wtorek, 29 września 2026

Aspirant do stanu duchowego - z konferencji duchowych Zygmunta Szczęsnego Felińskiego

 PRZEDMOWA.

Przewodnicząc niegdyś młodym Lewitom na drogach życia wewnętrznego, uzbierałem w ciągu lat kilku spory zapas materyałów, które, chociaż nie wyczerpują przedmiotu i wiele pod każdym względem pozostawiają do życzenia, przy ubóstwie wszakże naszej literatury ascetycznej, nie bez pożytku może będą dla gotujących się do świętych obowiązków kapłańskich, dla tych zwłaszcza,, którzy obcych języków nie znają.

Ożywiony tą nadzieją, a mając obecnie aż nadto wolnego czasu, zabrałem się do przejrzenia zgromadzonych materyałów, a uporządkowawszy je wedle ogólnego planu, odważam się dziś owoc mej pracy do publicznego użytku zaofiarować.

Lecz jakkolwiek książka niniejsza przeznaczona jest głównie dla Seminaryów, śmiem wszakże tuszyć, że przeczytanie jej nie będzie bez korzyści i dla starszych też współbraci, co sami już około zbawienia dusz w Winnicy Pańskiej pracują.

. Nikomu nie tajno, jak mało czasu zajęcia parafialne pasterzom zwykle zostawiają, jak ciągle obcowanie ze światem ducha gorliwości wyziębia, jak wreszcie ustawiczne udzielanie się innym, przy zaniedbaniu książki i ćwiczeń duchownych, uzbierane w Seminaryum zasoby wewnętrznego życia wyczerpuje.

Smutna to zaiste, ale aż nadto, niestety, pospolita kolej, jaką większa część parafialnego duchowieństwa od pierwiastkowej gorliwości do wyziębienia ducha przychodzi. Pozostaje wprawdzie w głębi serca wiara, pozostają dobre chęci nawet, ale, z powodu zaniedbania środków zaradczych, dusza czuje się coraz to chłodniejszą, coraz to słabszą, coraz to upadku bliższą. Kocha ona jeszcze cnotę, ale tak jak rozdwojone serce kochać jest zdolne. Pragnie ocknąć się z odręwienia, robi nawet w tym celu pewne wysiłki, ale ta żądza, te usiłowania nigdy prawie z dziedziny pragnień w dziedzinę czynu nie przechodzą; chęć zaś dobra, co nie stała się postanowieniem, co nie opanowała woli, jest jak iskierka na zgliszczach, co spotykając dokoła spopielałe tylko zarzewie, nowego pożaru wzniecić już nie potrafi. Zaledwie ją łaska Boża zapali w sumieniu, zaledwie mdłem światełkiem swojem grożącą duszy przepaść rozświeci, aleć już skała lenistwa, lub żużle namiętności słaby jej promyk tłumią, w ciemniejszym jeszcze mroku zniemożoną duszę pogrążając.

Tem śmielej, Bracia Najmilsi, odkrywam przed Wami tę wciąż krwawiącą się ranę naszego powołania, że i sam tylekroć dotknięty nią zostałem, ilekroć wedle rad innym udzielanych postępować zaniedbałem. Nie krytyka przeto i chęć potępiania przez usta moje przemawia, lecz głębokie i serdeczne współczucie, jakiem wspólność tylko cierpienia duszę natchnąć może. Bolejąc nad Wami, boleję i nad sobą razem, bo niedola Wasza moją też niedolą.

Nie przeto wszakże ręce opuszczać i niedołężnie kwilić mamy, że nas niebezpieczna niemoc trapi: im dłużej owszem w gnuśności lub zapamiętaniu trwaliśmy, tem skwapliwiej zerwać się nam trzeba z grzechowego barłogu, by znowu na wyżyny chrześciańskiej doskonałości podążać. Przecie Ten, co nas wezwać raczył wie dobrze, z jakiej ulepił nas gliny, i nie dziwi Go bynajmniej, zawsze do upadku skłonna niedołężność nasza; nie odwróci się przeto od nas, ani nas odtrąci, byleśmy ufni w miłosierdzie Jego niezwłocznie powstali, o przebaczenie i ratunek wołając. Stańmy tylko śmiało na nogi i ręce doń z ufnością wyciągnijmy, a wnet doznamy, jak łaskawy i potężny jest zarazem nasz Pan, Sędzia i Przewodnik.

Szczęśliwy będę, jeśli słowa moje staną się dla Was zachętą, światłem lub pomocą w tej zbawiennej wewnętrznego odrodzenia pracy, gdyż w tym jedynie celu przemawiam dziś do Was z głębi samotnego ustronia mego.

Was zwłaszcza, duchowne dziatki moje, którym miałem szczęście przewodniczyć niegdyś, gdyście pierwsze kroki na drodze powołania waszego stawili, z głębi kochającego Was zawsze po ojcowsku serca upraszam, byście te kartki uważnie przewertować chcieli. Może znana i sympatyczna dla Was przed laty mowa wywoła dawne wspomnienia, dawne rozbudzi uczucia; może wyciśnie Izę skruchy, łzę żalu za minioną gorliwością, a te łzy, te wspomnienia podniecą może zniemagającą wolę, rozpalą stygnącą miłość i uśpionego ducha powołania rozbudzą.

Nie sądźcie wszakże, Bracia, że w niniejszych konferencyach coś nowego, coś niezwykłego znajdziecie. Światowa tylko mądrość sili się na błyszczącą formę i zdumiewające poglądy, by wewnętrzną próżnię olśniewającą szatą przysłonić; apostoł zaś wiekuistej prawd}' za blichtrem gonić nie potrzebuje, kiedy szczere złoto pełną dłonią rozsypywać może. Dla niego aż nadto wystarczy, jeśli przy jasności i gruntowności wykładu, w głębi sumienia może sobie powiedzieć z Mistrzem: „Nauka moja nie jest moja, ale Tego, który mię posłał" (Jan VII, 16). Być wiernem echem zawsze młodego, choć odwiecznego głosu Kościoła, w przedstawieniu obowiązków kapłańskich i środków wykształcenia się na ministrów ołtarza wedle serca Bożego, — oto jedyna ambicya moja, jedyny cel tego pisma.

Wzgląd ten jednakże, iż traktowane tu przedmioty są stare i powszechnie znane, jako nie zmniejsza wewnętrznej ich wartości, tak też i od zastanawiania się nad niemi odwodzić nas nie powinien; boć i sternik przecie wzroku od igły magnesowej nie odrywa, chociaż wie dobrze, iż ona stale na północ jest zwrócona. Jako on przeto oczy ma ustawicznie w kompas utkwione, nie dlatego, by w nim zmianę jaką spodziewał się dopatrzyć, lecz by doń kierunek okrętu zastosować; tak i my, Bracia Najmilsi, nie przestawajmy nigdy za Pańskim śledzić zakonem, by wedle nieomylnych jego skazówek wszystkie objawy duchowego życia urządzić.

Co do zewnętrznego wszakże układu niniejszego dzieła, starałem się unikać wedle możności wszelkiego naśladownictwa, nadając mu, tak w całości jak i w pojedyńczych częściach własny i odrębny charakter. I nie sprzeciwia się to bynajmniej wierności wygłaszanym przez Kościół zasadom, nic o treść tu bowiem lecz o sposób jej traktowania chodzi. Jako tożsamość chrześcijańskich zasad rozmaitości w żywotach Świętych nie wyłącza, gdyż każdy z nich w inny sposób tegoż naśladuje Chrystusa; tak i niezmienność objawionego światła nie przeszkadza bynajmniej najrozmaitszemu ugrupowaniu pojedynczych jego promieni, stosownie do przedmiotu, który głównie oświecić pragniemy. Ś. Franciszek Salezy porównywa prawdy wiary do znanych powszechnie kwiatów, co choć we wszystkich zarówno kwitną ogrodach, w najrozmaitsze jednak dają się układać bukiety i wieńce, gdyż każdy ogrodnik wedle własnego urządza je smaku, tem więcej nadając im krasy i wdzięku, im głębiej w harmonię barw i kształtów wtajemniczyć się zdołał. Nie śmiem pochlebiać sobie, że ułożone tu ręką moją ewangeliczne kwiatki w równie ozdobny jak u innych wianek się uwiły, lecz że z natury swojej są one wonne i piękne, śmiało je przeto w niezdarnym nawet podaję układzie, tą pokrzepiony otuchą, iż wyrozumiałość Wasza te nieudolną rozplecie wiązankę, a ze znalezionych w niej kwiatów wdzięczniejszy i milszy sercom Waszym wianuszek uwije. Oby tylko praca moja przyczyniła się do chwaty Bożej a będzie to i dla mnie najpożądańczą też chwałą.

***

(...) Aspirant przeto do stanu duchownego winien przedewszystkiem zastanowić się poważnie nad stopniem doskonałości chrześcijańskiej w tym stanie wymaganym i jeśli znajdzie się choć jedna cnota, niezbędna dla kapłana, nad której nabyciem pracowaćby nie miał zamiaru, powinien albo skłonić wolę do zamiłowania tej cnoty, albo wyrzec się powołania. Ten zaś tylko, komu sumienie odpowie twierdząco na cały szereg pytań: czy pragniesz nabyć tę oto cnotę? może przejść bezpiecznie do roztrząsania dalszych pobudek przemawiających za i przeciw powołaniu.

Wszystkie pobudki godziwe dadzą się podzielić na przyrodzone i nadprzyrodzone; że zaś ostateczny cel człowieka jest nadprzyrodzony i urząd też apostolski do tego celu zmierza, to sama już natura rzeczy wskazuje, że i pobudki nadprzyrodzone winny mieć pierwszeństwo nad przyrodzonemi, a korzyść wieczna nad korzyścią doczesną. Gdyby n.p. kto czując się powołanym do stanu duchownego, zaniechał pójść za głosem Pańskiego wezwania przeto że ojczyzna potrzebuje obrońców, ten żleby uczynił stając pod sztandary, gdyż względy ludzkie postawiłby wyżej nad wolę Bożą i dobro doczesne nad wieczne. Człowiek zresztą z wiarą nie może wątpić, iż służąc Bogu i krajowi też najpożyteczniej służy; krzewiąc bowiem wiarę i cnotę, kładzie najtrwalsze społecznego szczęścia podwaliny, bez których wszelka materyalna pomyślność złudzeniem tylko będzie. Mówiąc o pobudkach doczesnych nie mamy bynajmniej na względzie pragnienia bogactw i rozkoszy, chociażby w zakresie godziwym, ani żadnych innych materyalnych używań, gdyż te do obowiązków żadnego stanu nie należą, a są co najwięcej godziwą jego właściwością. Pobudki te przeto w żadnym razie na wybór stanu Wpływać nie powinny, gdyż wola Boża w obowiązkach się jedynie objawią a nie w przywiązanych do obieranego stanu używaniach. Jeśli zaś w stanie małżeńskim godzi się uwzględniać zapewnienie bytu materyalnego, jako środka utrzymania rodziny i wychowania dzieci, to w stanie duchownym podobne względy nie dałyby się niczem usprawiedliwić i byłyby tylko niskiego samolubstwa dowodem. To też gdyby komu, pragnącemu wejść do Świątyni, uśmiechały się kościelne godności i beneficya, połączone ze czcią u ludzi i spokojnem życiem, przestraszały zaś spowiedzie, nauki, posługi przy chorych i w ogóle obowiązki kapłańskie, albo przywiązane do nich śluby dozgonnej czystości, — taki może być pewnym, że nie Pan Jezus go powołuje, i najlepiej uczyni, tak w interesie Kościoła jak i własnego zbawienia, jeśli w świecie pozostawszy, o zamiłowanie pospolitej chrześcijańskiej cnoty się postara.

Lecz i pomiędzy pobudkami nadprzyrodzonemi nie wszystkie jednaką wagę na szali powołania mają, i nad niemi przeto uważnie zastanowić się trzeba.

W pierwszym rzędzie tych pobudek należy umieścić pobudki, że tak rzekę, dodatnie, t.j. takie, co przedstawiają pewne niewątpliwe korzyści bądź dla chwały Bożej, bądź dla własnego lub bliźnich zbawienia, i z tego powodu za obraniem stanu przemawiają. Takiemi pobudkami, w stanie duchownym, są n.p. świętość i ważność kapłańskich obowiązków, potrzeba wiernych pracowników w Winnicy Chrystusowej, możebność szerzenia Królestwa Bożego na ziemi, ratowania od zguby grzeszników a prowadzenia do coraz to wyższej świątobliwości sprawiedliwych, bliższe obcowanie z Bogiem na ziemi i wyższy stopień chwały w Niebie. Wszystkie powyższe pobudki z natury swojej są bardzo chwalebne i dobrą już dają otuchę o powołaniu tego, co się niemi powoduje, gdyż tego rodzaju uczucia, jako nadprzyrodzone, owocem łaski tylko być mogą. W ogóle cześć i przywiązanie do obowiązków stanu, połączone z przeświadczeniem że w tym stanie najłatwiej można się zbawić, stanowią jedną z najmniej wątpliwych oznak prawdziwego powołania.

Pobudki znowu natury ujemnej są te, co trwożąc duszę i rodząc w niej obawę jakiejś straty, od powołania ją odstręczają. Tego rodzaju pobudkami powoduje się n.p. ten, co pomimo pociągu wewnętrznego i wielkiej czci dla kapłaństwa, nie chce do stanu duchownego wstąpić, przeto że nie sądzi by mógł podołać świętym jego obowiązkom, tak dla braku cnót potrzebnych i odpowiedniej nauki, jako też z powodu nieuśmierzonych namiętności, co go łatwo o upadek przyprawić mogą.

