszywe i prędzej czy później wiedzie do eksmisji świadomości z nietrwałego miejsca pobytu. W Suttach, sytuacja wzajemnej zależności świadomości od imienia-i-materii została opisana także w terminach pięciu agregatów, z których pierwsze cztery oferują się świadomości jako miejsca zamieszkania. Skorzystanie z tej oferty, jest tym co tworzy zniewolenie, wolność zadem tkwi w bezdomności …

„Element materii, gospodarzu, jest domem dla świadomości, ten którego świadomość jest spętana pożądaniem wobec elementu materii, jest tym który wędruje w domu. Element uczucia, gospodarzu, jest domem dla świadomości, ten którego świadomość jest spętana pożądaniem wobec elementu uczucia, jest tym który wędruje w domu. Element percepcji, gospodarzu, jest domem dla świadomości, ten którego świadomość jest spętana pożądaniem wobec elementu percepcji, jest tym który wędruje w domu. Element determinacji, gospodarzu, jest domem dla świadomości, ten którego świadomość jest spętana pożądaniem wobec elementu determinacji, jest tym który wędruje w domu”. SN 22:3

W Savatthi. Mnisi, zaangażowany jest niewyzwolony, niezaangażowany jest wyzwolony. Świadomość mnisi, gdy bazuje, może bazować zaangażowana w materię, ustanowiona na materii, z rozlaniem się rozmiłowania, może dojść do wzrostu, zwiększenia się i ekspansji; lub świadomość gdy bazuje może bazować zaangażowana w uczucie ... percepcję ... determinacje, bazować na determinacjach, ustanowić się na determinacjach i z rozlaniem się rozmiłowania może dojść do wzrostu, zwiększenia się i ekspansji. Mnisi, chociaż ktoś może powiedzieć: „Poza materią, poza uczuciem, poza percepcją, poza determinacjami, poznam przychodzenie i odchodzenie świadomości, jej zamieranie i odrodziny, jej wzrost, zwiększanie się i ekspansję”, to niemożliwe.

Mnisi, jeżeli mnich porzucił pożądanie elementu materii, z porzuceniem pożądania ta baza jest odcięta, nie ma wspomagania dla ustanowienia się świadomości. Jeżeli mnich porzucił pożądanie elementu uczucia.... elementu percepcji.... elementu determinacji... elementu świadomości, z porzuceniem pożądania ta baza jest odcięta, nie ma wspomagania dla ustanowienia się świadomości. Kiedy ta świadomość jest nieustanowiona, nie dochodząca do wzrostu, niegenerująca, jest wyzwolona. Przez bycie wyzwoloną jest stabilna, będąc stabilną jest zadowolona, będąc zadowolonym, mnich jest niezaniepokojony. Będąc niezaniepokojonym, osobiście osiąga wygaszenie. Rozumie tak: „Narodziny wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było zostało zrobione, więcej już to nie nadejdzie”. SN 22: 53

Jaka jest relacja cytowanych Sutt do w/p? Otóż, te cztery agregaty oferujące się jako dom dla świadomości, to nic innego jak determinacje. W naturalnym stanie -asnakhata – nie da się zaobserwować zmiany. Ale nie tylko to. Bez idei czasu i przestrzeni nie ma tam też nikogo, kto żyłby w świecie. Gdy jednak świadomość ustanawia się na determinacjach, wraz z ich zmianą, pojawia się czas i przestrzeń, ale nie tylko to, bo w tym czasie i przestrzeni zaczyna istnieć „ktoś”. Ten ktoś pojawił się w czasie i przestrzeni przez identyfikowanie się z nietrwałymi determinacjami, a najbardziej fundamentalną, najbardziej narzucającą się (chciało by się rzecz „naturalną”, ale skoro to określenie zarezerwowaliśmy tu dla asankhata, musimy się powstrzymać od jego użycia), jest identyfikacja z ciałem. Poprzez ciało, świadomość ucieleśnia się w czasie i przestrzeni. Jednak tu nie czeka na nią nic, prócz starości i śmierci, co samo w sobie nie byłoby jeszcze wielką tragedią, ot ćma zatoczyła parę okrążeń nad świecą, po czym wpadła w płomienie -fabula non longa est. Tak to widzą ateiści oraz pesymiści typu Ligottiego, którzy są pesymistami tylko we własnych rojeniach, w rzeczywistości to przepełnieni złudnym optymizmem przeciętniacy. W naszej wizji, świadomość nie rodzi się ani nie umiera, wszelkie takie terminy jak narodziny i śmierć mają miejsce tylko przy asocjacji świadomości z determinacjami, gdzie świadomość jest współzależnie powstała od imienia-i-materii. I tak, wraz z rozpadem jednego organu percepcyjnego, pojawia się nowy, by zaspokajać głód zmysłowych przyjemności i uczynić zadość pragnieniu istnienia.

