Twoje pożądanie spokoju i pragnienie ruchu, niepokój
pobrzmiewają wrogim duetem przez życie opisane falą i doliną.
Czym jest to, co stanowi o sensie życia? Niczym, a jednak wszystkim.
A to, co stanowi o bezsensie życia? Tym samym.
Te nieszczęśliwe oczy widziały więcej, niż mogły uporządkować,
te szczęśliwe oczy widziały z odziedziczoną ufnością
rzeczy proste i okrągłe, drzewa z korzeniami i koronami.
Nurt i lot i pełzanie, błoga mieszanina zatraty.
Harry Martinson
tłum. Janusz B. Roszkowski
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
sobota, 20 kwietnia 2013
Kassandra
Obłąkana dziewczyna z wytrzeszczonymi oczami,
bielą wychudłych palców
Wczepiona w szczeliny muru,
Burzą porwane włosy i usta wrzeszczące –
czy to ważne, Kassandro,
Czy ludzie dają wiarę
Twoim fontannom goryczy? Ludzie zaiste
Nienawidzą prawdy, oni by chętniej
Spotkali się z tygrysem.
Dlatego to poeci prawdy swoje słodzą miodem
nieziemskim, a sprzedawcy
Religii i polityczni menerzy
Chlustają z baryłek kłamstwa stare i nowe
i są chwaleni za usłużną
Mądrość. Biedna suko, bądź rozsądna,
Ale nie. Ty wciąż będziesz w kącie mamrotać
te prawdy okruchy, dla ludzi
I bogów obmierzłe. I ty, i ja, Kassandro.
Robinson Jeffers
przekład Zygmunt Ławrynowicz
bielą wychudłych palców
Wczepiona w szczeliny muru,
Burzą porwane włosy i usta wrzeszczące –
czy to ważne, Kassandro,
Czy ludzie dają wiarę
Twoim fontannom goryczy? Ludzie zaiste
Nienawidzą prawdy, oni by chętniej
Spotkali się z tygrysem.
Dlatego to poeci prawdy swoje słodzą miodem
nieziemskim, a sprzedawcy
Religii i polityczni menerzy
Chlustają z baryłek kłamstwa stare i nowe
i są chwaleni za usłużną
Mądrość. Biedna suko, bądź rozsądna,
Ale nie. Ty wciąż będziesz w kącie mamrotać
te prawdy okruchy, dla ludzi
I bogów obmierzłe. I ty, i ja, Kassandro.
Robinson Jeffers
przekład Zygmunt Ławrynowicz
Intelektualiści
Czy tak trudno ludziom stać na własnych nogach,
Że muszą czepiać się Marksa albo Chrystusa, albo choćby Postępu?
Jasne, że trudno. Ach, stado, stado.
Idzie noc, pełno wilków zwątpienia. No jasne, że trudno.
Jeżeli nie spotkałeś i nie pokochałeś
Naszego niedobrego, nieludzkiego Boga,
Który jest bardzo piękny i zbyt pewny siebie,
Żeby chcieć wielbicieli, a w nim są owce i wilki,
Ty też rozglądałeś się być może za kościołem.
W nim są płomieniejące gwiazdy i nędzne ciało,
I co nazywamy rzeczami, i co nazywamy nicością.
Jest bardzo piękny. Ci jednak, że tak długo
Samotnie wędrowali w odkupiającą rozpacz,
Są zmęczeni, zakrywają oczy; i biegną do stada.
Robinson Jeffers
przekład Czesław Miłosz
Że muszą czepiać się Marksa albo Chrystusa, albo choćby Postępu?
Jasne, że trudno. Ach, stado, stado.
Idzie noc, pełno wilków zwątpienia. No jasne, że trudno.
Jeżeli nie spotkałeś i nie pokochałeś
Naszego niedobrego, nieludzkiego Boga,
Który jest bardzo piękny i zbyt pewny siebie,
Żeby chcieć wielbicieli, a w nim są owce i wilki,
Ty też rozglądałeś się być może za kościołem.
W nim są płomieniejące gwiazdy i nędzne ciało,
I co nazywamy rzeczami, i co nazywamy nicością.
Jest bardzo piękny. Ci jednak, że tak długo
Samotnie wędrowali w odkupiającą rozpacz,
Są zmęczeni, zakrywają oczy; i biegną do stada.
Robinson Jeffers
przekład Czesław Miłosz
Pożar w górach
Jelenie skakały jak zdmuchnięte liście
W dymie przed gromką falą niskiego pożaru.
Myślałem o stworzeniach które nie zdążyły.