Co do tego rodzaju obaw, przewodnicy życia wewnętrznego twierdzą powszechnie, że uczucie własnej niegodności, o ile jest owocem pokory, nietylko nie powinno zatrważać przy obiorze stanu duchownego, lecz owszem koniecznym jest powołania doń warunkiem. Skoro albowiem sam Bóg sprawcą jest rzeczywistym wszelkiego dobra, człowiek zaś narzędziem tylko wszechmocności Jego, koniecznie przeto narzędzie nieudolność swą czuć winno, by samemu sobie spraw Bożych nie przypisywać. Nieufność we własne siły powolniejszymi nas czyni na Pańskie natchnienia i sprawia, iż łaska Jego szczodrzej zasilać nas może; gdy przeciwnie, zuchwałe w sobie zaufanie, przystępu łasce wzbraniając, na rychły nas i nieuchronny upadek naraża. Św. Piotr zaparł się Chrystusa, póki na samym sobie polegał, upokorzywszy się zaś i wyznawszy własną niemoc, stróżem wiary i najwyższym Pasterzem Chrystusowej Owczarni być zasłużył. „Albowiem moc w słabości doskonalszą się stawa" (II. Kor. XII, 9). Jakkolwiek wszakże uczucie własnej niegodności niezbędnem jest w sługach Kościoła i bynajmniej odwodzić nas nie powinno od obrania stanu, do którego skądinąd czujemy się być powołanymi, póki opiera się tylko na ogólnem uznaniu swej nędzy i niedostateczności, lekceważyć go jednak nie należy, skoro, porównywując obowiązki jakie przyjąć zamierzamy do posiadanych zasobów, wyraźną niestosowność dopatrujemy. Chociaż albowiem mocen jest Pan najnędzniejsze nawet naczynie kanałem łask swych uczynić, nie mamy wszakże prawa rozliczać na cuda, skoro możemy albo obowiązku me przyjąć, albo się dość na zwyczajnych drogach uzdolnić. Zbawiciel, kuszony od szatana na puszczy, mógł bezwątpienia rzucić się ze szczytu wieży, nie obraziwszy nogi o kamień; nie uczynił tego wszakże i nazwał podobnego rodzaju ufność kuszeniem Pana Boga, przeto iż nie było żadnej potrzeby do cudów się uciekać. Niemniej też kusi Pana Boga każdy, co zabiera się do stanu duchownego nie posiadając ani dostatecznej nauki, ani potrzebnych nawet do jej nabycia zdolności. Apostołów wprawdzie Duch św. w jednej chwili przekształcił i nadprzyrodzoną napełnił mądrością, ale dziś nie zwykł Pan czynić tego rodzaju cudów, które w pierwszych nawet wiekach Kościoła wyjątkowem były zjawiskiem. Nieskończony szereg świętych Ojców Doktorów i Nauczycieli Kościoła, co jako świeczniki Wiedzy dotąd nam przyświecają, przykładem swoim najwymowniejszy dają nam dowód, iż winniśmy uczynić wszystko co od nas zależy, by drogami przyrodzonemi potrzebną kapłanowi naukę zdobyć, a wówczas tylko będziemy mieli prawo ufać, iż łaska Boża dopełni to, czemu niedostateczność nasza podołać nie będzie w stanie. Ze jednak trudno być własnym sędzią, zwłaszcza w sprawie gdzie tyle czasowych i miejscowych uwzględnić trzeba okoliczności, najbezpieczniej przeto będzie, jeśli z całą prostotą i sumiennością przedstawimy obawy nasze przełożonym, a jakikolwiek będzie ich wyrok, z uległością na nim poprzestaniemy; o ile bowiem zuchwalstwem byłoby wdzierać się samowolnie na urząd nauczyciela i sędziego, pomimo iż sami czujemy jak dalece obowiązki tego urzędu siły nasze przewyższają, o tyle chwalebnem jest pokorne posłuszeństwo, co nie pozbywając się uczucia swej niegodności, ulega woli przełożonych, ufając iż użyją nas do odpowiednich uzdolnieniu naszemu posług. Przełożeni Winnicy Chrystusowej, którym Niebieski jej Sprawca powierzył wybór robotników, najlepiej są w stanie wyboru tego dokonać, gdyż posiadają odpowiednią ku temu łaskę, bez obawy przeto na ich wyroku poprzestać możemy, gdyż wówczas nie my lecz oni za wybór nasz odpowiedzą.

Co się znowu tyczy walki z pokusami, których natarczywość wielu, od doskonalszego odwodzi powołania, zapominać nie trzeba, iż niema stanu gdzieby człowiek od obowiązku poskramiania swych pożądliwości był wolny, gdyż, jak mówi Pański Cierpiący: „Bojowanie jest żywot człowieczy na ziemi" (Job. VII, 1). Mylne to niemniej jak szkodliwe mniemanie, iż niektóre tylko powołania hamulec na burzące się namiętności wkładać nakazują, jak gdyby istniał stan jaki, gdzieby Pańskie przykazania obowiązywać przestawały. Czy pycha n.p. nie tak samo prowadzi na zatracenie świeckiego jak i duchownego? Czy chciwość przestaje być grzechem, przeto że lichwiarz co się jej oddaje ślubów ubóstwa nie składał? Czy wiarołomna małżonka, przeto że nie ślubowała dziewictwa, za życie rozpustne potępioną nie będzie? Rodzaj tylko lub stopień grzechu wedle stanu się zmienia, lecz niegodziwość nigdy niegodziwością być nie przestaje. Porubstwo, cudzołostwo i świętokradztwo różne są wprawdzie występki, lecz każdy z nich jednako na potępienie wiedzie tych, co uwikławszy się w którykolwiek z nich nawrócić się i pokutować nie chcą. Myli się kto sądzi, iż dość się ożenić, by od potrzeby poskramiania cielesnych żądz być wolnym. Gdyby tak było, to złamanie wiary małżeńskiej stanowiłoby grzech wcale w społeczeństwie nieznany, czemu wszakże fakta aż nadto zaprzeczają. Owszem, doświadczenie uczy, że osoby które od dzieciństwa w doskonałej czystości żyją, mniej nierównie trapione są cielesnemi pokusami niż osoby w stanie małżeńskim żyjące; jakkolwiek bowiem małżeństwo stanowi niezaprzeczenie skuteczne od cielesnej żądzy lekarstwo, w razie wszakże nieobecności lub choroby żony, mąż pozbawiony tego środka zaradczego, więcej jest narażony na upadek niż ten co wciąż trwa w czystości dziewiczej, gdyż łatwiej jest w rzeczach ponętnych całkiem się powstrzymać niż zachować miarę. Toż samo powiedzieć można i o innych namiętnościach, które tę wspólną z ogniem mają naturę, iż odjęciem podsycających żywiołów najłatwiej zagasić się dają. Któż nie wie n.p. że nałogowi pijacy, łaską Bożą upamiętani, póty się zwykle w trzeźwości utrzymują, póki ani kropli trunku do ust nie biorą, lecz zaledwie skosztować go sobie pozwolą, wnet z większem jeszcze nieumiarkowaniem do dawnego nałogu powracają. Czytając żywoty Świętych Pustelników spostrzegamy, iż nadzieja poskromienia żywych namiętności, przez zupełne usunięcie się od świata, nie mniejszą liczbę Anachoretów zaprowadziła na pustynię, jak pociąg do życia kontemplacyjnego. Wszak i św. Paweł, choć go Anioł szatanów Wciąż policzkował, wolał raczej dany sobie bodziec ciała w cierpliwości i pokorze znosić, niż opuszczając urząd apostolski, w małżeństwie na upalenie namiętności lekarstwa szukać. Natarczywość przeto pokus nikogo od obrania doskonalszego stanu odwodzić nie powinna, skoro wyraźne znaki prawdziwości powołania w duszy swej odkryje, i skoro stateczne ma w sercu postanowienie wiernego ślubów czystości zachowania; w powołaniu bowiem, nie nasycenia, lecz lekarstwa na pożądliwości szukać trzeba. Jako osioł bicza a koń wędzidła, tak hardy upokorzeń, cielesny zaś umartwienia potrzebuje. Prawda, że ani odosobnienie od świata, ani największe nawet umartwienia od walki, nieraz zaciętej, nas nie uwolnią; lecz przecie zwycięzcy tylko wieniec sprawiedliwości jest odłożony, bez walki zaś zwycięstwa otrzymać niepodobna.

Że  jednak powstanie z nałogów długiej pospolicie i wytrwałej wymaga pracy, ci przeto co przed nawróceniem swojem nałogowo w nieczyste grzechy byli uwikłani, nie wprzód do stanu wymagającego ślubów czystości zabieraćby się powinni, aż kilkuletnią próbą dadzą dostateczną wstrzemięźliwości swej rękojmię; inaczej bowiem zuchwalstwem będzie ślubować Bogu cnotę, która dotąd zawsze podeptaną była. W ogóle wszakże, pod względem namiętności, niemniej jak i pod względem uzdolnienia, najbezpieczniej jest stan duszy odkryć przed roztropnym i światłym spowiednikiem i do jego zdania z ufnością się zastosować.

Lecz jest jeszcze jedna obawa niepokojąca niekiedy serca ludzi słabej wiary, którzy zasadzając pokorę na utonieniu w tłumie i unikaniu wszelkiego wyszczególniania się od innych; sądzą iż byłoby to z ich strony niewątpliwym dowodem pychy, gdyby zamyślać chcieli o stanie powszechnie za doskonalszy mianym i do którego przywiązana jest pewna cześć u ludzi. Wedle nich najbezpieczniej jest postępować drogami utartemi, po których postępują miliony, gdyż wówczas człowiek nie ma się za lepszego od innych i łatwiej w uczuciu swej nędzy utrzymać się może. Rozumowanie to w gruncie jest tymże samym sofizmatem, którym ludzie światowi rozwiązłość swoją uniewinnić usiłują; i oni bowiem twierdzą, że idąc bitym gościńcem, po którym massy postępują, nie mają powodu kar Bożych się obawiać, boć przecie wszystkich Pan Bóg nie potępi, oni zaś gorszymi nie są od innych. W gruncie nie pokora tu działa, lecz lenistwo i wstręt do umartwienia, co się pozorami niskiego mniemania o sobie pokrywają. Lecz jak dalece teorya wstępowania w ślady tłumu daleką jest od Ewangelicznej prawdy, najlepiej wykazują te słowa Zbawiciela: „Wchodźcie przez ciasną bramę, albowiem szeroka brama i przestronna jest droga która wiedzie do żywota, a mało ich jest którzy ją nąjdują" (Mat. VII, 13). O ile zaś szukanie drogi doskonalszej nie sprzeciwia się pokorze, dostatecznie ujawnia się z tego, że Pan Jezus do wszystkich powiada: „bądźcie wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz Niebieski doskonałym jest" (Mat. V, 48). I znowu : „Jeśli kto chce za mną iść, niech sam siebie zaprzy i weźmie krzyż swój i naśladuje mię" (Mat. XVI, 24). Cóż zaś może być doskonalszego jak naśladować Chrystusa i stać się podobnym Ojcu Niebieskiemu? Skoro zaś Mistrz nasz i Przewodnik taką nam ukazuje drogę, to czyż godzi się nazwać pysznym tego, co po niej postępować pragnie? I dziwna byłaby, zaiste, zarzucać brak pokory tym, co zakładają całą swą ambicyę na wstępowaniu w ślady Męża boleści, trawiącego życie całe w ukryciu, ubóstwie, wzgardzie i urąganiu i przyjmującego bicze, plwanie i policzki jako należną sobie zapłatę? Czyż naśladować wzór podobny nie jest umiłować to co On umiłował i na podobny Jemu los się narazić? Są wprawdzie ludzie, co dla miłości Chrystusa i sługom Jego cześć okazują; lecz nierównie więcej jest takich, co szyderstw i zniewag im nie szczędzą i poświęceniem ich pomiatają; ten wszakże, co szczerze naśladować Mistrza usiłuje, zarówno mało sobie waży cześć jednych jak i zniewagi drugich, gdyż obrawszy

Boga za część dziedzictwa swego, Jego tylko jednego się lęka i Jemu jednemu podobać się pragnie.

Co się znowu tyczy większej trudności zbawienia się w stanie doskonalszym niż pospolitym, zarzut ten może być słusznym tylko względem niewezwanych, lecz żadnej nie ma podstawy w stosunku do tych, których Pan rzeczywiście do służby swej powołuje, gdyż, jak widzieliśmy, na drodze to właśnie powołania przygotowane są dla każdego łaski i pomoce do wiernego wywiązania się z obowiązków stanu, a tem samem i do zbawienia nam potrzebne. Me ma co lękać się o następstwa powołania, skoro wątpić nie możemy żeśmy istotnie powołani; Ten bowiem co nas wzywa łaskawy jest i wszechmogący, nie omieszka więc za rękę nas aż do zamierzonej mety doprowadzić.

