Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
piątek, 3 czerwca 2016
Jan Kaczmarek - Treser i lew
To takie proste, to wspaniałe,
tu wątły człowiek - a tu lwy,
a więc emocje niebywałe;
każdy zna od dzieciństwa cyrk.
Nerwy napięte aż do granic,
typowo męska, ostra gra,
lew groźnie mrucząc kłapie kłami,
treser jedynie biczyk ma!
Tuż na początku mojej śpiewki
istotę cyrku zdradzę wam:
zasada bicza i marchewki,
ot cały sekret, cały kram.
Na tym opiera się tresura,
treser to w małym palcu ma
a więc jedynie o anturaż,
o widowisko facet dba!
Kiedy się lew zagalopuje,
gdy we łbie się przewróci mu,
zbyt głośno ryczy, zbyt szarżuje,
błyskając garniturem kłów,
trzeba (nim zerwie się do skoku)
przykładnie bydlę kijem sprać,
a gdy uległość błyśnie w oku
to mu w nagrodę marchew dać!
Nie sztuka bowiem lwa skatować
i posłuszeństwo wymóc nań;
ważne, by zaraz go skaptować
by do współpracy wrócił drań,
by podskakiwał pod dyktando,
na zawołanie szczerzył kły,
by modulował swe mruczando
dokładnie jak mu każesz ty!
Tu by piosenkę można skończyć
reasumując sprawy tak:
przykładna fanga między oczy
wywoła respekt, wzbudzi strach;
lecz brak tu trochę elegancji
i to tresera kompleks jest:
jemu nie starczy gest poddańczy,
on pragnie, by go kochał lew!
Ze strachu czy z wyrachowania,
mniejsza o detal, pal go sześć,
nie chodzi o sztukę kochania,
ni o uczucia czy o seks.
Ważne by lew kopnięty w zadek
z pełną wdzięcznością skamlał tak:
„O jak mi dobrze, kurcze blade,
przywal mi panie jeszcze raz!
Przywal mi w nery, daj mi w ziobra,
o jak mi dobrze panie mój,
to w końcu dla mojego dobra,
więc jeszcze raz mi mordę skuj!”
Tu dostajemy brzydkich mdłości
i piosnka się urywa, bo
lew, co przesadził w służalczości
na zbity pysk ląduje w ZOO!
No i epilog będzie teraz:
czasami w cyrku zdarza się,
że wymieniają tam tresera,
facet odchodzi, chce czy nie!
Miał ponoć zawał czy migrenę,
odchodząc widzi poprzez łzy
jak powracają na arenę
znajome wysłużone lwy.
Sierść wypłowiała, kłów połowa,
zaś zamiast mięśni zwisa tłuszcz,
ale wracają, bo ODNOWA!
Da capo graj orkiestro tusz!
I znowu bicz i znów marchewka,
stary znajomy sznyt i kicz,
stara cyrkowa znana śpiewka,
lecz - przestał reagować widz!
tu wątły człowiek - a tu lwy,
a więc emocje niebywałe;
każdy zna od dzieciństwa cyrk.
Nerwy napięte aż do granic,
typowo męska, ostra gra,
lew groźnie mrucząc kłapie kłami,
treser jedynie biczyk ma!
Tuż na początku mojej śpiewki
istotę cyrku zdradzę wam:
zasada bicza i marchewki,
ot cały sekret, cały kram.
Na tym opiera się tresura,
treser to w małym palcu ma
a więc jedynie o anturaż,
o widowisko facet dba!
Kiedy się lew zagalopuje,
gdy we łbie się przewróci mu,
zbyt głośno ryczy, zbyt szarżuje,
błyskając garniturem kłów,
trzeba (nim zerwie się do skoku)
przykładnie bydlę kijem sprać,
a gdy uległość błyśnie w oku
to mu w nagrodę marchew dać!
Nie sztuka bowiem lwa skatować
i posłuszeństwo wymóc nań;
ważne, by zaraz go skaptować
by do współpracy wrócił drań,
by podskakiwał pod dyktando,
na zawołanie szczerzył kły,
by modulował swe mruczando
dokładnie jak mu każesz ty!
Tu by piosenkę można skończyć
reasumując sprawy tak:
przykładna fanga między oczy
wywoła respekt, wzbudzi strach;
lecz brak tu trochę elegancji
i to tresera kompleks jest:
jemu nie starczy gest poddańczy,
on pragnie, by go kochał lew!