Piękno nie zawsze jest wdzięczne, pożar był piękny, strach
Jeleni był piękny. Kiedy znów przyszedłem
Na czarne zbocza skąd odbiegł płomień, orzeł
Siedział na kikucie spalonej sosny,
Wzgardliwy, obżarty, w płaszczu swoich bark, zwiniętej burzy.
Przyleciał tu z daleka na dobre łowy,
Za naganiacza miał pożar. Bezlitosne niebo,
Błękitne, bezlitosne wzgórza, czarne,
Ciemnopióry wielki ptak sennie bezlitosny między nimi.
I myślałem, gorzko, ale całym sobą,
Że zniszczenie, które przynosi orła z nieba jest lepsze niż litość.
Robinson Jeffers
przełożył Czesław Miłosz
W dymie przed gromką falą niskiego pożaru.
Myślałem o stworzeniach które nie zdążyły.
Piękno nie zawsze jest wdzięczne, pożar był piękny, strach
Jeleni był piękny. Kiedy znów przyszedłem
Na czarne zbocza skąd odbiegł płomień, orzeł
Siedział na kikucie spalonej sosny,
Wzgardliwy, obżarty, w płaszczu swoich bark, zwiniętej burzy.
Przyleciał tu z daleka na dobre łowy,
Za naganiacza miał pożar. Bezlitosne niebo,
Błękitne, bezlitosne wzgórza, czarne,
Ciemnopióry wielki ptak sennie bezlitosny między nimi.
I myślałem, gorzko, ale całym sobą,
Że zniszczenie, które przynosi orła z nieba jest lepsze niż litość.
Robinson Jeffers
przełożył Czesław Miłosz
Nie, nie ma nic
Nie, nie ma nic, nic nie ma, o nie, nie ma nic,
Wkrótce już nikt na ciebie z zachwytem, jak dziś, nie popatrzy,
Więc uczyń, co jeszcze możesz, co jeszcze masz do zrobienia,
Mądrość jest wstępem do rozpaczy:
Bądź tym wstępem, bo nie da się, nie, dłużej nie da się śnić,
Śnić, że nic się nie zmienia,
Że strach starości, zmora zmarszczek nic nie znaczy,
To więdnięcie, wiotczenie, zmęczenie, zamieranie, umieranie,
robak grobu, gnicia, zniszczenia:
Bądź więc wstępem, bądź wstępem do rozpaczy.
O, nic nie ma; nie, nie, nie ma nic:
Bądź więc wstępem do rozpaczy, do rozpaczy,
Rozpaczy, rozpaczy, rozpaczy, rozpaczy.
Gerard Manley Hopkins
przekł: Stanisław Barańczak
Wkrótce już nikt na ciebie z zachwytem, jak dziś, nie popatrzy,
Więc uczyń, co jeszcze możesz, co jeszcze masz do zrobienia,
Mądrość jest wstępem do rozpaczy:
Bądź tym wstępem, bo nie da się, nie, dłużej nie da się śnić,
Śnić, że nic się nie zmienia,
Że strach starości, zmora zmarszczek nic nie znaczy,
To więdnięcie, wiotczenie, zmęczenie, zamieranie, umieranie,
robak grobu, gnicia, zniszczenia:
Bądź więc wstępem, bądź wstępem do rozpaczy.
O, nic nie ma; nie, nie, nie ma nic:
Bądź więc wstępem do rozpaczy, do rozpaczy,
Rozpaczy, rozpaczy, rozpaczy, rozpaczy.
Gerard Manley Hopkins
przekł: Stanisław Barańczak
Władco mój, Boże
Władco mój, Boże,
Który karcisz i karmisz;
Któryś jest świata brzegiem, biegiem morza,
Panem żywych i zmarłych;
Tyś kości i żyły we mnie powiązał i w ciało ciasne
Wtłoczył, a potem prawie zniszczył trwożną męczarnią
Swe dzieło: czyżbyś znów dotknął mnie, teraz właśnie?
Po palca Twojego dotknięciu poznaję Cię, Panie, w pokorze.
Gerard Manley Hopkins
przekład Stanisława Barańczaka
Który karcisz i karmisz;
Któryś jest świata brzegiem, biegiem morza,
Panem żywych i zmarłych;
Tyś kości i żyły we mnie powiązał i w ciało ciasne
Wtłoczył, a potem prawie zniszczył trwożną męczarnią
Swe dzieło: czyżbyś znów dotknął mnie, teraz właśnie?
Po palca Twojego dotknięciu poznaję Cię, Panie, w pokorze.