Jakiekolwiek przeto trwogi i wątpliwości niepokić nas mogą, nie dajmy się niemi od doskonalszego stanu odstręczyć, lecz jako sternik wśród burzy, nie na wezbrane bałwany, lecz na igłę magnesową wciąż patrzy; tak i my, skazówki tylko woli Bożej szukajmy, nie troszcząc się o burzące się fale pokus, co bądź zewnątrz, bądź wewnątrz nas szaleją. Że zaś wola ta w głosie przedewszystkiem sumienia się wyraża, tam przeto całą baczność zwróćmy, a jeśli zastanowiwszy się gruntownie i z czystem sercem nad pobudkami co nas do służby Bożej pociągają, równie jak nad obawami, które nas od niej odwodzą, znajdziemy, iż stan duchowny przedstawia się nam jako trud święty, promienny pokojem i ubłogosławieniem, w którym chwały tylko Bożej, pożytku bliźnich i własnego zbawienia szukamy; jeśli sercem calem wcieliwszy się w Kościół, służenie mu za najwyższy poczytujemy zaszczyt, a przejęci najgłębszą czcią dla kapłańskich obowiązków, nie przypuszczamy nawet byśmy istotniejszą przysługę społeczeństwu oddać mogli nad rozbudzenie w niem ducha wiary i miłości Bożej; jeśli przy tem serce nasze na widok każdej, zwłaszcza zaś moralnej nędzy miłosierdziem się wzrusza, na wszelkie gotowe ofiary, byle utrapionym ulgę przynieść, dusza zaś w modlitwie, rozmyślaniu i badaniu prawd wiary rozkosz prawdziwą znajduje, śmiało wówczas do drzwi Świątyni kołaczmy, usługi jej swoje niosąc, zwłaszcza jeśli właściwa zwierzchność duchowna na korzyść powołania naszego zawyrokuje, gdyż są to znaki niewątpliwe, że sam Zbawiciel nas wzywa. A chociażby nam sumienie mnogość grzechów i tylekrotnie już doznaną ułomność zarzucało, nie dajmy się tem od powziętego zamiaru odprowadzić, boć nie Aniołów lecz ułomnych ludzi Pan na robotników do Winnicy swej przyzywa. Nie nędza i krewkości, lecz obłuda i zarozumiałość obrzydłe są w oczach Tego, co sam w miłosierdziu swojem nędzą się naszą przyodział, by ją tem skuteczniej poratować.

Lecz jeśli przeciwnie, po zbadaniu sumienia spostrzeżemy, iż obieramy stan duchowny dlatego tylko, że karyery światowe, które się ambicyi naszej uśmiechają, są dla nas zamknięte, pod suknią zaś kapłańską łatwiej do czci, dostatków i znaczenia dojść mamy nadzieję; jeśli sądzimy, iż Kościół wielce nam obowiązany być winien za to, że poświęcamy na jego usługi znakomite nasze zdolności i talenta; jeśli przy tem najświętsze obranego stanu obowiązki za rzecz podrzędną lub całkiem niepotrzebną poczytujemy, tak iż czas użyty na medytacye, odmawianie brewiarza i pobożne ćwiczenia uważamy za zmarnowany; jeśli przykrząc sobie cichem i ukrytem życiem seminaryjskiem, tęsknimy z upragnieniem za chwilą, kiedy zrzuciwszy przymus i zależność wstąpimy wreszcie w szranki życia publicznego, gdzie samoistnie działać będziem mogli; jeśli czynione nam przez zwierzchność duchowną uwagi i podawane rady z lekceważeniem przyjmujemy, nie wątpiąc w głębi serca, iżbyśmy lepiej od przełożonych naszych rządy sprawować potrafili; jeśli nakoniec z politowaniem spoglądamy na wiejskich plebanów, co w ubóstwie ducha i prostocie serca ubogim kmiotkom drogi zbawienia torują, marząc dla siebie kaznodziejstwo w wielkich miastach, akademickie katedry i przełoźeństwa, zanim przyjdą prałatury i mitry, — o! wówczas, Bracia mili, opuśćmy bez wahania ten święty nauk i pobożności przybytek, a zrzuciwszy suknię, której być może wstydzimy się już w świecie, wróćmy skądeśmy przyszli, gdyż nie masz wątpliwości, że nie Duch Boży wprowadził nas w te mury. Przestańmy marzyć  o kapłaństwie jako o rogu obfitości, skąd nam dostatki popłyną, lub jak o podnóżku, co ma nas na widowni postawić; szukajmy raczej na drogach pospolitych odpowiednego dla usposobień naszych stanowiska, stokroć bowiem lepiej, powtarzam raz jeszcze, zostać uczciwym rzemieślnikiem lub gospodarzem w świecie, niż złym kapłanem w Świątyni.

Dotąd mówiliśmy tylko o tego rodzaju powołaniu, gdzie wezwany miłuje wolę Bożą i szuka jedynie znaków niewątpliwych, aby się o niej przekonać, gotów natychmiast pójść za usłyszanym głosem. Nie sądźcie wszakże, Najmilsi Bracia, by niewyczerpany w miłosierdziu swem Ojciec do tych się tylko synów w wyborze swym zwracał,

Którzy wezwanymi być pragną i zaszczyt służenia Bogu za szczęście sobie poczytują. Zdarza się owszem częstokroć, że uprzedzając laską wewnętrzną chęć człowieka, ściga On miłością swoją tych nawet, co w obecnej chwili najdalej są od Mego sercem i wcale służyć Mu nie pragną. Jako Szawła Zbawiciel wezwać raczył wówczas właśnie, gdy fanatyczna zawziętość jego plany prześladowania snuła; tak i wielu też innych łaska Pańskiego wezwania na manowcach światowych, a niekiedy na gościńcu jawnej bezbożności znajduje. Ze zaś wśród wrzawy płochych rozrywek trudno głos Boży usłyszeć, Pan przeto zwykł dusze takie wprzód rózgą utrapień do upamiętania przywodzić, by tem skuteczniej do otrzeźwionych z szału przemówić. O, tak, zaiste! w miłosierdziu to swojem Ojciec Niebieski nieszczęściami nas chłoszcze i na każdym kroku zawady stawia, ilekroć wsteczny powołaniu naszemu kierunek obieramy; lecz jeśli oporem naszym łaski tej nie udaremnimy, wkrótce zdroje wody żywej wytrysną dla nas z tegoż źródła, skąd piołunowa gorycz zrazu się sączyła. Ileż to dusz, co wybranem naczyniem łaski zostać miały, dawszy się niebacznie wirowi namiętności pochwycić, nie wprzód glos Pańskiego wezwania usłyszały, aż chłostą utrapień i mroźnym zawodów wichrem zwodnicza mgła urojeń przed wzrokiem ich rozwianą została, próżnię ziemskich nadziei w całej nagości rozczarowanej duszy ukazując. Szczęśliwy, kto w tem cierpkiem lekarstwie troskliwość Ojca poznając, raz na zawsze rozbrat z doczesnemi nadziejami uczyni, a nie kusząc się napróżno o sklecenie z rozbitych szczątków nowej szczęścia lepianki, mężnem sercem krzyż weźmie na ramiona i stromą obowiązków ścieżką za Mistrzem na Kalwaryę pośpieszy. Chociażby wymagana przez Ojca Niebieskiego ofiara wydawała się nam tak dziwną i wstrętną dla natury, jak dany Abrahamowi rozkaz, aby jedynaka swego na całopalnym złożył ołtarzu, stanie się ona dla nas, jak dla Abrahama, węgielnym kamieniem wiekuistego z Bogiem przymierza, byleśmy ją mężnem i ochoczem sercem złożyli. Jakkolwiek wszakże ofiara taka w skutkach jest zbawienną, niemałej wszakże odwagi i siły woli wymaga, a im dalej kto zabrnął na bezdroża, im słodszym z czary rozkoszy poił się nektarem, tem zaciętszą w głębi serca stoczyć będzie musiał walkę. Tu już przezwyciężyć przychodzi nie obawy trwożliwego sumienia, co drży wobec własnej nieudolności, lecz całe legiony ułud i ponęd, co w najczarowniejsze przyodziane szaty, przedstawiają duszy, z jednej strony wszystkie uciechy, jakie na zawsze utraci, z drugiej zaś wszystkie czekające na nią utrapienia; a gdy dusza miota się w niepewności, naprzemian tchnieniem łaski i pożądliwości porywana, szatan szepcze jej ze swej strony tę fatalną wróżbę, iż ofiara pozostanie w każdym razie jałową, bo chociażby natura zwyciężoną i poświęconą, była dzisiaj, jutro tem natarczywiej dopomni się o swe prawa, z lichwą wynagradzając sobie wyrządzoną krzywdę. Kto sam tej strasznej nie przebywał walki, niech przeczyta Wyznania św. Augustyna, a pojmie, jak łatwo zwyciężonym być można w tym boju, jeśli dusza na heroiczną nie zdobędzie się odwagę. Szczęśliwy, o! stokroć szczęśliwy, kto umocniony łaską zdradzieckie potarga sidła i z ufnością na łono Ojca się rzuci, nie na własne siły, lecz na pomoc Jego rachując. Lecz kto usłyszawszy nawet Pańskie wezwanie, zamiast otworzyć świątynię serca kołaczącemu do drzwi Oblubieńcowi, uszy dobrowolnie na głos Jego zamknie, sarkając niewdzięcznie na surowość Pańskich wyroków, co go z dóbr ziemskich ogołocić pragną; dla takiego kir żałoby zwykle w śmiertelny całun się zmienia, gdyż Pan odwraca od niego swe zasmucone oblicze, na kogo innego przenosząc swe łaski, w opuszczonej zaś od Boga duszy, jako smutny odrzuconego powołania pomnik, dręczące tylko, lecz już bezowocne zgryzoty sumienia pozostają.

Jeśli przeto i z nas kogo wezwanie Pańskie na bezdrożach zastało, jeśli kto, surową tylko chłostą upamiętany za zwodniczą ułudą szczęścia gonić zaprzestał, niechaj nie sądzi, że wszedł przez okno do Chrystusowej Owczarni, i że jest w niej złodziejem lub zbójcą. Skoro ze szczerem sercem i dobrą wolą Boga jednego w obranym stanie szuka, stanowczy rozbrat z błędami przeszłości uczyniwszy, to chociażby nawet najpiękniejsze lata życia na manowcach przepędził, niechaj z ufnością za wewnętrznym głosem idzie, boć o różnych dnia godzinach Gospodarz Winnicy robotników powołuje, i nie przeszłe, lecz obecne tylko usposobienie ich bada. Kto uznawszy swój obłęd tak całkowicie i bezwarunkowo odda się Chrystusowi jak Szaweł, lub Augustyn, ten może być pewnym, że nie w mniejszą też od nich łaskę obfitować będzie na ziemi, i niemniejszą od nich posiądzie chwałę w Niebie. Więcej powiem: chociażby który z was, Najmilsi Bracia, dla ludzkich tylko i czysto doczesnych względów do Świątyni przybył, zacności powołania swego nie pojmując, i jeśli nieodwołalne śluby już go na zawsze z Oblubienicą Chrystusową złączyły, niech i ten nie rospacza, ani sądzi, że mu nieuchronnie los złodzieja lub rozbójnika zgotowany; lecz odmieniwszy serce, niech to sprostuje dzisiaj, co tak niebacznie skoszlawił wczoraj. Wszak Pan Bóg nie stawia nikogo w niemożebności zbawienia; skoro więc nie od nas zależy stan nieodwołalny opuścić, to musi być w mocy naszej w tym stanie się zbawić. Nie napróżno św. Augustyn mówi: „jeśliś niewezwany, spraw, abyś został wezwany". Środek zaś dokonania tego ukazuje nam Piotr św., gdy woła w liście swoim (II. Piotr I, 10): „Starajcie się, żebyście przez dobre uczynki pewne czynili wezwanie i wybranie wasze." Oddajmy się tylko całem sercem Bogu, umiłujmy obowiązki naszego stanu i bądźmy im wierni, a Ten, co nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył, skoro spostrzeże naszą dobrą wolę, nie omieszka nas wezwać, chociażbyśmy powołanymi dotąd nie byli, boć On Ojcem naszym a my Jego synami.

Niech nas przeto, Bracia, ani przeszła niewierność, ani nędza obecna, ani dotychczasowe nawet zaślepienie zbyt nie przeraża, skoro od tej chwili przeszłość naprawić postanawiamy. Śmiało tylko rzućmy się w objębia Ojca Niebieskiego, z równą prostotą, jak dziecko rzuca się w objęcia matki, a On też z miłością matki do łona swego nas przytuli i skrzydłem swej opieki osłoni. Prawda, że skażona grzechem i znarowiona złemi nałogami natura, na dawne tory ciągnąć nas nie przestanie, lecz przecie Pan z mułu ziemi ulepionego człowieka, jednem tchnieniem Ducha swojego, we własny wizerunek zamienił, wołajmy doń przeto z wiarą i ufnością, a wszechmoc Jego dziwniejszego jeszcze dokona cudu, zmieniając tchnieniem swej łaski to strupieszałe próchno, jakiem nas grzechy uczyniły, w żyjący obraz Boży, jakim są Pańscy Wybrani.

Wyrzeczenie wewnętrzne


Pojmowaniu wyrzeczenia omawianemu dotychczas przeciwstawia się drugie, nieco mniej pospolite, ale też ważniejszą odgrywające rolę w świecie pojęć etycznych i religijnych. Chodzi w niem już nie o wyzbycie się przedmiotu pożądanego, ale pożądania samego, a definicja jego (której już nie będę budował stopniowo, jak w wypadku poprzednim) brzmiałaby jak następuje:

„Wyrzec się, jest to, posiadając jakąś rzecz, zniweczyć w sobie pragnienie zachowania jej nadal, albo, nie posiadając jej, ale mając szanse jej osiągnięcia, zniweczyć w sobie pragnienie jej osiągnięcia“.

Stosując, jak w paragrafie poprzednim, wyraz „pożądać“ w znaczeniu odpowiednio szerokiem, można powiedzieć poprostu: „wyrzec się jakiejś rzeczy, jest to zniweczyć („wykorzenić“) w sobie jej pożądanie“.

Wyrzeczenie tego typu, w przeciwstawieniu do zewnętrznego, polega na pewnej zmianie zachodzącej w życiu psychicznem. W języku poetyckim i religijnym nazywa się to często: „wyrzec się czegoś w sercu swem“. Możemy wobec tego wyrzeczenie to nazwać wewnętrznem. Człowiek, który na sobie wymusił obojętność na dobra materjalne; mędrzec, który już ani żyć ani umierać nie pragnie i poddaje się spokojnie losowi; albo chociażby ów palacz, o którym wspominałem przed chwilą, jeśli swą namiętność pokonał, spełniają akt wyrzeczenia wewnętrznego."