Dlaczego na stronie „złuda istnienia” pojawiło się całkiem sporo artykułów usiłujących przekonać czytelnika, że życie jest cierpieniem? Nie jest to bynajmniej polemika z ignorantami nie uważającymi, by życie było aż takie złe, czy nawet otwarcie głoszącymi chwalbę istnienia. Ci którzy zamykają oczy na ciemną stronę egzystencji, mają całkiem dobrze opracowane systemy radzenia sobie z bólem istnienia utrzymujące ich w złudzeniach i nie sadzę, by jeden czy drugi artykuł omawiający poglądy Ligottiego czy Zapffe, mógł tu coś zmienić. „Złudzenia, pozwalające nam żyć” - zanim zrozumie się Naukę Buddy wpierw trzeba zrozumieć zawartość tej książki. Jak się nie widzi, że się jest ofiarą samo-oszukiwania na poziomie, który rozpoznaje psychologia przeciętniaków, to jaką można mieć nadzieję, by przebić się przez złudzenie rozpoznawane tylko przez ariya? Czym większy jest nasz ból istnienia, czym bardziej pozbawiona złudzeń nasza wizja ludzkiej egzystencji jako absurdu, tym praktykowanie Nauki Buddy staje się sprawą coraz bardziej naturalną i oczywistą.

Ten kto rzeczywiście chce opuścić samsaryczny dom musi wyleczyć, wyedukować świadomość w taki sposób by nie szukała w nim przyjemności ani bezpieczeństwa. Przeciwnie, musi zostać zobaczone, że wszelka egzystencja w czasie i przestrzeni jest przesiąknięta cierpieniem i tak jak nawet najmniejszy kawałek ekskrementu ma zły zapach, tak też żadna, nawet najbardziej wysublimowana egzystencja nie jest godna polecenia. Świadomość ma naturę narkomana i jest uzależniona od przyjemności. Dopiero gdy zostanie postrzeżone na drodze intuicyjnego wglądu, że dom jaki oferuje świadomości imię-i-materia, nierozerwalnie związany jest z bólem, możliwe będzie oderwanie się od niego i realizacja pustki, wolnej od determinacji. Jeden z esejów czcigodny Nanamoli kończy tak:

Pustka, o której nie można powiedzieć, że jest lub, że nie jest, ani że ma świadomość lub, że jej nie ma, podczas gdy zaprzecza absolutności wszelkim doświadczalnym wartościom, zarówno istnieniu jak i świadomości – nie może być zidentyfikowana. I to jest doktryna nie-ja tak jak to teraz widzę. Pustka nie może być “izmem” a zatem wprowadzona do światowego schematu; inaczej jak przez zaprzeczenie absolutności wszystkich jego poszczególnych wartości. Nie ma ona większego efektu na zwykłe życie niż teoria względności. Ale tak jak teoria ta całkowicie zmienia kalkulacje przy nadzwyczajnych prędkościach, tak samo jak to widzę, ten element pustki całkowicie zmienia kalkulacje w nadzwyczajnych sytuacjach: śmierci zarówno jako morderstwa, czy samobójstwa, czy jako partnerki starości.