Gerard Manley Hopkins
przekład Stanisława Barańczaka
Gospodarz Anathapindika i nietrwałość
Gospodarz Anathapindika był słynnym
darczyńcą. Nie mniej był również ariya – szlachetnym, z
wglądem w nietrwałość, cierpienie i nie-ja. Jest w Kanonie bardzo
interesująca Sutta, która opisuje dyskusję wędrowców z innych
sekt z gospodarzem Anathapindiką. Uczeń Zrealizowanego poradził
sobie w niej bardzo dobrze i został za to pochwalony przez samego
Buddę. Być może lektura tej Sutty przyczyni się do pogłębienia
u czytelnika zrozumienia wglądu w nietrwałość, a trzeba przyznać,
że koncepcja nietrwałości jest notorycznie błędnie rozumiana i
objaśniana przez współczesnych buddystów. W takim wypadku dobrze
jest sięgnąć do źródeł. AN X, 93
piątek, 19 kwietnia 2013
To było tak: byłeś szczęśliwy
byłeś szczęśliwy, potem byłeś smutny,
potem znów szczęśliwy, potem nie.
Tak to szło.
Byłeś niewinny, lub byłeś winny,
Brałeś się za coś, lub nie.
Czasem mówiłeś, kiedy indziej milczałeś,
Przeważnie, jak się zdaje, milczałeś – co miałeś mówić?
Teraz jest już niemal po wszystkim.
Twoje życie, jak kochanek, pochyla się i całuje twoje życie.
Robi to nie po, aby wybaczyć –
między tobą i tobą nie ma nic do wybaczenia –
ale wystarczy by piekarz rzucił przez moment okiem
a widzi czy chleb jest gotowy i dobrze wyrośnięty.
Również jedzenie jest teraz tylko dla innych.
Nieważne co z tobą zrobią,
albo co zrobią z twoimi dniami; nie będą mieli racji,
będą tęsknić za złą kobietą, za złym mężczyzną,
wszystkie historie jakie opowiadają, będą zmyślone.
Twoja historia jest taka: byłeś szczęśliwy, potem byłeś smutny,
spałeś, budziłeś się.
Czasem jadłeś pieczone kasztany, czasem daktyle.
Jane Hirsfield
przełożyła Julia Hartwig
Twoje dni fałszywą idą drogą
Twoje dni fałszywą idą drogą,
twoje noce stoją pełne pustych gwiazd.
Wciąż przybywają tysiące myśli,
wciąż odchodzą tysiące myśli.
Czy możesz sobie przypomnieć?
Byłeś niegdyś
tylko łodzią na zielonej rzece,
miałeś niegdyś stopy drzewa
i byłeś zakotwiczony w przystani zieleni.
Musisz tam znowu powrócić,
pić dawne deszcze i rodzić liście.
Twoje kroki są zbyt gwałtowne,
twoje słowa, twoja twarz czynią cię ordynarnym.
Musisz znowu zamilknąć, bezbronny,
stać się muchą, powiewem wiatru, lilią.
Günter Eich
przełożyła Janina Brzostowska
twoje noce stoją pełne pustych gwiazd.
Wciąż przybywają tysiące myśli,
wciąż odchodzą tysiące myśli.
Czy możesz sobie przypomnieć?
Byłeś niegdyś
tylko łodzią na zielonej rzece,
miałeś niegdyś stopy drzewa
i byłeś zakotwiczony w przystani zieleni.
Musisz tam znowu powrócić,
pić dawne deszcze i rodzić liście.
Twoje kroki są zbyt gwałtowne,
twoje słowa, twoja twarz czynią cię ordynarnym.
Musisz znowu zamilknąć, bezbronny,
stać się muchą, powiewem wiatru, lilią.
Günter Eich
przełożyła Janina Brzostowska
Wieczność
Pozwalam oczom błądzić w morskiej dali,
a myślom – snuć po sennych się ogrodach.
Nie czuję nic, nie myślę. Promienieję
w zachodzie słońca i w niebieskich wodach.
W niepamięć puszczam wszystko: sławę, wiersze,
przyziemne żądze, słowa, zakłamanie.
Jesteśmy wszyscy równi wobec śmierci,
a słowa w proch rozsypią się wraz z nami.
I nas, i nasze słowa skryje ziemia,
bo nieśmiertelność nie ze słów się bierze.
Prawdziwa nieśmiertelność to milczenie,
to morze, co ociera się o ciebie,
i swoje pieśni cichym szeptem nuci...
...Ja, zasłuchany, z ciszy tej zielonej
zdołam wyłowić głosy wszystkich ludzi,
którzy już żyli i żyć będą po mnie.
Damian Damianow
przełożyła Dorota Dobrew
a myślom – snuć po sennych się ogrodach.
Nie czuję nic, nie myślę. Promienieję
w zachodzie słońca i w niebieskich wodach.