Cały artykuł Henryka Elzenberga o wyrzeczeniu 

Ostatni „mędrzec” z Syjonu


Przed wojną – tą z Iranem – nie do pomyślenia! Protesty przeciwko polityce syjonistycznego apartheidu odbywały się już dawno na całym świecie. Jednak skala ostatnich demonstracji w Nowym Jorku przerosła oczekiwania nawet samych organizatorów. Do tego fakt, że prezydent USA również wspiera ten ruch, jest czymś zupełnie nowym. Nie przybył on co prawda w swojej czerwonej czapeczce MAGA na tę demonstrację, ale pokazał wsparcie w inny, dyplomatyczny sposób.

Na kilka dni przed przybyciem Netanjahu do USA na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Donald Trump – republikanin, spotkał się z zagorzałym wrogiem Netajahu, burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim – demokratą. A do spotkania Trump – Netanjahu tym razem nie doszło.

Burmistrz NY zapowiedział, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, aresztuje Netanjahu za zbrodnie wojenne na Palestyńczykach. Nawet gdyby tak się stało, to premier Izraela szybko odzyskałby wolność i zostałby oficjalne przeproszony. Wpadłem na pomysł, żeby wsadzić Netanjahu do jednej celi z przebywającym tam przecież już wenezuelskim prezydentem Maduro. Ich dyskusja mogłaby być naprawdę interesująca. Nie tylko dla CIA. Maduro, pomimo że sam żartobliwie określił swoją angielszczyznę „językiem Tarzana”, potrafi się jednak dogadać w tym języku.


Spojrzenie zbitego psa powinno wzbudzać litość, ale tego nie robi.
Kiedy pod koniec września izraelski premier Benjamin Netanjahu wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, ponad stu dyplomatów demonstracyjnie opuściło salę, zanim jeszcze zaczął przemawiać. Wśród nich byli delegaci z Palestyny, Brazylii, Hiszpanii, Turcji, Tunezji, Arabii Saudyjskiej i RPA.

Netanjahu, wobec którego Międzynarodowy Trybunał Karny – ten trybunał w Hadze, który może oskarżać osoby fizyczne o zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo – wydał nakaz aresztowania w związku z domniemanymi zbrodniami wojennymi w Strefie Gazy, nazwał tych, którzy opuścili salę, „moralnymi tchórzami”. Źródło. Moim zdaniem adekwatną odpowiedzią na jego postawę, byłoby nazwanie premiera Izraela niemoralnym „bohaterem”.

Interesujący artykuł o tej klęsce premiera najbardziej terrorystycznego kraju na świecie ukazał się w piątek na tkp.at: Błyskawiczna wizyta Netanjahu w Nowym Jorku: strach przed Mamdanim, panika w podziemiu – i prawdziwy rozłam w kraju. Źródło.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu przemawiał przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ w Nowym Jorku w czwartek, 24 września 2026 roku – według izraelskich mediów, była to jedna z najkrótszych i najbardziej wymagających pod względem bezpieczeństwa wizyt USA w czasie jego prezydentury. Podczas gdy międzynarodowe doniesienia koncentrowały się głównie na protestach, konflikcie opinii publicznej z burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim i dziwacznym incydencie w kanalizacji w pobliżu jego hotelu, konflikt, który był kluczowy dla politycznego przetrwania Netanjahu, rozgrywał się w samym Izraelu: otwarte zerwanie z najbardziej wpływowym rabinem w litewsko-charedimskim świecie, Dovem Landauem.


Kraje, których przedstawiciele opuścili salę plenarną ONZ przed wystąpieniem Netanjahu.
Źródło.
Jak wynika z tej mapy wszyscy dotychczasowi sprzymierzeńcy Izraela z Zatoki Perskiej i wszystkie kraje na Bliskim Wschodzie naturalnie poza samym Izraelem, zbojkotowały wystąpienie terrorysty na forum ONZ.

Nie jest to jedynie moda, by przypodobać się wyborcom. Daje to nam nadzieję, że przynajmniej resztki człowieczeństwa odzywają się coraz liczniej także wśród polityków. Z pewnością obserwujemy koniec haniebnej ery premiera Netanjahu. Kto zajmie jego miejsce? Biorąc pod uwagę 70% wsparcia w Izraelu dla rasistowskiej polityki rządu, obawiam się, że będzie to wcale nie lepszy drań.

Francuski sędzia Nicolas Gouyou, który wydał w Międzynarodowym Trybunale Karnym nakaz aresztowania Netanjahu, twierdzi, że firmy Visa i Mastercard zablokowały wszystkie jego karty, przez co nie może już dokonywać zakupów. Twierdzi on, że sędziowie, prawnicy i politycy są zastraszani i traktowani jak przestępcy.
Źródło: Telegram 24.09.2026 r. 14:32.
https://t.me/MartinRutter

Przy negatywnych emocjach związanych ze zbrodniami Izraela, nie jest łatwo zachować pełen obiektywizm. Przecież każde państwo ma prawo do obrony nawet wtedy, gdy korzystając z sił specjalnych, samo organizuje napaść na własny kraj, żeby potem mieć pretekst do tej „obrony”. Nigdy tak nie jest, że cały naród ponosi zbiorową odpowiedzialność za zbrodnie polityków. To syjonistyczny rząd organizując napaść na własne państwo, wykorzystuje naturalny strach, by skonsolidować naród przeciwko wymyślonemu wrogowi.

Nie usprawiedliwia to izraelskich radykalnych wyborców. Jednak spójrzmy na siebie – jakie kreatury dopuszczamy do władzy we własnym kraju?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

27. września 2026 Marek Wojcik world-scam/ostatni-medrzec-z-syjonu

***
Jednak problemem, który został zmarginalizowany w ONZ, nie jest Netanjahu, lecz mentalność społeczeństwa izraelskiego. Opozycja nie krytykuje jego działań wobec Palestyńczyków, Libańczyków ani Irańczyków, ale w niektórych przypadkach wręcz wzywa do bardziej zdecydowanego podejścia.

https://dakowski.pl/blyskawiczna-wizyta-netanjahu-w-nowym-jorku-strach-przed-mamdaniem-panika-w-podziemiu-i-prawdziwy-rozlam-w-domu/

Zadłużenie Polski zmierza do 80 % PKB. Rząd ukrywa to przed Polakami?!


Zadłużenie Polski zmierza do 80 proc. PKB. To daje dwie perspektywy: gigantyczny kryzys gospodarczy oraz „działania naprawcze” prowadzone przez Unię Europejską. Jedno i drugie z ogromną szkodą dla Polski.

===========================================

Zadłużenie Polski wynosi 76 proc. PKB – ogłosił na portalu X w sobotę 12 września Leszek Balcerowicz. W ten sposób „guru polskiej ekonomii” i niekwestionowany autorytet środowisk lewackich, mniej czy bardziej świadomie – zadał kłam oficjalnej rządowej propagandzie swoich kolegów z tej samej strony politycznej barykady. Według rządu zadłużenie Polski wynosi 55–56 proc. PKB, jest trzymane w normie i nie daje powodów do paniki. Fakty są zgoła inne.

Biliony złotych
W 2010 roku Leszek Balcerowicz był inicjatorem tzw. „licznika długu”. To wirtualny licznik ustawiony na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich, w centrum Warszawy, miał pokazywać dwie wartości: zadłużenie Polski i dług odpowiednio na jednego mieszkańca kraju. Ta druga wartość w momencie założenia licznika wynosiła powyżej 20 tysięcy złotych. To oznaczało, że każdy noworodek, przychodząc na świat, miał już do spłacenia powyżej 20 tysięcy złotych z tytułu pożyczek i kredytów zaciąganych przez państwo.

Hipokryzja tego pomysłu polegała na tym, że najgłośniej przeciwko zwiększaniu długu protestował Balcerowicz, który sam był jego kreatorem i głównym winowajcą jego istnienia u zarania III RP. Balcerowicz też zaprogramował licznik w taki sposób, aby pokazywał tylko dług wewnętrzny – to znaczy stan zadłużenia państwa wobec własnych obywateli (zaciągany np. poprzez emisję obligacji skarbowych). Tyle, że jest to tylko jeden rodzaj długów. Do zadłużenia wewnętrznego, najmniej groźnego, dochodzi jeszcze zadłużenie zagraniczne, czyli pożyczki i kredyty udzielone przez inne państwa i międzynarodowe instytucje finansowe. Trzeci filar to zadłużenie samorządów, a czwarty – zadłużenie systemu emerytalnego, czyli różnica między tym, co dziś wpływa do ZUS a tym, co w przyszłości wypłacać będzie trzeba osobom starszym i schorowanym. Wskaźniki wszystkich tych zadłużeń są alarmujące. Gdy rządowi brakuje pieniędzy, ma dwa wyjścia: albo szukać oszczędności, albo dodrukowywać pieniądze. Pierwsze rozwiązanie skutkuje spadkiem popularności rządu, drugie inflacją, czyli wzrostem cen.

Czerwona granica
Unijne prawo dopuszcza próg zadłużenia państwa na 60 proc. Produktu Krajowego Brutto. Inaczej mówiąc: maksymalnie 60 proc. tego, co wytwarza państwowa gospodarka w sektorze dóbr i usług, może zostać wykorzystane na spłatę długów wraz z odsetkami. Jeśli ta granica zostanie przekroczona – Komisja Europejska ma prawo podjąć tzw. działania naprawcze podobne do tych podejmowanych przez sąd w stosunku do bankrutującego przedsiębiorstwa. Sąd ogłasza wówczas upadłość i powołuje syndyka. Syndyk zaś musi zagospodarować masę upadłościową (czyli resztę majątku firmy) w taki sposób, aby zaspokoić roszczenia wierzycieli. Procedury unijne mówią nie tylko o UEkomisarzu – syndyku, który będzie mógł podejmować działania naprawcze. Dają mu również prawa do działań politycznych, tzn. wprowadzania prawa zgodnego z oczekiwaniem UE.

Czy Komisja Europejska nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka jest faktyczna sytuacja budżetowa Polski? Ma przecież dostęp do danych, z których wynika, że oficjalne deklaracje rządu Tuska to mydlenie wszystkim oczu. Sytuacja finansowa państwa pokazuje jasno, że władze w Brukseli mogą w każdej chwili podjąć polityczne kroki, aby zdyscyplinować Polskę z powodu fatalnych warunków finansowych. Dlaczego jednak tego nie zrobi? Wszystko wskazuje na to, że taka możliwość zostałaby zrealizowana, gdyby w Warszawie władzę miał przejąć rząd eurosceptyczny. Wówczas KE może sobie „przypomnieć” o trudnej sytuacji, wprowadzić komisarza i podjąć działania polityczne. Te ostatnie oczywiście odbiorą nam resztki suwerenności. A zatem: proniemiecki Tusk zadłuża Polskę ponad granice wytrzymałości, dając ewentualne narzędzie nacisku na nasz kraj w przyszłości.

Złe dane
Mimo rządowej propagandy sytuacja gospodarcza Polski jest coraz gorsza. Aby podreperować finanse państwa, rząd zapowiedział podwyżki obowiązkowych składek na ZUS. To oznacza, że tysiące firm będą musiały płacić większy haracz. To zaś będzie oznaczać wzrost kosztów pracy (czyli wzrost cen), a z drugiej strony dynamiczny wzrost zamknięć firm, zwłaszcza małych i średnich. Na to wszystko nakładają się szokujące dane o zamykaniu kolejnych zakładów pracy. Jest to szczególnie dotkliwe w małych miasteczkach. Od ponad roku na łamach „NCz!” piszę o fali problemów, a nawet bankructw kolejnych sektorów gospodarki (rolnictwa, branży meblowej i drzewnej) oraz kolejnych, dużych fabryk (komponenty do komputerów, opony). To oznacza jeszcze jedno negatywne zjawisko: wzrost bezrobocia. Jeśli to wszystko nakłada się na gigantyczne zadłużenie, sytuacja staje się dramatycznie trudna.

Drożej i gorzej
Wydaje się, że Polska ma duży potencjał inwestycyjny i biznesowy. Oprócz polskiej pracowitości nasz kraj może zaoferować bezpieczeństwo, brak kataklizmów, dogodne warunki lokalizacyjne i transportowe. Co takiego powoduje, że wielkie firmy jedna po drugiej decydują się na zamykanie swoich fabryk w Polsce? Najlepiej oddaje to komunikat grupy Alchemia SA, która ponad rok temu zamknęła fabrykę rur w miejscowości Zawadzkie na granicy województwa opolskiego i śląskiego.

„Zarząd Alchemia Spółka Akcyjna podjął decyzję o zamiarze rozpoczęcia procesu likwidacji, mając na uwadze m.in. przewidywaną utratę zdolności oddziału do konkurowania na rynku, z uwagi na przestarzałą technologię produkcyjną, wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej oddziału i przewidywany stały wzrost tych kosztów, nieuzasadnione technologicznie i ekonomicznie zwiększanie nakładów na remonty i unowocześnianie technologii produkcji” – czytamy w oficjalnym komunikacie spółki.

Inne firmy, które decydowały się na zamknięcie swoich fabryk, w oficjalnych komunikatach podnosiły podobne czynniki: stały wzrost kosztów i wysokie koszty utrzymywania działalności produkcyjnej. To wszystko powodowało, że produkcja staje się mało opłacalna.