Obecne czasy, tak jak to widzę, są w najwyższym stopniu satysfakcjonujące dla Mary Złego. Kontroluje on przeciętniaków stosownie do okoliczności. Tym dostrzegającym w znacznym stopniu ból istnienia, jak na przykład Ligotti czy Cioran, odbiera wiarę w Buddę usypiając ich w złudne poczucie bezpieczeństwa, iż ich problemy skończą się wraz ze śmiercią ciała. Innym, łudzącym się, że mają coś wspólnego z Czterema Szlachetnymi Prawdami i nazywającymi się buddystami czy nawet mnichami buddyjskimi, odebrał możność zrozumienia przekazu Tathagaty: Tathagata wie, że rozmiłowanie jest korzeniem cierpienia a z tego byciem są narodziny i starość i śmierć tego cokolwiek jest. By takie rozmiłowanie nie miało miejsca, obiekt rozmiłowania musi zostać rozpoznany jako bolesny. Zanim takie widzenie stanie się naszym bezpośrednim doświadczeniem pozostaje nam podążać za przekazem Tathagaty gdzie przyjemne uczucie powinno być widziane jako bolesne.

Tych którzy nie widzą bólu istnienia, ba, którzy wszystkie swe wysiłki koncentrują na tym by tego nie zobaczyć* a którzy odwiecznie zapełniają swoimi szkieletami tereny cmentarne dalej czeka rola nawozu użyźniającego swymi kośćmi glebę, a to dlatego, że odwrócili się plecami od Prawdy o Cierpieniu, przedkładając nad nią swoje własne idee zrodzone w umyśle przeciętniaka.

* Dlaczego zwykli ludzie zwykle reagują paniką i strachem na ideę wstrzymania istnienia czy świadomości? Są na to przynajmniej dwa powody. Pierwszym jest niemożność dostrzeżenia obu stron życia, negatywnej i destruktywnej jak również pozytywnej konstruktywnej, które to są dwoma stronami tego samego doświadczenia; odmowa zmierzenia się z dwuznacznością doświadczenia i założenie klapek na oczy by odgrodzić się na tyle na ile się potrafi od tego co niepokojące. To przez to życie staje się miłym i jawi się znośnym. Proces ten jest w większości automatyczny i podświadomy a zatem nie podlega on wglądowi, Z klapkami na oczach nie widzi się tego co niechciane i szybko zapomina o niemiłym, które zaszło. Nanamoli Thera

Może powstać jednak pytanie, czego właściwie naucza „buddyjski nauczyciel” utrzymujący „optymistyczne” poglądy na temat istnienia? Skąd w ogóle tak wielu buddyjskich nauczycieli, przy tak niewielkiej liczbie egzystencjalnych pesymistów? Odpowiedź można znaleźć w samym pytaniu. Choroba optymizmu obejmuje w sobie także przekonanie o własnej słuszności, że się wie i widzi, co oczywiście łączy się z chęcią dzielenia się swoją „mądrością”. Nie jest to bynajmniej nowe zjawisko. Austrach powiadał, iż w dawnych czasach znalazło się zaledwie siedmiu mędrców w świecie, za jego zaś czasów ledwie znalazłoby się siedmiu niewiedzących.

Rady Ewagriusza

 

Troszcz się jedynie o swój własny pożytek i zachowaj usposobienie właściwe hezychii. Nie miej upodobania w mieszkaniu z ludźmi cielesnymi i zajętymi doczesnymi sprawami. Albo mieszkaj sam, albo z braćmi wyzbytymi rzeczy materialnych i podobnego usposobienia jak ty. Kto bowiem mieszka z ludźmi cielesnymi i zajętymi doczesnymi sprawami, ten także koniecznie będzie uczestniczył w ich utrapieniu i służbie ludzkim nakazom, próżnym rozmowom i innemu wszelkiemu złu: gniewowi, smutkowi, obsesji rzeczy materialnych, lękowi i zgorszeniu. Nie daj się zwieść troskom o rodziców bądź rodzinnym przyjaźniom, lecz unikaj raczej ciągłych z nimi spotkań, aby nigdy nie ograbili cię z hezychii w celi i nie wciągnęli cię w swoje własne sprawy. „Pozwól, powiada Pan, aby umarli grzebali swoich umarłych, ty zaś pójdź za mną”.