W niepamięć puszczam wszystko: sławę, wiersze,
przyziemne żądze, słowa, zakłamanie.
Jesteśmy wszyscy równi wobec śmierci,
a słowa w proch rozsypią się wraz z nami.
I nas, i nasze słowa skryje ziemia,
bo nieśmiertelność nie ze słów się bierze.
Prawdziwa nieśmiertelność to milczenie,
to morze, co ociera się o ciebie,
i swoje pieśni cichym szeptem nuci...
...Ja, zasłuchany, z ciszy tej zielonej
zdołam wyłowić głosy wszystkich ludzi,
którzy już żyli i żyć będą po mnie.
Damian Damianow
przełożyła Dorota Dobrew
Mądrym
Bohater jest jak wiatr kruszący mury,
To on straszliwy odpór wrogom dał,
Ale sam poległ – jak meteor, który
Tnąc niebo, spala się na miał.
A tchórz wciąż żyje. Śni zemstę i właśnie
W ukryciu ostrzy śmiercionośną stal.
O, tak – jest mądry! Lecz serce w nim gaśnie:
Jak pod suszonym gnojem żar.
Iwan Bunin
tłumaczył Maciej Froński
To on straszliwy odpór wrogom dał,
Ale sam poległ – jak meteor, który
Tnąc niebo, spala się na miał.
A tchórz wciąż żyje. Śni zemstę i właśnie
W ukryciu ostrzy śmiercionośną stal.
O, tak – jest mądry! Lecz serce w nim gaśnie:
Jak pod suszonym gnojem żar.
Iwan Bunin
tłumaczył Maciej Froński
czwartek, 18 kwietnia 2013
Ze swoimi czterema wielbłądami
Ze swoimi czterema wielbłądami
Don Pedro z Alfarabiera
Podziwiał świat i go przemierzał
Zrobił to za co i ja się wziąłbym
Gdybym posiadał cztery wielbłądy
Jacques Brault
przekład: Edward Stachura
Don Pedro z Alfarabiera
Podziwiał świat i go przemierzał
Zrobił to za co i ja się wziąłbym
Gdybym posiadał cztery wielbłądy
Jacques Brault
przekład: Edward Stachura
Korzenie
Młodzi panowie ( i panie) pytają mnie " o korzenie "-
jak gdybym był rośliną. Yeats powiedział mi coś,
czego pretensjonalność już wtedy odczuwałem:
" Londyn, owszem, ale ja wracam zawsze
do Irlandii, gdzie są me korzenie ".
Pan Eliot równie o swe korzenie
stroskany- czy nad wezbraną
Mississippi, czy Tamizą, gdzie bądź.
Niezbyt to pojmuję. Jedni wciąż się włóczą:
dwaj Lawrence' owie, Byron , no i cześć.
Inni, jak Hardy, siedzą w domu i też gra.
Tym łobuzom mąćcie we łbach ich teoriami.
Do diabła z tym. Wędrować czy stać
Być igraszką Losu, czy siebie, wszystko jedno.
Wygnanie tętni w naszych czasach jak krew. Zdaj się
Na podróż wewnętrzną, dokąd bądź.
Pewnie wolałbym mieszkać w Wenecji czy Kioto,
gdyby nie ich języki, doprawdy
Młody Panie, nie dbam o to gdzie mieszkam ani
gdzie mieszkałem. Wszędzie mój rozum ze mną
płomienna pamięć. Którą wytrzymam, każę służyć.
John Berryman
jak gdybym był rośliną. Yeats powiedział mi coś,
czego pretensjonalność już wtedy odczuwałem:
" Londyn, owszem, ale ja wracam zawsze
do Irlandii, gdzie są me korzenie ".
Pan Eliot równie o swe korzenie
stroskany- czy nad wezbraną
Mississippi, czy Tamizą, gdzie bądź.
Niezbyt to pojmuję. Jedni wciąż się włóczą:
dwaj Lawrence' owie, Byron , no i cześć.
Inni, jak Hardy, siedzą w domu i też gra.
Tym łobuzom mąćcie we łbach ich teoriami.
Do diabła z tym. Wędrować czy stać
Być igraszką Losu, czy siebie, wszystko jedno.
Wygnanie tętni w naszych czasach jak krew. Zdaj się
Na podróż wewnętrzną, dokąd bądź.
Pewnie wolałbym mieszkać w Wenecji czy Kioto,
gdyby nie ich języki, doprawdy
Młody Panie, nie dbam o to gdzie mieszkam ani
gdzie mieszkałem. Wszędzie mój rozum ze mną
płomienna pamięć. Którą wytrzymam, każę służyć.
John Berryman
Subskrybuj:
Posty (Atom)