Zielony Bezwład
Chodzi głównie o zmiany wynikające z Zielonego Ładu, czyli aberracyjnej polityki niszczenia gospodarki pod pretekstem ochrony przyrody. Chora idea „zeroemisyjności”, czyli ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, wymusiła ogólnounijne dyrektywy nakazujące zamykanie kopalń węgla kamiennego i brunatnego. Rząd Polski zaczął więc zamykać kopalnie jedną po drugiej, co spowodowało ograniczenia w wydobyciu węgla, a więc wzrost kosztów produkcji prądu (do czego potrzebny jest węgiel). To zaś przełożyło się na wzrost rachunków za prąd. Prąd, czyli energia elektryczna jest jednym ze składników ceny produkcji towaru. Drugim, równie ważnym, jest ogrzewanie. Hale produkcyjne w okresie zimowym trzeba bowiem ogrzać. Jednak polityka „Zielonego ładu” spowodowała również kilkunastokrotny wzrost cen gazu. Przedsiębiorca odbija sobie te koszty na cenie produktów.

W ostatnich miesiącach wzrosły również koszty pracy. Ustawowy wzrost „płacy minimalnej” jeszcze nie jest bolesny, bo mało która fabryka zatrudnia robotników na podstawie płacy minimalnej. Bardziej dokuczliwy jest wzrost obowiązkowych składek ubezpieczeniowych na ZUS. Powoduje on wzrost realnych kosztów zatrudnienia. Czym więc pracodawca rekompensuje sobie te wzrosty kosztów? Podwyżką cen. Tyle tylko, że to też nie pozostaje bez konsekwencji. Droższe produkty stają się mniej konkurencyjne, zwłaszcza na rynku eksportowym. Towary produkowane przez fabryki należące do zagranicznych koncernów inwestowały w Polsce, bo produkcja tutaj była tańsza niż gdzie indziej i wyprodukowane tutaj towary (np. opony samochodowe) można było eksportować na inne rynki. Jednak wzrost kosztów doprowadził do wzrostu cen. W rezultacie produkty przestały już konkurować cenowo, a zatem firmie opłaca się przenieść produkcję tam, gdzie jest ona tańsza. Polska jako miejsce do inwestycji przegrywa więc rywalizację z krajami afrykańskimi. A wszystko z powodu sztucznych kosztów zawyżających ceny.

Ta sytuacja pokazuje również logikę zarządzania socjalistycznego. Można powiedzieć, że najbardziej zainteresowany w podwyżkach kosztów pracy jest rząd, ponieważ więcej dostaje z podatku VAT. Jeśli rura wyprodukowana w walcowni „Andrzej” kosztowała 10 tys. złotych, producent musiał do niej doliczyć VAT (23 proc.) i sprzedać ją po cenie 12300 złotych, a różnicę (2300) odprowadzić do urzędu skarbowego. Tyle, że przy eksporcie towary zwolnione są z VAT, więc fiskusowi pozostawały tylko wpływy z podatku dochodowego. Jednak i ten się skończył, bo podwyżki spowodowały to, że rury nie są już atrakcyjne cenowo na zagranicznych rynkach. To zaś oznacza, że również urząd skarbowy nie zobaczy wpływów z podatku dochodowego. Mógłby i na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że przestaną na jego konta wpływać zaliczki na podatek dochodowy, bo pracownicy zostaną zwolnieni i zamiast płacić podatki, staną się beneficjentami świadczeń socjalnych. Jest to klasyczny przykład zarządzania socjalistycznego – w imię biurokratycznych pomysłów wprowadza się zarządzenia, które prowadzą wyłącznie do bankructwa.

Rząd ukrywa to przed Polakami?! Coraz bliżej katastrofy
28.09.2026 Leszek Szymowski nczas/rzad-ukrywa-to-przed-polakami-coraz-blizej-katastrofy

Szatan jest potężny czyli Dugin o upadku moralnym i rozpadzie Wielkiej Brytanii

 

Moderator: Chciałbym poruszyć tu pewien konkretny aspekt, ponieważ dzisiaj będziemy również omawiać problemy egzystencjalne, z którymi boryka się Wielka Brytania. Ale zanim do tego przejdziemy: wspomniał pan o rosnącym podziale między różnymi ośrodkami władzy w świecie zachodnim.

To nasunęło mi następującą myśl: ostatnio dużo słyszałem i widziałem o Charliem Kirku, a to wyraźnie pokazuje ogromną erozję moralną w społeczeństwie zachodnim – niezależnie od poziomu, o którym pan mówi. Czy to może być decydujący czynnik dzisiejszego upadku i słabości Zachodu? Być może nie chodzi nawet o gospodarkę, ale o sam fakt, że nie ma już na czym się oprzeć. Gorzkie spory, których byliśmy świadkami między Charliem Kirkiem a zwolennikami globalizmu na całym świecie, świadczą nie tylko o braku konsensusu, ale także o zbliżającej się wojnie wewnętrznej.

Aleksander Dugin: To bardzo głębokie pytanie filozoficzne, a jednocześnie przerażające. Z jednej strony wydaje się oczywiste, że upadek wartości moralnych, degeneracja, rażący nadmiar i patologie panujące w społeczeństwie zachodnim muszą nieuchronnie prowadzić do jego upadku. I niestety, nawet zwolennicy Trumpa, którzy doszli do władzy w Stanach Zjednoczonych, nie stworzyli autentycznej alternatywy moralnej. W dużej mierze zdradzili dziedzictwo, o które walczył Charlie Kirk.

Zachód rzeczywiście znajduje się dziś w przerażającym stanie. Ludzie tam utracili godność ludzką i stali się zdegenerowanymi, chciwymi, agresywnymi i indywidualistycznymi potworami. Idiokracja tam triumfuje – pamięta pan film, w którym prezydent w społeczeństwie przyszłości po prostu przekupuje wyborców pieniędzmi? Ta sama idiokracja rośnie dziś na Zachodzie, na wszystkich poziomach.

Charlie Kirk, jako prominentny zwolennik ruchu „Make America Great Again”, był bardzo wpływową, szczerą i dobrą osobą. Opowiadał się za autentycznym, wielobiegunowym światem i przywróceniem normalnych stosunków z Rosją. Pod wieloma względami był przywódcą moralnym. Ale gdy tylko został zamordowany, wszystko wokół niego zaczęło się rozpadać, a nawet jego najbliższe otoczenie i sojusznicy ujawnili zupełnie nieoczekiwane strony samych siebie. Ma pan rację: to fundamentalna kwestia.

Ale tu kryje się straszny paradoks, na który ciągle zwracam uwagę. Ktoś trafnie zauważył, że cnota, moralność, czystość i miłosierdzie same w sobie nie generują surowej, ziemskiej mocy. Jeśli przypomnimy sobie „Miasteczko Twin Peaks”  Davida Lyncha: z Czarnej Loży czerpie się ogromną energię. Im bardziej przewrotne, wypaczone i skorumpowane są dusze tych, którzy dochodzą do władzy – pomyślcie tylko o tej potwornej ‚cywilizacji Epsteina’ – tym większą mroczną i destrukcyjną moc dzierżą.

Szatan jest potężny, a im bliżej ludzie się do niego zbliżają, tym większa staje się jego ziemska władza. Ci, którzy zwracają się do Boga, podlegają jednak ogromnym ograniczeniom moralnym: to jest zakazane, bo niemoralne; tamto jest niedopuszczalne, bo wyrządziłoby komuś krzywdę lub doprowadziło do grzechu. Wynika z tego, że moralny upadek i wszechobecny idiotyzm na Zachodzie nie oznaczają automatycznie jego słabości. Wystarczy przypomnieć sobie niedawną demonstrację Zielonych i lewicy w Niemczech przeciwko AfD: dosłownie opętane istoty, pół-ludzie, pół-zwierzęta, osoby z tetraplegią i zboczeńcy wszelkiej maści wyszli na ulice, krzycząc, że nie potrzebują normalnych Niemiec. To tak, jakby otworzyły się wrota piekła.


Aleksander Dugin

Błędem byłoby jednak uważać ich za słabych. Nasz paradoksalny wniosek jest taki, że zło posiada ogromną energię. Nie wolno nam jednak walczyć z nim jego własnymi metodami. Nie wolno nam ich naśladować, stosując ich nikczemne i szatańskie sztuczki, ich korupcję i manipulacje. Jesteśmy zobowiązani do trwania w prawdzie, pobożności i czystości ducha, ponieważ toczymy świętą wojnę w imię Boga i tradycyjnych wartości. Jeśli porzucimy naszą etykę wojowników światła i ugniemy się pod ich metodami, przegramy całkowicie, nawet jeśli odniesiemy pozorne zwycięstwo. Nasze moralne ograniczenia w tej globalnej wojnie o świat wielobiegunowy są naszą najważniejszą tarczą. Moralnego upadku Zachodu nie wolno ani lekceważyć, ani po prostu odrzucać jako przejawu słabości.

Moderator: Omówmy teraz szczegóły wydarzeń w Wielkiej Brytanii. Z jednej strony z pewnością odczuwa się pewną dozę schadenfreude. Z drugiej strony wiemy, że Szkocja – a także Irlandia Północna, czyli Ulster – historycznie żywiła te odśrodkowe tendencje i pragnienia oderwania się od Anglii i Korony Brytyjskiej. Jak realistyczne wydają się aspiracje przywódców politycznych Szkocji, Walii i Irlandii Północnej, zwłaszcza teraz, gdy łączy ich wspólna idea, a nawet odbywają wspólne konferencje prasowe? Z tej perspektywy, czego Zjednoczone Królestwo jako państwo oczekuje w najbliższej przyszłości?

Alexander Dugin: Kiedy mówimy o Anglii, Wielkiej Brytanii lub Zjednoczonym Królestwie, często zapominamy, że to zupełnie różne rzeczy. Anglia to tylko część terytorium głównej wyspy brytyjskiej. Na północy leży Szkocja, na zachodzie Walia. Zarówno w Szkocji, jak i Walii dominują Celtowie – bezpośredni potomkowie starożytnych Brytów, którzy zamieszkiwali te tereny przed przybyciem germańskich plemion Anglów, Sasów i Jutów.

Wielka Brytania łączy trzy historyczne bloki i narody o zupełnie różnych językach i tożsamościach. Ale to nie wszystko. Do tego dochodzi Ulster – okupowana przez Anglosasów północna część Irlandii – który jest w istocie sąsiednią kolonią. Niepodległa Irlandia nie jest już częścią Zjednoczonego Królestwa. Mamy zatem do czynienia z czterema terytoriami politycznymi, spajanymi przemocą i historyczną bezwładnością.

Obecnie wzdłuż wszystkich tych linii podziału zachodzą silne procesy odśrodkowe. Anglia, która przez wieki rządziła Szkocją, Walią i Ulsterem za pomocą przebiegłości i przemocy, gwałtownie słabnie. Jej globalistyczne przywództwo dosłownie przybiera bestialskie cechy: zalewa kraj niekontrolowaną liczbą nielegalnych imigrantów, wspiera ruchy ekstremistyczne, w praktyce niszczy samą siebie i nienawidzi własnego narodu. Miliony Anglików wychodzą na ulice przeciwko tej elicie, ale nic się nie zmienia.

Kiedy Szkoci i Walijczycy widzą, co dzieje się w Londynie, przypominają sobie o swoim celtyckim dziedzictwie i zadają sobie pytanie: dlaczego mielibyśmy tolerować tę zdegenerowaną, agresywną i rusofobiczną elitę globalistów, która całkowicie zatraciła człowieczeństwo w sieci Epsteina? Irlandia również pamięta o wszystkich cierpieniach zadanych jej przez Anglię i dąży do wyeliminowania tych kolonialnych resztek na północy wyspy i zjednoczenia kraju.


W ciągu roku liczba lud­no­ści Londynu zmniej­szy­ła się o 26 737 osób

W miarę jak Londyn traci prestiż, potęgę finansową i wpływy, jego centralne instytucje ulegają rozpadowi. Peryferie rosną w siłę, a centrum słabnie. Dzisiejszym celem nie jest ‚kolonizacja Rosji’, o której fantazjuje się na Zachodzie, lecz dekolonizacja samych Wysp Brytyjskich. Istnieje wiele planów takiej dezintegracji: Wielka Brytania mogłaby zostać zredukowana do trzech pierwotnych państw – Anglii, Szkocji i Walii – Irlandia Północna mogłaby zostać wyzwolona, a proces ten mógłby posunąć się jeszcze dalej.

Wyspy Brytyjskie są dziś niezwykle wrażliwe. Nie mają już żadnej tożsamości narodowej, poza ślepą wiarą w niekończącą się migrację. W wielu brytyjskich miastach i na uniwersytetach rdzenna ludność jest wypierana przez masy przybyszów, którzy nienawidzą tych, którzy ją tam sprowadzili. To potworne samobójstwo brytyjskiej cywilizacji. Gdybyśmy byli cyniczni, moglibyśmy powiedzieć: Zasłużyli na to. To większa kara historyczna, również za ich kolonialną przeszłość w Indiach i innych częściach świata.

Muszą zapłacić za swoją perwersyjną dominację nad światem. W rzeczywistości Imperium Brytyjskie przyniosło ludzkości jedynie zło. Historia brytyjskiego imperializmu jest przerażająca, pełna ludobójstwa, przemocy, niesprawiedliwości, zepsucia i kłamstw. Znaczna część ludzkości żywi naturalne pragnienie, by po prostu przestał on istnieć.

My, Rosjanie, jesteśmy jednak humanistami. Kiedy pomyślimy o tej dobrej, starej Anglii, która istniała dawno temu – w czasach Chaucera, króla Artura i legend – lub o romantycznej Anglii z dzieł Waltera Scotta… Oczywiście, i tam były problemy, ale posiadała ona swój własny, charakterystyczny styl, własnego ducha i głęboko zakorzenioną kulturę. Ten niewielki obszar geograficzny był kiedyś wzorem dla wielu. Ostatecznie jednak Anglia straciła swój klimat i urok, przekształcając się w fałszywą i odpychającą globalistyczną iluzję, która napełnia nas wszystkich niepokojem.