Ze strachu czy z wyrachowania,
mniejsza o detal, pal go sześć,
nie chodzi o sztukę kochania,
ni o uczucia czy o seks.
Ważne by lew kopnięty w zadek
z pełną wdzięcznością skamlał tak:
„O jak mi dobrze, kurcze blade,
przywal mi panie jeszcze raz!
Przywal mi w nery, daj mi w ziobra,
o jak mi dobrze panie mój,
to w końcu dla mojego dobra,
więc jeszcze raz mi mordę skuj!”
Tu dostajemy brzydkich mdłości
i piosnka się urywa, bo
lew, co przesadził w służalczości
na zbity pysk ląduje w ZOO!
No i epilog będzie teraz:
czasami w cyrku zdarza się,
że wymieniają tam tresera,
facet odchodzi, chce czy nie!
Miał ponoć zawał czy migrenę,
odchodząc widzi poprzez łzy
jak powracają na arenę
znajome wysłużone lwy.
Sierść wypłowiała, kłów połowa,
zaś zamiast mięśni zwisa tłuszcz,
ale wracają, bo ODNOWA!
Da capo graj orkiestro tusz!
I znowu bicz i znów marchewka,
stary znajomy sznyt i kicz,
stara cyrkowa znana śpiewka,
lecz - przestał reagować widz!
Ile przez wyborczą urnę przepchanej miernoty?
Jan Kaczmarek - Litania
Ile jeszcze będzie nowych Rzeczypospolitych
wyniesionych z pęt niewoli na wolności szczyty?
Ile razy zmowa zmiecie nas rusko-teutońska,
wymazując z mapy świata dumne słowo Polska?
Ile jeszcze będzie krwawych powstań narodowych
i tych z głową, ale również tych całkiem bez głowy?
Ile groźnych fal represji i pacyfikacji
i samobójstw rozpaczliwych hen na emigracji?
Ile razy na obczyźnie będą armie polskie
czekające, żeby z ziemi obcej iść do polskiej?
Ilu wodzów fantastycznych i wielkich herosów?
Ile jeszcze zarzynanych bezkarnie etosów?
Ile jeszcze zmarnowanych bez sensu okazji?
Ile chamstwa i prostactwa rodem z dzikiej Azji?
Ile wściekłej nienawiści, pychy i głupoty?
Ile przez wyborczą urnę przepchanej miernoty?
Ile nowych gabinetów jeszcze się przekręci
z racji nieprawdopodobnej ich niekompetencji?
Ilu głupców się wywyższy nad autorytety?
Ilu się złodziei schowa za immunitety?
Tę litanię wciąż będziemy śpiewać gromkim głosem,
a w niedoli cicho mruczeć sobie ją pod nosem,
boć to polska jest litania i to jedno wiemy,
że niestety, nie ma końca, póki my żyjemy!
wyniesionych z pęt niewoli na wolności szczyty?
Ile razy zmowa zmiecie nas rusko-teutońska,
wymazując z mapy świata dumne słowo Polska?
Ile jeszcze będzie krwawych powstań narodowych
i tych z głową, ale również tych całkiem bez głowy?
Ile groźnych fal represji i pacyfikacji
i samobójstw rozpaczliwych hen na emigracji?
Ile razy na obczyźnie będą armie polskie
czekające, żeby z ziemi obcej iść do polskiej?
Ilu wodzów fantastycznych i wielkich herosów?
Ile jeszcze zarzynanych bezkarnie etosów?
Ile jeszcze zmarnowanych bez sensu okazji?
Ile chamstwa i prostactwa rodem z dzikiej Azji?
Ile wściekłej nienawiści, pychy i głupoty?
Ile przez wyborczą urnę przepchanej miernoty?
Ile nowych gabinetów jeszcze się przekręci
z racji nieprawdopodobnej ich niekompetencji?
Ilu głupców się wywyższy nad autorytety?
Ilu się złodziei schowa za immunitety?
Tę litanię wciąż będziemy śpiewać gromkim głosem,
a w niedoli cicho mruczeć sobie ją pod nosem,
boć to polska jest litania i to jedno wiemy,
że niestety, nie ma końca, póki my żyjemy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)