Myślę, że mądrze byłoby zachować Anglię w swoistym muzealnym otoczeniu, uwolnić ją od jej ekscesów i nadużyć, a nawet ustanowić zewnętrzną administrację. W przeciwnym razie po prostu wybiorą znowu jakiegoś złoczyńcę, który zaleje wyspę kolejnymi falami imigrantów. Mam tam dobrych znajomych, przyjaciół Charliego Kirka – na przykład Johna Mappina, właściciela słynnego zamku Tintagel, kojarzonego z legendami o królu Arturze i przedstawiciela brytyjskiej arystokracji. W Anglii są też inni wspaniali ludzie. Widząc, co stało się z ich krajem, mówią: Trzeba go zniszczyć. Sami nienawidzą współczesnej Anglii bardziej niż kogokolwiek innego na świecie.

A jednak kochają inną Anglię: Anglię Chestertona, Tolkiena, Conana Doyle’a i Dickensa. Anglię tradycji, gdy była jeszcze czymś ludzkim, a nie globalistyczną, bezkulturową pustką. Dlatego uważam, że świat byłby uboższy, gdybyśmy po prostu zmietli ją z powierzchni ziemi. Zachowanie go w spokojnej, niemal muzealnej formie byłoby prawdopodobnie najsprawiedliwszym i najwłaściwszym rozwiązaniem.

Moderator: Ale British Museum powinno zwrócić przedmioty, które ukradło z całego świata. W przeciwnym razie muzeum może pozostać tam, gdzie jest.

Aleksander Dugin: Bardzo dobrze. Najważniejsze jest ustanowienie zewnętrznego nadzoru, ponieważ nie są już w stanie rządzić sobą, a co dopiero światem. Widzimy, że ich imperialny projekt całkowicie się nie powiódł, a ich uniwersalistyczne roszczenia są nie do utrzymania: ani nauka, ani kultura, ani polityka liberalnej demokracji już nie funkcjonują. Wszystko to okazało się głęboko prowincjonalne i ślepą uliczką.

Można by pozwolić Anglii istnieć jako swoiste muzeum historyczne demokracji – na przykład przywracając ją do XIX wieku, do czasów jej świetności. To byłoby wspaniałe. Można by je przekształcić w rodzaj ‚Euromuzeum’, które nawet my, Rosjanie, moglibyśmy zwiedzać bez wiz, po prostu po to, by sprawdzić, czy wszystko tam jest w porządku i czy Anglicy znów nie ulegli jakiejś zwyrodniałej herezji.

geopolitika.ru/die-zukunft-der-britischen-inseln-moralischer-verfall-und-staatlicher-zerfall

Opracował: Zygmunt Białas

https://zygmuntbialas.wordpress.com/2026/09/27/27-09-2026-aleksander-dugin-o-upadku-moralnym-i-rozpadzie-wielkiej-brytanii/

Przebaczenie poprzedza: rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, szczera spowiedź i zadośćuczynienie.


Jeszcze o zbrodni w Jarosławiu.

Kilka dni temu Ukrainiec zaatakował na terenie klasztoru sióstr benedyktynek w miejscowości Jarosław na Podkarpaciu. Pięć osób zostało rannych – w tym trzech księży i kobieta. Zamordowany został polski ksiądz z archidiecezji przemyskiej Stanisław Zbojnowicz. Walczy w szpitalu o życie ks. Marek Pieńkowski, który jest szefem Rady Fundacji Duszpasterskiej Troski o Rodzinę – Pastoral Family Care Foundation, która zajmuje się pomocą dla Ukraińców. Dwa dni później trzeci z poszkodowanych w ataku Ukraińca duchownych ks. Adrian (nie podaje swojego nazwiska) publicznie wybaczył sprawcy. W swoim imieniu jak również w imieniu zabitego i ranionego księdza.

Ksiądz Adrian wygłosił homilię w której powiedział miedzy innymi: „Jako uczeń Jezusa Chrystusa pragnę w swoim imieniu, w imieniu księdza Marka i w imieniu księdza Stanisława powiedzieć bardzo dobitnie, że wybaczamy! I prosimy o modlitwę za nas. Za modlitwę za księdza Stanisława, o spokój jego duszy, o zdrowie dla księdza Marka, który ciągle walczy o życie w szpitalu (…) Ale w sposób szczególny proszę was o modlitwę za naszego oprawcę i o łaskę nawrócenia dla niego (…) Chciałbym też was prosić, abyście nie winili narodu, z którego jest oprawca”. Dodał również, że Ukraińcy po 2022 roku zawsze mogli liczyć na pomoc ze strony opactwa.

Słabo się znam na sprawach wiary, komentuje i analizuje wydarzenia z punktu widzenia osoby świeckiej. Moje patrzenie na sprawę jest pozbawione metafizyki i opiera się na zdrowym egoizmie narodowym i tradycji myślenia narodowodemokratycznego. Być może z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego słowa księdza Adriana są akceptowalne, ale z punktu widzenia narodu – naszej wspólnoty narodowej – zupełnie szkodliwe, nieodpowiedzialne, nieprzemyślane i z całą pewnością przedwczesne.

Z tego co pamiętam z katechezy w szkole podstawowej przebaczenie poprzedza: rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, szczera spowiedź i zadośćuczynienie. Kiedy to wszystko miało miejsce zdaniem księdza Adriana? Jakaś przyśpieszona wersja do przybyłego z zbrodniarza? Czy ksiądz Adrian tak mocno zidentyfikował się z słowami byłego rzecznika MSZ Łukasza Jasiny o sługach?

Największy polski polityk XX wieku Roman Dmowski w swojej pracy „Polityka polska i odbudowanie państwa” napisał: „Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu ani nawet jednego pokolenia. Należy ona do całego łańcucha pokoleń, wszystkich tych, które były i które będą. Człowiek, który ryzykuje byt narodu, jest jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi”. Temu kapłanowi wolno było wybaczyć – może nawet wybrać się z pielgrzymką do arcybiskupa Światosława Szewczuka by wspólnie z nim złożyć hołd arcybiskupowi Andrzejowi Szeptyckiemu. To sprawa jego rozumu i sumienia. Ale nie powinien apelować do wiernych by go naśladowali. Nie powinien oczekiwać takiej postawy w tej chwili od swoich owieczek. Ksiądz Adrian usypia czujność Polaków i naraża ich bezpieczeństwo. Pochopne namawianie do przebaczenia i ignorowanie zagrożeń jest postawą nieodpowiedzialną i szkodliwą społecznie.

Postawa tego księdza, moze wynikać z różnorakich powodów. Odrzucam plotki i nie będę o nich dyskutował. Moim zdaniem, że ksiądz Adrian postanowił po prostu pogwiazdorzyć. Zapragnął być nową wersją Jana Pawła II, którzy publicznie przebaczył Ali Agcy. Doskonale ks. Adrian przecież wiedział, że zostanie gwiazdą liberalnych i lewackich mediów, które będą go w nieskończoność cytować. Tych samych mediów, które wręcz w fanatyczny sposób codziennie linczują kapłanów Kościoła katolickiego. Zapewne odwiedzi wszelakie studia telewizyjne, radiowe a wywiady z nim ukażą się na licznych portalach internetowych. To będą te same same studia i portale, które z lubością przeprowadzają zorganizowana akcję zohydzania Kościoła katolickiego. Budzi to mój niesmak.

W ramach świeckiej pokuty polecam księdzu Adrianowi obejrzenie filmu z 1997 roku „Adwokat Diabła”. Johna Miltona czyli samego Lucyfera gra tam znakomity Al Pacino. Milton/Szatan obserwując gwiazdorzenie prowincjonalnego adwokata Kevina Lomaxa, który był przekonany o racjach po swojej stronie podkreślił – „Próżność to zdecydowanie mój ulubiony grzech”.

PS. 23 sierpnia 2026 roku w Swiatogorskiej Ławrze Zaśnięcia Matki Bożej Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi /UPC/ grupa uzbrojonych neobanderowców brutalnie zamordowała mnicha Warsonowiusza i ciężko raniła dwóch innych: mnicha Grzegorza i nowicjusza Andrija. Agresja wobec duchownych tego wyznania nie jest żadną nowością na Ukrainie. Ale hierarchowie w Polsce są w tym wypadku zupełnie ślepi.

Łukasz Jastrzębski 

https://myslpolska.info/2026/09/28/jeszcze-o-zbrodni-w-jaroslawiu/

Niemiecki „ekspert ds. antysemityzmu” Guy Katz wcześniej pracował dla Mossadu (ale się zmęczył i jest na emeryturze?)


MintPress ujawnia, że ​​monachijski „ekspert ds. antysemityzmu”, który organizuje działania polityczne mające na celu stłumienie propalestyńskich protestów w całych Niemczech, jest byłym izraelskim szpiegiem.

Od 7 października 2023 roku Guy Katz, profesor zarządzania międzynarodowego na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Monachium, stał się jedną z czołowych postaci niemieckiej polityki w kontekście Izraela i antysemityzmu. Katz założył liczne organizacje rzekomo zwalczające antysemityzm, przemawiał w Bundestagu i współpracował z policją, pomagając jej w tłumieniu antyizraelskiej retoryki. Podobno jest jednak byłym szpiegiem izraelskiej agencji wywiadowczej Mossad – fakt ten nigdy nie został wspomniany w obszernym materiale informacyjnym i licznych negatywnych komentarzach, z jakimi spotyka się w niemieckich i międzynarodowych mediach.

MintPress News prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

„Cesarz antysemityzmu”

Od października 2023 roku Guy Katz ugruntował swoją pozycję jako jedna z najbardziej wpływowych postaci politycznych w Niemczech w kwestii izraelsko-palestyńskiej. Założył liczne grupy interesu i współpracował z władzami w celu tłumienia oporu wobec ludobójstwa – wszystko pod pretekstem walki z antysemityzmem.

Na początku tego roku założył „Antysemityzm? Nie w moim imieniu!” – bezpartyjną organizację, której celem jest wykorzenienie nienawiści do Żydów w całych Niemczech. Katzowi udało się przekonać do tej inicjatywy wszystkie główne partie w bawarskim parlamencie, z wyjątkiem faszystowskiej Alternatywy dla Niemiec (AfD), której odmówiono członkostwa. (Pomimo silnego poparcia AfD dla Izraela). Grupa chce uwidocznić filosemityzm i wysłać przesłanie do całego kraju. „Wielu sprzeciwia się antysemityzmowi, ale zbyt niewielu otwarcie wyraża swoje stanowisko. Ta kampania sprawia, że ​​zajmowanie stanowiska staje się częścią codziennego życia” – wyjaśnił Katz.

„Antysemityzm beze mnie” opiera się na pracy „Roof Against Hate” (Niemcy, Austria i Szwajcaria przeciwko nienawiści), sojuszu ponad 200 organizacji, a także na monachijskim oddziale „Run For Their Lives”, grupy organizującej demonstracje, których celem jest domaganie się uwolnienia izraelskich więźniów ze Strefy Gazy – obie organizacje zostały założone lub współzałożone przez Katza.

6 października 2024 r. zaplanował i poprowadził w Monachium duży wiec solidarności z Izraelem, w którym wzięło udział 30 000 osób potępiających Hamas i przemoc antysemicką.

Aktywizm Katza zaowocował zaproszeniami do najwyższych szczebli władzy w Niemczech. W zeszłym roku wygłosił przemówienie przed parlamentem Bawarii, odnosząc się do antysemityzmu i wyraźnie mówiąc posłom: „Nigdy więcej, teraz”. Obecnie współpracuje z policją i uniwersytetami w Niemczech, opracowując programy szkoleniowe, które uczą ich, jak najlepiej zwalczać to, co nazywa nienawiścią do Żydów.

W październiku 2025 roku zorganizował w Monachium uroczystość upamiętniającą drugą rocznicę ataków z 7 października. Przeprowadził tam wywiad z Naftalim Bennettem, byłym premierem Izraela, który zdecydowanie popierał działania Sił Obronnych Izraela (IDF) w Strefie Gazy i był zamieszany w liczne zbrodnie wojenne. Katz stwierdził jednak, że jest „pod wrażeniem” działań polityka.

Katz jest stale cytowany w mediach, zarówno w prasie niemieckiej i izraelskiej, jak i międzynarodowej, które jednomyślnie akceptują jego samozwańczą rolę eksperta w dziedzinie antysemityzmu.

Krótko mówiąc: nie można dość podkreślić jego wpływu na debatę na temat Izraela i rzekomego wzrostu antysemityzmu w Niemczech.

W swoim niestrudzonym aktywizmie jego przesłanie jest jasne: największe zagrożenie nie pochodzi ze strony faszystowskiej prawicy (która niecałe sto lat temu przeprowadziła ludobójczą kampanię eksterminacji narodu żydowskiego w całej Europie), ale ze strony lewicy. „Uważam, że ekstremizm lewicowy i ekstremizm islamistyczny są dla nas, Żydów, o wiele bardziej niebezpieczne” – powiedział lokalnej gazecie „Jüdische Allgemeine”, twierdząc, że sytuacja niemieckich Żydów jest dziś „bardzo podobna” do tej w okresie poprzedzającym II wojnę światową – ze względu na zagrożenie ze strony lewicy.

Potępił decyzję niemieckiego sądu, aby nie zakazać propalestyńskiej demonstracji na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium, twierdząc, że jest ona „oczywiście antysemicka”, ponieważ „podżega do nienawiści wobec Izraela” poprzez wykorzystanie „pierwotnej formy antysemityzmu”: twierdzenia, że ​​Izrael zabija palestyńskie dzieci i pobiera organy od swoich ofiar.

W tym przypadku jednak nie chodzi o oszczerstwo krwi, lecz o udowodniony fakt. Izrael ma długą i dobrze udokumentowaną historię pobierania organów i w ciągu ostatnich trzech lat zabił ponad 20 000 palestyńskich dzieci, w tym ponad 1000 niemowląt poniżej pierwszego roku życia.

Jedną z postaci ze spektrum lewicowego, którą Katz wyróżnił, jest szwedzka aktywistka klimatyczna Greta Thunberg, porwana przez izraelskie siły specjalne w 2025 roku podczas próby dostarczenia pomocy humanitarnej do Strefy Gazy.

Chociaż Katz odmawia zaklasyfikowania działań Izraela w Strefie Gazy jako ludobójstwa, twierdzi, że Hamas dopuścił się ludobójstwa na chrześcijanach i zamierza dokonać kolejnego, „aż wszyscy Żydzi zostaną zniszczeni”. W publicznym nagraniu wideo twierdzi, że izraelskie ataki na szkoły i szpitale są uzasadnione, ponieważ Hamas ma tam ukrytą broń, i nazywa mieszkańców Strefy Gazy (w tym dzieci) „tak zwanymi niewiniątkami” i „tak zwanymi cywilami”.

Z drugiej strony Katz szczególnie chwalił prezydenta Donalda Trumpa, nazywając go „architektem pokoju” na Bliskim Wschodzie.

Gry szpiegowskie:

Guy Katz przeprowadził się do Niemiec w 2004 roku i zbudował udaną karierę; obecnie wykłada rozwiązywanie konfliktów, zarządzanie, negocjacje i strategię na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Monachium. W swojej działalności politycznej i wywiadach dla mediów nie ujawnia wystarczająco szczegółowo szczegółów swojej przeszłości przed przyjazdem do Niemiec. Guy Katz jest byłym [?? md] szpiegiem Mossadu.

W wykładzie, który wygłosił na Uniwersytecie w Nairobi w 2023 roku, zanim stał się znany w całym kraju jako jeden z czołowych aktywistów pro-izraelskich w Niemczech, ujawnił, że jest byłym tajnym agentem tej niesławnej agencji wywiadowczej.

Podczas wykładu rozwinął powiedzenie, że „byli” szpiedzy nigdy tak naprawdę nie porzucają szpiegostwa. Katz wyjaśnił publiczności, jak napisał uniwersytet na swojej oficjalnej stronie internetowej, że Mosad „nauczył się sztuki zwalniania agentów”. „Wyjaśnił, że w wojsku i służbach wywiadowczych istnieje departament, który opiekuje się emerytowanymi funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa”, co rodzi pytania o to, w jakim stopniu byli pracownicy Mossadu nadal utrzymują kontakt z tą organizacją.

To twierdzenie wydaje się potwierdzać profil Katza na Expert Marketplace, cyfrowej platformie rezerwacji prelegentów. Katz zwraca uwagę, że jednym z tematów jego wystąpienia jest „Komunikowanie się jak agent Mossadu” – prezentacja „oparta na prawdziwych wydarzeniach i pokazująca, czego liderzy mogą się z nich nauczyć”.

Inne profile wymieniają go jako byłego oficera wywiadu Sił Obronnych Izraela, co sugeruje jego możliwe powiązania z kontrowersyjną Jednostką 8200.

Powodem, dla którego przeszłość jest problematyczna, jest długa historia prowadzenia przez te organizacje szpiegostwa, operacji psychologicznych, ataków terrorystycznych i zabójstw na zlecenie na całym świecie, nawet w krajach sojuszniczych.

Mosad przeprowadził serię zamachów na irańskich naukowców zaangażowanych w irański program nuklearny. Jednocześnie zarówno Mosad, jak i Jednostka 8200 zostały uznane za mózgi ataku na libański pager w 2024 r. – incydentu, który niemal jednogłośnie potępiono jako akt terroryzmu i w wyniku którego ucierpiały tysiące cywilów.

Jednostka 8200 stanowi serce izraelskich operacji zaawansowanego technologicznie nadzoru i wojny cyfrowej. Ta elitarna jednostka odpowiada za izraelską cyberwojnę, hakowanie i operacje wywierania wpływu. Jej „byli” agenci, na przykład, stali za opracowaniem i dystrybucją niesławnej aplikacji Pegasus. Pegasus to oprogramowanie służące do włamywania się i szpiegowania urządzeń ponad 50 000 prominentnych osobistości na całym świecie, w tym dziennikarzy, działaczy na rzecz praw człowieka, aktywistów i polityków (w tym europejskich głów państw). Pegasus zapewnił izraelskim służbom wywiadowczym dostęp do urządzeń wszystkich osób objętych atakiem, umożliwiając im jednoczesne szpiegowanie kilkudziesięciu krajów.

Z pewnością wymowny jest fakt, że członek takiej organizacji prowadzi kampanię nacisków mającą na celu zakazanie propalestyńskich wypowiedzi w Niemczech.

Niszczenie demokracji w obronie ludobójstwa:

Niemiecki establishment, w tym wszystkie główne partie, udzielił praktycznie bezwarunkowego poparcia Izraelowi i jego działaniom w Strefie Gazy. Wsparcie to obejmowało podpisanie umowy o współpracy wojskowej i sprzedaż broni o wartości prawie 1 miliarda dolarów w ciągu samych pierwszych pięciu miesięcy 2026 roku. Najważniejszą transakcją była dostawa niemieckiego okrętu podwodnego klasy Dolphin II, który trafił do Tel Awiwu w lipcu.

Ta niezachwiana solidarność elit stoi w jaskrawym kontraście z postawą ogółu społeczeństwa. Sondaż YouGov z 2025 roku ujawnił powszechną antypatię wobec Izraela: osiem razy więcej Niemców miało skrajnie negatywną opinię o tym kraju niż skrajnie pozytywną. Ogólnie rzecz biorąc, tylko 21% społeczeństwa postrzega Izrael pozytywnie (z czego tylko 4% jest skrajnie pozytywnie), podczas gdy 65% ​​wyraża otwartą dezaprobatę (z czego 32% zdecydowanie).

Z innego niedawnego sondażu wynika, że ​​62% wszystkich wyborców uważa, że ​​Izrael dopuszcza się ludobójstwa w Strefie Gazy. Jeśli pominąć tych, którzy stwierdzili, że nie wiedzą lub nie odpowiedzieli na to pytanie, prawie czterech na pięciu Niemców uznało działania Izraela za porównywalne z ludobójstwem.

W całych Niemczech odbyły się liczne demonstracje pro-palestyńskie, które spotkały się z przemocą ze strony władz. Tysiące osób zostało aresztowanych, a zdjęcia zamaskowanych policjantów brutalnie atakujących pokojowych demonstrantów w całym kraju regularnie krążą w sieci.

Państwo niemieckie podjęło kroki w celu faktycznej kryminalizacji propalestyńskich wypowiedzi i protestów pod pretekstem „racji stanu” – doktryny, która głosi, że zaangażowanie na rzecz bezpieczeństwa Izraela jest niepodważalnym i niepodważalnym filarem państwa niemieckiego. W 2024 roku, w odpowiedzi na narastającą falę niepokojów, rząd uchwalił ustawę zobowiązującą osoby ubiegające się o obywatelstwo niemieckie do złożenia przysięgi wierności Izraelowi i syjonizmowi, uznając tym samym „prawo państwa do istnienia”.

Tylko w Berlinie w ciągu pierwszych 18 miesięcy po atakach z 7 października wniesiono ponad 9000 oskarżeń karnych w związku z protestami propalestyńskimi. Zakazano działalności wielu grup palestyńskich lub propalestyńskich, a także popularnych haseł, takich jak „Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”.

Reakcja władz, uważana przez wielu za najostrzejszą w Europie, spotkała się z ostrą krytyką ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz organizacji takich jak Amnesty International i Human Rights Watch. Zwrócono uwagę na takie problemy, jak dyskryminacja muzułmanów sankcjonowana przez państwo i de facto zakaz symboli oporu, np. kefiji.

Sam Izrael określił Niemcy jako kluczowe pole bitwy w tym, co premier Benjamin Netanjahu nazywa „ósmym frontem” kraju: walce o zachodnią opinię publiczną. W tym celu wydał ogromne sumy na zalewanie kraju niemieckojęzycznymi wiadomościami chwalącymi Izrael i porównującymi Hamas do ISIS i innych ugrupowań terrorystycznych, jak wynika z dochodzenia przeprowadzonego w 2025 roku przez MintPress News.

Izrael i lobby proizraelskie usilnie starają się utożsamiać wszelki opór wobec jego działań w Strefie Gazy, Libanie i innych krajach z terroryzmem i antysemityzmem. Katz i jego kampania wyborcza odgrywają w tym kluczową rolę. Czy uda im się powstrzymać falę współczucia dla Palestyny, pozostaje jednak niewiadomą.

https://dakowski.pl/niemiecki-ekspert-ds-antysemityzmu-guy-katz-wczesniej-pracowal-dla-izraelskiego-wywiadu-mossadu/

Gaza – cierpienie spowodowane zamknięciem


Od Anchorage po Azerbejdżan, od Sztokholmu po St. Louis, od Tokio po Toronto, od Wembley po Princes’ Park, od Madison Square Garden po areny O2, od masowych demonstracji po ciche nabożeństwa żałobne – ludzie na całym świecie podnoszą głos przeciwko ludobójstwu w Strefie Gazy. Ich liczba rośnie z dnia na dzień, desperacko poszukując ukojenia. Fala oburzenia i współczucia zalewa cały świat. Prawda o izraelskiej kampanii zagłady wychodzi na jaw, zwłaszcza w internecie. Ujawniane są zbrodnie tak ohydne, że aż dziw bierze, dlaczego samo cierpienie Palestyńczyków zdaje się mieć tak niewielki wpływ na światowych polityków.

Powstrzymam się na razie od sugerowania, że ​​może to mieć coś wspólnego z ogromnym wpływem Izraela na międzynarodowe rynki finansowe. W każdym razie supermocarstwo USA nie jest w stanie uwolnić się od knebla, który uniemożliwia jakiekolwiek polityczne pole manewru w kwestii Palestyny. Przynajmniej niektóre kraje wyłamały się z sojuszu tych, którzy tolerują ludobójstwo, zwłaszcza Hiszpanii i Szwecji. Niech Bóg ma ich w swojej opiece…

Podczas gdy świat przeżywa bezprecedensową falę solidarności, na świecie istnieje mała „galijska wioska”, która próbuje stłumić wszelkie wyrazy współczucia dla zamordowanego narodu palestyńskiego. Ta wioska nazywa się Niemcy, gdzie media i politycy, w doskonałej harmonii, przypinają etykietkę antysemityzmu każdemu, kto ośmiela się krytykować ludobójczą manię Izraela. Fakt, że krytyka syjonistycznego szaleństwa narasta wśród samych Żydów, nie ma znaczenia. W Niemczech, kraju, który nadal pilnie dostarcza Izraelowi broń, noszenie palestyńskiej flagi nieuchronnie identyfikuje kogoś jako terrorystę. Nawet autor tych słów nie może być pewien, że o piątej rano nie rozlegnie się głośne walenie do jego drzwi. Szeregi przeciwko krytykom Netanjahu („daru Bożego”), którzy odmawiają podporządkowania się niemieckiemu kompleksowi winy w obliczu masowych mordów w Strefie Gazy, są stanowczo zamknięte. Nie zapominajmy, że AfD również jest w to zaangażowana.

WOLNA PALESTINA!

To krzyk, który rozbrzmiewa po ziemi niczym akustyczny huragan. Wydobywa się z serc milionów ludzi, którzy wiedzą, że są w dobrym towarzystwie w swoim bólu, bezsilności i współczuciu. Tu, w Niemczech, gdzie można mówić wszystko, ale oczywiście trzeba być świadomym konsekwencji, jak ujęła to Dunja Hayali, propagandowa tuba ZDF, 29 stycznia 2021 roku w „Morgenmagazin” (porannym magazynie), Gaza jest wykluczona z publicznej dyskusji i percepcji, pominięta.

Gaza jest tabu. Tak samo tabu, jak kiedyś w Niemczech był Holokaust.*

Gaza – cierpienie spowodowane zamknięciem
Dirk C. Fleck apolut/gaza-das-ausgesperrte-leid

https://dakowski.pl/gaza-cierpienie-spowodowane-zamknieciem/

* Holocaust, drogi przyjacielu, to dalej jest w Niemczech temat tabu. Natomiast podzczas wojny nie był to temat tabu, gdyż po prostu żadnego Holokaustu - czytaj systematycznego planu wymordowania Żydów w komorach gazowych - nie było. Był system obozów pracy przymusowej, jak najbardziej niehumanitarny, lecz od tego do masowego mordu jeszcze daleko. Choć, prawdopodobnie mają rację psychologowie, te krwawe mordowanie Żydów, jako twór ich wyobraźni daje nam pewną wiedzę, gdyż jest li tylko projekcją tego co żydzi chętnie by zrobili z gojami, gdyby tylko mogli, i co faktycznie widzimy teraz w Palestynie, i co widzieliśmy podczas sowieckiej rewolucji, która praktycznie była zdominowana przez rosyjskich żydów i sfinansowana przez "amerykańskich" bankierów. VB

Ukraińscy spadkobiercy Goebbelsa


Rosyjski raport o Buczy autorstwa Wadephula został celowo ukryty – oto, co zawiera wybuchowy dokument.

Wadephul [niemiecki min. spraw zagr. ] tuszuje wybuchowy raport Butschy – jego treść jest tu ledwie wspomniana: Pełny dokument jest dostępny do przeczytania na końcu

To niezwykła scena z pierwszego bezpośredniego spotkania ministrów spraw zagranicznych Niemiec i Rosji od początku wojny na Ukrainie: Johann Wadephul siedzi naprzeciwko Siergieja Ławrowa w Nowym Jorku, 26 września. Rozmowa trwa dobre 20 minut i odbywa się w sali konferencyjnej rosyjskiej delegacji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Jednak tuż przed niemieckim ministrem spraw zagranicznych leży dokument, którego tytułu nie sposób nie zauważyć:

„Spadkobiercy Goebbelsa: fałszerstwo wydarzeń w Buczu i krwawe inscenizacje reżimu kijowskiego”.

Opublikowane nagrania pokazują, jak Wadephul kładzie swój notatnik na dokumencie. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa twierdzi, że celowo zakrył raport i udawał, że go nie widzi. Prawdziwych intencji Wadephula nie da się ustalić na podstawie samych zdjęć.

Bardziej interesujące od samego gestu jest zatem pytanie: co tak naprawdę mówi ten raport?

26-stronicowy dokument jest w całości dostępny dla naszej redakcji. Pochodzi on z tzw. „Międzynarodowego Trybunału Ludowego ds. Zbrodni Ukraińskich Neo-Nazistów” i stwierdza, że ​​relacja z wydarzeń w Buczy została sfałszowana przez Ukrainę przy wsparciu państw zachodnich. Jest to stanowisko autorów, a nie niezależnie ustalony fakt.

Raport szczególnie szczegółowo omawia pomnik w Buczy. W 2024 roku Kancelaria Prezydenta Ukrainy stwierdziła, że ​​na stelach widnieją nazwiska 509 zidentyfikowanych cywilów . Raport podważa właśnie tę klasyfikację.

Tam jest napisane:

„W rzeczywistości znaczną część osób tam wymienionych stanowią ukraińscy żołnierze i kombatanci, którzy zginęli w trakcie walk”.

Następnie tekst wymienia liczne nazwiska, zdjęcia i rzekome biografie wojskowe. Na przykład autorzy twierdzą, że Jewgienij Pietrasz nie był cywilem, lecz członkiem jednostki Azow. Władimir Bisaga również opisany jest jako członek jednostki specjalnej Azow.

Raport idzie jeszcze dalej. Twierdzi się w nim, że na pomniku wymienieni są również ukraińscy żołnierze jako cywilne ofiary, które w rzeczywistości nie zginęły w Buczy . Jako przykład podano Igora Kokodyniaka. Jego oficjalnym miejscem śmierci był Vorzeł. Inni wymienieni żołnierze mieli zginąć w walkach pod Mosznem lub Kopyłowem.

Kolejny zarzut jest szczególnie kontrowersyjny. Autorzy piszą:

„Inną metodą fałszowania wydarzeń w Buczy jest przedstawianie starszych obywateli zmarłych na skutek chorób jako osób zabitych przez wojska rosyjskie”.

Jako przykład w raporcie podano 68-letnią Galinę Semenyuk, która według autorów zmarła na raka, ale której nazwisko widnieje na pomniku poświęconym poległym cywilom.

Jeszcze poważniejsze są późniejsze oskarżenia. Raport zawiera wypowiedzi mieszkańców różnych ukraińskich miast, którzy twierdzą, że ukraiński ostrzał został następnie przypisany Rosji. Jeden ze świadków powiedział:

„Ukraina do nas strzelała”.

Inny świadek twierdzi, że mieszkańcy wiedzieli o nieuchronnym ostrzale już po przybyciu dziennikarzy:

„Kiedy nie było dziennikarzy, panowała cisza”.

Niniejsze oświadczenia to zeznania świadków zebrane przez wydawców rosyjskiego raportu. Same w sobie nie dowodzą one, że znane zabójstwa w Buczy zostały zainscenizowane, ani nie obalają szeroko zakrojonych śledztw międzynarodowych mediów, organizacji praw człowieka i śledczych, którzy przypisują rosyjskim siłom zbrojnym w Buczy poważne zbrodnie. Właśnie z tego powodu niezależna analiza nazwisk, miejsc śmierci i dokumentów byłaby kluczowa.

Ale właśnie w tym tkwi ładunek wybuchowy raportu: nie ogranicza się on do ogólnych oskarżeń politycznych. Wymienia on konkretne osoby, jednostki wojskowe, miejsca śmierci, doniesienia ukraińskich mediów, zdjęcia i zeznania świadków , którymi autorzy uzasadniają swoją relację.

Dowody te można zbadać, obalić lub potwierdzić. Wnioski autorów można odrzucić. Aby to jednak zrobić, należy najpierw zbadać, co dokument faktycznie mówi.

Na spotkaniu w Nowym Jorku raport ten został umieszczony w widocznym miejscu, bezpośrednio przed Johannem Wadephulem. Zacharowa twierdzi, że niemiecki minister spraw zagranicznych zakrył go swoim notatnikiem. Sam Wadephul stwierdził po spotkaniu, że było ono „intensywne” i że nadal istnieją rozbieżności zdań w kluczowych kwestiach.

Mimo wszystko obraz pozostaje symboliczny: pomiędzy ministrami spraw zagranicznych Niemiec i Rosji leży raport na temat Buczy – a chwilę później na nim leży notatnik Wadephula.

Prawdziwość zarzutów nie powinna być oceniana na podstawie przynależności politycznej, lecz na podstawie sprawdzalnych dowodów.

Dlatego udostępniamy naszym czytelnikom poniżej pełny, 26-stronicowy raport. Każdy może sam zapoznać się z przedstawionymi dowodami i twierdzeniami – i wyrobić sobie własną opinię.

Raport przetłumaczono za pomocą serwisu DeepL.com.

Spadkobiercy Goebbelsa: Sfałszowanie wydarzeń w Buczy i krwawe inscenizacje reżimu

======================

link dla czytelników, którzy wiedzą, jak to „knaknąć” ?

https://mid.ru/upload/medialibrary/cfa/tf45aab927miwske0sr1es77flustuuh/Доклад%20Фальсификация%20киевским%20режимом%20событий%20в%20Буче%20на%20русском%20языке%20(в%20формате%20PDF).pdf


uncut-news.ch 27 września 2026 r. uncutnews-ch/russischer-butscha-bericht-von-wadephul-demonstrativ-verdeckt-hier-was-in-dem-brisanten-dokument-steht

https://dakowski.pl/rosyjski-raport-o-buczy-autorstwa-wadephula-zostal-celowo-ukryty-oto-co-zawiera-wybuchowy-dokument/

«Bucza niczym Srebrenica», czyli 30 lat działalności kina «NATO»


«To jest druga Srebrenica» – głosi nagłówek głupiej, włoskiej gazety w odniesieniu do domniemanej masakry dokonanej przez Rosjan w Buczy na Ukrainie. Wśród wielu medialnych wrzasków masowej dezinformacji – embedded  w NATO – prawdopodobnie właśnie ten jest najbardziej wierny rzeczywistości: otóż faktycznie, masakra w Srebrenicy jest historycznym fałszerstwem, które USA wykorzystały, aby zniszczyć Jugosławię, zbombardować Serbię, oskarżyć Miloszevicia i zagrabić Bałkany.

Po rozpowszechnieniu pogłosek, że na zdjęciach satelitarnych – oczywiście amerykańskich – widać masowe groby, pojawił się raport Czerwonego Krzyża (kolejnej gałęzi Sojuszu Atlantyckiego), według którego, w roku 1995 Serbowie bośniaccy zabili w Srebrenicy 8 000 ludzi: liczba ta wywodziła się z faktu, że Serbowie bośniaccy wzięli 3 000 jeńców, a 5 000 osób pozostawało poza ewidencją.

Potem okazało się, że kilka tysięcy osób wyjechało i znalazło schronienie zarówno w środkowej Bośni, jak i w samej Serbii, ale Czerwony Krzyż odpowiedział bezczelnie, że nie jest w stanie wykreślić nazwisk osób odnalezionych przy życiu z listy pięciu tysięcy zaginionych, ponieważ (sic!) “nie otrzymał ich nazwisk”.

Ostatecznie 8 000 osób znajdujących się w masowych grobach zredukowało się do 1 883, w tym tylko jednej kobiety, co było wynikiem trzyletnich walk, toteż prawie połowę zabitych stanowili Serbowie bośniaccy.

Aby usprawiedliwić ów sfabrykowany fałsz historyczny, stwierdzono, że tysiące ludzi wywieziono ciężarówkami-chłodniami i zakopano w miejscach utajnionych. Oczywiście nie ma najmniejszego dowodu na potwierdzenie tej tezy, ani w zeznaniach, ani w informacjach pochodzących z amerykańskich satelitów, które wykonywały osiem przelotów dziennie nad terenem działań wojennych.

Majstersztykiem hipokryzji i oszustwa jest to, że w trybie późniejszym, sam trybunał haski musiał wycofać się z owego oskarżenia z powodu braku dowodów, ale nie mogąc zamknąć sprawy w stosunku do tego, co stało się niepodważalnym dogmatem, wysunął tezę, która jest prawdziwą herezją prawniczą: Serbowie mieli nie dopuścić się pewnych zbrodni jedynie z obawy przed tym, że zostaną zdemaskowani.

Sąd posunął się do tego, że wymierzył karę za przestępstwo – w sposób oczywisty nie popełnione – jedynie ze względu na przyczyny, dla których nie-sprawca nie dopuścił się go.

Właściwie, jedynie zagadkowa śmierć, w odstępie sześciu dni, Miloszevicia i Babicia, dwóch głównych oskarżonych, uratowała twarz sądu i USA.  Jak widać, barbarzyństwo prawne uprawiane przez opłaconych i stronniczych sędziów zaczęło się już kilka ładnych lat temu. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że według Philipa Corwina, wysokiego rangą urzędnika ONZ, który prowadził dochodzenie w sprawie tamtych wydarzeń, prezydent Clinton wyraźnie zażądał od swojego bośniackiego odpowiednika Izetbegovicia “co najmniej pięciu tysięcy ofiar śmiertelnych”, aby móc rozpętać odwet na Serbach. Szkoda, że słów nie można przechowywać w lodówce, podobnie jak innych prezydenckich produktów ubocznych.https://edition.cnn.com/ALLPOLITICS/1998/02/09/time/cohen.html


Na przekór wszystkiemu, o masakrze w Srebrenicy wciąż mówi się tak, jakby wydarzyła się naprawdę, ponieważ każdy, kto interesuje się prawdą, nie spotyka się z zaprzeczeniem, lecz ze zgnieceniem: faktycznie, zbyt wiele by kosztowało odkrycie, że NATO wykorzystuje fałszywe masakry innych, by przeprowadzać prawdziwe na własną rękę. Ale jest to stara historia, wystarczy spojrzeć na to, co stało się w Syrii, gdzie winą za gaz użyty przez “umiarkowanych” terrorystów, przyjaciół USA, obarczono Asada. A teraz mamy do czynienia z martwymi mieszkańcami Buczy, rzekomo ofiarami Rosjan – których istnienie zostało sfilmowane dopiero cztery dni po opuszczeniu miasta przez Rosjan. Fakt, że zwłoki porzucone na ulicy wydają się mieć wiele dni, a nawet tygodni, nasuwa podejrzenie, że zostały wykopane.

Ponadto, fakt, że Ukraińcy po opuszczeniu miejscowości przez Rosjan przeprowadzili ostrzał armatni, sugeruje makabryczną inscenizację, taką jak ta w szpitalu w Mariupolu, gdzie naziści zabarykadowali się, aby osłonić się chorymi i kobietami w trakcie porodu. [Por.: Jak się produkuje przejmujące reportaże – kłamstwa. „Łowi momient!” Mariupol. md]

Teraz okazuje się, że zdjęcia, na których widać, jak świeżo upieczona matka jest przenoszona na noszach do karetki, to czysta kinematografia: na różnych kadrach widać, że nosze – które miały do pokonania zaledwie około dwudziestu metrów – były za każdym razem niesione przez inne osoby. Wybierzcie sobie lepszego reżysera. Nawet Jim Jatras, politolog i były doradca ds. polityki zagranicznej w Senacie USA, zauważył, że informacjom napływającym z Kijowa nie można ufać. Dodał, że dla Ukrainy bardziej opłacalne jest kontynuowanie działań propagandowych.

Faktem jest, że wojska rosyjskie wycofały się z Buczy 30 marca – na znak dobrej woli w związku z rundą rozmów pokojowych toczących się w Turcji, ale oczywiście są tacy, którzy absolutnie nie chcą słyszeć o pokoju. Rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji Igor Konaszenkow powiedział, że nie jest zaskoczeniem, iż wszystkie tak zwane “dowody zbrodni” w Buczy pojawiły się dopiero po 4 dniach, kiedy do miasta przybyli funkcjonariusze SBU i przedstawiciele ukraińskiej telewizji.

Szczególnie znamienne jest to, że wszystkie ciała osób, których zdjęcia opublikował kijowski reżim, po co najmniej czterech dniach nie zesztywniały, nie mają charakterystycznych dla zwłok plam, a w ranach nie ma skrzepów krwi. Wszystko to niezbicie potwierdza, że zdjęcia i nagrania video z Buczy są kolejną produkcją kijowskiego reżimu dla zachodnich mass mediów, podobnie jak to miało miejsce w Mariupolu ze szpitalem położniczym, a także w innych miastach. https://ilsimplicissimus2.com/2022/04/04/e-come-sebrenica-30-anni-di-cinema-nato/


============================

[Por.: Bucza: Zabici wstają – i machają rączkami! Crisis Actor Waves at Camera While Playing ‘Road Dead’ md]
https://dakowski.pl/zabici-wstaja-i-machaja-raczkami-crisis-actor-waves-at-camera-while-playing-road-dead/

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/04/04/bucza-niczym-srebrenica-czyli-30-lat-dzialalnosci-kina-nato/